Zbawienie Boże

01 sierpnia 2020

Autorstwa Yichen, prowincja Shandong

Bóg Wszechmogący mówi: „Każdy krok Bożego dzieła – czy to ostre słowa, czy sąd, czy karcenie – czyni człowieka doskonałym i jest absolutnie właściwy. Nigdy przez wieki Bóg nie wykonywał dzieła takiego, jak to; dzisiaj działa w was w taki sposób, że doceniliście Jego mądrość. Chociaż doświadczyliście nieco bólu w sobie, wasze serca są wytrwałe i przepełnione pokojem; waszym błogosławieństwem jest to, że możecie cieszyć się tym etapem Bożego dzieła. Bez względu na to, co będziecie w stanie zyskać w przyszłości, wszystkim, co widzicie dziś z dokonywanego w was Bożego dzieła, jest miłość. Jeśli człowiek nie doświadczy sądu Bożego i oczyszczenia, jego działania i zapał będą ciągle tylko powierzchowne, a jego usposobienie pozostanie na zawsze niezmienione. Czy to się liczy jako zostanie pozyskanym przez Boga? Choć dziś w człowieku jest jeszcze wiele arogancji i buty, jego usposobienie jest o wiele bardziej stabilne niż przedtem. Bóg rozprawia się z tobą po to, aby cię zbawić i chociaż podczas tego postępowania możesz odczuwać pewien ból, nadejdzie dzień, kiedy nastąpi zmiana w twoim usposobieniu. Wówczas spojrzysz wstecz i zobaczysz, jak mądre jest dzieło Boże i właśnie wtedy będziesz w stanie naprawdę zrozumieć wolę Bożą” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Czytając ten fragment, ciągle myślę o tym, jaka byłam arogancka. Nie kontrolowałam swoich pragnień, szukałam sławy i statusu, rywalizowałam i porównywałam się z innymi. Nie żyłam jak człowiek. Po doświadczeniu sądu, karcenia oraz dyscyplinowania słowami Bożymi, zaczęłam lepiej rozumieć swoją szatańską naturę. Stałam się zdolna do żalu i wstrętu do samej siebie, trochę bardziej szczera i pokorna. Naprawdę czułam, że sąd i karcenie słowami Bożymi są zbawieniem dla ludzkości.

W 2005, ponad rok po przyjęciu Boga Wszechmogącego, zostałam przywódczynią w kościele. Skoro zostałam wywyższona przez Boga, a bracia i siostry mi zaufali, modliłam się do Niego, postanawiając dobrze wykonywać swój obowiązek i odpłacić Bogu za Jego miłość. Od razu rzuciłam się w wir pracy w kościele. Kiedy inni napotykali na problemy, znajdowałam Boże słowa, by im pomóc, a choć omawiałam moje słowa, były płytkie, widziałam pewne efekty. Bracia i siostry twierdzili, że moje omówienia im nieco pomagają. Ponieważ odniosłam pewien sukces w swojej służbie, przełożona poleciła mi podjąć pracę w kilku kościołach. Byłam zachwycona. Byłam zadowolona z siebie zwłaszcza gdy dostrzegłam, że rozumiem Boże słowa szybciej niż siostra, z którą współpracowałam, a przełożona mnie za to ceniła. Byłam przekonana, że uznaje mnie za kogoś z prawdziwym potencjałem, za talent nie do zastąpienia w kościele. Z czasem stałam się bardziej arogancka i myślałam, że mam już trochę rzeczywistości prawdy. Przestałam skupiać się na jedzeniu i piciu Bożych słów czy zastanawianiu się nad sobą i przestałam dążyć do prawdy. Zawsze byłam zarozumiała, wyniosła i patrzyłam z góry na swoich braci i siostry. Gdy dostrzegłam, że niektórych z nich ograniczały ich skażone skłonności i nie byli w stanie poprawnie wykonywać swoich obowiązków, już nie omawiałam prawdy, lecz ze zniecierpliwieniem ich karciłam: „Dzieło Boże dotarło do tego punktu, ale wy nadal łakniecie przyjemności ciała. Nie boicie się, że spotka was nieszczęście i zostaniecie ukarani? Zacznijcie dobrze wykonywać swe obowiązki, bo zostaniecie wyeliminowani”. Widziałam, że czują się nękani i mnie unikają, ale zamiast zastanowić się nad sobą, narzekałam, że nie dążą do prawdy.

Niebawem przyszła moja przełożona. Byłam przekonana, że chce mnie awansować. Ku mojemu zdziwieniu, stwierdziła, że moje wejście w życie jest płytkie, moje omówienia nie rozwiązują problemów, a ja nie nadaję się, by kierować pracą kilku kościołów. Byłam oszołomiona, gdy to usłyszałam – miałam pustkę w głowie. Nawet nie wiem, jak po spotkaniu dotarłam do domu. Pamiętam tylko, że przez całą drogę płakałam, myśląc: „Pracowałam tak ciężko, ale upadłam, zamiast pójść naprzód. Co bracia i siostry o mnie pomyślą? Wygląda na to, że taka ilość pracy mnie przerasta, ale jak mam znowu zniżyć się do drobnych obowiązków?”. Nie byłam w stanie jeść ani spać i czułam się nieszczęśliwa. Modliłam się do Boga, prosząc Go, by mnie oświecił i poprowadził do zrozumienia Jego woli. Po modlitwie poczułam spokój i przeczytałam te słowa Boże: „W waszych poszukiwaniach macie zbyt wiele własnych wyobrażeń, nadziei i wizji przyszłości. Obecne dzieło dokonywane jest po to, aby rozprawić się z waszym pragnieniem statusu i waszymi wygórowanymi zachciankami. Wszystkie te nadzieje, pragnienie statusu oraz błędne wyobrażenia, są klasycznymi przejawami szatańskiego usposobienia. (…) Jesteście teraz uczniami i zyskaliście pewne zrozumienie tego etapu dzieła. Nie odrzuciliście jednak nadal swego pragnienia statusu. Gdy status wasz jest wysoki, szukacie gorliwie, lecz kiedy jest niski, nie chcecie już poszukiwać. Ciągle macie na uwadze błogosławieństwa płynące ze statusu. Dlaczego większość ludzi nie jest w stanie wyzwolić się z negatywnej postawy? Czyż nie jest to zawsze spowodowane niewesołymi perspektywami na przyszłość? (…) Im więcej będziesz poszukiwać w ten sposób, tym mniejsze plony zbierzesz. Im większe u człowieka pragnienie statusu, tym surowiej trzeba będzie z nim postępować i tym bardziej będzie musiał przejść wielkie oczyszczenie. Tacy ludzie są zupełnie nic nie warci! Trzeba koniecznie się z nimi rozprawić i odpowiednio ich osądzić, aby na dobre wyzbyli się takiego myślenia. Jeśli w ten sposób będziecie podążać za Mną do samego końca, nie zbierzecie żadnych plonów. Ci, którzy nie dążą do osiągnięcia życia, nie będą mogli zostać przeobrażeni; ci, którzy nie łakną prawdy, nie będą mogli jej pozyskać. Nie skupiasz się na dążeniu do osobistej przemiany i wkroczenia w życie; ciągle skupiony jesteś na swych wygórowanych pragnieniach i rzeczach, które krępują jedynie twoją miłość do Boga i nie pozwalają ci się do Niego zbliżyć. Czyż rzeczy te mogą cię przemienić? Czy są w stanie wprowadzić cię do królestwa Bożego?” („Dlaczego nie jesteś skłonny być narzędziem kontrastu?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Wtedy zrozumiałam wolę Boga. On zaaranżował tę sytuację, by rozprawić się z moim pragnieniem statusu, by zmusić mnie do refleksji nad sobą i obrania właściwej ścieżki w dążeniu do prawdy. Zastanawiałam się, czy moja gorliwa praca i poświęcenie w wierze rzeczywiście służyły dążeniu do prawdy i wypełnianiu obowiązku istoty stworzonej. Po prostu zaspokajałam swoje ambicje bycia lepszą od innych i wcale nie dążyłam do prawdy! Gdy więc miałam stanowisko, byłam zadowolona i nie próbowałam się rozwijać. Gdy mnie zwolniono, nie tylko nie zastanowiłam się nad sobą, ale byłam negatywna, słaba i obwiniałam Boga. Myślałam nawet o tym, żeby się poddać i zdradzić Boga. Byłam pozbawiona sumienia i rozumu, bardzo samolubna i nikczemna. Moje zwolnienie było przejawem Bożej opieki. Nie powinnam być negatywna czy nie rozumieć Boga, natomiast powinnam dążyć do prawdy, by wyeliminować swoje zepsucie. Kiedy to sobie uświadomiłam, zaczęłam się modlić. „Boże, nie chcę już dążyć do statusu. Chcę się podporządkować Twojej władzy i Twoim ustaleniom, szczerze dążyć do prawdy i wypełniać swój obowiązek, by Cię zadowolić”. Kolejne dni spędziłam na jedzeniu i piciu Bożych słów oraz zastanawianiu się nad sobą, a gdy ponownie ujawniło się moje aroganckie usposobienie, modliłam się do Boga i wyrzekłam się siebie. Taka praktyka znacznie poprawiła mój stan i mogłam normalnie współpracować z braćmi i siostrami.

Po kilku latach ponownie wybrano mnie na przywódczynię. Wkrótce mój kościół połączył się z innym, więc musieliśmy ponownie wybrać przywódców. Wtedy moje pragnienie statusu znowu dało o sobie znać, bo naprawdę bałam się utraty pozycji. Podczas spotkań z innymi przywódcami kościołów przekonałam się, że ich rozumienie słów Bożych i omówienia prawdy nie są niczym nadzwyczajnym, więc byłam przekonana, że to ja zostanę wybrana. Aby więcej ludzi zobaczyło, jaka jestem zdolna, zaproponowałam, że rozwiążę pewne problemy w słabszym kościele, obiecując, że szybko się uwinę. Podczas spotkań bardzo się starałam, prowadziłam omówienia i rozwiązywałam problemy, i celowo opowiadałam o swojej wcześniejszej pracy, jak wielkie mam osiągnięcia i jak bardzo cenili mnie wtedy przełożeni. Celowo mówiłam też o błędach i odstępstwach w pracy przywódców tego kościoła, by w zawoalowany sposób wynieść siebie, a ich upokorzyć. Jednak Bóg ma wgląd w nasze serca i umysły, a że motywy moich działań były złe, to Bóg ukrył się przede mną. Mimo że ciężko wtedy pracowałam, nic nie osiągałam. W ustach zrobiły mi się wrzody i nawet picie wody sprawiało ból. Naprawdę cierpiałam i myślałam o tym, że odkąd tam jestem nie rozwiązałam żadnej kwestii i nie osiągnęłam żadnych rezultatów. Zastanawiałam się, co powiedzą przywódcy. Czy pomyślą, że się nie nadaję? A gdyby mnie zwolnili jeszcze przed wyborami? Cóż za upokorzenie! Na tę myśl chciałam od razu rozwiązać wszystkie problemy, ale bez względu na to, jak prowadziłam omówienia, nic się nie zmieniało. Czułam się bardzo udręczona, więc mogłam jedynie pomodlić się do Boga: „Boże, upadłam w ciemność i nie rozumiem żadnego problemu. Boże, postąpiłam wbrew Tobie, więc błagam Cię, poprowadź mnie. Jestem gotowa zastanowić się nad sobą i okazać Ci skruchę”.

Później przeczytałam te słowa Boże: „Macie język i zęby nieprawych w waszych ustach. Wasze słowa i uczynki są jak słowa i uczynki węża, który skusił Ewę do grzechu. Żądacie od siebie nawzajem oka za oko i zęba za ząb i walczycie w Mojej obecności, by zdobyć dla siebie pozycję, sławę i zysk, a mimo to nie wiecie, że potajemnie obserwuję wasze słowa i uczynki. Zanim w ogóle pojawicie się przed Moim obliczem, Ja wiem już, co kryje się na samym dnie waszych serc. Człowiek ciągle pragnie wymknąć się z Mojej ręki i ukryć się przed spojrzeniem Moich czujnych oczu, Ja jednak nigdy nie uchylałem się przed jego słowami czy uczynkami. Zamiast tego rozmyślnie zezwalam, by te słowa i uczynki znalazły się przed Moimi oczyma, tak abym mógł ukarać niesprawiedliwość człowieka i wydać osąd o jego buncie. Potajemne słowa i uczynki człowieka są zatem zawsze przed Mym sędziowskim tronem, a Mój osąd nigdy go nie opuszcza, ponieważ jest on zanadto skory do buntu” („Dzieło głoszenia ewangelii jest również dziełem zbawienia ludzkości” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Boże słowa sądu i objawienia sprawiły, że zadrżałam ze strachu! Przypomniałam sobie, jak myślałam i postępowałam wcześniej. Aby zostać przywódczynią i sprawić, by więcej osób mnie podziwiało, na pokaz rozwiązywałam problemy poprzez omówienia, by się wykazać i podbić serca innych, przy każdej okazji wynosiłam siebie, a poniżałam innych. Traktowałam braci i siostry jak rywali, stosując triki i taktyki. Nie przypominałam osoby wierzącej, nie miałam człowieczeństwa. Czymże różniłam się od zwierzęcia, które walczy o kęs pożywienia? Byłam tak samolubna i podła! Czyniłam zło, przeciwstawiałam się Bogu i już dawno temu obraziłam Jego usposobienie. Cierpienie z powodu tych wrzodów i brak osiągnięć w pracy były sposobem, w jaki Bóg mnie chłostał i dyscyplinował. Jego wolą było, abym zastanowiła się nad sobą, żałowała i się zmieniła. Zastanawiałam się, czemu zawsze dążę do sławy i statusu, stawiając je ponad wszystko inne. Byłam całkowicie oszukana i zepsuta przez szatana, który wykorzystał edukację i wpływy społeczne, by nasączyć moje serce takimi truciznami i filozofiami, jak „Kto pracuje główką, rządzi innymi, kto pracuje rękami, tym rządzą inni” i „Wyróżniać się i przynosić zaszczyt przodkom”. Te szatańskie filozofie były we mnie głęboko zakorzenione i stały się moją naturą. Żyłam według nich, stawałam się coraz bardziej arogancka i zarozumiała, czciłam sławę i status, zawsze starając się wysforować się przed innych. Ponieważ nie byłam na właściwej ścieżce, a kierowałam się skażonym, szatańskim usposobieniem, byłam zaślepiona i nie dostrzegałam źródła żadnych problemów, nie mogłam też rozwiązać problemów innych i opóźniałam pracę kościoła. Nie wykonywałam swoich obowiązków, lecz czyniłam zło. Pokłoniłam się Bogu i okazałam Mu skruchę: „Boże, zaniedbałam swoje obowiązki dla sławy i korzyści, próbując Cię oszukać. Powinnam być przeklęta! Boże, już nie chcę taka być. Pragnę okazać Ci skruchę”. Wtedy przeczytałam te słowa Boże: „Ponieważ jesteście stworzeniami Boga, musicie wypełniać obowiązki Bożych stworzeń. Nie ma wobec was innych wymagań. Oto jak powinniście się modlić: »O, Boże! Bez względu na to, czy mam wysoką pozycję, czy też nie, teraz wreszcie rozumiem samego siebie. Jeśli mój status jest wysoki, to dzięki Twojemu wywyższeniu, a jeśli niski, to z uwagi na Twoje zarządzenie. Wszystko jest w Twoich rękach. Ja nie mam żadnych możliwości wyboru ani zażaleń. (…) Nie zwracam uwagi na status; koniec końców, jestem tylko jednym spośród Twoich stworzeń. Jeśli umieścisz mnie w otchłani bez dna lub w jeziorze ognia i siarki, nadal będę tylko jednym ze stworzeń. Jeśli się mną posłużysz, wciąż będę tylko stworzeniem. Jeśli mnie udoskonalisz, i tak nadal będę tylko stworzeniem. Jeśli mnie nie udoskonalisz, wciąż będę Cię kochać, ponieważ nie jestem niczym więcej, jak tylko Twoim stworzeniem«” („Dlaczego nie jesteś skłonny być narzędziem kontrastu?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże wskazały mi ścieżkę praktyki. Niezależnie od stanowiska czy statusu, muszę dążyć do prawdy, wykonywać swój obowiązek i skupić się na praktykowaniu prawdy oraz wyzbyciu się swojego szatańskiego usposobienia. Potem skorygowałam pobudki, jakimi się kierowałam i wyciszyłam się przed obliczem Boga, by móc czytać Jego słowa i się modlić. Powierzyłam problemy kościoła Bogu i zwróciłam się do Niego i wspólnie z braćmi i siostrami poszukiwałam prawdy. Wspomniane problemy w kościele zostały szybko rozwiązane. Byłam pełna wdzięczności wobec Boga. Jest tak prawdziwy, tak miły sercu i był przy mnie, przygotowując moje oczyszczenie i przeobrażenie. Zrozumiałam też, jak ważne jest, by w swojej wierze dążyć do prawdy i zmian w usposobieniu.

Sześć miesięcy później kazano mi zająć się kilkoma innymi kościołami. Wiedziałam, jak silne jest moje pragnienie statusu i jak aroganckie jest moje usposobienie, więc żarliwie modliłam się do Boga, by tym razem dobrze wykonać swój obowiązek. Byłam wtedy w parze z siostrą Wang, która miała trzeźwe spojrzenie na problemy i rozwiązywała je w dojrzały sposób. Często prosiłam ją o radę i wiele się od niej nauczyłam. Po kilku miesiącach poczyniłam wiele postępów w rozwiązywaniu problemów dzięki prawdzie, a także w wykonywaniu różnorodnych prac w kościele. Bracia i siostry też patrzyli na mnie z podziwem. Niebawem znów poczułam się bardzo zadowolona z siebie, bo wydawało mi się, że moje omówienia były równie dobre jak te siostry Wang i rozwinęłam umiejętność radzenia sobie z problemami. Sądziłam, że moja postawa się poprawiła. Nie wiedziałam, że moją arogancję widać było na każdym kroku, a moje pragnienie reputacji i statusu wróciło z jeszcze większą siłą niż. Chciałam, żeby siostra Wang we wszystkim mnie słuchała. Nie mogłam znieść tego, że inni aprobują jej omówienia, ani tego, że przejmuje inicjatywę w sprawach kościelnych. Wydawało mi się, że nabrałam nieco praktyki i doświadczenia, że już nie jestem żółtodziobem i że siła mojego charakteru dorównuje jej. Obydwie byłyśmy przywódczyniami, więc czemu zawsze ona przejmuje inicjatywę? Czemu mam jej słuchać? Czy mam być przywódczynią tylko z nazwy? Zaczęłam pracować ciężej i wyposażać się w słowa Boże, by móc ją prześcignąć, a na spotkaniach poświęconych omawianiu pracy w kościele, kiedy ona wyrażała swoje opinie, ja celowo się czepiałam i szukałam dziury w całym. Potem dzieliłam się jakimś „genialnym pomysłem”, by ją pognębić, a wynieść siebie. Nieco później, niektórzy współpracownicy, którym spodobały się moje pomysły, zaczęli przychodzić do mnie ze swoimi problemami i słuchać moich sugestii. Byłam tym stanem rzeczy po prostu zachwycona. Później siostra Wang nie mogła opuszczać mieszkania, ponieważ śledziła ją KPCh, więc wyłącznie ja byłam odpowiedzialna za pracę w kościele. Nie czułam się przytłoczona pracą, lecz naprawdę zrelaksowana, i sądziłam, że w końcu mogę decydować o wszystkim. Zrozumiałam wtedy, że mój sposób myślenia jest niewłaściwy, ale w ogóle nie wzięłam sobie tego do serca.

Pewnego dnia przełożona wysłała mnie na spotkanie w innym rejonie. Wybrano tylko około 10 osób, chociaż spotkanie dotyczyło dużego regionu. Podsłuchałam też, że mam dostać awans. Naprawdę poczułam, że jestem kimś, że w naszym regionie należę do elity. W świetnym nastroju wsiadłam do pociągu z innymi siostrami, ale po drodze stało się coś nieoczekiwanego. KPCh nas śledziła i zostałyśmy aresztowane. Przesłuchania były bezowocne, więc skazano mnie na dwa lata ciężkich robót za „za przestępstwo organizowania i wykorzystywania sekty do podważania autorytetu prawa”. Po wyroku nie było mi łatwo. W moim sercu zaczęły pojawiać się wątpliwości dotyczące Boga: „Dlaczego wtrącono mnie do więzienia, kiedy miałam dostać awans? Czyż to nie Bóg wykorzystuje tę sytuację, by mnie obnażyć i wyeliminować? Czy straciłam szansę na wypełnienie obowiązku i zbawienie?”. Bardzo cierpiałam i byłam zagubiona. Wielokrotnie płakałam i modliłam się do Boga: „Boże, nie rozumiem teraz Twojej woli. Wydaje się, że mnie odrzucasz, że mnie nie chcesz. Błagam Cię, oświeć mnie i poprowadź do zrozumienia Twojej woli, bym wiedziała, jak mam w tej sytuacji wkroczyć w prawdę”. Bóg wysłuchał mojej modlitwy. Pewnego dnia siostra z tego samego bloku ukradkiem podrzuciła mi kartkę z Bożymi słowami, które przepisała. Brzmiały one: „Oczyszczenie jest dla wszystkich ludzi straszliwe i bardzo trudne do przyjęcia – a jednak to w trakcie oczyszczania Bóg odkrywa przed człowiekiem swoje sprawiedliwie usposobienie, ujawnia swoje wymagania wobec niego i zapewnia więcej oświecenia, rzeczywistego przycinania i postępowania. Poprzez porównanie faktów z prawdą, daje On człowiekowi większą wiedzę o sobie samym i o prawdzie oraz lepsze zrozumienie woli Bożej, pozwalając tym samym człowiekowi kochać Boga miłością prawdziwszą i czystszą. Takie właśnie cele przyświecają Bogu przy oczyszczaniu człowieka. Całe dzieło, jakiego Bóg dokonuje w człowieku, ma swoje własne cele i sens; Bóg nie podejmuje pracy pozbawionej znaczenia ani nie wykonuje dzieła, które nie przynosi człowiekowi korzyści. Oczyszczenie nie oznacza usunięcia ludzi sprzed oblicza Boga ani zgładzenia ich w piekle. Oznacza raczej zmianę usposobienia człowieka w czasie oczyszczania, zmianę jego motywacji, dawnych poglądów, jego miłości do Boga i całego życia. Oczyszczenie to prawdziwy test dla człowieka, forma prawdziwego szkolenia, i tylko podczas oczyszczenia jego miłość może spełniać swą właściwą funkcję” („Tylko doświadczając oczyszczenia człowiek może posiadać prawdziwą miłość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Od razu się lepiej poczułam. Ta sytuacja była Bożą próbą przygotowaną dla mnie. Nie pragnął mnie wyeliminować, ale chciał, bym się nad sobą zastanowiła, poznała siebie i wkroczyła w prawdę. Wiedziałam, że muszę przestać być negatywna i słaba i nie mogę dłużej postępować według własnych pojęć i spekulować na temat woli Bożej. Powinnam za to wyciszyć się, dążyć do prawdy, zastanowić się nad sobą i poznać siebie.

Pewnej nocy nie mogłam zasnąć i rozmyślałam, czemu Bóg pozwolił, by mnie to spotkało. Nagle do głowy przyszły mi słowa Boże: „Czy naprawdę nienawidzicie wielkiego, czerwonego smoka? Czy naprawdę szczerze go nienawidzicie? Czemu pytałem was o to tak wiele razy? Czemu wciąż, raz za razem, zadaję wam to pytanie?” (Rozdział 28 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). W kółko zadawałam sobie pytanie: „Czy naprawdę szczerze nienawidzę wielkiego, czerwonego smoka?” Wtedy pomyślałam o tym fragmencie z Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie: „Niektórzy mówią: »Porzuciłem wielkiego, czerwonego smoka. Dręczy mnie, a ja nim gardzę«. Możesz go porzucić w słowach, ale nie w duszy. Być może nienawidzisz go w swoim sercu, ale on wciąż kontroluje twoje zachowanie i twoją naturę, bowiem trucizny, myśli, punkty widzenia, filozofie i poglądy na życie wielkiego, czerwonego smoka wciąż władają twoim sercem. Nadal patrzysz na wszystko tak samo jak on. Twoje myśli oraz poglądy na życie są takie same jak jego myśli i poglądy. Wszystkie należą do wielkiego, czerwonego smoka, więc wciąż jesteś w jego mocy… Jeśli naprawdę chcesz uciec od wpływu szatana, musisz całkowicie oczyścić się z wszystkich szatańskich trucizn…”. W świetle tych słów zrozumiałam, że nienawidziłam wielkiego, czerwonego smoka tylko za prześladowanie braci oraz sióstr, za zakłócanie i sabotowanie dzieła Bożego, ale to nie była prawdziwa nienawiść ani porzucenie go. One mogą wynikać jedynie z pełnego dostrzeżenia jego złej, reakcyjnej istoty, tylko wtedy nienawidzimy go do szpiku kości i wyrzekamy się trawiących nas trucizn. Kiedy sama doświadczyłam prześladowań i tortur z rąk wielkiego, czerwonego smoka, kiedy siłą mnie indoktrynowano, naprawdę dostrzegłam, że to nienawidzący prawdy i Boga demon. Dostrzegłam jego ohydne oblicze oszusta i gorszyciela człowieka. On zachęca do ateizmu i materializmu, zawzięcie zaprzecza istnieniu Boga i robi wszystko, by się wywyższać i chełpić tym, że jest „wielki, wspaniały i właściwy”. Przechwala się mianem zbawcy ludu i chce, by wszyscy go czcili i wierzyli w niego, jakby był Bogiem, żywiąc próżną nadzieję, że zastąpi Go w ludzkich sercach. Wielki, czerwony smok jest na wskroś podły, zły i bezwstydny. A ja zrozumiałam, że moja istota jest niemal równa jego. Bóg mnie wywyższył, pozwalając mi pełnić obowiązki przywódczyni i nauczyć się, jak rozwiązywać problemy poprzez omawianie prawdy, by inni mogli Go poznać i się Mu podporządkować, lecz ja wykorzystałam tę okazję, by się popisywać, bo po prostu chciałam, by inni mnie podziwiali i słuchali. Czyż w ten sposób nie sprzeciwiałam się Bogu? Zazdrościłam siostrze Wang i wykluczałam ją, wytykałam jej błędy i umniejszałam jej rolę. Wręcz pragnęłam, by ją usunięto, żebym mogła kierować kościołem. Czyż nie postępowałam jak dyktator? Czyż nie kierowały mną trucizny wielkiego, czerwonego smoka: „Może być tylko jeden samiec alfa” i „Sam sobie jestem panem w niebie i na ziemi”? Boże przykazania brzmią: „Człowiek nie powinien się wyolbrzymiać ani się wywyższać. Powinien czcić i wywyższać Boga” („Dziesięć dekretów administracyjnych, które muszą być przestrzegane przez wybranych ludzi Boga w Wieku Królestwa” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Kiedy myślę o tym wszystkim, co okazywałam, to wyraźnie widzę, że czyniłam zło i przeciwstawiałam się Bogu! Moje działania już wcześniej naruszyły Boże nakazy, więc gdyby Bóg mnie nie zdyscyplinował, gdyby nie wykorzystał tej sytuacji, by powstrzymać moje złe postępowanie, gdybym nadal kierowała się własną naturą i ambicjami, jestem pewna, że nie cofnęłabym się przed niczym dla sławy i statusu, aż w końcu uczyniłabym wielkie zło i zostałabym ukarana przez Boga. Było to dla mnie poważne ostrzeżenie. Dotarłam do tak niebezpiecznego punktu, lecz tkwiłam w nieświadomości. Bez przeciwwagi w postaci tego diabła, wielkiego, czerwonego smoka, pewnie nigdy nie dostrzegłabym, ile jest we mnie jego trucizn i że w sumie jestem taka jak on. Nie byłabym w stanie go porzucić i uwolnić się od jego trucizn. Dostrzegłam, że wszystko, co Bóg uczynił, służyło obmyciu mnie, więc z serca podziękowałam Mu za uratowanie mnie.

W więzieniu dużo się nad sobą zastanawiałam i szczególnie żałowałam, że nie doceniłam tego, iż mogę wykonywać obowiązki. Za to uparcie dążyłam do sławy i statusu, słuchając trucizn szatana. Zrobiłam tak wiele rzeczy, które były sprzeczne z prawdą i które zraniły braci i siostry, utrudniając i zakłócając pracę kościoła. Tak bardzo zraniłam Boga. Miałam wobec Niego wielki dług i byłam pełna żalu. Właśnie wtedy nabrałam głębokiego pragnienia, by dążyć do prawdy i doświadczyć Bożego sądu i karcenia, by móc pozbyć się tych trucizn i urzeczywistniać podobieństwo do człowieka. Po wyjściu z więzienia wróciłam do swoich obowiązków, a kiedy ponownie wybrano mnie na przywódczynię w kościele, nie czułam się już tak zadowolona z siebie. Czułam za to brzemię odpowiedzialności, że było to zlecenie od Boga, które powinnam cenić i że powinnam zrobić wszystko, by dążyć do prawdy i wypełnić swój obowiązek. Kilkukrotne chłostanie i zdyscyplinowanie w końcu przebudziło moją duszę, którą wcześniej zwodził szatan. Dostrzegłam, że jedyne słuszne dążenia to dążenie do prawdy i do zmiany usposobienia oraz wypełnianie obowiązku istoty stworzonej! Moje pragnienie sławy i statusu nie jest już tak silne, a ja sama staję się coraz mniej arogancka. Dobrze współpracuję z innymi oraz wykonuję swoje obowiązki i już trochę przypominam człowieka. Wyraźnie czuję, że ta niewielka zmiana nie przyszła łatwo. Wszystko to osiągnęłam dzięki sądowi i karceniu słowami Bożymi. Dziękuję Bogu Wszechmogącemu za zbawienie!

Wstecz: Po kłamstwie
Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Zrzucenie kajdan

Autorstwa Momo, prowincja Anhui Kiedyś mocno wierzyłam w powiedzenie: „Jedynie poprzez doświadczenie najcięższych trudów można się wznieść...

Zamieść odpowiedź