Prawdziwe oblicze moich rodziców

01 maja 2022

Autorstwa Xinche, Korea Południowa

Od dziecka widziałam w moich rodzicach wzór do naśladowania pod względem wiary w Boga. Wydawali się naprawdę żarliwi i skłonni do poświęceń. Po przyjęciu Boga Wszechmogącego mama rzuciła dobrą pracę, by pełnić obowiązki na pełny etat. Miała wiedzę i umiejętności, gotowa była zapłacić cenę, więc przydzielano jej w kościele ważne obowiązki. Później naszą rodzinę wydał Judasz, więc musieliśmy się ukrywać, żeby KPCh nas nie aresztowała. Mimo to rodzice nadal pełnili obowiązki. Prostota ich stylu życia w połączeniu z ich postępowaniem, które wydawalo się pobożne i duchowe, sprawiła, że członkowie kościoła często mówili, że moi rodzice mają dobre człowieczeństwo, prawdziwie wierzą i dążą do prawdy. Z powodu prześladowań przez Partię oddzielono mnie od rodziców, gdy miałam dziesięć lat, nie mogliśmy się już widywać, ale w pamięci utrwalił mi się ich wspaniały obraz. Podziwiałam ich i czułam, że nosili w sercu ogromną wiarę w Boga, że biorąc pod uwagę ich poświęcenia i ważne obowiązki, na pewno podążają za prawdę i mają dobre człowieczeństwo, Bóg z pewnością ich pochwala. Czułam nawet, że są ludźmi, którzy mogą być zbawieni. Byłam dumna, że mam takich rodziców.

Później prześladowania ze strony Partii zmusiły nas do ucieczki za granicę. Kiedy się później z nimi skontaktowałam, dowiedziałam się, że dalej pełnią obowiązki. Okazało się, że mama wykonywała kilka obowiązków na szczeblu kierowniczym, co sprawiło, że podziwiałam ją jeszcze bardziej. Rodzicie zachowali wiarę przez te wszystkie lata, dużo poświęcili i pełnili ważne obowiązki. Myślałam, że na pewno szukają prawdy, że wykazują się postawą, więc w przyszłości będę mogła liczyć na ich pomoc, ilekroć natrafię na jakieś trudności. To było wspaniałe. Czasem rozmawialiśmy o tym, czego akurat doświadczaliśmy. Raz tata powiedział, że wykonuje obowiązek, który nie wymaga jego zdaniem żadnych technicznych umiejętności, i dlatego tata ma problem z motywacją, chciałby zająć się jakimś innym obowiązkiem. Ja wtedy czułam się dokładnie tak samo, więc porozmawialiśmy i czytaliśmy razem słowa Boga. Po pewnym czasie, jedząc i pijąc słowa Boga i poszukując prawdy, dostrzegłam, że jestem czepialska, jeśli chodzi o mój obowiązek. Chciałam obowiązku, który stawiałby mnie w dobrym świetle, w przeciwnym razie byłam niedbała. To było samolubne i nie przejawiało prawdziwej wiary. Poczułam do siebie pogardę i udało mi się temu zaradzić. A tymczasem tata zablokował się, nie mógł obudzić w sobie motywacji. Byłam skołowana. Skoro wierzył już od ponad dekady, powinien wykazać się jakąś postawą. Czemu nie mógł rozwiązać tego problemu wybrzydzania, jeśli chodzi o obowiązki? Zauważyłam, że gdy rozmawiam z rodzicami o moich problemac, przesyłają mi słowa Boga i dzielą się tym, co myślą, ale to mi wcale nie pomaga. Zaczęłam mieć niejasne przeczucie, że oni nie rozumieją prawdy tak, jak sobie to wyobrażałam.

Później bracia i siostry omawiali temat pisemnych świadectw. Pomyślałam, że rodzice, którzy wierzą od tak dawna, na pewno mają dużo doświadczeń, zwłaszcza mama. Prześladował ją antychryst i została niesprawiedliwie wydalona z kościoła, ale nadal głosiła ewangelię. Gdy przyjęto ją z powrotem, całą siebie wkładała w każdy obowiązek, a kilka razy zmieniał się jej obowiązek, więc na pewno miała bogate doświadczenie. Pomyślałam, że powinna o tym napisać, by nieść świadectwo o Bogu. Kilka razy próbowałam nakłonić ją do napisania świadectwa, ale wykręcała się, mówiąc, że chciałaby, ale jest zbyt zajęta i nie znajdzie czasu. Myślałam, że faktycznie ma bardzo dużo na głowie, ale to jej nie usprawiedliwiało. Jeśli miała świadectwo, którym mogła się podzielić, spisanie go nie zajęłoby tak długo. Gdyby napisała to świadectwo o Bogu, czerpiąc z długich lat wiary, to miałoby wielkie znaczenie! Dalej na nią naciskałam, ale nic nie napisała. Raz powiedziała mi, że nie potrafi uporządkować myśli, gdy próbuje pisać, że nie wie, od czego zacząć, więc chciała ze mną o tym pomówić. Ucieszyłam się. Chciałam usłyszeć o jej doświadczeniach. Ale bardzo mnie zaskoczyło, że gdy mówiła o tym, co się wydarzyło, i o zepsuciu, jakie przejawiała, nie dzieliła się żadnym prawdziwym zrozumieniem, tylko mówiła dużo negatywnych rzeczy, ograniczała siebie. Mówienie o przeszłości sprawiało jej ból, jak gdyby się podporządkowała, nie mając innego wyjścia. Nie powiedziała o niczym, co dzięki temu zyskała. Byłam rozczarowana naszą rozmową. Pomyślałam, że gdyby faktycznie coś zyskała, nieważne, z jakim cierpieniem by się to wiązało, czytanie słów Boga, szukanie prawdy i poznawanie Jego woli dałyby jej realne zrozumienie samej siebie i Boga, a to ostatecznie byłby powód do radości. Ale w sposobie, w jaki mówiła o przeszłości, dało się słyszeć wciąż wiele cierpienia, mama rozumiała samą siebie wnikliwie, ale niepraktycznie. Czy to nie oznaczało, że brak jej było praktycznego doświadczenia? Dotarło to do mnie: nic dziwnego, że tak wymigiwała się od napisania świadectwa. Brak czasu to była tylko wymówka. Tak naprawdę nie osiągnęła prawdy i nic nie zyskała, więc nie miała o czym pisać. Tata faktycznie próbował coś napisać, ale tekst pełny był banałów, nie było tam dużo o jego samowiedzy ani o tym, co zyskał. Nie licowało to z długimi latami jego wiary. Pamiętam, że Bóg powiedział: „To, czy możesz zostać zbawiony, nie zależy od twego starszeństwa czy tego, jak wiele lat przepracowałeś, a tym bardziej od tego, jak wiele zebrałeś pochwał czy referencji. Zależy natomiast od tego, czy twoje dążenie przyniosło owoce. Powinieneś wiedzieć, że ci, którzy będą zbawieni, są »drzewami« przynoszącymi owoc, nie zaś tymi drzewami o obfitym listowiu i mnóstwie kwiecia, które mimo to owoców nie przynoszą. Nawet jeśli spędziłeś wiele lat, włócząc się po ulicach, jakież ma to znaczenie? Gdzie twoje świadectwo?” („Praktyka (7)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). To mnie przebudziło. To prawda. Nieważne, ile ktoś ma lat, jak dużo pracował i czego doświadczył, bo jeśli nic nie zyskuje z tego, przez co przechodzi, jeśli nie zyskuje prawdy lub nie niesie świadectwa, to nie ma życia w takiej osobie. Taka osoba nie może dostąpić zbawienia. Gdy to pojęłam, poczułam coś, czego nie umiem opisać. Mój obraz rodziców, którzy rozumieją prawdą i wykazują się postawą, rozpadł się po raz pierwszy. Miałam mętlik w głowie. Czemu po tylu latach wiary i tylu poświęceniach wciąż nie zyskali prawdy? Nie mogłam powstrzymać łez, musiałam zapłakać. Już ich nie podziwiałam tak, jak wcześniej, ale wciąż myślałam, że mimo wszystko dali z siebie wiele przez te lata, więc byli przynajmniej przyzwoitymi ludźmi, prawdziwymi wierzącymi. Jeśli dobrze pełnili obowiązki i zaczęli podążać za prawdą, to mogli jeszcze być zbawieni. Ale później zdarzyło się coś, co zmieniło mój sposób myślenia o nich.

Pewnego dnia dowiedziała się, że tatę odsunięto od obowiązku, bo cały czas był niedbały i leniwy, źle sobie radził. Wkrótce okazało się, że mamę spotkało to samo, bo brak jej było człowieczeństwa i nie dbała o interesy kościoła, była zanadto arogancka i zakłócała pracę. Byłam w szoku, nie mogłam w to uwierzyć. Jak to się mogło stać? Czy ktoś niezdolny do pełnienia obowiązku nie był eliminowany? Brak im było człowieczeństwa? Każdy, kto znał moich rodziców, mówił, że wykazują się wspaniałym człowieczeństwem, bo jak inaczej byliby w stanie tyle poświęcić? Szarpała mną rozterka i wiele zmartwień wypływało na powierzchnię. Myślałam o tym, jak rodzice się czują, czy cierpią. Pogrążałam się w mroku, byłam coraz bardziej przygnębiona, wiedziałam, że to musiało się dokonać na podstawie zasad prawdy, że to było słuszne, ale trudno mi było to zaakceptować. Rodzice tyle przeszli, uciekając wciąż przed Komunistyczną Partią, rozdzielono nas na długi czas przez te wszystkie lata. Miałam nadzieję, że połączymy się w królestwie, gdy Bóg zakończy swe dzieło. A tymczasem po tylu wzlotach i upadkach, po wykonaniu ogromnej pracy, zostali zwyczajnie odsunięci? Jak to możliwe? Coraz bardziej się tym dręczyłam i nie mogłam już powstrzymać płaczu. Przez kilka dni wciąż tylko wzdychałam i nie miałam energii do obowiązków. Ilekroć o tym myślałam, martwiłam się i opadałam z sił. Straciłam zupełnie motywację do wiary. Byłam w kiepskim stanie i wciąż powtarzałam sobie: „Mamę i tatę odsunięto nie bez powodu. Bóg jest sprawiedliwy”. Ale w sercu nie mogłam się z tym pogodzić i wdawałam się w dyskusję z Bogiem. Byli tacy bracia i siostry, którzy nie wnosili realnego wkładu w pracę kościoła, nie wykonywali ważnych zadań, a mimo to ich nie odsuwano, więc czemu mama i tata nie mogli zostać? Mieli swoje problemy i nawet gdyby nic ważnego nie osiągneli przez te lata, to bardzo się starali, więc czy nie zasługiwali na drugą szansę po tym, ile wycierpieli i ile się napracowali? Mój stan był niewłaściwy, wiedziałam to, byłam zatwardziała i brakowało mi motywacji, by szukać prawdy. Stanęłam przed Bogiem w modlitwie: „Boże, jest mi bardzo ciężko. Poprowadź mnie i daj mi poznać Twoją wolę”.

Zapytałam jedną siostrę, co zrobić, by wyjść z tego stanu, wciąż płakałam, próbując jej to wszystko wyjaśnić. Powiedziała mi: „Twoim rodzicom odebrano obowiązki, ale ich nie oddalono. Czemu suę tak martwisz? Musisz dostrzec w tym Bożą miłość. Bóg daje im szansę na odpokutowanie”. To, co powiedziała, otworzyło mi oczy. To była prawda. Bóg nie powiedział, że odebranie komuś obowiązków oznacza wyeliminowanie. Niektórzy bracia i siostry zaczynają się nad sobą zastanawiać, czują żal, zmieniają się i okazują skruchę, gdy zostaną odsunięci. A potem wracają do obowiązków. Jeśli ktoś pełni obowiązek, nie znaczy, że zostanie w pełni zbawiony. Jeśli nie dążysz do prawdy, to i tak Bóg może cię obnażyć i wyeliminować. Poprzez odsunięcie od obowiązków Bóg dawał moim rodzicom szansę na skruchę, a ja myślałam, że to równoznaczne z wyeliminowaniem. To nie jest zgodne z prawdą. Myśląc o tym w ten sposób, poczułam się trochę lepiej, ale i tak wciąż się dręczyłam i zamartwiałam. Czułam, że kościół traktuje rodziców zbyt surowo.

Później przeczytałam dwa fragmenty słów Bożych: „W jaki sposób powinieneś pojmować i rozumieć autorytet i władzę Boga w obliczu problemów prawdziwego życia? Kiedy stajesz przed tymi problemami i nie wiesz, jak należy je rozumieć, radzić sobie z nimi i ich doświadczać, jaką postawę powinieneś przyjąć, aby zademonstrować swoją intencję i pragnienie podporządkowania się oraz realność twojego poddania się władzy i decyzjom Boga? Najpierw musisz nauczyć się czekać, następnie musisz nauczyć się szukać, później zaś nauczyć się poddawać. »Czekać« oznacza czekanie na czas Boga, oczekiwanie na ludzi, wydarzenia i rzeczy zaaranżowane dla ciebie przez Niego, czekanie aż stopniowo objawi się przed tobą Jego wola” („Sam Bóg, Jedyny (III)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Im bardziej brakuje ci zrozumienia jakiejś sprawy, tym bardziej bogobojne i pobożne powinno być twoje serce i tym częściej powinieneś stawać przed obliczem Boga, by poszukiwać Jego woli oraz prawdy. Kiedy nie rozumiesz różnych rzeczy, potrzebujesz Bożego oświecenia i przewodnictwa. Kiedy natrafiasz na rzeczy, których nie rozumiesz, potrzebujesz, by Bóg więcej nad tobą pracował, i taki jest dobry Boży zamiar. Im częściej stajesz przed Jego obliczem, tym bardziej twoje serce zbliża się do Boga. Czyż nie jest prawdą, że im bliższe Bogu jest twoje serce, tym bardziej Bóg w nim zamieszkuje? Im więcej Boga jest w sercach ludzi, tym lepsze stają się ich dążenia, ścieżka, którą przemierzają oraz ich stan” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Uspokoiłam się trochę po przeczytaniu tych słów. Bóg mówi, że im mniej coś rozumiesz, tym bardziej musisz szukać prawdy, z czcią wobec Boga, aby poprawić swój stan. Rodziców odsunięto od obowiązków, wiedziałam, że to właściwa decyzja dla kościoła, i nie powinnam narzekać. Próbowałam o tym nie myśleć, ale nie pozbyłam się nieporozumień ani nie zbliżyłam się na powrót do Boga. Myśląc o tym, wciąż miałam w sobie poczucie krzywdy. Później zrozumiałam, że gdy jesteśmy skołowani w jakiejś sprawie, musimy szukać prawdy, zamiast przestrzegać reguł i trzymać się na wodzy, pozwalając, by wszystko niknęło we mgle, tak się problemów nie rozwiązuje. Tak naprawdę wcale nie znałam rodziców zbyt dobrze. Wydawało się, że bardzo się poświęcają, a inni dobrze o nich mówią, ale jednostronny i wąski punkt widzenia. Chciałam wiedzieć, co bracia i siostry, z którymi rodzice mieli kontakt, sądzą o nich, zamiast kierować się tylko swoimi uczuciami. Zaczęłam sprawdzać szczegóły postępowania rodziców. Z tego, jak ocenili ich inni, dowiedziałam się, że tata zawsze był niedbały i wykręcał się od trudnych zadań, nie chciał angażować się w coś, co wymagało od niego, żeby zapłacił cenę. Miał umiejętności, ale wykonywał obowiązki biernie i zbyt wiele nie osiągał. Kilka razy zmieniano mu obowiązek, ale żadnego dobrze nie wypełniał. Gdy głosił ewangelię, był niedbały i wymawiał się od ciężkiej pracy. Nic nie potrafił zrobić, jeśli nie nadzorował go ktoś z góry. Gdy bracia i siostry zwracali mu uwagę na te problemy, nie skłaniał się do refleksji, tylko szukał wymówek, mówiąc, że się starzeje i ma kłopoty ze zdrowiem, że w tym obowiązku nie mógł użyć swych zalet, więc to normalne, że były problemy, a inni oczekiwali zbyt dużo. Odsunięto go, bo nigdy nie zdołał osiągnąć dobrych wyników. Mama była pełna energii i gotowa była zapłacić cenę, ale to było powierzchowne, bo robiła wszystko po łebkach. Nie wykonywała praktycznej pracy, hamowała postępy kościoła. W niewłaściwy sposób rozporządzała ofiarami na dom Boży, co doprowadziło do bezsensownego marnotrawstwa i utraty wielu ofiar. Mama dużo pracowała, ale w jej pracy było mnóstwo problemów i niedopatrzeń. W rezultacie dom Boży bardzo dużo stracił. Niektórych spraw do dziś nie udało się uporządkować. Mama zawsze postępowała asekuracyjnie, chroniła własne interesy zamiast interesów domu Bożego. Czasem, gdy powinna sama uporać się z pilnymi problemami, wysyłała kogoś innego, bo bała się zrazić do siebie ludzi. To wstrzymywało pracę domu Bożego. Bracia i siostry mówili, że jest arogancka i uparta, powołuje się na swe doświadczenie, żeby mogła robić, co chce, bez omawiania niczego z innymi. Odrzucała sugestie innych ludzi, była zaborcza wobec swojej pracy, brakowało jej przejrzystości. Bracia i siostry nie znali szczegółów kilku spraw. Gdy ktoś zrobić coś, co jej się nie spodobało, puszczały jej nerwy i ze złością beształa ludzi. Czuli się przez nią ograniczani, a nawet doszło do tego, że jeden brat powiedział do niej: „Siostro, brak mi charakteru. Praca ze mną musi ci bardzo ciążyć, przepraszam”. Inni mówili też, że gdyby nie wzgląd na obowiązki, to nigdy nie chcieliby stykać się z kimś taim. Mama miała poważne problemy, ale nie przyjmowała ich do wiadomości, choć inni ją upominali. Była uprzedzona i oporna wobec siostry nadzorującej pracę. Uważała, że to zawsze inni robią problemy, są niesprawiedliwi i trudno się z nimi dogadać.

To był szok. Nie chciałam pogodzić się z tym, że moi rodzice tacy są. Później przeczytałam kilka fragmentów słów Bożych. „W skład człowieczeństwa powinno wchodzić zarówno sumienie, jak i rozum. Są to najbardziej fundamentalne i najważniejsze składniki. Jakiego rodzaju osobą jest ktoś, kto nie ma sumienia i komu brakuje rozumu, jaki charakteryzuje zwykłe człowieczeństwo? Mówiąc ogólnie, jest to ktoś, komu brakuje człowieczeństwa, czyje człowieczeństwo jest bardzo kiepskiej jakości. Zagłębiając się w szczegóły, jakie przejawy utraconego człowieczeństwa taka osoba ukazuje? Spróbujcie przeanalizować, jakie cechy charakteru można znaleźć u takich ludzi i jak konkretnie się one przejawiają. (Są egoistyczni i małostkowi). Egoistyczni i małostkowi ludzie są powierzchowni w swoich działaniach i zdystansowani od rzeczy, które nie dotyczą ich osobiście. Nie biorą pod uwagę interesów domu Bożego ani nie uwzględniają woli Boga. Nie biorą na siebie ciężaru dawania świadectwa o Bogu ani wykonywania swoich obowiązków i nie mają poczucia odpowiedzialności” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Kiedy człowiek posiada dobre człowieczeństwo, prawdziwe serce, sumienie i rozum, nie są to rzeczy puste lub niejasne, których nie można zobaczyć ani dotknąć, ale takie, które można odkryć w każdym aspekcie codziennego życia; wszystkie są częścią rzeczywistości. Powiedzmy, że ktoś jest wspaniałą i doskonałą osobą: czy możesz to zobaczyć? Nie możesz zobaczyć, dotknąć ani nawet wyobrazić sobie, jak to jest być kimś doskonałym lub wspaniałym. Ale jeśli powiesz, że ktoś jest samolubny, czy widzisz uczynki tej osoby – i czy odpowiada ona temu opisowi? Jeśli mówi się o kimś, że to uczciwy człowiek ze szczerym sercem, czy możesz zobaczyć odpowiadające temu zachowanie? A jeśli mówi się, że ktoś jest podstępny, nieuczciwy i podły, czy możesz to zobaczyć? Nawet jeśli zamkniesz oczy, możesz wyczuć poziom człowieczeństwa danej osoby na podstawie tego, co mówi i jak się zachowuje. Toteż »dobre lub złe człowieczeństwo« to nie jest pusty frazes. Na przykład egoizm i podłość, nieuczciwość i oszustwo, arogancja i zarozumiałość – to wszystko są cechy, jakie możesz zauważyć w życiu, kiedy stykasz się z daną osobą; to są negatywne elementy człowieczeństwa. Czy zatem można zauważyć w codziennym życiu pozytywne elementy człowieczeństwa, które ludzie powinni posiadać, takie jak uczciwość i umiłowanie prawdy? Jakie warunki musi spełniać człowiek, aby uzyskać oświecenie Ducha Świętego, otrzymać Boże przewodnictwo i we wszystkim postępować zgodnie z zasadami prawdy? Musi mieć szczere serce, kochać prawdę, szukać jej we wszystkim i być w stanie praktykować prawdę, gdy tylko ją zrozumie. Spełnienie tych warunków oznacza posiadanie oświecenia Ducha Świętego, zdolność rozumienia słów Boga i umiejętność swobodnego wprowadzania prawdy w życie. Jeśli ktoś nie jest uczciwą osobą i w sercu nie kocha prawdy, trudno mu będzie zyskać dzieło Ducha Świętego, i nawet jeśli omówisz z nim prawdę, nic to nie da. Jak możesz stwierdzić, czy ktoś jest uczciwym człowiekiem? Musisz patrzeć nie tylko na to, czy kłamie i oszukuje; najważniejsze jest to, czy jest w stanie zaakceptować prawdę i wprowadzić ją w życie. To jest najbardziej kluczowe. Z domu Bożego zawsze wyrzucano ludzi i obecnie wielu już zostało wyrzuconych. To nie byli uczciwi ludzie; wszyscy byli podstępni. Kochali nieprawe rzeczy, a zupełnie nie miłowali prawdy. Bez względu na to, od ilu lat wierzyli w Boga, nie potrafili zrozumieć prawdy ani wejść w jej rzeczywistość, a tym bardziej nie byli zdolni prawdziwie się zmienić. Dlatego wyrzucenie ich było nieuniknione. Kiedy stykasz się z jakimś człowiekiem, na co najpierw patrzysz? Sprawdź, czy jest uczciwy w słowach i uczynkach, czy kocha prawdę i czy jest w stanie ją przyjąć. To są kluczowe sprawy. Zasadniczo możesz ujrzeć istotę człowieka, o ile jesteś w stanie określić, czy jest on uczciwą osobą, czy jest w stanie zaakceptować prawdę i wprowadzić ją w życie. Jeśli ktoś ma usta pełne ładnie brzmiących słów, ale kiedy nadejdzie czas na zrobienie czegoś prawdziwego, niczego takiego nie robi i myśli tylko o sobie, a nigdy o innych – co to jest za człowieczeństwo? (To egoizm i podłość. Ktoś taki nie posiada człowieczeństwa). Czy osobie wyzutej z człowieczeństwa, łatwo jest pozyskać prawdę? Jest to bardzo trudne. (…) Nie zwracajcie uwagi na to, co mówi taka osoba. Musicie dostrzec, co urzeczywistnia, co ujawnia, i jaka jest jej postawa, gdy wykonuje swoje obowiązki, a także to, jaki jest jej stan wewnętrzny i co kocha. Jeśli uwielbienie własnej sławy i fortuny przewyższa u niej lojalność względem Boga, jeśli przeważa nad interesami domu Bożego albo nad szacunkiem dla Boga, to czy taka osoba ma w sobie człowieczeństwo? Nie jest to ktoś obdarzony człowieczeństwem” („Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boże pokazały mi, że by ocenić czyjeś człowieczeństwo, musimy patrzeć na postawę wobec zadań od Boga i wobec prawdy. Ci, co mają dobre człowieczeństwo, miłują prawdę i myślą o woli Boga, pełniąc obowiązki. Odpowiedzialnie traktują zadania od Boga, są godni zaufania. Chronią interesy kościoła. Ci, którym brakuje człowieczeństwa, są samolubni i podli, myślą tylko o swoich interesach. Niedbale pełnią obowiązki, są podstępni i mocni w gębie, ale nie wykonują realnej pracy. Mogą nawet lekceważyć interesy domu Bożego i zaprzepaścić je na rzecz własnego zysku. Patrząc na zachowanie rodziców w kontekście Bożych słów, zrozumiałam, że nie są dobrymi ludźmi, za jakich ich uważałam. Mój tata na przykład… jego poświęcenia były pozorne, nie potrafił dźwigać brzemienia, tylko wypełniał obowiązki niedbale i unikał ciężkiej pracy. Gdy trzeba było zapłacić cenę, szukał wymówek, byle tylko jego ciało nie ucierpiało, nie patrzył na potrzeby kościoła. Potrzebował, żeby ktoś go nadzorował i motywował. Był bardzo bierny. No a mama, choć wciąż była zajęta, potrafiła znieść cierpienia i zdawało się, że coś osiąga, to tak naprawdę jej praca nie przynosiła realnych wyników, mama szukała tylko poklasku. Wydawało się, że jest zapracowana, ale szukała tylko szybkich zysków i robiła wszystko dla swej reputacji i statusu. Nawet zajmując się czymś tak ważnym jak ofiary, nie okazywała czci Bogu, co naraziło dom Boży na wielkie straty. Dużo pracowała, to prawda, ale problemy, niedopatrzenia i straty były jeszcze większe. W sprawach związanych z interesami kościoła wiedziała, że to ona powinna się czymś zająć, ale powierzała to komuś innemu. Nie chroniła interesów kościoła w kluczowych sprawach, nie miała jednego serca z Bogiem. Widziałam tylko, że wykonywała dużo zadań i płaciła wysoką cenę, ale nie widziałam jej pobudek ani tego, czy faktycznie coś osiągała, czy wnosiła realny wkład, czy robiła więcej złego niż dobrego. Zrozumiałam, że oceniając czyjeś człowieczeństwo, nie możemy patrzeć na pozorne poświęcenie czy wysiłki, tylko na to, czy pobudki są prawidłowe, czy ktoś naprawdę myśli o domu Bożym, czy też robi wszystko dla własnej reputacji. Ludzie z dobrym człowieczeństwem mogą nie rozumieć prawdy, ale mają serce na właściwym miejscu i postępują zgodnie z sumieniem. Stoją po stronie domu Bożego i dbają o jego interesy, dzięki czemu mogą naprawdę wiele osiągnąć. Ci, którym brak człowieczeństwa, nieważne, jak dużo cierpią i się trudzą, jak dobrze przemawiają, to są powierzchowni we wszystkim, co robią, uwzględniają i planują tylko własne zyski, nie myśląc tak naprawdę o domu Bożym. Dlatego w ich pracy jest dużo niedopatrzeń i nie mają żadnych osiągnięć. Czasem coś im się faktycznie udaje dzięki ich talentom czy doświadczeniu, ale na dłuższą metę straty przeważają nad zyskami, bo ich człowieczeństwo i charakter są słabe. Są zawodni i nie wykonują prawdziwej pracy. Nigdy nie wiadomo, kiedy zaszkodzą domowi Bożemu. Gdy to pojęłam, przekonałam się, że moim rodzicom brakuje dobrego człowieczeństwa.

Zawsze myślałam o tym, ile poświęcili, w tym wygodne życie, pełniąc obowiązki przez prawie dwie dekady wzlotów i upadków, więc jeśli nawet nie dążyli do prawdy, to byli prawdziwymi wierzącymi, dobrymi ludźmi. Ale wielu ludzi robi przedstawienie z tego, że potrafią znieść trudy, a tymczasem ich pobudki i istota mogą być różne. Nie widziałam, co moich rodziców motywuje, by ciężko pracować, ani tego, czy rzeczywiście coś osiągali. Patrzyłam tylko na powierzchowne wysiłki i uznałam, że są prawdziwymi wierzącymi z dobrym człowieczeństwem. Moja perspektywa była powierzchowna i głupia. Jako wierzący przez te lata ucierpieliśmy przez represje Komunistycznej Partii i przez to, że nasze rodziny były rozbijane, ale cieszyliśmy się wielką łaską Boga. Bóg daje nam nie tylko wiele prawd, ale zaspokaja też nasze życiowe portrzeby. Ktoś, kto ma sumienie i rozum, powinien robić wszystko, by wypełniać swój obowiązek i odwdzięczyć się Bogu za miłość. Moi rodzice wierzyli tyle lat i dobrze poznali doktrynę, a mimo to nie potrafili z odpowiedzialnością wykonywać obowiązków. Nie mogli nawet chronić interesów kościoła. Biorąc pod uwagę, jak postępowali, odebranie im obowiązków było Bożą sprawiedliwością. To było nie tylko dla dobra kościoła, ale również dla ich własnego dobra. Jeśli ta porażka mogła skłonić ich do autorefleksji i do zwrócenia się ku Bogu, do zmiany postawy względem obowiązków, oznaczałoby to dla nich zbawienie i punkt zwrotny na ścieżce ich wiary. Gdyby zaś nie zmienili zachowania, nie zastanowili się nad sobą i nie okazali skruchy, mogliby zostać obnażeni i wyeliminowani. Przypomniały mi się słowa Boga: „Ilość cierpienia, jakie jednostka musi znieść, i dystans, jaki musi pokonać na swojej ścieżce, jest wyznaczony przez Boga i nikt tak naprawdę nie może pomóc nikomu innemu” („Ścieżka… (6)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Mogłam tylko zwrócić uwagę na problemy i spróbować im pomóc, ale nie powinnam się martwić o to, którą ścieżkę ostatecznie wybiorą. Poczułam w sercu ulgę, gdy to sobie uświadomiłam. Przestałam się dręczyć i płakać nad nimi, odnalazłam właściwe podejście.

Później przeczytałam dwa fragmenty: „Musisz wiedzieć, jakiego rodzaju ludzi pragnę. Ci, którzy są nieczyści, nie dostaną zezwolenia na wejście do królestwa. Ci, którzy są nieczyści, nie dostaną zezwolenia na kalanie ziemi świętej. Nawet jeżeli wykonałeś dużo pracy i pracowałeś przez wiele lat, to jeżeli na końcu nadal jesteś żałośnie brudny, według niebiańskiego prawa niedopuszczalne będzie, abyś chciał wejść do Mojego królestwa! Od założenia świata po dziś dzień nigdy nie oferowałem łatwego dostępu do Mojego królestwa tym, którzy zabiegają o Moje względy. Jest to niebiańska zasada i nikt nie może jej złamać!” („Sukces i porażka zależą od ścieżki, którą idzie człowiek” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Decyduję o przeznaczeniu każdej osoby nie na podstawie jej wieku, rangi, głębi cierpienia, a najmniej na podstawie stopnia, w jakim prosi się ona o litość, ale wedle tego, czy posiada prawdę. Nie ma innego wyjścia niż to. Musicie zrozumieć, że wszyscy ci, którzy nie podążają za wolą Boga, także zostaną ukarani. Jest to fakt, którego nie sposób zmienić” („Przygotuj dostatecznie wiele dobrych uczynków, by zasłużyć na swoje przeznaczenie” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Bardzo mnie te słowa poruszyły. Bóg ocenia, czy ktoś może być zbawiony, patrząc jedynie na to, czy ten ktoś posiada prawdę i czy zmienił swoje usposobienie. Bóg działał przez te wszystkie lata i wyraził tak wiele prawd, obdarzając nas szczegółówymi omówienia ścieżki do wkroczenia w prawdę i osiągnięcia zbawienia. O ile tylko ktoś potrafi miłować i akceptować prawdę, jest nadzieja na dostąpienie zbawienia Bożego. Ale jeśli ktoś potrafi się tylko powierzchownie poświęcać po wielu latach wiary, nie praktykując prawdy i nie zmieniając usposobienia, to nie akceptuje prawdy, lecz jej nienawidzi. W takim przypadku nieważne, jak bardzo ktoś się poświęca, ile lat pracuje, jak ważne obowiązki pełni, bo jeśli nie zyskał prawdy ani nie zmienił ostatecznie swego usposobienia, tylko wciąż buntuje się przeciw Bogu i zakłóca pracę kościoła, to nie może być zbawiony. Ci, co czynią wiele zła, zostaną ukarani przez Boga, o tym decyduje Boża sprawiedliwość. Widząc to, zyskałam jasny obraz tego, co się stało z moimi rodzicami. Zrezygnowali z domu i pracy, bardzo się trudzili, ale nie miłowali prawdy. W obowiązkach byli powierzchowni i samowolni, nie zastanawiali się nad sobą w oparciu o Boże słowa. Gdy bracia i siostry wytykali im problemy, szukali wymówek, myśląc zawsze, że to inni mają problem, że oczekuje się od nich zbyt dużo. To mi pokazało, że nienawidzili prawdy i nie chcieli jej przyjąć, przez co ich usposobienie się nie zmieniło nawet po tylu latach wiary. Zamiast tego, gdy przybywało im lat wiary i pracy, stawali się coraz bardziej aroganccy. Po sposobie, w jaki traktowali prawdę, widziałam, że ich poświęcenia nie miały na celu zyskać prawdę i życie, ale czynili je opornie, tylko dla błogosławieństw. Tak jak Paweł, który we wszystkim targował się z Bogiem. Nie był prawdziwym wierzącym, który poświęca się dla Boga. Stało się dla mnie jasne, że to, czy ktoś podąża za prawdę, ma dobre człowieczeństwo i może być zbawiony, należy oceniać w oparciu o jego postawę wobec prawdy. Powierzchowne wysiłki, ilość wykonanej pracy i wypełniane obowiązki są nieistotne. Niektórzy bracia i siostry może i nie wnoszą wielkiego wkładu i ich obowiązki są mało znaczące, ale są wytrwali i wkładają w pracę całe serce. Ktoś, kto pełniąc obowiązku skupia się na szukaniu prawdy, na refleksji nad swym zepsuciem, odczuwa osobisty żal i praktykuje prawdę, a także zmienia swoje zepsute usposobienie, to osoba, która może wytrwać w domu Bożym. Im więcej o tym myślę, tym lepiej widzę Bożą sprawiedliwość. Standard, według którego Bóg ocenia ludzi, nie zmienia się. Ja myślałam, że zbawienie ma coś wspólnego ze szczęśliwym trafem. Myślałam, że Bóg nie porzuci tych, którzy czynili wielkie poświęcenia i ciężko pracowali, nawet jeśli nie wnieśli żadnego wkładu. Ale przypadek moich rodziców ukazał mi Bożą sprawiedliwość. Bóg nie osądza ludzi na bazie ludzkich emocji czy pojęć, lecz mierzy każdą osobę inną miarą, a jest to miara prawdy. Dotyczy to też ludzi sprawujących ważne funkcje w kościele.

Przeczytałam kilka fragmentów, który przyniosły mi oświecenie i ulgę. Bóg Wszechmogący mówi: „Któregoś dnia, kiedy zrozumiesz nieco z prawdy, nie będziesz już myślał, że twoja matka jest najlepszą osobą ani że twoi rodzice są najlepszymi ludźmi. Zdasz sobie sprawę, że oni również należą do zepsutej ludzkości i że ich usposobienie jest tak samo skażone. Od innych odróżnia ich jedynie to, że są z tobą połączeni fizycznym pokrewieństwem krwi. Jeśli nie wierzą w Boga, to są tacy sami jak niewierzący. Nie będziesz już na nich patrzeć z perspektywy członka rodziny czy z perspektywy więzi krwi, ale od strony prawdy. Jakie są główne aspekty, na które powinieneś zwrócić uwagę? Powinieneś przyjrzeć się ich poglądom na wiarę w Boga, ich poglądom na świat, ich poglądom na załatwianie spraw, a co najważniejsze, ich postawom wobec Boga. Jeśli uważnie przyjrzysz się tym aspektom, będziesz w stanie wyraźnie zobaczyć, czy są to dobrzy, czy źli ludzie. Jeżeli pewnego dnia zobaczysz wyraźnie, że są tacy jak ty, że są ludźmi o zepsutym usposobieniu, a tym bardziej, że nie są dobrymi ludźmi, którzy naprawdę cię kochają tak, jak sobie to wyobrażasz, oraz że w ogóle nie są w stanie poprowadzić cię do prawdy ani wprowadzić na właściwą ścieżkę w życiu; jeśli jasno dostrzeżesz, że to, co dla ciebie zrobili, nie przyniesie ci wielkich korzyści i nie ma zupełnie żadnego znaczenia dla obrania przez ciebie właściwej drogi życiowej; jeśli odkryjesz również, że wiele ich praktyk i opinii jest sprzecznych z prawdą, że są z ciała, przez co nimi gardzisz i czujesz do nich niechęć i nienawiść, to w świetle tych wszystkich czynników będziesz w stanie odpowiednio ich potraktować w swoim sercu. Nie będziesz już za nimi tęsknić, martwić się o nich i będziesz w stanie się od nich oddzielić. Zakończyli już swoją misję jako rodzice i nie będziesz już uważać ich za najbliższych ci ludzi ani ich ubóstwiać, lecz zaczniesz ich traktować jak zwykłych ludzi. Całkowicie wyrwiesz się wówczas z więzów emocji, prawdziwie odejdziesz od własnych afektów i uczuć rodzinnych” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Wielu ludzi znosi mnóstwo pozbawionych znaczenia cierpień emocjonalnych. Całe to cierpienie jest zbędne i bezużyteczne. Dlaczego to mówię? Ponieważ ludzie przez cały czas są ograniczani przez swoje emocje, więc nie mogą praktykować prawdy i być posłuszni Bogu. Ograniczenie własnymi emocjami bardzo szkodzi wypełnianiu obowiązków i podążaniu za Bogiem, a także jest wielką przeszkodą przy wejściu w życie. Dlatego cierpienie z powodu ograniczeń emocjonalnych nie ma żadnego znaczenia i Bóg go nie pamięta. Jak zatem pozbyć się tego bezsensownego cierpienia? Musisz zrozumieć prawdę. Kiedy już zobaczysz i zrozumiesz istotę tych cielesnych więzi, z łatwością unikniesz ograniczeń ciała. (…) Szatan używa uczuć rodzinnych, by krępować i wiązać ludzi. Jeśli ludzie nie rozumieją prawdy, łatwo dadzą się oszukać. Dla dobra swoich rodziców i krewnych ludzie często płacą cenę i cierpią, płaczą i znoszą trudności. To jest ignorancja i głupota. Jesteś gotów cierpieć w ten sposób, jest to czyste samookaleczanie, bezwartościowe i daremne; Bóg w ogóle tego nie zapamiętuje i można powiedzieć, że to tylko cierpienie dla cierpienia! W dniu, kiedy zrozumiesz prawdę, zostaniesz wyzwolony i poczujesz, że byłeś ignorantem i głupcem, znosząc te trudności, i że wina leżała wyłącznie w twojej ślepocie, ignorancji, braku zrozumienia prawdy oraz braku jasności w postrzeganiu rzeczy” („Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Gdy to czytałam, opanowały mnie silne emocje. Bóg tak dobrze nas rozumie! Moje łzy i niepotrzebne cierpienie wynikały z tego, że byłam zbyt emoconalna i nie rozumiałam wielu rzeczy. Nie rozumiałam prawdy, nie miałam rozeznania co do moich rodziców, myślałam, że są wspaniali i godni podziwu, byli dla mnie wzorcami do naśladowania, chciałam być jak oni. Myślałam nawet, że są ludźmi, którzy mogą być zbawieni, ale gdy spojrzałam na nich w świetle prawdy i Bożych słów, uświadomiłam sobie, w jakim wielkim błędzie tkwiłam, i w końcu zyskałam rozeznanie co do tego, jakimi oni są ludźmi. Dostrzegłam w nich wiele rzeczy, których nie podziwiałam, którymi wręcz gardziłam, i przestałam ich podziwiać, już nie cierpiałam i nie płakałam nad nimi. Zobaczyłam, jacy są, prawdziwie i obiektywnie.

Ta sytuacja pokazała mi, że za bardzo przejmuję się swoimi uczuciami, a gdy żyłam tymi doczesnymi emocjami, myślałam tylko o tym, jak rodzice muszą cierpieć, i nie mogłam zaakceptować tego, co czynił Bóg. Opierałam się i czułam, jakby Bóg nie był sprawiedliwy. Później pojęłam, czemu Bóg nienawidzi ludzkich uczuć. Uczucia sprawiają, że trudno nad odróżnić dobro od zła, oddalają nas od Boga. Ja sama siebie wcześniej nie znałam. Gdy bracia i siostry widzieli, jak ich krewni są wyrzucani, płakali całymi dniami, a ja patrzyłam na nich z góry. Myślałam, że gdyby mi się to przytrafiło, nie byłabym taka słaba. Ale gdy mi się to faktycznie przytrafiło, była dużo słabsza od innych, czułam się całkiem rozbita. Zalewałam się łzami, byłam przygnębiona i trudno mi było pełnić obowiązki. Byłam naiwna, głupia i zupełnie nierozsądna. Dzięki temu doświadczeniu po części zrozumiałam tych braci i siostry, którzy usiłowali wyzwolić się od doczesnych uczuć, i wstydziłam się za moją ignorancję i przechwałki. Pojęłam również, że we wszystkim, co się dzieje, należy szukać prawdy. Zawsze jest szansa, by wyciągnąć jakąś naukę i zyskać rozeznanie. Musimy wszystkic dokoła, nawet naszyc rodziców, traktować zgodnie z Bożymi słowami i prawdą. Wtedy uczucia i wyobrażenia nie zaciemnią nam ich obrazu i nie będziemy sprzeciwiać się Bogu. Bogu dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Samowola szkodzi innym i tobie

Autorstwa Hexi, Australia W kwietniu 2020 roku zostałam wybrana liderką kościoła, aby nadzorować dzieło podlewania. Zauważyłam, że...

Po zastąpieniu

Autorstwa Li Jie, USA Bóg Wszechmogący mówi: „Bóg działa w każdej jednej osobie i bez względu na to, jaka jest Jego metoda, jaki rodzaj...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze