Nauka płynąca z podlewania nowych wyznawców

29 stycznia 2023

Autorstwa Ye Cheng, Chiny

W styczniu tego roku podlewałam w kościele nowych wyznawców. Wśród nich była siostra Ran Jie i jej mąż. Mój przełożony powiedział, że mąż Ran Jie właśnie zaczął badać dzieło Boga w dniach ostatecznych, uczestniczył w kilku spotkaniach i potrzebował więcej wsparcia i podlewania.

Podczas obu wizyt w domu Ran Jie dochodziło do sprzeczek między nią i mężem. Po zbadaniu sprawy okazało się, że Ran Jie gardziła mężem za to, że trzyma się światowych trendów i nie jest żarliwym wyznawcą. Dotarło do mnie, że jej nierealistyczne żądania i naskakiwanie na męża, gdy ten dopiero co zaczął szukać prawdziwej drogi, mogą utrudnić mu robienie postępów. Któregoś razu rozmawiałam z nią o potrzebie tolerancji i cierpliwości w relacji z innymi. Ku mojemu zdziwieniu siostra ta poczuła się urażona i oświadczyła, że i tak już jest bardzo cierpliwa. Dodała nawet: „Jeśli mąż nie chce wierzyć, trudno. Przynajmniej nie wpłynie to na mój stan”. Zmartwiłam się, że jej mąż odejdzie z kościoła, słysząc jej słowa. Poskarżyłam się w moim sercu, „jaka ta siostra jest strasznie arogancka. Chce się tylko wyładować, a nie troszczy się o uczucia innych. Muszę z nią porozmawiać, żeby wiedziała, jak poważna jest sytuacja”. Ale gdy powiedziałam, co miałam jej do powiedzenia, odrzekła, że nie chce się złościć, ale jej mąż spędza całe dnie ze znajomymi albo grywa w madżong i nie czyta słów Boga. I w ogóle jej nie słucha, choćby nie wiem, ile razy mu mówiła. Słysząc to, trochę się zdenerwowałam. Pomyślałam, że sama przejawia oznaki zepsucia, a nic tylko krytykuje swojego męża. W ogóle siebie nie zna! Dlatego przeczytałam jej fragment objawienia Boga na temat aroganckiego usposobienia ludzi i zinterpretowałam to w ten sposób, że jej gniew bierze się ze zbyt silnego pragnienia statusu. Złoszczenie się na męża, żeby ten ustąpił, gdy nie chciał jej słuchać, świadczyło o zepsuciu, które należy wyprostować. Siostra niechętnie przyznała, że była zbyt arogancka, ale po chwili zachowała się tak samo i nie zmieniła swojej postawy nawet o jotę. Później rozmawiałam z nią jeszcze kilkukrotnie i nalegałam, by sprawiedliwie traktowała męża, a nie tylko czepiała się jego wad, i żeby najpierw poznała samą siebie. Ona jednak wciąż wynajdowała kolejne wymówki. Nie wiedziałam, co mam robić. Początkowo chciałam, żeby jej mąż przyszedł na kolejne spotkania, by mógł się zakorzenić w prawdziwej drodze, ale te spotkania zostały niespodziewanie odwołane.

Tylko narzekałam i osądzałam Ran Jie uważając, że jest arogancka i nietolerancyjna wobec męża. Czy ona ma złe człowieczeństwo? Wielokrotnie z nią rozmawiałam, ale ona nie praktykowała prawdy i nie pomagała popularyzować spotkań. Nie chciałam jej dłużej podlewać. Kiedyś rozmawiałam o tym z inną siostrą, z którą współpracuję, i dałam upust swoim żalom. Siostra ta poleciła mi film ze świadectwem na temat doświadczenia. Jeden fragment słów Boga z tego filmu bardzo do mnie przemówił. Słowa Boga mówią: „Należy zachować ostrożność i roztropność oraz polegać na miłości w odnoszeniu się do ludzi, którzy badają prawdziwą drogę, a to z tej przyczyny, że każdy, kto bada prawdziwą drogę, jest niewierzący – nawet ci spośród nich, którzy są religijni, pozostają jednak mniej lub bardziej niewierzący – i wszyscy są delikatni: jeśli cokolwiek nie zgadza się z ich pojęciami, będą temu zaprzeczać, a jeśli jakiekolwiek wyrażenie nie jest zgodne z ich wolą, będą je kwestionować. Dlatego szerzenie ewangelii wśród takich ludzi wymaga od nas tolerancji. Wymaga z naszej strony najwyższej miłości, a także pewnych metod i pewnego podejścia. Najważniejsze jest jednak to, by czytać im słowa Boga, przekazać wszystkie prawdy, jakie Bóg wyraża dla zbawienia człowieka oraz umożliwić usłyszenie głosu Boga i słów Stwórcy. Przyniesie im to korzyści(Szerzenie ewangelii jest powinnością, do której wszyscy wierzący są moralnie zobowiązani, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Bóg wymaga od nas otoczenia każdego potencjalnego słuchacza ewangelii troskliwą opieką. Musimy pomagać takim osobom, okazywać im cierpliwość i miłość, nauczać ich o prawdzie i przyprowadzać do Boga. Takie są obowiązki każdego głosiciela ewangelii. Wyczuwałam troskę Boga o każde ludzkie życie w każdym Jego słowie i w każdej frazie. To dlatego nałożył na nas te wymagania. Czułam wstyd, gdy zastanawiałam się nad wyrozumiałością i miłością Boga do ludzi. Przypomniało mi się, jak potraktowałam Ran Jie. Gdy po kilku rozmowach z nią o narzekaniu na jej męża nie nastąpiła żadna poprawa, byłam zła, znalazłam fragmenty słów Boga, by móc krytykować jej zachowanie według mojego uznania, przeanalizowałam jej problemy, wyładowałam na niej swoją frustrację, w ogóle nie zważając na jej uczucia i postawę. Powiedziałam nawet przed inną siostrą, że ma złe człowieczeństwo. Gdzie się podziała moja dobroć? Ran Jie dopiero pół roku temu przyjęła dzieło Boga w dniach ostatecznych i wciąż jeszcze nie rozumiała wiele z prawdy, dlatego normalne było to, że przejawiała zepsucie w obliczu problemów. Nie tylko nie pokierowałam jej z miłością, by pomóc jej w praktykowaniu prawdy, ale wręcz nią wzgardziłam. To raczej mi zabrakło człowieczeństwa. Zastanawiając się nad tym, zrozumiałam, że nie miałam żadnych rezultatów po kilku rozmowach z Ran Jie, ponieważ nie nauczałam z miłością i nie użyłam prawdy do rozwiązania jej problemów. Za to wzgardzałam nią, osądzałam ją i zbeształam ją w gniewie. Jak takie zachowanie miało jej pomóc w zrozumieniu prawdy i poprawie jej stanu? Stanęłam przed Bogiem na modlitwie, gotowa naprawić swoje zamiary i nie traktować Ran Jie wedle własnego zepsutego usposobienia.

Któregoś dnia zobaczyłam taki fragment słów Boga. „Musisz mieć zrozumienie różnych stanów, w jakich ludzie będą się znajdowali, gdy Duch Święty będzie wykonywać w nich swe dzieło. W szczególności zaś ci, którzy koordynują służbę Bożą, muszą jeszcze lepiej rozumieć te stany. Jeśli mówisz tylko o wielu doświadczeniach i wielu sposobach na to, by osiągnąć wkroczenie w życie, pokazuje to, że twoje doświadczenie jest zbyt jednostronne. Bez wiedzy o swoim prawdziwym stanie i uchwycenia zasad prawdy, dokonanie przemiany usposobienia jest niemożliwe. Bez wiedzy o zasadach dzieła Ducha Świętego lub rozumienia jego owoców, trudno będzie ci rozpoznać działanie złych duchów. Musisz ujawniać działanie złych duchów i obnażać ludzkie pojęcia oraz trafiać prosto w sedno problemu. Musisz również wskazywać ludziom ich liczne odstępstwa w praktykowaniu lub problemy w wierze w Boga, tak aby mogli je rozpoznać. W każdym razie zaś nie możesz sprawiać, że poczują się zniechęceni lub staną się bierni. Musisz jednak rozumieć trudności, które obiektywnie istnieją dla większości ludzi. Nie możesz być nierozsądny ani wymagać od nich niemożliwego, gdyż takie postępowanie jest niemądre. Aby móc rozwiązywać rozliczne trudności, jakich doświadczają ludzie, trzeba najpierw pojąć mechanizm działania Ducha Świętego. Trzeba zrozumieć, w jaki sposób Duch Święty wykonuje dzieło w różnych ludziach, trzeba mieć zrozumienie dla trudności, wobec których ludzie ci stają, i ich braków, wnikać w kluczowe kwestie danego problemu i docierać do jego źródła, bez wypaczeń i błędów. Tylko osoba, która tak właśnie postępuje, kwalifikuje się do tego, by koordynować służbę Bożą(W co powinien być wyposażony odpowiedni pasterz, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Rozważając Boże słowa, zrozumiałam, że bez względu na to, czy głosimy ewangelię, czy podlewamy nowych wyznawców, musimy zawsze być świadomi faktycznych problemów i stanów emocjonalnych innych oraz nauczać stosowne prawdy, aby móc naprawdę rozwiązywać ich problemy. Jeśli nie zrozumiemy ich problemów i będziemy nauczać tylko na podstawie własnych przekonań, nie tylko nie rozwiążemy ich problemów, lecz możemy nawet ich zranić i urazić. Gdy nowi wyznawcy okazują oznaki zepsucia i negatywnej postawy, a wielokrotne nauki nie przynoszą poprawy, należy się zastanowić, czy przejrzyście nauczaliśmy prawdy dotyczącej ich problemów. Jeśli ich problemy nie ustępują, ponieważ nie nauczaliśmy prawdy wystarczająco klarownie, to nie wywiązaliśmy się ze swojego obowiązku. Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak potraktowałam Ran Jie. W tamtym czasie, gdy Ran Jie naskakiwała na męża, zakładałam, że była arogancka i pomiatała mężem, dlatego nieustannie ją krytykowałam, przymuszając ją do przyznania się do zepsutego usposobienia, a mimo to jej problemy nadal pozostawały nierozwiązane. Dopiero po uspokojeniu myśli i rozważeniu tego problemu zrozumiałam, że Ran Jie traciła panowanie nad sobą, ponieważ liczyła, że jej mąż szybko odnajdzie prawdziwą drogę, zacznie regularnie uczęszczać na spotkania, i otrzyma Bożą ochronę na wypadek problemów. Więc gdy zobaczyła, jak mąż zajmuje się spotkaniami towarzyskimi lub grą w madżong a nie czytaniem słów Boga, traciła cierpliwość. Nie rozmawiałam z nią o tym problemie, dlatego nie widziałam żadnych rezultatów swoich omówień. W rzeczywistości jednak to ja byłam głównym problemem. Nie rozpoznałam jej problemu i nie omówiłam go z nią, a nawet uznałam, że ma złe człowieczeństwo i nie przyjmuje prawdy. W końcu nie chciałam nawet jej podlewać. Sama siebie nie znałam i nie miałam nawet odrobiny miłości dla innych. Gdy to zrozumiałam, zrobiło mi się wstyd i poczułam się winna. Musiałam zmienić swoją postawę wobec Ran Jie, pomówić z nią na temat faktycznej sytuacji, a poprzez prawdę rozwiązać jej problemy.

Następnego dnia miało się odbyć kolejne spotkanie. Gdy przyszłam na miejsce, Ran Jie zaczęła narzekać, że mąż obiecał jej, iż przyjdzie na spotkanie, ale jeszcze nawet nie wrócił do domu. Uznała, że mąż nie szuka prawdy i już chciała machnąć na to ręką. Więc zaczęłam z nią rozmawiać o jej sytuacji i powiedziałam jej, że proszenie męża o udział w spotkaniach i czytanie słów Boga świadczyło o jej dobrych intencjach, ale nie można od niego oczekiwać zbyt wiele. Utrata panowania nad sobą, gdy mąż nie słucha, nie sprawi, że zacznie słuchać. Ludzie zostali tak zepsuci przez Szatana, że nie miłują prawdy, a szukanie przez nich prawdy i wejście w życie odbywa się bardzo powoli. Potrzeba wielu omówień, doświadczeń, a nawet porażek, żeby odrobinę poszerzyć zrozumienie. Dlatego musimy pomagać ludziom kierując się miłością i dać im czas na wprowadzenie zmian. Widzimy, że Bóg wymaga od nas, byśmy zmieniali swoje usposobienie, ale nigdy nas nie zmusza i nie ma wobec nas nierealnych oczekiwań. Gdy widzi, że żyjemy kierując się naszym zepsutym usposobieniem i nie wypełniając Jego słów, nie gniewa się na nas i nie opuszcza nas, tylko oświeca nas i prowadzi swoimi słowami, pozwalając nam, byśmy powoli doświadczali, stopniowo zrozumieli prawdę i osiągnęli transformację. Uważam, że Jego podejście jest bardzo łagodne. Dlatego jeśli chcemy, żeby nasza rodzina uczęszczała na spotkania i częściej czytała słowa Boga, aby jak najszybciej położyć fundamenty, to jest to słuszny zamiar, ale musimy być wrażliwi na problemy innych, cierpliwie ich prowadząc i wspierając. Tylko wtedy zaczną nas słuchać. Gdy Ran Jie mnie wysłuchała, westchnęła i odrzekła, że zawsze starała się nakłonić męża do częstszego uczestnictwa w spotkaniach i czytania słów Boga, wierząc, że to będzie z pożytkiem dla niego, i próbując nakłonić go do słuchania. A gdy nie słucha, wówczas ona na niego naskakuje. Takie traktowanie może go ranić. Przyznała się do błędu. W przyszłości będzie działać zgodnie ze słowami Boga i nie będzie go traktować wedle swojego zepsutego usposobienia. Ucieszyłam się, widząc, że Ran Jie to zrozumiała i miała na twarzy uśmiech. Potem wspólnie przeczytałyśmy fragment słów Boga. „To, jak traktować innych, jest wyraźnie powiedziane lub zasugerowane w słowach Boga; to samo podejście, jakie Bóg stosuje wobec ludzkości, jest podejściem, jakie ludzie winni przyjąć w swych wzajemnych stosunkach. Jak zatem Bóg traktuje każdego człowieka, bez wyjątku? Niektórzy ludzie wykazują się niedojrzałą postawą; albo są młodzi; albo wierzą w Boga dopiero od niedawna; albo nie są źli z natury i istoty, nie są nikczemni, tylko trochę nieświadomi lub brak im charakteru. Albo też są poddani zbyt wielu ograniczeniom i nie zrozumieli jeszcze prawdy, nie wkroczyli jeszcze w życie, więc jest im trudno powstrzymać się przed robieniem pewnych głupich rzeczy lub popełnianiem czynów wynikających z nieświadomości. Jednak Bóg nie skupia się na przemijającej głupocie ludzi; spogląda jedynie w ich serca. Jeśli są oni zdecydowani podążać za prawdą, to są właściwymi ludźmi, a gdy to właśnie jest ich celem, wówczas Bóg ich obserwuje, czeka na nich i daje im czas oraz możliwości, które pozwolą im tego dokonać. To nie jest tak, że Bóg zabije ich za jedno wykroczenie. To jest coś, czego ludzie często się dopuszczają; Bóg nigdy nie traktuje ludzi w ten sposób. Jeśli Bóg nie traktuje w ten sposób ludzi, to dlaczego ludzie traktują tak innych? Czy to nie ukazuje ich skażonego usposobienia? Na tym właśnie polega ich skażone usposobienie. Musisz przyjrzeć się temu, jak Bóg traktuje ludzi nieświadomych i nierozsądnych; jak traktuje tych, których postawa jest niedojrzała, jak traktuje zwyczajne przejawy skażonego usposobienia ludzkości oraz jak traktuje tych, którzy są nikczemni. Bóg traktuje różnych ludzi w odmienny sposób i posiada rozmaite metody zarządzania niezliczonymi stanami różnych ludzi. Musisz zrozumieć te prawdy. Kiedy już je pojmiesz, będziesz wiedział, jak doświadczać spraw i jak traktować ludzi zgodnie z zasadami(By osiągnąć prawdę, należy uczyć się od pobliskich ludzi, spraw i rzeczy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Gdy skończyłyśmy czytać, Ran Jie przyznała, że to był dobry fragment, i poprosiła o dalszą rozmowę. Gdy tak rozmawiałyśmy, powiedziałam jej, że gdy w naszych interakcjach z innymi zauważamy, że mają oni jakieś braki lub problemy, możemy podnieść ich na duchu, kierując się miłością i wyważoną postawą, nie oczekując od nich zbyt wiele. Należy dać im nieco czasu na przyjęcie prawdy i zaczekać, aż zaczną powoli zmieniać się na lepsze. Bóg wie, że jesteśmy głęboko zepsuci przez szatana oraz że istnieje wiele przeszkód i trudności na drodze do przyjęcia i praktykowania prawdy. Nawet jeśli zrozumiemy tę prawdę, czasem nie umiemy od razu jej wdrożyć w życie. Bóg musi nas wielokrotnie pouczać. Czasem martwi się, że nigdy nie zrozumiemy, dlatego cierpliwie ilustruje to przykładami i używa różnych metod, by doprowadzić nas do zrozumienia. Czasem prowadzi nas swoimi słowami, a czasem poprzez wskazówki naszych braci i sióstr. Zdarza się, że jesteśmy zbyt otępiali i buntowniczy, a wtedy żadne omówienia nie przyniosą wyników, dlatego Bóg stawia nam na drodze praktyczne sytuacje, żeby nas skarcić, zdyscyplinować, przyciąć i rozprawić się z nami, żeby poruszyć nasze serca. Bóg działa łagodnie i z miłością. Niczego nam nie narzuca. Nawet wtedy, gdy nas surowo karci, dyscyplinuje, osądza i obnaża, nadal czujemy Jego miłość i miłosierdzie. Poprzez nasze doświadczenia widzimy, jak Bóg traktuje ludzi w pryncypialny sposób, ale nigdy nas nie opuszcza tylko dlatego, że nie staliśmy się lepsi, po usłyszeniu prawdy. Bóg ma dla nas ogromnie wiele miłości i cierpliwości oraz bardzo szczere pragnienie zbawienia ludzkości.

Po rozmowie z Ran Jie nagle pomyślałam sobie, ile z tego, czego Bóg ode mnie oczekuje, sama wprowadziłam w życie. Rozmawiałam z Ran Jie tylko o tym, jak ma traktować swojego męża, ale sama nie potraktowałam jej odpowiednio. Gdy widziałam, że złości się na męża i nie zmienia się pomimo kilku moich omówień, uznałam ją za arogancką osobę, której brak człowieczeństwa i która dużo mówi, a niewiele robi. Patrząc wstecz, poczułam wstyd. Ran Jie była nowa w kościele i brak jej było doświadczenia, a ja zmuszałam ją do uznania jej arogancji i wymagałam od niej zmiany. A gdy jej transformacja nie nadchodziła, określiłam ją jako osobę nieszukającą i nieprzyjmującą prawdy, a nawet uznałam, że brak jej człowieczeństwa. Zdecydowanie nie zrozumiałam jej stanu i nie omówiłam z nią tego, tylko naciskałam, aby przyjęła moje zdanie, poddała się i wprowadziła zmiany. Byłam arogancka i irracjonalna. To wtedy zrozumiałam, że przejawiło się moje zepsute usposobienie. Sytuacja Ran Jie jak lustro pokazała mi moje własne zepsucie. Ona wierzyła w Boga dopiero od pół roku, dlatego normalne było, że nie znała siebie i nie potrafiła dostrzec własnych słabości. Ja wierzę od lat i często omawiałam prawdę z innymi, żeby rozwiązać jakiś problem, lecz jak wiele prawdy sama wprowadziłam w życie? Czy to nie była z mojej strony czcza gadanina bez praktyki, jak u faryzeuszy, którzy tylko mówili o doktrynach? I wtedy przypomniał mi się fragment słów Boga. „Istnieją tacy ludzie, którzy wyposażają się w prawdy tylko po to, by pracować i nauczać, zaopatrywać innych, a nie rozwiązywać własne problemy, nie mówiąc o wcielaniu prawdy w życie. Ich omówienia mogą opierać się na czystym zrozumieniu i być zgodne z prawdą, ale oni sami nie spełniają jej wymogów, nie praktykują jej ani jej nie doświadczają. Na czym polega problem? Czy naprawdę zaakceptowali prawdę jako swoje życie? Nie. Doktryna, którą ktoś głosi, jakkolwiek czysta może być, nie oznacza, że posiadł on rzeczywistość prawdy. Aby być wyposażonym w prawdę, trzeba najpierw samemu w nią wejść i wprowadzić ją w życie, kiedy się ją zrozumie. Jeśli ktoś nie skupia się na własnym wejściu w prawdę, ale chce się popisać, głosząc ją innym, jego intencja jest zła. Jest wielu fałszywych przywódców, którzy pracują w ten sposób, nieustannie omawiając z innymi prawdy, które rozumieją, zaopatrując nowych wierzących, ucząc ludzi praktykowania prawdy, dobrego wykonywania swoich obowiązków oraz tego, jak nie popaść w zniechęcenie. Wszystkie te słowa są poprawne i dobre – a nawet pełne miłości – ale dlaczego wypowiadający je ludzie sami nie praktykują prawdy? Dlaczego nie mają wejścia w życie? O co tu tak naprawdę chodzi? Czy taka osoba rzeczywiście kocha prawdę? Trudno powiedzieć. W taki właśnie sposób faryzeusze z Izraela objaśniali Biblię innym, chociaż sami nie potrafili przestrzegać przykazań Bożych. Kiedy Pan Jezus pojawił się i wykonywał dzieło, usłyszeli głos Boga, ale sprzeciwili się Panu. Ukrzyżowali Pana Jezusa i zostali przeklęci przez Boga. Dlatego wszyscy ludzie, którzy nie przyjmują lub nie praktykują prawdy, zostaną potępieni przez Boga. Jakże są nędzni! Jeśli doktryna słów i liter, którą głoszą, może pomóc innym ludziom, dlaczego nie może pomóc im samym? Trafnie byłoby nazwać taką osobę hipokrytą, który nie posiada żadnej rzeczywistości. Tacy ludzie zaopatrują innych w słowa i litery prawdy, każą innym ją praktykować, ale sami nie praktykują jej nawet w najmniejszym stopniu. Czy taka osoba nie jest bezwstydna? Ludzie ci nie mają rzeczywistości prawdy, jednak głosząc innym słowa i litery doktryn, udają, że tak jest. Czy nie jest to celowe oszustwo i krzywdzenie? Gdyby taka osoba została zdemaskowana i wyrzucona, mogłaby winić tylko siebie. Byłaby niegodna litości(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga stanowiły idealny opis mojej sytuacji. Gdy wracam myślami do okresu podlewania Ran Jie, widzę, że kierowało mną zepsute usposobienie i nie potraktowałam jej sprawiedliwie. Widziałam tylko, że zdradzała aroganckie usposobienie i nie przyjmowała prawdy, ale w ogóle nie widziałam, jakie zepsucie sama przejawiałam. Nie rozpoznałam własnego paskudnego oblicza i bezwstydnie krytykowałam ją, cytując słowa Boga i żądając od niej wprowadzenia zmian. Według mnie to inni mieli się zastanawiać nad swoim zepsuciem, ale ja nie byłam zepsuta, więc nie miałam nad czym się zastanawiać. W ogóle siebie nie znałam i nie miałam żadnego wstydu! Omawiałam z innymi słowa Boga, próbując rozwiązać ich problemy, ale w ogóle się nie zastanowiłam ani nie weszłam w życie. Czym to się różniło od fałszywie pobożnych faryzeuszy? Jak miałam pomóc innym, wypełniając swoje obowiązki w taki sposób?

Później wrócił mąż Ran Jie i powiedziała mu, że po wysłuchaniu fragmentów słów Boga zrozumiała swój błąd. Męczyła go swoim aroganckim usposobieniem, ale w przyszłości będzie praktykować zgodnie ze słowami Boga i przestanie traktować męża według swego zepsutego usposobienia. Widząc, jak Ran Jie praktykuje słowa Boga, zrobiło mi się jeszcze bardziej wstyd. Wcześniej uznawałam ją za osobę nieprzyjmującą prawdy, a teraz rzeczywistość wymierzyła mi policzek. Po drodze do domu myślałam o tym, w jaki sposób osądzałam Ran Jie i poczułam się winna. Pomyślałam wówczas o tym fragmencie słów Boga: „Jeśli w swoim sercu rzeczywiście rozumiesz prawdę, to będziesz wiedział, jak ją praktykować i być posłusznym Bogu, a wówczas w naturalny sposób wejdziesz na ścieżkę dążenia do prawdy. Jeżeli ścieżka, którą kroczysz, jest tą właściwą i jest zgodna z wolą Boga, wówczas dzieło Ducha Świętego cię nie opuści – a w takim razie prawdopodobieństwo, że zdradzisz Boga, będzie coraz mniejsze. Jeśli nie posiada się prawdy, łatwo czynić zło, i będziesz je czynił nawet wbrew sobie. Na przykład jeśli masz aroganckie, zarozumiałe usposobienie, to nie ma sensu ci mówić, abyś nie przeciwstawiał się Bogu; nic na to nie poradzisz, pozostaje to poza twoją kontrolą. Nie będziesz robić tego celowo; będziesz to robić pod dominacją twojej aroganckiej i zarozumiałej natury. Twoja arogancja i zarozumiałość sprawią, że spojrzysz na Boga z góry i będziesz Go postrzegał jako kogoś bez żadnego znaczenia, sprawią, że będziesz się wywyższać, ciągle stawiać siebie na widoku; sprawią, że będziesz się odnosił pogardliwie do innych i w twoim sercu nie pozostanie nikt oprócz ciebie samego; pozbawią cię miejsca dla Boga w twoim sercu, aż w końcu zasiądziesz na miejscu Boga i będziesz się domagał, by inni ci się podporządkowali, sprawiając, że będziesz czcił swoje myśli, koncepcje i pojęcia, uznając je za prawdę. Tak wiele zła czynią ludzie pod władzą swej aroganckiej i zarozumiałej natury! Aby zaradzić problemowi czynienia zła, najpierw muszą zaradzić swojej naturze. Bez zmiany w usposobieniu nie byłoby możliwe fundamentalne rozwiązanie tego problemu(Jedynie dążąc do prawdy, można uzyskać zmianę usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Zastanawiając się nad słowami Boga, jeszcze wyraźniej zobaczyłam własne zepsute usposobienie. Patrząc wstecz na okres podlewania Ran Jie, gdy jej zachowanie nie ulegało poprawie po kilku rozmowach, nie zastanowiłam się nad sobą. Myślałam, że dokładnie zidentyfikowałam problem i przez omówienie poprawię jej sytuację. A gdy Ran Jie nie słuchała, uznałam, że to dlatego, że nie przyjmuje prawdy. Spotkałam się z nią zaledwie kilka razy i tak naprawdę w ogóle jej nie znałam, a mimo to beztrosko ją osądzałam, jak gdybym sama rozumiała już całą prawdę i potrafiła po kilku spotkaniach przejrzeć czyjąś istotę. Po kilkukrotnym obnażeniu dotarło do mnie, że wciąż nie rozumiałam źródła i istoty ludzkich problemów i nie traktowałam ludzi w oparciu o ich całościowe zachowanie, naturę i istotę. W ogóle nie rozumiałam prawdy, a mimo to głęboko wierzyłam w siebie i twardo trzymałam się własnych przekonań. W ogóle siebie nie znałam. Zrozumiałam, że jeśli nadal będę traktować nowych członków zgodnie z moim aroganckim usposobieniem, to na pewno nabiorę wobec nich uprzedzeń, mogę ich ograniczać i ranić oraz opóźniać ich wejście w życie. W najgorszym wypadku może będę ich osądzać, a nawet beztrosko porzucać. Byłby to dług wobec nich. Gdy to sobie uświadomiłam, byłam przerażona, ale poczułam również ulgę. Gdy przejawiałam oznaki arogancji, uwagę zwróciła mi współpracownica, dzięki czemu zrozumiałam swój problem i na czas wprowadziłam zmiany. To była Boża Opatrzność! Potem ze względu na obowiązki przez jakiś czas nie było mnie w kościele. A gdy miesiąc później znów spotkałam Ran Jie, opowiedziała mi, jak doświadczyła Boga i niosła świadectwo słów Boga, głosząc ewangelię. Westchnęła w przypływie emocji i dodała jeszcze, „Ale ostatnio dzięki dzieleniu się ewangelią zobaczyła, że każdy ma własne wyobrażenia na temat Boga. Ludziom nie jest łatwo przyjąć dzieło Boga w dniach ostatecznych i stanąć przed Nim. Wcześniej zawsze sądziła, że jej mąż nie szuka prawdy, i wymagała od niego, aby porzucił różne rzeczy. Zbyt wiele od niego oczekiwała i to był jej błąd. Słowa Boga są wielkie, dlatego musi jeszcze ich doświadczyć”. Gdy to usłyszałam, bardzo się ucieszyłam, ale poczułam też wstyd i przypływ emocji. Naprawdę potrzeba czasu i doświadczenia, zanim ludzie przyjmą prawdę.

Gdy później nowi członkowie wykazywali oznaki zepsucia podczas podlewania, skupiałam się na identyfikowaniu przyczyny ich problemów i szukałam zasad, dzięki którym mogłabym je rozwiązać. W tym czasie zauważyłam również, że stanięcie przed Bogiem i przygotowanie fundamentów wiary to długotrwały proces. W trakcie podlewania i wspierania tych osób zastanawiałam się także nad sobą, żeby naprawić moje niewłaściwe stany, nauczyć się wspierać ludzi z miłością, pozwolić im kłaść fundamenty i jak najszybciej stawać przed Bogiem. Takie wypełnianie obowiązków napełniało mnie pokojem.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Bez zazdrości lżej się oddycha

Autorstwa Anjing, ChinyW styczniu 2017 roku zostałam przydzielona do obowiązku podlewania w ramach kościoła. Byłam bardzo wdzięczna Bogu za...

Połącz się z nami w Messengerze