Gdy awansowano wszystkich oprócz mnie

23 października 2022

Autorstwa Li Fei, Włochy

W styczniu 2021 roku projekt, za który odpowiadałam, dobiegał końca. Moim braciom i siostrom zaczęto stopniowo powierzać inne obowiązki, więc zostałam tylko ja i kilka osób, żeby domknąć projekt. Wtedy myślałam o tym, żeby dokończyć bieżącą pracę i wytrwać w obowiązku do końca. Zaskoczyło mnie, gdy pewnego dnia jedna z moich współpracownic dostała awans na przywódczynię. Miała odtąd odpowiadać za pracę ewangeliczną. Rozstroiło mnie to i czułam rozgoryczenie. Czemu mnie nie awansowano na przywódczynię? Czy nie mogłam też pełnić roli przywódczej lub nadzorczej? Ale pomyślałam: „Może to dlatego, że ona lepiej pracuje, więc dostała awans jako pierwsza. Moja praca tutaj i tak jeszcze nie jest skończona i moi współpracownicy będą tu dalej pełnić obowiązki, więc gdy ta praca dobiegnie końca, pewnie przydzielą nam nowe obowiązki”. Ale wkrótce trójka moich współpracowników też dostała awans na przywódców lub powierzono im nowe kościoły. Przez to poczułam się jeszcze bardziej nieswojo. Wszyscy oni zostali przywódcami, a ja tymczasem stałam w miejscu. To na mnie teraz spadły wszystkie ich obowiązki. Wyglądało na to, że będę za to wszystko odpowiadać aż do końca. Ja też byłam w tym zespole, więc czemu ich awansowano, a mnie nie? Czy byłam tak kiepska? Wyglądało na to, że moi bracia i siostry uważali się za lepszych ode mnie. Spośród wszystkich mi powiodło się najgorzej. Czy przywódcy uznali, że nie warto mnie rozwijać? Czy byli wobec mnie jakoś uprzedzeni? Nie chciałam przejmować tamtych obowiązków. Czułam, że im więcej na siebie wezmę, tym mniej innych prac mi przypadnie. Kiedy ja skończę swoją pracę, moi współpracownicy będą mieć już za sobą dłuższe praktykowanie. Będą także obeznani z wykonywaną pracę i opanują niektóre zasady, a ja dalej będę zupełną nowicjuszką. Jeśli mi później każą ewangelizować lub podlewać, a mój dawny współpracownik będzie moim przełożonym, to ta przepaść między nami będzie zawstydzająca. Im więcej o tym myślałam, tym gorzej się z tym czułam. Gdy bracia i siostry prosili, bym przejęła ich zadania, sprzeciwiałam się. Nie chciałam tego zrobić. Przez dwa dni nie próbowałam nawet przyuczyć się do tych zadań. Nie obchodziła mnie moja własna praca, odkładałam wszystki na później i nie byłam na bieżąco, nie myślałam o tym, które problemy można rozwiązać ani jak dobrze pracować. Choć mówiłam sobie „bądź posłuszna Bogu”, nie miałam motywacji i byłam zobojętniała. Nie wiedziałam, co mówić podczas modlitwy, czytałam słowa Boga bez zapału. Poniekąd tak. Modliłam się do Boga: „Boże, ostatnio opierałam się przed przejęciem pracy innych. Wiem, że mój stan jest niewłaściwy, pomóż mi, bym mogła poznać samą siebie”.

Po modlitwie przeczytałam fragment Bożych słów, który uświadomił mi, w jakim jestem stanie. Słowa Boga mówią: „Wszyscy wykonujecie teraz w pełnym wymiarze swoje obowiązki. Nie ogranicza was w tym ani nie krępuje rodzina, małżeństwo czy majątek. Takie rzeczy macie już za sobą. Jednakże pojęcia, wyobrażenia, wiedza, a także osobiste intencje i pragnienia, które wypełniają wasze głowy, nie zmieniły się i pozostały w swojej pierwotnej postaci. Tak więc we wszystkim, co dotyczy reputacji, statusu albo możliwości stanięcia pośrodku sceny – na przykład gdy ludzie usłyszą, że dom Boży planuje pielęgnować różnego rodzaju talenty – serce każdego człowieka podryguje w oczekiwaniu, a każdy z was zawsze pragnie zyskać rozgłos i być rozpoznawalnym. Wszyscy chcą walczyć o status i reputację; wstydzą się tego, ale czują się źle, jeśli tego nie robią. Odczuwają zazdrość i nienawiść, kiedy widzą, że ktoś się wyróżnia, i zaczynają czuć się urażeni, mają poczucie, że to niesprawiedliwe, i myślą: »Dlaczego to ja nie mogę się wyróżnić? Dlaczego zawsze to innym przypada w udziale cała chwała? Czemu nigdy nie przychodzi kolej na mnie?«. Później czują urazę i usiłują ją stłumić, ale nie są w stanie tego zrobić. Modlą się więc do Boga i przez chwilę czują się lepiej, ale kiedy po raz kolejny znajdują się w takiej sytuacji, nadal nie są w stanie przezwyciężyć swej urazy. Czyż nie ukazuje to niedojrzałej postawy? Kiedy ludzie popadają w takie stany, czy nie znaczy to, że wpadli w pułapkę szatana? To są właśnie okowy skażonej natury szatana, które pętają ludzi. (…) W przeciwnym razie im więcej będziesz walczyć, tym głębsza ciemność będzie cię otaczać i tym więcej odczuwać będziesz zawiści i nienawiści, a twoje pragnienie zysku będzie tylko narastać. Im silniejsze zaś twoje pragnienie zysku, tym bardziej będziesz niezdolny do tego, aby go osiągać, a gdy nie będziesz w stanie osiągać zysku, tym bardziej narastać będzie twoja nienawiść. Gdy zaś nienawiść twoja będzie rosła, twoje wnętrze będzie pogrążać się w coraz większym mroku. Im mroczniejsze będzie twoje wnętrze, tym gorzej będziesz wykonywać swoje obowiązki, a im gorzej będziesz je wykonywać, tym mniej będzie z ciebie pożytku dla domu Bożego. Jest to wzajemnie powiązane, błędne koło. Jeśli nigdy nie będziesz potrafił dobrze wykonywać swoich obowiązków, a potem stopniowo zostaniesz wypędzony” (Oddając serce Bogu, można pozyskać prawdę, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowo Boże ujawniło mój stan. Byłam taka oporna i rozżalona w tych dniach, bo moja żądza reputacji i statusu nie została zaspokojona. Serce mi podskoczyło, gdy pozostali dostali awans. Liczyłam, że mnie też awansują i zyskam status i szacunek ludzi, ale gdy już wiedziałam, że mnie nie awansują, i kazano mi przejść pracę pozostałych, poczułam zazdrość, uznałam, że przywódcy się do mnie uprzedzili lub patrzą na mnie z góry. Gdy myślałam o tym, że w oczach przywódców jestem najgorsza i że wszystkim moim współpracownikom powierzono role przywódcze, a ja nie miałam żadnej pozycji, czułam się nieszczęśliwa i rozżalona. Dawałam upust złości, przestając dbać o to, co stanie się z zadaniami, które mi powierzono, nie wkładałam serca w moją pracę. Bóg nie mógł ścierpieć, że jestem zbuntowana, więc nie potrafiłam się modlić, nie zyskiwałam oświeczenia z Jego słów, byłam niesumienna. Słowo Boże mówi, że walka o status to błędne koło wiodące do ciemności, i ja byłam w ciemności. Patrząc wstecz, wspominałam moją przysięgę, że wytrwam w obowiązku do końca, ale gdy widziałam, jak inni awansują, i moja żądza stasusu nie była zaspokojona, zobojętniał mi obowiązek. Moja żądza statusu była zbyt silna, musiałam od razu poszukać prawdy, by się z tym uporać.

Później przeczytałam słowa Boże dotyczące awansów i rozwoju, to mi pomogło. Słowa Boga mówią: „Jeśli uważasz, że nadajesz się na przywódcę, masz talent, charakter i człowieczeństwo odpowiednie do przewodzenia, a jednak dom Boży cię nie awansował, a bracia i siostry cię nie wybrali, jak powinieneś potraktować tę sprawę? Istnieje droga, na której możesz praktykować. Musisz dokładnie poznać siebie. Przyjrzyj się, czy rzeczywiście masz problem z człowieczeństwem, czy jakiś aspekt twojego zepsutego usposobienia odpycha ludzi, czy może nie posiadasz rzeczywistości prawdy i nie jesteś przekonujący dla innych albo czy nie zadowala cię obowiązek, który wykonujesz. Musisz zastanowić się nad tymi wszystkimi sprawami i zobaczyć, na czym dokładnie polegają twoje niedociągnięcia. Po dłuższym zastanowieniu i określeniu, w czym leży problem, musisz niezwłocznie poszukać prawdy, aby go rozwiązać i wejść w rzeczywistość prawdy, dążyć do osiągnięcia zmiany i wzrostu, aby na ten widok ludzie wokół ciebie powiedzieli: »Ostatnio bardzo się poprawił. Pracuje solidnie i poważnie traktuje swój zawód, a szczególnie skupia się na zasadach prawdy. Nie postępuje pochopnie, niedbale ani powierzchownie, jest bardziej sumienny i odpowiedzialny w pracy. Kiedyś trochę się chełpił, ale teraz jest o wiele bardziej dyskretny i nie jest już taki nadęty. Nie chwali się tym, co potrafi zrobić, a kiedy już coś skończy, wielokrotnie się nad tym zastanawia w obawie przed popełnieniem błędu. Jest o wiele ostrożniejszy w postępowaniu i ma teraz bogobojne serce, a przede wszystkim potrafi omawiać prawdę, aby rozwiązać niektóre problemy. Rzeczywiście się rozwinął«. Gdy otaczający cię ludzie będą przez jakiś czas z tobą współdziałać, stwierdzą, że przeszedłeś ewidentną zmianę i wzrosłeś; w twoim codziennym życiu i postępowaniu wobec innych, w twoim stosunku do pracy i w twoim traktowaniu zasad prawdy widać, że wkładasz więcej wysiłku niż przedtem, jesteś bardziej drobiazgowy w swojej mowie i czynach. Jeśli bracia i siostry zobaczą to wszystko i wezmą to sobie do serca, to być może będziesz mógł kandydować w następnych wyborach. Jako kandydat będziesz miał nadzieję; jeżeli naprawdę będziesz w stanie wykonać jakiś ważny obowiązek, zyskasz Boże błogosławieństwo. Jeśli naprawdę wziąłeś na siebie ciężar i masz takie poczucie odpowiedzialności, chcesz nieść brzemię, to nie zwlekaj ze szkoleniem samego siebie. Skup się na praktykowaniu prawdy i działaj z zasadami; kiedy będziesz miał doświadczenie życiowe i będziesz mógł pisać świadectwa, osiągniesz prawdziwy wzrost. A jeżeli potrafisz nieść świadectwo o Bogu, to z pewnością możesz zyskać działanie Ducha Świętego. Jeśli Duch Święty działa, to Bóg patrzy na ciebie przychylnie, a gdy Duch Święty cię prowadzi, to wkrótce pojawi się twoja szansa. Być może niesiesz teraz brzemię, ale twoja postawa jest niewystarczająca, a twoje doświadczenie życiowe zbyt płytkie, więc nawet gdybyś został przywódcą, mógłbyś się potknąć i upaść. Musisz dążyć do wejścia w życie, pozbyć się swoich ekstrawaganckich pragnień, być chętnym naśladowcą i szczerze słuchać Boga, bez słów urazy za to, co On zarządza lub planuje. Gdy zyskasz taką postawę, nadejdzie twoja szansa. To, że chcesz wziąć na siebie ciężkie brzemię, że niesiesz ten ciężar, jest rzeczą dobrą. Świadczy to o tym, że masz pozytywne, aktywne serce i że chcesz podążać za wolą Boga i brać pod uwagę Jego zamiary. Nie jest to ambicja, ale prawdziwe brzemię; jest to odpowiedzialność tych, którzy dążą do prawdy, oraz przedmiot ich dążenia. Jeśli jesteś bezinteresowny i nie zabiegasz o własną korzyść, lecz o to, by nieść świadectwo o Bogu i zadowolić Go, to to, co robisz, jest najbardziej błogosławione przez Boga, a On poczyni dla ciebie odpowiednie ustalenia. (…) Wolą Bożą jest pozyskanie większej liczby ludzi, którzy mogą nieść o Nim świadectwo; ma to na celu doskonalenie wszystkich, którzy Go kochają i jak najwcześniejsze stworzenie grupy ludzi, którzy są z Nim zgodni sercem i umysłem. Dlatego w domu Bożym wszyscy, którzy dążą do prawdy, mają wielkie perspektywy, a perspektywy tych, którzy szczerze kochają Boga, są nieograniczone. Każdy powinien zrozumieć Jego wolę. Niesienie tego brzemienia jest rzeczywiście rzeczą pozytywną i jest to coś, co powinni mieć ci, którzy obdarzeni są sumieniem i rozumem, ale niekoniecznie każdy będzie w stanie wziąć na siebie wielki ciężar. Skąd bierze się ta rozbieżność? Niezależnie od tego, jakie są twoje mocne strony czy możliwości i jak wysokie może być twoje IQ, najważniejsze jest twoje dążenie i droga, którą idziesz” (Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Słowo Boże pokazało mi, że to, czy ktoś jest awansowany, zależy od jego ścieżki i dążeń. Jeśli dążysz do prawdy i szczerze niesiesz brzemię, a do tego masz charakter i talent, dom Boży da ci szanse, będzie cię awansował i kształcił, powierzy ci ważne zadania. Ale jeśli ludzie nie dąż do prawdy i idą złą drogą, to nawet jako przywódcy długo się nie utrzymają. Tacy ludzie nie nadają się do awansu. Odniosłam do siebie słowo Boże i było mi wstyd. Byłam nierozsądna, nie miałam wiedzy o sobie ani o swojej postawie. Uważałam się za wyjątkowo zdolną osobę, wydawało mi się, skoro moich współpracownicy dostali awans, i ja na to zasługiwałam. Nie zastanawiałam się, czy jestem kimś, kto dąży do prawdy, czy mam dobre człowieczeństwo i czy potrafię nieść brzemię pracy. Zamiast tego porównywałam się z innymi, chciałam awansu. Tak naprawdę w ogóle nie obchodziła mnie wola Boga. Nie chciałam mieć udziału w pracy kościoła ani wypełniać obowiązków. Chciałam dowieść, że nie jestem gorsza od innych, chciałam statusu, by się popisywać przed ludźmi i sprawić, by mnie podziwiano. Pełniłam obowiązek, gnana ambicjami i żądzami, więc gdybym została przywódczynią, goniłabym za statusem. Nie można dobrze pełnić obowiązku, jeśli robi się to dla reputacji i statusu. Chroniło mnie to, że nie byłam przywódczynią. Zrozumiałam też, że nawet jeśli ktoś nie dostanie awansu, to mając rozum, zadowoli się dobrym wypełnianiem swojego obowiązku. Zastanowi się nad swymi wadami, będzie szukał prawdy, by uporać się ze swymi problemami, będzie starał się robić postępy i zmienić się. Zastanawiając się nad sobą w świetle słowa Bożego, dostrzegłam, że mma przeciętny charakter i nie dążę do prawdy. Zadowalałam się wykonaniem codziennych zadań i nie wyzbywałam się swego zepsutego usposobienie, więc po latach wiary w Boga wciąż chciałam rywalizować z innymi, martwiłam się o swoją reputację i status, a gdy nie zyskiwałam statusu, dawałam upust złości i zaniedbywałam pracę. Nie miałam w sobie żadnej rzeczywistości prawdy, a mimo to chciałam awansu. Nie miałam ani krzty samowiedzy. Wiedziałam, że nie powinnam już dążyć do awansu. Powinnam za to posłusznie wypełniac obowiązek w przyziemny sposób. Taki rozum powinnam posiadać. Gdy to zrozumiałam, opuściło mnie rozgoryczenie i zaczęłam robić normalne postępy w pracy. Zaczęłam też myśleć o tym, jak pracę doprowadzić do końca w bardziej skrupulatny i sumienny sposób, żebym nie musiała niczego żałować. Omówiłam odchylenia, błędy i korzyści z braćmi i siostrami. Tak praktykując, czułam się spokojna i bezpieczna.

Po pewnym czasie kościół powierzył mi częściowy nadzór nad kilkoma nowymi kościołami. Miałam mieszane uczucia co do tego. Czułam, że mam wiele braków, i myślałam, że zacznę praktykę od podlewania nowych wierzących, ale kościół dał mi szansę na rozwój, powierzając mi obowiązki nadzorcze. Błędnie rozumiałam moich przełożonych, myśląc, że są do mnie uprzedzenie i celowo mnie nie awansują, ale oni oceniali spray na zasadach wyboru ludzi i posługiwania się nimi oraz wedle potrzeb kościoła. Myślałam tak, bo żyłam myślą rywalizacji o status, więc byłam nierozsądna. Czułam zażenowanie, myśląc o tym. Obowiązki nadzorcze oznaczały dużą presję i chciałam zaopatrzyć się w prawdę, by dobrze wypełniać obowiązki. W kolejnych dniach, gdy czegoś nie rozumiałam, pytałam o to współpracowników, i prawie cały czas poświęcałam pracy kościoła. Ale po jakimś czasie okazało się, że praca nadzorowanych przeze mnie kościołów jest mało efektywna, i dopiero wtedy dostrzegłam wiele swoich braków. Mając status, ale nie mając prawdy, człowiek nie potrafi dobrze pracować, więc czułam wstyd, że zawsze chciałam być przywódczynią. W tamtym czasie przestałam myśleć o tym, by zyskać podziw wśród ludzi, chciałam tylko dobrze pełnić obowiązki. Miałam bardziej praktyczne podejście, więc myślałam, że już nie zależy mi tak bardzo na sławie i statusie, że potrafią skoncentrować się na obowiązku. Ale doszło do sytuacji, która znów ujawniła prawdę o mojej osobie.

W czerwcu 2021 roku kościół powierzył mi kolejny projekt, wymagający dużo pracy i realizacji w krótkim terminie. Choć mieliśmy wiele trudności, to dzięki ciężkiej pracy wszystkich po kilku miesiącach nasza praca zaczęła przynosić owoce i zrobiliśmy w sumie dwa razy więcej niż rok wcześniej. Czułam się dumna, czułam, że wniosłam swój wkład w osiągnięcie tych rezultatów, więc jeśli przywódcy będą chcieli kogoś awansować, powinni wybrać mnie. Niespodziewanie za kilka dni usłyszałam, że przywódcy omawiają awanse i szkolenia, dochodziły do mnie imiona braci i sióstr, których kiedyś znałam. W sercu poczułam gorycz, a w umyśle wielkie wzburzenie. Myślałam: „Wygląda na to, że wszędzie szukają ludzi, by ich awansować i kształcić, uwzględnią każdego, kto choć trochę się nadaje. Ja byłam efektywna, więc czemu przy tym braku ludzi przywódcy nie dadzą mi awansu? Czy przywódcy mnie przejrzeli i uznali, że nie jestem kimś, kto dąży do prawdy? Czy myślą, że potrafią zajmować się tylko zewnętrznymi sprawami? Jeśli tak myślą, to czy będę mieć kiedykolwiek szanse na awans i szkolenie?”. Te myśli wprawiły mnie w przykry nastrój, przyszłość rysowała się ponuro. Czułam, że nieważne, jak ciężko pracuję, nigdy nie będę mieć szansy na awans. Uprzedziłam się do przywódców. Czasami, gdy przywódcy ze mną rozmawiali, ignorowałam ich. Prawie się nie odzywałam i unikałam przebywania z siostrami. Wyglądałam na przygnębiono, nie chciałam wiele mówić i wolałam spędzać czas we własnym towarzystwie. Mimowolnie przestałam nieść brzemię obowiązku. Czułam, że nieważne, jak dobrze sobie radzę, przywódcy tego nie dostrzegają, więc po co mam się starać? Postanowiłam robić tylko niezbędne minimum.

Raz przeczytałam fragment słowa Bożego. „W swoich sercach antychryści wierzą, że wiara w Boga i dążenie do prawdy są dążeniem do statusu i prestiżu; dążenie do statusu i prestiżu jest również dążeniem do prawdy, a zdobycie statusu i prestiżu jest równoznaczne z zyskaniem prawdy i życia. Jeśli czują, że nie mają prestiżu i statusu, że nikt ich nie podziwia, nie czci ani za nimi nie podąża, to wpadają w wielką frustrację, dochodzą do wniosku, że nie ma sensu wierzyć w Boga, że nie ma w tym żadnej wartości, i mówią sobie: »Czy taka wiara w Boga jest porażką? Czy jest beznadziejna?«. Często rozważają takie rzeczy w sercach, zastanawiają się, jak znaleźć dla siebie miejsce w domu Bożym, jak zdobyć wielkie uznanie w kościele, by ludzie słuchali ich słów i wspierali ich działania, by wszędzie za nimi podążali; by mogli zdobyć głos w kościele i dobrą opinię, by mogli się cieszyć przywilejami i statusem – często rozmyślają o takich sprawach. Za tym tacy ludzie gonią. Dlaczego zawsze myślą o takich kwestiach? Choć czytali słowa Boga, słuchali nauk, czy naprawdę nic z tego nie rozumieją, czy naprawdę nie potrafią tego przeniknąć? Czyż słowa Boga i prawda rzeczywiście nie są w stanie zmienić ich pojęć, wyobrażeń i opinii? Zupełnie nie w tym rzecz. Problem zaczyna się w nich samych, w pełni spowodowany jest tym, że nie kochają prawdy, bo w swoich sercach są znudzeni prawdą i w rezultacie są na nią zupełnie odporni – a zdeterminowane jest to ich naturą i istotą” (Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część trzecia), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Słowo Boże pokazało mi, że antychryści hołubią sławę i status, uważając je za ważniejsze niż wszystko inne. Gdy nie mieli statusu, wiara w Boga ich męczyła. Nie są szczerzy w swej wierze i w obowiązkach, nie robią tych rzeczy, by zrozumieć prawdę. Robią je, by zyskać sławę i status, by ludzie ich podziwiali. To pokazuje, że usposobienie antychrysta jest wyjątkowo złe. Myślałam o tym, że zawsze goniłam za awansem i rozwojem, a gdy tak nie było, byłam bierna i bez motywacji. Moja pogoń za sławą i statusem była poza kontrolą. To samo ujawnia się w postępowaniu antychrysta. Myślałam o tym, jak w szkole traktowałam prawidła w rodzaju „Człowiek zawsze dąży ku górze, woda płynie w dół”, „Żołnierz, który nie marzy, aby zostać generałem, to zły żołnierz” i podobne szatańskie toksyny jako prawa przetrwania, więc pilnie się uczyłam. Jeśli nie mogłam być najlepsza, musiałam chociaż zdobyć wyróżnienie, by nauczyciele i rówieśnicy mnie podziwiali. Gdy uwierzyłam w Boga, moim celem stało się zostać przywódczynią, myślałam, że status zapewni mi pozycję w kościele, będę mogła zwrócić na siebie uwagę i więcej ludzi będzie mnie podziwiać, będą się liczyć z moimi słowami. Gdy więc kościół potrzebował ludzi, a przywódcy najwidoczniej nie brali mnie pod uwagę, czułam się nieszczęśliwa i bierna, nie miała motywacji do obowiązków, a nawet czułam, że moja wiara w Bogu pozbawiona jest kierunku i celu. Pogoń za sławą i statusem stała się moim życiem. Codziennie kontrolowała moje działania, więc nieważne, w jakiej grupie ludzi byłam, zawsze chciałam być podziwiana i chwalona, a nie żeby mnie zostawiano z tyłu. Gdy przywódcy nie doceniali, mieli o mnie wysokie mniemanie i powierzali mi ważne zadania, byłam zadowolona, ale bez ich pochwał i bez awansu pogrążałam się w deprawacji, byle jak wykonywałam obowiązki, zobojętniałam, chciałam zrezygnować. Dostrzegłam jasno, że wierzyłam w Boga nieszczerze, dla statusu. Gdy miałam wysoki statusu, pełna byłam wigoru, ale gdy nie miałam statusu, traciłem poczucie kierunku i celu. Pogoń za sławą i statusem stała się czymś, co miałam we krwi. Ilekroć napotykałam podobną sytuację, robiłam się słaba i negatywnie nastawiona, żyłam w stanie buntu i nie zamierzałam wypełniać obowiązków. Nagle pojęgłam, że będę w poważnym niebezpieczeństwie, postępując tak dalej.

Później przeczytałam w słowie Bożym: „Niektórzy ludzie bardzo sobie cenią status i prestiż, są do tych rzeczy głęboko przywiązani, nie potrafią z nich zrezygnować. Przez cały czas sądzą, że bez statusu i prestiżu nie ma radości ani nadziei w życiu, że nadzieja w tym życiu istnieje tylko wtedy, kiedy żyją dla statusu i prestiżu, że wciąż będą walczyć o nawet odrobinę sławy, nigdy z tego nie zrezygnują Jeśli masz takie myśli i zapatrywania, jeśli twe serce pełne jest takich uczuć i przekonań, to jesteś niezdolny do tego, by miłować prawdę i do niej dążyć, brakuje ci właściwego kierunku i odpowiednich celów w twej wierze w Boga i nie jesteś w stanie dążyć do poznania siebie, odrzucić skażenia i urzeczywistniać obrazu człowieka. Przy wykonywaniu swych obowiązków przymykasz oko na różne rzeczy, jesteś zupełnie pozbawiony poczucia odpowiedzialności i wystarcza ci to, że nie popełniasz zła, nie sprawiasz kłopotów i nie zostajesz wyrzucony. Czy tacy ludzie mogliby wykonywać swoje obowiązki na poziomie, który dałoby się zaakceptować? I czy mogą być zbawieni przez Boga? To niemożliwe. Gdy działasz z myślą o własnej reputacji i statusie, wciąż myślisz sobie: »Popisywanie się nie jest złem. Wykonuję przecież swój obowiązek; dopóki to, co robię, nie jest złym uczynkiem i nie powoduje zamętu ani niepokoju, to nawet jeśli moja motywacja jest niewłaściwa, nikt nie jest w stanie jej przejrzeć i nikt nie może mnie potępić«. Nie wiesz, że Bóg wszystkiemu bacznie się przygląda. Jeśli nie akceptujesz ani nie praktykujesz prawdy, a Bóg ma cię w nienawiści i cię odrzuca, to wszystko jest już dla ciebie skończone. Wszyscy, którzy nie boją się Boga, uważają się za sprytnych; w rzeczywistości nawet nie wiedzą, kiedy Go obrazili. Niektórzy ludzie nie widzą tych rzeczy jasno i wyraźnie; myślą sobie: »Dążę do zdobycia reputacji i statusu tylko po to, aby móc więcej zrobić, aby wziąć na siebie większą odpowiedzialność. Nie stanowi to zaburzenia ani przeszkody w dziele domu Bożego, a już na pewno nie szkodzi interesom domu Bożego. Nie jest to żaden poważny problem. Bóg nie wymaga aż tak dużo i nie zmusza ludzi do robienia rzeczy, których nie mogą lub nie chcą zrobić. Mogę więc kochać swój status i go chronić, ale nie jest to żaden zły uczynek«. Na pozór takie dążenie może nie wydawać się złym uczynkiem, ale do czego ostatecznie prowadzi? Czy tacy ludzie zyskają prawdę? Czy osiągną zbawienie? Absolutnie nie. Dlatego pogoń za reputacją i statusem nie jest właściwą drogą – zmierza dokładnie w przeciwnym kierunku niż dążenie do prawdy. Podsumowując, niezależnie od tego, jaki jest kierunek i cel twego dążenia, jeżeli nie zastanawiasz się nad swą pogonią za statusem i prestiżem, i jeśli jest ci bardzo trudno odłożyć te rzeczy na bok, to będą one miały wpływ na twoje wkraczanie w życie. Dopóki status będzie zajmować miejsce w twoim sercu, będzie miał nad tobą pełną kontrolę i będzie wywierał wpływ na to, w jakim kierunku zmierza twoje życie i do jakich celów dążysz, a w takim wypadku będzie ci bardzo trudno wejść w rzeczywistość prawdy, nie mówiąc już o osiągnięciu zmian w usposobieniu. To, czy uda ci się ostatecznie zyskać aprobatę Boga, to już oczywiście inna sprawa. Co więcej, Jeśli nie jesteś w stanie odłożyć na bok pogoni za statusem, wpłynie to na twoją zdolność do właściwego wypełniania obowiązku, a wówczas będzie ci bardzo trudno stać się stworzeniem, które Bóg mógłby zaakceptować. Dlaczego to mówię? Nic nie jest Bogu bardziej nienawistne niż ludzka pogoń za statusem, ponieważ dążenie do statusu jest szatańską skłonnością; jest to niewłaściwa ścieżka, zrodzona ze skażenia przez szatana, jest to coś, co Bóg potępia i właśnie to, co Bóg osądza i czyści. Bóg niczym nie gardzi bardziej, niż tym, gdy ludzie dążą do statusu, a ty mimo to uparcie rywalizujesz o status, nieodzownie pielęgnujesz go i chronisz, ciągle starając się zagarnąć go dla siebie. A czyż wszystkie te działania, w samej swej naturze, nie są antagonistyczne wobec Boga? Bóg nie daje ludziom statusu; daje im prawdę, drogę i życie, i ostatecznie sprawia, że stają się adekwatnym stworzeniem Bożym, małym i nieznaczącym stworzeniem Boga – nie zaś kimś, kto ma status i prestiż i jest czczony przez tysiące ludzi. Dlatego też z jakiejkolwiek perspektywy się na to spojrzy, pogoń za statusem jest ślepym zaułkiem. Bez względu na to, jak rozsądne jest twoje usprawiedliwienie dla dążenia do statusu, ta ścieżka wciąż jest zła i Bóg jej nie pochwala. Bez względu na to, jak bardzo się starasz i jak wielką cenę płacisz, jeśli pragniesz statusu, Bóg ci go nie da; jeśli Bóg go nie da, poniesiesz porażkę w walce o niego, a jeśli będziesz walczył dalej, wynik będzie tylko jeden: zostaniesz zdemaskowany i odrzucony, a wtedy znajdziesz się w ślepym zaułku” (Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część trzecia), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Po przeczytaniu Bożych słów byłam przerażona i czułam, że Bóg mnie ostrzega. Gdybym dalej hołubiła status i myślała, że życie jest beznadziejne bez statusu i ważnych ról, to takie postępowanie byłoby rywalizacją o status i sprzeciwem wobec Boga, a nie pełnieniem obowiązków i życiem, jakie winna prowadzić istota stworzona, więc ta ścieżka to była ślepa uliczka, która doprowadziłaby mnie to kary piekle! Drżąc ze strachu, przeczytałam ten fragment słowa Bożego kilka razy i w sercu poczułam, że sprawiedliwe usposobienie Boga nie znosi obrazy. Kiedyś myślałam, że ludzie mają zepsute usposobienie, więc gonią za sławą i statusem, każdy próbuje poprawić swoją pozycję, a ci, co tak nie robią, są pozbawieni ambicji, celów i determinacji. Dlatego nie traktowałam poważnie swego zepsucia. Czasami miałam negatywne nastawienie, myślałam, że poczuję się lepiej za kilka dni. Nie opóźniało to bardzo mojej pracy i nie robiłam niczego złego, więc nie sądziłam, że to jakiś duży problem. Ale Bóg jasno mówi, że pogoń za statusem to ślepa uliczka! Dzięki kontemplacji coś zrozumiałam. Pogoń za sławą i statusem to szatańskie usposobienie, sprzeciw wobec Boga. W ten sposób stajemy do walki z Bogiem, rywalizujemy z Nim o status, a ci, co tak robią, będą przez Niego ukarani za ten sprzeci. Myślałam o archaniele, którego status był przecież bardzo wysoki, ale to mu nie wystarczyło. Chciał statusu samego Boga, chciał stanąć na równi z Bogiem, aż w końcu Bóg strącił go przestworza. Ja odpowiadałam już za część pracy w kościele. Biorąc pod uwagę mój charakter i postawę, nie byłam godna tak ważnego zadania. Ale mi to nie wystarczało. Nie próbowałam osiągnąć najlepszych rezultatów. Zamiast tego chciałam wykonywać pracę, którą mogłabym się popisywać. Czy nie byłam jak archanioł? Gdy tak żyłam, walcząc o sławę i status, to nie było tylko kilka dni negatywnego nastawienia, ale zakłóciło to pracę i doszło do tego, że gotowa byłam zrezygnować, bo nie miałam statusu, nie traktowałam poważnie pracy kościoła, zobojętniał mi obowiązek, robiłam wszystko po łebkach i odwlekałam, nie obchodziło mnie, czy praca kościoła dozna szkody. Nie chciałam poddać się temu, co zaaranżował Bóg, walczyłam o status, robiłam się bierna i wroga, gdy nie miałam statusu. Sprzeciwiałam się Bogu, więc jak On miałby nie czuć do mnie wstrętu? Myśląc o tym, czułam wstyd i żal. Od razu pomodliłam się, żeby powiedzieć, że chcę okazać skruchę i nie gonić już za sławą i statusem.

Znalazłam w słowach Boga sposób na wyrwanie się z kajdan sławy i statusu i zrozumiałam, do czego winna dążyć istota stworzona. Słowa Boga mówią: „Jako jedno ze stworzeń, człowiek musi trzymać się swojego miejsca i postępować sumiennie. Posłusznie strzeż tego, co zostało ci powierzone przez Stwórcę. Nie przekraczaj wyznaczonych granic i nie łam reguł ani nie rób niczego, co wykracza poza zakres twych umiejętności lub jest wstrętne Bogu. Nie staraj się być wielkim i wyjątkowym, nie wynoś się ponad innych ani nie próbuj zostać Bogiem. Ludzie nie powinni bowiem tego pragnąć. Dążenie do wielkości lub wyjątkowości jest absurdem. Dążenie do stania się Bogiem jest jeszcze bardziej haniebne; jest to obrzydliwe i podłe. Tym, co jest godne pochwały, oraz tym, czego stworzenia powinny się trzymać bardziej niż czegokolwiek innego, jest stanie się prawdziwą istotą stworzoną; jest to jedyny cel, do którego powinni dążyć wszyscy ludzie” (Sam Bóg, Jedyny (I), w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Słowo Boże jasno mówi, że pogoń za statusem i bycie nadczłowiekiem to coś, czego Bóg nienawidzi. Ludzie powinni dążyć do tego, aby być autentycznymi istotami stworzonymi. Przeczytawszt słowo Boże, wiedziałam już, co robić. Jestem istotą stworzoną, Bóg najlepiej wie, jaką pracę mogę podjąć. Nieważne, jaką pozycję zajmuję, Bóg chce, bym pełniła rolę istoty stworzonej i robiła to w praktyczny sposób, bym dobrze pełniła obowiązki. Muszę modlić się do Boga, by wyzbyć się ambicji, nieważne, jakie obowiązki pełnię, muszę być posłuszna Bogu. Muszę szczerze wykonywać swoje zadania i starać się być produktywna. Tak powinna czynić istota stworzona. Później nie obchodziło mnie już to, czy dostanę awans. Zamiast tego zastanawiałam się, jak być efektywną, by osiągać najlepsze rezultaty, jak znaleźć sposoby, aby skutecznie uporać się z problemami. Po pewnym czasie pracowałam z braćmi i siostrami nad pokonaniem trudności i efektywność naszej pracy poprawiła się.

W kolejnych dniach dochodziły do mnie słuchy, że moi byli współpracownicy zostali awansowani na przywódców. Choć czułam się trochę rozczarowana, bo czułam, że inni mogą lepiej zaznaczyć swoją obecność dzięki awansowi, a ja wciąż tkwiłam w tym samym miejscu, lecz szybko pojęłam, że znów budzi się we mnie ta żądza statusu. Od razu się pomodliłam i wyrzekłam się samej siebie, myślałam o tych słowach Boga: „Bóg nie daje ludziom statusu; daje im prawdę, drogę i życie, i ostatecznie sprawia, że stają się adekwatnym stworzeniem Bożym, małym i nieznaczącym stworzeniem Boga – nie zaś kimś, kto ma status i prestiż i jest czczony przez tysiące ludzi”. Moje cele stały się jasne w moim sercu. Bóg nie przeznaczył ludziom statusu. Nieważne, jaki masz obowiązek, spełniasz swoją powinność. Wykorzystujesz swoje mocne strony i zdolności na właściwej pozycji. Być przywódcą nie znaczy mieć status, nie ma wyższych czy niższych rang. Bóg wymaga od ludzi, by stali się właściwymi istotami stworzonymi, by byli Mu posłuszni. Tylko do tego należy dążyć. Jeśli ludzie nie są posłuszni Bogu w obowiązkach, tylko wspinają się po stopniach kariery i statusu, to jest wstyd. Ponadto zrozumiałam, że gdy słyszałam o awansach, których dostąpili bracia i siostry wokół mnie, to Bóg mnie poddawał próbie. Obserwował moją postawę. Modląc się i czytając słowo Boże, mogłam na to spojrzeć prawidłowo, wyzbyłam się negatywnego nastawienia, mogłam właściwie wypełniać obowiązki. Gdy przez to wszystko przeszłam, zrozumiałam intencje Boga. Gdybym ja, miłując status, została przywódczynią, mimowolnie szłabym ścieżką antychrysta i zniszczyłabym siebie. Teraz umiem być posłuszna i praktyczna w obowiązkach. To skutki sądu wymierzonego przez słowo Boże. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Na co było to całe cierpienie?

Autorstwa Xi’en, Włochy Gdy zaczęłam wierzyć, widziałam, że wielu przywódców potrafi znosić dużo trudów. Pracowali wytrwale, pełniąc...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze