Refleksje „dobrej przywódczyni”

29 stycznia 2023

Autorstwa Rubylen, Filipiny

Od dziecka rodzice uczyli mnie być przyjazną dla ludzi oraz przystępną i wrażliwą osobą. Jeśli ludzie wokół mieli problemy i popełniali błędy, nie mogłam wytknąć im tego prosto w twarz, tylko musiałam myśleć o ich godności. Przez takie wychowanie nigdy z nikim nie miałam konfliktów ani kłótni, a ludzie wokół myśleli, że jestem dobrą osobą i chcieli się ze mną przyjaźnić. Sama też myślałem, że dobrze jest traktować ludzi w ten sposób. Odkąd uwierzyłam w Boga, właśnie tak obchodziłam się z braćmi i siostrami. Zwłaszcza gdy zostałam przywódczynią kościoła uznałam, że powinnam być przyjazna wobec innych i nigdy nie oskarżać ich o błędy, w ten sposób nie zniszczę dobrej relacji między nami. Ludzie chcieli się ze mną przyjaźnić i chwalili mnie jako życzliwą i dobrą przywódczynię.

Później odkryłam, że liderka grupy, siostra Joan, wypełnia obowiązki bez poświęcania się. Wiele razy jej przypominałam, „Jako przywódczyni grupy powinnaś rozumieć stan swoich braci i sióstr, i nadzorować pracę grupy”. Ale ona wciąż tego nie robiła, więc musiałam znów jej przypomnieć i spytać, dlaczego. Powiedziała, że ma tylko godzinę czasu, ale wykorzystywała ją na czytanie Facebooka i oglądanie filmów, więc niczego nie nadzorowała. Słysząc to rozzłościłam się i pomyślałam, „Jesteś strasznie leniwa i w ogóle się nie poświęcasz. Kiedy bracia i siostry nie uczestniczą w spotkaniach, nawet nie pomyślisz, żeby ich wesprzeć!”. Chciałam się z nią rozprawić za byle jakie wypełnianie obowiązków i nieodpowiedzialność, ale gdybym się z nią rozprawiła, ona mogłaby się ode mnie odsunąć i powiedzieć, że nie jestem dobrą, przystępną przywódczynią. Nie chciałam niszczyć naszej harmonijnej relacji, więc zamiast się z nią rozprawić, zachęcałam ją. Mówiłam, „Możesz wykorzystać tę godzinę wolnego czasu na próbę zrozumienia stanu swoich braci i sióstr, a wtedy dobrze wypełnisz swój obowiązek”. Przez kilka dni dobrze pracowała, ale problem ciągle powracał. Przez jej byle jakie wypełnianie obowiązków coraz więcej nowych wiernych przestało regularnie uczestniczyć w spotkaniach, a niektórzy nie pojawiali się wcale. Byłam zła. Ta przywódczyni grupy była taka nieodpowiedzialna! Naprawdę chciałam się z nią rozprawić, ale gdy pomyślałam, że odsunie się ode mnie, nic nie mówiłam i sama musiałam podlewać i wspierać nowych wiernych. Z rozmowy z nowymi wiernymi dowiedziałam się, że nie uczestniczyli w spotkaniach, bo było wiele nierozwiązanych problemów, ale Joan powiedziała mi wcześniej, że oni nie odpowiadają na wiadomości. Widząc podejście Joan do obowiązków, naprawdę miałam się z nią rozprawić. Chciałam, by wiedziała, jak poważne są konsekwencje jej nieodpowiedzialności. Ale też chciałam być dobrą przywódczynią, życzliwą i przystępną, więc zmieniłam zdanie i zamiast tego powiedziałam to, co mogło ją zachęcić. Tak więc nigdy się nie zmieniła. Raz na spotkaniu Joan narzekała, „Już tak długo należę do grupy. Czemu nie dostaję awansu?”. Słysząc je słowa pomyślałam, „Jesteś leniwa, byle jak odwalasz obowiązki i jesteś nieodpowiedzialna. Jak niby miałabyś awansować?”. Choć byłam na nią wściekła, pocieszałam ją, mówiąc, „Każdą pracę wykonujemy, bo takie są Boskie ustalenia. Choć nasze obowiązki są różne, wszyscy podlewany nowych wiernych i doświadczamy Bożego dzieła”. Myślałam, że dzięki temu poczuje, że ją rozumiem i troszczę się o nią, i że jestem dobrą przywódczynią. Tak więc, choć widziałam problemy innych, nigdy ich nie demaskowałam ani nie rozprawiałam się z ludźmi. Przeciwnie, mówiłam miłe słowa, by ich pocieszyć i zachęcić. Myślałam, że tak zachowam w ich sercach dobry wizerunek osoby życzliwej.

Innym razem diakonka ewangelizacyjna Edna i przywódczyni grupy Anne nie dogadywały się. Edna powiedziała mi ze złością, „Anne jest strasznie leniwa. Spytałam o stan i trudności osób w jej grupie i odpowiedziała bardzo późno. Jeśli ja nie pilnuję ich stanu, ona nie wypełnia dobrze swoich obowiązków”. Wiedziałam, że Edna ma dość aroganckie usposobienie, i mówi tonem rozkazującym, który innym trudno było zaakceptować, i Anna obawiała się o jej dumę. Być może usłyszała ton Edny i nie mogła go zaakceptować, dlatego nie odpowiedziała. Miałam to wytknąć Ednie, ale nie chciałam, żeby czuła się dotknięta albo sądziła, że jej nie rozumiem, więc powiedziałam jej w sposób przyjazny, „Może Anne była zajęta i nie widziała twojej wiadomości”. Potem poszłam do Anne, a ona powiedziała ze smutkiem, „Edna jest taka arogancka. Czepia się tego, jak wykonuję swoją pracę, więc nie chcę odpowiadać na jej wiadomości”. Wiedziałam, że ona nie słucha rad innych i chciałam jej o tym przypomnieć, ale bałam się, że tego nie przyjmie i to tylko popsuje nasze relacje, więc powiedziałam, „Może źle zrozumiałaś Ednę. Ona tylko chce, żebyś dobrze wypełniała obowiązki”. Mówiłam im słowa pocieszenia i zachęty, i nie wytykałam im ich problemów. Żadna z nich nie rozumiała siebie. Edna dalej nie nadzorowała pracy Anne, a Anne czuła się skrzywdzona i twierdziła, że nie może wypełniać tego obowiązku. Wiedziałam, że nie wypełniam swoich zobowiązań jako przywódczyni, przez co one nie rozumiały własnych problemów. To skutki moich działań. Modliłam się do Boga prosząc, by mnie oświecił, abym poznała siebie.

W słowach Bożych czytamy, „Praktykowanie prawdy nie polega na wypowiadaniu czczych słów i recytowaniu utartych frazesów. Bez względu na to, z czym można zetknąć się w życiu, dopóki dotyczy to zasad ludzkiego postępowania, perspektywy w postrzeganiu wydarzeń, kwestii wypełniania swojego obowiązku, ludzie stają przed dokonaniem wyboru i powinni szukać prawdy, powinni szukać podstawy i zasady w słowach Boga, a następnie powinni szukać drogi do praktyki; ci, którzy mogą praktykować w ten sposób, to ludzie, którzy dążą do prawdy. Umieć w ten sposób dążyć do prawdy, bez względu na to, jak wielkie napotyka się trudności, to iść drogą Piotra i drogą dążenia do prawdy. Na przykład: Jaką zasadą należy się kierować w kontaktach z innymi? Twój pierwotny punkt widzenia polega na tym, by nikogo nie obrażać, lecz utrzymać pokój i by nikt nie stracił twarzy, aby w przyszłości wszyscy mogli się dogadać. Gdy ograniczony przez swój punkt widzenia widzisz, że ktoś robi coś złego, popełnia błąd lub robi coś sprzecznego z zasadami, wolisz raczej to tolerować, niż wspomnieć o tym tej osobie. Będąc ograniczonym przez swój punkt widzenia, nie chcesz nikogo obrazić. Bez względu na to, z kim się zadajesz, będąc skrępowany przez myśli o zachowaniu twarzy, o emocjach czy narosłych przez lata uczuciach, zawsze będziesz mówić miłe rzeczy, aby uszczęśliwić daną osobę. Jeśli dostrzegasz coś niezadowalającego, także jesteś tolerancyjny; po prostu wyładowujesz trochę emocji na osobności, rzucasz kilka oszczerstw, ale kiedy spotykasz się z nimi osobiście, unikasz konfrontacji i nadal utrzymujesz z nimi relację. Co można myśleć o takim postępowaniu? Czy nie tak postępuje potakiwacz? Czy nie jest to fałszywe zachowanie? Narusza to zasady postępowania. Czy godzi się postępować w taki sposób? Ci, którzy tak postępują, nie są dobrzy ani szlachetni. Bez względu na ogrom swoich cierpień czy cenę, jaką musiałeś zapłacić, jeśli w swoim postępowaniu nie kierujesz się zasadami, to poniosłeś porażkę i nie spotkasz się z aprobatą Boga, nie zostaniesz przez Niego zapamiętany ani Go nie zadowolisz(Aby dobrze wypełniać obowiązek, należy mieć przynajmniej sumienie i rozsądek, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Po rozważeniu słów Bożych pojęłam, że praktykowanie prawdy to działanie zgodnie z zasadami prawdy niezależnie od sytuacji i nieobawianie się, że się zrani ludzi. Ale w moich relacjach z braćmi i siostrami zawsze chciałam, by inni dobrze o mnie myśleli, chciałam żyć z nimi w harmonii i próbowałam być dostępną i empatyczną osobą, by zyskać pochwały braci i sióstr, przez co zaniedbałam praktykowanie prawdy. Kiedy zobaczyłam, że Joan nie poświęca się, kiedy wypełnia obowiązki, że jest leniwa i cwana, chciałam się z nią rozprawić za to, że jest nieodpowiedzialna, ale chcąc zachować z nią dobre relacje i sprawić, żeby uważała mnie za przyjazną przywódczynię, nie obnażyłam jej problemu. Przez to, z powodu jej nieodpowiedzialności, niektórzy nowi nie doczekali się rozwiązania ich problemów, więc nie brali udziału w spotkaniach. A co do Edny i Anne, to widziałam, że nie mogą harmonijnie współpracować i nie znają samych siebie, ale zamiast wskazać im ich problemy lub pomóc im poznać siebie, odpowiedziałam oględnie, próbując rozbroić konflikt słowami pociechy i zachęty. W efekcie Edna dalej nie była w stanie nadzorować, a Anne nie wypełniała dobrze swoich obowiązków i chciała, by ktoś ją zastąpił. Widziałam, że chcąc zachować wizerunek dobrej przywódczyni, życzliwej i przystępnej, wcale nie chroniłam dzieła kościoła. Wolałam, by ucierpiała praca na rzecz zachowania dobrych relacji z ludźmi. Byłam samolubna i podła. Byłam lizuską i kłamczuchą. To, jak działałam i się zachowywałam, całkowicie opierało się na moim zepsutym usposobieniu. Nie praktykowałam prawdy. Nawet jeśli inni mnie chwalili, Bóg nigdy by mnie nie pochwalił. W dodatku nie obnażałam ani nie wytykałam problemów braci czy sióstr i nie omawiałam prawdy, żeby je rozwiązać, wiec nie rozpoznawali oni swojego zepsutego usposobienia ani nie wypełniali dobrze swoich obowiązków, co źle wpływało na ewangelizację. Dopiero kiedy zdałam sobie z tego sprawę zrozumiałam, że wcale nie jestem dobrą osobą, bo nie pomagam braciom i siostrom rozwijać się w wejściu w życie. Zamiast tego sprawiałam, by wszyscy mnie bronili, chwalili i podziwiali, a Bóg tego nie znosi. Kiedy to zrozumiałam, poczułam wielki smutek, więc pomodliłam się do Boga prosząc, by mnie poprowadził ku zmianie mojego zepsutego usposobienia.

Później, gdy poznałam swój stan, jedna z sióstr przysłała mi fragment słów Bożych. „Istotę »dobrego« zachowania, takiego jak bycie przystępnym i uprzejmym, można opisać jednym słowem: udawanie. Takie »dobre« zachowanie nie rodzi się ze słów Boga ani w wyniku praktykowania prawdy czy postępowania zgodnie z zasadą. Z czego zatem wynika? Jego źródłem są ludzkie motywy, intrygi, udawanie, odgrywanie ról, bycie fałszywym. Kiedy ludzie trzymają się tych »dobrych« zachowań, ich celem jest uzyskanie tego, czego chcą; w innym przypadku, nigdy by sobie tego nie robili i nie żyli wbrew własnym pragnieniom. Co to znaczy »żyć wbrew własnym pragnieniom«? Chodzi o to, że ich prawdziwa natura nie jest tak grzeczna, niewinna, łagodna, życzliwa i cnotliwa, jak ludzie sobie wyobrażają. Tacy ludzie nie żyją zgodnie z sumieniem i rozsądkiem, natomiast żyją po to, aby osiągnąć określony cel lub zaspokoić jakąś potrzebę. Ich prawdziwa natura jest chaotyczna i pełna ignorancji. Bez praw i przykazań nadanych przez Boga ludzie nie mieliby pojęcia, czym jest grzech. Czy nie taka była kiedyś ludzkość? Dopiero kiedy Bóg wydał prawa i przykazania, ludzie nabrali pewnego pojęcia o grzechu. Nadal nie znali jednak pojęcia dobra i zła, rzeczy pozytywnych i negatywnych. I jak w tej sytuacji mogliby zdawać sobie sprawę, czym są właściwe zasady mówienia i działania? Czy mogliby wiedzieć, jakie sposoby działania, jakie dobre zachowania, powinny towarzyszyć normalnemu człowieczeństwu? Czy mogliby wiedzieć, skąd bierze się prawdziwie dobre zachowanie, jaką drogą powinni podążać, aby urzeczywistniać podobieństwo do człowieka? Nie mogliby. Z powodu szatańskiej natury ludzi, z powodu ich instynktów, mogli oni jedynie odgrywać role i udawać, że żyją przyzwoicie i godnie – co dało początek oszustwom, takim jak bycie wyrafinowanym i rozsądnym, łagodnym, uprzejmym, szanującym starszych i opiekującym się młodszymi, miłym i przystępnym; w taki właśnie sposób zrodziły się te sztuczki i oszukańcze techniki. A kiedy się pojawiły, ludzie wybiórczo trzymali się jednego lub obu tych kłamstw. Jedni wybrali bycie miłymi i przystępnymi, drudzy postanowili być wyrafinowani, rozsądni i łagodni, inni – uprzejmi, szanujący starszych i troszczący się o młodszych, jeszcze inni stali się ucieleśnieniem wszystkich tych cech. A mimo to ludzi przejawiających takie »dobre« zachowania określam jednym terminem. Co to za termin? »Gładkie kamienie«. Czym są gładkie kamienie? To te kamienie na brzegu rzeki, które zostały wyszorowane i wypolerowane z ostrych krawędzi przez latami przepływającą wodę. I chociaż po nadepnięciu na nie nic nas nie zaboli, przy braku ostrożności można się na nich poślizgnąć. Z wyglądu i kształtu te kamienie są bardzo piękne, ale po zabraniu ich do domu są zupełnie bezużyteczne. Nie chcesz się ich pozbyć, ale zatrzymanie ich też nie ma sensu – tym właśnie jest »gładki kamień«. Dla Mnie ludzie przejawiający takie pozornie dobre zachowania są nijacy. Na zewnątrz udają, że są dobrzy, ale w ogóle nie akceptują prawdy, wypowiadają ładnie brzmiące słowa, ale nie robią nic prawdziwego. Są jedynie gładkimi kamieniami(Czym jest dążenie do prawdy (3), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Wcześniej zawsze myślałam, że ludzie przystępni i życzliwi są dobrymi ludźmi. Nie sądziłam, że za tymi dobrymi uczynkami stoi szatańskie zepsute usposobienie i osobiste cele i intencje. Od dziecka dążyłam do tego, by być przystępną i przyjazną, a przyjaciele, bracia i siostry zawsze mnie chwalili za uprzejmość i życzliwość, ale w głębi serca robiłam wszystko, by mnie chwalono i podziwiano. Wykorzystywałam pozory przystępnej i życzliwej, by oszukiwać braci i siostry. Wiedziałam, że Bóg określa ludzi z takim dobrym zachowaniem jako „gładkie kamienie”. Te kamienie są ładne na zewnątrz, nie boli, gdy się na nie nadepnie, ale łatwo się na nich poślizgnąć i upaść. Miło na nie patrzeć, lecz nie mają praktycznego zastosowania. Zrozumiałam, że taka byłam. Niby wyglądałam na przystępną i życzliwą, lecz nie oferowałam braciom i siostrom praktycznej pomocy. Moje serce było kłamliwe i podstępne. Byłam miła dla wszystkich i nikogo nie uraziłam. Byłam tylko „gładkim kamieniem”, lizuską, która wybiera złoty środek, cwaną hipokrytką. Jak objawiają słowa Boże, „Wszyscy ci, którzy trzymają się szczęśliwej »drogi środka«, są najgroźniejsi. Próbują nikogo nie obrażać, są ugodowi, dostosowują się i nikt nie może ich przejrzeć. Takie osoby są uosobieniem szatana!(Jedynie przez praktykowanie prawdy można zrzucić okowy zepsutego usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Kiedyś myślałam, że Bóg i ludzie lubią tych, którzy są przystępni, ale teraz zrozumiałam, że moje czyny wcale nie są zgodne z zasadami prawdy i słowami Boga. Pokazywałam tylko swoje podłe usposobienie. Tacy ludzie nie mają godności ani charakteru, a Bóg ich nienawidzi. Wiedziałam, że jeśli nie okażę skruchy i nie zmienię się, kiedyś Bóg mnie obnaży i odrzuci. Nie chciałam być taką osobą. Więc modliłam się do Boga i żałowałam oraz prosiłam Go, by pomógł mi zmienić moje usposobienie, by dał mi siłę to praktykowania prawdy i pomógł mi mieć szczere serce wobec Boga oraz moich braci i siostry.

Pewnego dnia siostra przysłała mi fragment słów Bożych: „Jaki jest ten standard, według którego czyny człowieka są osądzane jako dobre bądź złe? Zależy to od tego, czy w swoich myślach, wyrażaniu się i działaniach, ludzie posiadają świadectwo wcielania prawdy w życie i urzeczywistniania rzeczywistości prawdy. Jeśli nie masz tej rzeczywistości lub tego nie urzeczywistniasz, to bez wątpienia jesteś złoczyńcą(Wolność i wyzwolenie można zyskać tylko przez odrzucenie skażonego usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Obowiązki liderów i pracowników: 1. Prowadź ludzi, aby jedli i pili słowa Boga i rozumieli je, a także wkroczyli w rzeczywistość Bożych słów. 2. Bądź zaznajomiony ze stanami każdego rodzaju ludzi i rozwiązuj różne trudności związane z wejściem w życie, jakie napotykają na swojej drodze. 3. Omawiaj zasady prawdy, które należy rozumieć, aby właściwie wykonać każdy obowiązek. 4. Należy na bieżąco śledzić sytuację przełożonych wykonujących różne prace oraz personelu odpowiedzialnego za różne ważne zadania i w razie potrzeby szybko ich przenieść lub zastąpić, aby zapobiec stratom mogącym wyniknąć z niewłaściwego wykorzystania pracowników lub je ograniczyć oraz zagwarantować skuteczność i sprawny przebieg pracy. 5. Utrzymuj aktualne pojmowanie i zrozumienie stanu i postępu każdego projektu w pracy oraz szybko rozwiązuj problemy, koryguj odchylenia i usuwaj niedopatrzenia, aby praca postępowała płynnie(Słowo, t. 5, Zakres odpowiedzialności przywódców i pracowników). Po przeczytaniu słów Bożych zrozumiałam, że Boże standardy oceny ludzkości nie polegają na tym, ile dobrych uczynków zrobimy, ani jak wiele osób dobrze o nas myśli, ale na tym, czy jesteśmy posłuszni Bogu i czy nasze myśli i czyny świadczą o praktykowaniu prawdy. Tylko tacy ludzie mają dobre człowieczeństwo. Widziałam, że Joan byle jak odwala swoje obowiązki i jest nieodpowiedzialna, a Edna i Anne mają zepsute usposobienie i lekceważą się nawzajem. To wszystko źle się odbiło na pracy kościoła. Jako jego przywódczyni, powinnam była nadzorować, demaskować i analizować naturę tego, co robiły, ale ja mówiłam im miłe słowa i próbowałam być mediatorką. Nawet gdy widziałam, że cierpi na tym praca kościoła, wolałam zachować dobry wizerunek. Nie dość, że nie miałam świadectwa praktykowania prawdy, to jeszcze zawiodłam przy wypełnianiu obowiązków przywódczyni kościoła i ani trochę nie pomogłam braciom i siostrom w wejściu w życie. Myślałam, że jeśli będę żyć w harmonii z braćmi i siostrami, i sprawię, że uznają mnie za przyjazną i życzliwą, to będę dobrą przywódczynią. Teraz wiem, że to błędne myślenie. Naprawdę dobry przywódca omawia prawdę, by rozwiązać problemy, działa zgodnie z zasadami, nie boi się obrazić innych i jest odpowiedzialny za życie braci i sióstr. W obliczu problemów moich braci i sióstr ja, zamiast wskazać im ich problemy i pomóc im wejść w rzeczywistość prawdy, robiłam sztuczki, by chronić własny wizerunek, pocieszałam ich i zachęcałam, ale nie rozwiązywałam prawdziwych problemów. Czy nie oszukiwałam i nie zwodziłam moich braci i sióstr? Zrozumiałam, że moje wcześniejsze pojmowanie bycia dobrą przywódczynią było błędne i niezgodne z wymaganiami Boga. Wszystkie moje słowa i czyny powinny opierać się na zasadach słów Bożych. Jeśli nie będę praktykować prawdy, będę szła ścieżką oporu wobec Boga. Bóg pragnie ludzi, którzy mówią i postępują zgodnie z Jego wymogami, zamiast trzymać się tradycyjnych kulturowych zalet, pragnąc pochwał, mówić i postępować nieszczerze i nie praktykować prawdy. Myśląc o tym zrozumiałam, że muszę zmienić sposób postępowania z ludźmi. Jako przywódczyni kościoła nie mogę wypełniać obowiązków według własnego życzenia. Muszę działać zgodnie z wolą Bożą i pomagać braciom i siostrom pokonywać trudności zgodnie ze słowami Bożymi, by wypełniali swoje obowiązki zgodnie z prawdą i zasadami. To mój obowiązek. W słowach Boga odnalazłam ścieżkę praktyki. Więc pomodliłam się do Boga prosząc, by mnie poprowadził w praktykowaniu prawdy, co naprawiłoby moje zepsucie.

Później przeczytałam słowa Boże. „Tym, do czego ludzie powinni dążyć najbardziej, jest uczynienie ze słów Boga swojego fundamentu, a z prawdy kryterium; tylko wtedy będą mogli żyć w świetle, jak normalny człowiek. Jeśli chcesz żyć w świetle, powinieneś postępować zgodnie z prawdą; jeśli masz być uczciwy, powinieneś wypowiadać uczciwe słowa i robić uczciwe rzeczy. Podstawa twojego postępowania musi być osadzona wyłącznie na zasadach prawdy; kiedy ludzie tracą zasady prawdy i skupiają się tylko na dobrym zachowaniu, nieuchronnie prowadzi to do fałszerstw i udawania. Jeśli postępowaniu ludzi nie przyświeca zasada, to bez względu na to, jak dobre jest ich zachowanie, są hipokrytami; mogą przez jakiś czas zwodzić innych, ale nigdy nie będą godni zaufania. Tylko wtedy, gdy ludzie działają i postępują zgodnie ze słowami Boga, mają prawdziwe ugruntowanie. Jeśli nie postępują zgodnie ze słowami Boga i skupiają się tylko na udawaniu, że dobrze się zachowują, czy w rezultacie mogą stać się dobrymi ludźmi? Absolutnie nie. Dobre zachowanie nie może zmienić ludzkiej istoty. Tylko prawda i słowa Boga mogą zmienić usposobienie, myśli i opinie ludzi oraz stać się ich życiem. (…) Czasami też konieczne jest bezpośrednie wytknięcie i skrytykowanie niedociągnięć, braków i błędów innych. Przynosi to ludziom wielką korzyść. Jest to dla nich zarazem budujące, jak i realnie pomocne, czyż nie?(Czym jest dążenie do prawdy (3), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Słowa Boże wskazały mi ścieżkę zmiany usposobienia, czyli postępowanie zgodne z Jego słowami, używanie prawdy jako kryterium, nieukrywanie się za na pozór dobrymi uczynkami, praktykowanie prawdy i bycie dobrą osobą. Kiedy widzę, że dzieje się coś, co jest niezgodne z zasadami prawdy, albo gdy widzę, że bracia i siostry wypełniają swoje obowiązki kierowani zepsutym usposobieniem, muszę być z nimi szczera, traktować ich według zasad i omawiać to z nimi, wskazywać błędy albo rozprawiać się z nimi zgodnie z wymogami. Tylko w ten sposób bracia i siostry mogą zrozumieć błędy w wypełnianiu obowiązków i z czasem się zmienić. To naprawdę pomaga braciom i siostrom, a nasze relacje opierają się na słowach Bożych. Takie są właśnie normalne relacje pomiędzy ludźmi. Kiedy zrozumiałam, jak praktykować prawdę, powiedziałam sobie, „Nie bój się mówić o błędach innych i nie mów tylko dobrych rzeczy. Bóg nienawidzi tych, którzy udają i zwodzą. Moje słowa i czyny muszą być zgodne ze słowami Boga i zasadami prawdy”. Później, gdy widziałam, że Joan znów się leni, chciałam jej to wypomnieć, ale gdy miałam to zrobić, było to bardzo trudne. Wciąż się obawiałam, że stracę swój dobry wizerunek w jej sercu. Pomyślałam o słowach Bożych, które wcześniej przeczytałam, i zrozumiałam, że wciąż pragnę być przystępną i życzliwą w swoim postępowaniu. Pomodliłam się do Boga, by mnie poprowadził w praktykowaniu prawdy. Potem poszłam do Joan i powiedziałam, „Siostro, nie wiem, czy wiesz, ale ponieważ byle jak wypełniasz obowiązki i jesteś nieodpowiedzialna, wielu nowych wiernych nie uczestniczy w spotkaniach. Pracując w ten sposób powodujesz znaczne opóźnienie w podlewaniu nowych…”. Po tym, jak wskazałam jej problem, podzieliłam się z nią swoim doświadczeniem. Myślałam, że będzie zła i mnie zlekceważy, ale to, co się stało, zdumiało mnie. Nie dość, że nie była zła, to jeszcze zastanowiła się i powiedziała, „To moje uchybienie i muszę się zmienić”. Potem siostra Jean zaczęła uczciwie wypełniać obowiązki, a nowi, których podlewała, regularniej uczestniczyli w spotkaniach. Stosunki między nami nie popsuły się z powodu moich wskazówek i pomocy, wręcz się poprawiły. Później, gdy znów zobaczyłam jej zepsucie, od razu jej o nim powiedziałam, a ona to przyjęła i poznawała siebie. Jej podejście do obowiązków bardzo się zmieniło, i później awansowała na przywódczynię kościoła. Powiedziałam też Ednie i Anne o ich problemach. Edna zdała sobie sprawę ze swojej arogancji i powiedziała, że zmieni sposób mówienia do innych, a Anne odkryła swoje zepsute usposobienie i zapragnęła się zmienić. Byłam bardzo szczęśliwa. Bogu dzięki! Tylko słowa Boże mogą zmienić ludzi!

Te doświadczenia pokazały mi, że prawdziwie dobry człowiek to nie ktoś, kto robi to, co ludzie uważają za właściwe. To ktoś, kto postępuje zgodne ze słowami Boga, praktykuje prawdę i jest uczciwy. Takich ludzi Bóg kocha. Zrozumiałam też, że kiedy widzę problemy u innych, muszę szybko omówić je i im pomóc, a gdy trzeba, zdemaskować ich i rozprawić się z nimi. Tylko w ten sposób zrozumieją swoje zepsucie i niedociągnięcia i będą mogli szukać prawdy i właściwie wypełniać obowiązki. Tak najlepiej można im pomóc. Teraz nie boję się wytykać braciom i siostrom ich problemy. Nieważne, co o mnie pomyślą, chcę praktykować bycie dobrym człowiekiem, stosować się do zasad i chronić dzieło kościoła. Bogu dzięki!

Dalej: Historia Joy

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Obowiązek wymaga prawdy

Autorstwa Teresa, Filipiny W maju 2021 roku objęłam rolę przywódczą i kierowałam pracą kilku kościołów. Myślałam, że muszę poświęcać się i...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze