Już nie unikam niebezpiecznych środowisk
10 września 2024 roku otrzymałam od przywódców list z informacją, że Zhao Hui, przywódca z kościoła w Nancheng, został aresztowany i stał się judaszem, wydając wielu braci i sióstr. Ponad trzydzieści osób z kościoła zostało już aresztowanych. Z racji tego, że byłam kiedyś przywódczynią okręgu i dość dobrze znałam niektóre z tamtejszych miejsc przechowywania, chcieli, abym przejęła odpowiedzialność za przeniesienie ofiar pieniężnych. Sytuacja była pilna. Wiedząc, że moim obowiązkiem jest ochrona Bożych ofiar, pomodliłam się do Boga, wyrażając gotowość do gorliwego współdziałania.
Kiedy dotarłam do kościoła w Nancheng, dowiedziałam się, że wszyscy diakoni i ważni pracownicy zostali aresztowani. Każdego dnia słyszeliśmy o aresztowaniach wielu braci i sióstr. Niektórzy byli nawet nękani przez policję w swoich domach. Kilkoro z aresztowanych braci i sióstr znało domy, w których przechowywano ofiary. Pomyślałam: „Otoczenie jest tak wrogie. Czy będę śledzona i obserwowana, jeśli pójdę przenieść ofiary? Zhao Hui wie, że kiedyś wykonywałam pracę przywódczą. Czy mógł wydać również mnie? Poza tym w 2019 roku zostałam już wydana przez judasza i policja prowadziła wtedy wobec mnie dochodzenie. Tylko dzięki cudownej ochronie Boga uniknęłam nieszczęścia. Jeśli tym razem zostanę aresztowana podczas przenoszenia ofiar, policja na pewno nie potraktuje mnie łagodnie. Obedrą mnie ze skóry!”. Myśl o filmach, na których bracia i siostry są brutalnie torturowani przez policję, przerażała mnie. Nie wiedziałam, czy gdybym została aresztowana, to bym to zniosła. Jeśli nie zniosłabym tortur i zdradziła Boga, stając się judaszem, czy moja wiara w Boga nie zakończyłaby się porażką? Gdybym została aresztowana i uwięziona na kilka lat, nie mogłabym czytać słów Bożych ani wykonywać swoich obowiązków. Jak mogłabym wtedy szykować dobre uczynki lub dążyć do zbawienia? Im dłużej myślałam, tym bardziej stawałam się bojaźliwa. Zrozumiałam, że znajduję się w niewłaściwym stanie. Wiele razy wcześniej stawałam w obliczu niebezpiecznych sytuacji i widziałam wtedy cudowną ochronę Boga. Dlaczego wciąż w ogóle nie miałam wiary? W sercu wołałam do Boga, aby dał mi wiarę. Później przeczytałam następujące słowa Boże: „Bóg dokonuje w ludziach dzieła udoskonalenia, a oni tego nie widzą ani nie mogą tego dotknąć; w takich okolicznościach niezbędna jest wiara. Kiedy czegoś nie da się zobaczyć gołym okiem, niezbędna jest wiara. Kiedy nie potrafisz wyzbyć się własnych pojęć, wiara jest konieczna. Kiedy nie masz jasności co do dzieła Bożego, wymaga się od ciebie, abyś miał wiarę, zajął mocne stanowisko i niewzruszenie trwał przy świadectwie. Gdy Hiob osiągnął ten właśnie punkt, Bóg ukazał mu się i do niego przemówił. Oznacza to, że tylko wtedy, gdy będziesz miał wiarę, będziesz mógł ujrzeć Boga. Kiedy będziesz miał wiarę, Bóg cię udoskonali, a jeśli nie będziesz miał wiary, On nie zdoła tego dokonać. Bóg obdarzy cię wszystkim, co tylko masz nadzieję zyskać. Jeśli nie masz wiary, nie będziesz mógł zostać udoskonalony, a wówczas nie zdołasz ujrzeć Bożych uczynków, a tym bardziej nie dostrzeżesz wszechmocy Boga. Jeżeli, w swoich rzeczywistych doświadczeniach masz wiarę pozwalającą ci dostrzec Jego czyny, to wówczas Bóg ci się ukaże i będzie cię oświecał i kierował tobą od środka. Bez tej wiary zaś nie będzie w stanie tego uczynić. Jeśli utraciłeś ufność w Boga, jak zdołasz doświadczać Jego dzieła? Dlatego też tylko wtedy, gdy masz wiarę i nie żywisz w stosunku do Boga żadnych wątpliwości, tylko wtedy, gdy prawdziwie w Niego wierzysz, bez względu na to, co robi, będzie cię On oświecał i iluminował poprzez twoje doświadczenia, i tylko wtedy będziesz w stanie ujrzeć Jego czyny. Wszystkie te rzeczy osiąga się poprzez wiarę. Wiara zaś przychodzi tylko przez uszlachetnianie, a przy braku uszlachetniania nie może się rozwijać. Do czego więc odnosi się »wiara«? Wiara jest to autentyczne przekonanie i szczere serce, jakie winni posiadać ludzie, kiedy nie są w stanie czegoś zobaczyć albo dotknąć, gdy dzieło Boże nie przebiega zgodnie z ludzkimi pojęciami lub pozostaje poza zasięgiem człowieka. O takiej właśnie wierze mówię” (Ci, którzy mają zostać udoskonaleni, muszą przejść uszlachetnianie, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). „Bez względu na to, jak »ogromnie potężny« jest szatan, jaki jest śmiały i ambitny, jak wielka jest jego zdolność do czynienia szkód, jak szeroki jest zakres możliwości deprawowania i kuszenia człowieka, jak sprytne są sztuczki i intrygi, którymi zastrasza człowieka czy jak zróżnicowane są formy jego istnienia, nigdy nie był w stanie stworzyć choć jednej żywej istoty, ustanowić praw ani reguł dla istnienia wszystkich rzeczy, rządzić żadną rzeczą, czy to ożywioną, czy nieożywioną, ani sprawować nad nią suwerennej władzy. W całym kosmosie i w obrębie firmamentu nie istnieje ani jedna osoba czy rzecz powołana przez niego do istnienia lub istniejąca z jego powodu; nie istnieje ani jedna osoba ani rzecz pozostająca pod jego suwerenną władzą ani przez niego rządzona. Wręcz przeciwnie, nie tylko musi istnieć pod panowaniem Boga, ale musi też się podporządkować wszystkim Bożym nakazom i rozkazom. Bez Bożego pozwolenia szatan nie może tak łatwo dotknąć nawet kropli wody lub ziarenka piasku na ziemi; bez pozwolenia Boga szatan nie może mieszać się w życie mrówek na ziemi – nie mówiąc już o ludzkości, która została stworzona przez Boga. W oczach Boga szatan znaczy mniej od lilii w górach, od ptaków latających w powietrzu, od ryb w morzu i od larw na ziemi. Jego rolą pośród wszystkich rzeczy jest służenie wszystkim, służenie ludzkości oraz służenie dziełu Boga i Jego planowi zarządzania” (Sam Bóg, Jedyny I, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Dzięki tym słowom zrozumiałam, że Bóg sprawuje suwerenną władzę nad wszystkimi rzeczami i wydarzeniami. Bez Jego pozwolenia, bez względu na to, jak bardzo szatan szaleje lub jak jest niegodziwy, nie może odebrać mi życia. To tak jak wtedy, gdy Hiob był poddawany próbie. Bóg nie pozwolił szatanowi odebrać mu życia, a szatan nie odważył się przekroczyć granicy wyznaczonej mu przez Boga. Ale moja wiara w Boga była zbyt mała. Kiedy zobaczyłam, że otoczenie jest wrogie, bałam się, że zostanę rozpoznana przez judasza lub będę monitorowana i zostanę aresztowana przez policję, więc żyłam w bojaźni i strachu i nie śmiałam przenieść ofiar. Myśląc o tym, poczułam wstyd. „Nie mogę tak po prostu chować się jak tchórzliwy żółw w skorupie: wszystkie sprawy i wydarzenia są w rękach Boga, więc czy to, czy zostanę aresztowana, również nie podlega Jego suwrerennej władzy? Gdyby Bóg pozwolił na moje aresztowanie, byłaby to dla mnie próba. Muszę polegać na Bogu i przysiąc, że wolałabym umrzeć, niż stać się judaszem lub zdradzić interesy domu Bożego”. Pomodliłam się więc: „Boże Wszechmogący, moja wiara w Ciebie jest tak mała. Nie chcę żyć w bojaźni. Proszę, daj mi wiarę i siłę. Jestem gotowa oddać się w Twoje ręce, podporządkować się Twoim rozporządzeniom i ustaleniom oraz jak najszybciej przenieść ofiary”.
Następnie udałam się do pierwszego domu, w którym przechowywano ofiary, aby je przenieść. Byłam tam wcześniej tylko raz i nie pamiętałam dokładnego numeru mieszkania ani piętra. Musiałam poczekać na zewnątrz na powrót gospodarza. Ale pewna siostra mieszkająca w pobliżu została aresztowana kilka miesięcy temu, a policja ostatnio potajemnie inwigilowała braci i siostry. Martwiłam się, że zostanę zauważona, jeśli zostanę tam na dłużej, więc nie śmiałam czekać zbyt długo. Gdy właśnie miałam wyjść, gospodarz wrócił z zakupów. Tego dnia w południe z powodzeniem przenieśliśmy stamtąd ofiary pieniężne. Zaraz potem poszłam odszukać siostrę Xin Cheng, aby zapytać o innych gospodarzy. Gdy tylko weszłam, powiedziała ze strachem: „Zostałam aresztowana i zatrzymana na pięć dni. Wypuszczono mnie dopiero wczoraj wieczorem. Zhao Hui wydał wszystkich znanych sobie braci i siostry. Księgi słów Bożych muszą zostać natychmiast przeniesione!”. Pomyślałam: „Xin Cheng dopiero co została wypuszczona. Czy policja potajemnie obserwuje jej dom? Czy zostanę zauważona?”. Byłam zdenerwowana i spanikowana i po kilku minutach rozmowy pośpiesznie odeszłam. Przez całą drogę serce waliło mi ze strachu. Wciąż myślałam: „Czy już mnie namierzyli? Nie zamierzam jutro wieczorem przenosić ksiąg. Poproszę innych braci i siostry, żeby się tym zajęli”. Następnego dnia moje serce cały czas było niespokojne. Wiedziałam, że Zhao Hui był we wszystkich domach, w których przechowywano księgi, i że księgi te trzeba było natychmiast przenieść. W tamtym czasie nie było nikogo innego, kto by się do tego nadawał: musiałam wziąć to zadanie na swoje barki. Pomyślałam o wszystkich braciach i siostrach, którzy byli ścigani przez wielkiego czerwonego smoka i umieszczeni na liście poszukiwanych, a mimo to wciąż polegali na Bogu, wykonując pracę kościoła. Nawet po aresztowaniu potrafili ryzykować życiem, by trwać przy świadectwie o Bogu. Ja tymczasem nie zostałam nawet aresztowana, a wycofywałam się ze strachu tylko dlatego, że środowisko było wrogie. Tak wiele mi do nich brakowało. Czułam wstyd i winę. Wtedy przypomniałam sobie słowa Boże, które dwa dni wcześniej czytaliśmy na zgromadzeniu: „Niektóre kościoły znajdują się we wrogich środowiskach, w których ludzie bywają często aresztowani, a z tego powodu jest wielce prawdopodobne, że lokalizacja domów, w których są zabezpieczone ofiary, zostanie zdradzona i wielki czerwony smok przeprowadzi naloty na te domy i dokona w nich rewizji – złe demony w dowolnym momencie mogą zrabować ofiary. Czy takie miejsca są odpowiednie do ich przechowywania? (Nie). Więc jeśli zostały już tam ulokowane, co należy zrobić? Natychmiast je przenieść. (…) Przywódcy i pracownicy powinni dobrze rozumieć tę sytuację, kiedy ją napotkają: »Jedno z miejsc, w których przechowuje się ofiary, nie nadaje się do tego. Środowisko jest zbyt niebezpieczne, a całkiem liczna grupa braci i sióstr w tej okolicy została zaaresztowana albo była śledzona lub inwigilowana. Musimy pomyśleć, jak zabrać stamtąd ofiary. Przeniesienie ich do względnie bezpiecznego miejsca będzie lepszym posunięciem, niż pozostawienie ich tam, gdzie są, i czekanie, aż zostaną przechwycone«. Jeśli owa sytuacja dopiero co zaistniała i przewidują, że ofiary są zagrożone, powinni niezwłocznie je przenieść, żeby zapobiec ich przechwyceniu i pochłonięciu przez wielkiego czerwonego smoka, złego diabła. To jedyny sposób, by zapewnić, że ofiary będą bezpieczne oraz by uniknąć jakichkolwiek pułapek i wpadek. To są zadania, jakie powinni wykonywać przywódcy i pracownicy. Jak tylko pojawi się najmniejszy cień zagrożenia, jak tylko ktoś zostanie zaaresztowany lub zaistnieje jakaś sytuacja, pierwszą myślą przywódców i pracowników powinno być, czy ofiary są bezpieczne, czy mogą wpaść w ręce złych ludzi, czy mogą być przez nich zawłaszczone lub czy mogą przechwycić je złe demony i czy doszło do jakichkolwiek strat w ofiarach. Niezwłocznie powinni podjąć kroki w celu ochrony ofiar. To jest odpowiedzialność przywódców i pracowników. Niektórzy z nich mogą powiedzieć: »Czynienie tego wymaga od nas podjęcia ryzyka. Czy możemy tego nie robić? Czyż nie jest tak, że to ludzie są naszym priorytetem, co oznacza, że nie ma potrzeby stawiać ofiar na pierwszym miejscu i to ludzie powinni być najważniejsi?«. Co sądzisz o tym pytaniu? Czy ci ludzie mają człowieczeństwo? (Nie). Skuteczne zabezpieczanie i pilnowanie ofiar oraz dobre nimi zarządzanie – to są obowiązki, które powinien wypełniać dobry szafarz. Uderzanie w poważniejsze tony, nawet jeśli będziesz musiał poświęcić swoje życie, jest tego warte i tak właśnie powinieneś postąpić. To jest twoja odpowiedzialność” (Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników (12), w: Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Dzięki słowom Bożym uświadomiłam sobie, że skoro lokalizacje miejsc przechowywania zostały zdradzone przez judasza, ofiary dla Boga i księgi słów Bożych mogły w każdej chwili zostać przejęte przez KPCh. Musiały zostać natychmiast przeniesione, a to był mój absolutny obowiązek. Często omawiałam z braćmi i siostrami kwestię ochrony interesów kościoła w krytycznych momentach, ale kiedy sama znalazłam się w takiej sytuacji, najpierw pomyślałam o tym, by ocalić samą siebie. Chciałam zrzucić to zadanie na innych i ukryć się jak dezerter. Czyż nie zdradziłam Boga? Ochrona Bożych ofiar i ksiąg Jego słów to odpowiedzialność i powinność, którą musi wypełnić każdy wierzący w Boga. Musiałam polegać na Bogu, aby wypełnić swoją odpowiedzialność oraz niezwłocznie przenieść i chronić ofiary dla Boga. Niezależnie od tego, czy zostanę aresztowana, czy nie, i bez względu na to, jakich okoliczności bym nie doświadczyła, podporządkuję się suwerennej władzy Boga i Jego ustaleniom.
Później zastanawiałam się: „Dlaczego zawsze myślę o własnych cielesnych interesach, gdy znajduję się w niebezpiecznym środowisku? Jaka jest tego główna przyczyna?”. Rozmyślając, przypomniałam sobie słowa Boże: „Antychryści są skrajnie egoistyczni i niegodziwi. Nie mają prawdziwej wiary w Boga, a tym bardziej nie ma w nich lojalności wobec Niego; kiedy natrafiają na problem, chronią i zabezpieczają tylko siebie. Nic nie jest dla nich ważniejsze od własnego bezpieczeństwa. Dopóki żyją i unikają aresztowania, dopóty nie obchodzi ich, jak wielkie szkody ponosi dzieło kościoła. Tacy ludzie są skrajnie egoistyczni, w ogóle nie myślą o braciach i siostrach ani o dziele kościoła, myślą tylko o własnym bezpieczeństwie. To antychryści. Zatem kiedy takie rzeczy przytrafiają się tym, którzy są lojalni wobec Boga i mają prawdziwą wiarę w Niego, jak oni sobie z tym radzą? Jak ich czyny różnią się od czynów antychrystów? (Gdy takie rzeczy przydarzają się osobom lojalnym wobec Boga, wymyślają one wszelkie sposoby, by zabezpieczyć interesy domu Bożego i zapobiec stratom w Bożych ofiarach, a także czynią niezbędne, minimalizujące straty, ustalenia dla przywódców, pracowników, braci i sióstr. Tymczasem antychryści zapewniają ochronę przede wszystkim samym sobie. Nie troszczą się o dzieło kościoła ani o bezpieczeństwo wybrańców Boga, przez co w obliczu aresztowań owo dzieło ponosi straty). Antychryści porzucają dzieło kościoła oraz Boże ofiary i nie ustalają tego, co ludzie mają następnie uczynić. To zupełnie tak, jakby pozwalali wielkiemu czerwonemu smokowi zagarnąć Boże ofiary i Jego wybrańców. Czyż nie jest to potajemna zdrada zarówno owych ofiar, jak i wybrańców? Kiedy ludzie wierni Bogu wiedzą jednoznacznie, że dane środowisko jest niebezpieczne, to zanim sami się wycofają, mimo wszystko podejmują ryzyko związane z radzeniem sobie z następstwami sytuacji i ograniczają straty w domu Bożym do minimum. Nie stawiają na pierwszym miejscu własnego bezpieczeństwa. Powiedz Mi, kto w tym niegodziwym kraju wielkiego czerwonego smoka może zapewnić, że wiara w Boga i wykonywanie obowiązku nie będzie wiązało się z żadnym niebezpieczeństwem? Jakikolwiek obowiązek się podejmuje, wiąże się on z pewnym ryzykiem – ale wykonywanie obowiązku zleca Bóg i podążając za Bogiem, trzeba podjąć ryzyko jego wykonania. Trzeba wykazać się mądrością i podjąć działania zapewniające bezpieczeństwo, ale nie należy stawiać swojego osobistego bezpieczeństwa na pierwszym miejscu. Należy rozważyć intencje Boga, stawiając na pierwszym miejscu pracę Jego domu i szerzenie ewangelii. Wypełnienie Bożego posłannictwa jest tym, co liczy się najbardziej i jest na pierwszym miejscu. Antychryści przyznają najwyższy priorytet swojemu własnemu bezpieczeństwu; są przekonani, że nic poza tym ich nie dotyczy. Nie obchodzi ich to, że coś przydarza się komuś innemu, bez względu na to, o kogo chodzi. Dopóki nic złego nie przytrafia się samym antychrystom, czują się swobodnie. Są zupełnie pozbawieni lojalności, co wynika z ich naturoistoty. (…) Antychryści nie są lojalni wobec Boga. Gdy zostanie im przydzielona praca, przyjmują ją z radością i składają piękne deklaracje, lecz w obliczu niebezpieczeństwa uciekają najszybciej ze wszystkich; jako pierwsi rzucają się do ucieczki. To pokazuje, że ich egoizm i niegodziwość są szczególnie dotkliwe. Ludzie tego pokroju nie mają poczucia odpowiedzialności i nie są lojalni. Gdy stają w obliczu problemu, potrafią jedynie czmychnąć i się ukryć; myślą tylko o tym, jak się uchronić i nigdy nie zważają na swoje powinności czy obowiązki. W trosce o własne bezpieczeństwo antychryści nieustannie ujawniają swoją egoistyczną i niegodziwą naturę. Ani dzieło domu Bożego, ani własne obowiązki nie są dla nich priorytetem, a jeszcze mniejszą wagę przywiązują do interesów domu Bożego. Na pierwszym miejscu stawiają natomiast własne bezpieczeństwo” (Punkt dziewiąty (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). „Istnieje różnica w naturze sposobu pracy osób lojalnych wobec Boga i tych nielojalnych. W obliczu spraw pociągających za sobą niebezpieczeństwo ci lojalni są w stanie stawić mu czoła i wykonać swoją pracę: wdrażają dotyczące jej ustalenia, kierując się mądrością i różnymi metodami. Tymczasem antychryści nie wykonują żadnej konkretnej pracy bez względu na to, czy wiąże się ona z niebezpieczeństwem, czy też nie, i nigdy nie wdrażają dotyczących jej ustaleń. Na tym polega różnica. (…) Brak im lojalności, są egoistami i niegodziwcami, którzy zawsze mają na względzie własne bezpieczeństwo. Nigdy nie dociekają, czy ustalenia dotyczące pracy w domu Bożym są wdrażane ani jak wyglądają postępy w czynieniu jego dzieła, i nic ich to nie obchodzi. Nie zaofiarowali swojej lojalności i nie okazują jej. W ich przekonaniu pozorowanie działania w tych sprawach zupełnie wystarcza; uważają, że w ten sposób wykonują swoją pracę. Jeżeli niewiele ryzykują, być może od niechcenia coś zrobią. Lecz jeśli ryzyko jest duże i istnieje możliwość, że zostaną schwytani, nic nie uczynią, bez względu na to, jak ważne byłoby to zadanie. Oto istota antychrystów” (Punkt dziewiąty (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Ze słów Bożych zrozumiałam, że ludzie lojalni wobec Boga potrafią nie zważać na osobiste zyski czy straty w obliczu niebezpieczeństwa. Kiedy widzą, że ofiary dla Boga są zagrożone, zaryzykują życiem, by je chronić. Są lojalni wobec Boga aż do śmierci i chronią interesy domu Bożego. Ale antychryści mają niezwykle samolubną i zdradziecką naturę. W niebezpiecznych środowiskach myślą tylko o własnym bezpieczeństwie i nie mają poczucia odpowiedzialności za swój obowiązek. Czyż moje zachowanie nie przypominało zachowania antychrysta? Dowiedziałam się, że Zhao Hui stał się judaszem i wydał wielu przywódców, pracowników oraz braci i sióstr, więc domy, w których przechowywano ofiary pieniężne, były zagrożone. Ofiary te musiały zostać natychmiast przeniesione. Ale w tym kluczowym momencie najpierw pomyślałam o własnym bezpieczeństwie, moich perspektywach i wyjściu z sytuacji dla mnie samej. Chciałam schować się w skorupie jak tchórzliwy żółw. Byłam taka samolubna i godna pogardy! Jeśli moje samolubstwo i nieodpowiedzialność doprowadziłyby do tego, że Boże ofiary wpadłyby w ręce wielkiego czerwonego smoka, czym różniłabym się od judasza, który ratuje własną skórę, zdradzając swoich? Pomyślałam o bracie Zhongu z filmu „Moje spóźnione świadectwo”, który zaryzykował życie, by przenieść księgi słów Bożych i trwać przy swoim obowiązku. A w filmie ze świadectwem z doświadczenia „Wybór w niebezpiecznym otoczeniu” główna bohaterka zaryzykowała życie, by zająć się uporządkowaniem spraw po aresztowaniach. Chociaż była słaba i się bała, poszukiwała prawdy, aby rozwiązać problem swojego skażonego usposobienia, i była gotowa oddać życie, by chronić interesy domu Bożego. Oboje złożyli piękne, donośne świadectwa o Bogu. Myśląc o tym, poczułam głęboki wstyd i pomodliłam się do Boga: „Boże Wszechmogący, tak wielu braci i sióstr w kościele zostało aresztowanych i tzreba się pilnie zająć konsekwencjami tych wydarzeń. Ale ja boję się aresztowania i wciąż chcę tylko uciec z tego środowiska. Jestem taka samolubna i brakuje mi człowieczeństwa! Boże, jestem gotowa okazać skruchę. Będę polegać na Tobie, aby dobrze uporządkować te sprawy”.
Zastanawiałam się również: „Dlaczego zawsze cofam się ze strachu, gdy coś mi się przydarza?”. Głównym powodem był mój strach przed śmiercią; tak naprawdę nie rozumiałam jej znaczenia. Następnie przeczytałam słowa Boże: „Jak umarli uczniowie Pana Jezusa? Wśród uczniów byli tacy, którzy zostali ukamienowani, włóczeni końmi, ukrzyżowani głową w dół, rozerwani przez pięć koni – doświadczyli różnych rodzajów śmierci. Dlaczego ich zgładzono? Czy za to, że brali udział w czynieniu jakiegoś zła i zostali za to straceni zgodnie z prawem? Nie. Krzewili ewangelię Pańską, ale ludzie ze świata jej nie przyjęli, a zamiast tego potępiali ich, bili, lżyli, a nawet zabijali – oto dlaczego zginęli śmiercią męczeńską. Nie mówmy o ostatecznym wyniku owych męczenników ani o tym, jaki był werdykt Boga odnośnie do ich czynów, lecz zapytajmy: Czy kiedy nadszedł koniec tych męczenników, sposób, w jaki dokonali żywota, był zgodny z ludzkimi wyobrażeniami? (Nie). Z perspektywy ludzkich pojęć męczennicy ci zapłacili bardzo wysoką cenę za krzewienie dzieła Bożego, lecz ostatecznie zostali przez szatana straszliwie skrzywdzeni i ponieśli śmierć. Nie zgadza się to z ludzkimi pojęciami. Jednakże dokładnie to im się przydarzyło – do tego dopuścił Bóg. Jakiej prawdy można szukać w tym fakcie? Czy to, że Bóg pozwolił im umrzeć w taki sposób, było Jego przekleństwem i potępieniem, czy też Jego planem i błogosławieństwem? Ani jednym, ani drugim. Czym zatem było? Myśl o ich śmierci przyprawia teraz ludzi o ból w sercu, ale tak właśnie było. Ci, którzy wierzyli w Boga, umierali w taki sposób – jak to wyjaśnić? Kiedy poruszamy ten temat, stawiacie się w ich sytuacji; czy czujecie wtedy w sercach smutek i ukryty ból? Myślicie: »Ci ludzie wypełnili swój obowiązek krzewienia ewangelii Bożej i powinni być uważani za dobrych, więc jak to się stało, że spotkał ich taki koniec, taki wynik?«. W gruncie rzeczy tak umarły i odeszły ich ciała; w ten sposób opuścili świat ludzi, ale to nie znaczy, że ich wynik również taki był. Bez względu na to, w jaki sposób umarli i odeszli, czy jak do tego doszło – nie oznacza to, że Bóg właśnie tak wyznaczył ostateczny wynik tych żywotów, tych istot stworzonych. Musisz to jasno zrozumieć. Było zupełnie odwrotnie: właśnie w taki sposób potępili ten świat i nieśli świadectwo o czynach Boga. Te istoty stworzone wykorzystały to, co najcenniejsze – swoje życie, wykorzystały ostatnie chwile swojego życia, aby nieść świadectwo o czynach Boga, nieść świadectwo o wielkiej mocy Boga oraz oznajmić szatanowi i światu, że czyny Boże są słuszne, że Pan Jezus jest Bogiem, że On jest Panem i wcieleniem Boga. Aż do ostatniej chwili życia nigdy nie zaparli się imienia Pana Jezusa. Czy nie była to forma osądu tego świata? Wykorzystali swoje życie, aby ogłosić światu i dowieść przed istotami ludzkimi, że Pan Jezus jest Panem, że Pan Jezus jest Chrystusem, że jest wcieleniem Boga, że dzieło odkupienia całego rodzaju ludzkiego, którego On dokonał, pozwala temu rodzajowi ludzkiemu żyć dalej – ten fakt jest niezmienny na zawsze. W jakim stopniu ci, którzy zginęli męczeńską śmiercią za krzewienie ewangelii Pana Jezusa, wypełnili swój obowiązek? Czy w najwyższym stopniu? Jak się przejawił ten najwyższy stopień? (Ofiarowali swoje życie). Zgadza się, zapłacili cenę swojego życia. Rodzina, bogactwo i rzeczy materialne należące do tego życia są rzeczami zewnętrznymi; jedyną rzeczą związaną z wnętrzem człowieka jest samo życie. Dla każdego żyjącego człowieka życie jest rzeczą najcenniejszą, najbardziej wartościową i w istocie ci ludzie mogli ofiarować to, co mieli najcenniejszego, jako potwierdzenie i świadectwo miłości Boga do człowieka. Aż do śmierci nie wyparli się imienia Boga, nie wyparli się dzieła Bożego i wykorzystali ostatnie chwile swojego życia, aby nieść świadectwo o istnieniu tego faktu – czy to nie jest najwyższa forma świadectwa? To najlepszy sposób wykonywania swojego obowiązku; na tym polega wypełnienie odpowiedzialności”. „Jeżeli będąc o krok od utraty życia, zachowujesz spokój, jesteś gotów i podporządkowujesz się bez słowa skargi, jeżeli czujesz, że do końca dopełniłeś swojej odpowiedzialności, swoich powinności i obowiązków, a twoje serce jest radosne i spokojne – jeżeli odchodzisz w taki sposób – to dla Boga nie odszedłeś wcale. Żyjesz raczej w innej sferze i pod inną postacią. Zdarzyło się tylko tyle, że zmienił się twój sposób życia – tak naprawdę wcale nie jesteś martwy. Człowiek postrzega to w ten sposób: »Umarł tak młodo, co za szkoda!«. Jednakże w oczach Boga ty wcale nie umarłeś ani nie odszedłeś, by cierpieć, lecz raczej odszedłeś, by radować się błogosławieństwami i by zbliżyć się do Boga. A to dlatego, że w oczach Boga jako istota stworzona spełniłeś już kryteria w wykonywaniu swojego obowiązku, twój obowiązek został zakończony i Bóg nie wymaga od ciebie, byś dalej go wykonywał pośród innych istot stworzonych. Dla Boga ty wcale nie »odszedłeś«, lecz zostałeś »zabrany«, »odprowadzony« lub »wyprowadzony«, a to oznacza coś dobrego” (Głoszenie ewangelii jest powinnością, którą wszyscy wierzący są zobowiązani wypełniać, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu słów Bożych zrozumiałam, że oddanie życia w celu wypełnienia zadania wyznaczonego przez Boga to śmierć pełna znaczenia i wartości, taka, którą Bóg pamięta. Chociaż ciało umiera, dusza wraca do Boga. To tak jak w przypadku świętych na przestrzeni dziejów, którzy byli prześladowani za szerzenie ewangelii Pana. Niektórzy zostali rozerwani przez pięć koni, niektórzy byli wleczeni za końmi aż do śmierci, niektórzy zostali ukamienowani, a inni ukrzyżowani. Użyli swojego cennego życia, aby nieść świadectwo o czynach Boga i Jego wielkiej mocy. Chociaż ich ciała umarły, ich dusze wróciły do Boga i zyskały Jego aprobatę. Ja jednak byłam przerażona perspektywą zamęczenia na śmierć, więc odrzuciłam swój obowiązek, by ocalić samą siebie. Zdradziłam Boga. Dalsze życie w tak tchórzliwy i lękliwy sposób jest bezwartościowe i pozbawione sensu; to jak bycie żywym trupem. Gdyby ofiary pieniężne zostały przejęte przez policję, ponieważ nie przeniosłam ich na czas, byłby to mój wieczny występek i skaza i zasługiwałabym na Boże kary i przekleństwa. Rozumiejąc to, byłam gotowa porzucić wszystkie swoje zmartwienia i obawy oraz złożyć swoje życie i śmierć w ręce Boga. Gdyby Bóg pozwolił na moje aresztowanie, podporządkowałabym się Jego suwerennej władzy i ustaleniom oraz polegałabym na Nim, by trwać przy moim świadectwie. Później, kiedy przenosiłam księgi, wciąż miałam zmartwienia i obawy, ale w sercu modliłam się do Boga i polegałam na Nim i już nie cofałam się ze strachu. Wychodząc, przebierałam się i robiłam wszystko, co w mojej mocy, by unikać kamer monitoringu. Pod przewodnictwem Boga ofiary pieniężne i księgi słów Bożych ze wszystkich trzech domów w tym kościele zostały przeniesione w bezpieczne miejsce.
Zajmując się tym razem uporządkowaniem spraw po aresztowaniach, zyskałam pewne zrozumienie mojego samolubnego i godnego pogardy szatańskiego usposobienia. Zrozumiałam również nieco więcej na temat znaczenia śmierci i znalazłam w sobie determinację, by zbuntować się przeciwko swojej cielesności i trwać przy swoim obowiązku. Dostrzegłam również mądrość Boga w posługiwaniu się wielkim czerwonym smokiem do świadczenia usług przy obnażaniu i doskonaleniu ludzi. Dzięki Bogu!