Czego nauczyło mnie aresztowanie i uwięzienie mojej matki
W sierpniu 2023 roku moja mama została podczas wykonywania swoich obowiązków aresztowana przez KPCh. Bracia i siostry oraz ja nie mieliśmy wówczas o tym pojęcia. Nie mieliśmy od niej żadnych wieści aż do września 2024 roku, kiedy to przysłała list z więzienia. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że została skazana na cztery lata. Ta wiadomość odebrała mi wszystkie siły. Moje serce przepełniała udręka i pomyślałam: „Mama była już wcześniej aresztowana za głoszenie ewangelii. Po wyjściu na wolność nadal wykonywała swoje obowiązki z dala od domu. Przez te wszystkie lata policja ciągle przychodziła do naszego domu, domagając się informacji o jej miejscu pobytu. Teraz znów jest w ich rękach. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak będą ją torturować. Życie w więzieniu jest ciężkie. Czy zdoła wytrwać?”. Pewna siostra ze mną wtedy porozmawiała. Powiedziała mi, że środowiska, których doświadczamy, i cierpienie, które znosimy w życiu, są z góry zarządzone przez Boga. Powiedziała, że powinnam powierzyć matkę w ręce Boga i podporządkować się Jego suwerennej władzy i zrządzeniom. Wiedziałam, że powinnam się podporządkować, ale na samą myśl o tym, jak bestialsko KPCh traktuje wierzących w Boga Wszechmogącego i jak moja mama z pewnością będzie strasznie cierpieć, w głowie miałam zamęt i to, co mówiła siostra, ledwie do mnie docierało. Później nadal wykonywałam swoje obowiązki, ale w każdej wolnej chwili lub gdy nie mogłam spać w nocy, mój umysł wypełniały obrazy aresztowanych braci i sióstr brutalnie torturowanych przez policję lub maltretowanych przez współwięźniów i bardzo martwiłam się o mamę. „Jak ona sobie radzi w więzieniu?” – zastanawiałam się. „Zostało jeszcze tyle dni i nocy z jej czteroletniego wyroku. Jak ona to przetrwa? Niektórzy po aresztowaniu nie potrafią znieść tortur, więc stają się judaszami. Inni podpisują trzy oświadczenia i zdradzają Boga. A co, jeśli mama nie zdoła wytrwać przy świadectwie i zdradzi Boga? Czyż całe cierpienie, które zniosła, nie poszłoby na marne?”. Wtedy przypomniałam sobie, jak kilka miesięcy temu pewna siostra opowiadała mi, że jej mąż został skazany na pięć i pół roku za wiarę. Miał zostać zwolniony po odbyciu wyroku, ale ponieważ odmówił wydania kościoła i zaparcia się Boga, policja po prostu pobiła go na śmierć. Przekręcili nawet fakty i twierdzili, że popełnił samobójstwo. Inny brat również został zamęczony na śmierć rok po aresztowaniu. Myślenie o tym martwiło mnie jeszcze bardziej. Gdyby policja zamęczyła moją mamę na śmierć, jak mogłaby kiedykolwiek zostać zbawiona przez Boga? Po prostu nie potrafiłam tego zrozumieć. Byłam zdezorientowana: „Odkąd mama uwierzyła w Boga, pilnie wykonywała swoje obowiązki. Kiedy poprzednio została aresztowana, nikogo nie wydała ani nie zdradziła kościoła. Potem zawsze wykonywała swoje obowiązki z dala od domu, aby uniknąć aresztowania. Bóg czuwał nad nią i chronił ją przez te wszystkie lata, więc dlaczego nie ochronił jej tym razem? Dlaczego Bóg pozwala KPCh nas aresztować i prześladować? Gdyby nie te wszystkie prześladowania, moglibyśmy po prostu wierzyć w Boga i w spokoju wykonywać nasze obowiązki, a mama nie musiałaby cierpieć w więzieniu”. W tamtych dniach mój nastrój był ciężki, czułam się przytłoczona. Podczas modlitw nie wiedziałam, co powiedzieć Bogu, i nie potrafiłam wyciszyć serca podczas wykonywania obowiązków. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co u mojej mamy, i przechodziłam przez prawdziwe katusze. Wiedziałam, że mój stan jest niewłaściwy i że wyrobiłam sobie pojęcia na temat Boga. Wtedy przypomniałam sobie fragment Jego słów: „Takie pojęcia i wyobrażenia stanowią poważny problem. Gdy ludzie żywią błędne pojęcia o Bogu, jest tak, jakby pomiędzy nimi a Bogiem stał mur, który nie pozwala im ujrzeć Jego prawdziwego oblicza ani Jego prawdziwego usposobienia i prawdziwej istoty. Dlaczego tak jest? Dzieje się tak dlatego, że ludzie żyją pośród własnych pojęć i wyobrażeń, posługując się nimi do tego, aby ustalać, czy Bóg ma rację, czy też nie, oraz by oceniać, osądzać i potępiać wszystko, co Bóg czyni. W jakiego rodzaju stan ludzie często popadają, postępując w ten właśnie sposób? Czy mogą szczerze podporządkować się Bogu, gdy żyją wśród swoich wyobrażeń? Czy mogą mieć prawdziwą wiarę w Boga? (Nie, nie mogą). Nawet jeśli ludzie choć trochę podporządkowują się Bogu, czynią to zgodnie z własnymi pojęciami i wyobrażeniami. Kiedy ktoś polega na swoich pojęciach i wyobrażeniach, jego uległość zostaje skażona jego własnymi sprawami, które pochodzą od szatana i ze świata, i pozostaje w sprzeczności z prawdą. Błędne ludzkie wyobrażenia o Bogu to poważny problem. Jest to jedna z głównych kwestii spornych pomiędzy człowiekiem a Bogiem, która wymaga pilnego rozwiązania” (Tylko pozbywając się własnych pojęć, możesz wkroczyć na właściwą ścieżkę wiary w Boga (1), w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Dzięki słowom Bożym uświadomiłam sobie, jak niebezpieczne jest posiadanie pojęć o Nim. Tworzą one nieporozumienia i barierę między człowiekiem a Bogiem. Jeśli człowiek nie rozumie Bożych intencji kryjących się za tym, co się wydarza, to nie potrafi podporządkować się Jego rozporządzeniom i ustaleniom. Dokładnie w takim stanie znajdowałam się w tamtym okresie. Odkąd dowiedziałam się, że moja mama jest w więzieniu, gdy tylko myślałam o jej cierpieniu i zastanawiałam się, czy w ogóle wyjdzie stamtąd żywa, rodziły się we mnie pojęcia o Bogu. Nie rozumiałam, dlaczego pozwala On wielkiemu czerwonemu smokowi aresztować i prześladować wierzących, narzekałam, że nie ochronił mojej mamy, i nie wkładałam serca w swoje obowiązki. Gdybym dalej żyła w ramach swoich pojęć, zamiast poszukiwać prawdy, bariera między mną a Bogiem stawałaby się coraz większa. Pomodliłam się więc: „Dobry Boże, nigdy nie potrafiłam zmusić się do tego, by podporządkować się aresztowaniu mamy, i wyrobiłam sobie pojęcia na Twój temat. Nie chcę dłużej być tak buntownicza. Proszę, poprowadź mnie, abym mogła zrozumieć Twoje intencje”.
Podczas moich ćwiczeń duchowych przeczytałam fragment słów Bożych, który bardzo mi pomógł. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie muszą częstokroć badać każdą zawartą w ich sercach treść, która jest niezgodna z Bogiem lub wiąże się z tym, że błędnie Go rozumieją. Jak rodzi się błędne rozumienie? Dlaczego ludzie błędnie rozumieją Boga? (Ponieważ ich własny interes na tym cierpi). Po zapoznaniu się z faktami dotyczącymi wygnania Żydów z Judei, ludzie czują się zranieni i mówią: »Na początku Bóg tak bardzo kochał Izraelitów. Wyprowadził ich z Egiptu i przeprowadził przez Morze Czerwone, dał im mannę z nieba i źródlaną wodę do picia, a następnie osobiście przekazał im prawa, które miały ich prowadzić, i nauczył ich, jak żyć. Boża miłość do człowieka przepełniała wtedy wszystko – ludzie, którzy wówczas żyli, to dopiero byli błogosławieni! Jak to możliwe, że Boża postawa wobec nich w mgnieniu oka zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni? Gdzie podziała się cała Jego miłość?«. Ludzie nie potrafią tego przeboleć i zaczynają wątpić, mówiąc: »To w końcu Bóg jest miłością czy nie? Dlaczego nie widać już Jego pierwotnego stosunku do Izraelitów? Jego miłość zniknęła bez śladu. Czy jest w Nim w ogóle jakakolwiek miłość?«. Właśnie tutaj zaczyna się ludzkie błędne rozumienie. W jakim kontekście ludzie je sobie wyrabiają? Czy dlatego, że działania Boga nie są zgodne z ich pojęciami i wyobrażeniami? Czy właśnie to powoduje, że ludzie błędnie rozumieją Boga? Czy powodem, dla którego ludzie błędnie rozumieją Boga, nie jest to, że wyznaczają granice Jego miłości? Myślą sobie tak: »Bóg jest miłością, a zatem powinien troszczyć się o ludzi i ich chronić oraz obsypywać ich łaskami i błogosławieństwami. Oto czym jest Boża miłość! Lubię, gdy Bóg miłuje ludzi w ten sposób. Miłość Boga do ludzi widać było szczególnie wyraźnie, kiedy przeprowadził ich przez Morze Czerwone. Ludzie w tamtych czasach byli tak błogosławieni! Chciałbym być jednym z nich!«. Kiedy jesteś zakochany w tej historii, traktujesz miłość przejawioną przez Boga w tamtej sytuacji jako najwyższą prawdę i jedyny wyznacznik Jego istoty. W swoim sercu wyznaczasz Bogu granice i wydajesz werdykt, że wszystko, co Bóg uczynił w tamtej chwili, jest najwyższą prawdą. Myślisz, że jest to najpiękniejsza strona Boga i ta, która w największym stopniu sprawia, że ludzie Go szanują i się Go boją, i że właśnie to jest Boża miłość. W rzeczywistości same działania Boga były pozytywne, ale z powodu wyznaczanych przez ciebie granic stały się pojęciami w twoim umyśle i podstawą, na której wydajesz werdykty na temat Boga. Sprawiają, że źle rozumiesz Bożą miłość, tak jakby nie było w niej nic poza miłosierdziem, troską, ochroną, przewodnictwem, łaską i błogosławieństwami – tak jakby na Bożą miłość składało się tylko to. Dlaczego tak bardzo cenisz sobie te aspekty miłości? Czy dlatego, że jest to związane z twoim własnym interesem? (Owszem). Z jakimi interesami jest to związane? (Z przyjemnościami ciała i wygodnym życiem). Kiedy ludzie wierzą w Boga, chcą otrzymać od Niego właśnie te rzeczy, ale nie inne. Ludzie nie chcą myśleć o sądzie, karceniu, próbach, oczyszczeniu, cierpieniu dla Boga, rezygnacji z różnych rzeczy i ponoszeniu kosztów, a nawet poświęcaniu własnego życia. Ludzie po prostu chcą cieszyć się Bożą miłością, opieką, ochroną i przewodnictwem, więc wydają werdykt, że Boża miłość jest jedyną cechą charakterystyczną Jego istoty, a w zasadzie Jego jedyną istotą. Czy to, czego Bóg dokonał, przeprowadzając Izraelitów przez Morze Czerwone, nie stało się źródłem ludzkich pojęć? (Tak, stało się). W ten sposób powstał kontekst, w którym ludzie wyrobili w sobie pojęcia o Bogu. Jeśli wyrobili w sobie pojęcia o Bogu, to czy mogą osiągnąć prawdziwe zrozumienie Bożego dzieła i usposobienia? Jest oczywiste, że nie tylko ich nie zrozumieją, ale wręcz błędnie je zinterpretują i wyrobią sobie na ich temat pojęcia. Dowodzi to, że ludzkie pojmowanie jest zbyt wąskie i nie jest prawdziwym zrozumieniem. Nie jest to bowiem prawda, ale raczej pewien rodzaj miłości i zrozumienia, do którego ludzie dochodzą, analizując i interpretując Boga na podstawie własnych pojęć, wyobrażeń, samolubnych pragnień i analiz; nie jest to zgodne z prawdziwą istotą Boga. Na jakie inne sposoby Bóg kocha ludzi, jeśli nie poprzez miłosierdzie, zbawienie, opiekę, ochronę i wysłuchiwanie ich modlitw? (Poprzez chłostę, dyscyplinowanie, przycinanie, osądzanie, karcenie, próby i oczyszczanie). To prawda. Bóg okazuje swoją miłość na wiele sposobów: uderzając, dyscyplinując, robiąc wyrzuty, osądzając, karcąc, poddając próbom, oczyszczając i tak dalej. To wszystko są aspekty Bożej miłości. Tylko taka perspektywa jest całościowa i zgodna z prawdą. Jeśli to rozumiesz, to czy po przeanalizowaniu siebie i uświadomieniu sobie, że źle rozumiesz Boga, nie będziesz w stanie dostrzec swoich wypaczeń i wykonać dobrej roboty, zastanawiając się, gdzie się pomyliłeś? Czy nie pomoże ci to wyzbyć się twojego błędnego rozumienia Boga? (Tak, pomoże). Aby to osiągnąć, musisz szukać prawdy. Tak długo, jak ludzie szukają prawdy, mogą wyeliminować swoje błędne rozumienie Boga, a kiedy już to zrobią, są w stanie podporządkować się wszystkim Bożym ustaleniom” (Jedynie rozumiejąc prawdę, możesz poznać czyny Boga, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Bożych uświadomiłam sobie, że nie potrafiłam zrozumieć Jego działań, ponieważ w pewien sposób wyznaczyłam granice Jego miłości. Wierzyłam, że miłość Boga oznacza, iż powinien On czuwać nad ludźmi i ich chronić, obdarzając ich łaską i błogosławieństwami i nigdy nie pozwalając, by musieli mierzyć się z bólem czy udręką. Kiedy działania Boga nie pasowały do moich pojęć, nie potrafiłam ich zaakceptować ani się im podporządkować. Wszystko to wynikało z faktu, że tak naprawdę nie znałam Jego dzieła. Pamiętam, że jak byłam mała, mama opowiadała mi, jak Bóg stworzył ludzkość i zapewnił nam wszystko. W Wieku Prawa sprawił, że Mojżesz wyprowadził Izraelitów z Egiptu i przeprowadził ich przez Morze Czerwone, zsyłając im przepiórki i mannę na pustyni oraz wprowadzając ich do dobrej ziemi Kanaan. W Wieku Łaski Pan Jezus uzdrawiał chorych, wypędzał demony i został ukrzyżowany, aby odkupić ludzkość. W moim umyśle miłość Boga polegała więc wyłącznie na opiece i ochronie oraz na udzielaniu łaski i błogosławieństw. Odkąd uwierzyłam w Boga, widziałam, jak zapewnia nam bezpieczeństwo, a my cieszyliśmy się Jego łaską i błogosławieństwami w naszym życiu, co sprawiało, że jeszcze bardziej czułam, jak bardzo nas kocha. Ale tym razem, gdy moja mama została aresztowana i przebywała w więzieniu, jej ciało z pewnością musiało bardzo cierpieć. Martwiłam się, że jeśli nie zdoła wytrwać przy świadectwie lub zostanie zamęczona na śmierć przez policję, straci szansę na zbawienie. Skarżyłam się więc na Boga, że jej nie ochronił. Próbowałam nawet się z Nim spierać, wskazując, jak pilnie wykonywała swoje obowiązki i jak nigdy nikogo nie wydała ani nie zdradziła kościoła, gdy została aresztowana. Jakże brakowało mi rozumu! Oceniałam Bożą miłość na podstawie tego, czy ciało zyskuje korzyści i błogosławieństwa, co w ogóle nie jest zgodne z prawdą. Miłość Boga to nie tylko łaska i błogosławieństwa; obejmuje ona również sąd, karcenie, próby i uszlachetnianie. Kiedy Bóg obdarza ludzi łaską i błogosławieństwami, jest to Jego miłość; ale kiedy przygotowuje środowiska, aby poddawać próbom i uszlachetnić ludzi, jest to w jeszcze większym stopniu przejaw Jego miłości. Weźmy na przykład aresztowanie mojej mamy. Z cielesnego punktu widzenia postrzegałam to jako coś złego i zdefiniowałam jako brak Bożej miłości. W rzeczywistości moje zrozumienie było po prostu zbyt jednostronne. Gdyby to się nie wydarzyło, nigdy bym sobie nie uświadomiła, że ograniczyłam Boga, żywiłam pojęcia na Jego temat i źle Go rozumiałam ani że nie miałam prawdziwej wiedzy o Jego dziele i Jego miłości. Podobnie, chociaż moja mama cierpi fizycznie z powodu aresztowania i więzienia, jeśli w swoim trudnym położeniu potrafi modlić się do Boga, polegać na Nim i poszukiwać Jego intencji, może zrozumieć prawdę, osiągnąć wzrost w życiu, a jej wiara w Boga również może się wzmocnić. To byłoby dla niej dobre. Wiele z Bożego dzieła nie pasuje do naszych pojęć ani nie przynosi korzyści naszemu ciału, ale przynosi korzyści naszemu życiu, co tym bardziej ukazuje miłość Boga. Gdy to rozważałam, poczułam w sercu wielką jasność.
Później znów się zastanowiłam: Dlaczego nie potrafiłam podporządkować się aresztowaniu mojej mamy? Wtedy przeczytałam słowa Boże: „Nie daję ludziom okazji wyrażania ich uczuć, ponieważ Ja nie mam uczuć cielesnych i rozwinęła się we mnie skrajna nienawiść do ludzkich uczuć. To z powodu uczuć pomiędzy ludźmi zostałem odsunięty na bok i w ten sposób stałem się »trzecią stroną« w ich oczach; to z powodu uczuć między ludźmi zostałem zapomniany; to z powodu uczuć człowiek chwyta okazję do powołania się na powrót do swojego »sumienia«; to z powodu uczuć człowiek zawsze czuje niechęć do Mojego karcenia; to z powodu uczuć człowiek stale nazywa Mnie niesprawiedliwym i nieuczciwym oraz mówi, że nie zwracam uwagi na ludzkie uczucia w Moim traktowaniu rozmaitych spraw. Czy także mam krewnych na ziemi? Kto kiedykolwiek pracował tak, jak Ja, dniem i nocą, bez myślenia o jedzeniu czy spaniu, ze względu na cały Mój plan zarządzania? Jak człowiek mógłby być porównywany z Bogiem? Jak człowiek mógłby być zgodny z Bogiem?” (Słowa Boże do całego wszechświata, rozdz. 28, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Wszyscy ludzie kierują się uczuciami – a zatem Bóg nie pomija żadnego człowieka i ujawnia tajemnice ukryte w sercach całego rodzaju ludzkiego. Dlaczego ludziom tak trudno oddzielić się od ich uczuć? Czy dokonanie tego wykracza poza wymogi sumienia? Czy sumienie jest w stanie wypełnić Bożą wolę? Czy uczucia mogą pomóc ludziom przetrwać przeciwności losu? W oczach Boga uczucie jest Jego wrogiem. Czyż słowa Boże nie stwierdzają tego jasno i wyraźnie?” (Ujawnienie tajemnic „Słów Bożych do całego wszechświata”, rozdz. 28, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Zastanowiłam się i uświadomiłam sobie, że nie potrafiłam się podporządkować, ponieważ moim życiem kierowały uczucia ciała. Z punktu widzenia doktryny wiedziałam, że osoby, wydarzenia i sprawy, które spotykają nas każdego dnia, dobre czy złe, są dopuszczone przez Boga i powinny być od Niego przyjęte. Ale kiedy dowiedziałam się, że moja mama jest w więzieniu, nie potrafiłam przyjąć tego od Boga, a tym bardziej nie poszukiwałam Jego intencji. Sama myśl o jej fizycznym i psychicznym bólu oraz udręce w więzieniu łamała mi serce. Nie chciałam, żeby cierpiała. Bałam się również, że nie zdoła wytrwać przy świadectwie, stanie się judaszem i przez to nie zostanie zbawiona albo że policja zamęczy ją na śmierć w więzieniu i stracę matkę. Stanęłam po stronie moich cielesnych uczuć i spierałam się z Bogiem, narzekając, że jej nie ochronił. Wszystkie moje myśli były wyrazem oporu wobec Boga. Zwracałam się przeciwko Bogu i sprzeciwiałam się Mu. Pomyślałam o Hiobie podczas jego prób. Stracił cały swój inwentarz, cały swój majątek i całą dziesiątkę dzieci, a jego ciało pokryły bolesne wrzody. Ale Hiob nigdy nie narzekał. Wierzył, że wszystko jest w rękach Boga i że nawet przeciwności losu przychodzą za Bożym przyzwoleniem, i pozostał podporządkowany Bogu oraz wychwalał Jego imię. Zrozumiałam, że Hiob miał bogobojne serce. Jakże daleko mi do niego! Kiedy usłyszałam, że moja mama została aresztowana i przebywa w więzieniu, po prostu nie potrafiłam tego zaakceptować. Kierowałam się wyłącznie uczuciami. Chociaż wiedziałam, że stało się to za przyzwoleniem Boga, nie potrafiłam się podporządkować. Spierałam się z Bogiem i sprzeciwiałam się Mu w głębi serca. Gdzie podziało się moje bogobojne serce? To przecież ewidentnie wielki czerwony smok nienawidzi Boga oraz aresztuje i prześladuje wierzących i to właśnie dlatego moja mama tak bardzo cierpi po aresztowaniu. Ale zamiast nienawidzić KPCh, ja skrażyłam się na Boga. Wszystko mi się pomieszało i nie potrafiłam odróżnić tego, co słuszne, od tego, co niesłuszne.
Później przeczytałam jeszcze kilka fragmentów słów Bożych i zaczęłam trochę rozumieć znaczenie tego, dlaczego Bóg dopuszcza prześladowania i udręki. Bóg mówi: „W trakcie swego dzieła, od samego początku, Bóg ustanowił próby dla każdej osoby – lub, można powiedzieć, dla każdej osoby, która podąża za Nim – i próby te mają różną skalę. Są tacy, którzy doświadczyli próby odrzucenia przez rodzinę; ci, którzy doświadczyli próby wrogiego otoczenia; ci, którzy doświadczyli próby aresztu i tortur; ci, którzy doświadczyli próby związanej z dokonaniem wyboru; i ci, którzy stanęli w obliczu próby pieniędzy i statusu. Ogólnie rzecz biorąc, każdy z was stanął w obliczu różnego rodzaju prób. Dlaczego Bóg działa w ten sposób? Dlaczego traktuje On wszystkich w ten sposób? Jakiego rodzaju rezultat chce osiągnąć? Oto ważny aspekt tego, co pragnę wam przekazać: Bóg chce zobaczyć, czy dany człowiek jest tego rodzaju, który boi się Go i unika zła. Oznacza to, że kiedy Bóg zsyła na ciebie próbę i stawia cię w jakiejś sytuacji, Jego zamiarem jest sprawdzenie, czy jesteś, czy też nie jesteś taką osobą, która boi się Go i unika zła” (Jak poznać Boże usposobienie i efekty, jakie osiągnie Jego dzieło, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Prowadząc dzieło stałego podtrzymywania i wspierania człowieka, Bóg przedstawia wszystkie swoje intencje oraz wymagania wobec człowieka i pokazuje swoje czyny, usposobienie oraz to, co ma i czym On jest dla człowieka. Celem jest wyposażenie człowieka w postawę i umożliwienie mu uzyskania różnych prawd od Boga podczas podążania za Nim – prawd, które są bronią daną człowiekowi przez Boga, którą może walczyć z szatanem. Tak wyposażony człowiek musi zmierzyć się z próbami od Boga. Bóg ma wiele środków i dróg do wypróbowania człowieka, ale wszystkie one wymagają »współpracy« Bożego wroga: szatana. To oznacza, że obdarzywszy człowieka potężną bronią, którą może on walczyć z szatanem, Bóg przekazuje człowieka szatanowi i pozwala szatanowi »wypróbować« postawę człowieka. Jeśli człowiek może wyrwać się z formacji bojowych przygotowanych przez szatana, jeśli może uciec z okrążenia szatana i nadal żyć, to człowiek zda egzamin. Jeśli jednak człowiek nie opuści szatańskich formacji bojowych i zostanie pokonany przez szatana, to nie zda egzaminu. Niezależnie od aspektu człowieka, który Bóg sprawdza, kryteria tego sprawdzania dotyczą tego, czy człowiek trwa niezłomnie w świadectwie, gdy jest zaatakowany przez szatana i czy wyrzeka się Boga oraz kapituluje przed szatanem i poddaje mu się, będąc w jego sidłach. Można powiedzieć, że to, czy człowiek może być zbawiony czy też nie, zależy od tego, czy może zwyciężyć i pokonać szatana, a czy może zyskać wolność, zależy od tego, czy jest w stanie posłużyć się samodzielnie bronią daną mu przez Boga, aby pokonać niewolę szatana, sprawiając, że szatan całkowicie porzuci nadzieję i zostawi go w spokoju. Jeśli szatan porzuca nadzieję i rezygnuje z kogoś, oznacza to, że szatan nigdy więcej nie będzie próbował odebrać tej osoby Bogu, nigdy więcej nie będzie oskarżał tej osoby ani jej przeszkadzał, już nigdy więcej nie będzie jej zuchwale torturował ani atakował. Tylko taki człowiek został naprawdę pozyskany przez Boga. Jest to cały proces pozyskiwania człowieka przez Boga” (Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg II, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). „Ci, którzy naprawdę podążają za Bogiem, są w stanie wytrzymać próbę, jakiej poddawana jest ich praca, podczas gdy ci, którzy nie podążają za Bogiem prawdziwie, nie są w stanie wytrzymać żadnej z Bożych prób. Prędzej czy później zostaną wyrzuceni, podczas gdy zwycięzcy pozostaną w królestwie. To, czy człowiek naprawdę poszukuje Boga, można ustalić tylko poddając pracę człowieka próbie, to znaczy poprzez próby Boże, i nie ma to nic wspólnego z tym, jak sam człowiek to osądza. Bóg nie odrzuca nikogo tak po prostu; wszystko, co czyni, może całkowicie przekonać człowieka. Nie robi niczego, co jest niewidoczne dla człowieka, ani nie dokonuje żadnego dzieła, które nie byłoby w stanie człowieka przekonać. O tym, czy wiara człowieka jest prawdziwa, czy też nie, świadczą fakty i człowiek nie może tego wyznaczać. Nie ma wątpliwości, że »pszenica nie może zamienić się w kąkol, a kąkol nie może zamienić się w pszenicę«. Wszyscy ci, którzy naprawdę kochają Boga, ostatecznie pozostaną w królestwie, a Bóg nikogo, kto naprawdę Go kocha, nie potraktuje źle” (Dzieło Boga i praktykowanie przez człowieka, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Ze słów Bożych zrozumiałam, że dopuszcza On, by na ludzi spadały prześladowania i udręki, aby ich udoskonalić i uczynić lojalnymi oraz poddanymi wobec Niego. Jednocześnie ujawnia i eliminuje tych, którzy nie są wobec Niego szczerzy. W dniach ostatecznych Bóg wyraża prawdę, aby nas zaopatrywać, i przekazuje nam wszystkie swoje wymagania. Następnie przygotowuje pewne rzeczywiste środowiska, aby nas wypróbować i sprawdzić, by zobaczyć, czy jesteśmy wobec Niego szczerzy i poddani. Jeśli potrafimy chwycić za prawdę jako naszą broń do walki z szatanem, trwać podczas prób przy świadectwie o Bogu i całkowicie zawstydzić szatana, to stajemy się ludźmi, którzy zostali pozyskani przez Boga. Weźmy na przykład aresztowania i prześladowania ze strony KPCh. Szczerzy wierzący pomimo bólu i słabości nie wypierają się Boga ani Go nie zdradzają. Zamiast tego poprzez prześladowania ze strony szatana wyraźnie dostrzegają ohydne oblicze diabła. W chwilach słabości i bólu oświecenie i przewodnictwo słów Bożych dają im jeszcze większą wiarę, a oni są gotowi zaryzykować życie, by trwać przy świadectwie. Poprzez tego rodzaju środowisko Bóg zyskuje szczere serca ludzi i sprawia, że prawda staje się ich rzeczywistością. To było z główną bohaterką filmu „Ogień oczyszczenia”. Aby zmusić ją do zdradzenia Boga, policjanci rozebrali ją do naga i razili całe jej ciało pałkami elektrycznymi. Przeżyła straszliwe tortury, ale słowa Boże dały jej wiarę. Wolała umrzeć, niż zdradzić Boga lub się Go wyprzeć. Złożyła dla Niego potężne świadectwo i ostatecznie zawstydziła szatana. Zrozumiałam, że szczerzy wierzący, bez względu na to, jakich środowisk doświadczają ani ile cierpienia czy tortur znoszą, potrafią wytrwać w swojej lojalności wobec Boga. Dla nich udręki i cierpienie są sposobem na bycie udoskonalanym, a także szczególnym błogosławieństwem od Boga. Ale ci, którzy nie są szczerzy wobec Boga, wypierają się Go i zdradzają, aby ocalić własną skórę, gdy stają w obliczu fizycznych tortur, bólu lub groźby śmierci. Tacy ludzie zostają zdemaskowani jako kąkol, to właśnie ich Bóg wyeliminuje. Bóg używa wielkiego czerwonego smoka jako narzędzia, aby zarówno demaskować, jak i doskonalić ludzi. Bóg jest tak mądry! Przypomniałam sobie, jak moja mama po swoim ostatnim aresztowaniu złożyła przed Bogiem przyrzeczenie: nawet gdyby ponownie została aresztowana, miała mocno trzymać się swojej wiary, wytrwać w podążaniu za Bogiem i nigdy Go nie zdradzić. To aresztowanie jest Bożym sprawdzianem dla niej. Jeśli zdradzi Boga, by chronić swoje ciało, zostanie zdemaskowana. Ale jeśli potrafi modlić się do Boga, polegać na Nim i trwać przy świadectwie o Bogu bez względu na to, jak szatan ją prześladuje, to to środowisko ją udoskonali, pomnażając jej wiarę i miłość. To także okazja, którą dał jej Bóg, by złożyła świadectwo – szczególne błogosławieństwo od Niego. Kiedy to zrozumiałam, pozbyłam się z serca części zmartwień o mamę.
W miarę jak kontynuowałam poszukiwania, uświadomiłam sobie, że miałam jeszcze jeden błędny pogląd. Myślałam, że jeśli ktoś został zamęczony na śmierć w więzieniu, to nie może zostać zbawiony. Dopiero gdy przeczytałam fragment słów Bożych, mój pogląd uległ zmianie. Bóg mówi: „Nie mówmy o ostatecznym wyniku owych męczenników ani o tym, jaki był werdykt Boga odnośnie do ich czynów, lecz zapytajmy: Czy kiedy nadszedł koniec tych męczenników, sposób, w jaki dokonali żywota, był zgodny z ludzkimi wyobrażeniami? (Nie). Z perspektywy ludzkich pojęć męczennicy ci zapłacili bardzo wysoką cenę za krzewienie dzieła Bożego, lecz ostatecznie zostali przez szatana straszliwie skrzywdzeni i ponieśli śmierć. Nie zgadza się to z ludzkimi pojęciami. Jednakże dokładnie to im się przydarzyło – do tego dopuścił Bóg. Jakiej prawdy można szukać w tym fakcie? Czy to, że Bóg pozwolił im umrzeć w ten sposób, było Jego przekleństwem i potępieniem, czy też Jego ustaleniem i błogosławieństwem? Ani jednym, ani drugim. Czym zatem było? Myśl o śmierci tych męczenników przyprawia ludzi o ból serca, a jednak takie są właśnie fakty. Jak należy wyjaśnić to, że ludzie wierzący w Boga umierają w taki sposób? Kiedy wspominamy o tym temacie, stawiacie się na ich miejscu. Czy zatem w głębi serca czujecie się zmartwieni i odczuwacie odrobinę ukrytego bólu? Myślicie: »Ci ludzie wypełnili swój obowiązek krzewienia ewangelii Bożej i powinni być uważani za dobrych, więc jak to się stało, że spotkał ich taki koniec, taki wynik?«. W gruncie rzeczy tak umarły i odeszły ich ciała; w ten sposób opuścili świat ludzi, ale to nie znaczy, że ich wynik również taki był. Bez względu na to, w jaki sposób umarli i odeszli, czy jak do tego doszło – nie oznacza to, że Bóg właśnie tak wyznaczył ostateczny wynik tych żywotów, tych istot stworzonych. Musisz to jasno zrozumieć. Było zupełnie odwrotnie: właśnie w taki sposób potępili ten świat i nieśli świadectwo o czynach Boga. Te istoty stworzone wykorzystały to, co najcenniejsze – swoje życie, wykorzystały ostatnie chwile swojego życia, aby nieść świadectwo o czynach Boga, nieść świadectwo o wielkiej mocy Boga oraz oznajmić szatanowi i światu, że czyny Boże są słuszne, że Pan Jezus jest Bogiem, że On jest Panem i wcieleniem Boga. Aż do ostatniej chwili życia nigdy nie zaparli się imienia Pana Jezusa. Czy nie była to forma osądu tego świata? Wykorzystali swoje życie, aby ogłosić światu i dowieść przed istotami ludzkimi, że Pan Jezus jest Panem, że Pan Jezus jest Chrystusem, że jest wcieleniem Boga, że dzieło odkupienia całego rodzaju ludzkiego, którego On dokonał, pozwala temu rodzajowi ludzkiemu żyć dalej – ten fakt jest niezmienny na zawsze. W jakim stopniu ci, którzy zginęli męczeńską śmiercią za krzewienie ewangelii Pana Jezusa, wypełnili swój obowiązek? Czy w najwyższym stopniu? Jak się przejawił ten najwyższy stopień? (Ofiarowali swoje życie). Zgadza się, zapłacili cenę swojego życia. Rodzina, bogactwo i rzeczy materialne należące do tego życia są rzeczami zewnętrznymi; jedyną rzeczą związaną z wnętrzem człowieka jest samo życie. Dla każdego żyjącego człowieka życie jest rzeczą najcenniejszą, najbardziej wartościową i w istocie ci ludzie mogli ofiarować to, co mieli najcenniejszego, jako potwierdzenie i świadectwo miłości Boga do człowieka. Aż do śmierci nie wyparli się imienia Boga, nie wyparli się dzieła Bożego i wykorzystali ostatnie chwile swojego życia, aby nieść świadectwo o istnieniu tego faktu – czy to nie jest najwyższa forma świadectwa? To najlepszy sposób wykonywania swojego obowiązku; na tym polega wypełnienie odpowiedzialności” (Głoszenie ewangelii jest powinnością, którą wszyscy wierzący są zobowiązani wypełniać, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Bożych moje serce przepełniła jasność. Kiedyś myślałam, że bycie zamęczonym na śmierć przez policję oznacza, że nie można zostać zbawionym przez Boga, ale Bóg wcale tak na to nie patrzy. Pan Jezus powiedział: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mojego powodu, znajdzie je” (Mt 16:25). Pomyślałam o tych, którzy stali się judaszami. Po aresztowaniu, przerażeni policyjnymi torturami, wydali przywódców i pracowników lub swoich braci i siostry, a także podpisali trzy oświadczenia. Nie cierpieli fizycznie i zostali zwolnieni – żyją do dziś – ale na zawsze stracili szansę na zbawienie i w przyszłości czeka ich wieczna kara. Ale ci, którzy ponieśli męczeńską śmierć z ręki wielkiego czerwonego smoka – chociaż zostali zamęczeni na śmierć, trwali przy świadectwie za cenę własnego życia. To jest najbardziej znacząca i wartościowa rzecz i Bóg o niej pamięta. To tak jak uczniowie w Wieku Łaski, którzy ponieśli męczeńską śmierć za głoszenie imienia Pana Jezusa. Byli lojalni wobec Boga. Po śmierci ich dusze powróciły do Boga, a On miał dla nich odpowiednie miejsce. Co więcej, ich śmierć jest dowodem na to, że szatan czyni zło, brutalnie traktując Bożych wybrańców, i jest zwycięskim świadectwem tego, że Bóg zyskuje chwałę i pokonuje szatana. Los mojej mamy jest w rękach Boga. Wszystko, czego doświadczy, podlega Jego suwerennej władzy i ustaleniom. Nawet gdyby została zamęczona na śmierć, stałoby się to w imię sprawiedliwości i było czymś chwalebnym. Jestem tylko malutką istotą stworzoną; nie mam prawa mówić Bogu, co ma robić. Muszę podporządkować się Jego suwerennej władzy i ustaleniom. Gdy to zrozumiałam, udręka w moim sercu zaczęła ustępować.
W styczniu tego roku mój dziadek napisał, że mama przysłała list z więzienia. Napisała, że praca jest bardzo ciężka i znacznie pogorszył się jej wzrok. Kiedy to usłyszałam, ogarnęła mnie wściekłość i poczułam ogromny smutek. „Mama miała już problemy z oczami” – pomyślałam. „Wykonując tak ciężką pracę każdego dnia – co, jeśli oślepnie? Zostało jej jeszcze tyle wyroku. Nadchodzące dni będą dla niej takie trudne!”. Wtedy przypomniałam sobie słowa Boże: „Ścieżka, którą prowadzi nas Bóg, nie wiedzie prosto w górę, lecz jest krętą, wyboistą drogą. Bóg mówi ponadto, że im bardziej kamienista jest ścieżka, tym lepiej jest w stanie ukazać nasze kochające serca. Jednakże nikt z nas nie potrafi sam odkryć takiej ścieżki. W ramach swego doświadczenia przemierzyłem wiele kamienistych i zdradzieckich ścieżek i znosiłem wielkie cierpienie. Czasami bywałem nawet pogrążony w tak wielkim żalu, że chciałem głośno zapłakać, lecz kroczę tą ścieżką aż do dzisiaj. Wierzę, że jest to ścieżka, którą prowadzi nas Bóg, znoszę więc udrękę całego tego cierpienia i wciąż idę naprzód. Tak bowiem zrządził Bóg, więc któż może przed tym uciec? Nie proszę o to, bym mógł otrzymać jakiekolwiek błogosławieństwa: proszę jedynie, abym był w stanie kroczyć tą ścieżką, którą powinienem iść zgodnie z Bożymi intencjami. Nie staram się naśladować innych, idąc ich ścieżką. Staram się jedynie o to, abym mógł ofiarować swoje oddanie i do samego końca kroczyć wyznaczoną Mi ścieżką. Nie proszę innych o pomoc; szczerze mówiąc, sam również nie potrafię im pomóc. Wydaje się, że jestem niezwykle wrażliwy w tej kwestii. Nie wiem, co sądzą inni ludzie. To dlatego, że zawsze wierzyłem, że ilość cierpienia, jakie jednostka musi znieść, i dystans, jaki musi pokonać na swojej ścieżce, są z góry ustanowione przez Boga i że nikt tak naprawdę nie może pomóc nikomu innemu” (Ścieżka… (6), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Rozważając słowa Boże, zrozumiałam, że ścieżka wiary nie jest gładka; wszyscy musimy znieść wiele cierpienia. Trudności, których doświadczy każdy człowiek, są zarządzone z góry przez Boga. To, jak policja traktuje moją mamę, jak bardzo cierpi ona w więzieniu i czy oślepnie – wszystko to jest w rękach Boga. Wszystko, co mogę teraz zrobić, to więcej się modlić, powierzyć mamę w ręce Boga i prosić Go, by dał jej wiarę, aby mogła przejść przez to środowisko. Kiedy teraz myślę o mamie, chociaż nadal czuję się trochę zmartwiona i zaniepokojona, nie wpływa to już na mój stan. Potrafię wyciszyć serce i poświęcić się moim obowiązkom, ponieważ rozumiem, że wszystko, co robi Bóg, jest dobre i zawiera Jego dobre intencje.