Czy rodzicielska dobroć to dług nie do spłacenia?
Autorstwa Miaoxiao, ChinyDorastałam w biednej chłopskiej rodzinie. Rodzice adoptowali mnie, kiedy mieli już blisko 40 lat. Gdy dorosłam na...
Witamy wszystkich wyznawców, którzy wyczekują pojawienia się Boga!
Moja mama wiele wycierpiała, wychowując mojego młodszego brata i mnie. Często powtarzała, że dopóki mamy dobre życie, warto było znosić wszelkie trudy. Byłam przekonana, że mama kocha mnie najbardziej na świecie i że wszystko, co robi, jest dla mojego dobra. W miarę jak dorastałam, największą troską moich rodziców stało się moje zamążpójście. Kiedy miałam dwadzieścia trzy lata, mama często zrzędziła, mówiąc: „Jesteś już dorosłą kobietą. Czas znaleźć odpowiedniego partnera. Jeśli będziesz zwlekać, wszyscy dobrzy mężczyźni będą zajęci”. Uważałam, że małżeństwo to zobowiązanie na całe życie, do którego należy podchodzić z rozwagą. Nie chciałam pochopnie wychodzić za mąż. Poza tym nie byłam wtedy jeszcze taka stara, więc zbywałam ją, mówiąc: „Nie ma pośpiechu. Zacznę się z kimś spotykać, gdy znajdę odpowiednią osobę”. Tak się złożyło, że w tamtym roku przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Czytając słowa Boże, dowiedziałam się, że jest to ostatni etap Bożego dzieła zbawienia ludzkości i niezwykle rzadka okazja, by zostać udoskonaloną przez Boga. Musiałam pilnie wykonywać swój obowiązek i gorliwie dążyć do prawdy. Wyjście za mąż w takim czasie mogłoby łatwo zaprzepaścić moją szansę na zbawienie. Dlatego stałam się jeszcze bardziej ostrożna w kwestii małżeństwa i wciąż odkładałam znalezienie partnera. Moja mama bardzo się niepokoiła. Ilekroć ktoś próbował mnie wyswatać z jakimś mężczyzną, nalegała, żebym się z nim spotkała. Nie znosiłam tego. Czułam się tak, jakby próbowała mnie sprzedać, jakbym była jakimś towarem. Poza tym jestem dość zamknięta w sobie i nie znosiłam takich randek, więc naprawdę nie chciałam chodzić na te aranżowane spotkania. Ale czułam się bezradna, kiedy mama naciskała na mnie, żebym wyszła za mąż. Wiele wycierpiała, wychowując mojego brata i mnie, i często mówiła nam, jak było jej ciężko. Pod wpływem takich powiedzeń jak: „Miłość rodzicielska jest godna pochwały” i „Rodzic ma zawsze rację” po prostu uważałam, że wszystko, co robi, jest dla mojego dobra. Żeby jej nie zranić, ulegałam jej i chodziłam na spotkania, które aranżowała, nawet jeśli bardzo tego nie chciałam. Ale wiedziałam, że to kluczowy moment Bożego dzieła i że randki oraz małżeństwo będą kolidować z moją wiarą w Boga, więc zazwyczaj chodziłam na te aranżowane spotkania, a potem znajdowałam wymówkę i mówiłam, że do siebie nie pasujemy. W ten sposób to zbywałam. W 2013 roku, kiedy miałam dwadzieścia pięć lat, poznałam na randce w ciemno mężczyznę, który był w moim typie. Był stateczny i dobry dla swoich rodziców, a mojej mamie bardzo się spodobał. Pomyślałam sobie: „Mogę spróbować się z nim spotykać. Będę mu głosić ewangelię, a potem będziemy mogli razem wierzyć w Boga”. Rozmawiałam z nim o wierze w Boga trzy razy, ale on słuchał od niechcenia i mówił z uśmiechem: „Wiara w Boga to dobra rzecz. Nie będę ci w tym przeszkadzał”. Byłam bardzo rozczarowana i zaczęłam się martwić, że gdybyśmy naprawdę byli razem, mógłby się temu sprzeciwiać i prześladować mnie tak samo, jak mężowie innych sióstr. Spotykaliśmy się przez ponad cztery miesiące i im więcej czasu spędzaliśmy razem, tym bardziej mi się podobał. Pomyślałam: „Jesteśmy razem dopiero od kilku miesięcy, ale moja głowa jest już zaprzątnięta tymi sprawami. Nie potrafię właściwie wykonywać swojego obowiązku, w zgromadzeniach uczestniczę tylko mechanicznie i nie wkładam serca w czytanie słów Bożych. Jeśli naprawdę weźmiemy ślub, czy każdego dnia nie będę pochłonięta błahymi sprawami rodzinnymi i nie będę w stanie w pełni skupić się na swoim obowiązku? Nie mogę tak po prostu rzucić się na ślepo w małżeństwo”. Ale moi rodzice chcieli, żebyśmy wzięli ślub już po czterech miesiącach. Byłam przerażona, że małżeństwo naprawdę zaprzepaści moją szansę na zbawienie dzięki wierze w Boga. Ale nie mogłam znieść myśli o zerwaniu z nim. Tak rzadko zdarzało mi się spotkać kogoś, kto by mi się podobał, i nie chciałam go stracić. Poza tym moi rodzice i moja babcia bardzo go polubili. Gdybym za niego nie wyszła, moi rodzice byliby bardzo rozczarowani i wciąż martwiliby się o moje zamążpójście. W moim sercu toczyła się ciągła walka i nie wiedziałam, co robić. W swoim bólu modliłam się do Boga, prosząc Go o wskazówki, abym dokonała właściwego wyboru. Później przeczytałam następujące słowa Pana Jezusa: „A biada brzemiennym i karmiącym!” (Mt 24:19). Przeczytałam również następujące słowa Boga Wszechmogącego: „Niektórych ludzi tak bardzo gnębią ich własne rodziny, że nie mogą wierzyć w Boga, dopóki nie wezmą ślubu. Tym sposobem małżeństwo rzeczywiście okazuje się dla nich pomocne. W przypadku innych nie przynosi ono jednak żadnych korzyści, płacą zaś tym, co wcześniej mieli. Twój konkretny przypadek musi zostać rozstrzygnięty zgodnie z twoimi faktycznymi uwarunkowaniami i mocą twojego własnego postanowienia. Nie po to jestem tutaj, aby wymyślać reguły i przepisy, zgodnie z którymi miałbym stawiać wam wymagania” (Praktyka (7), w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Ze słów Bożych zrozumiałam, że rezygnacja z małżeństwa ze względu na prawdę jest czymś wartościowym. Dzięki temu miałabym więcej czasu i energii, by wykonywać swój obowiązek i dążyć do prawdy. Gdybym przez małżeństwo straciła szansę na wykonywanie swojego obowiązku i ostatecznie nie zyskała prawdy ani nie została zbawiona, straciłabym znacznie więcej, niż bym zyskała. Wielkie kataklizmy już się rozpoczęły i nie zostało wiele czasu. Muszę wykorzystać ten czas, aby wyposażyć się w prawdę. Obecnie nie jestem mężatką i nie mam zobowiązań rodzinnych, więc mogę wykonywać swój obowiązek w pełnym wymiarze czasu. Gdybym wyszła za mąż, z pewnością całymi dniami siedziałabym w domu. Jestem też osobą bardzo uczuciową, więc gdybym w przyszłości naprawdę założyła rodzinę, z pewnością zaniedbałabym swój obowiązek z powodu uczuć, a to zaprzepaściłoby moją szansę na zbawienie. Po długich przemyśleniach ostatecznie zdecydowałam się z nim zerwać. Kiedy moja mama się o tym dowiedziała, była zaniepokojona i zła. Próbowała mi to wyperswadować, mówiąc: „Twój ojciec i ja się starzejemy, a moje zdrowie nie jest najlepsze. Nie możemy opiekować się tobą w nieskończoność! Znamy tę rodzinę na wylot. Jeśli szybko wyjdziesz za mąż, twój ojciec i ja będziemy mogli wreszcie zrzucić z siebie ten emocjonalny ciężar”. Gdy usłyszałam słowa mamy, zrobiło mi się naprawdę smutno. Moi rodzice każdego dnia tak bardzo martwili się o moje zamążpójście, że stało się to dla nich emocjonalnym ciężarem. Wychowując mnie, i tak mieli już mnóstwo zmartwień. Zamiast ich odciążyć i zmniejszyć presję, pod którą żyli, stawałam się ich największym brzemieniem. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, jakbym była wyrodną córką. Chociaż ten mężczyzna był w moim typie, nie był zainteresowany wiarą w Boga. Mieliśmy inne poglądy i podążaliśmy różnymi ścieżkami. Nie bylibyśmy szczęśliwi, żyjąc razem. A przez te kilka miesięcy, kiedy się spotykaliśmy, nie czułam radości ze związku, lecz raczej ciągłą duchową udrękę. Zawsze martwiłam się, że po ślubie rodzina stanie się dla mnie obciążeniem i przeszkodą powstrzymującą mnie w dążeniu do prawdy i zaprzepaści moją szansę na zbawienie. Kiedy o tym pomyślałam, utwierdziłam się w swoim przekonaniu i postanowiłam z nim zerwać. Po tym wydarzeniu stosunek mojej mamy do mnie uległ zmianie. Czasami traciła panowanie nad sobą i wściekle na mnie krzyczała: „Kto traktuje wiarę w Boga tak poważnie? To, co dziewczyna naprawdę powinna zrobić, to wżenić się w dobrą rodzinę i dbać o wszystkich, młodych i starych!”. Czasami mówiła też złośliwe rzeczy, żeby mnie sprowokować. Było mi naprawdę smutno, ale nie winiłam jej. Jak to mówią: „rodzic ma zawsze rację”. Czułam, że bez względu na to, co robi, robi to dla mojego dobra. W końcu „im głębsza miłość, tym surowsze upomnienie”. Zwyczajnie martwiła się o moje zamążpójście i krzyczała na mnie, bo bardzo się o mnie niepokoiła, więc po prostu znosiłam to w milczeniu.
Podczas Chińskiego Nowego Roku i innych świąt moi rodzice widzieli, jak córki z innych rodzin radośnie odwiedzają swoich rodziców z mężami i dziećmi, podczas gdy ja zawsze wracałam do domu sama. Wyglądali na bardzo zmartwionych i nieustannie wzdychali. Za każdym razem mama próbowała przemówić mi do rozsądku, mówiąc: „Spójrz na tę czy tamtą. Wyszła za mąż i teściowie bardzo dobrze ją traktują. Jak wspaniale byłoby, gdybyś wżeniła się w dobrą rodzinę i dzięki temu miała więcej osób, które by się tobą opiekowały. Twój ojciec i ja moglibyśmy wreszcie odetchnąć. Jeśli się nie pospieszysz i nie potraktujesz tego poważnie, co zrobisz, jeśli później nie znajdziesz dobrego mężczyzny? Jestem twoją matką. Czy kiedykolwiek zrobiłabym ci krzywdę? Robię to tylko dla twojego dobra”. Widząc moich zaniepokojonych i zmartwionych rodziców, którzy całymi dniami wzdychają z rozpaczy z powodu mojego zamążpójścia, czułam się okropnie i miałam ogromne poczucie winy. Byłam już dorosła, a wciąż przysparzałam im tylu zmartwień. Byłam taką wyrodną córką! Później doświadczyłam czegoś, co uświadomiło mi, że tak zwana „dobroć” moich rodziców wobec mnie wcale nie była prawdziwą dobrocią.
Pewnego dnia w 2017 roku mój tata spadł z drabiny i uszkodził sobie plecy. Kiedy tamtego wieczoru wróciłam do domu, mama powiedziała mi ze złością: „Wiesz, dlaczego twój ojciec spadł? Bo tak bardzo się o ciebie martwi! Martwi się tak bardzo, że nie może spać ani jeść, a od tych zmartwień siwieją mu włosy. Cała rodzina odchodzi od zmysłów z niepokoju z powodu twojego zamążpójścia. Jak możesz być tak samolubna? Myślisz tylko o sobie i nie masz pojęcia, jak to jest być rodzicem!”. Gdy usłyszałam te słowa, poczułam głębokie wyrzuty sumienia. Widząc, że milczę ze spuszczoną głową, mama kontynuowała: „Nie zdajesz sobie z tego sprawy? Przez to, że nie wyszłaś za mąż, twój ojciec i ja nie możemy chodzić z podniesioną głową. Wszyscy sąsiedzi gadają o tym, że masz trzydzieści lat i wciąż nie wyszłaś za mąż. Przyniosłaś ojcu i mnie tyle wstydu!”. Kiedy usłyszałam słowa mamy, byłam naprawdę zszokowana i zraniona. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Po prostu nie wyszłam za mąż; przecież nie zrobiłam niczego haniebnego. Dlaczego z tego powodu mieliby nie móc chodzić z podniesioną głową? Zapytałam ją więc: „Jak to, że nie wyszłam za mąż, przynosi wam wstyd? Nie zrobiłam nic złego. Czy bycie panną nie jest lepsze niż bycie kimś, kto zadaje się z byle kim? Małżeństwo to decyzja na całe życie. Nie mogę wyjść za mąż za byle kogo tylko po to, żebyście nie stracili twarzy! Poza tym, gdybym wyszła za mąż, a potem by nam nie wyszło i wzięłabym rozwód, czy to nie przyniosłoby wam jeszcze więcej wstydu?”. Mama odpowiedziała lekceważącym, sarkastycznym tonem: „I co z tego, że się rozwiedziesz? Po prostu znajdziesz sobie kogoś innego! W dzisiejszych czasach wszyscy tak robią. Znalezienie sobie faceta to dopiero sztuka! Spójrz na swoją kuzynkę. Zaledwie pół roku po rozwodzie już znalazła sobie kogoś nowego. To się nazywa zaradność! A ty co sobą reprezentujesz? Dla ciebie nawet kaleka byłby dobry”. Słowa mamy przeszyły moje serce. Nie mogłam uwierzyć, że moja własna matka mogła powiedzieć coś takiego. Nagle stała się dla mnie zupełnie obca. Wróciłam do swojego pokoju i zalałam się łzami. Nigdy bym nie pomyślała, że matka, która zawsze tak o mnie dbała, mogłaby powiedzieć coś tak bezdusznego. Czy naprawdę robiła to dla mojego dobra? Czy to była prawdziwa miłość? W swoim bólu pomodliłam się do Boga: „Boże, wiem, że gdyby nie te ostre słowa, moje serce nigdy nie zostałoby tak naprawdę dotknięte do żywego. Ale wciąż czuję, że to mama traktuje mnie najlepiej. Boże, nie wiem, jak powinnam tego doświadczać. Proszę, oświeć mnie i udziel mi wskazówek, abym potrafiła zrozumieć Twoje intencje”.
Później pomyślałam o słowach Bożych: „Dlaczego dzieci okazują swoim rodzicom synowskie oddanie? Dlaczego rodzice rozpieszczają swoje dzieci? Jaki jest cel, który żywią wszyscy ludzie? Czy nie jest nim zrealizowanie ich własnych planów i zaspokojenie samolubnych pragnień? Czy naprawdę jest nim działanie dla dobra Bożego planu zarządzania? Czy naprawdę jest nim działanie dla dobra Bożego dzieła? Czy jest nim wypełnianie obowiązków istoty stworzonej?” (Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Kto niesie największe brzemię za życie człowieka? (Bóg). Jedynie Bóg najbardziej kocha ludzi. Czy rodzice i krewni ludzi naprawdę ich kochają? Czy miłość, którą ich darzą, jest prawdziwą miłością? Czy może ona zbawić ludzi od wpływu szatana? Nie. Ludzie są odrętwiali i tępi, niezdolni do ujrzenia tych spraw jasno, zawsze mówią: »Po prostu nie czuję, jak Bóg mnie kocha. Tak czy owak, najbardziej kochają mnie matka i ojciec. Płacą za moje studia, każą mi nabierać umiejętności technicznych, żebym mógł stać się kimś, gdy dorosnę, wybić się ponad innych i zostać gwiazdą, celebrytą. Moi rodzice wydają mnóstwo pieniędzy, ciułają grosz do grosza i oszczędzają na jedzeniu, by mnie wychować i wspierać moje kształcenie. Jak wielka jest to miłość! Nigdy nie będę w stanie się im odwdzięczyć!«. Czy uważacie, że to jest miłość? Jakie są konsekwencje tego, że rodzice popychają cię do tego, byś się wybił nad innych, został celebrytą w świecie, zdobył dobrą pracę i zasymilował się ze światem? Niestrudzenie zmuszają cię do tego, byś się starał wybić ponad innych, byś przyniósł zaszczyt rodzinie i zintegrował się ze złymi trendami świata. W rezultacie wpadasz w wir grzechu, cierpisz wieczne potępienie i giniesz, pożarty przez szatana. Czy to jest miłość? To nie jest kochanie ciebie, lecz krzywdzenie cię i rujnowanie. Jeśli kiedyś upadniesz tak nisko, że przekroczysz granicę, zza której nie będziesz już w stanie powrócić, tak nisko, że nie będziesz w stanie się wyzwolić i zstąpisz do piekła, dopiero wtedy uzmysłowisz sobie: »Och, miłość rodzicielska to miłość ciała, nie jest ona korzystna dla wiary w Boga ani dla zyskania prawdy – to nie jest prawdziwa miłość!«. Być może jeszcze sobie tego nie uświadomiliście. Niektórzy powiedzą: »Nie czuję tego, jak Bóg mnie kocha. Natomiast czuję, że moja matka kocha mnie najbardziej na świecie. Jest dla mnie najbliższą osobą. Jest taka piosenka, której tytuł brzmi: „Mama jest najlepsza na świecie”. Te słowa odzwierciedlają rzeczywistość; to stwierdzenie jest bezwzględnie prawdziwe!«. Kiedyś, gdy już rzeczywiście wkroczysz w życie i gdy pozyskasz prawdę, powiesz: »Moja matka nie jest kimś, kto kocha mnie najbardziej, mój ojciec zresztą też nie. Najbardziej kocha mnie Bóg i to On jest mi najdroższy i ukochany, bo to On dał mi życie, On zawsze mnie prowadzi, zaopatruje mnie i zbawił mnie spod wpływu szatana. Jedynie Bóg jest Tym, kto daje ludziom życie, kto ich prowadzi i kto sprawuje suwerenną władzę nad wszystkim«. Dopiero gdy zrozumiesz prawdę i całkowicie ją pozyskasz, będziesz w stanie docenić głębię tych słów” (By osiągnąć prawdę, należy uczyć się od otaczających nas ludzi i wyciągać wnioski z pobliskich wydarzeń i spraw, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Wcześniej nie potrafiłam tak naprawdę przyjąć tych dwóch fragmentów słów Bożych. Uważałam, że moi rodzice kochają mnie najbardziej na świecie. Zwłaszcza moja mama, która tak wiele wycierpiała, by wychować mojego brata i mnie. Kiedy beształa mnie za to, że nie wyszłam za mąż, czyż nie było to potwierdzeniem powiedzenia: „Im głębsza miłość, tym surowsze upomnienie”? Myślałam, że moja mama po prostu chciała, abym wżeniła się w dobrą rodzinę i była szczęśliwa, i że rodzice byli jedynymi ludźmi na świecie, którzy nigdy by mnie nie oszukali ani nie skrzywdzili. Ale kiedy po tym doświadczeniu ponownie przeczytałam te słowa Boże, w końcu mogłam je przyjąć. Moja mama twierdziła, że robi to dla mojego dobra, abym wyszła za mąż za człowieka z dobrej rodziny i była szczęśliwa. Ale tak naprawdę myślała tylko o własnej dumie, żeby ludzie nie plotkowali za jej plecami, a ona mogła chodzić z podniesioną głową. Dlatego chciała, żebym szybko wyszła za mąż za kogokolwiek, kto by mnie zechciał. Posunęła się nawet do stwierdzenia, że wystarczyłby kaleka. W ogóle nie myślała o moim szczęściu! W miłości mojej mamy były nieczystości. Myślała tylko o sobie i tak naprawdę mnie nie kochała. Co więcej, desperacko pragnęła mojego ślubu, aby wykorzystać małżeństwo jako pułapkę, która uwiązałaby mnie w domu przy usługiwaniu mężowi i wychowywaniu dzieci, a tym samym powstrzymałaby mnie od wiary w Boga i wykonywania mojego obowiązku. W końcu dostrzegłam, że moja mama tak naprawdę nie dbała o moje interesy. Próbowała odciągnąć mnie od Boga, wciągając mnie do jaskini szatana! Gdybym faktycznie jej posłuchała, zaspokoiłabym swoją cielesność, ale miałabym mniej czasu i energii na wykonywanie swojego obowiązku i dążenie do prawdy. Ostatecznie zaprzepaściłabym swoją szansę na zbawienie. Pogląd na małżeństwo, który wpoiła mi mama, był błędny. Sprawiłby, że nie szanowałabym małżeństwa oraz traktowałabym małżeństwo i rozwód jak grę. Mama nie potrafiła wskazać mi w życiu właściwej ścieżki. To prawda wyrażona przez Boga wskazała mi właściwe dążenia w życiu. Na przykład Bóg mówi nam, abyśmy szanowali małżeństwo i nie dopuszczali się cudzołóstwa. Jest to przejaw zwykłego człowieczeństwa. Ponadto wypełnianie obowiązku istoty stworzonej to najbardziej sensowny sposób na życie. Tylko dążąc do prawdy i zmiany usposobienia, możemy zostać zbawieni i przetrwać. Dzięki słowom Bożym wyraźnie dostrzegłam, że miłość mojej mamy do mnie nie była prawdziwą miłością. To Bóg kocha mnie najbardziej.
Zawsze uważałam rodziców za najbliższe mi osoby. Nigdy nie potrafiłam rozeznać się co do tego, które z ich działań były właściwe, a które nie, i nie wiedziałam, jak powinnam ich odpowiednio traktować. Dopiero gdy przeczytałam słowa Boże, zyskałam co do nich pewne rozeznanie. Bóg Wszechmogący mówi: „Któregoś dnia, kiedy zrozumiesz nieco z prawdy, nie będziesz już myślał, że twoja matka jest najlepszą osobą ani że twoi rodzice są najlepszymi ludźmi. Zdasz sobie sprawę, że oni również należą do zepsutego rodzaju ludzkiego, że ich usposobienie jest tak samo skażone i że od innych odróżnia ich jedynie to, że są z tobą połączeni więzami krwi, a jeśli nie wierzą w Boga, to są tacy sami jak niewierzący. Nie będziesz już na nich patrzeć z perspektywy członka rodziny czy z perspektywy relacji cielesnych, ale od strony prawdy. Jakie są główne aspekty, na które powinieneś zwrócić uwagę? Powinieneś przyjrzeć się ich poglądom na wiarę w Boga, ich poglądom na świat, ich poglądom przy załatwianiu spraw, a co najważniejsze, ich postawom wobec Boga. Jeśli trafnie spojrzysz na te aspekty, będziesz w stanie wyraźnie zobaczyć, czy są to dobrzy, czy źli ludzie. Pewnego dnia możesz zobaczyć wyraźnie, że są ludźmi o zepsutym usposobieniu, podobnie jak ty, i że nie są dobrymi ludźmi, którzy naprawdę cię kochają, tak jak sobie to wyobrażałeś, oraz że w ogóle nie są w stanie poprowadzić cię do prawdy ani wprowadzić na właściwą ścieżkę w życiu. Możesz jasno dostrzec, że to, co dla ciebie zrobili, nie przyniesie ci wielkich korzyści i w żaden sposób nie pomoże ci kroczyć właściwą ścieżką w życiu. Możesz również odkryć, że wiele ich działań i opinii sprzeciwia się prawdzie, jest z ciała i budzi w tobie pogardę, odrazę i nienawiść. Jeśli dostrzeżesz te rzeczy, będziesz w stanie odpowiednio potraktować rodziców w swoim sercu. Nie będziesz już za nimi tęsknić, troszczyć się o nich i będziesz w stanie żyć oddzielnie od nich; zakończyli już swoją misję jako rodzice. Nie będziesz już uważać ich za najbliższych ci ludzi ani ich ubóstwiać, lecz zaczniesz ich traktować jak zwykłych ludzi. Całkowicie wyzwolisz się wówczas z kajdan ciepłych uczuć i prawdziwie odejdziesz od własnych ciepłych uczuć oraz od rodzinnej miłości. Kiedy już odejdziesz od ciepłych uczuć i rodzinnej miłości, zdasz sobie sprawę, że tych rzeczy nie warto cenić. W tym momencie dostrzeżesz, że krewni, rodzina i relacje cielesne są przeszkodami w zrozumieniu prawdy i uwolnieniu się od ciepłych uczuć. Zdasz sobie sprawę, że właśnie ta rodzinna relacja, ten cielesny związek z rodzicami paraliżuje cię i prowadzi na manowce, i dlatego wierzysz, że krewni są ci najbliżsi, troszczą się o ciebie bardziej niż ktokolwiek inny i najbardziej cię kochają. Przez to stajesz się niezdolny jasno rozeznać, czy są to dobrzy, czy źli ludzie. Kiedy już naprawdę odejdziesz od ciepłych uczuć, to czy myśląc od czasu do czasu o swoich bliskich, wciąż będziesz za nimi tęsknić całym sercem, wspominać ich i troszczyć się o nich tak jak teraz? Nie będziesz. Nie powiesz tak: »Naprawdę nie mogę żyć bez mojej matki. To ona mnie kocha, troszczy się o mnie i dba o mnie najbardziej«. Mając taki poziom percepcji, czy nadal będziesz płakać z tęsknoty za nimi? Nie. Ten problem zostanie rozwiązany” (Tylko rozwiązanie problemu skażonych skłonności może doprowadzić do prawdziwej transformacji, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). W przeszłości traktowałam mamę jako najbliższą mi osobę. Uważałam, że skoro jest moją mamą, to wszystko, co robi, robi dla mojego dobra. Stale naciskała na mnie, żebym chodziła na aranżowane spotkania i wyszła za mąż. Chociaż tego nienawidziłam i budziło to we mnie odrazę, i tak chodziłam na te spotkania zgodnie z jej życzeniem. Widząc, jak rodzice nieustannie martwią się i niepokoją moim zamążpójściem, czułam się winna. Obwiniałam się o to, że nie jestem posłuszną i oddaną córką. Prawda jest taka, że mama wpoiła mi błędny pogląd na małżeństwo, ale ze względu na nasze więzy krwi nie miałam co do niej żadnego rozeznania. Bóg mówi nam, abyśmy szanowali małżeństwo i nie dopuszczali się cudzołóstwa, ale moja mama traktowała małżeństwo jak grę. Uważała, że umiejętność znajdowania sobie kolejnych partnerów jest oznaką zaradności. Na przykład moje kuzynki nie szanują małżeństwa i traktują je jak grę, biorąc ślub i rozwodząc się pod wpływem kaprysu. Moja starsza kuzynka była mężatką, ale została kochanką żonatego mężczyzny, dopuszczając się cudzołóstwa. Moja mama wcale nie uważała tego za coś haniebnego czy wstydliwego; wręcz przeciwnie, uważała to za przejaw zaradności. Ja podchodziłam do małżeństwa ostrożnie. Nie chciałam pochopnie brać ślubu i się rozwodzić ani spotykać się z kim popadnie, tak jak inni. Z tego powodu mama beształa mnie, nazywając mnie niezaradną, i mówiła, że nie wychodząc za mąż, przynoszę im wstyd i sprawiam, że nie mogą chodzić z podniesioną głową. Moja mama przyswoiła sobie idee płynące ze złych trendów i nie potrafiła już odróżnić dobra od zła; całkowicie pomieszała to, co słuszne, z tym, co błędne. Jej spojrzenie na sprawy było całkowicie wypaczone. Przez cały ten czas byłam zaślepiona naszymi więzami rodzinnymi, zawsze myśląc, że wszystko, co robi, jest dla mojego dobra. Ale w rzeczywistości żyła według szatańskich praw przetrwania i nieuchronnie była zwodzona i krzywdzona przez szatana. Jak więc mogłaby poprowadzić mnie w życiu właściwą ścieżką? Dopiero wtedy zyskałam pewne rozeznanie co do mojej mamy i przestałam się obwiniać o to, że nie spełniam wymagań rodziców.
W 2018 roku z powodu mojej wiary w Boga zostałam wydana przez judasza. Funkcjonariusze z Brygady Bezpieczeństwa Narodowego przyszli do mojego domu, aby mnie aresztować, ale ponieważ wykonywałam swój obowiązek w innym miejscu, uniknęłam katastrofy. Od tamtej pory nie odważyłam się wrócić do domu. Wolna od presji rodziców, by wyjść za mąż, mogłam włożyć całe serce w swój obowiązek i zrozumiałam więcej prawdy niż wcześniej.
W 2024 roku Bóg omówił i szczegółowo przeanalizował niedorzeczny pogląd, że „rodzic ma zawsze rację”. Byłam bardzo poruszona, kiedy to przeczytałam. Bóg Wszechmogący mówi: „»Rodzic ma zawsze rację«. Co oznacza to powiedzenie? Oznacza to, że niezależnie od tego, czy twoi rodzice mają rację, z twojego punktu widzenia wszystko, co robią twoi rodzice, jest słuszne zasadniczo dlatego, że twoi rodzice cię urodzili i wychowali. Nie możesz ocenić, czy mają rację, czy nie, nie możesz też ich odrzucić a tym bardziej się im postawić. Nazywa się to synowskim oddaniem. Nawet jeśli twoi rodzice zrobili coś złego i nawet jeśli niektóre z ich idei i poglądów są przestarzałe czy błędne, albo też jeśli sposób, w jaki cię wychowują, i idee i poglądy, za pomocą których to robią, nie są poprawne czy pozytywne, nie wolno ci w nie wątpić ani ich odrzucać, ponieważ jest takie powiedzenie – »Rodzic ma zawsze rację«. Jeśli chodzi o rodziców, nigdy nie powinieneś rozeznawać ani oceniać, czy mają rację, czy nie, ponieważ życie dzieci i wszystko, co posiadają, pochodzi od rodziców. Nikt nie stoi wyżej niż twoi rodzice, więc jeśli masz sumienie, nie powinieneś ich krytykować. Bez względu na to, jak bardzo twoi rodzice się mylą, jakie błędy popełniają i jak są niedoskonali, i tak są twoimi rodzicami. Są to najbliżsi ci ludzie, którzy cię wychowali, ludzie, którzy najlepiej cię traktują, i ludzie, którzy dali ci życie. Czyż nie jest tak, że wszyscy akceptują to powiedzenie? I właśnie dlatego, że istnieje taka mentalność, twoi rodzice myślą, że mogą traktować cię bez żadnych skrupułów i używać różnych metod, aby nakłonić cię do robienia rozmaitych rzeczy, i zaszczepiają w tobie różne idee. Z ich punktu widzenia wygląda to tak: »Moje pobudki są właściwe, wszystko to robię dla twojego dobra. Wszystko, co masz, dostałeś ode mnie. Urodziłam cię i wychowałam, więc jakbym cię nie traktowała, nie mogę się mylić, ponieważ wszystko co robię, robię dla twojego dobra i przenigdy bym cię nie skrzywdziła«. Czy, patrząc z perspektywy dziecka, jest w porządku, że jego postawa wobec rodziców bazuje na tej maksymie »Rodzic ma zawsze rację«? (Nie jest). Z pewnością nie jest to w porządku. (…) Jak powinniśmy podejść do tej sprawy, jeśli mamy być w zgodzie z prawdą? Jak właściwie to ująć? Czy życie i ciała dzieci zostały im dane przez ich rodziców? (Nie). Fizyczne ciało człowieka pochodzi od jego rodziców, ale skąd wzięło się to, że rodzice w ogóle mogą mieć dzieci? (Zostało to dane przez Boga i od Niego pochodzi). A co z duszą? Skąd ona się bierze? Również pochodzi od Boga. Tak więc u źródła ludzie zostali stworzeni przez Boga i wszystko to zostało przez Niego z góry zarządzone. To Bóg zawczasu zarządził, że urodzisz się w tej rodzinie. Bóg zesłał duszę do tej rodziny, a potem urodziłeś się w niej ty, znajdujesz się zatem w z góry ustanowionej relacji ze swoimi rodzicami – zostało to zawczasu zarządzone przez Boga. To dzięki Bożej suwerenności i z góry podjętemu przez Niego zarządzeniu twoi rodzice mogli cię mieć i urodziłeś się w tej rodzinie. Tak to wygląda, jeśli chodzi o pierwotne źródło” (Jak dążyć do prawdy (13), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). „Każdy, kto żyje pośród tej złej rasy ludzkiej, przyjmuje różne idee i poglądy, których pełno jest w tym złym świecie, czy to pod postacią słów i myśli, czy też formy lub ideologii, i akceptuje wszelkiego rodzaju szatańskie idee czy to za pośrednictwem państwowej edukacji, czy uwarunkowania przez obyczaje społeczne. Te rzeczy zupełnie nie mają nic wspólnego z prawdą. Nie ma w nich prawdy, a ludzie z pewnością nie rozumieją, czym jest prawda. Z tego punktu widzenia rodzice i ich dzieci są równi i wyznają te same idee i poglądy. Różnica polega wyłącznie na tym, że twoi rodzice przyjęli te idee i poglądy jakieś 20 czy 30 lat wcześniej, podczas gdy ty przyjąłeś je nieco później. Oznacza to, że biorąc pod uwagę to samo pochodzenie społeczne, o ile jesteś normalną osobą, zarówno ty, jak i twoi rodzice zaakceptowaliście to samo szatańskie zepsucie, uwarunkowanie przez obyczaje społeczne oraz te same idee i poglądy, które wynikają z różnych złych trendów społecznych. Z tego punktu widzenia dzieci należą do tego samego typu, co ich rodzice. (…) A ze względu na ten szczególny status rodziców, dzieci muszą być oddane rodzicom i wypełniać swoje obowiązki wobec nich. Jest to jedyna odpowiedzialność, jaką człowiek ma wobec swoich rodziców. Ponieważ jednak dzieci i rodzice należą do tej samej skażonej rasy ludzkiej, rodzice nie są dla swoich dzieci wzorcami moralnymi ani wzorem do naśladowania w dążeniu ich dzieci do prawdy, ani też nie są takim wzorem dla swoich dzieci w zakresie oddawania czci i podporządkowania się Bogu. Jest oczywiste, że rodzice nie są wcieleniem prawdy. Ludzie nie mają obowiązku uważać swoich rodziców za wzorce moralne i postaci, którym należy być bezwarunkowo posłusznym. Dzieci nie powinny bać się zyskiwać rozeznania co do postępowania, działań i istoty usposobienia rodziców. Oznacza to, że obcując ze swoimi rodzicami ludzie nie powinni kierować się takimi ideami i poglądami jak »Rodzic ma zawsze rację«. Pogląd ten opiera się na fakcie, że rodzice posiadają szczególny status pod tym względem, że urodzili cię w ramach Bożego zarządzania i są 20-30 czy nawet 40 bądź 50 lat starsi od ciebie. Różnią się od swoich dzieci wyłącznie w kontekście pokrewieństwa i w kategoriach ich statusu i pozycji w hierarchii rodzinnej. Ale z powodu tej różnicy ludzie traktują swoich rodziców tak, jakby ci nie mieli absolutnie żadnych wad. Czy jest to podejście właściwe? Nie, jest to podejście błędne, irracjonalne i niezgodne z prawdą” (Jak dążyć do prawdy (13), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy).
Ze słów Bożych zrozumiałam, że pogląd, iż „rodzic ma zawsze rację”, to błędna idea, którą szatan wpaja nam poprzez wychowanie w rodzinie i uwarunkowania społeczne. Sprawia on, że czujemy, iż nasi rodzice są nam najbliżsi i najbardziej nas kochają, więc powinniśmy bezwarunkowo przyjmować wszystko, czego nas uczą. Nigdy nie zastanawiamy się, czy ich słowa są słuszne, po prostu wierząc, że wszystko, co robią, robią dla naszego dobra. Uważamy, że dzieci nie powinny oceniać, czy ich rodzice mają rację, czy się mylą, lecz powinny po prostu bezwarunkowo okazywać im posłuszeństwo. Te myśli i idee sprawiają, że słuchamy naszych rodziców i okazujemy im posłuszeństwo, zupełnie nie kierując się zasadami. To jest ślepe posłuszeństwo wobec rodziców, które prowadzi nas na niewłaściwą ścieżkę. Ja również kierowałam się w życiu poglądem, że „rodzic ma zawsze rację”. Wierzyłam, że bez względu na to, co robią moi rodzice, robią to dla mojego dobra – że kochają mnie bardziej niż ktokolwiek inny na świecie i nigdy by mnie nie skrzywdzili. Przyjmowałam wszystko, co mówili, bezwarunkowo i nie trzymając się zasad. Nigdy nie próbowałam rozeznać się co do tego, czy ich standardy postępowania i działania są słuszne, czy nie. Po prostu ślepo im ufałam i okazywałam im posłuszeństwo. Ze słów Bożych zrozumiałam, że moi rodzice, tak samo jak ja, są ludźmi, którzy zostali skażeni przez szatana. Ich idee i poglądy również pochodzą od szatana. To, co mówią, nie jest prawdą i nie zawsze jest słuszne. Nie powinnam ślepo okazywać posłuszeństwa we wszystkim, co mówią moi rodzice, ani traktować ich słów i podporządkowywać się im tak, jakby były prawdą. Pomyślałam o tym, jak moja mama wierzyła w Pana Jezusa, ale była wierzącą tylko z nazwy. W swoim przekonaniu uważała, że „pełnoletni mężczyźni powinni się żenić, a pełnoletnie kobiety wychodzić za mąż”. Była przekonana, że dorosła kobieta powinna wyjść za mąż, założyć rodzinę i prowadzić życie skupione wokół rodziny, męża i dzieci – że to jedyny sposób na normalne życie. Postrzegała wiarę w Boga tylko jako kwestię wyznania; coś, co nie powinno kolidować z codziennym życiem. Dlatego wciąż naciskała na mnie, żebym szybko wyszła za mąż, i nie chciała, żebym wierzyła w Boga i wykonywała swój obowiązek. Nie obchodził jej charakter ani człowieczeństwo mężczyzny, za którego mogłabym wyjść. Jej stosunek do mojego małżeństwa był bardzo nieodpowiedzialny. Była nawet gotowa zgodzić się, bym wyszła za niepełnosprawnego mężczyznę albo wielokrotnie brała ślub i się rozwodziła, byle tylko zachować twarz i sprawić, by ludzie nie mówili, że ma starą, niezamężną córkę. Moja mama chciała również wykorzystać małżeństwo, aby przeszkodzić mi w wierze w Boga. Gdybym jej posłuchała, tylko coraz bardziej oddalałabym się od Boga i ostatecznie zrujnowałabym swoje życie. Boże dzieło zbawienia ludzi w dniach ostatecznych to niezwykle rzadka okazja. Fakt, że nie jestem mężatką i nie mam zobowiązań rodzinnych, co pozwala mi bez przeszkód kroczyć ścieżką wiary, jest czymś dobrym. Możliwość podążania za Bogiem i wykonywania obowiązku istoty stworzonej to najbardziej wartościowa i sensowna rzecz. To był dla mnie najwłaściwszy wybór.
Później przeczytałam więcej słów Bożych i dowiedziałam się, jak powinnam traktować swoich rodziców. Bóg mówi: „W podejściu do rodziców powinieneś najpierw racjonalnie wyjść poza te więzy krwi i rozeznać się co do swoich rodziców, posługując się prawdami, które już przyjąłeś i zrozumiałeś. Rozeznaj się co do swoich rodziców na podstawie myśli, poglądów i motywów, które kryją się za ich zachowaniem i działaniami, a także na podstawie zasad i metod dotyczących tego, jak się zachowują i działają, co potwierdzi, że oni również są ludźmi skażonymi przez szatana. Spójrz na nich i rozeznaj się co do nich z perspektywy prawdy, zamiast zawsze myśleć, że twoi rodzice są wzniośli, bezinteresowni i dobrzy dla ciebie, bo jeśli będziesz tak na nich patrzył, nigdy nie odkryjesz, jakie mają problemy. Nie postrzegaj swoich rodziców z perspektywy więzów rodzinnych ani swojej roli jako syna lub córki. Wyjdź poza tę sferę i przyjrzyj się temu, jak podchodzą do prawdy, do świata oraz do ludzi, wydarzeń i spraw. Szczególnie przyjrzyj się ideom i poglądom, którymi uwarunkowali cię rodzice w odniesieniu do tego, jak powinieneś postrzegać ludzi i sprawy oraz jak powinieneś się zachowywać i działać – w ten właśnie sposób powinieneś ich rozpoznać i rozeznać się co do nich. W ten sposób ich charaktery oraz fakt, że zostali skażeni przez szatana, będą stawać się dla ciebie krok po kroku coraz jaśniejsze. Jakimi są ludźmi? Jeśli są niewierzący, jakie jest ich nastawienie do ludzi, którzy wierzą w Boga? Jeśli są wierzący, jakie jest ich nastawienie do prawdy? Czy są ludźmi, którzy dążą do prawdy? Czy miłują prawdę? Czy lubią to, co pozytywne? Jakie jest ich spojrzenie na życie i świat? I tak dalej. Jeśli potrafisz rozeznać się co do swoich rodziców na podstawie tych rzeczy, wyraźnie dostrzeżesz ich istotę, a wzniosły, szlachetny i niezachwiany status twoich rodziców w twoim umyśle ulegnie zmianie. A kiedy to się zmieni, konkretne słowa i czyny twoich rodziców, które ukazują ich matczyną i ojcowską miłość, a także te wzniosłe obrazy ich samych, które w sobie nosisz, nie będą już tak głęboko wyryte w twoim umyśle” (Jak dążyć do prawdy (13), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Ze słów Bożych zrozumiałam, że w relacjach z rodzicami muszę kierować się zasadami i mieć rozeznanie co do ich słów. Oni również są skażonymi ludźmi, a ich myśli i poglądy są pełne różnych trucizn szatana. Jeśli to, co mówią moi rodzice, jest zgodne z prawdą, mogę ich słuchać. Jeśli nie jest, nie mogę okazywać im posłuszeństwa. Najwłaściwszą drogą jest ocenianie ludzi i spraw oraz postępowanie zgodnie ze słowami Bożymi. Moja mama uważała, że jeśli w małżeństwie się układa, to zostaje się razem, a jeśli nie, to bierze się rozwód. Była przekonana, że umiejętność znalezienia sobie kolejnych partnerów jest oznaką zaradności. Jej pogląd na małżeństwo był wypaczony i sprzeczny z Bożymi wymaganiami. Nie powinnam ślepo okazywać jej posłuszeństwa. Jednocześnie zrozumiałam również, że małżeństwo podlega suwerennej władzy Boga i Jego ustaleniom; jest przez Niego z góry zarządzone. Nie ma nic wspólnego z osobistymi preferencjami ani oczekiwaniami rodziców. Nie powinnam żyć po to, by spełniać nadzieje moich rodziców, ani traktować ich oczekiwań jako mojego brzemienia. Właściwym podejściem do mojego własnego małżeństwa jest podporządkowanie się suwerennej władzy Boga i Jego ustaleniom.
Patrząc wstecz, przez te wszystkie lata byłam pod wpływem idei, że „rodzic ma zawsze rację”. Zawsze myślałam, że wszystko, co robili moi rodzice, było słuszne i dla mojego dobra, i ślepo okazywałam im posłuszeństwo. Nawet jeśli ich sposoby działania były sprzeczne z moimi pragnieniami, i tak postępowałam wbrew sobie, aby działać zgodnie z ich wymaganiami, a kiedy nie potrafiłam sprostać ich oczekiwaniom, czułam się wobec nich zobowiązana. To dzięki słowom Bożym stopniowo zyskałam rozeznanie co do niedorzecznej idei, że „rodzic ma zawsze rację”, znalazłam właściwy sposób traktowania moich rodziców i poczułam się w duchu uwolniona. Teraz mogę poświęcić mojemu obowiązkowi więcej czasu i energii oraz spędzić najlepsze lata mojego życia, dążąc do prawdy. A wszystko to dzięki Bożym wskazówkom. Bogu niech będą dzięki!
W miarę jak katastrofy wciąż się nasilają, coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę, że proroctwa biblijne to nie bajki dla dzieci, lecz rzeczywistość rozgrywająca się na naszych oczach. Nikt nie wie, co nadejdzie najpierw: jutrzejszy dzień czy nieoczekiwana katastrofa. Jeśli chcesz wraz z rodziną powitać powrót Pana i znaleźć bezpieczeństwo pod Bożą ochroną, kliknij WhatsAppa lub Messengera, aby dołączyć do naszej grupy studyjnej. Nie odkładaj tego do jutra.
Autorstwa Miaoxiao, ChinyDorastałam w biednej chłopskiej rodzinie. Rodzice adoptowali mnie, kiedy mieli już blisko 40 lat. Gdy dorosłam na...
Autorstwa Jian Xi, ChinyGdy byłam młoda, miałam słaby organizm i często chorowałam. Czasem rodzice zawozili mnie pędem do kliniki w środku...
Autorstwa Xu Zhen, ChinyMoi rodzice zawsze bardzo mnie kochali. Odkąd byłam mała, ciężko pracowali fizycznie, abyśmy z bratem mogli chodzić...
Autorstwa Liu Hui, ChinyPod koniec września 2022 r. mąż Ming Hui zabrał ją z więzienia do domu. Ze względu na wiarę w Boga Wszechmogącego...