Nie byłam szczera w swej wierze

02 lutego 2022

Autorstwa Michelle, Cameroon

Moja rodzina była zawsze bardzo biedna, więc marzyłam o tym, aby zostać dyrektorem banku i mieć określoną pozycję w społeczeństwie, aby już nie brakowało nam tak bardzo pieniędzy. Kiedy skończyłam studia i zaczęłam szukać pracy, rozesłałam mnóstwo ofert, ale wcale nie było łatwo i nigdy nie znalazłam takiej posady, jaką chciałam. Ciągle dostawałam przeciętne, niskopłatne stanowiska.

W roku 2019 przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych i po pewnym czasie zaczęłam pełnić w kościele obowiązek podlewania współbraci w wierze. Myślałam, że jeśli będę się starała ze wszystkich sił dla Boga, z pewnością mnie pobłogosławi i pomoże mi znaleźć dobrą posadę. Pełniąc swoje obowiązki w kościele, wciąż wysyłałam więc podania o pracę. W końcu, w czerwcu 2021 roku, zadzwonił do mnie przedstawiciel pewnej firmy, który zaprosił mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Weszłam do internetu, by sprawdzić, co to za przedsiębiorstwo, i okazało się, że to międzynarodowa firma, której dyrektor naczelny dokonuje inwestycji na całym świecie. Był też właścicielem dużego banku, dla którego chciałam niegdyś pracować, ale nigdy nie zaproszono mnie na rozmowę. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś ta firma sama odezwie się do mnie i zaprosi mnie na spotkanie w sprawie pracy. Była to więc miła niespodzianka. Czułam, że to Bóg daje mi szansę, a jeśli będę mogła pracować w tej międzynarodowej firmie, będzie to znak, że mi błogosławi. Powiedziałam sobie, że tym razem na pewno mi się uda i dostanę kierowniczą pensję, ponieważ Bóg mi dopomoże. Byłam wielce podekscytowana, że wreszcie mam szansę dostać swoją wymarzoną posadę, która sprawi, że uznam, iż było warto zdobywać stopień magistra, na który tak ciężko pracowałam. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak moje życie niebawem się zmieni: będę miała mnóstwo pieniędzy, własny dom i będę mogła kupić, co tylko zechcę. Myślałam, że będę mogła podróżować po świecie i odpowiednio zadbać o rodzinę, a zwłaszcza o moich rodziców. Sądziłam, że kiedy już zacznę tam pracować, wszystko zmieni się na lepsze. Kiedy przyszłam na rozmowę, zorientowałam się, że jest troje kandydatów, i zaczęłam się bać, że mnie nie wybiorą, lecz wtedy powiedziałam sobie: „Nie, to ja dostanę tę posadę. Jestem dzieckiem Boga i On z pewnością mnie pobłogosławi. Bez względu na wszystko, Bóg zachowa to stanowisko dla mnie”. Wierzyłam również trochę we własne umiejętności. Podczas rozmowy odpowiedziałam na wszystkie pytania, a mój rozmówca powiedział mi, że zadzwonią do mnie w ciągu pięciu dni, jeśli mnie wybiorą. Byłam pewna, że tak właśnie się stanie. Pięć dni później niecierpliwie czekałam na telefon, ale nikt nie zadzwonił przez cały dzień. Minął tydzień, i wciąż nie było telefonu od tej firmy. Wtedy zdałam sobie sprawę, że wybrano kogoś innego. Byłam załamana i zaczęłam zapytywać samą siebie, co ze mną nie tak, i dlaczego mi się nie powiodło. Zdałam się na Boga i modliłam się do Niego, więc dlaczego mi się nie udało? Odczuwałam wielką słabość oraz zniechęcenie, i zaczęłam obwiniać Boga o własne niepowodzenie. Wierzyłam w Niego już ponad dwa lata i przez cały ten czas należycie wypełniałam swoje obowiązki. Ngdy nie odeszłam od Boga ani nie zrezygnowałam z pełnienia swego obowiązku. Dlaczegóż zatem nie chciał obdarzyć mnie łaską i błogosławieństwami? Popadałam w coraz większy smutek i przygnębienie, do tego stopnia, że przez cały tydzień nie chodziłam na zgromadzenia ani nie czytałam słów Bożych. Gdy kontaktowali się ze mną bracia i siostry, bardzo mnie to irytowało i nie chciałam im odpowiadać ani z nimi rozmawiać. Na nic nie miałam zresztą ochoty i nie chciało mi się nawet wychodzić z domu. Przestałam wypełniać swoje ewangelizacyjne obowiązki i dzielić się słowami Boga z braćmi i siostrami. Całymi dniami nie wychodziłam z pokoju, zupełnie pozbawiona motywacji i celów. Nie chciało mi się nawet jeść. W zaledwie kilka dni straciłam na wadze.

Pewnego dnia usłyszałam hymn ze słów Bożych: „Tym, czego Bóg pragnie w próbach, jest szczere serce człowieka”. „Kiedy Bóg poddaje ludzi próbom, jaką rzeczywistość pragnie stworzyć? Bóg nieustannie prosi, aby ludzie oddawali Mu swoje serca. Kiedy Bóg poddaje cię próbie, widzi On, czy twoje serce jest przy Nim, czy też przy ciele i szatanie. Kiedy Bóg poddaje cię próbie, widzi, czy stoisz w opozycji do Niego, czy też zajmujesz stanowisko, które jest z Nim zgodne, i widzi, czy twoje serce jest po Jego stronie. Kiedy jesteś niedojrzały, a stajesz w obliczu próby, masz niewiele pewności siebie i nie wiesz dokładnie, co powinieneś zrobić, aby wypełnić Boże intencje, ponieważ twoje zrozumienie prawdy jest ograniczone. Jednakże jeśli mimo tego potrafisz autentycznie i szczerze modlić się do Boga, jeśli gotów jesteś oddać Mu serce, uczynić Boga swoim Panem i masz w sobie chęć ofiarowania Bogu wszystkiego, co uważasz za najcenniejsze – to oznacza, że oddałeś Bogu swoje serce. W miarę, jak będziesz słuchał kolejnych kazań i rozumiał coraz więcej prawdy, twoja postawa również będzie stopniowo dojrzewać. Standard, którego Bóg będzie wówczas od ciebie wymagał, nie będzie taki sam jak wtedy, gdy byłeś niedojrzały; teraz będzie On wymagał od ciebie więcej. Kiedy ludzie stopniowo oddają swoje serca Bogu, ich serca powoli się do Niego zbliżają; a gdy ludzie potrafią prawdziwie zbliżyć się do Boga, w ich sercach wzrasta coraz większa cześć dla Niego. Takiego właśnie serca pragnie Bóg” („Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Wtedy zrozumiałam, że gdy Bóg poddaje ludzi próbie, obserwuje ich serca: patrzy, na czym im zależy, i czy podporządkowują się Bogu w okolicznościach, jakie dla nich stworzył. Ja zaś, zamiast ofiarować Bogu swoje serce, myślałam tylko o tym, jak się Nim posłużyć, aby spełnić swe własne pragnienia. Kiedy nie dostałam tej posady, bogactwa i dóbr materialnych, których pragnęłam, moja wiara osłabła, nie chciałam uczestniczyć w zgromadzeniach ani pełnić swego obowiązku. Była to zdrada wobec Boga i mogłam utracić swoje świadectwo o Nim w tej sytuacji. Zaczęłam więc się modlić: „Boże Wszechmogący, Ujawniłeś, że nie jestem Ci oddana i nie jestem wobec Ciebie szczera. Nie wytrwałam przy świadectwie o Tobie ani Ci się nie podporządkowałam. Boże, proszę, zmiłuj się nade mną. Pragnę okazać skruchę”.

Po tej modlitwie poczułam znacznie większy spokój i zaczęłam odpowiadać na wiadomości od braci i sióstr. Jedna z nich spytała mnie, w jakim jestem stanie, i powiedziałam jej o wszystkim, przez co ostatnio przechodziłam. Wówczas przesłała mi następujący fragment słów Bożych: „Nikt nie przechodzi przez całe życie bez cierpienia. Dla niektórych ludzi ma ono związek z rodziną, dla niektórych z pracą, dla innych z małżeństwem, a dla jeszcze innych z chorobą fizyczną. Każdy cierpi. Niektórzy mówią: »Dlaczego ludzie muszą cierpieć? Jak wspaniale byłoby przeżyć całe życie spokojnie i szczęśliwie. Czy nie możemy nie cierpieć?«. Nie – każdy musi cierpieć. Cierpienie powoduje, że każdy człowiek doświadcza niezliczonych doznań fizycznego życia, niezależnie od tego, czy doznania te są pozytywne czy negatywne, aktywne czy bierne. Cierpienie przynosi ci różne uczucia i możliwości docenienia, które dla ciebie składają się na doświadczenie życiowe. Jeśli na ich podstawie będziesz umiał szukać prawdy i zrozumieć wolę Bożą, to będziesz się coraz bardziej zbliżać do standardu, jakiego wymaga od ciebie Bóg. To jest jeden aspekt, który również ma na celu uczynienie ludzi bardziej doświadczonymi. Innym aspektem jest odpowiedzialność, którą Bóg daje człowiekowi. Jaka to odpowiedzialność? Musisz przejść przez to cierpienie, znieść je, a jeśli podołasz, stanie się to świadectwem, a nie powodem do wstydu” („Dopiero gdy uporządkujesz swoje koncepcje, możesz wejść na właściwą ścieżkę wiary w Boga (1)” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ze słów Boga dowiedziałam się, że każdy, czy to wierzący, czy niewierzący, toczy w swym życiu jakieś zmagania, a cierpienie jest częścią życia. Cierpienie zaś nie jest wcale pozbawione wartości. Może bowiem wzbogacić moje doświadczenie i zbliżyć mnie do Boga. Mogę przyjść przed Jego oblicze, by poszukiwać prawdy i Jego woli. Zostaliśmy tak dogłębnie skażeni przez szatana, że wszyscy jesteśmu chciwi, pragniemy sławy, uganiamy się za statusem oraz świetlaną przyszłością i nie miłujemy prawdy. Jeśli będziemy wiedli beztroski żywot pośród wszelkich wygód, będziemy tylko coraz bardziej oddalać się od Boga i będziemy coraz bardziej zepsuci. Uznałam, że Bóg pozwolił, by mnie to spotkało, abym stanęła przed Nim na modlitwie i zaczęła szukać prawdy, abym zyskała prawdziwą wiarę w Boga i zbliżyła się do Niego. Gdy pojęłam szczere intencje Boga, nie chciałam już zmagać się z tą sytuacją, tylko bez względu na to, co będzie dalej, chciałam okazywać Bogu absolutne posłuszeństwo i pozostać Mu oddaną.

Potem przeczytałam kolejny fragment słów Bożych. Bóg Wszechmogący mówi: „Ludzie w swych doświadczeniach życiowych często myślą sobie: porzuciłem swoją rodzinę i karierę dla Boga, a co On mi dał? Muszę to podsumować i potwierdzić: czy otrzymałem ostatnio jakieś błogosławieństwa? W tym czasie dużo dałem z siebie, wysilałem się i wysilałem, i wiele wycierpiałem – czy Bóg dał mi w zamian jakieś obietnice? Czy pamiętał moje dobre uczynki? Jaki będzie mój koniec? Czy mogę otrzymać Boże błogosławieństwa?… Każdy człowiek stale dokonuje takich kalkulacji w swoim sercu i ludzie kierują do Boga żądania wynikające z tych motywacji, ambicji i transakcyjnej mentalności. To znaczy, że w swoim sercu człowiek nieustannie sprawdza Boga, nieustannie wymyśla plany dotyczące Boga i nieustannie spiera się z Bogiem o swój koniec, a także próbuje wydobyć od Boga oświadczenie, sprawdzając, czy Bóg może dać mu to, czego chce, czy nie. Człowiek jednocześnie podąża za Bogiem i nie traktuje Boga jak Boga. Człowiek zawsze starał się targować z Bogiem, nieustannie stawiając Mu wymagania, a nawet naciskając na Niego na każdym kroku, próbując wziąć kilometr po otrzymaniu centymetra. W tym samym czasie gdy człowiek próbuje targować się z Bogiem, również spiera się z Nim, a są nawet ludzie, którzy, gdy spotykają ich próby lub znajdują się w pewnych sytuacjach, często stają się słabi, bierni i leniwi w swojej pracy, i pełni skarg na Boga. Człowiek, od czasu, gdy po raz pierwszy zaczął wierzyć w Boga, uznał Boga za róg obfitości, szwajcarski scyzoryk, a samego siebie uznał za największego wierzyciela Boga, tak jakby próby uzyskania błogosławieństw i obietnic od Boga były jego nieodłącznym prawem oraz obowiązkiem, podczas gdy obowiązkiem Boga było chronić i dbać o człowieka, i zaopatrywać go. Takie jest podstawowe zrozumienie »wiary w Boga« wszystkich tych, co wierzą w Boga, i takie jest ich najgłębsze zrozumienie pojęcia wiary w Boga. Od natury i istoty człowieka po jego subiektywne dążenie nie ma nic, co odnosi się do bojaźni Bożej. Cel człowieka w wierze w Boga nie może mieć nic wspólnego z oddawaniem czci Bogu. To znaczy, że człowiek nigdy nie uważał ani nie rozumiał, że wiara w Boga wymaga bojaźni Bożej i oddawania czci Bogu. W świetle takich warunków istota człowieka jest oczywista. Jaka jest ta istota? Jest ona taka, że serce człowieka jest złośliwe, kryje w sobie zdradę i oszustwo, nie kocha uczciwości i sprawiedliwości i tego, co jest pozytywne, jest też nikczemne i chciwe. Serce człowieka nie może być bardziej zamknięte na Boga; człowiek w ogóle nie oddał go Bogu. Bóg nigdy nie widział prawdziwego serca człowieka ani nigdy nie był czczony przez człowieka. Bez względu na to, jak wielką cenę płaci Bóg, jakie dzieło wykonuje i ile daje człowiekowi, człowiek pozostaje na to wszystko ślepy i zupełnie obojętny. Człowiek nigdy nie oddał swego serca Bogu, chce tylko myśleć o swoim sercu, sam podejmować własne decyzje, których podtekstem jest to, że człowiek nie chce podążać drogą bojaźni Bożej i unikania zła ani być posłuszny suwerenności i ustaleniom Boga, ani też nie chce czcić Boga jako Boga. Taki jest dzisiejszy stan człowieka” („Boże dzieło, Boże usposobienie i Sam Bóg (II)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga ujawniały stan, w jakim naprawdę się znajdowałam, i sprawiły, że było mi strasznie wstyd. Wierzyłam w Niego tylko dla błogosławieństw, a choć ponosiłam koszty dla Boga, ostatecznie robiłam to tylko po to, by zostać przez Niego nagrodzoną. Służyłam Mu z zapałem, inwestując w wypełnianie swego obowiązku tak wiele czasu i energii, w nadziei, że Bóg mnie pobłogosławi i obdarzy swą łaską, i w końcu dostanę dobrze płatną posadę w branży, której dotyczyły moje studia. Wtedy zaś będę wiodła szczęśliwe życie i niczego nie będzie mi brakowało, i ani ja, ani moja rodzina nie będziemy już dłużej cierpieć. Tak właśnie myślałam, i taki był mój cel. Jednakże po ponad dwóch latach wiary w Boga te błogosławieństwa, do których uzyskania dążyłam, nadal się nie ziściły. Kiedy nie dostałam posady, którą miałam nadzieję otrzymać, opuścił mnie cały zapał do tego, by podążać za Bogiem i Mu służyć. Fakty te ukazały mi, że przez cały ten czas oszukiwałam Boga, usiłując robić z Nim interesy. Wyglądało to tak, jakbym ciężko dla Niego pracowała, uczęszczała na zgromadzenia i aktywnie wypełniała swój obowiązek, lecz tak naprawdę miałam swoje ukryte cele: chciałam zyskać więcej łaski i błogosławieństw od Boga. Oświecenie zawarte w słowach Bożych ukazało mi mój egoizm, wykazując, że myślałam tylko o sobie i swojej rodzinie, narzucając Bogu swoje wymagania i stawiając Mu wygórowane żądania. Wcale nie traktowałam Go jak Boga, i tak naprawdę wcale nie czciłam Boga w swojej wierze. Domagałam się od Niego zapłaty, jakby był moim dłużnikiem, każąc Mu obdarzać mnie szczególnymi łaskami i posługując się Nim do spełniania mych zachcianek. Bóg już dał nam życie i bez żadnych warunków obdarzył nas tak wieloma prawdami! Stał się ciałem i tak wiele wycierpiał, by zbawić nas, ludzi, skażonych przez szatana. A wszystko po to, abyśmy mogli zyskać prawdę, wyzbyć się skażenia i zostać w pełni zbawieni przez Boga. Boża miłość do nas jest przeogromna, i obdarzył nas tak wielką łaską! Ja jednak byłam ślepa na miłość Boga i w ogóle nie dbałam o Jego wolę. Umiałam jedynie stawiać żądania. Nie miałam rozumu ni sumienia! Słowa Boga zawsze ujawniają stany, w których rzeczywiście się znajduję. Jeśli będę wykorzystywać moje poświęcenia po to, by w zamian domagać się od Boga błogosławieństw, których pragnę, traktując mój obowiązek jak część jakiejś transakcji, tego rodzaju wiara i służba niczym nie będzie się różnić od pracy dla jakiegoś szefa w zewnętrznym świecie. Wówczas będzie to wszytko tylko po to, by dostać coś w zamian, i nie ma w tym za grosz szczerości.

Później przeczytałam kolejny ustęp słów Bożych, z końcowego fragmentu książki „Dzieło Boga i praktykowanie przez człowieka”: „Bez względu na to, jak są wypróbowywani, wierność tych, którzy mają Boga w sercu, pozostaje niezmieniona, ale dla tych, którzy nie mają Boga w swoim sercu, gdy tylko dzieło Boże nie jest korzystne dla ich ciała, zmieniają swoje spojrzenie na Boga, a nawet odchodzą od Boga. Takimi są ci, którzy nie wytrwają do końca, którzy szukają tylko Bożych błogosławieństw i nie mają pragnienia, aby służyć Bogu i poświęcić się Mu. Tacy bezwartościowi ludzie zostaną wyrzuceni, gdy dzieło Boga dobiegnie końca i nie zasługują na żadne współczucie. Ci, którzy nie mają człowieczeństwa, nie są w stanie prawdziwie kochać Boga. Gdy środowisko jest bezpieczne lub gdy można osiągnąć zyski, są oni całkowicie posłuszni Bogu, ale gdy to, czego pragną, jest zagrożone lub ostatecznie odrzucone, natychmiast się buntują. Nawet w ciągu jednej nocy mogą przejść przemianę z uśmiechniętego, »życzliwego« człowieka w ohydnego i okrutnego zabójcę, traktując nagle wczorajszego dobroczyńcę jak śmiertelnego wroga bez widocznej przyczyny. Jeśli te demony nie zostaną wypędzone, demony, które zabiłyby bez mrugnięcia okiem, czy nie staną się źródłem skrytego zagrożenia?” („Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga mówią nam, że tylko ci, którzy mają w sercu miejsce dla Boga, potrafią wytrwać przy świadectwie pośród zsyłanych przez Niego prób, lecz ci, co nie mają Boga w sercu, myślą jedynie o własnych interesach. Kiedy zyskują jakieś wymierne, cielesne korzyści, zmuszają się do okazywania posłuszeństwa Bogu, ale kiedy tylko nie dostaną tego, czego chcą, zaczynają uważać Go za wroga, obwiniając Go i zdradzając. To właśnie tego rodzaju osób Bóg nienawidzi i wyeliminuje je, gdyż podobne są do demonów. Rozważając słowa Boga, zdałam sobie sprawę, że i ja byłam wszak kimś takim. Wierzyłam przecież właśnie dla błogosławieństw. Dopóki członkowie mojej rodziny byli zdrowi, a ja sama miałam dobrą pracę, byłam gotów ciężko pracować dla Boga. Jeśli jednak te sprawy nie układały się tak, jak chciałam, zbuntowałam się i zaczęłam narzekać na Boga. Nie miałam za grosz oddania i uległości wobec Niego. Zrozumiałam, że moja wiara w Boga nie była szczera; że oszukiwałam Boga i robiłam z Nim interesy, dla Niego zaś taka wiara nigdy by się nie liczyła. Bóg kompletuje właśnie grupę zwycięzców w dniach ostatecznych. Potrafią oni zwrócić się całym sercem ku Bogu i żyć tylko po to, by Mu zadośćuczynić. Gotowi są cierpieć dla Boga, i potrafią wytrwać pośród trudności, jak Hiob, aby świadczyć o Bogu. To ich właśnie Bóg na końcu udoskonali, i tylko oni zasługiwać będą na Jego pochwałę i błogosławieństwa. Hiob tak wiele wycierpiał, przechodząc próby, lecz nigdy nie obwiniał Boga o swe cierpienie. W gruncie rzeczy ani na chwilę nie zachwiał się w swej wierze w Boga, a kiedy stracił wszystkie swe dzieci i cały dobytek, wciąż potrafił chwalić imię Boże i podporządkowywać się władzy Boga. W ten sposób niósł o Nim donośne świadectwo. Dla porównania jednak ja byłam naprawdę daleka od spełnienia Bożych wymagań.

Pewnego dnia przeczytałam następujący ustęp słów Bożych, z końcowego fragmentu książki „Wobec kogo jesteś lojalny?”. „Gdybym miał teraz położyć przed wami trochę pieniędzy i dał wam wolność wyboru – i gdybym nie potępił was za wasz wybór – wtedy większość z was wybrałaby pieniądze i porzuciła prawdę. Ci lepsi z was odrzuciliby pieniądze i niechętnie wybrali prawdę, podczas gdy ci pośrodku wzięliby pieniądze do jednej ręki, a prawdę do drugiej. Czy w ten sposób wasza prawdziwa natura nie stałaby się widoczna jak na dłoni? Wybierając pomiędzy prawdą i czymkolwiek innym, wobec czego jesteście lojalni, wszyscy dokonalibyście tego wyboru, a wasza postawa pozostałaby niezmieniona. Czyż tak nie jest? Czyż pośród was nie ma wielu, którzy wahali się pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe? W starciach pomiędzy pozytywnym i negatywnym, czarnym i białym, na pewno jesteście świadomi, jakich wyborów dokonaliście pomiędzy rodziną i Bogiem, dziećmi i Bogiem, pokojem i chaosem, bogactwem i ubóstwem, wysoką pozycją i przeciętnością, poczuciem przynależności i wykluczeniem itd. Wybierając pomiędzy szczęśliwą rodziną i rozbitą rodziną, z pewnością bez wahania wybraliście tę pierwszą; wybierając pomiędzy bogactwem i obowiązkiem, ponownie bez mrugnięcia okiem wybraliście to pierwsze, i brak wam nawet chęci, by powrócić do brzegua; wybierając pomiędzy luksusem i niedostatkiem, wybraliście luksus; wybierając pomiędzy waszymi synami, córkami, żonami, mężami a Mną, wybraliście tych pierwszych; a wybierając pomiędzy pojęciem i prawdą, ponownie wybraliście to pierwsze. W obliczu wszelakich waszych nagannych uczynków, zwyczajnie utraciłem wiarę, którą w was pokładałem. Po prostu zdumiewa Mnie, że wasze serca są tak oporne na to, by je zmiękczyć. Wygląda na to, że lata oddania i usilnych starań przyniosły Mi tylko wasze porzucenie i waszą rozpacz, lecz Moja nadzieja co do was rośnie z każdym mijającym dniem, ponieważ Mój dzień już dawno został w całości objawiony każdemu. Jednak wy upieracie się przy szukaniu rzeczy mrocznych i złych i nie chcecie wypuścić ich z ręki. A skoro tak, to jaki będzie wasz wynik? Czy kiedykolwiek starannie się nad tym zastanowiliście? Gdyby poproszono was, żebyście wybrali jeszcze raz, jakie byłoby wasze stanowisko? Czy ponownie wybralibyście »to pierwsze«? Czy wciąż przynosilibyście Mi rozczarowanie i godny pożałowania smutek? Czy wasze serca wciąż posiadałyby tylko odrobinę ciepła? Czy wciąż nie wiedzielibyście, co zrobić, by pocieszyć Moje serce? Co byście wybrali w tej chwili? Czy podporządkujecie się Mym słowom, czy raczej będziecie nimi zmęczeni? Mój dzień został objawiony waszym oczom, a to, przed czym stoicie, jest nowym życiem i nowym punktem wyjścia. Jednak muszę wam powiedzieć, że punkt ten nie jest początkiem nowego dzieła z przeszłości, ale raczej zwieńczeniem starego dzieła. Oznacza to, że jest to akt ostatni. Sądzę, że wszyscy rozumiecie, dlaczego ów punkt wyjścia jest wyjątkowy. Pewnego dnia, już niedługo, wszyscy pojmiecie jednak jego prawdziwe znaczenie. Przejdźmy zatem dalej i powitajmy nadejście finału!” („Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże były dla mnie wielce poruszające i zrozumiałam, że zdradzanie Boga rzeczywiście leży w ludzkiej naturze. Kochamy jedynie dobra materialne i pieniądze, status i sławę a nie miłujemy prawdy. Mimo iż nasza natura jest dla Boga odrażająca, nie zwraca On uwagi na nasze skażenie i skłonność do buntu, a patrzy na to, czy obecnie dążymy do prawdy, czy okazaliśmy skruchę i się zmieniliśmy. Bóg pragnie w pełni zbawić nas od wpływu szatana i wprowadzić do swego królestwa. Ja jednak nie ceniłam sobie Bożej łaski ani nie dążyłam do prawdy. Skupiona byłam na tym, by znaleźć dobrą posadę z wysoką pensją, pragnąc bogactwa i cielesnych wygód. Jakże byłam głupia! Jedynie prawda jest w stanie ocalić ludzi, obmyć nas z naszego skażenia, pozwolić nam odróżniać dobro i zło oraz uniknąć podstępów szatana i nie dozanć od niego krzywdy. Zrozumienie prawdy może nam pomóc poznać Boga, dowiedzieć się, jak żyć i jak odnaleźć sens ludzkiego życia. Uganianie się za pieniędzmi i dobrami doczesnymi oddaliłoby mnie jedynie od Boga, sprawiając, że byłabym tylko jeszcze bardziej zepsuta, chciwa i pobłażliwa dla siebie, tracąc tym samym szansę na zbawienie. Jak powiedział Pan Jezus: „Mówię wam też: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mt 19:24). Nadmiar bogactwa i nazbyt wygodne życie to niekoniecznie coś dobrego. Jak mówi Księga Przysłów: „I szczęście głupich zgubi ich” (Prz 1:32). Pan Jezus ostrzegał nas: „Nie troszczcie się więc, mówiąc: Cóż będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: W co się ubierzemy? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Wie bowiem wasz Ojciec niebieski, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6:31-33). Katastrofy cały czas przybierają na sile. Najważniejsze jest teraz, by wyposażyć się w prawdę i pracować ciężko przy wypełnianiu swego obowiązku. Pełniąc nasz obowiązek, musimy się starać odrzucić skażenie i podporządkować się Bogu, aby w Jego oczach stać się godnymi miana Jego stworzeń. Nic innego nie ma znaczenia ani wartości. Nauczyłam się też, że to, czy znajdę dobrą posadę, jest wyłącznie w rękach Boga. Byłam gotów podporządkować się Jego zarządzeniom i oddać się bez reszty w Jego ręce.

Potem przeczytałam kolejny fragment słów Bożych: „Nie ma żadnej korelacji między obowiązkiem człowieka a tym, czy będzie on pobłogosławiony, czy przeklęty. Obowiązek to coś, co człowiek powinien wypełnić; jest to jego powołanie zesłane mu z nieba, a jego wykonywanie nie powinno zależeć od rekompensaty czy rozmaitych warunków bądź przyczyn. Tylko wtedy bowiem jest to wykonywanie swojego obowiązku. Być pobłogosławionym oznacza zostać udoskonalonym i cieszyć się Bożymi błogosławieństwami, doświadczywszy sądu. Bycie przeklętym oznacza, że usposobienie danej osoby nie ulega zmianie po tym, jak doświadczyła ona karcenia i sądu. Wówczas nie doświadcza ona również doskonalenia, lecz otrzymuje karę. Jednakże bez względu na to, czy zostaną pobłogosławione, czy przeklęte, istoty stworzone winny wypełniać swój obowiązek, robiąc to, co do nich należy i to, co są w stanie zrobić. Każda osoba, – osoba, która podąża za Bogiem – winna zrobić przynajmniej tyle. Nie powinieneś spełniać swojego obowiązku tylko dla uzyskania błogosławieństwa i nie powinieneś odmawiać działania z obawy przed tym, że zostaniesz przeklęty. Pozwólcie, że coś wam powiem: wypełnianie swego obowiązku przez człowieka oznacza, że robi on to, co należy. Jeśli zaś nie jest w stanie swego obowiązku wypełnić, wówczas jest to jego buntowniczość” („Różnica pomiędzy służbą Boga wcielonego a obowiązkiem człowieka” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Nauczyłam się z tego fragmentu, że bez względu na to, czy Bóg zsyła nam szczęście, czy nieszczęście, musimy wypełniać nasz własny obowiązek i Boże posłannictwo. Jesteśmy za to bezwarunkowo odpowiedzialni. Kiedy się nad tym zastanowić, to doświadczywszy kilku niepowodzeń w poszukiwaniu stałej i odpowiednio płatnej posady, popadłam w prawdziwe przygnębienie oraz zniechęcenie, i nie chciałam już wypełniać swego obowiązku. Nie było to właściwe podejście do jego pełnienia. Bóg mówi nam, że, jako Jego stworzenia, wszyscy mamy obowiązek robić to, co do nas należy. Bez względu na to, jak Bóg nas doświadcza – może odczuwamy słabość, albo nie pojmujemy Jego woli – musimy wypełniać swój obowiązek. Jesteśmy stworzeniami Bożymi, które winny bezwarunkowo podporządkowywać się Bogu. Nie mamy żadnego prawa czegokolwiek od Niego wymagać, albo próbować dobijać z Nim targu. Robienie tego, co do nas należy, to nasz święty obowiązek jako stworzeń Bożych, a jego wykonywania nie mogą zbrukać żadne transakcje! To najzupełniej słuszne i właściwe, taka jest naturalna kolej rzeczy, tak jak dzieci mają obowiązki względem rodziców.

Potem zaczęłam znacznie poważniej podchodzić do swego obowiązku, i naprawdę zabrałam się za szerzenie dobrej nowiny. Żyjąc w ten sposób, odczuwałam przemożny spokój. Pewnego dnia zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną do szkoły. Była to naprawdę prestiżowa placówka, i wiedziałam, że będę miała wysoką pensję, jeśli dostanę tę posadę. Jednak w czasie rozmowy rzekłam w sercu do Boga: „Boże, to Ty wszystkim zarządzasz. Bez względu na to, czy dobrze wypadnę na tej rozmowie, czy nie, nie żądam od Ciebie, abyś dał mi tę posadę. Pragnę jedynie podporzdkować się Twoim zarządzeniom. Nawet jeśli nie dostanę tej pracy, nadal będę Cię chwaliła i wypełniała swój obowiązek”. Kiedy podano rezultaty części pisemnej, znalazłam się w pierwszej piątce kandydatów. Byłam bardzo szczęśliwa. Kilka dni później, po części ustnej, okazało się, że mnie nie wybrano. Pewien znajomy powiedział mi, że to jemu dano tę posadę, i choć cieszyłam się ze względu na niego, to jednak byłam nieco rozczarowana. Prosiłam Boga, by dał mi spokój ducha, i strzegł mego serca, abym potrafiła podporządkować się Jego władzy. Po modlitwie odczuwałam błogi spokój i tamtego popołudnia poszłam, jak zwykle, pełnić swój obowiązek. Wiedziałam, że gdyby Bóg chciał, abym pracowała w tej szkole, dostałabym tę posadę, a w innym wypadku nie mogłabym jej dostać, choćbym nie wiem jak ciężko harowała. Byłam pewna, że wszystko było w rękach Boga, a nikt wszak nie ma nad Nim władzy. Kiedy myślałam o tym w ten sposób, odczuwałam tę wewnętrzną siłę i motywację, i naprawdę chciałam wypełniać swój obowiązek bez względu na wszystko i wywiązywać się ze swych zadań.

To prawdziwie mnie nauczyło, że te trudne okoliczności były w gruncie rzeczy Bożą łaską i błogosławieństwem. Bóg kazał mi przez to wszystko przejść, aby poddać próbie moją wiarę, i przekonać się, czy w trudnych chwilach będę w stanie dochować wierności Bogu. Konfrontacja z faktami pokazała mi, jak wypaczona była moja wiara, oraz że potrafiłam oszukiwać Boga. Wskazówki zawarte w słowach Boga pomogły mi zrozumieć siebie samą i zupełnie odwrócić kierunek moich błędnych dążeń. Nigdy nie zdołałabym zyskać tego wszystkiego, wiodąc wygodne życie. Jestem tak bardzo wdzięczna Bogu za Jego miłość!

Przypisy:

a. Powrócić do brzegu: chiński idiom oznaczający „zawrócić ze ścieżki nieprawości”.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Jak traktować swój obowiązek

Autorstwa Zhongcheng, Chiny Bóg Wszechmogący mówi: „Najbardziej fundamentalnym wymogiem wobec ludzkiej wiary w Boga jest, aby człowiek miał...

Uwolniona z kajdan domu

Autorstwa Cheng Shi, Chiny Niedługo po tym, jak otrzymałam dzieło Boga dni ostatecznych, wygłosiłam ewangelię mężowi. Byłam zaskoczona,...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze