Na rozdrożach

30 marca 2022

Autorstwa Wang Xin, Korea Południowa

Kiedyś miałam szczęśliwą rodzinę, a mąż był dla mnie bardzo dobry. Otworzyliśmy nieźle prosperującą, rodzinną restaurację. Przyjaciele i krewni nas podziwiali. Dlatego nie pojmowałam, czemu stale czuję pustkę. Każdy dzień był taki sam jak poprzedni, jakby życie nie miało żadnego sensu, lecz ja nie miałam pojęcia, jak dobrze żyć. Pod koniec dwa tysiące dziesiątego roku miałam trudny poród, który zakończył się wylewem. Lekarze uznali mój stan za krytyczny. Mama z przerażeniem szeptała mi do ucha: „Módl się do Boga Wszechmogącego!”. Schwyciłam się tego koła ratunkowego i błagałam Boga Wszechmogącegoo ocalenie. Wkrótce zatamowano krwotok. Wiedziałam, że Bóg dał mi drugą szansę na życie, i dziękowałam Mu z całego serca. Odtąd codziennie czytywałam słowa Boga. Spotykałam się też z braćmi i siostrami, by omawiać różne kwestie. Dowiedziałam się, że człowieka stworzył Bóg, że wszystko, co ma, pochodzi od Boga. Trzeba wierzyć, czcić Boga i spełniać obowiązek stworzenia Bożego, by odnaleźć w życiu sens. Moim obowiązkiem było głoszenie ewangelii i każdego dnia czułam się spełniona. Moja rodzina nie przyjęła Boga Wszechmogącego, ale i nie stawała mi na drodze.

Pod koniec dwa tysiące dwunastego. Partia komunistyczna zaczęła szaleńczo prześladować i aresztować członków Kościoła Boga Wszechmogącego, rozpuszczali zmyślone plotki oczerniające nasz Kościół. Te kłamstwa były rozpowiadane w wielu stacjach radiowych i telewizyjnych. Od tego czasu mąż miał kwaśną minę i dąsał się za każdym razem, jak wracałam ze spotkania. Raz w porze obiadu poszłam po zgromadzeniu do restauracji. Miał zagniewany wyraz twarzy. Jak tylko mnie zobaczył, złapał mnie za ramię i zaciągnął do telewizora. Powiedział: „Patrz na tego twojego Boga!”. Z ekranu słychać było oszczerstwa i plotki Partii komunistycznej skierowane przeciwko Kościołowi Boga Wszechmogącego, bezpodstawne i stawiające fakty na głowie. Byłam wściekła, odwróciłam się i powiedziałam: „To stek bzdur. Kłamstwa i plotki zmyślone przez Partię. Oni nienawidzą Boga i walczą przeciw Niemu, a odkąd doszli do władzy, brutalnie prześladują wierzenia religijne. Jak możesz wierzyć w to, co mówią o Kościele? Niejedno już widzieliśmy, przez lata prowadząc firmę, przecież wiesz, na co stać ten rząd i jaka jest ta Partia. Partia komunistyczna fabrykuje fałszywe, niesprawiedliwe sprawy, raporty. Nie wspominam nawet o Rewolucji Kulturalnej, ale i w ostatnich latach był incydent na placu Niebiańskiego Spokoju i brutalne tłumienie protestów Tybetańczyków. Zawsze zaczynają od kłamstw, przeinaczają prawdę, by oczernić jakąś grupę i wywołać oburzenie, a potem brutalnie ją rozgramiają. Tak samo jest z Kościołem Boga Wszechmogącego. Partia zawsze tak robi, by tłumić sprzeciw. Poza tym byłeś świadkiem spotkań braci i sióstr, które odbywały się w naszym domu. Wiesz, że my tylko spotykamy się, czytamy słowa Boga, omawiamy prawdę i śpiewamy. Czy cokolwiek jest takie, jak mówi Partia?”. Zbyt mocno przesiąknęli kłamstwami Partii komunistycznej, więc na moje słowa byli głusi. Ciskali na mnie gromy i mówili, że lepiej wieść spokojne życie niż upierać się na wiarę, a jeśli rząd zabrania wierzyć, to trzeba po prostu zrezygnować. Mąż powiedział, że jeśli nie przestanę chodzić na zgromadzenia, rozwali mi skuter, żebym nie miała jak dojechać. Chciał mnie zamknąć w domu jak w klatce.

Na początku nie było tak źle. Myślałam, że po prostu w tym momencie dali się zwieść kłamstwom, że złościli się na mnie z troski, a za parę dni wszystko wróci do normy. Ale to nie było takie proste. W Internecie i telewizji powtarzano coraz więcej kłamstw, osaczając i oczerniając Kościół Boga Wszechmogącego. Donoszono też o wielu aresztowaniach wiernych. Słysząc to, rodzina tym bardziej chciała mnie powstrzymać. Mąż tak chciał, bym zrezygnowała z wiary, że podarł księgę ze słowem Boga. Połamał też empetrójkę, na której słuchałam hymnów, i powtarzał kłamstwa Partii komunistycznej naszym sąsiadom, żeby nie mogła przekazać im ewangelii. Uwierzyli w nie i traktowali mnie jak trędowatą. Mój mąż zachowywał się szokująco. Zawsze był dla mnie taki dobry – jak mógł tak drastycznie się zmienić? Jak po latach małżeństwa mógł być tak wyzuty z szacunku i zrozumienia? Czas płynął, a on mi nie odpuszczał i cokolwiek w domu szło nie tak, za każdy drobiazg obwiniał moją wiarę. Za przestój w interesach też winił moją wiarę i nie wpuszczał mnie do restauracji, bo niby przynosiłam pecha. Jego rodzice zawsze krzywo na mnie patrzyli, strofowali mnie i w złości rzucali przedmiotami. Nie pozwalali mi wychodzić, a jak tylko wyściubiłam nos za drzwi, od razu dzwonili, pytając, gdzie jestem i z kim. W tamtym czasie stale mnie obserwowali. Nie mogłam czytać słów Boga, kontaktować się ze wspólnotą. Odebrali mi wszelką wolność osobistą. To było bardzo męczące i zastanawiałam się, dlaczego tak trudno jest wierzyć, dlaczego to taka walka i kiedy to wszystko się wreszcie skończy. Czasami myślałam sobie, że mogę na jakiś czas przestać chodzić na spotkania i pełnić obowiązki, ale czułam, że nie taka jest wola Boża. Cierpiałam, więc w modlitwie prosiłam o przewodnictwo. Przyszedł mi do głowy fragment słów Boga: „Dziś większość ludzi nie ma tej wiedzy. Wierzą, że cierpienie nie niesie żadnej wartości, świat ich odrzuca, przeżywają trudności w życiu rodzinnym, nie są umiłowani przez Boga, a ich perspektywy wyglądają ponuro. Cierpienie niektórych ludzi staje się tak wielkie, że ich myśli zwracają się ku śmierci. To nie jest prawdziwe umiłowanie Boga; tacy ludzie są tchórzami, brakuje im wytrwałości, są słabi i bezsilni! (…) W dniach ostatecznych musicie dawać świadectwo o Bogu. Bez względu na to, jak wielkie jest wasze cierpienie, powinniście iść do samego końca; nawet wydając ostatnie tchnienie nadal musicie być wierni Bogu i zdać się na Jego łaskę; tylko to jest prawdziwym umiłowaniem Boga, tylko to jest mocnym i donośnym świadectwem” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Chwila rozważań na ten temat bardzo mnie poruszyła. Pojęłam, że wolą Boga nie było, bym cierpiała, lecz by, wśród trudu i ucisku, udoskonaliła się moja wiara, bym miała szansę nieść świadectwo o Bogu. Nie mogłam ulec szatanowi, bo bałam się cierpienia. Musiałam pokładać wiarę w Bogu i kroczyć dalej tą ścieżką bez względu na trud. Nieść mocne, donośne świadectwo.

Gdy tego dnia wróciłam ze zgromadzenia, naprawdę się na mnie rzucił z krzykiem: „Jak śmiesz głosić ewangelię gościom restauracji? Każdy gada o tym, że jesteś wierząca. Jakim prawem tak mnie upokarzasz? Słyszałaś, co mówią w telewizji. Jak nie przestaniesz, trafisz do aresztu!”. Widziałam, że się nakręca, więc nic nie powiedziałam, tylko poszłam do swojego pokoju. To, co tam zobaczyłam, to był szok. Podarł moją księgę słów Boga na strzępy. Wszędzie na podłodze walały się kawałki papieru. Wtedy przyszedł mój teść i od progu powiedział: „Chcieliśmy, żeby syn się ożenił i miał dobre życie. Jak Cię aresztują za wiarę, ta rodzina będzie skończona. Albo dasz sobie z nią spokój, albo rozwód”. Potem zaczął wygłaszać bluźnierstwa. Widząc gniew wykrzywiający mu twarz, nie zdołałam się opanować i sama odkrzyknęłam w złości: „Tato! Odkąd wyszłam za mąż, traktowałam waszą rodzinę z szacunkiem. Nie złościłam się, nie kłóciłam z wami. Jeśli zaniedbałam obowiązki rodzinne, to masz prawo mnie zganić, ale nie ma nic złego w tym, że wierzę, i nie wolno Ci stawać mi na drodze ani bluźnić”. Zanim skończyłam mówić, skrzywił się i krzyknął: „A czemu nie mogę mówić, co myślę o twoim Bogu? Ja cię ustawię, moja w tym głowa”. Zaczął mnie szarpać za bluzkę i próbował zawlec na posterunek policji, ale mu się wyrwałam. Widząc moją determinację i nieugiętość, wyszedł, głośno sapiąc. Usłyszałam głuchy łomot. Odwróciłam się i zobaczyłam, jak mąż na mnie naciera. Dostałam otwartą dłonią w twarz, aż poleciałam na ziemię. Zamroczyło mnie, dzwoniło mi w uszach, a twarz paliła bólem. Miałam pustkę w głowie. Tak bardzo mnie to zszokowało. Byliśmy razem od niemal dziesięciu lat i nawet się nie kłóciliśmy. Ale tego dnia uderzył mnie za wiarę. Spojrzałam na niego, czułam, że jest mi obcy. Jakby postradał zmysły, szarpnął mnie z podłogi i przygwoździł do ściany, cedząc przez zęby: „Załatwimy to dzisiaj, wierz mi. Albo rezygnujesz z wiary, albo od razu bierzemy rozwód. Wybieraj, twój Bóg albo ja! Wolisz swoją wiarę czy tę rodzinę?!”. Gdy to mówił, maniacko uderzał mną o ścianę. Widząc, że ta dobrze znana mi twarz, stała się demoniczna, odpowiedziałam spokojnie: „Wybieram wiarę”. W szale rzucił mnie na łózko i zacisnął szczelnie dłonie na mojej szyi. Nie mogłam oddychać, wyrywałam się, ale był za silny. Nie byłam w stanie go pokonać. Walczyłam o oddech i coraz bardziej się bałam. Pomyślałam, że pewnie umrę tej nocy. Wtedy nagle obudził się mój trzyletni syn. Wstał i zaczął wołać: „Mamo! Mamo!”. Zobaczył, że mąż mnie dusi i zaczął go bić i odpychać, a potem desperacko chował się w moich ramionach. Na ten widok mój mąż odpuścił i syknął: „Gdyby nie nasz syn, to bym cię dzisiaj zabił”.

Wyszedł, a ja myślałam o tym, co się stało. To było jak kubeł zimnej wody. Moja wiara szkodziła jego osobistym interesom, więc nie wahał się podnieść na mnie ręki i chciał zadusić. Szok! Czy to nie demoniczne? Im mocniej bił, tym wyraźniej widziałam, jaką jest osobą, i tym bardziej chciałam do samego końca iść za Bogiem. Teściowa przyszła do mnie następnego dnia i, jak tylko weszła, rzuciła: „Możesz po prostu przestać wierzyć? Wiem, że dobrze jest mieć wiarę, ale to oznacza, że Partia cię aresztuje i zrobi ci straszne rzeczy. Co ty na to?”. Powiedziałam jej: „Mamo, wiesz, jak trudny miałam poród, lekarze stwierdzili stan krytyczny. Mnie i mojego syna ocalił Bóg Wszechmogący. Jak sądzisz, czemu trwam w wierze mimo groźby aresztowania? Bo Bóg Wszechmogący to jedyny prawdziwy Bóg, Stwórca wszechrzeczy i Zbawiciel, który powrócił, by zbawić ludzkość. Dochodzi do coraz gorszych katastrof i tylko Bóg może zbawić ludzi. Kroczę wraz z Nim, a aresztowanie i cierpienie będzie tylko tymczasowe. To lepsze niż pójść do piekła wraz z szatanem”. Odpowiedziała: „Rozumiem, co mówisz, ale jako kobieta musisz zadbać o swoje dziecko i wziąć pod uwagę męża. Twój syn jest malutki. Dasz radę tak po prostu rzucić go w kąt?”. Słysząc to, chciało mi się płakać, ale łzy nie przyszły. Pomyślałam: „Czy to ja go odrzucam? To Partia komunistyczna aresztuje i prześladuje wierzących. To twój syn wierzy w ich kłamstwa i nalega na rozwód, rozbijając rodzinę. Jak możesz winić za to moją wiarę?”. Ale patrząc na jej białe włosy i zbolały wyraz twarzy i wyobrażając sobie, jak zabierają mojemu synowi matkę w tak młodym wieku, czułam się… coraz bardziej nieszczęśliwa. Zaczęłam słabnąć. W ciszy poprosiłam Boga, by wskazał mi drogę. Przyszedł mi do głowy fragment jego słów: „Na każdym etapie dzieła, jakiego Bóg dokonuje w ludziach, patrząc z zewnątrz wydaje się, że polega ono na interakcjach między ludźmi, jakby powstało dzięki człowieczym ustaleniom lub było wynikiem ludzkiej ingerencji. Jednakże za kulisami każdy etap dzieła i wszystko, co się dzieje, jest zakładem szatana z Bogiem i wymaga, aby ludzie trwali mocno przy świadectwie o Bogu. Jako przykład weźmy próbę, której poddany został Hiob: za kulisami szatan zakładał się z Bogiem, a to, co przydarzyło się Hiobowi, było czynem i ingerencją człowieka. Za każdym krokiem dzieła, które Bóg w was podejmuje, kryje się zakład szatana z Bogiem – za wszystkim kryje się toczona walka. (…) Kiedy Bóg i szatan walczą w sferze duchowej, jak należy zadowalać Boga i jak należy trwać mocno w świadectwie na Jego rzecz? Powinieneś wiedzieć, że wszystko, co ci się przydarza, jest wielką próbą i czasem, w którym Bóg potrzebuje, abyś dawał świadectwo” („Tylko umiłowanie Boga jest prawdziwą wiarą w Niego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Myślałam o słowach Boga i pojęłam, że z pozoru wszystko wskazywało na to, że to ludzie wchodzili mi w drogę, ale tak naprawdę stały za tym sztuczki szatana. Szatan wykorzystywał moją rodzinę, by mi przeszkadzać, a moje uczucia do syna i członków rodziny, by mnie zastraszać, żebym zdradziła Boga i straciła szansę na zbawienie. Nie mogłam nabrać się na sztuczki szatana. Musiałam wierzyć w Boga, nieść świadectwo i upokorzyć szatana. Powiedziałam więc teściowej: „Człowieka stworzył Bóg, więc powinniśmy w Niego wierzyć i Go czcić. Poza tym życie dał mi Bóg, i bez względu na wszystko, będę za Nim do końca. Nie trać sił na przekonywanie mnie, bym zmieniła zdanie”. Pokręciła głową, odwróciła się i wyszła.

Tej nocy mąż dowiedział się, że nadal czytam słowa Boga i naprawdę się wściekł. Powiedział: „Nadal masz czelność to robić? Nie wiesz, że przez to skończysz w więzieniu? Nie obchodzi cię, czy umrzesz czy nie? Jeśli nie, twoja rzecz, ale nie mieszaj w to mnie i naszego syna. Gdybym wiedział, że zrobisz się taka wierząca, nigdy bym się z tobą nie ożenił!”. I wypchnął mnie za drzwi, rzucając z nienawiścią: „Jak nie skończysz z tym Bogiem, to nie pokazuj się więcej w moim domu!”. Trzasnął drzwiami i zamknął je na klucz. Widząc, że mój mąż jest bez serca, i słysząc, że syn mnie woła zrozpaczony, czułam, że pęknie mi serce. Było późno, po drugiej w nocy, a ja nie miałam pieniędzy. Zastanawiałam się, czy tym razem naprawdę opuszczam dom i syna na dobre. Nie wiedziałam co robić i na tę myśl poczułam się bardzo osamotniona. Miałam przy sobie telefon, więc zadzwoniłam do mamy. Jak tylko usłyszałam jej głos, łzy ciurkiem poleciały mi po policzkach, wezbrały we mnie te wszystkie żale i ból, które dławiłam w sobie od dawna. Skrywając własne łzy, odpowiedziała: „Spokojnie, skarbie, nie powiódłby cię tak daleko, by cię porzucić. Po prostu uwierz w Niego i polegaj na Nim”. Dzięki pocieszającym słowom mamy, które zachęcały mnie do wiary w Boga i zaufania Mu, poczułam, że wiara powraca. Następnego dnia głodna i zziębnięta, włóczyłam się bez celu po ulicach, aż natknęłam się na jedną z sióstr. Zaprosiła mnie do siebie i przeczytała mi kilka fragmentów słów Boga, żeby pomóc mi pojąć, przez co przechodzę. Bóg Wszechmogący mówi: „W społeczeństwie tak mrocznym jak to, w którym demony są bezlitosne i okrutne, jakże król diabłów, który zabija ludzi w mgnieniu oka, mógłby tolerować istnienie Boga, który jest wspaniały, życzliwy, a także święty? Jak mógłby oklaskiwać i przyjmować wiwatami przybycie Boga? Ci przeklęci pachołkowie! Za życzliwość odpłacają nienawiścią, już od dawna gardzą Bogiem i obrzucają Go obelgami, są skrajnie okrutni, nie mają najmniejszego szacunku dla Boga, grabią i łupią, zatracili resztki sumienia i postępują zupełnie wbrew sumieniu, niewinnego zaś kuszą, aż zupełnie straci rozum. Przodkowie starożytnych? Umiłowani przywódcy? Wszyscy oni sprzeciwiają się Bogu! Ich ingerencje sprawiły, że cała kraina pod niebem pogrążyła się w ciemności i chaosie! Wolność religijna? Uzasadnione prawa i interesy obywateli? Wszystko to sztuczki mające ukryć grzech! (…) Czemu stawiać przed Bożym dziełem taką nieprzebytą przeszkodę? Po cóż stosować różne sztuczki, aby zwodzić lud Boży? Gdzie jest prawdziwa wolność oraz uzasadnione prawa i interesy? Gdzie uczciwość? Gdzie pociecha? Gdzie serdeczność? Czemu używać zwodniczych intryg, by oszukać lud Boży? Czemu używać siły, by zatuszować przyjście Boga? Dlaczego nie pozwolić Bogu, by swobodnie przemierzał ziemię, którą stworzył? Dlaczego prześladować Boga, że aż nie będzie miał miejsca, gdzie by mógł głowę złożyć?” („Dzieło i wejście (8)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Bóg obudzi tych ludzi, obarczonych wielkim cierpieniem, wyrwie ich ze snu oraz sprawi, że ockną się, wyjdą z mgły i odrzucą wielkiego, czerwonego smoka. Obudzą się ze swojego snu, zrozumieją istotę wielkiego czerwonego smoka, staną się zdolni do tego, by oddać całe serce Bogu, powstaną z ucisku mocy ciemności, staną na wschodzie świata i będą dowodem Bożego zwycięstwa. Tylko w ten sposób Bóg pozyska chwałę” („Dzieło i wejście (6)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże pomogły mi pojąć, że Bóg stał się ciałem i przybył na ziemię w dniach ostatecznych, by dokonać dzieła i wyrazić prawdę, by oczyścić i zbawić ludzi. Partia komunistyczna boi się, że każdy przyjmie prawdę, podąży za Bogiem i otrzyma od Niego zbawienie, a wiec uwolni się spod krzywdzącej kontroli Partii. Dlatego szaleńczo prowadzą aresztowania i represje wierzących, fabrykując przeróżne kłamstwa, by potępić i oczernić Kościół Boga Wszechmogącego, oszukać i podburzyć ludzi, żeby wyparli się Boga i stawili Mu opór wraz z nimi. To obrzydliwe! Rodzina tak mnie traktowała tylko dlatego, że dali się oszukać Partii komunistycznej. Partia tymi wszystkimi kłamstwami mydli ludziom oczy, żeby wszyscy pomagali im walczyć przeciw Bogu i skarani skończyli w piekle. To fortel szatana. Wtedy stało się dla mnie jasne, że Partia to zbiorowisko demonów, które walczą przeciw Bogu, i krzywdzą ludzi, połykając ich w całości. Nie mogłam nabrać się na ich sztuczki i co by mi rodzina nie zrobiła, nie mogłam zdradzić Boga. Musiałam podążać za Nim i spełniać swój obowiązek.

Zadzwonił do kilku znajomych i krewnych z mojego miasta, a potem oni do mnie i wypytywali mnie jeden po drugim. Mój brat powiedział: „W tak młodym wieku możesz robić, co chcesz. Musisz akurat wierzyć w Boga? Jesteś gospodynią domową, masz obowiązek rodzić dzieci i zajmować się rodziną. Po co zawracać sobie głowę wiarą w Boga? Partia cię za to aresztuje i wsadzi do więzienia. Jesteśmy zwykłymi ludźmi – jak mamy z nią walczyć?”. Ciotka wzięła telefon i powiedziała: „Czyś ty postradała rozum? Tak dobrego domu nie można rozbijać wiarą. Nie zależy ci na rodzinie? Jesteś okropnie zatwardziała!”. Inna ciotka krzyczała: „Masz męża od całkiem niedawna, a twój syn jest taki mały. Jak trafisz do więzienia, to co z nim będzie? Posłuchaj mojej rady – to dla twojego dobra”. A potem starszy brat przejął telefon i dodał: „Jak nie zrezygnujesz, czeka cię rozwód i nawet nie myśl o tym, żeby wracać do domu. Odetniemy się od ciebie!”. Nawet moja osiemdziesięcioletnia babcia płakała do słuchawki: „Nie rób tego. Co jeśli cię aresztują? Posłuchaj mnie. Chcemy dla ciebie dobrze”. Gdy się rozłączyłam, czułam się okropnie. Tyle chciałam im powiedzieć. Twierdzicie, że to dla mojego dobra, ale czy aby na pewno? Gdyby nie ocalił mnie Bóg Wszechmogący, dawno bym umarła, więc czy w ogóle bym tu jeszcze była? Kto tak naprawdę rozbija ten dobry dom? Kto niszczy tę rodzinę? To Partia komunistyczna, nie ja. To Partia komunistyczna aresztuje i prześladuje wierzących, a zamiast jej nienawidzić, stają po jej stronie, gnębią mnie i chcą, bym zdradziła Boga, grożąc nawet, że się mnie wyprą. Dlaczego nie odróżniają dobra od zła? Czy naprawdę chcą dla mnie dobrze? Co to w ogóle za rodzina? Życie dał mi Bóg, więc czym zawiniłam, spełniając swój obowiązek i odpłacając Mu za miłość? Co jest złego w wierze i podążaniu w życiu właściwą ścieżką? Przez kilka dni krewni ciągle dzwonili i mnie pouczali. Naprawdę cierpiałam, więc modliłam się i błagałam Boga, by pilnował mojego serca. Mimo wszystko chodziłam na spotkania i spełniałam obowiązek.

Mąż dał mi papiery rozwodowe, które sam przygotował, i powiedział: „Skoro nadal wierzysz, rozwiedźmy się. Gdy się rozejdziemy, nie będziesz widywać syna. Jeśli przestaniesz wierzyć w Boga Wszechmogącego, udam, że nic się nie stało”. Spojrzałam na te papiery rozwodowe. Nie dostałabym nic z naszego majątku, zero udziałów w firmie, a on przejąłby opiekę nad naszym synem. Musiałabym odejść z pustymi rękami. Ale gdybym nie przystała na rozwód, doniósłby policji, że ja i moja mama wierzymy w Boga Wszechmogącego. Wiedziałam, że planował to od dawna, po cichu przenosząc na innych naszą własność, żebyśmy w trakcie rozwodu nie mieli wspólnego majątku. Patrząc na te papiery rozwodowe, po raz kolejny dopadł mnie kryzys. Jeśli je podpiszę, to będzie oznaczało, że muszę odejść z domu i nie zobaczę już syna. Był taki malutki – nie mogłam znieść rozłąki z nim. To była udręka. Desperacko wołałam do Boga, by poprowadził mnie, żebym okazała siłę. Pomyślałam o tym fragmencie słów Bożych: „To zupełnie normalne, że gdy ludzie przechodzą próby, są słabi, odczuwają w swym wnętrzu negatywne emocje, albo nie mają jasności co do woli Bożej lub swej ścieżki praktyki. Jednakże bez względu na wszystko musisz mieć wiarę w Boże dzieło i nie zaprzeć się Boga, dokładnie tak jak Hiob. (…) Zgodnie z twoim doświadczeniem, niezależnie od tego, jakiemu oczyszczeniu poddawany jesteś za pośrednictwem słów Bożych, tym, czego Bóg wymaga od rodzaju ludzkiego jest, krótko mówiąc, to, by ludzkość w Niego wierzyła i Go kochała. Rzeczami, które On udoskonala, działając w ten sposób, są zaś wiara i miłość ludzi oraz ludzkie dążenia” („Ci, którzy mają zostać udoskonaleni, muszą przejść oczyszczenie” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Musisz cierpieć trudy dla prawdy, musisz się oddać prawdzie, musisz znosić upokorzenie dla prawdy, a żeby posiąść więcej prawdy, musisz doświadczyć więcej cierpienia. To właśnie powinieneś czynić. Nie wolno ci rezygnować z prawdy na rzecz spokojnego życia rodzinnego i nie wolno ci utracić życiowej godności i rzetelności dla chwilowej przyjemności. Powinieneś dążyć do wszystkiego, co jest piękne i dobre, i powinieneś iść w życiu ścieżką, która ma większe znaczenie” („Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Te słowa Boga pocieszyły mnie i zachęciły oraz wskazały mi ścieżkę praktyki. Uświadomiłam sobie, że Bóg pozwala na to, by mąż groził mi rozwodem. Pomyślałam o próbach Hioba. Odebrano mu wszystko, co miał, i wszystkie jego dzieci zmarły jednej nocy. Siedział na kupce popiołu pokryty czyrakami. Nawet żona go odtrąciła, a przyjaciele szydzili z niego i osądzali go. Ale mimo całego tego cierpienia, nadal chwalił Boga, mówiąc: „Jahwe dał, i Jahwe zabrał; błogosławione niech będzie imię Jahwe” (Hi 1:21). To prawdziwa wiara. A ja przysięgałam, stanowczo zapewniając Boga, że bez względu na wszystko, będę przy Nim do końca. Ale gdy mąż groził mi rozwodem, popadłam w zniechęcenie i ogarnęła mnie słabość. To nie była prawdziwa wiara w Boga. Pomyślałam też o tym, że odkąd mąż usłyszał kłamstwa Partii, nie tylko podarł moją księgę ze słowami Boga, ale też zastosował przemoc wobec mnie i prawie mnie zabił. Z obawy, że zostanie uwikłany w sprawę przez moją wiarę, nie tylko chciał rozwodu, ale też zostawiał mnie bez grosza przy duszy i odcinał od syna. A gdybym się nie zgodziła, to by na mnie doniósł. Co z niego za mąż? Czy nie jest jak demon? Przypomniało mi się, co mówił Bóg: „Wierzący i niewierzący nie są ze sobą zgodni, lecz raczej przeciwstawiają się sobie nawzajem” („Bóg i człowiek wejdą razem do odpoczynku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Rozumiałam, że mąż groził mi rozwodem, bo słuchał Partii komunistycznej i nienawidził Boga. Choć byliśmy małżeństwem, on, wbrew Bogu, podążał za Partią prosto do piekła. Ja, swoją ścieżką, kroczyłam za Bogiem, by zyskać prawdę i życie wieczne. Wierzący i niewierzący chadzają innymi drogami. Nie mogłam pozwolić, by dalej mnie ograniczał. Im bardziej mnie gnębił, tym wytrwalej podążałam za Bogiem, niosłam świadectwo i zawstydzałam szatana. Zgodziłam się więc na rozwód.

Do dnia sfinalizowania rozwodu w Wydziale Spraw Cywilnych, nie opuszczał mnie niepokój w związku z tym, że po fakcie zostanę z niczym. Jak miałam sobie potem radzić? Bardzo trudno było się z tym pogodzić, zważywszy na to, że całymi latami ciężko pracowałam zarówno na dom, jak i w firmie, a teraz to wszystko miało pójść na marne. Pomyślałam o słowach Bożych: „Czy potrafisz przez wzgląd na Mnie powstrzymać się od rozważania, planowania i przygotowywania swojej przyszłej drogi przetrwania?” („Bardzo poważny problem: zdrada (2)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). To pytanie zadane przez Boga zawstydziło mnie. Mówi się, że trud poddaje szczerość próbie, a ja, gdy tylko napotkałam jakieś trudności, od razu myślałam o własnych interesach. Czy to była prawdziwa wiara w Boga? Byłam w rękach Boga, więc stanowczo chciałam Mu się oddać w całości i przestać martwić o wyjście z sytuacji. Chciałam poddać się Jego planom. Gdy podpisaliśmy wszystkie papiery, zapytałam męża, dlaczego tak bardzo chciał wziąć rozwód. Odpowiedział: „Kuzyn mi powiedział, że rząd wydał tajne dokumenty uznające wyznawców Boga Wszechmogącego za poszukiwanych przestępców, a członek Partii, którego krewny wierzy, zostanie natychmiast z niej wyrzucony, urzędnik zostanie zwolniony, a jego dziecko nie dostanie się na studia, emerytury rodziców zostaną im odebrane, a mienie rodzinne skonfiskowane. Do tej pory sankcje dotykały rodzinę przestępcy do dziewiątego pokolenia, a teraz już wszystkich krewnych wyznawców Boga Wszechmogącego. Dlatego muszę się od ciebie odciąć, żeby chronić innych. W przeciwnym razie mojego starszego brata wyrzucą z Partii”. Bardzo mnie zezłościły jego słowa. Bóg przybył, by zbawić ludzi, a to coś wspaniałego i błogosławieństwo dla całej ludzkości. Ale Partia komunistyczna żarliwie walczy z Bogiem i nienawidzi Go. Sięga po każdą najpodlejszą sztuczkę, żeby zaburzać i niszczyć Jego dzieło, i nie cofnie się przed niczym. To zgraja morderczych, zimnokrwistych demonów! Zobaczyłam prawdziwą twarz wielkiego, czerwonego smok. Już mnie nie ogłupiała. Postanowiłam spełnić swój obowiązek, by odpłacić się za Bożą miłość i zawstydzić szatana. Później opuściłam swój dom i wypełniałam obowiązek głoszenia ewangelii. Bogu niech będą dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze