Czego się nauczyłem, kiedy zostałem zwolniony

23 października 2022

Autorstwa Xiaowen, Hiszpania

W 2018 roku odpowiadałem za nagrania wideo. Czasem napływało jednocześnie kilka zleceń i trzeba było przydzielić je właściwym osobom do produkcji. Zawsze szybko zastanawiałem się, jak rozdzielić zadania, ale gdy mówiłem braciom i siostrom o swoich planach przydziału prac, zawsze wprowadzali poprawki do mojego planu. Czasem wskazywali, gdzie czegoś nie przemyślałem, a ja czułam się niezręcznie, gdy mieli zbyt wiele sugestii. Przez to, jak wytykali mi moje błędy, zawsze czułem, że nie mam zbyt wielkich zdolności do tej pracy. Zastanawiałem się, co inni o mnie myślą jako o przywódcy grupy. Jeden z moich partnerów miał ponadprzeciętne zdolności. Inny miał duże doświadczenie zawodowe i długo wierzył w Boga. Obaj traktowali problemy bardzo wszechstronnie. Zawsze myślałem, „Nawet jeśli dostrzegę problemy i będę miał dobre pomysły czy sugestie, gdy przyjdzie czas, by wprowadzić je w życie, wszyscy pomyślą, że to wynik wspólnych dyskusji naszej trójki, i mój wkład nie będzie oczywisty. Z czasem bracia i siostry mogą uznać, że poza zrobieniem kilku filmów, jako przywódca nie wnoszę wiele do wspólnej pracy grupy”. Im dłużej o tym rozmyślałem, tym gorzej się czułem i zacząłem myśleć, „Gdybym mógł pracować trochę więcej i trochę lepiej robić to, czym nie mogą zająć się moi partnerzy, To czy mój wkład nie będzie bardziej oczywisty?”. Wiedziałem, że moje profesjonalne zdolności w grupie były całkiem dobre, a bracia i siostry twierdzili, że mam dobre wejście w życie, więc jeśli poświęcę więcej czasu na rozwiązywanie stanów moich braci i sióstr, i będę bardziej dzielił się swoją profesjonalną wiedzą, wtedy bracia i siostry będą mnie podziwiać. Więc niezależnie od tego, czy tego potrzebowali, albo czy mieli problemy, zawsze pytałem o ich stan i omawiałem go z nimi. Często wyszukiwałem informacji technicznych i podsumowywałem umiejętności zawodowe, by się nimi podzielić. Nawet jeśli to opóźniało moją produkcję wideo, nalegałem, byśmy to robili. Czułem, że warto zapłacić teką cenę.

Ponieważ moje intencje były złe, nie mogłem właściwie wykonywać zadań. Efektywność mojej pracy znacznie spadła i zawsze były problemy. Raz zrobiłem podstawowy błąd, którego nie popełniłby nawet nowicjusz, i było mi strasznie wstyd. Pomyślałem, „To śmieszne, że będąc przywódcą grupy, popełniłem taki podstawowy błąd. Jeśli nie czegoś zrobię, żeby naprawić swój wizerunek, jak mam dalej być przywódcą grupy?”. Potem, chcąc uniknąć pogardy, kiedy otrzymywałem zadanie, pospiesznie przydzielałem je braciom i siostrom, a sam zakopywałem się w swojej pracy. Nie pytałem o postępy prac w grupie, co wiele razy doprowadzało do tego, że opóźniłem przydzielanie zadań, bo nie kontrolowałem pracy grupy. Wtedy byłem bardzo otępiały. Kiedy to się działo, nawet nie myślałem, by zastanowić się nad sobą. Później, w związku z wymogami pracy, moi partnerzy i ja szkoliliśmy wielu nowych członków grupy. Myślałem, że siostra Li, którą szkoliłem, ma silniejsze podstawy od innych i że jeśli szybko ją kultywuję, mógłbym udowodnić, że mam zdolności to kultywowania ludzi. Jednak po pewnym czasie kontaktu z siostrą odkryłem, że ma przeciętny charakter i robi dość wolne postępy. Potem już nie szkoliłem jej tak pieczołowicie. Kiedy zadawała pytania, odpowiadałem byle jak. Czasem, kiedy nie rozumiała odpowiedzi, tłumaczenie jej tego wydawało mi się zbyt kłopotliwe. Po pewnym czasie ona nie poczyniła postępów, a zadania przy produkcji stały się trudniejsze. Później mój partnerka zaproponowała, że będzie szkolić siostrę Li ze mną, a ja pomyślałem, „Atakujesz mój wizerunek. Jestem przywódcą grupy. Myślisz, że potrzebuję twojej pomocy przy kultywacji siostry Li? Przez to wyjdę na kompletnie nieudolnego, czyż nie?”. Jednak wiedziałem, że moje szkolenie jest nieefektywne, więc nie mogłem jej odmówić. Mogłem się tylko niechętnie zgodzić. By ratować wizerunek chciałem znaleźć inne okazje, by się wykazać. Raz, inna grupa miała pewne zawodowe trudności i poprosiła mnie o pomoc. Pomyślałam, „Trudno trafić na taką okazję. Jeśli zdołam rozwiązać ten problem, bracia i siostry z pewnością będą mnie podziwiać, a moja dobra reputacja rozniesie się po innych grupach”. Ale kiedy dobrze przyjrzałam się sytuacji, okazało się, że rozwiązanie problemu wymagać będzie mnóstwo czasu i wysiłku. W tamtym czasie we własnej pracy miałem wiele problemów wymagających pilnego rozwiązania, a sprawy innych grup wcale nie były takie pilne. Pomyślałem, że ich problemy mogę odłożyć na bok. Jednak uznałem, że to świetna okazja, bym naprawił swój wizerunek, więc nie mogłem jej zmarnować. Poza tym pracą w naszych grupach mogli się zająć moi partnerzy. Tym razem mogli sobie poradzić beze mnie. Myśląc o tym, z pełnym zaufaniem poszedłem za ciosem.

Cały czas myślałem, co zrobić, żeby inni mnie podziwiali, więc wcale nie dbałem o pracę grupy, przez co produkcja wideo posuwała się bardzo wolno. Także dlatego, że bezmyślnie rozdzielałem obowiązki, a w pracy pojawiły się zaległości i efektywność ostro spadła. Jako jeden z przełożonych nie wiedziałem, jak rozwiązywać takie problemy, a mój stan wciąż się pogarszał. Choć pracowałem całymi dniami, nie osiągałem dobrych wyników. Mój przywódca, gdy się o tym dowiedział, rozprawił się ze mną mówiąc, że dążę do sławy i statusu i nie rozwiązuję specyficznych problemów w naszej pracy. Po tym, choć poczyniłem pozorne zmiany, nigdy szczerze nie próbowałem poznać siebie, i kiedy coś się działo, zawsze starałem się najpierw chronić własne reputację i status. Później siostra Li została przeniesiona, bo nie potrafiła samodzielnie produkować filmów. Zanim odeszła, w podsumowaniu pracy spisała swoje myśli i wspomniała, że kiedy uczyłem ją umiejętności zawodowych, miała wiele trudności, których nie mogła pokonać, i że jej umiejętności poprawiły się dopiero wtedy, kiedy zaczęła ją uczyć siostra Liu. Kiedy to przeczytałem, rozzłościłem się. Pomyślałem, „Co pomyślą moi partnerzy i przywódca, kiedy to usłyszą? Czy nie uznają, że nic nie potrafię?”. Chcąc chronić status i wizerunek, poszedłem do przywódcy i partnerów i doniosłem im o problemach siostry Li, celowo skrytykowałem jej charakter, przesadziłem w kwestii tego, że byle jak odwalała robotę i często się kłóci, i starałem się podkreślić braki w jej człowieczeństwie. Zdziwiłem się, kiedy przywódca powiedział, „Jeśli to prawda, to być może nie nadaje się do swojej obecnej pracy, czyli do podlewania”. Gdy to usłyszałem, byłem w szoku. Nie sądziłem, że słowa mogą wywołać takie konsekwencje. Jeśli przez to, co powiedziałem, siostra Li straci swoje obowiązki, to wyrządzę jej krzywdę. Chciałem to wyjaśnić, ale przypomniałem sobie, że i tak ludzie już mają o mnie złe zdanie. Gdybym szczerze o tym opowiedział, to oprócz tego, że byłbym nieprzydatny w swojej pracy, to jeszcze inni uznaliby, że brak mi człowieczeństwa. Więc powiedziałem wymijająco, „Przyjrzę się tej sprawie”. Później, po sprawdzeniu i zweryfikowaniu sprawy przywódca odkrył, że problemy siostry Li nie są tak poważne, jak mówiłem, i jej nie przeniósł.

Ale wtedy, ponieważ uparcie dążyłem do sławy i statusu i nie chciałem się zmienić, opierając się na tym, jak ocenili mnie bracia i siostry, przywódca powiedział, że jestem nieodpowiedzialny, nie wykonuję praktycznej pracy i robię tylko to, co pozwoli mi dobrze wypaść, a potem zwolnił mnie za to. Nie mogłem tego zrozumieć. Byłem tak zapracowany każdego dnia, a tak się to wszystko potoczyło. Pomyślałem, że jeśli bracia i siostry dowiedzą się, dlaczego zostałem zwolniony, na pewno powiedzą, że miałem złe człowieczeństwo i nie dążyłem do prawdy. Jak w przyszłości spojrzę im w oczy? Myśląc o tym, poczułem trudny do wyrażenia smutek, ale wiedziałem, że choćby nie wiem co, przede wszystkim muszę się podporządkować. Wybrałem tę ścieżkę i mogłem winić tylko siebie. Chciałem zastanowić się nad swoimi problemami, więc modliłem się do Boga i prosiłem Go, by mnie poprowadził ku zrozumieniu tych problemów.

Później, jedząc i pijąc słowa Boże, znalazłem fragment, który dokładnie opisywał mój stan. Bóg Wszechmogący mówi: „Antychryści każdego dnia żyją tylko dla reputacji i statusu, żyją tylko po to, by się upajać oznakami statusu, wyłącznie o tym myślą. Nawet gdy czasem zdarza im się znosić jakieś drobne trudności albo zapłacić trywialną cenę, czynią to dla zdobycia reputacji i statusu. Od chwili, gdy uwierzą w Boga, antychryści gonią za statusem, posiadaniem władzy i łatwym życiem – intrygują, by to wszystko zdobyć, i nie spoczną, póki nie osiągną swych celów. Jeśli ich złe uczynki zostaną obnażone, wpadają w panikę, jakby walił się na nich świat. Nie mogą jeść ani spać, sprawiają wrażenie pogrążonych w transie, jakby cierpieli na depresję. Kiedy inni ich pytają, co się stało, kłamią, mówią na przykład: »Wczoraj byłem tak zajęty, że nie spałem przez całą noc, więc jestem bardzo zmęczony«. Ale w gruncie rzeczy nic z tego nie jest prawdą. Czują się tak, bo bezustannie roztrząsają: »Moje złe uczynki zostały ujawnione, więc jak mogę odzyskać reputację i status?«. Przez długi czas nie potrafią wymyślić, co mogliby zrobić, dlatego ulegają przygnębieniu. Czasami wpatrują się tępo w jeden punkt i nikt nie wie, na co patrzą. Łamią sobie głowę nad swoim problemem, który całkowicie pochłania ich myśli, nie chcą jeść ani pić. Mimo to wciąż udają, że troszczą się o pracę kościoła, i pytają innych: »Jak idzie ewangelizacja? Ilu ludzi pozyskaliście w tym miesiącu? Czy bracia i siostry zyskali ostatnio wejście w życie? Czy ktoś powodował zamęt albo zakłócenia?«. Czasami rozmyślnie pytają o sprawy kościoła, ale robią to tylko na pokaz. Tak naprawdę myślą: »Moje złe uczynki zostały ujawnione, więc co mam zrobić? Jakie będą konsekwencje? Jak mogę uratować sytuację?«. Nic nie mogą zrobić – to największy problem, przed jakim antychryści stają w całym swoim życiu. (…) Gdziekolwiek pojawią się antychryści, bez względu na zasięg ich wpływów, czy to będzie grupa, czy kościół, to o ile tylko mają władzę, hamują dzieło Boże i wykonywanie Bożej woli. Dlaczego nie sposób wprowadzić w życie ustaleń domu Bożego? Fakt, że to się zdarza, dowodzi, iż antychryści nigdy nie zajmują się dziełem domu Bożego i nigdy nie wprowadzają w życie ustaleń roboczych domu Bożego. Co zatem antychryści robią przez cały dzień? Zajmują się odgrywaniem roli i popisywaniem się. Robią tylko rzeczy, które dotyczą ich sławy, interesów i statusu. Zajęci są zwodzeniem innych, przeciąganiem ich na swoją stronę i umacnianiem swojej władzy, by ustanowić niezależne królestwo. Troszczą się tylko o to, czy ich wysiłki mające na celu ustanowienie niezależnego królestwa powiodą się, czy uda im się zdobyć pełną władzę i kontrolować więcej Bożych wybrańców. Wszystko inne nie obchodzi ich w najmniejszym stopniu. Nie przejmują się pracą kościoła, wejściem w życie Bożych wybrańców, a tym bardziej tym, czy wypełniana jest wola Boża. Interesuje ich tylko to, czy będą mogli niezależnie sprawować władzę, kontrolować wybrańców Bożych i stanąć na równi z Bogiem. Pragnienia i ambicje antychrystów są doprawdy olbrzymie! Choć mogą się wydawać bardzo zapracowani, zajmują się tylko własnymi przedsięwzięciami, robią, co im się podoba i tylko to, co ma związek z ich własną sławą, interesami i statusem. W ogóle nie myślą o własnej odpowiedzialności ani obowiązkach, które powinni wykonywać, i niczego nie robią właściwie. Właśnie tacy są antychryści(Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część druga), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Te słowa Boże ujawniły, że antychryści żyją tylko dla sławy i statusu i nie wykonują praktycznej pracy. Chcąc, by inni nie zrozumieli i nie przejrzeli ich, łamią sobie głowę, jakim sposobem zatrzymać swoją pozycję, i są szczęśliwi, kiedy mogą zaburzyć pracę kościoła. Przemyślałem swoje działania, odkąd zostałem przywódcą grupy i zrozumiałem, że postępowałem tak samo, jak antychryści. Kiedy zobaczyłam, że partnerzy widzą problemy bardziej szczegółowo, i wytykają braki w mojej pracy, bałem się, że bracia i siostry pomyślą, że mam słaby charakter i jestem niekompetentny, więc próbowałem wykorzystać każdą okazję, by chronić własną twarz. Poświęciłem czas na przekazywanie informacji tak, by każdy widział, że ponoszę trudy i mam umiejętności zawodowe. Odkładałem nawet na bok pilne problemy w grupie, które powinny być rozwiązane, i poświęcałem czas na rozwiązanie problemów innej grupy, aby się popisać. Kiedy popełniłem błąd przy produkcji nagrania, bałem się, że bracia i siostry powiedzą, że mam słabe umiejętności, więc odkładałem na bok pracę grupy i zakopywałem się w zadania własnej produkcji z nadzieją, że wykonam te zadania na tyle dobrze, że udowodnię swoje umiejętności. Wykorzystywałem kultywowanie innych jako okazję, by się wykazać, a gdy siostra Li nie rozwijała się dostatecznie szybko, bym mógł pochwalić się swoimi zdolnościami, stałem się wobec niej zimny i zdawkowy, przez co nie mogła opanować umiejętności. Dbałem tylko o zdobywanie reputacji i statusu i robiłem to, co było korzystne dla mnie, pomijając właściwą pracę. Spowodowałem opóźnienia i szkody w pracy kościoła. Czy nie zachowywałem się tak, jak antychryści? Nawet po tym, jak siostra Li została pozbawiona obowiązków, nie czułem się winny, a ponieważ wypunktowała moje błędy i niedociągnięcia, ja, chcąc chronić swoje reputację i status, próbowałem się bronić i usprawiedliwiać, deprecjonując ją i osądzając, przez co prawie straciła obowiązki. Wtedy nagle zrozumiałem, że moja natura jest złośliwa, samolubna i podła! Myśląc o tym, jak zaszkodziłem pracy kościoła i siostrze Li, poczułem się szczególnie żałośnie. To postępowanie splamiło moją ścieżkę wiary w Boga! Później pomodliłem się do Boga, by wyznać grzechy i żałować.

Pewnego dnia trafiłem na fragment słów Bożych. „Gdy Bóg prosi, by ludzie odrzucili status i prestiż, nie znaczy to, że pozbawia ich prawa wyboru; chodzi raczej o to, że dążąc do statusu i prestiżu, szkodzą dziełu kościoła, zakłócają wejście w życie przez braci i siostry, a nawet mają wpływ na innych, którzy jedzą i piją słowa Boże w normalny sposób i rozumieją prawdę, w ten sposób osiągając Boże zbawienie. Jeszcze poważniejszą sprawą jest to, że kiedy ludzie dążą do własnego prestiżu i statusu, ich zachowanie i działania można uznać za współpracę z szatanem w szkodzeniu i maksymalnym utrudnianiu normalnych postępów Bożego dzieła oraz w niedopuszczaniu, by wola Boża normalnie urzeczywistniała się wśród Jego wybrańców. Celowo sprzeciwiają się Bogu i spierają się z Nim. Taka jest natura ludzkiej pogoni za statusem i prestiżem. Problem z ludźmi realizującymi własne interesy polega na tym, że cele, do których dążą, są celami szatana – są niegodziwe i nieprawe. Kiedy ludzie dążą do własnych celów, takich jak prestiż i status, nieświadomie stają się narzędziem szatana, stają się kanałem, poprzez który szatan działa, a ponadto stają się jego ucieleśnieniem. Odgrywają negatywną rolę w kościele; zakłócają i osłabiają dzieło kościoła, normalne życie kościoła oraz normalne dążenia wybrańców Bożych; mają szkodliwy i negatywny wpływ(Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część pierwsza), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Po przeczytaniu tych słów Bożych pojąłem, że kiedy dążyłem do statusu, chroniłem własne interesy, a nie pracę kościoła, w istocie postępowałem jak sługa szatana i niszczyłem dzieło kościoła, a tego Bóg nie znosi. Wiedziałem, że mam gorsze umiejętności zawodowe niż moi partnerzy. Gdybym umiał zapomnieć o reputacji, pokornie się od nich uczyć i harmonijnie z nimi współpracować, poprawiłbym swoje umiejętności i byłbym w stanie zrozumieć pewne zasady prawdy. To byłoby dla mnie korzystne. Jednak nie dostrzegłem tej okazji. Otrzymując tytuł „przywódcy grupy”, całkowicie straciłem głowę. Nie poświęcałem czasu na wypełnianie obowiązków ani nie wkładałem wysiłków w swoją podstawową pracę, tylko szukałem sposobów, by się maskować i popisywać, byle inni mnie podziwiali. Byłem przywódcą grupy, ale faktycznie nie wykonywałem pracy, szkodząc nam i opóźniając nasze postępy. Bóg nienawidzi tego, co robiłem. Zwolnienie mnie pokazało Bożą sprawiedliwość i było wyrazem Bożej ochrony. Myśląc o szkodach, które wyrządziłem w pracy kościoła, poczułem się bardzo winny. Bóg mnie wyniósł, a ja Go zdradziłem i zawiodłem zaufanie braci i sióstr. Modliłem się do Boga, „Boże, moje pragnienie statusu jest zbyt silne! Bez tego objawienia nie wiem, jak długo pozostawałbym w odrętwieniu. Chciałbym wykorzystać tę słabość, by zastanowić się nad sobą”.

Później, kiedy poszukiwałem ścieżki praktyki w tej dziedzinie, przeczytałem dwa fragmenty słów Bożych. „Nie rób wszystkiego tylko dla własnego dobra i nie myśl ciągle o własnych korzyściach, nie myśl o ludzkich interesach i nie zważaj na własną dumę, reputację czy status. Musisz najpierw myśleć o interesach domu Bożego i uczynić z nich swój najważniejszy priorytet. Powinieneś troszczyć się o wolę Bożą i zacząć od zastanowienia się, czy byłeś czysty w wypełnianiu swojego obowiązku, czy byłeś lojalny, czy uniosłeś swoją odpowiedzialność i czy dałeś z siebie wszystko; a także czy w pełni poświęciłeś się swoim obowiązkom i pracy kościoła. Musisz przemyśleć te rzeczy. Rozważaj je często i analizuj, a łatwiej ci będzie dobrze wykonywać swój obowiązek(Wolność i wyzwolenie można zyskać tylko przez odrzucenie skażonego usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Jeśli ludzie zabiegają tylko o status i prestiż – jeśli zabiegają tylko o swe własne korzyści – to nigdy nie zyskają prawdy ani życia, i ostatecznie to oni będą tymi, którzy poniosą stratę. Bóg zbawia tych, którzy dążą do prawdy. Jeśli nie przyjmujesz prawdy i jeśli nie jesteś zdolny do refleksji i poznania własnego skażonego usposobienia, to nie będziesz prawdziwie pokutował i nie będziesz miał wejścia w życie. Przyjęcie prawdy i poznanie samego siebie jest ścieżką do wzrostu twego życia i do zbawienia, jest szansą dla ciebie, by stanąć przed Bogiem, zaakceptować Jego badanie, przyjąć Jego osąd i karcenie oraz zyskać prawdę i życie. Jeśli rezygnujesz z dążenia do prawdy na rzecz uganiania się za statusem, prestiżem i własną korzyścią, jest to równoznaczne z rezygnacją z możliwości przyjęcia Bożego sądu i karcenia oraz osiągnięcia zbawienia. Wybierasz status, prestiż i własne korzyści, lecz tym, z czego rezygnujesz, jest prawda, a tym, co tracisz, jest życie i szansa na to, by zostać zbawionym. Która z tych rzeczy jest ważniejsza? Jeśli wybierzesz własne korzyści i odrzucisz prawdę, to czy nie jesteś głupi? Mówiąc wprost, jest to wielka strata w zamian za niewielką korzyść. Prestiż, status, pieniądze i korzyści to wszystko sprawy chwilowe i ulotne, podczas gdy prawda i życie są wieczne i niezmienne. Jeśli ludzie pozbędą się swego skażonego usposobienia, które sprawia, że dążą do statusu i prestiżu, będą mieli nadzieję na osiągnięcie zbawienia. Co więcej, zyskiwana przez ludzi prawda jest wieczna; szatan ani nikt inny nie może im jej odebrać. Zrezygnowałeś z własnych korzyści, ale zdobyłeś prawdę i zbawienie; te rezultaty należą do ciebie. Zyskałeś je dla siebie. Jeśli ludzie decydują się praktykować prawdę, to mimo że utracili korzyści, zyskują Boże zbawienie i życie wieczne. Właśnie ci ludzie są najmądrzejsi. Jeśli zaś ludzie odnoszą korzyści kosztem prawdy, wówczas tracą życie i Boże zbawienie; tacy ludzie są zaiste najgłupsi(Poznanie własnego usposobienia stanowi podstawę do tego, by je zmienić, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Dzięki tym słowom zrozumiałem, że pełniąc obowiązki musimy wyzbyć się niedobrych intencji. Zamiast reputacji i statusu na pierwszym miejscu musimy stawiać dzieło kościoła. Tylko taka praktyka jest zgodna z wolą Bożą i tak powinien postępować człowiek mający sumienie i rozsądek. Zrozumiawszy to, świadomie odrzuciłem cielesność, nie zważałem już na reputację i status, i skupiłem się na swoich obowiązkach. Poza nadrobieniem zaległości związanych z produkcją filmów spisałem częste problemy i nieprawidłowości w pracy mojej i innych, przedstawiłem je przywódcom grupy i moim braciom i siostrom, żeby to przedyskutować i znaleźć rozwiązania. Taka praktyka była korzystna dla wszystkich, a ja mogłem poprawić umiejętności zawodowe. Kiedy zobaczyłem ten wynik, byłem wdzięczny Bogu. To był wynik wspólnego wypełniania obowiązków jak jedno serce i jeden umysł. W przeszłości zawsze próbowałem chronić swoje reputację i status. Robiłem wszystko, by poprawić swój wizerunek i popisywałem się w pracy, nie rozwiązywałem praktycznych problemów i popełniałem same wykroczenia. Ale kiedy przestałem myśleć o reputacji, tylko wyszedłem z inicjatywą i wynalazłem błędy i uchybienia, bracia i siostry nie tylko mną nie wzgardzili, ale przedyskutowali to ze mną i wspólnie znaleźliśmy lepszy sposób wypełniania obowiązków. Dopiero wtedy ujrzałem, jaki byłem głupi, kiedy się maskowałem i popisywałem. Gdybym wcześniej postępował właściwie, nie opóźniłbym pracy kościoła.

Później przywódca zlecił mi pracę na pół etatu przy podlewaniu nowych wiernych. Powiedział, że ponieważ niektórzy nowi nie mają podstaw w swojej wierze w Boga, stają się bierni, słabi i przestają przychodzić na spotkania, jak tylko napotkają trudności lub pastorzy zaczną im przeszkadzać, więc pilnie potrzebują wsparcia poprzez podlewanie. Choć wiedziałem, że to bardzo ważne zadanie, wciąż byłem trochę niechętny. Głównie to, że to była praca na część etatu, bo choćbym nie wiem jak dobrze sobie radził, nikt by się nie dowiedział. Pomyślałem, że równie dobrze mógłbym poświęcić więcej czasu własnej pracy. Mógłbym wykorzystać wolny czas na poprawianie profesjonalnych technik. Gdybym był bardziej wydajny w pracy, wszyscy by mnie podziwiali. Więc nie chciałem zbyt ciężko pracować przy podlewaniu nowych. Ale przez następne kilka dni czułem, że mój stan się pogarsza, więc zwierzyłem się i omówiłem to z braćmi i siostrami, i wtedy zdałem sobie sprawę, że wciąż zależy mi na statusie i reputacji. Później przeczytałam te słowa Boże, „Choć większość ludzi mówi, że z ochotą dąży do prawdy, to gdy trzeba wcielić ją w życie lub zapłacić za nią, niektórzy po prostu rezygnują. To w istocie jest zdrada. Im bardziej doniosła jest dana chwila, tym bardziej musisz wyrzekać się korzyści ciała i porzucać próżność oraz dumę; jeśli nie jesteś w stanie tego uczynić, nie możesz zyskać prawdy, a to pokazuje, że nie jesteś posłuszny Bogu. Bóg zapamięta ludzi tylko wtedy, gdy im bardziej doniosła będzie chwila, tym bardziej będą w stanie podporządkować się, porzucić swoje własne interesy, próżność i dumę oraz należycie wykonywać swoje obowiązki. To wszystko są dobre uczynki! Niezależnie od tego, jakie ludzie pełnią obowiązki lub czym się zajmują, co jest ważniejsze – ich próżność i duma, czy chwała Boża? Co ludzie powinni wybrać? (Chwałę Bożą). Co jest ważniejsze – twoje powinności, czy twoje własne interesy? Wypełnianie obowiązków jest najważniejsze i jest to twoja powinność(Jedynie zyskanie prawdy jest prawdziwym zyskaniem Boga, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po przeczytaniu tych słów Bożych zrozumiałem, że niezależnie od tego, czy mnie podziwiano, to był mój obowiązek, moja odpowiedzialność i polecenie od Boga. Musiałem je przyjąć i traktować poważnie. Nie mogłem już kalkulować pod kątem reputacji i statusu. Do podlewania potrzebni byli ludzie, i jeśli nie chciałem wypełniać tego obowiązku, bo nie dawał on szansy na popisywanie się, byłoby to nierozsądne. Tego wieczoru usłyszałem hymn ze słowami Boga. Brzmiał on tak, „Bóg ceni sobie miłość każdego człowieka. Obsypuje podwójnymi błogosławieństwami wszystkich tych, którzy Go kochają, ponieważ tak trudno jest o miłość człowieka i jest jej tak mało(„Czy chcesz dać Bogu miłość w swoim sercu?” w księdze „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Byłem bardzo poruszony. Im bardziej dzieło kościoła wymaga ochrony, tym gorliwiej powinienem wypełniać swoje obowiązki. Nie mogłem znów zawieść Boga. Poszedłem do siostry odpowiedzialnej za podlewanie i powiedziałem, „Pragnę przyjąć ten obowiązek”. Choć, kiedy podlewałem nowych wiernych, popełniałem wiele błędów i napotykałem mnóstwo trudności, to kiedy właściwie określiłem swoje motywy i zaufałem Bogu, poczułem Boże przewodnictwo i błogosławieństwo, i wkrótce niektórzy z nowych wiernych zaczęli regularnie uczestniczyć w spotkaniach.

Niedługo potem kościół powierzył mi kolejne zadanie. Pomyślałam, „Tym razem, choćbym nie wiem jak był zajęty przy produkcji filmów, będę nadzorował postępy grupy i na czas przydzielał zadania”. Przeanalizowałem też z braćmi i siostrami naszą pracę, by pokonać trudności, a w sprawach, których nie rozumiałem, znalazłem ludzi z kwalifikacjami, którzy pomogli nam rozwiązać problemy. Stopniowo moje wyniki znacznie się poprawiły. Wiedziałem, że to stało się dzięki Bożemu przewodnictwu i błogosławieństwom. W przeszłości troszczyłem się tylko o reputację i status. Teraz porzuciłem dążenie do statusu, świadomie chronię dzieło kościoła i pokornie wypełniam swoje obowiązki. To są wyniki osiągnięte przez dzieło Boże. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Refleksje na temat pisania oceny

Autorstwa Tiantian, Chiny W kwietniu byłam odpowiedzialna za pracę nad tekstami. Pewnego dnia dostałam list od przełożonej z prośbą o...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze