Słowo pokonuje wszystkie kłamstwa

23 lipca 2023

Autorstwa Ye Qiu, Chiny

W czerwcu wybrano mnie na diakonkę podlewania. Pewnego dnia z siostrą Cheng Lin prowadziłyśmy spotkanie dla nowych wierzących. Ulegają oni zazwyczaj wielu pojęciom. Bałam się, że moje omówienie będzie niejasne i nie rozwiąże ich problemów, więc poprosiłam przywódcę, by pomógł mi znaleźć odpowiednie fragmenty słów Boga. W dniu zgromadzenia, omawiając uprzednio przygotowane słowa Boga na temat pojęć nowych wierzących, czułam oświecenie i przewodnictwo Ducha Świętego, a nowi wierzący wyzbyli się swoich pojęć. Gdy zgromadzenie dobiegało końca, Cheng Lin spytała: „Twoje odpowiedzi na pytania nowych wierzących były bardzo szczegółowe. Czy omówiłaś je wcześniej z przywódcą?”. Słysząc to, miałam w głowie gonitwę myśli. Krótko pełniłam te obowiązki, czy zatem ona myślała, że bez czyjejś pomocy bym sobie tak dobrze nie poradziła? Bałam się, że jeśli będę szczera, Cheng Lin dostrzeże moją prawdziwą postawę i uzna, że się nie nadaję. Jeśli dowie się, że większość mojego omówienia podpowiedział mi przywódca, czy dalej będzie mieć o mnie dobre zdanie? Pomyślałam, że nie mogę powiedzieć jej prawdy. Dlatego odpowiedziałam: „Nie”. Od razu poczułam wyrzuty sumienia. Przygotowałam omówienie razem z przywódcą, ale zaprzeczyłam temu bez mrugnięcia. Czy nie kłamałam świadomie? Gdyby Cheng Lin kiedyś spytała o to przywódcę, moje kłamstwo wyszłoby na jaw, co za upokorzenie! Wszyscy by powiedzieli, że jestem kłamliwa. Im więcej o tym myślałam, tym gorzej się z tym czułam. Tej nocy przewracałam się z boku na bok. Nazajutrz chciałam to zrobić, ale słowa utknęły mi w gardle. Bałam się, że Cheng Lin zacznie patrzeć na mnie z góry, pomyśli, że brak mi umiejętności, że skupiam się na statusie. Powie, że jestem bardzo podstępna, skoro skłamałam w tak drobnej sprawie. W rezultacie niczego jej nie powiedziałam. W drodze do domu myślałam o tych słowach Boga: „Musicie wiedzieć, iż Bogu podobają się ci, którzy są uczciwi(Trzy przestrogi, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Poczucie winy urosło. Nie potrafiłam nawet jednego szczerego słowa powiedzieć. Jak miałam podobać się Bogu? Czułam ogromny ciężar na sercu, to było okropne. Zadałam sobie pytanie: Wiem, że Bóg nienawidzi zdradzieckich kłamców, więc czemu mi tak trudno mówić prawdę?

Gdy o tym myślałam, dotarło do mnie, że nie skłamałam tylko w jednej sprawie. Często uciekałam się do kłamstwa. Raz przywódca spytał, ilu nowych wierzących możemy podlewać w ciągu miesiąca. Ja wtedy dopiero zaczynałam, słabo rozumiałam zasady, więc nie mogłam zajmować się wieloma nowymi. Ale bałam się, że jeśli otwarcie to przyznam, przywódca uzna, że się nie nadaję. Dlatego podałam wyższą liczbę, która była wystarczająca, ale i tak się niepokoiłam. Bałam się, że wyjdzie na jaw mój brak samoświadomości albo, co gorsza, opóźni się wejście przez nowych wierzących w życie. Ale krępowałam się, żeby powiedzieć przywódcy, że podałam zawyżoną liczbę. Musiałam zacisnąć zęby i brnąć w to. Kilka dni wcześniej przywódca spytał, jak długo zajęło mi rozwiązanie problemu jednego z neofitów. Z początku nie za dobrze rozumiałam, jakim pojęciom on ulega, więc rozmawiałam z nim wiele razy. Kiedy przywódca o to zapytał, bałam się, że jeśli powiem prawdę, on pomyśli, że brak mi charakteru. Poświęciłam wiele omówień na tak drobny problem, wyszłabym na mało wydajną i nieporadną. By chronić swój wizerunek, skłamałam i powiedziałam, że wystarczyło jedno omówienie. Czułam się potem nieswojo, bałam się, że kiedyś zostanę zdemaskowana. Patrząc wstecz na swoje zachowanie, wiem, że dużo nakłamałam, żeby chronić swój wizerunek i robić dobre wrażenie. Żyłam w mroku i cierpieniu, daleko mi było do Bożego wzorca szczerości. Myślałam o braciach i siostrach dążących do tego, by być szczerymi osobami. Niektórzy spisali swoje świadectwa. A ja po tylu latach wiary wciąż tyle kłamałam, brak mi było szczerości. Gdybym tak dalej robiła, Bóg na pewno by mnie odrzucił. Szybko się pomodliłam: „Boże, wierzę w Ciebie już od lat. Ale wciąż kłamię i oszukuję, jeśli w grę wchodzą moje interesy. Ty gardzisz czymś takim. Nie chcę iść dalej tą drogą. Poprowadź mnie, bym wyzbyła się kłamliwości”.

Jeden przeczytałam podczas ćwiczeń duchowych. „W codziennym życiu ludzie mówią wiele rzeczy, które są bezsensowne, nieprawdziwe, ignoranckie, głupie i mają na celu usprawiedliwianie się. W gruncie rzeczy mówią to wszystko powodowani własną pychą, po to, by zaspokoić własną próżność. Pod postacią tych kłamliwych wypowiedzi wylewają się z nich zepsute skłonności. Skorygowanie tego zepsucia obmyje twoje serce; będziesz coraz czystszy i coraz bardziej uczciwy. W istocie wszyscy ludzie wiedzą, dlaczego kłamią: robią to ze względu na własne interesy, twarz, próżność i status. Porównując się z innymi, mierzą zbyt wysoko. W rezultacie ich kłamstwa zostają ujawnione i przejrzane przez innych ludzi, co prowadzi do utraty twarzy, charakteru i godności. Taki jest skutek zbyt wielu kłamstw. Kiedy kłamiesz zbyt często, każde słowo, które wypowiadasz, jest skażone. Wszystkie one są fałszywe i żadne z nich nie może przekazywać prawdy ani rzeczywistych faktów. Nawet jeśli kłamiąc, nie tracisz twarzy, i tak czujesz się zhańbiony w środku. Twoje sumienie będzie cię obwiniać, będziesz gardzić sobą i poniżać siebie. »Dlaczego żyję tak żałośnie? Czy naprawdę tak trudno jest chociaż raz powiedzieć coś szczerze? Czy muszę kłamać, by zachować twarz? Dlaczego życie w taki sposób jest tak wyczerpujące?«. Możesz żyć w sposób, który nie będzie wyczerpujący. Jeśli praktykujesz bycie uczciwym człowiekiem, możesz żyć lekko i swobodnie, ale kiedy wybierasz kłamstwa, aby chronić swoją twarz i próżność, twoje życie staje się bardzo męczące i bolesne, co oznacza, że jest to ból, który sam sobie zadajesz. Jaką twarz zyskujesz, kłamiąc? Jest to coś pustego, zupełnie bezwartościowego. Kiedy kłamiesz, zdradzasz własny charakter i godność. Ceną za kłamstwa jest godność i charakter ludzi; Bóg uważa ich za irytujących i nienawistnych. Czy te kłamstwa są tego warte? Absolutnie nie. Czy jest to właściwa ścieżka? Nie. Ci, którzy często kłamią, żyją w więzieniu swoich własnych szatańskich skłonności i pod panowaniem szatana, a nie w świetle, przed obliczem Boga. Często musisz się zastanawiać, jak skłamać, a potem musisz pomyśleć o tym, jak to ukryć, jeśli zaś nie ukryjesz tego wystarczająco dobrze, kłamstwo wyjdzie na jaw, musisz więc wytężać umysł, by dobrze je zatuszować. Czy nie jest to męczący sposób życia? Jest bardzo męczący. Czy warto to robić? Absolutnie nie. Jaki sens ma wytężanie umysłu, by wymyślać kłamstwa i wybiegi tylko ze względu na własną próżność i status? Na koniec, kiedy się nad tym zastanowisz, powiesz sobie: »Po co mam przez to przechodzić? Kłamstwa i wybiegi są zbyt męczące. Takie działanie na nic się nie zda. Łatwiej być uczciwym człowiekiem«. Chcesz być uczciwym człowiekiem, ale nie potrafisz zrezygnować z zachowania twarzy, z próżności i własnych interesów. Potrafisz tylko kłamać i używać kłamstw, by to wszystko chronić. (…) Może myślisz, że kłamstwa pozwolą ci ochronić twoją upragnioną reputację, status i próżność, ale to wielki błąd. Kłamstwa nie ochronią twojej próżności i godności osobistej; co gorsza, będziesz przez nie tracił szanse na praktykowanie prawdy i bycie uczciwą osobą. Nawet jeśli chwilowo ocalą twoją reputację i próżność, utracisz prawdę i zdradzisz Boga, co oznacza, że całkowicie stracisz możliwość uzyskania Bożego zbawienia i bycia udoskonalonym. To jest największa strata i wieczny żal(Jedynie będąc uczciwym można żyć jak prawdziwa istota ludzka, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga opisywały mój stan. Raz por raz kłamałam i oszukiwałam, by chronić swoją próżność i reputację. Stwarzałam pozory, ale to było wyczerpujące i unieszczęśliwiało mnie. Gdy zaczęłam podlewać nowych wierzących, Cheng Lin widziała, że moje omówienie było niezłe, i spytała, czy konsultowałam się z przywódcą. To było normalne pytanie. Mogłam po prostu odpowiedzieć „Tak”. Ale bałam się, że ona zacznie patrzeć na mnie z góry. Mając na względzie swoją reputację, skłamałam. Gdy przywódca spytał, ilu neofitów jesteśmy w stanie podlewać w ciągu miesiąca, przeszacowałam swoje możliwości. Bałam się, że przywódca uzna mnie za niekompetentną, jeśli ta liczba będzie za niska, więc ją zawyżyłam. Potem bałam się, że nie wypracuję tej liczby, stres był wyczerpujący. Tak było z podlewaniem nowych wierzących. Słabo rozumiejąc prawdę, rozwiązałam problem neofity dopiero po wielu omówieniach. Bałam się jednak, co przywódca o mnie pomyśli, więc powiedziałam, że wystarczyło jedno omówienie. Raz za razem kłamałam i oszukiwałam, by nie ucierpiała moja próżność i duma, by zyskać aprobatę wśród ludzi. Byłam taka fałszywa! Myślałam, że jeśli skłamię, to przywódca i inni nie będą wiedzieć, jaki mam naprawdę poziom umiejętności, że ochronię swój wizerunek. Ale Bóg widzi wszystko. Ludzi mogę zwieść, ale Boga nigdy. Po pewnym czasie wszyscy by mnie przejrzeli. Zobaczyliby, że jestem kimś, komu brak rzeczywistości prawdy i kto ciągle kłamie. Czułam się strasznie, gdy skłamałam. Bałam się, że kiedyś moje kłamstwo wyjdzie na jaw i ludzie się na mnie poznają. Nie tylko stracę twarz, ale inni mi już nie zaufają. Przez długi czas zamartwiałam się i dręczył mnie niepokój. To było wyczerpujące. Żyłam w mroku i bólu. Przez to, że ciągle kłamałam i oszukiwałam, nie praktykowałam prawdy i nie byłam szczera ucierpiało moje życie i straciłam resztki godności, a to wstrętne jest Bogu. Pomyślałam o tym, co powiedział Pan Jezus: „Wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie – nie. A co jest ponadto, pochodzi od złego(Mt 5:37). „Wy jesteście z waszego ojca – diabła i chcecie spełniać pożądliwości waszego ojca. On był mordercą od początku i nie został w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa(J 8:44). Bóg lubi szczerych ludzi, a kłamliwych nienawidzi. Powinnam była mówić i działać zgodnie z Bożym słowem, nazywać rzeczy po imieniu. Tak oznacza tak, a nie oznacza nie. Ale ja wciąż kłamałam, by chronić swój wizerunek. Czym różniłam się od diabła, szatana? Diabeł zawsze kłamie, nigdy nie ma nic prawdziwego do powiedzenia. Ja też sporo nakłamałam. Gdybym nie okazała skruchy, Bóg by mnie odrzucił. Łamałam sobie głowę na tym, jak kłamać i udawać, by chronić swój wizerunek i czerpać z tego natychmiastowe korzyści. W rezultacie stałam się wstrętna Bogu i ludziom, cierpiałam. To było idiotyczne.

Zastanawiałam się nad sobą i czytałam słowa Boga. „Gdy ludzie zaczynają oszukiwać, jakie przyświecają im cele? I po co to robią? Zawsze tylko po to, by zyskać status i prestiż; krótko mówiąc, chodzi o ich własną korzyść. A co leży u podstaw dążenia do jej osiągnięcia? To, że ludzie uważają, iż ich korzyść jest ważniejsza niż cokolwiek innego. Oszukują, aby samemu coś zyskać, ujawniając w ten sposób swe skłonne do nieuczciwości usposobienie. Jak należy rozwiązać ten problem? Najpierw musisz zidentyfikować te korzyści i dowiedzieć się, co dają ludziom oraz jakie są konsekwencje dążenia do nich. Jeśli nie możesz tego rozgryźć, nie będzie ci łatwo się ich wyrzec. Jeśli ludzie nie rozumieją prawdy, niczego nie jest im trudniej się wyrzec niż własnych korzyści. To dlatego, że ich dewizy życiowe brzmią: »Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego« i »Wzbogać się lub zgiń, próbując tego dokonać«. To oczywiste, że żyją tylko z myślą o własnych korzyściach. Ludzie uważają, że bez swoich korzyści – jeśli je utracą – nie będą w stanie przetrwać, tak jakby ich przetrwanie było nierozerwalnie związane z ich własnymi korzyściami, dlatego większość ludzi jest ślepa na wszystko inne. Uważają własną korzyść za ważniejszą niż cokolwiek innego, żyją tylko dla niej, a zmuszanie ich do rezygnacji z własnych interesów jest jak proszenie ich, by zrezygnowali z własnego życia(Poznanie własnego usposobienia stanowi podstawę do tego, by je zmienić, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Osoba kłamliwa może być świadoma tego, że jest przebiegła, że lubi kłamać i nie lubi mówić prawdy, i że zawsze stara się ukryć to, co robi, przed innymi ludźmi, ale mimo to będzie się tym rozkoszować, myśląc sobie: »Życie w ten sposób jest wspaniałe. Ciągle mydlę oczy innym ludziom, ale oni nie mogą zrobić mi tego samego. Jeśli chodzi o moje własne interesy, dumę, status i próżność, prawie zawsze jestem zadowolony. Wszystko idzie bezbłędnie, bezproblemowo i zgodnie z moimi planami, których nikt nie jest w stanie przejrzeć«. Czy taka osoba jest skłonna do szczerości? Nie jest. Ta osoba wierzy, że oszustwo i przebiegłość to inteligencja i mądrość, że są to rzeczy pozytywne. Cenią je i nie mogą się bez nich obejść. »Tak właśnie należy się zachowywać, jest to też wygodny sposób na życie« – myślą. »Tylko dzięki temu życie ma wartość i tylko gdy żyję w ten sposób, inni będą mi zazdrościć i mnie podziwiać. Byłoby głupotą i idiotyzmem, gdybym nie żył według szatańskich dewiz. Zawsze ponosiłem straty – byłem zastraszany, dyskryminowany i traktowany jak pachołek. Takie życie nie ma żadnej wartości. Nigdy nie będę uczciwym człowiekiem!«. Czy takie osoby porzucą swoje kłamliwe usposobienie i będą żyć uczciwie? W żadnym razie. (…) Nie mają miłości do pozytywnych rzeczy, nie tęsknią za światłem, nie kochają drogi Bożej ani prawdy. Lubią podążać za światowymi trendami, są zakochani w statusie i prestiżu, uwielbiają wyróżniać się spośród innych, są orędownikami statusu i prestiżu, czczą wielkich i sławnych, ale w rzeczywistości czczą demony i szatana. W głębi serca nie dążą do prawdy ani do pozytywnych rzeczy, lecz są zwolennikami nauki. W swoich sercach nie aprobują tych, którzy dążą do prawdy i świadczą o Bogu; aprobują i podziwiają ludzi obdarzonych szczególnymi talentami i darami. Nie kroczą ścieżką wiary w Boga i dążenia do prawdy, lecz gonią za statusem, prestiżem i władzą, starają się być nieprzeniknieni i przebiegli, usiłują się zintegrować z wyższymi warstwami społeczeństwa, aby stać się kimś dobrze znanym. Chcą być witani z uwielbieniem i przyjmowani wszędzie, gdzie tylko pójdą; chcą być idolem dla innych. Taką osobą chcą być. Jakiego rodzaju jest to droga? To droga demonów, ścieżka zła. To nie jest droga, którą podąża prawdziwy wierzący. Aby wykorzystać osobiste zaufanie ludzi, skłonić ich do tego, by ich czcili i by za nimi podążali, używają filozofii szatana, jego logiki; wykorzystają każdy jego podstęp, każdą sztuczkę, każdą sytuację. Nie jest to droga, którą powinni kroczyć ludzie wierzący w Boga; tacy ludzie nie tylko nie zostaną zbawieni, ale spotka ich kara od Boga – co do tego nie może być najmniejszej wątpliwości(Nie można zostać zbawionym przez wiarę w religię i udział w ceremoniach religijnych, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga pokazały mi, czemu jestem w stanie kłamać i oszukiwać, czemu nigdy nie śmiem się otworzyć i być szczerą osobą. To dlatego, że mam kłamliwą naturę. Mierziła mnie prawda i nie kochałam pozytywnych rzeczy. Moim priorytetem nie było to, by zyskać prawdę i przysporzyć Bogu radości. Ceniłam szatańskie filozofie takie jak „Każdy myśli tylko o sobie”, „Tak jak drzewo żyje dla swej kory, tak człowiek żyje dla swego oblicza”, oraz „Nie ma wielkich czynów bez kłamstwa”, a także przykładałam wartość do sweo wizerunku i interesów. Gdy byłam mała, miałam krewnego, który skończył tylko szkołę średnią, ale mówił, że był na studiach. Choć nie posiadał jakiejś umiejętności, przechwalał się, że studiował tę dziedzinę. Gdy tak kłamał i udawał, ludzie nim wcale nie gardzili. Wręcz przeciwnie, podziwiali go. To na mnie wpłynęło. Mimowolnie zaczęłam aprobować takie szatańskie sztuczki. Czułam, że czasem kłamstwo potrafi rozwiązać problem. Można obudzić podziw u innych, a poza tym można dostać to, czego się pragnie. Dalej się tym kierowałam, gdy zjawiłam się w domu Bożym. Jeśli coś dotyczyło mojego wizerunku lub interesów, kłamałam, oszukiwałam i udawałam. Choć miałam poczucie winy, nie śmiałam się przed nikim otworzyć, bałam się, że jeśli będę szczera, ludzie mnie przejrzą i źle będą o mnie myśleć. Wolałabym umrzeć niż zostać w taki sposób upokorzona. Wolałam żyć w mroku i nieszczęściu niż mówić prawdę, robiłam się coraz bardziej fałszywa i zakłamana. Komunistyczna Partia jest właśnie taka. Bez względu na to, ile skandalicznych i złych rzeczy robi, nie ujawnia tego, ale mami świat swoimi kłamstwami. Nakłada maskę chwały i słuszności, by zwodzić, by ogłupiać zwykłych ludzi. To podłe i złe. Czy ja nie kłamałam i nie oszukiwałam tak samo jak Komunistyczna Partia? Przypomniało mi to słowa Boga: „Jakiego rodzaju jest to droga? To droga demonów, ścieżka zła. To nie jest droga, którą podąża prawdziwy wierzący. Aby wykorzystać osobiste zaufanie ludzi, skłonić ich do tego, by ich czcili i by za nimi podążali, używają filozofii szatana, jego logiki; wykorzystają każdy jego podstęp, każdą sztuczkę, każdą sytuację. Nie jest to droga, którą powinni kroczyć ludzie wierzący w Boga; tacy ludzie nie tylko nie zostaną zbawieni, ale spotka ich kara od Boga – co do tego nie może być najmniejszej wątpliwości”. Bóg jest wierny. Bóg wymaga od nas szczerości, byśmy dostąpili Jego zbawienia. Ale szatan za pomocą różnych filozofii i błędów zwodzi i deprawuje ludzi, sprawiając, że wciąż kłamiemy i oszukujemy dla reputacji i statusu, stajemy się coraz bardziej kłamliwi i fałszywi. W końcu trafimy do piekła i zostaniemy ukarani razem z szatanem. Jasno ujrzałam podstępne i nikczemne pobudki szatana. Znienawidziłam go z głębi serca i chciałam stać się szczerą osobą.

Przeczytałam coś później w słowach Boga. „Ponieważ Bóg prosi, aby ludzie byli uczciwi, dowodzi to, że naprawdę nienawidzi ludzi zakłamanych, i że nie ma w nich upodobania. Ta niechęć Boga do ludzi zakłamanych to wstręt do ich sposobu postępowania, ich usposobienia, zamiarów i podstępnych metod: Bóg nie lubi wszystkich tych rzeczy. Jeśli ludzie zakłamani są w stanie przyjąć prawdę i rozpoznać swe oszukańcze usposobienie, oraz gotowi są przyjąć Boże zbawienie, to także i oni mają nadzieję na to, że zostaną zbawieni, ponieważ Bóg, podobnie jak prawda, traktuje wszystkich ludzi jednakowo. Jeśli więc chcemy stać się tymi, którzy zadowalają Boga, musimy przede wszystkim zmienić nasze postępowanie: nie możemy już żyć zgodnie z szatańskimi filozofiami, nie możemy już brnąć przez życie, posługując się kłamstwem i podstępem, musimy porzucić wszelkie nasze kłamstwa i stać się uczciwymi ludźmi, a w ten sposób zmieni się spojrzenie Boga na nas. Wcześniej ludzie żyjąc wśród innych zawsze polegali na kłamstwie, udawaniu i podstępie, a szatańskie filozofie były dla nich podstawą egzystencji, życia i fundamentem, na którym opierali ludzkie postępowanie. Było to coś, czym Bóg gardził. Pośród niewierzących jest tak, że jeśli wypowiadasz się szczerze, mówisz prawdę i jesteś uczciwym człowiekiem, zostaniesz oczerniony, osądzony i opuszczony. Podążasz więc za ziemskimi trendami, żyjesz według szatańskich filozofii, stajesz się coraz bardziej biegły w kłamstwie i coraz bardziej zakłamany. Uczysz się też używać podstępnych środków, aby osiągać swoje cele i chronić samego siebie. Coraz lepiej wiedzie ci się w szatańskim świecie, w rezultacie czego coraz bardziej pogrążasz się w grzechu, aż nie możesz już się z niego wyrwać. W domu Bożym jest dokładnie odwrotnie. Im więcej kłamiesz i grasz w przewrotne gry, tym bardziej Boży wybrańcy będą mieli cię dość i będą cię opuszczać, jeśli odmawiasz okazania skruchy i wciąż kurczowo trzymasz się szatańskich filozofii i takiejże logiki, jeśli wykorzystujesz podstępy i wyszukane intrygi, aby się zakamuflować i ukryć, to bardzo prawdopodobne, że zostaniesz zdemaskowany i odrzucony. Dzieje się tak dlatego, że Bóg nienawidzi ludzi zakłamanych. Tylko uczciwi mogą prosperować w domu Bożym, a zakłamani zostaną w końcu opuszczeni i wydaleni. Wszystko to jest z góry zaplanowane przez Boga(Najbardziej fundamentalna praktyka bycia uczciwą osobą, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Przyjęcie prawdy i poznanie samego siebie jest ścieżką do wzrostu twego życia i do zbawienia, jest szansą dla ciebie, by stanąć przed Bogiem, zaakceptować Jego nadzór, przyjąć Jego osąd i karcenie oraz zyskać prawdę i życie. Jeśli rezygnujesz z dążenia do prawdy na rzecz uganiania się za statusem, prestiżem i własną korzyścią, jest to równoznaczne z rezygnacją z możliwości przyjęcia Bożego sądu i karcenia oraz osiągnięcia zbawienia. Wybierasz status, prestiż i własne korzyści, lecz tym, z czego rezygnujesz, jest prawda, a tym, co tracisz, jest życie i szansa na to, by zostać zbawionym. Która z tych rzeczy jest ważniejsza? Jeśli wybierzesz własne korzyści i odrzucisz prawdę, to czy nie jesteś głupi? Mówiąc wprost, jest to wielka strata w zamian za niewielką korzyść. Prestiż, status, pieniądze i korzyści to wszystko sprawy chwilowe i ulotne, podczas gdy prawda i życie są wieczne i niezmienne. Jeśli ludzie pozbędą się swego skażonego usposobienia, które sprawia, że dążą do statusu i prestiżu, będą mieli nadzieję na osiągnięcie zbawienia. Co więcej, zyskiwana przez ludzi prawda jest wieczna; szatan ani nikt inny nie może im jej odebrać. Zrezygnowałeś z własnych korzyści, ale zdobyłeś prawdę i zbawienie; te rezultaty należą do ciebie. Zyskałeś je dla siebie. Jeśli ludzie decydują się praktykować prawdę, to mimo że utracili korzyści, zyskują Boże zbawienie i życie wieczne. Właśnie ci ludzie są najmądrzejsi. Jeśli zaś ludzie odnoszą korzyści kosztem prawdy, wówczas tracą życie i Boże zbawienie; tacy ludzie są zaiste najgłupsi(Poznanie własnego usposobienia stanowi podstawę do tego, by je zmienić, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga przypomniały mi, że tylko szczera osoba może być zbawiona i wejść do królestwa niebieskiego. Oszuści są demaskowani i odrzucani przez Boga. To, jaką ścieżkę ktoś wybierze i jakiego rodzaju osobą jest, wpływa bezpośrednio na jego ostateczne przeznaczenie. Ale ja byłam ślepa. Zamiast miłować prawdę dbałam jedynie o swój wizerunek, tak bardzo, że wciąż tylko kłamałam i udawałam. Potem nie miałam odwagi się otworzyć, nie wyrzekłam się nawet tych najbardziej najzwyklejszych kłamst. Ani trochę nie zmieniłam swojego usposobienia. Gdybym dalej tak swoją wiarę praktykowała, jak Bóg miałby mnie zbawić? Dotarło do mnie, że troska o reputację i pogoń za osobistym zyskiem nie mają wartości. Można w ten sposób zyskać podziw i poparcie wśród ludzi, a jednocześnie stać się wstrętnym Bou i stracić szansę na zbawienie. Nie warto.

Szukając drogi do bycia szczerą, trafiłam na to słowa Boga: „Należy szukać prawdy, aby rozwiązać każdy pojawiający się problem, bez względu na to, jaki on jest, i w żadnym wypadku nie należy się ukrywać ani zakładać fałszywej maski wobec innych. Twoje wady, twoje braki, twoje przewiny, twoje zepsute usposobienie – ujawniaj je wszystkie zupełnie otwarcie i rozmawiaj o nich we wspólnocie. Nie trzymaj ich w sobie. Nauka otwierania się jest pierwszym krokiem do wkroczenia w życie, a także pierwszą przeszkodą, najtrudniejszą do pokonania. Gdy już ją przezwyciężysz, wkroczenie w prawdę będzie łatwe. Co oznacza poczynienie tego kroku? Oznacza, że otwierasz swoje serce i pokazujesz wszystko, co masz, dobre i złe, pozytywne i negatywne; obnażasz się przed innymi i przed Bogiem; niczego nie ukrywasz przed Bogiem, niczego nie chowasz, niczego nie maskujesz, jesteś wolny od sztuczek i zwodzenia, i tak samo jesteś uczciwy i otwarty wobec innych ludzi. Tym sposobem żyjesz w świetle i nie tylko Bóg będzie mógł cię zlustrować, ale również inni ludzie będą mogli zobaczyć, że twoje postępowanie jest zgodne z zasadami i w znacznym stopniu przejrzyste. Nie musisz używać żadnych metod, aby chronić swoją reputację, wizerunek i status, nie potrzebujesz też ukrywać ani maskować swoich błędów. Nie musisz się angażować w te bezsensowne wysiłki. Jeśli potrafisz to wszystko odpuścić, staniesz się bardzo zrelaksowany, będziesz żył bez kajdan i cierpienia, całkowicie w świetle(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga uświadomiły mi, że aby być szczerą osobą i mówić prawdę w sytuacji, gdy coś dotyczy mojej reputacji lub moich interesów, muszę się modlić i przyjąć Boży nadzór. Bez względu na to, jakie mam wady i braki oraz jakie zepsucie przejawiam, nie mogę tego ukrywać. Pokazując swe prawdziwe oblicze i szukając prawdy, mogę stopniowo oduczyć się kłamania. Bez względu na to, jakie mam wady i braki oraz jakie zepsucie przejawiam, Bóg doskonale to widzi, więc nie mogę tego tuszować kłamstwami i udawaniem. Nawet jeśli inni na początku nie znają mnie zbyt dobrze, z to czasem zobaczą moje prawdziwe oblicze. Choć byłam odpowiedzialna za podlewanie, robiłam to od niedawna i przejawiałam wady. Gdy nie rozumiałam zbyt dobrze problemów lub pojęć nowego wierzącego lub nie byłam w stanie jasno omówić prawdy, którą słabo pojmowałam, zwrócenie się o pomoc do przywódcy było czymś normalnym, a nie upokarzającym. Musiałam otwarcie stawić czoła swoim brakom i z odwagą mówić prawdę, praktykować prawdę i być szczerą osobą. Tylko tak można posunąć się naprzód. Gdy to zrozumiałam, poczułam światło w sercu. Pomodliłam się i okazałam Bogu skruchę. Postanowiłam przestać dbać o swoją reputacje i interesy mową i czynem, postanowiłam praktykować zgodnie z Bożym słowem. Spotkałam potem siostrę Cheng Lin i powiedziałam jej o swoich problemach z kłamaniem. Poczułam się spokojna i wolna. Wiedziałam, że zależy mi na wizerunku i na tym, co ludzie o mnie myślą. Miałam tendencję, żeby chronić swoją reputację i interesy, dlatego kłamałam. Modliłam się, prosząc Boga, by czuwał nad moim sercem, bym wiedziała, kiedy kusi mnie kłamstwo, bym mogła się oprzeć pokusie oraz stać się otwartą, szczerą osobą.

Na jednym ze zgromadzeń przywódca spytał o opinię na temat problemu jednego z nowych wierzących. Byłam kłębkiem nerwów. Przywódca był obecny. Znał prawdę i zasady o wiele lepiej niż ja. Od raz będzie jasne, czy potrafią zidentyfikować problem, czy mam rację, czy się mylę, i czy doszło do uchybień. Gdybym nie wskazała sedna problemu, by go rozwiązać, co przywódca by o mnie pomyślał? Cała byłam rozstrzęsiona, myśląc o tym, nie mogłam się uspokoić i na chłodno podejść do sprawy. Wtedy przypomniały mi się słowa Boga: „Nie musisz używać żadnych metod, aby chronić swoją reputację, wizerunek i status, nie potrzebujesz też ukrywać ani maskować swoich błędów. Nie musisz się angażować w te bezsensowne wysiłki. Jeśli potrafisz to wszystko odpuścić, staniesz się bardzo zrelaksowany, będziesz żył bez kajdan i cierpienia, całkowicie w świetle(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Pomyślałam: „To prawda. Powinnam być szczera i mówić prawdę. Bez względu na to, czy widzę problem, czy się mylę, powinnam być prostolinijna zamiast udawać, maskować się i ukrywać fakty, zamiast myśleć o opinii przywódcy o mnie. Liczy się tylko praktykowanie prawdy i bycie szczerą w obliczu Boga”. Te myśli pozwoliły mi się uspokoić. Mogłam podzielić się swoją opinią. Potem przywódca omówił to, co nam umknęło. Dużo zyskałam na takiej wymianie myśli. Potem podczas podlewania, gdy napotykałam problemy, których nie rozumiałam, zwracałam się do przywódcy, który pomagał mi, rekompensując moje braki. Bardzo dużo się dzięki temu nauczyłam.

Dzięki temu doświadczeniu poczułam, jak wspaniale jest mówić prawdę, jak to nakazuje nam Bóg. Jest to wyzwalające. Wyrwałam się z życia w udręce i męczarni kłamst. Wdzięczna jestem Bogu! Gdybym nie została zdemaskowana i osądzona przez słowa Boga, nie osiągnęłabym zrozumienia i zmiany.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Jak głosiłem ewangelię ojcu

Autorstwa Mikha, Indie Zacząłem wierzyć jako dziecko i obiecałem służyć Panu całe życie. Trzy lata spędziłem w seminarium duchownym, gdzie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze