Słowa Boga dały mi wiarę w ciężkich czasach

02 lutego 2022

Autorstwa Zheng Lan, Chiny

Razem ze mną skazano kilka sióstr na tak zwaną „reedukację poprzez pracę”. Dzień roboczy miał 13 godzin, czasem więcej. Jeśli strażnicy byli niezadowoleni, traktowali nas pałkami elektrycznymi, bili nas i kopali. Każdego dnia targał nami niepokój, na zajęciach poddawano nas praniu mózgu, musieliśmy pisać raporty ideologiczne. Ta niekończąca się męka to było prawdziwe nieszczęście, głęboko pragnęłam pokarmu słowa Bożego. W tym czasie mieliśmy tylko framgmenty słów Boga i hymny, które pamiętaliśmy, aby się wzajemnie wspierać. Raz zastępca naczelnika więzienia powiedział mi, że jeśli będę ciężko pracować, to skrócą mi wyrok o miesiąc. Szczerze, nie chciałam tam zostać ani jeden dzień dłużej. Dlatego pracowałam jak szalona. Prawie w ogóle nie piłam wody, bo bałam się tracić czas na przerwy. Wykonywałam pracę wymagającą korzystania z pęsety i po pewnym czasie mój kciuk zrobił się strasznie obolały, ale mogłam jedynie łykać środki przeciwbólowe. Mimo tych wysiłków mojego nazwiska i tak nie było na liście skróconych wyroków. Dostałam zapalenia ściegna dłoni, nie byłam w stanie nawet zrobić prania. Ponieważ warunki życia w tym obozie pracy były fatalne, dostałam zapalenia jelit i reumatyzmu. Mimo to musiałam nadal pracować. Gdybym pracowała mniej, skarciliby mnie i nie skrócili mojego wyroku. Byłam potwornie nieszczęśliwa. Siostry dowiedziały się, że choruję, i znalazły sposób, żeby mi jakoś pomóc. Pewnego razu, gdy nikt nie patrzył, siostra Li cicho wyrecytowała dla mnie fragment słów Boga. „Wszystko – nasze środowisko i otaczający nas ludzie, sprawy i przedmioty wokół nas – istnieje za przyzwoleniem tronu Boga. Pod żadnym pozorem nie dopuść do tego, by w twoim sercu zrodziły się skargi, bo Bóg nie obdarzy cię swoją łaską. Gdy kogoś spotyka choroba, dzieje się tak za sprawą Bożej miłości, a za ową chorobą z pewnością kryją się dobre intencje Boga. Nawet kiedy twoje ciało dozna trochę cierpienia, nie słuchaj podszeptów szatana” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga przebudziły mnie. To prawda, Bóg pozwolił na to, żebym zachorowała. Żyjąc w nieszczęściu i przygnębieniu z powodu choroby, nie byłam wcale posłuszna Bogu. Myślałam o tym, jak ciężko w tym okresie pracowałam, jak chciałam jedynie opuścić to miejsce, w którym się znalazłam, ale przecież Bóg pozwolił na to, żeby mnie aresztowali i zamknęli w obozie, więc tego właśnie powinnam doświadzać. Bóg miał ostatnie słowo, jeśli chodzi o termin mojego wypuszczenia, ale ja zawsze miałam własne plany i wymagania, przez co szatan mnie wykorzystywał i bawił się mną. Wielki czerwony smok zawsze używa takich kłamstw, by krzywdzić ludzi. Jak mogłam dać się zwieść i uwierzyć w te kłamstwa? Gdy to sobie uświadomiłam, nie próbowałam już robić wszystkiego po swojemu, odpuściłam sobie plany, zostawiłam Bogu decyzję o tym, kiedy wyjdę na wolność.

To dlatego, że tak niewiele słów Bożych pamiętaliśmy, a po tak długim czasie w trudnym i przygnębiającym miejcu bez pokarmu Bożych słów czułam się nieszczęśliwa i słaba. Często myślałam o tym, jak przed aresztowaniem czytałam słowa Boże w dowolnym momencie, rozumiałam prawdę na ich podstawie, znajdowałam ścieżkę praktykowania, znajdowałam światło i ulgę w sercu. Ale w tym więzieniu byłam odcięta od słowa Bożego i musiałam znosić różne udręki, nie wiedziałam, jak uda mi się przetrwać tam te trzy lata. Siostry były wtedy w takim samym stanie jak ja. Pewnej nocy, tuż po zakończeniu naszej pracy, jedna z sióstr szepnęła do mnie: „Pobyt tutaj jest zbyt trudny, nie wiem, jak tego doświadczać. Jak cudownie byłoby móc czytać słowo Boże! Żałuję, że wcześniej nie czytałam więcej słów Boga. Chciałabym mieć w pamięci choćby jeden akapit więcej”. Czułam to samo i pomyślałam, że byłoby wspaniale znów czytać słowo Boże. Kilka sióstr zapadło wtedy na zdrowiu. Jedna miała wysokie ciśnienie i poruszała się z trudem, jedna miała poważną chorobę serca, a siostra Zhao, która miała cukrzycę, i tak musiała codziennie pracować. Wtedy szczególnie chciałam, żeby każdy miał słowo Boże, bo tylko słowo Boże może dać ludziom pewność i siłę oraz przeprowadzić ich przez trudności. Gdy pewnej nocy modliłam się w łóżku, nagle przypomniało mi się, że dwie siostry pracowały w pokoju odwiedzin. Często miały kontakt z ludźmi z zewnątrz i bardzo prawdopodobne, że miały dostęp do słów Boga. Nie wiedziałam jednak, jak się z nimi skontaktować. Wkrótce Bóg nieoczekiwanie dał mi sposobność.

Pewnego dnia naczelnik strażników przyszedł do mnie i zapytał, czy chcę być służącą. Kimś, kto usługuje strażnikom, pierze ich ubrania, gotuje dla nich, sprząta w ich kwaterach i wykonuje inne obowiązki najgorszego sortu. Na początku nie chciałam tego robić, bo bardziej by mnie to zmęczyło niż praca wykonywana warsztacie. Poza tym byłabym narażona na połajania strażników w razie ich niezadowolenia. Raz jedna z sióstr zauważyła, że jestem w kiepskim nastroju, i zaczęła ze mną rozmawiać. Powiedziała: „Intencje Boga przejawiają się we wszystkim, szukaj Jego woli”. Gdy to usłyszałam, pomyślałam: „To prawda. Czemu myślę tylko o tym, jak ja się czuję, a nie poszukuję woli Boga? Jako służąca będę pracować na zewnątrz, co da mi szansę na spotkanie z siostrami z pokoju odwiedzin. Czy to nie Bóg otwiera dla mnie tę drogę? Jako służąca będę mogła swobodnie się przemieszczać. Mogę stać na straży, gdy siostry w celi będą prowadzić omówienia, mogę poradzić sobie ze strażnikami, jeśli coś się stanie. Czy to nie dobra rzecz?”. Spośród ponad 200 więźniów tylko czwórka może być służącymi. To wyjątkowa okazja, cudownie zaplanowana przez Boga.

Zanim jeszcze nawiązałam kontakt z siostrami z pokoju odwiedzin, jedna z nas otrzymała słowo Boże. Pewnej nocy, gdy się już położyłam, młoda siostra uklękła przy mnie i wyszeptała mi do ucha, że bracia i siostry z zewnątrz przysłali nam list, który ona zostawiła w warsztacie. Tej nocy nie mogłam zasnąć ze szczęścia. Nazajutrz rano, gdy przyszłam do warsztatu, młoda siostra ukradkiem wyjęła list. Kartka była tej wielkości. Gdy przeczytałam pierwsze zdanie: „Bracia i siostry w więzieniu…”, łzy popłynęły mi po twarzy. Bardzo mnie to wzruszyło. Czytałam, ocierając łzy. W liście było wiele fragmentów Bożych słów, ale dwa zrobiły na mnie szczególne wrażenie. Słowa Boga mówią: „Na tym etapie dzieła wymaga się od nas najgłębszej wiary i miłości. Najdrobniejszy przejaw nieostrożności może spowodować potknięcie, bo ten etap dzieła różni się od wszystkich poprzednich: tym, co Bóg doskonali, jest wiara ludzkości, która jest niewidzialna i niematerialna. Bóg przeobraża słowa w wiarę, miłość i życie. Ludzie muszą osiągnąć punkt, w którym po wytrzymaniu setek oczyszczeń posiadają wiarę większą niż Hiob. Muszą znieść niewiarygodne cierpienie i wszelkiego rodzaju męki, nie opuszczając nigdy Boga. Kiedy są posłuszni aż do śmierci i mają wielką wiarę w Boga, wtedy ten etap dzieła Bożego jest zakończony” („Ścieżka… (8)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „W dniach ostatecznych musicie dawać świadectwo o Bogu. Bez względu na to, jak wielkie jest wasze cierpienie, powinniście iść do samego końca; nawet wydając ostatnie tchnienie nadal musicie być wierni Bogu i zdać się na Jego łaskę; tylko to jest prawdziwym umiłowaniem Boga, tylko to jest mocnym i donośnym świadectwem” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Czułam się wtedy bardzo poruszona i natchniona. Czułam, że Bóg widzi, co się dzieje w naszych sercach, dokładnie rozumie nasz stan i sytuację, w jakiej się znajdujemy, posługuje się braćmi i siostrami, by nas podlewać i karmić swym słowem. To była Boża miłość. Kontemplowałam słowo Boże i pojęłam, że porzucenie rodziny i kariery, żeby głosić ewangelię i wypełniać obowiązek, nieważne, ile cierpimy, to świadectwo. Być w udręce i nie zdradzić Boga to też świadectwo. Zachowanie wiary i podążanie za Bogiem po długiej męce to jeszcze potężniejsze świadectwo. Miałam szansę, by świadczyć o Bogu przed szatanem, i to było wywyższenie przez Boga i prześladowanie za sprawiedliwość. Gdy pojęłam wolę Boga, płakałam i modliłam się. Powiedziałam: „Boże! Zasłużę na Twoją miłość do mnie. Choć te trzy lata to szmat czasu, to nieważne, jak bardzo policja będzie mnie torturować i ile wycierpię, wytrwam, będę świadczyć o Tobie i upokorzą szatana”. Również bardzo natchnęła je lektura słów Boga. Siostra Liu zawsze się martwiła, że ma za wysokie ciśnienie. Obawiała się, że bez odpowiedniego leczenia na czas może umrzeć w obozie pracy, więc chciała wyjść na wolność jak najszybciej. Przeczytawszy słowa Boga, zdała sobie sprawę, że nie miała szczerej wiary w Boga ani świadectwa. Powiedziała też: „Widzę, że mam małą wiarę, a tyle zawdzięczam Bogu. Nawet jeśli umrę tu w obozie, chcę wytrwać i świadczyć o Bogu”. Była jeszcze siostra Gao, która martwiła się, że jej krewni i znajomi będą z niej kpić i ją dyskryminować przez to, że jest w więzieniu, że będą roznosić o niej plotki. Przeczytawszy słowa Boga, pojęła, że uwięzienie za wiarę w Boga to prześladowanie za sprawiedliwość, co nie jest hańbą, że cierpienie w wytrwaniu i świadczeniu o Bogu ma wartość i sens.

Później porozmawiałyśmy i postanowiłyśmy przekazać te słowa Boga innym siostrom, by również one otrzymały pokarm Jego słów. Reguły obozowe były bardzo surowe. Nie wolno nam było nawet rozmawiać z więźniami z innych oddziałów. Kontakt wzrokowy był zabroniony. Jeśli przypadkiem na nich wpadaliśmy, nie wolno nam było się zbliżać. Gdybyśmy próbowały przekazać kartki ponad stu siostrom w innych oddziałach, to byłoby niebezpieczne. Poza tym strażnicy przeszukiwali nas i nasze łóżka co tydzień. Sprawdzali każdy zakamarek. Gdyby zdradził nas jakiś szczegół i by nas wykryto, śledztwo doprowadziłoby do mnie. Jeden ze strażników ostrzegł mnie, „Jeśli ośmielisz się głosić słowa waszego Boga Wszechmogącego, dostaniesz kolejne trzy lata i trafisz do więzienia dla kobiet”. Pamiętam jedną wierzącą, którą przyłapano na przemycaniu Biblii. Strażnicy zabrali ją skutą kajdankami. Ciągnęli ją po asfalcie przez dłuższą chwilę, ubranie na jej plecach podarło się od tego, na skórze widać było krwawe zadrapania. Inną osobę ukarano przymusem siedzenia na betonowej podłodze bez ruchu przez ponad kilka dni. Wtedy pomyślałam: „To nie są żarty. Jeśli się dowiedzą, będę cierpieć jeszcze bardziej”. Im więcej o tym myślałam, tym mi było trudniej, bałam się. Ale przypomniały mi się słowa Boga: „Wiara jest niczym kładka z jednego pnia: ci, którzy żałośnie czepiają się życia, będą mieć trudności z przejściem na drugą stronę, jednak ci, którzy gotowi są poświęcić samych siebie, mogą przejść po niej pewnym krokiem i bez żadnych obaw. Jeśli człowiek żywi bojaźliwe i strachliwe myśli, to dlatego, że szatan go oszukuje, gdyż szatan boi się, że przejdziemy przez most wiary, by wkroczyć w Boga” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga niosły pokrzepienie. Czy strażnicy też nie byli w rękach Boga? To, czy mnie przyłapią, też jest w rękach Boga. Wierzyłam, że z Bogiem nic nie jest niemożliwe. Miałam te lękliwe myśli, bo rozstrajał mnie szatan. Ponieważ bałam się kary i tortur, szatan wykorzystał moją słabość, żeby mi przeszkodzić. Czy poddając się ze strachu przed torturą nie dałabym się nabrać szatanowi? Tymczasem siostry cierpiały w tych okolicznościah i wszystkie potrzebowały pokarmu słowa Bożego, więc moim obowiązkiem było przekazać im słowo Boga. W trakcie zwykłej pracy trudno było skontaktować siię z siostrymi na innych oddziałach. Spotykałyśmy się tylko podczas posiłków w dużej stołówce. Planowałyśmy przekazać tekst właśnie tam. Pełno tam było kamer monitoringu i nie wolno nam było rozmawiać i chodzić w trakcie posiłków. Mieliśmy pięć minut na cały posiłek. Dlatego trudno było przekazać słowo Boga. Ale właśnie wtedy, próbując tego jako dokonać, byłam świadkiem cudownych czynów Boga. Tego dnia zamierzałam przekazać kartki siostrom z oddziału 4 i 7. Myjąc naczynia, spojrzałam na siostrę Min z oddziału 4. Niespodziewanie ona też uniosła głowę i spojrzała w moim kierunku. Samymi oczami próbowałam ją przywołać do mnie. Bałam się, że nie zrozumie, o co mi chodzi, ale dzięki Bogu ona od razu zrozumiała. Podeszłyśmy do miejsca, gdzie przechowywano naczynia, szybko wyjęłam kartkę i włożyłam jej do kieszenie. Trwało to kilka sekund. Czułam wielką wdzięczność dla Boga.

To był szczęśliwy zbieg okoliczności, że siostra z oddziału 7, którą znałam, siedziała w moim rzędzie, ledwie metr od mojego krzesła. Reguła w obozie była taka, że musieliśmy czekać na sygnał monitorów każdego oddziału, aby móc wstać i wyjść. Bardzo się wtedy martwiłam, że jeśli nasze dwa oddziały nie wstaną jednocześnie, nie będę w stanie do niej podejść. Dlatego w sercu cały czas modliłam się do Boga. Wkrótce monitory naszych dwóch oddziałów dały nam sygnał do wstania. Wstałam i szybko wsunęłam kartkę w dłoń siostry. Zrobiłam to w mgnieniu oka i strażnicy niz nie zauważyli. Bogu dzięki! Z pomocą sióstr nasze siostry w innych oddziałach otrzymały słowo Boga. Nie spodziewałam się, że pójdzie to tak gładko. Zrozumiałam, że z Bogiem nic nie jest trudne. Dzięki temu, że udało się przekazać słowo Boga, siostry wzrosły w swej wierze w Boga.

Niecałe dwa tygodnie po tych zdarzeniach władze obozu zażądały, aby wszyscy wierzący w Boga Wszechmogącego napisali list, w którym wyrzekają się wiary. Mieliśmy obiecać, że przestaniemy wierzyć w Boga Wszechmogącego. Kilka dni wcześniej siostry przeczytały słowo Boże, więc miały wiarę, by wytrwać i świadczyć o Bogu. Zachęcałyśmy się wzajemnie, by nigdy nie ulec szatanowi. Ale tydzień później usłyszałam o siostrach z innego oddziału, które nie zgodziły się napisać listu. Niektóre były torturowane, inne wsadzono do małych klate, musiały kucać, a jeszcze innym wydłużono odsiadkę. W tym czasie atmosfera w obozie była bardziej opresyjna niż kiedykolwiek. Zapanowała groza, jak gdyby nadciągała jakaś katastrofa, która była tuż-tuż. Nie wiedzieliśmy, kiedy to wszystko się skończy ani jakich metod użyją strażnicy, aby nas torturować. W tym oresie wszyscy byli bardzo nieszczęśliwi i przygnębieni. Mogliśmy tylko modlić się wciąż do Boga, by pokazał nam wyjście z tej sytuacji. Wszystkie siostry miały to samo zdanie: Choćby nie wiadomo co się stało, nie możemy napisać listu z wyrzeczeniem, należało wytrwać i świadczy o Bogu. Przez jakieś dwa tygodnia trwała ta patowa sytuacja, ale widząc, że te metody nie działają, strażniczka poszła na kompromis. Żeby tylko rozkazy zostały wykonane, pozwoliła nam napisać cokolwiek, nieważne, co to było. Bóg otworzył dla nas drogę i napełniła nas wdzięczność dla Niego.

W ciągu tych trzech lat głosiłyśmy słowo Boże więcej niż raz. Za pierwszym razem otrzymałyśmy za mało słów Boga, więc z czasem nasze serca znów były głodne Jego słów. Szczególnie w tych nieszczęsnych i posępnych okolicznościach, gdy tyle rzeczy mogło się zdarzyć, potrzeba nam było pokarmu słowa Bożego jeszcze bardziej. Pamiętam, że raz młodsza siostra przyszła do mnie ze łzami w oczach i powiedziała, że jej ojciec chciał, by odsłużyła wyrok poza więzieniem, ale policja mówi, że wierzący w Boga Wszechmogącego się nie kwalifikują. Miała tylko 23 lata, musiałaby pozostać w obozie przez ponad tysiąc dni. Nie wiedziała, czy zdoła to jakoś wytrzymać. Chciała jedynie się stamtąd uwolnić. Gdy jej wysłuchałam, zrobiło mi się jej żal, więc wyrecytowałam jej fragment słów Boga. Słowa Boga mówią: „Być może wszyscy pamiętacie te słowa: »Ten bowiem nasz chwilowy i lekki ucisk przynosi nam przeogromną i wieczną wagę chwały«. Wszyscy wcześniej słyszeliście te słowa, lecz nikt nie pojął ich prawdziwego znaczenia. Dziś jesteście już głęboko świadomi ich prawdziwej wagi. Bóg sprawi, że słowa te wypełnią się w czasie dni ostatecznych, a wypełnią się one w tych, którzy byli brutalnie prześladowani przez wielkiego, czerwonego smoka w kraju, w którym uwił on sobie leże. Wielki, czerwony smok prześladuje Boga i jest Jego wrogiem, dlatego w kraju tym ci, którzy wierzą w Boga, są poniżani i uciskani, w rezultacie czego słowa te wypełniają się was, w tej grupie ludzi” („Czy dzieło Boga jest tak proste, jak to wydaje się człowiekowi?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Wysłuchawszy słów Boga, zrozumiała znaczenie cierpienia, znalazła wiarę i już nie myślała o tym, jak się uwolnić. Innego razu, w dniu odwiedzin, patrzyłam, jak krewni innych ludzi przychodzili się z nimi zobaczyć, i zatęskniłam za rodziną. Pomyślałam o moich starych już rodzicach, nie wiedziałam, co z nimi. W tym czasie często wracałam myślami do wspomnień domu, a z czasem zaczęło mnie to wprawiać w podły nastrój. Gdy siostra z mojej celi to zauważyła, wyszeptała mi do ucha fragment Bożych słów. „Los człowieka jest w rękach Boga. Nie jesteś w stanie pokierować sobą: mimo wszelkich swych usilnych starań i zajęć, człowiek pozostaje niezdolny do kontrolowania siebie w swym własnym imieniu. Gdybyś mógł poznać własne perspektywy, kontrolować swój los, czy nadal byłbyś istotą stworzoną? Krótko mówiąc, bez względu na to, jak działa Bóg, wszystkie Jego dzieła są dla dobra człowieka. Weźmy na przykład niebo i ziemię oraz wszystkie rzeczy, które Bóg stworzył, aby służyły człowiekowi: księżyc, słońce i gwiazdy, które stworzył dla człowieka, zwierzęta i rośliny, wiosnę, lato, jesień i zimę, i tak dalej – wszystko to powstało z myślą o egzystencji człowieka” („Przywrócenie normalnego życia człowieka i doprowadzenie go do cudownego miejsca przeznaczenia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Przemyślałam słowo Boże i wtedy zrozumiałam, że los każdego jest w rękach Boga, więc to, jak radzi sobie moja rodzina, zależy wyłącznie od suwerenności i planów Boga. Jeśli powierzyłam swoją rodzinę Bogu, to czym miałabym się martwić? Nie powinnam się z tego powodu niepokoić. Słowo Boże wyrwało mnie z przygnębienia i dało mi siłę, zrozumiałam, że przewodnictwo Bożego słowa jest nam niezbędne. Dlatego modliłam się do Boga, by zapytać, jak zdobyć więcej Jego słów, i prosząc, by nas prowadził. Przypomniałam sobie o tych dwóch siostrach w pokoju odwiedzin. Gdybym się z nimi porozumiała, byłaby szansa na zdobycie innych fragmentów słowa Bożego. Modliłam się do Boga i prosiłam, by dał nam ku temu sposobność.

Jednego ranka zawołał mnie szef straży: „Chodź ze mną, posprzątasz w pokoju odwiedzin”. Gdy usłyszałam, dokąd mam pójść, w sercu mi się rozjaśniło. To była moja sposobność. To był jedyny raz w ciągu trzech lat, kiedy się tam znalazłam. Byłam pewna, że to sposobność, jaką zaplanował dla mnie Bóg. Gdy dotarliśmy do pokoju odwiedzin, szef wdał się pogawędkę ze strażnikami. Poleciałam do kuchni. Dwie siostry zajęte były gotowaniem, a ja od razu zapytałam, czy mają coś do jedzenia. W mgnieniu oka zrozumiały, co mam na myśli, i odpowiedziały: „Tak, mamy”. Jedna z nich wyjęła papierową kulkę z torby i podała mi ją. Zrozumiałam, że to długo wyczekiwane słowo Boże, nie wiem, jak opisać to, co wtedy czułam. Ale trochę się też martwiłam, bo ta kulka papieru była większa niż duże gęsie jajo. Włożyłam ją sobie pod ubranie, ale było widać, że coś tam mam. Próbowałam wcisnąć ją do kieszeni spodni, ale nie mieściła się. Widząc, że nie mam jak ukryć kulki, uległam panice. Rozejrzałam się, wszędzie były kamery, opanował mnie niepokój. Jeśli mnie przyłapią, to koniec. Konsekwencje będą straszne. Jednocześnie pomyślałam, że jeśli przepuszczę taką okazję, to już może nigdy nie zdobędę słowa Bożego. Tak bardzo nam było trzeba tych słów, nie mogłam ich zwrócić. Takie nerwy mną targały, że nie wiedziałam, co robić. Nagle niezwykle wyraźnie przypomniałam sobie te słowa Boga: „Nie lękaj się – Bóg Wszechmogący Zastępów z pewnością będzie z tobą; On jest waszym obrońcą i waszą tarczą” (Rozdział 26 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). To prawda. Bóg ma władzę nad wszystkim, więc to, czy zostanę nakryta, było w Jego rękach. Czego miałabym się bać, skoro miałam Boga u boku? Ta myśl mnie uspokoiła. Pomyślałam o braciach i siostrach przenoszących książki z Bożym słowem. Nawet pod ścisłym nadzorem wielkiego czerwonego smoka byli w stanie dostarczyć tak wiele ksiąg ze słowem Bożym do braci i sióstr. Czy oni też nie polegali na Bogu, doświadczając swego otoczenia? Pomyślałam więc: „Jeśli będę polegać na Bogu, On wskaże mi drogę”. Gdy tak pomyślałam, przestałam się wahać i postanowiłam, że zabiorę słowo Boże ze sobą. Wcisnęłam więc kulkę ze słowem Bożym pod ubranie, rozciągnęłam na sobie koszulę i lekko pochyliłam się do przodu, żeby ukryć wybruszenie od kulki. Pomyślałam sobie: „Muszę najpierw zabrać słowo Boże do warsztatu, a później wrócę tu posprzątać”. Pamiętam, że drzwi do warsztatu strzegła szefowa sekcji Zhang. Wykonywałam dla niej różne prace, więc miałam z nią dobry kontakt. W tamtym momencie zrozumiałam, że w ten sposób Bóg wskazuje mi drogę. Poszłam więc prosto do biura szefowej sekcji Zhang i powiedziałam sciszonym głosem: „Szefowo Zhang, mam okres. Chciałabym wrócić na górę na krótką chwilę”. Gdy usłyszała, że chcę iść na górę sama, jej twarz przybrała surowy wyraz. Powiedziała: „Nie, niech pójdzie z tobą strażniczka, która cię tu przyprowadziła. Gdzie ona jest?”. Rozejrzała się dookoła. Poczułam, że za chwilę stanie się coś złego, i opanował mnie niepokój. Jeśli przyjdzie strażniczka, żeby mnie zaprowadzić, to już koniec. Była względem nas, więźniów, szczególnie surowa. Jeśli usłyszy, że chcę wrócić, to się nie zgodzi, a poza tym będzie chciała sprawdzić, czy faktycznie mam okres. Jeśli znajdzie przy mnie słowo Boże, to mnie pobije prawie na śmierć. Poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Z całych sił modliłam się do Boga. W tamtym momencie nagle przypomniałam sobie o płóciennych torbach, które zrobiłam dla szefowej Zhang kilka dni wcześniej. Zapytałam ją: „Szefowo Zhang, czy jesteś zadowolona z toreb, które dla ciebie zrobiłam? Z chęcią pomogę też przy innych rzeczach”. Gdy to usłyszała, od razu się trochę rozluźniła. Zrozumiałam, że to Bóg otwiera dla mnie drogę. Powiedziałam: „Szefowo Zhang, proszę się nie obawiać, wrócę za niecałą minutę”. Nic nie powiedziała, więc szybko pobiegłam na górę. Po drodze przypomniałam sobie nagle, że muszę przejść przez metalowe drzwi, żeby dostać się do warsztatu. Zgodnie z regulaminem te drzwi miały być zamknięte, ale wtedy nie miałam siły się nad tym zastanawiać, a poza tym nie bałam się, bo widziałam jasno, że Bóg jest ze mną w tej misji, że prowadzi mnie krok po kroku. Gdy stanęłam przed metalowymi drzwiami, okazało się, że są otwarte, a po drugiej stronie w korytarzu nie było strażników. Raz po raz dziękowałam Bogu. Pobiegłam do warsztatu i dałam słowo Boże siostrze, poczułam, że ogromny kamień spadł mi z serca. Pomyślałam o tym, co Jahwe powiedział do Jozuego: „Wzmoc nij się i bądź mężny. Nie lękaj się i nie przerażaj, gdyż PAN, twój Bóg, jest z tobą, dokądkolwiek pójdziesz” (Joz 1:9). To prawda, Bóg jest Stworzycielem, wszystko jest w Jego rękach, wszyscy ludzie, sprawy i rzeczy służą dziełu Boga. To doświadczenie otworzyło mi oczy na cudowne czyny Boga, zobaczyłam, że władza Boga przewyższa wszystko. Spoglądając wstecz, widziałam, jak Bóg wszystko dokładnie zaplanował. Na przykład, trudno więźniom nawiązać jakikolwiek kontakt z szefową sekcji Zhang. Spośród ponad tysiąca więźniów tylko mi zlecała różne prae. To jest coś, co Bóg dla mnie przygotował. Szef strażników, który obserwował nas podczas pracy, tym razem był nieobecny, a zazwyczaj zamknięte metalowe drzwi tym razem były otwarte. Wszystko to było niezwykłe. Jak mówi Biblia: „Serce króla jest w rękach Jahwe jak rzeki wód: zwraca je, gdziekolwiek zechce” (Prz 21:1). Te słowa to sama prawda! Wychwalałam moc Boga. Bogu dzięki! Trzy rozdziały słowa Bożego: „Powinniście zważać na wasze uczynki”, „Bóg jest źródłem ludzkiego życia”, „Westchnienie Wszechmogącego”, a także setki hymnów. W naszej sytuacji byliśmy duchowo spragnieni, widzą każdy kontakt ze słowem Bożym był czymś cudownym, ale szczególnie ten fragment: „Wszystko, co należy do tego świata, szybko zmienia się wraz z myślami Wszechmogącego i pod Jego spojrzeniem. Nagle pojawiają się rzeczy, o których człowiek nigdy nie słyszał, podczas gdy rzeczy, które od dawna posiadał, niepostrzeżenie znikają. Nikt nie potrafi pojąć miejsca pobytu Wszechmogącego, a tym bardziej nikt nie potrafi poczuć transcendencji i wielkości Jego siły życiowej. Jest on transcendentny w tym sensie, że może postrzegać to, czego ludzie nie potrafią. Jest wielki w tym sensie, że jest Jednym, który zbawia człowieka, mimo że człowiek go odrzucił. Zna znaczenie życia i śmierci, a ponadto zna reguły egzystencji, jakich powinna przestrzegać ludzkość, którą stworzył. Jest podstawą ludzkiej egzystencji i jest Odkupicielem, który ponownie wskrzesza ludzkość. Szczęśliwe serca obarcza smutkiem, a smutne obdarza szczęściem. Wszystko to dzieje się ze względu na Jego dzieło i Jego plan. (…) Wszechmogący ma miłosierdzie dla tych ludzi, którzy wiele wycierpieli; jednocześnie dość ma tych ludzi, którym brakuje świadomości, ponieważ zbyt długo musiał czekać na odpowiedź ludzkości. Pragnie On poszukiwać, poszukiwać twojego serca i twojego ducha, aby przynieść ci wodę i pożywienie oraz aby cię obudzić, byś już więcej nie odczuwał pragnienia ani głodu. Kiedy jesteś zmęczony i kiedy w pewnym stopniu zaczynasz odczuwać przygnębiające osamotnienie tego świata, nie czuj się zagubiony, nie płacz. Bóg Wszechmogący, Stróż, przyjmie cię w każdym momencie. Czuwa przy tobie, czekając, aż do Niego wrócisz. Czeka na dzień, w którym nagle odzyskasz pamięć – kiedy zdasz sobie sprawę, że pochodzisz od Boga, że nie wiadomo kiedy zagubiłeś się, nie wiadomo kiedy straciłeś przytomność na drodze i nie wiadomo kiedy zyskałeś »ojca«; co więcej, kiedy zdasz sobie sprawę, że Wszechmogący cały czas czuwał, czekając na twój powrót przez bardzo, bardzo długi czas. Czuwał z rozpaczliwą tęsknotą, na próżno czekając na odpowiedź. Jego czuwanie i czekanie jest bezcenne i ma miejsce przez wzgląd na ludzkie serce i ludzkiego ducha. Być może owo czuwanie i czekanie jest nieskończone, a być może właśnie dobiega końca. Ale powinieneś dokładnie wiedzieć, gdzie jest teraz twoje serce i gdzie jest twój duch” („Westchnienie Wszechmogącego” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Po przeczytaniu słów Boga kilka sióstr wybuchnęło płaczem. Czułyśmy w tych słowach Bożą miłość i miłosierdzie dla ludzkości. Tylko Bóg się o nas troszczy i martwi się o naszą przyszłość i przeznaczenie. Kto inny ma tak wielką miłość? Wtedy chciałam przekazać słowo Boże siostrze, która była bardzo chora. Jej stan był wyjątkowo ciężki, ale dostrzegała wolę Boga w Jego słowach i rozumiałam, że nie było świadectwa w tym, że narzekała na własne cierpienie, co sprawiało ból Bożemu sercu. Żałowała tego i chciała szukać woli Bożej w swojej chorobie, nieść świadectwo, by pocieszyć serce Boże. Byłam bardzo poruszona, szczególnie gdy przeczytałam ten fragment słów Bożych: „Od chwili, gdy z płaczem przychodzisz na ten świat, zaczynasz wypełniać swój obowiązek. Rozpoczynasz swą życiową podróż i wypełniasz swoją rolę ze względu na Boży plan i Jego przeznaczenie. Bez względu na twe pochodzenie i na to, jaką podróż masz przed sobą, nikt nie jest w stanie uciec przed planowymi działaniami i ustaleniami niebios i nikt nie panuje nad własnym przeznaczeniem, ponieważ tylko Ten, który ma władzę nad wszystkimi rzeczami, jest do tego zdolny. Od dnia, w którym człowiek zaczął istnieć, Bóg stale działał w ten właśnie sposób, zarządzając wszechświatem, kierując zasadami, zgodnie z którymi zmieniają się wszystkie rzeczy i trajektorią ich ruchu. Tak jak wszystkie stworzenia, człowiek po cichu i bezwiednie karmiony jest słodyczą, deszczem i rosą od Boga; jak wszystkie stworzenia, bezwiednie żyje zgodnie z zarządzeniami Bożej ręki. Serce i duch człowieka są w ręku Boga; Bóg dostrzega też wszystko, co dzieje się w ludzkim życiu. Bez względu na to, czy w to wierzysz czy nie, wszystkie bez wyjątku rzeczy, tak żywe, jak i martwe, będą przemieszczać się, zmieniać, odnawiać i znikać zgodnie z Bożym zamysłem. W ten właśnie sposób Bóg sprawuje kontrolę nad wszystkimi rzeczami” („Bóg jest źródłem ludzkiego życia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Gdy tak rozmyślałam nad słowem Bożym, nie mogłam powstrzymać łez, które spływały mi po twarzy. Myślałam o tym, jak w mojej rodzinie faworyzowano synów, o tym, jak dorastałam, samotna i dyskryminowana. Później dwa nieudane małżeństwa i kilka prób samobójczych. Pomyślałam: „Spośród wielkiego morza ludzości Bóg wybrał mnie do swojego domu. Teraz rozumiem, że przeżyłam, bo On mnie chronił. Ma dla mnie zadanie do wykonania, a ja mam misję w życiu i rolę do odegrania. Porzuciłam rodzinę, by głosić ewangelię, aresztowano mnie i uwięziono w obozie pracy, zostałam służącą, a Bóg na to wszystko pozwolił. Mam szansę głosić słowo Boże tutaj i mogę pomagać siostrom i wspierać je. Bóg daje mi to brzemię i to jest moja misja”. Gdy to tym wszystkim myślałam, czułam ciepło w sercu. Miałam szczęście, że mogłam iść za Bogiem Wszechmogącym, czynić powinność istoty stworzonej, doświadczać dzieła Boga i widzieć Jego cudowne czyny. Byłam błogosławiona! Wiedziałam, że Bóg jest ze mną. Bóg jest Władcą mojego losu, czego więcej mi trzeba? Gdy o tym myślałam, nie czułam, że pobyt w obozie jest taki ciężki, nie czułam się samotna.

Rozmawiałyśmy ze sobą o woli Boga i byłyśmy wszystkie natchnione przez Bożą miłość. Czułyśmy wdzięczność i umocniła się nasza determinacja, by świadczyć o Bogu. Później szybko przepisałyśmy słowa Boga. Żeby przekazać je innym siostrom. Wykonując swoją pracę, jednocześnie stałam na straży, żeby siostry mogły przepisywać słowa Boga bez obaw. Niektóre pisały aż do północy. Ta, która ze mną pracowała, nie zwracała na nic uwagi. Udawała, że nic nie widzi. W ciągu trzech dni skopiowałyśmy słowa Boga i nikt nas nie nakrył, szybko przekazałyśmy je dziesiątkom innym sióstr. W tych dniach, gdy siostry przekazywały i omawiały słowo Boże, zachęcałyśmy się wzajemnie i wzrosła nasza wiara, by nieść świadectwo o Bogu w tych trudnych okolicznościach.

Rozmyślam o każdej chwilę, jaką spędziłam w obozie pracy, głosząc słowo Boże. Wiem, że nigdy o tym nie zapomnę. To praktyczne doświadczenie sprawiło, że na własne oczy ujrzałam cudowne czyny Boga, doświadczyłam Jego władzy, wszechmocy i mądrości, naprawdę poczułam, że słowo Boże daje ludziom siłę. Ilekroć wracam w myślach do tego czasu, czuję się poruszona i dziękuję Bogu, wychwalając Go z całego serca!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Przebudzenie z niepewności

Autorstwa Zhenxi, miasto Zhengzhou, Prowincja Henan Dziesięć lat temu, popychana przez mój arogancki charakter, nie byłam nigdy w stanie...

Jakże mądre jest dzieło Boże

Autorstwa Shiji, Prowincja Anhui Zazwyczaj, uczęszczając na spotkania współpracowników, mój przywódca często nauczał o doświadczeniach...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze