Arogancja kroczy przed upadkiem

06 października 2020

Autorstwa Xinjie, Chiny

Bóg Wszechmogący mówi: „Sednem skażonego usposobienia człowieka jest arogancja. Im bardziej aroganccy są ludzie, tym bardziej skłonni są sprzeciwiać się Bogu. Jak bardzo poważny jest to problem? Ludzie o aroganckim usposobieniu nie tylko uważają wszystkich wokół za gorszych od siebie, lecz także – co w tym najgorsze – traktują z góry nawet samego Boga. Mimo iż z pozoru może się wydawać, że niektórzy ludzie wierzą w Boga i za Nim podążają, to wcale nie traktują Go oni jak Boga. Przez cały czas są przekonani, że posiedli prawdę, i mają o sobie bardzo wysokie mniemanie. W tym właśnie tkwi istota i źródło aroganckiego usposobienia, a pochodzi ono od szatana. Dlatego też problem arogancji musi zostać rozwiązany. To, że ktoś czuje się lepszy od innych, jest jeszcze sprawą trywialną. Kluczową kwestią jest to, że aroganckie usposobienie człowieka nie pozwala mu podporządkować się Bogu, Jego panowaniu i zarządzeniom. Osoba taka ciągle ma ochotę rywalizować z Bogiem o władzę nad innymi. Tego rodzaju osoba ani odrobinę nie czci Boga, nie mówiąc już o tym, by miała Go kochać lub podporządkować się Mu” (Bożego omówienia). Czytając te słowa przypomniałam sobie o pewnym swoim doświadczeniu. Kiedyś byłam arogancka i przemądrzała. Od kilku lat byłam przywódczynią kościoła, wykonałam trochę pracy i nieco wycierpiałam, oraz umiałam rozwiązywać praktyczne problemy. Wykorzystywałam to na swoją korzyść i nie zwracałam uwagi na innych. Rozprawiono się ze mną i zdyscyplinowano mnie, a poprzez obnażający sąd słowami Boga, w końcu zrozumiałam swoją arogancką naturę. Poczułam wyrzuty sumienia i wstręt do siebie. Skupiłam się na praktykowaniu prawdy i trochę zmieniłam.

W 2015 zostałam przywódczynią kościoła. Pracowała ze mną siostra Li, która dopiero zaczęła pełnić rolę przywódczyni. Diakoni w kościele i liderzy grup wierzyli od niedawna. Ich omówienia prawdy były dość płytkie. Myślałam: „Wierzę dłużej niż ktokolwiek z was, a przywódczynią jestem od jakiegoś czasu. Muszę odegrać tu ważną rolę i pokazać wszystkim, że doświadczenie ma znaczenie”. Dlatego szarżowałam w każdej kwestii. Ilekroć bracia czy siostry natrafiali na trudności w obowiązkach, ilekroć było opóźnienie w pracy kościoła, w najtrudniejszych problemach, których nikt nie potrafił rozwiązać – wszystkim zajmowałam się ja. Niebawem praca kościoła zaczęła się poprawiać, a stan braci i sióstr się zmienił. Wszyscy umieli dobrze wykonywać swoje obowiązki. Przychodzili też do mnie ze swoimi problemami i zasięgali mojej opinii. Byłam zadowolona z siebie i w myślach podsumowywałam całą wykonaną pracę: „Bez mojego przywództwa praca kościoła nie wyglądałaby tak dobrze. Gdyby nie moje omówienia, stan innych nie poprawiłby się tak bardzo. Chyba naprawdę mam rzeczywistość prawdy i potrafię pracować”. Później siostra Li musiała wyjechać po coś do domu, więc musiałam sama zająć się pracą w kościele. Początkowo czułam lekki stres i zawsze miałam Boga w sercu. Po każdym spotkaniu podsumowywałam je, a każdemu, kto odczuwał słabość, ofiarowałam pomoc. Niebawem dostrzegłam, że wszyscy pełnią swoje obowiązki tak, jak powinni, a praca całego kościoła przebiega sprawnie. Odetchnęłam z ulgą i poczułam ogromne zadowolenie z siebie, bo wykazałam pełniąc funkcję przywódczyni przez te wszystkie lata i poradziłam sobie z wieloma problemami. Miałam bogate doświadczenie i umiałam sama załatwiać różne kwestie. Sądziłam, że jestem filarem kościoła. W tamtym okresie, wstawałam wcześnie i pracowałam do późna bez narzekań na zmęczenie czy trudności, czułam, że zasługuję na uznanie. Zanim się obejrzałam, żyłam w stanie samozadowolenia, i nie stosowałam do siebie słów Bożych osądzających i demaskujących ludzkość. Kiedy bracia i siostry byli w kiepskim stanie, nie omawiałam z nimi prawdy, natomiast pogardzałam nimi i karciłam ich słowami: „Już tak długo wierzysz, a wciąż nie dążysz do prawdy. Jak to możliwe, że ani trochę się nie zmieniłeś?”. Po niektórych omówieniach bracia i siostry mówili, że wciąż nie wiedzą, co robić. Nie pytając dlaczego, po prostu ich upominałam: „To nie to, że nie wiesz, lecz to, że nie chcesz wcielić tego w życie!”. Poczuli się przeze mnie ograniczani i bali się rozmawiać ze mną o swoich problemach.

Później na przywódczynię wybrano siostrę Liu, która miała ze mną współpracować. Sądziłam, że skoro wierzy od niedawna, może nie rozumieć pewnych kwestii nawet po rozmowach, więc ja muszę decydować w sprawach dużych i małych. Czasami podejmowałam decyzję i zlecałam jej wykonanie siostrze Liu. Kiedyś dostaliśmy list z prośbą o polecenie kogoś do konkretnego obowiązku. Wiedziałam, że dotyczy to pracy domu Bożego, więc wymaga omówienia z innymi, lecz ja pomyślałam: „Od dawna wykonuję swój obowiązek w kościele. Wiem wszystko o braciach i siostrach, więc chyba mogę podjąć decyzję”. No i podjęłam ją bez konsultacji z Siostrą Liu, a potem kazałam jej wszystko przygotować. Choć razem pełniłyśmy role przywódczyń, traktowałam ją jak podwładną. Czasami, kiedy nie robiła czegoś dobrze, denerwowałem się na nią. Popadła w zniechęcenie i czuła, że niczego nie rozumie i do niczego się nie nadaje. Stało się tak, bo ją ograniczałam, lecz nadal nie zastanawiałam się nad sobą. Coraz bardziej wydawało mi się, że posiadłam rzeczywistość prawdy, więc muszę zarządzać pracą kościoła. Stałam się jeszcze bardziej władcza i arogancka. Gdy inni mieli różne sugestie podczas omawiania pracy, często w ogóle ich nie słuchałam, a tylko je odrzucałam. Myślałam: „Co wy tam wiecie? Chyba ja wiem lepiej po latach liderowania!”. Podejmowałam wszystkie decyzje dotyczące pracy kościoła. Później Bóg sprowadził na mnie pewne sytuacje, by się ze mną rozprawić. W swoich obowiązkach nie robiłam żadnych postępów. Nie przychodziłam na umówione spotkania i mianowałam nieodpowiednie osoby. Przełożony wskazał mi moje błędy, rozprawił się ze mną i mnie przyciął. Ale i tak nadal nie zastanowiłam się nad sobą. Myślałam, że po prostu muszę bardziej uważać. Współpracownik ostrzegł mnie: „Nie powinnaś się zastanowić, dlaczego te problemy się pojawiły?”. Odpowiedziałam z pogardą: „Nikt nie jest doskonały, każdy popełnia błędy. Nie trzeba się nad wszystkim zastanawiać”. Bracia i siostry pytali mnie, czy wszystko w porządku, odpowiadałam, że tak, ale myślałam: „Czemu coś miałoby być nie tak? Nawet gdybym była w złym stanie, sama sobie z tym poradzę. Już długo jestem przywódczynią, więc rozumiem prawdę lepiej niż wy”. Nie słuchałam żadnych ich ostrzeżeń. Kontrolowało mnie skażone usposobienie, a mój duch pogrążał się w mroku. Przysypiałam, czytając słowa Boże, a modląc się, nie miałam nic do powiedzenia. W kościele zaczęło się pojawiać coraz więcej problemów. Byłam ślepa. Wielu problemów nie rozumiałam i nie wiedziałem, jak sobie z nimi poradzić. Wkrótce w kościele przeprowadzono ogólną ankietę i wszyscy stwierdzili, że jestem bardzo arogancka i nie akceptuję prawdy. Nazwali mnie dyktatorką, która beszta i ogranicza ludzi. W efekcie usunięto mnie ze stanowiska. Tamtego dnia przełożony pokazał mi wszystkie oceny. To Bóg okazał mi swój gniew, używając braci i sióstr, którzy się ze mną rozprawili. Czułam się jak szczur, którym wszyscy się brzydzą i którego Bóg odtrąca. Jak mogłam upaść tak nisko. W bólu zwróciłam się do Boga z modlitwą: „Boże, Sądziłam, że jestem odpowiedzialna w swojej pracy w kościele, że mam jakąś rzeczywistość prawdy. Nigdy nie myślałam, że będę mieć tyle problemów, co teraz. Inni postrzegają mnie jako osobę arogancką, która nie akceptuje prawdy. Boże, nie wiem, jak się taką stałam. Oświeć i prowadź mnie, bym poznała siebie i zrozumiała Twoją wolę”.

Potem przeczytałam te słowa Boże: „Najlepiej dla was byłoby poświęcić więcej wysiłku prawdzie poznania siebie. Dlaczego Bóg was sobie nie upodobał? Dlaczego wasze usposobienie jest Mu obrzydliwe? Dlaczego brzydzą Go wasze słowa? Jesteście dumni, gdy tylko okażecie nieco lojalności, i domagacie się nagrody za swój mały wkład. Okazawszy odrobinę posłuszeństwa, patrzycie na innych z góry i stajecie się wzgardliwi wobec Boga wykonawszy jakieś drobne zadanie. (…) Ci, którzy wykonują swój obowiązek, i ci, którzy tego nie robią; ci, którzy prowadzą, i ci, którzy za nimi podążają; ci, którzy przyjmują Boga, i ci, którzy tego nie czynią; ci, którzy składają datki, i, ci którzy tego nie robią; ci, którzy głoszą, i ci, którzy przyjmują słowo i tak dalej. Wszyscy tacy ludzie wychwalają samych siebie. Czy nie uważacie, że jest to śmiechu warte? Dobrze wiecie, że wierzycie w Boga, ale nie potraficie zgodnie z Nim żyć. Dobrze wiecie, że jesteście całkowicie bezwartościowi, a jednak wciąż się przechwalacie. Czyż nie czujecie, że wasz rozsądek opuścił was do tego stopnia, że brak wam już kontroli nad sobą?” („Ci, którzy nie są zgodni z Chrystusem, z pewnością są przeciwnikami Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Nie myśl, że rozumiesz już wszystko. Mówię ci, że wszystko to, co widziałeś i czego doświadczyłeś, jest niewystarczające, abyś zrozumiał nawet jedną tysięczną Mojego planu zarządzania. Dlaczego więc postępujesz tak arogancko? Odrobina talentu i minimum wiedzy, jakie posiadasz, są niewystarczające, aby Jezus posłużył się nimi nawet przez sekundę swojego dzieła! Jakie doświadczenie faktycznie posiadasz? To, co zobaczyłeś, i wszystko, co usłyszałeś w swoim życiu, oraz co sobie wyobraziłeś, to nawet mniej niż dzieło, które Ja wykonuję w jednej chwili! Lepiej, abyś nie czepiał się drobiazgów i nie szukał dziury w całym. Choćbyś był nie wiem jak arogancki, jesteś tylko stworzeniem mniejszym od mrówki! Wszystko, co masz w brzuchu, to i tak mniej, niż to, co w swoim ma mrówka. Nie myśl, że masz prawo popisywać się i przechwalać tylko dlatego, że zyskałeś trochę doświadczenia i przywilejów. Czyż twoje doświadczenie i przywileje nie są efektem słów, które Ja do ciebie wypowiedziałem? Czy uważasz, że otrzymałeś je w zamian za własną pracę i wysiłek?” („Dwa wcielenia dopełniają znaczenia wcielenia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże precyzyjnie obnażyły mój stan. Dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Po kilku latach sprawowania funkcji przywódczyni, sądziłam, że skoro pełnię ją od jakiegoś czasu, rozumiem więcej prawd i jestem lepsza od innych, że jestem filarem kościoła, który be mnie by sobie nie poradził. Kiedy cokolwiek osiągnęłam w swoim obowiązku, myślałam, że posiadam rzeczywistość prawdy, że jestem lepsza niż wszyscy inni. Uważałam, że moje doświadczenie daje mi to prawo do arogancji i że jestem na wyższym od innych szczeblu. W ogóle nie zwracałam uwagi na sugestie braci i sióstr, a tym bardziej ich nie przyjmowałam. Nawet kiedy okazywali mi troskę, pytając o mój stan, wydawało mi się, że jestem ponad to, więc w ogóle nie potrzebuję ich pomocy. Kiedy odkrywałam jakieś ich błędy, nie omawiałam z nimi prawdy, by im pomóc. Sądziłam, że do niczego się nie nadają i karciłam ich. W efekcie byli przeze mnie ograniczani i popadli w zniechęcenie. Nie wykonywałam obowiązku. Po prostu czyniłam zło. Ujawniłam jedynie aroganckie szatańskie usposobienie. Gdy Bóg stał się ciałem w dniach ostatecznych, wyrażając prawdę, by zbawić człowieka, dokonał wielkiego dzieła, lecz się nie popisywał i nie prezentował się jako Bóg. Z pokorą, bez rozgłosu i w ukryciu dokonywał dzieła zbawienia. Dostrzegłam, że Bóg jest pokorny i cudowny, lecz ja, dogłębnie skażona przez szatana i pełna jego skłonności, przeceniałam swoje umiejętności tylko dlatego, że wierzyłam przez pewien czas, rozumiałam więcej doktryn i miałam jakieś doświadczenie. Wyniosłam się na piedestał i nie chciałam zejść. Zupełnie brakowało mi wiedzy o sobie, kompletnie nie znałam siebie i byłam strasznie arogancka. Byłam ohydna. Gdy Bóg mnie zdemaskował, dostrzegłam swą prawdziwą postawę. Osiągałam drobne sukcesy w pracy tylko dzięki działaniu Ducha Świętego. Bez Jego przewodnictwa byłam całkiem ślepa i nic nie rozumiałam. Nie mogłam zadbać o własne problemy, a tym bardziej o innych ludzi. Mimo to stałam się całkiem apodyktyczna. Byłam bardzo arogancka. Wtedy poczułam wstyd za swoje zachowanie.

Potem przeczytałam te słowa Boże: „Jeśli rzeczywiście posiadasz w sobie prawdę, to ścieżka, którą będziesz kroczył, będzie właściwą ścieżką. Jeśli nie posiada się prawdy, łatwo czynić zło, i będziesz je czynił nawet wbrew sobie. Na przykład, jeśli miałeś w sobie arogancję i zarozumiałość, odkryjesz, że nie jest możliwe, abyś nie przeciwstawiał się Bogu; będziesz zmuszony Mu się przeciwstawiać. Nie będziesz robić tego celowo; będziesz to robić pod dominacją twojej aroganckiej i zarozumiałej natury. Twoja arogancja i zarozumiałość sprawią, że spojrzysz na Boga z góry i będziesz Go postrzegał jako kogoś bez żadnego znaczenia, sprawią, że będziesz się wywyższać, ciągle stawiać siebie na widoku, a w końcu sprawią, że zasiądziesz na miejscu Boga i będziesz nieść świadectwo o sobie samym. W końcu zamienisz własne pomysły, własne myślenie i własne pojęcia w prawdy, które mają być czczone. Zobacz, jak wiele zła czynią ludzie pod władzą swej aroganckiej i zarozumiałej natury! Aby zaradzić tym złym czynom, najpierw muszą rozwiązać problem swojej natury. Bez zmiany w usposobieniu nie byłoby możliwe fundamentalne rozwiązanie tego problemu” („Jedynie dążąc do prawdy, można uzyskać zmianę usposobienia” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Przeczytawszy je, pojęłam, że moja arogancka natura była źródłem tego, że czyniłam zło i opierałam się Bogu. Kierując się swoją arogancką naturą, sobie przypisywałam efekty działania Ducha Świętego, kiedy odniosłam jakiś sukces, i uważałam się za złote dziecko kościoła. Bezwstydnie wierzyłam, że zyskałam Boże zbawienie, choć wcale nie miałam wiedzy o sobie. Stale obnosiłam się ze swoim stażem pracy, uważałam się za lepszą od innych i zawsze nad nimi panowałam. Nawet słów Bożych używałam, by strofować ludzi, a kiedy organizowałam pracę, nie omawiałam jej z siostrą Liu. Postępowałam autokratycznie i miałam ostatnie słowo. Sama podejmowałam decyzje nawet w sprawach ważnych dla dzieła domu Bożego. Zrobiłam z siostry Liu figurantkę i stworzyłam własne imperium. Przez swoją arogancką naturę lekceważyłam innych W obliczu problemu nie dociekałam zasad prawdy, a nawet uznałam własne pomysły za prawdę, domagając się posłuszeństwa. Przypomniałam sobie, jak Bóg dał archaniołowi moc, by zarządzał innymi aniołami w niebie, lecz on w swojej arogancji postradał rozum, sądził, że jest wyjątkowy i pragnął być równym Bogu. W efekcie obraził usposobienie Boga, a On go przeklął i zrzucił z nieba. Bóg wyniósł mnie do roli przywódczyni, bym we wszystkim niosła o Nim świadectwo, bym omawiała prawdę, rozwiązywała problemy i pomagała innym zrozumieć prawdę i poddać się Bogu. Lecz ja nie pełniłam swojego obowiązku zgodnie z Jego wymaganiami. Za to stworzyłam ośrodek władzy, by wszyscy byli mi posłuszni. Czymże różniłam się od archanioła? Bóg stworzył sytuacje, by mnie powstrzymać, a potem ostrzegał mnie przez braci i siostry, lecz ja tego nie przyjmowałam ani nie zastanawiałam się nad sobą. Byłam bezwzględna i zbuntowana! Kierowało mną moje szatańskie usposobienie i tłamsiłam braci i siostry, przez co stali się zupełnie bezradni i dopadło ich zniechęcenie. Nie było też postępów w pracy Kościoła. Całe to zło wynikło z kierującej mną arogancji! Mam taką upartą, arogancką naturę. Gdyby nie Bóg, który surowo się ze mną rozprawił przez braci i siostry i usunął mnie ze stanowiska, nigdy bym się nie zastanowiła nad sobą. Gdyby to nadal trwało, uczyniłabym tylko więcej zła. Obraziłabym usposobienie Boga, a On przekląłby mnie i ukarał, tak jak archanioła. Wtedy zrozumiałam dobre intencje Boga. Robił to, by powstrzymać moje złe działania i dać mi szansę okazania skruchy. To była Jego ochrona i Jego zbawienie. Podziękowałam Mu z głębi serca.

Po moim odejściu, siostra Liu mogła normalnie wykonywać swoje obowiązki, a z tego, co mówili inni, choć nowo wybrany przywódca i diakoni nie wierzyli od dawna, kiedy omawiali pracę, nikt nie trzymał się własnych pomysłów, lecz modlili się i polegali na Bogu, razem dociekając zasad prawdy. Wszyscy działali razem, a praca kościoła stopniowo się poprawiała. Wstydziłam się, kiedy to usłyszałam. Zawsze myślałam, że praca w kościele nie przetrwa beze mnie nie, lecz okazało się, że to Duch Święty dokonuje i wspiera dzieło domu Bożego, a nie jest to coś, czego może dokonać jedna osoba. Ludzie współpracują i wykonują swoje obowiązki. Nieważne, od jak dawna wierzymy w Boga, jeśli polegamy na Nim w dociekaniu prawdy i praktykowaniu jej w naszym obowiązku, zyskamy Boże przewodnictwo i błogosławieństwa. Kiedy wykonywałam swoje obowiązki bez dociekania prawdy, arogancko robiłam, co chciałam, i działałam jak dyktator, byłam obrzydliwa Bogu. Bez Jego przewodnictwa straciłam dzieło Ducha Świętego i stałam się bezwartościowa. Nie mogłam nic zrobić. Byłam arogancka, panoszyłam się, wyniośle rozkazywałam braciom i siostrom, ograniczałam ich i krzywdziłam, i zakłóciłam pracę kościoła. Czułam się winna i miałam wyrzuty sumienia. Zaczęłam się modlić: „Boże, byłam tak ślepa. Nie znałam siebie, zawsze sądziłam, że rozumiem więcej, bo dłużej byłam liderem, więc jestem lepsza od innych. W obowiązkach kierowałam się arogancją, co zakłóciło pracę Twojego domu. Boże, już nie chcę się Tobie sprzeciwiać i szczerze żałuję”.

Następnie przeczytałam to w Bożych słowach: „Musisz wiedzieć, jakiego rodzaju ludzi pragnę. Ci, którzy są nieczyści, nie dostaną zezwolenia na wejście do królestwa. Ci, którzy są nieczyści, nie dostaną zezwolenia na kalanie ziemi świętej. Nawet jeżeli wykonałeś dużo pracy i pracowałeś przez wiele lat, to jeżeli na końcu nadal jesteś żałośnie brudny, według niebiańskiego prawa niedopuszczalne jest, abyś chciał wejść do Mojego królestwa! Od założenia świata po dziś dzień nigdy nie oferowałem łatwego dostępu do Mojego królestwa tym, którzy zabiegają o Moje względy. Jest to niebiańska zasada i nikt nie może jej złamać! Musisz szukać życia. Dziś, ci, którzy zostaną udoskonaleni, są takim samym rodzajem ludzi jak Piotr. Są tymi, którzy szukają zmian we własnym usposobieniu i są gotowi nieść świadectwo o Bogu i spełniać swój obowiązek stworzeń Bożych. Tylko tacy ludzie zostaną udoskonaleni” („Sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Ja decyduję o przeznaczeniu każdej osoby, nie na podstawie jej wieku, rangi, głębi cierpienia, a najmniej na podstawie stopnia, w jakim prosi się ona o litość, ale wedle tego, czy posiada prawdę. Nie ma innego wyboru. Musicie zrozumieć, że wszyscy ci, którzy nie podążają za wolą Boga także zostaną ukarani. To jest fakt nieodwołalny” („Przygotuj dostatecznie wiele dobrych uczynków dla swego przeznaczenia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże były jasne. Bóg określa wynik dla ludzi, nie przez to, jak długo wierzą, jak dobrze nauczają czy jak ciężko pracują, lecz przez to, czy dążą do prawdy, czy zmienili swoje skażone usposobienie i czy umieją spełniać obowiązek istoty stworzonej. To są najważniejsze kwestie. Dotąd nie znałam sprawiedliwego usposobienia Boga. Przez pewien czas wierzyłam, miałam jakieś doświadczenie i odniosłam jakieś sukcesy w swoim obowiązku. Użyłam tego wszystkiego dla własnych korzyści. Sądziłam, że postępując tak nadal, będę zbawiona przez Boga i nie odczuwałam tego, że Bóg mnie sądzi, karci, rozprawia się ze mną i mnie przycina. Zlekceważyłam zwłaszcza dociekanie prawdy w swoim obowiązku, by uleczyć swoje skażone usposobienie. W efekcie mimo lat wiary w Boga, moje życiowe usposobienie prawie się nie zmieniło, a ja żyłam wedle swojej szatańskiej, aroganckiej natury, czyniąc zło i opierając się Bogu. Zrozumiałam, że nie można siebie poznać ani szczerze żałować przed Bogiem, jeśli się nie dąży do prawdy w swojej wierze. Nieważne, ile pracy wykonaliśmy, jak dobrze nauczaliśmy, bez przemiany usposobienia, będziemy potępieni i wyeliminowani przez Boga. To zależy od sprawiedliwego usposobienia Boga i Jego świętej istoty. Zrozumiawszy Bożą wolę, już nie wykorzystywałam tego, jak długo wierzę, ani ile pracy wykonałam, lecz zaczęłam się skupiać na słowach Bożych, refleksji i poznaniu siebie oraz dążeniu do zmiany swojego szatańskiego usposobienia.

Potem przydzielono mi kolejny obowiązek w kościele. Pracując z braćmi i siostrami byłam bardziej pokorna, a kiedy wyrażali odmienne poglądy, czasami czułam, że mam rację i chciałam, żeby mnie słuchali, lecz szybko rozumiałam, że znów odzywa się moje aroganckie usposobienie, więc modliłam się do Boga i usuwałam się w cień, by dociekać prawdy razem z innymi i rozwiązywać kwestie przez dyskusję. Wszyscy mówili, że już nie jestem taka arogancka, że jestem znacznie dojrzalsza. Poczułam wzruszenie, kiedy usłyszałam takie słowa. Wiedziałam, że stało się tak dzięki osądowi i karceniu słowami Bożymi. Choć nie pozbyłam się całkiem swojego aroganckiego usposobienia i wciąż daleko mi do tego, czego oczekuje Bóg, doświadczyłam Bożej miłości i zbawienia. Dostrzegłam, że Boże dzieło i słowa mogą naprawdę przemienić i oczyścić ludzi.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Odnalazłem drogę do poznania Boga

Autorstwa Xiaocao, Prowincja Shanxi Pewnego dnia przeczytałem następujące słowa Boga w utworze zatytułowanym „Jak Piotr poznał Jezusa”: „W...