Przebudzenie po dokonaniu zemsty

18 lipca 2022

Autorstwa Qingping, Chiny

Byłam przywódczynią w kościele już od jakiegoś czasu. Siostra Zhang, diakonka, niosła brzemię obowiązku i była bardzo zapobiegliwa. Cechowała ją szczerość i często przyjmowała surowy ton. Czasem bardzo bezpośrednio wytykała mi problemy, jakie u mnie zauważyła. Mówiła, że władczo besztam innych, przez co czują się ograniczani. Najpierw miałam do tego pozytywne nastawienie. Czułam, że była niemiła wobec mnie, ale mówiła prawdę, więc akceptowałam to i próbowałam się zreflektować. Ale po jakimś czasie, widząc, że wytyka mi problemy w obecności wszystkich, nie bacząc na mój wizerunek, już nie byłam w stanie tego zaakceptować i uprzedziłam się do niej.

Raz na zgromadzeniu z diakonami nikt się nie odzywał, więc poprosiłam, by zgłosili pytania lub problemy. Siostra Zhang burknęła: „Nie lubisz, gdy się rozgaduję na zgromadzeniach; czuję, że mnie ograniczasz”. Powiedziała, że niektórzy bracia i siostry czują to samo. Widziałam, że kilka osób kiwa potakująco głowami. Zalała mnie fala gorąca. Aby zachować twarz, usprawiedliwiałam się surowy ton to moja wrodzona cecha. Ona odparła, że problemem nie jest ton mojego głosu, tylko moja arogancka natura. Siostra Zhang nie zważała na moją godność i aż mnie w środku szarpało. Myślałam, że ona faktycznie się rozgaduje na zgromadzeniach, czemu się więc nie zreflektuje, tylko mi robi problemy? Pewnie ma coś przeciwko mnie i chce mnie oczernić w oczach innych. Czy się na mnie pogniewają i powiedzą, że rugam ludzi i jestem zbyt arogancka? Te myśli utwierdziły mnie w uprzedzeniu do niej.

Na innym zgromadzeniu z diakonami powiedziała przy wszystkich, że dzielę się tylko pozytywnymi rzeczami, a nic nie mówię o swoim zepsuciu, że nie zmieniłam swojego aroganckiego zachowania i ograniczam innych. Poczułam, że nic nie mówi o moich zaletach, tylko o wadach. Czy mogło być ze mną tak źle? Inni na pewno wyrobią sobie o mnie złe zdanie, a jeśli przywódczyni się dowie, może powie, że się po takim czasie nie zmieniłam, że nie dogaduję się z braćmi i siostrami, więc mogą mnie zwolnić. Moja złość na siostrę Zhang rosła z każdą taka myślą. Ona mnie publicznie ganiła, a ja nawet nie próbowałam się bronić. Była niewdzięcznicą i posuwała się za daleko. Tyle problemów mi wytknęła, nie myśląc o tym, w jakim mnie stawia świetle. Czułam, że muszą znaleźć okazję, aby ujawnić jej problemy, zapędzić ją w kozi róg. Z tą myślą ugryzłam się w język i się nie odezwałam.

Później na zgromadzeniu dowiedziałam się, że praca ewangeliczna siostry Zhang nie przynosi efektów, że są problemy z tym, jak wypełnia obowiązek. Chciałam o tym powiedzieć głośno i zepsuć jej opinię, ale zanim zdołałam to zrobić, zapytała mnie, co ostanio robię, by szerzyć ewangelię. Zatkało mnie i zrobiło się niezręcznie. Czułam, że powinna się zastanowić, jeśli ewangelizacja szła kiepsko, a nie zwalać tego na mnie. Wiedziała, że czas zajmuje mi praca kościoła i że nie głoszę kazań, czy zatem, zadając to pytanie, nie próbowała postawić mnie w złym świetle? Ciągle próbowała mnie zażenować i nie mogłam już potulnie tego znosić. Powinnam otwarcie powiedzieć o jej problemach, żeby nie zadzierała nosa. Kierowana skrytymi pobudkami, powiedziałam diakonowi: „Są problemy z pracą ewangeliczną siostry Zhang, ona nie przyjmuje krytyki. Nad sobą się nie zastanowi, tylko wytyka innym problemy”. Czułam się trochę winna, ale pomyślałam, że ona mnie pierwsza skrytykowała i postawiła w trudnej sytuacji, zasługiwała na mój odwet. Później, gdy mówiłam o swoim stanie na zgromadzeniach, skrytykowałam ją nie wprost. Powiedziałam: „Gdy ostatnio spytałam o ewangelizację, siostra Zhang nie zastanowiła się, czemu nie wykonuje praktycznej pracy, tylko zapytała mnie o to, jak głoszę ewangelię. Uprzedziłam się do niej, uznając, że nie wynosi nauki w obliczu problemów”. Niektórzy, słysząc to, uznali że siostrze Zhang brak samoświadomości. Byłam przeszczęśliwa, bo bracia i siostry dowiedzieli się, że ona nie akceptuje prawdy, i być może zaczną okazywać jej swoją niechęć. Być może przestaną ufać temu, co ona mówi, poczują, że nie była obiektywna, gdy wcześniej wytykała mi problemy. Uda mi się wtedy zachować mój wizerunek w ich oczach. Jeśli zainterweniuje przywódczyni, inni powiedzą, że siostra Zhang sienie nadaje, że to wcale nie ze mną jest problem.

W tamtym czasie, gdy widziałam, że siostra Zhang ma problemy, nie pomagałam jej jak kiedyś, nie monitorowałam ani nie nadzorowałam jej pracy. Myślałam, że gdy przywódczyni się zjawi na kontrolę i zobaczy brak realnej pracy o siostry Zhang, to się z nią rozprawi, a może nawet ją zwolni. Przywódczyni wkrótce przyszła sprawdzić, czemu tak kiepsko idzie nam ewangelizacja. Chciałam wykorzystać tę szansę, żeby zwrócić uwagę na problemy siostry Zhang, żeby ujawnić, że nie wykonuje praktycznej pracy i nie akceptuje nadzoru, żeby została zwolniona. Później mogłam jej unikać. Powiedziałam przywódczyni o problemach siostry Zhang, nie wspominając, czego się nauczyła, że żałowała i się zmieniła. Słysząc to, przywódczyni uznała, że siostra Zhang ma poważne problemy, i poprosiła, bym kazała innym ją ocenić, a następnie odpowiednio się tym zająć. Na zgromadzeniu surowo się rozprawiłam z siostrą Zhang. Powiedziałam, że nie ma rezultatów i nie chce, by inni pytali ją o jej pracę, że nie akceptuje nadzoru przełożonych, tylko zakłóca pracę domu Bożego, że w swoich słowach nie baczy na uczucia innych i ma słabe człowieczeństwo. To, co powiedziałam, dotknęło ją do żywego. Myślała, że skoro nie akceptuje prawdy, rani innych słowem, ma słabe człowieczeństwo i nie wykonuje praktycznej pracy, to zostanie zwolniona. Później pogrążyła się w negatywnym stanie i nie mogła z niego wyjść, ucierpiała ewangelizacja. Ciężko mi było patrzeć na nią w tym stanie. Może jednak przesadziłam? Ale myśląc o tym, jak ona mnie wcześniej traktowała, jak mnie raniła i upokarzała, chciałam, żeby poznała, jak to jest utracić twarz. Gdyby została zwolniona, inni by wiedzieli, że ma słabe człowieczeństwo i że to nie ze mną był problem. Później kazałam innym ocenić ją na piśmie. Martwiąc się, że nie napiszą tyle o jej problemach, żeby ją zwolniono, wciąż tylko wałkowałam z nimi temat jej wad. Umyślnie pytałam, czy rozwiązała już swoje aktualne problemy, tylko po to, żeby dowieść, że nie wykonuje realnej pracy.

Gdy siosta Liu, przywódczyni wyższego szczebla, zapoznała się z całą sytuacją, surowo się ze mną rozprawiła: „Siostra Zhang wytknęła ci problemy, a ty nie chciałaś tego zaakceptować, osądziłaś ją przed przywódczynią, robiąc z igły widły. Nękasz ją i uprzykrzasz jej życie. Chcesz, żeby ją zwolniono, co? Siostra Zhang jest bezpośrednia, ale nie ma złych intencji. Mówi, jak jest. Inni mówią, że jesteś arogancka, lubisz rugać ludzi, że ich ograniczasz. Czemu nie przyjmiesz sugestii i pomocy, tylko prześladujesz innych?”. Byłam oporna i myślałam: „Niemożliwe, żeby to był tylko mój problem. Siostra Zhang na pewno ma wady. A ty stajesz po jest stronie, nie zasięgnąwszy informacji?”. Powiedziałam jeszcze coś o jej problemach, ale nie chcąc wyjść na kogoś, kto swoich problemów nie widzi, wspomniałam też o swoim zepsuciu. Siostra Liu widziała, że w ogóle siebie nie rozumiem, więc kazała mi przeczytał słowa Boga obnażające to, jak antychryści odrzucają krytykę, wykluczają dysydentów i prześladują innych. Szczegółowo mi wykazała, że próbuję chronić swój status i wizerunek, że idę ścieżką antychrysta. Krzywdziłam siostrę Zhang i zakłócałam pracę domu Bożego. Powiedziała, że jeśli się nie zmienię, to zostanę zwolniona. To mnie przeraziło. Czułam, że mnie przejrzano i odrzucono, wpadłam w negatywny stan. Przez jakiś czas mechanicznie wykonywałam obowiązek. Nie chciałam nic omawiać ani pomagać braciom i siostrom w złym stanie, nasze kościelne projekty utknęły na mieliźnie. Później cały czas trafiałam wszędzie na przeszkody i w końcu zrozumiałam, że zrobiłam się oporna i zniechęcona zamiast wyciągnąć naukę z krytyki. W końcu zaczęłam myśleć o tym, jak postępowałam wobec siostry Zhang. Modliłam się i zastanawiałam.

Przeczytałam te słowa Boga: „Kiedy antychryst jest przycinany i kiedy się z nim rozprawiają, to niezależnie od tego, kto tego dokonuje, dla antychrysta nie ma żadnego znaczenia, czego to dotyczy, w jakim stopniu ponosi winę za daną sprawę, jak rażący jest błąd, jak wielką niegodziwość popełnił lub jakie konsekwencje dla kościoła spowodowała ta jego niegodziwość. Dla antychrysta ten, kto go przycina i rozprawia się z nim, uwziął się na niego albo celowo doszukuje się błędów, aby go za nie karać. Antychryst może nawet posunąć się do stwierdzenia, że jest właśnie zastraszany i poniżany, że nie jest traktowany po ludzku, i że jest deprecjonowany oraz wyszydzany. Kiedy już antychryst zostanie poddany przycinaniu i rozprawianiu się, nigdy nie zastanawia się nad tym, co właściwie zrobił źle, jakiego rodzaju skażone usposobienie ujawnił, czy usiłował dociec, jakie zasady obowiązują w danej kwestii, albo czy postępował zgodnie z zasadami prawdy lub wypełniał swoje powinności. Antychryści nie analizują samych siebie ani nie zastanawiają się nad żadnym z powyższych pytań i nie rozważają tych kwestii. Zamiast tego podchodzą do rozprawiania się z nimi i przycinania z ludzkiego punktu widzenia, a ich podejście jest impulsywne. Ilekroć antychryst jest przycinany i ilekroć się z nim rozprawiają, zawsze jest pełen gniewu, urazy i niezadowolenia, i nie słucha niczyich rad. Nie chce pogodzić się z tym, że jest przycinany i że się z nim rozprawiają, i nie jest w stanie powrócić przed oblicze Boga, aby dowiedzieć się czegoś o sobie i zastanowić się nad sobą, ani odnieść się do swoich czynów, które naruszają zasady, takich jak bycie niedbałym, niestarannym, czy też utrata panowania nad sobą przy wypełnianiu swoich obowiązków. Nie korzystają też z tej okazji, by odmienić swoje własne skażone usposobienie. Zamiast tego wynajdują sobie wytłumaczenia, by się bronić, by się usprawiedliwić, a nawet wygadują różne rzeczy, by zasiać niezgodę i podburzyć innych. (…) Ogólnie rzecz biorąc, antychryści nigdy nie akceptują prawdy, zarówno w tym, co mówią, jak i w tym, co robią. Cóż to za usposobienie, które nie akceptuje prawdy? Czyż nie jest to odczuwanie do niej wstrętu? Dokładnie o to właśnie chodzi” („Kiedy nie mogą zyskać statusu ani liczyć na błogosławieństwa, chcą się wycofać” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga pokazały mi, że antychryści brzydzą się prawdą i jej nienawidzą. Nie przyjmują jej od Boga, gdy inni się z nimi rozpraiają, nie szukają prawdy, nie zastanawiają się nad swoimi problemami, ale przepełnia ich uraza i niezadowolenie, robią wszystko, by się bronić i usprawiedliwiać. Myślą, że inni chcą uprzykrzyć im życie i czepiają się ich wad, że ich upokarzają i patrzą na nich z góry, dlatego też odrzucają prawdę. Ja też taka byłam. Gdy siostra Zhang wytknęła mi arogancji i problemy w mojej pracy, nie zreflektowałam się. Myślałam, że ona się mnie czepia, że chce mnie postawić w złym świetle. Dlatego ze złości wzięłam na niej odwet, ukarałam ją. Gdy przywódczyni ujaniła, że nękam siostrę Zhang i mam słabe człowieczeństwo, że idę ścieżką antychrysta, poczułam niezadowolenie i dalej się broniłam. Myślałam, że faworyzuje siostrę Zhang, więc stałam się negatywne i oporna. Potraktowałam jej krytykę, jak to robią antychryści, ujawniałam szatańskie usposobienie wstrętu do prawdy. Czułam wtedy, że mój stan jest niebezpieczny. Chciałam się zreflektować i okazać skruchę, zejść ze złej drogi.

Później trafiłam na taki jeden fragment. „Czy potraficie wymyślać różne sposoby na karanie ludzi, ponieważ wam się nie podobają bądź dlatego, że się z wami nie dogadują? Czy kiedykolwiek wcześniej robiliście coś takiego? W jakim stopniu tak postępowaliście? Czyż pośrednio nie poniżaliście zawsze ludzi, nie dogryzaliście im i nie byliście wobec nich sarkastyczni? Jaki był wasz stan, kiedy to robiliście? Wtedy się wyładowywaliście i czuliście się szczęśliwi – zyskiwaliście przewagę. Potem jednak myśleliście sobie: »Zrobiłem coś tak podłego. Nie ma we mnie bojaźni Bożej i potraktowałem tę osobę bardzo niesprawiedliwie«. Czy w głębi duszy czuliście się winni? (Tak). Chociaż nie ma w was bojaźni Bożej, macie przynajmniej sumienie. Czy zatem nadal będziecie zdolni do takiego postępowania w przyszłości? Gdy kimś pogardzasz i nie umiesz się z nim dogadać, bądź gdy nie jest ci posłuszny albo cię nie słucha, czy bierzesz pod uwagę atakowanie go i mszczenie się na nim? Czy zrobiliście kiedykolwiek coś takiego? Jakie człowieczeństwo ma osoba, która tak postępuje? W jej człowieczeństwie dominuje złośliwość. W świetle prawdy nie czci Boga. W swej mowie i czynach nie ma on żadnych zasad, postępuje samowolnie i robi, co mu się podoba. Czy w kwestii bojaźni Bożej tacy ludzie osiągnęli jakiekolwiek wkroczenie? Oczywiście, że nie; odpowiedź brzmi: »nie«, i to w stu procentach” („Pięć warunków, które ludzie muszą spełnić, zanim wejdą na właściwą ścieżkę wiary w Boga” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga dokładnie ujawniły mój stan. Zamiast czci dla Boga miałam nikczemne człowieczeństwo. Atakowałam i mściłam się na każdym, kto mni uraził. Gdy siostra Zhang tak obcesowo ganiła moje problemy, czułam, że przez nią tracę twarz w oczach diakonów. Najpierw się hamowałam i zmuszałam, by to przyjąć, ale zaczęłam mieć do niej pretensje, gdy się to zdarzyło kilka razy. Chciałam doszukać się w niej wad, zemścić się, żeby też poczuła, jak to jest. Gdy widziałam, że ma problemy, nie pomogłam jej i skorzystałam z okazji, by ją zbesztać i pokazać w złym świetle. Gdy nie szło to po mojej myśli, zezłościłam się i osądziłam ją za jej plecami, żeby wzbudzić do niej niechęć wśród braci i sióstr. Umyślnie wspomniałam przywódczyni o jej problemach, licząc, że zostanie skrytykowana i zwolniona. Myślałam, że nie będzi mi już robić kłopotów, że odzyskam dobrę opinię wśród braci i sióstr. Moje działania były nie tylko bolesne i krzywdzące dla siostry Zhang, ale zakłóciły też pracę ewangeliczną. Dostrzegłam swoją mroczną, nikczemną naturę. Nie mogłam znieść najlżejszej urazy, brak mi było człowieczeństwa. Bóg mnie wywyższył, gdy zostałam przywódczynią, po to, bym dobrze pracowała z innymi, pełniąc obowiązki, byśmy sobie pomagali i zmienili życiowe usposobienie. Ale ja zaatakowałam siostrę Zhang i zemściłam się za to, że straciłam twarz, wzniecając kłopoty i mieszając innym w głowach. Skrzywdziłam braci i siostry, stałam na przeszkodzie pracy domu Bożego. Dostrzegłam, że czyniłam zło.

Później, czytając słowa Boga, w pewnym stopniu pojęłam, że mam nikczemną naturę. Słowa Boga mówią: „Atak i zemsta to jeden z rodzajów działań i objawień, które pochodzą ze złośliwej, szatańskiej natury. Jest to również rodzaj zepsutego usposobienia. Ludzie myślą w następujący sposób: »Jeśli jesteś dla mnie niemiły, ja nie będę wobec ciebie sprawiedliwy! Jeśli ty nie traktujesz mnie z szacunkiem, czemuż ja miałbym tak cię traktować?«. Cóż to jest za myślenie? Czyż nie jest ono pełne mściwości? Czyż nie jest łatwo sobie wyobrazić, że tak właśnie postrzega rzeczywistość zwyczajny człowiek? Czy to nie jest logiczne? »Nie zaatakujemy, dopóki sami nie zostaniemy zaatakowani; jeśli zostaniemy zaatakowani, z pewnością przystąpimy do kontrataku« i »odpłacać pięknym za nadobne« – niewierzący często mówią takie rzeczy; pośród nich są to wszystko przykłady rozumowania, które ma sens i jest w pełni zgodne z ludzkimi pojęciami. Jak jednak powinni na te słowa patrzeć ci, którzy wierzą w Boga i dążą do prawdy? Czy te idee są słuszne? (Nie). Dlaczego nie są słuszne? Jak należy je scharakteryzować? Skąd pochodzą te rzeczy? (Od szatana). Pochodzą od szatana, co do tego nie ma wątpliwości. Z której skłonności szatana pochodzą? Ich źródłem jest złośliwa natura szatana; mają w sobie jad i zawarte jest w nich jego prawdziwe oblicze w całej swej złości i brzydocie. Mieszczą one w sobie samą istotę szatańskiej natury. Jaką naturę mają poglądy, myśli, wyrażenia, mowa, a nawet czyny zawierające w sobie istotę tej natury? Czyż nie pochodzą od szatana? Czy te aspekty szatana zgodne są ze słowami Boga? Czy zgodne są z prawdą? Czy mają podstawę w słowach Bożych? (Nie). Czy to uczynki, jakie spełniać powinni wyznawcy Boga, oraz myśli i poglądy, jakie winni oni żywić? (Nie)” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Antychryści mają gwałtowną naturę. U jakiego rodzaju ludzi jest to podstawowa skłonność? (U ludzi złych). Racja. Podstawowym aspektem usposobienia złego człowieka jest gwałtowność. Kiedy osoba o gwałtownej naturze staje wobec powodowanego dobrymi intencjami napominania, oskarżania, nauczania czy pomocy, nie obiera bynajmniej postawy wdzięczności czy pokornej akceptacji, lecz zamiast tego wpada w gniew, czuje ogromną nienawiść, wrogość, a nawet pragnienie zemsty. (…) Oczywiście, kiedy z tej nienawiści ktoś taki mści się na drugim człowieku, to nie dlatego, że żywi do niego zadawnioną urazę, tylko dlatego, że osoba ta obnażyła jego błędy. To pokazuje, że niezależnie od tego, kto to robi i jaka jest jego relacja z antychrystem, już sam akt obnażenia błędów antychrysta może wzbudzić jego nienawiść i chęć zemsty. Nie ma znaczenia, kto te błędy obnaża, czy osoba, która to robi, rozumie prawdę, ani czy jest przywódcą lub pracownikiem, czy też zwykłym członkiem wybranego ludu Bożego. Jeśli ktokolwiek zdemaskuje i przytnie antychrysta albo się z nim rozprawi, będzie przez niego traktowany jako wróg, a antychryst powie nawet otwarcie: »Jeśli ktokolwiek się ze mną rozprawia, będę dlań surowy. Jeśli ktokolwiek się ze mną rozprawia, przycina mnie, wyjawia moje tajemnice, doprowadza do tego, że zostaję wydalony z domu Bożego i pozbawia mnie mojego udziału w błogosławieństwach, nigdy nie zostawię go w spokoju. Taki jestem w świeckim świecie: nikt nie ośmiela się sprawiać mi kłopotów, osoba, która ośmieli się mnie niepokoić, jeszcze się nie urodziła!«. Takie właśnie gniewne słowa wypowiadają antychryści, gdy przychodzi im stawić czoła przycinaniu i rozprawianiu się z nimi. Gdy wypowiadają te gniewne słowa, robią to nie po to, by zastraszyć innych, ani by wyładować swój gniew, chroniąc samych siebie. Są to szczere zapowiedzi niegodziwych poczynań, a antychryści mogą posunąć się do wszelkich dostępnych im środków. Takie właśnie jest gwałtowne usposobienie antychrystów” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część ósma)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga, pokazały mi, że antychryści są nikczemni, że jeśli ktoś ich sprowokuje lub podważy ich wizerunek, zaczynają widzieć w nim wroga i mszczą się. To prawdziwe demony. Czy moje usposobienie i zachowanie nie było takie same jak u antychrysta? „Jeśli zostanę zaatakowany, z pewnością przystąpię do kontrataku”, „Oko za oko, ząb za ząb” oraz „Wszyscy składają ciężary na cierpliwego konia” to szatańskie trucizny, którym hołdowałam. Siostra Zhang wskazyła mi moje problemy wiele razy i rujnowała mi opinię, więc uznałam, że odwet jest czymś właściwym. Gdybym się nie zemściła, ludzie by pomyśleli, że można mną pomiatać. Bałam się, że jeśli ona będzie dalej publicznie krytykować, przywódca uzna, że mam słabe człowieczeństwo i mnie zwolni, a to by zagroziło mojej przyszłości i pozycji. Choć siostra Zhang ujawniała mój faktyczny problem, nie zastanowiłam się nad sobą, tylko ją zaatakowałam, jakby była moim wrogiem, i chciałam ją wykluczyć. Gdy widziałam, w jak nieszczęsnym stanie się znajduje i że szkodzi to jej pracy, byłam obojętna. Uwzięłam się na nią, by chronić własne interesy, nie myśląć w ogóle o pracy kościoła i nie dbając o to, jak bardzo ją krzywdzę. Byłam taka nikczemna! Żyłam według tych szatańskich trucizn, urzeczywistniałam podłe, szatańskie usposobienie i nie było we mnie człowieczeństwa. Pamiętam antychrysta, którego kiedyś spotkałam. On też lubił, jak ludzie go chwalili i uprzejmie się do niego zwracali, ale gdy bracia i siostry ujawnili go, przez co ucierpiała jego reputacja, mścił się, miotał wściekle i uprzykrzał im życie, a oni w rezultacie popadli w negatywny stan. Gdy przywódcy go otwarcie krytykowali, nie akceptował tego i szukał na nich haków, szerząc pojęcia i osądzając bezpodstawnie. Siał zamęt i praca kościoła nie mogła się toczyć normalnym trybem. Przywódcy usiłowali przemówić mu do rozumu i pomóc, ale on nie okazał skruchy. W końcu wydalono go z kościoła za zło, które uczynił. Czy ja nie byłam tak samo nikczemna, mszcząc się na siostrze Zhang? Czułam wstręt na myśl o swoich postępowaniu. Postanowiłam okazać skruchę i zmienić się, stać się inną osobą.

Szukałam zasad prawdy o tym, jak traktować innych, co robić, gdy budzą się we mnie uprzedzenia względem brata lub siostry. Czytałam słowa Boga. „Jakie zasady obowiązują w domu Bożym, jeśli chodzi o traktowanie ludzi? Powinniście traktować wszystkich zgodnie z zasadami prawdy, a każdego z waszych braci i sióstr traktować sprawiedliwie. Jak to robić? Trzeba się opierać na słowach Bożych dotyczących tego, jakich ludzi Bóg zbawia, a jakich odrzuca; jacy mu się podobają, a jakich nienawidzi; to właśnie są zasady prawdy. Bracia i siostry powinni być traktowani z miłością i oddaniem, wzajemną akceptacją i cierpliwością. Złoczyńców i niewierzących należy rozpoznać, odizolować i trzymać się od nich z daleka. Tylko w ten sposób traktuje się ludzi zgodnie z zasadami. Każdy brat i siostra ma swe mocne i słabe strony, a wszyscy mają skażone skłonności, więc kiedy ludzie są razem, powinni z miłością pomagać sobie wzajemnie, okazywać sobie akceptację i cierpliwość, a nie czepiać się siebie nawzajem i być dla siebie zbyt surowi. (…) Musisz przyjrzeć się temu, jak Bóg traktuje ludzi nieświadomych i nierozsądnych; jak traktuje tych, których postawa jest niedojrzała, jak traktuje zwyczajne przejawy skażonego usposobienia ludzkości oraz jak traktuje tych, którzy są nikczemni. Bóg traktuje różnych ludzi w odmienny sposób i posiada rozmaite metody zarządzania niezliczonymi stanami różnych ludzi. Musisz zrozumieć te prawdy. Kiedy już je pojmiesz, będziesz wiedział, jak doświadczać spraw i jak traktować ludzi zgodnie z zasadami” („By osiągnąć prawdę, musisz uczyć się od ludzi, spraw i rzeczy wokół siebie” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Nauczcie się pracować w zgodzie ze wszystkimi, a w kontaktach z innymi kierujcie się prawdą, słowem Bożym i zasadami, a nie emocjami czy impulsywnością. Czyż dzięki temu nie zapanuje w kościele prawda? A dopóki będzie w nim panować, czy wszystko nie będzie sprawiedliwe i rozsądne? Czy nie sądzicie, że zgodna współpraca jest korzystna dla wszystkich? Robienie wszystkiego w ten właśnie sposób jest dla was bardzo korzystne. Przede wszystkim jest budujące i ma dla was ogromne znaczenie podczas wykonywania waszych obowiązków. Poza tym zapobiega popełnianiu przez was błędów, zakłócaniu spokoju i wywoływaniu problemów oraz wchodzeniu na ścieżkę antychrystów” („Właściwe wypełnianie obowiązków wymaga harmonijnej współpracy” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Zrozumiałam, że Bóg mówi nam, byśmy wszystkich ludzi traktowali zgodnie z zasadami prawdy. Jeśli prawdziwi wierzący, którzy potrafią akceptować prawdę, ujawnią jakieś zepsucie, na przykład są aroganccy lub nas krzywdzą, musimy być tolerancyjni i cierpliwi, pomagać im z miłością, a nie skupiać się na ich wadach. Ale złoczyńcy i antychryści, którzy osądzają i są wrodzy, którzy atakują przywódców i innych w walce o status, poinni zostać ujawnieni, a następnie wydaleni. Wiedziałam, że siostra Zhang prawdziwie wierzy, ma poczucie sprawiedliwości i wspiera pracę kościoła. Była bezpośrednia i przyjmowała surowy ton, ale bez złych intencji. Wskazywała moje problemy, bym mogła zrozumieć swoje zepsute usposobienie, bym nie zeszła z właściwej drogi i nie zakłóciła pracy kościoła. Mówiła o moich wadach na zgromadzeniach, żebym dostrzegła niedociągnięcia w swojej pray, bym stosowała zasady prawdy, pełniąc obowiązki – w ten sposób dbała o interesy kościoła. Przejawiała niejakie zepsucie, czyniąc to, ale powinnam być wyrozumiała, tolerancyjna i sprawiedliwa. Gdy akceptuję nadzór i sugestie innych, przynosi mi to korzyści. Mam arogancką naturę. Patrzyłam zawsze na innych z góry, beształam ich, wykorzystując swoją pozycję. To ich krzywdziło i ograniczało, a ja zupełnie tego nie dostrzegałam. Ujawniając te problemy w moim zachowaniu, siostra Zhang pomagała mi i dbała o pracę domu Bożego. A ja uwzięłam się na nią i mściłam się, chcąc ją wykluczyć. Byłam podła i brak mi było człowieczeństwa. To mnie rozstroiło – poczułam, że mam dług u siostry Zhang. Później otworzyłam przed nią swoje serce. Mówiłam o tym, że odrzucałam jej pomoc i wskazówki, że mściłam się na niej, żeby zachować twarz, że krzywdziłam ją, że byłam arogancka i pełna złośliwości. Siostra Zhang nie miała o to do mnie urazy, ale dostrzegła własną arogancję i to, że nie dba o uczucia innych, gdy z nimi rozmawia, co nie jest dla nich budujące. Ta otwarta rozmowa usunęła mur, który nas dzielił, i zbliżyłyśmy się do siebie. Poczułam, jak smakuje spokój płynący z praktykowania Bożych słów, jak jest to dobre dla mnie i innych.

Później myślałam o tym, jak się mam zachować w przyszłości, gdy inni będą wytykać mi problemy, gdy zraniona będzie moja duma i w głowie zrodzą mi się nikczemne myśli? Oddałam się lekturze Bożych słów. „Kiedy ludzie są przycinani i kiedy inni się z nimi rozprawiają, w większości przypadków może to wynikać z faktu, że ujawnili oni skażone skłonności. Może też być tak dlatego, że przez nieświadomość zrobili coś złego i sprzeniewierzyli się interesom domu Bożego. Może również być tak, że próbowali byle jak przebrnąć przez pełnione przez siebie obowiązki, co przyniosło szkodę dziełu domu Bożego. Najbardziej rażący powód ma jednak miejsce wtedy, gdy ludzie jawnie i bez skrępowania robią, co chcą, łamiąc zasady oraz utrudniając i zakłócając pracę domu Bożego. To są właśnie główne powody, dla których ludzi się przycina i dla których inni się z nimi rozprawiają. Niezależnie od okoliczności, które powodują, że ktoś jest przycinany lub inni się z nim rozprawiają, jak wygląda kluczowa postawa, jaką należy wobec tego przyjąć? Po pierwsze, musisz to zaakceptować bez względu na to, kto i z jakiego powodu się z tobą rozprawia, czy wydaje ci się to nazbyt surowe, albo w jakim jest utrzymane tonie i w jakich wyrażone słowach, powinieneś to zaakceptować. Następnie powinieneś rozpoznać, co zrobiłeś źle, jaką skażoną skłonność ujawniłeś, i czy postąpiłeś zgodnie z zasadami prawdy. Kiedy jesteś przycinany i gdy się z tobą rozprawiają, powinieneś przede wszystkim przyjąć taką właśnie postawę” („Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część ósma)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). „Jeśli żywisz nienawiść do swoich braci i sióstr, będziesz skłonny ich ograniczać i mścić się na nich – byłoby to bardzo przerażające, i takie właśnie jest usposobienie złej osoby. Niektórzy ludzie mają po prostu nienawistne myśli i złe pomysły, ale nigdy nie zrobiliby niczego złego. Jeśli tacy ludzie potrafią się z kimś dogadać, robią to, a jeśli nie, oddalają się od takiej osoby, i nie będzie to miało żadnego wpływu na ich obowiązek, ani nie będzie wpływać na ich normalne relacje z innymi ludźmi, ponieważ mają Boga w swoich sercach i Go czczą. Nie chcą obrazić Boga i boją się to zrobić. Chociaż ci ludzie mogą mieć pewne niewłaściwe myśli i wyobrażenia, są w stanie je odrzucić albo od nich odejść. W swych działaniach stosują umiar, i nie wypowiadają ani jednego nieodpowiedniego słowa, i nie chcą też obrazić Boga w tej kwestii. Ktoś, kto mówi i postępuje w ten sposób, jest osobą, która ma zasady i praktykuje prawdę. Między tobą a inną osobą może zaistnieć niezgodność charakterów i możesz jej nie lubić, ale kiedy razem pracujecie, pozostajesz bezstronny i nie dajesz upustu swojej frustracji podczas pełnienia swoich obowiązków, nie poświęcasz swojego obowiązku, nie wyładowujesz też frustracji na szkodę Bożej rodziny i potrafisz robić różne rzeczy zgodnie z zasadami. Czego jest to przejaw? Jest to przejaw tego, że ma się podstawową cześć dla Boga. Jeśli masz jej nieco więcej, to kiedy widzisz, że ktoś ma jakieś wady lub słabości – nawet jeśli cię obraził bądź jest do ciebie uprzedzony – nadal możesz zdobyć się na to, by traktować go należycie i pomagać mu z miłością i oddaniem. Oznacza to, że jest w tobie miłość, że jesteś osobą, która posiada człowieczeństwo, że jesteś kimś, kto jest życzliwy i potrafi praktykować prawdę; że jesteś osobą uczciwą, która posiada rzeczywistość prawdy, i jesteś kimś, kto ma szacunek dla Boga. Jeśli masz wciąż jeszcze kiepską postawę, ale masz w sobie wolę i pragniesz dążyć do prawdy, dążyć do postępowania zgodnie z zasadami i potrafisz załatwiać sprawy i zachowywać się wobec innych zgodnie z zasadami, to również liczy się jako okazywanie pewnej czci Bogu; jest to najbardziej podstawowy poziom. Jeśli nawet tego nie jesteś w stanie osiągnąć i nie potrafisz nad sobą panować, to znajdujesz się w wielkim niebezpieczeństwie i jesteś dosyć przerażający. Gdybyś otrzymał stanowisko, mógłbyś karać ludzi i utrudniać im życie, a wtedy w każdej chwili mógłbyś przedzierzgnąć się w antychrysta” („Pięć warunków, które ludzie muszą spełnić, zanim wejdą na właściwą ścieżkę wiary w Boga” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga wskazały mi ścieżkę praktykowania. Jeśli mnie przycinano i się ze mną rozprawiano, to znaczy, że mam jakiś problem lub przejawiam zepsute usposobienie, zakłócając pracę kościoła. Nieważne, jakim tonem ktoś do mnie przemawia lub jak brutalne są jego słowa, muszę je zaakceptować i się nad sobą zastanowić. Nawet jeśli ucierpi na tym moja duma, będę postawiona w złym świetle i czuć będę opór, muszą znaleźć w sobie część dla Boga oraz cierpliwość i tolerancję względem innych. Nie mogę, powodowana zespuciem, brać odwetu. Gdy to zrozumiałam, starałam się praktykować i wejść w prawdę. Gdy później pełniłam obowiązki i inni wskazywali moje problemy, raniąc moją dumę, akceptowałam to, co mówili, i nawet jeśli mściwe myśli przemknęły mi przez głowę, umiałam modlić się, zapomnieć o sobie i na pierwszym miejscu postawić pracę kościoła. Potrafiłam rozmawiać z braćmi i siostrami o tym, jak osiągać lepsze wyniki. Postępując tak przez jakić czas, zobaczyłam, ile korzyści przynosi mi nadzór i krytyka ze strony innych! W efekcie mogłam lepiej wcielać w życie zasady prawdy, unikać zła i nie sprzeciwiać się Bogu. Dzięki Bogu!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Co za ulga zdjąć maskę

Autorstwa Chen Yuan, Chiny We wrześniu 2018 wybrano mnie na przywódczynię kościoła. Bardzo się z tego cieszyłam. Był to dla mnie dowód, że...

Ścieżka ewangelizacji

Autorstwa Feng Lu, Chiny Pamiętam, jak uczyłem się głosić ewangelię, i spotkałem w Hubei brata Xu, należącego do Kościoła Great Praise....

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze