Uwolniłam się od walki by ruszyć naprzód

02 lutego 2022

Autorstwa Xinliang, Niemcy

Kiedy zaczęłam pracę jako szefowa zespołu podlewania, bracia i siostry radzili się mnie, kiedy mieli kłopoty i mieli o mnie bardzo dobre zdanie. Kiedy nowi, zagraniczni wierni potrzebowali podlania, przywódcy prosili, bym to ja się tym zajęła. Zlecili mi nauczenie członków mojego zespołu języka niemieckiego. Wszyscy mnie podziwiali i chcieli rozmawiać o swoich problemach. Czułam się niezastąpiona w zespole, lubiłam być adorowana i otaczana przez innych.

Potem przywódcy skierowali do naszego zespołu siostrę Fang mówiąc, że będzie razem z nami podlewała nowoprzybyłych. Po jakimś czasie uznałam, że ma dobry charakter, jej omówienia prawdy są jasne, a kiedy nowi mają pytania czy problemy, ona nie tylko znajduje właściwe słowa Boga, ale też wplata w omówienie własne doświadczenia, a nowi szybko otrzymują rozwiązania. Wkrótce bracia i siostry chodzili do siostry Fang, gdy tylko napotkali problem. To mnie zniechęcało. Myślałam: „Odkąd się pojawiła, wszyscy ją podziwiają i latają do niej z każdą błahostką. Myślą, że jest bardziej kompetentna ode mnie? Ale to ja jestem przywódczynią zespołu! Nie pozwolę jej zająć mojego miejsca, muszę odzyskać należną mi chwałę”.

Raz, tuż przed spotkaniem, siostra Wang sporządziła dokument po niemiecku i przesłała go grupie mówiąc, że część tekstu przetłumaczyła przy użyciu translatora. Prosiła, abyśmy z siostrą Fang go sprawdziły po spotkaniu. Czytając tekst, znalazłam mnóstwo błędów w tłumaczeniu i pomyślałam: „To moja szansa. Siostra Fang nie zna niemieckiego tak dobrze jak ja. Pokażę wszystkim, że jestem bardziej fachowa od niej”. Poprawiłam dokument i ponownie sformatowałam. Czułam, że gdy tylko bracia i siostry zobaczą, jak dzięki mnie treść stała się przejrzysta i spójna, docenią moje zdolności. Całe spotkanie poświęciłam pracy nad dokumentem zamiast słuchać. Potem jeszcze poświęciłam mu cały wieczór w kółko sprawdzając go i poprawiając. Rozbolała mnie głowa i piekły oczy, ale kiedy myślałam o braciach i siostrach czytających moje dzieło, i o odzyskaniu ich podziwu, zmęczenie mijało. Następnego dnia wysłałam dokument grupie. Podczas rozmów na temat podlewania nowych członków wszyscy zwracali się z pytaniami do siostry Li. Nikt nie wspomniał o mnie, choć to ja przetłumaczyłam dokument. Sfrustrowana zastanawiałam się, dlaczego, odkąd zjawiła się siostra Fang, stałam się zbędna. Ona nie była lepsza ode mnie. Siedziałam przy komputerze milcząc, bo nie miałam ochoty na rozmowę. W ogóle nie miałam ochoty na wypełnianie obowiązków. Wtedy nagle siostra zadała mi pytanie, a ja nie wiedziałam, co dopowiedzieć, bo nie uczestniczyłam w dyskusji. Widząc, że nic nie mówię, siostra Fang wyraziła własną opinię i wszyscy się z nią zgodzili. Poczerwieniałam. Zaczęłam szukać właściwego fragmentu tłumaczenia i zdałam sobie sprawę, że omówili już większość, a ja nie uważałam. Poczułam się winna. Byłam przywódczynią zespołu podlewania, więc powinnam kierować procesem nauczania i pomagać ludziom w rozwiązywaniu problemów przy wypełnianiu obowiązków a ja porównywałam się z siostrą Fang i troszczyłam się o to, co inni o mnie pomyślą. Nie wkładałam serca w pracę. Jak z takim podejściem mogłam dobrze wypełniać obowiązki?

Po spotkaniu zastanowiłam się nas sobą. Odkąd zjawiła się siostra Fang, wszyscy zwracali się z problemami do niej, a ja czułam, jakby odebrano mi rolę przywódczyni i chwałę. Robiłam wszystko, by odzyskać dawną pozycję w ich sercach. Kiedy nie dostałam tego, co chciałam czułam, jakbym straciła wiatr w żaglach i chciałam zrezygnować. Czy to nie zdrada Boga? Zrozumiawszy, że jestem w złym stanie, pomodliłam się do Niego, by pomógł mi poznać siebie. Słowa Boga mówią: „Gdy ludzie nie pojmują lub nie praktykują prawdy, często żyją pośród skażonego usposobienia szatana. Wiodą żywot pośród rozmaitych szatańskich pułapek, nieustannie łamiąc sobie głowę nad tym, jak zadbać o własną przyszłość, dumę, pozycję i inne interesy. Jeśli jednak zastosujesz takie podejście do swoich obowiązków, do poszukiwania prawdy i podążania za nią, to wówczas zdołasz ją pozyskać. (…) Jeśli zawsze ciężko pracujesz nad prawdą, często stając przed Bogiem i często szukając prawdy, to zbierzesz jej owoce, a to, co urzeczywistniasz, będzie miało ludzkie podobieństwo, normalne człowieczeństwo i rzeczywistość prawdy. Jeśli często planujesz i rozważasz różne rzeczy, które są dla ciebie korzystne, rozmyślasz o nich i ciężko na nie pracujesz, a nawet oddajesz za nie życie, nie szczędząc kosztów, to możesz zyskać szacunek ludzi, rozmaite korzyści i różne powody do dumy – ale co jest ważniejsze, te rzeczy czy prawda? (Prawda). Ludzie rozumieją to przesłanie, ale nie dążą do prawdy i cenią tylko własne interesy i status. Czy więc naprawdę to rozumieją, czy też jest to zrozumienie pozorne? W rzeczywistości są głupi. Nie widzą takich spraw jasno. Gdy będą w stanie widzieć je jasno, zdobędą pewną postawę. Wymaga to od nich dążenia do prawdy oraz dokładania wysiłków, gdy chodzi o słowo Boże; nie mogą być bezmyślni i niechlujni. Jeśli nie poszukujesz prawdy, to kiedy nadejdzie dzień, w którym Bóg powie, że skończył przemawiać, że nie chce już niczego więcej powiedzieć ludzkości i nic więcej zrobić, gdy nadejdzie czas sprawdzenia pracy człowieka, będziesz skazany na eliminację(Boże omówienie). Słowa Boga były dla mnie bardzo wzruszające. Przypomniałam sobie swoje zachowanie i uznałam, że choć niby wypełniałam obowiązki, cały czas chronię własne interesy i status. Widząc, że siostra Fang przewyższa mnie charakterem i zdolnościami, i że inni członkowie zespołu bardzo ją szanują, poczułam zaniepokojenie. Moja pozycja była zagrożona. Zaczęłam z nią rywalizować, porównując się do mniej i chciałam, żeby wszyscy myśleli, że jestem lepsza. Chciałam odzyskać podziw ludzi. Czyż nie chroniłam własnych interesów, udając że pracuję? Bóg mnie wywyższył na stanowisko przywódczyni, żebym wypełniała Jego wolę i wspierała pracę kościoła. Miał nadzieję, że skorzystam z okazji i nauczę się używać prawdy do rozwiązywania problemów i praktykowania jej w pracy, by moje skażone usposobienie choć trochę się zmieniło. A ja wcale nie praktykowałam prawdy. Ja tylko walczyłam o własne imię i korzyści, i myślałam tylko o tym, jak prześcignąć siostrę Fang, by bracia i siostry mnie podziwiali. Całkiem zlekceważyłam swoje obowiązki. Gdy straciłam prestiż i status, chciałam zrezygnować i zdradzić Boga. Opierałam się Bogu. Trochę się przestraszyłam i zdałam sobie sprawę, że mój duch był mroczny i obolały, i że straciłam pracę Ducha Świętego, bo to, co robiłam, brzydziło Boga, więc odwrócił się ode mnie. Jeśli się nie pokajam, wyeliminuje mnie. Kiedy to zrozumiałam, szybko zwróciłam się do Boga z modlitwą: „Boże, nie chcę mówić i działać dla własnego prestiżu i statusu, ale nie mogę się opanować. Poprowadź mnie, żebym wcieliła prawdę w życie”.

Potem przeczytałam fragment słów Boga, które powiedziały mi, jak się tego pozbyć. Słowa Boga mówią: „Ci, którzy są zdolni wcielać prawdę w życie, potrafią zaakceptować Bożą kontrolę nad swymi działaniami. Kiedy akceptujesz Bożą kontrolę, masz serce na właściwym miejscu. Jeśli robisz coś tylko po to, by inni widzieli i nie akceptujesz Bożej kontroli, czy Bóg nadal jest w twoim sercu? Tacy ludzie nie oddają Bogu czci. Nie rób wszystkiego tylko dla własnego dobra i nie myśl ciągle o własnych sprawach; nie zważaj na swój status, prestiż czy reputację. Nie zwracaj także uwagi na ludzkie interesy. Musisz najpierw myśleć o interesach domu Bożego i uczynić z nich swój najważniejszy priorytet. Powinieneś troszczyć się o wolę Bożą i zacząć od zastanowienia się, czy byłeś czysty w wypełnianiu swojego obowiązku, czy zrobiłeś wszystko, by być lojalnym, czy starałeś się jak najlepiej unieść swoją odpowiedzialność i czy dałeś z siebie wszystko; a także czy w pełni poświęciłeś się swoim obowiązkom i pracy domu Bożego. Musisz przemyśleć te rzeczy. Rozważaj je często, a łatwiej ci będzie dobrze wykonywać swój obowiązek(„Oddaj szczere serce Bogu, by pozyskać prawdę” w księdze „Zapisy wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Słowa Boga są jasne. Bóg ma swoje miejsce w sercu tego, kto ma na względzie Jego wolę i przyjmuje Jego nadzór we wszystkim, co robi. Ten ktoś może zrezygnować z twarzy, statusu i prywatnego interesu, i mieć na uwadze interesy Bog, wkładając wszystko co ma w wypełnianie obowiązków. Taki człowiek sprawia Bogu radość. Gdy o tym myślałam, omówienie siostry Fang na temat prawdy było jasne i rozwiązywało problemy, a jej sugestie przynosiły więcej korzyści naszej pracy niż moje. To było naprawdę korzystne dla pracy kościoła i naszych braci i sióstr. Dla naszej pracy było lepiej, gdy ludzie zwracali się do siostry Fang po pomoc, a nie do mnie, bo mogli razem się uczyć i wzrastać. To było dobre. Ale zamiast wziąć to pod uwagę, ja troszczyłam się o własne interesy. Widząc, jak inni zwracają się do siostry Fang, czułam, jakby zajęła moje miejsce i skrycie chciałam z nią walczyć. Czy nie szkodziłam interesom domu Boga? Kiedy to do mnie dotarło, poczułam się okropnie. Gardziłam sobą i chciałam praktykować prawdę, by zadowolić Boga. Potem świadomie porzuciłam twarz i status i kiedy omawialiśmy i badaliśmy, nie myślałam już o przechwalaniu się, byle tylko wypaść lepiej od niej. Skupiłam się na wyciszeniu się przed Bogiem i przygotowaniu bardziej efektywnych omówieni. Nie przeszkadzało mi, kiedy widziałam jak bracia i siostry szli z problemami do siostry Fang. Nie miało znaczenia, do kogo się zwracają, byle problem został rozwiązany. A kiedy sama miałam problemy, też zaczęłam się do niej zwracać i słuchałam, co miała mi do powiedzenia. Dzięki temu poczułam wewnętrzny spokój, a w pracy prowadził mnie Duch Święty, co pomagało rozwiązywać problemy. Praca zespołowa się poprawiła. Byłam wdzięczna Bogu za przewodnictwo.

Po tym doświadczeniu myślałam, że poznałam siebie i trochę się zmieniłam, ale potem zdarzyło się coś, po pozwoliło mi zrozumieć siebie jeszcze lepiej. Pewna przywódczyni przysłała mi wiadomość z prośbą, żeby siostra Fang pomogła mi z zadaniu i żebyśmy skończyły je jak najszybciej. Nie byłam zachwycona. Byłam odpowiedzialna za tę sprawę, więc przez włączenie do niej siostry Fang poczułam, że przywódczyni uważa, że tamta jest lepsza ode mnie, że pomoże zwiększyć wydajność mojej pracy. A jeśli projekt odniesie sukces, wysiłki siostry Fang nie pozostaną niezauważone. Wiedziałam, że jest kompetentna i bystra i ma lepszy charakter ode mnie poza tym wszyscy ją lubili. Czułam, że nadciąga kryzys. Jeśli przywódczyni zobaczy, że siostra Fang radzi sobie lepiej ode mnie, czy każe jej zastąpić mnie na stanowisku przywódczyni zespołu? Na tę myśl lęk ścichnął mi serce. Znów walczyłam z siostrą Fang o status. Pomyślałam, że może zająć moje miejsce i bardzo się bałam, że stracę pozycję. Pomyślałam, „Muszę pokazać przywódczyni, że dam radę wykonać zadanie”. Podzieliłam projekt na dwie części, by każda z nas zajęła się swoją. W ten sposób przywódczyni zobaczy, kto co zrobił i kto więcej osiągnął. Jednak rywalizacja, której się nie pozbyłam, jeszcze wzrosła.

Dzieląc pracę nie przekazałam siostrze Fang szczegółów, bo nie chciałam dzielić się z nią całą sowią wiedzą. Obawiałam się, że szybko się nauczy. Przesłałam jej tylko zdawkową wiadomość o podziale pracy, a potem osobno zabrałyśmy się do dzieła. Przez kilka dni non stop pracowałam nad projektem myśląc, że jeśli zrobię go dobrze i szybko, przywódczyni uzna, że jestem bardziej kompetentna i skuteczna niż siostra Fang. Zyskam jej akceptację i będę bezpieczna. W tym czasie, kiedy bracia i siostry potrzebowali pomocy w obowiązkach, robiłam wszystko, żeby znaleźć na to czas, myśląc, że im bardziej będę żonglować, tym bardziej pokażę zespołowi, że mogę ogarnąć to wszystko. Pokażę, że można na mnie polegać. Sprawdzałam też postępy siostry Fang w obawie, by nie zostać z tyłu. W mojej pracy nie mogłam znaleźć spokoju. Martwiłam się. Nie rozumiałam problemów, które napotykałam i praca posuwała się bardzo wolno. Z determinacją pragnęłam zdobyć nazwisko i status. Gdyby przywódczyni nie zorientowała się, co się dzieje, nigdy nie zastanowiłabym się nad sobą. Po tygodniu, widząc, że nie ma postępów, przywódczyni zapytała, jak idzie nasza współpraca. Wskazała, że żadne z moich kluczowych zadań nie jest dobrze zrobione i spytała, nad czym pracuję. Przedstawiłam jakieś wymówki twierdząc, że źle rozplanowałam czas i że zadanie jest trudne. Wiedziałam, że to znów z powodu pogoni za korzyściami. Nie współpracowałam dobrze z siostrą Fang i nie byłam miła. Dlatego straciłam przewodnictwo Boże. Słysząc wymówki przywódczyni rozprawiła się ze mną za to, że nie traktowałam pracy priorytetowo i spytała mnie o mój stan. Powiedziałam jej, co się ostatnio ze mną dzieje.

Przeczytała mi fragment słów Boga i omówiła ze mną przyczyny walki o imię i korzyści. Pomogła mi lepiej zrozumieć moje skażone usposobienie. Słowa Boga mówią: „Zawsze, gdy znajdują się w grupie, pierwszą rzeczą, jaką robią ludzie tego typu, którzy są antychrystami, jest zdobycie zaufania i uznania ludzi oraz sprawienie, by więcej osób ich szanowało, podziwiało i uwielbiało, aby mogli osiągnąć swój cel, jakim jest posiadanie absolutnej władzy i rozstrzygającego głosu w grupie. (…) Aby osiągnąć status, aby być przywódcą grupy, zrobią wszystko, co trzeba, nie oszczędzając żadnej osoby ani czynnika, który zagraża ich statusowi. Oczywiście, antychryści będą stosować dowolną ilość środków, aby to osiągnąć. Każdy, kto jest elokwentny, kto mówi logicznie, w sposób uporządkowany, dobrze zorganizowany, staje się celem ich zazdrości, obiektem do naśladowania, a co więcej, rywalem. Ci, którzy dążą do prawdy i mają przekonanie, którzy często pomagają braciom i siostrom oraz wspierają ich, podnosząc ich ze stanu zniechęcenia i słabości, również stają się ich rywalami. Każdy, kto jest biegły w jakimś zadaniu i cieszy się niejakim uznaniem ze strony braci i sióstr, ten również staje się dla nich konkurentem. Osoby owocnie pracujące, które otrzymują pochwały od Zwierzchnika, są w jeszcze większym stopniu ich rywalami. A jakie jest ich typowe powiedzenie w każdej z grup? Tacy ludzie niekoniecznie chcą zdobyć najwyższy status albo do pewnego stopnia przejąć kontrolę nad innymi; po prostu mają pewne usposobienie, pewną mentalność, która każe im tak postępować. Co to za mentalność? Można ją ująć tak: »Muszę rywalizować! Muszę być lepszy, konkurować i rywalizować!«. »Rywalizacja«: to jest ich usposobienie. Jest to usposobienie, którego nikt nie może opanować. Nikt nie może go kontrolować, nawet oni sami; po prostu muszą rywalizować(„Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część trzecia)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Rozmyślałam o tym, co mówi ten fragment o tych stanach. Dokładnie opisywał mój ostatni stan. W pracy zawsze chciałam osiągnąć status i żeby inni mnie podziwiali. Kiedy poczułam, że siostra Fang może zająć moje miejsce, zaczęłam traktować ją jak wroga, skrycie nastawiając się przeciwko niej, byle zachować pozycję. Podzieliłam pracę, żeby pokazać, która z nas jest lepsza i pomagałam braciom i siostrom w problemach, żeby pokazać, że jestem bardziej zaangażowana, że lepiej rozumiem prawdę i pracę, licząc, że zobaczą, jakim jestem silnym i sprawnym członkiem zespołu. Chciałam utrwalić swoją pozycję. Obsesyjnie się popisywałam i porównywałam się z nią na każdym kroku. Czy to nie usposobienie antychrysta obnażone przez Boga? Kiedy o tym myślałam, pojęłam, że kiedy przywódczyni kazała nam współpracować, chciała, byśmy były bardziej wydajne i szybciej skończyły projekt. Ale ja chciałam wykorzystać zadanie, żeby się ustawić, i nawet nie pomyślałam o pracy dla kościoła. Nie wkładałam serca w pracę na rzecz Boga i myślałam tylko o tym, jak dobrze wypaść. Knułam przeciwko siostrze Fang, by zapewnić sobie miejsce, a opóźniając naszą pracę. Jak to wpływało na moje obowiązki? Oczywiście służyłam szatanowi, sabotując pracę kościoła!

Przeczytałam jeszcze inne fragmenty słów Boga. „Antychryst może się pojawić w każdej grupie. Może ciężko pracować albo tylko markować pracę, ale w głębi jego serca zawsze będzie się kryło jedno: myśl o statusie. We wszystkim, co robią, antychryści czują przymus rywalizacji z innymi o status, godność i korzyści. Najczęstszym tego przejawem jest rywalizacja o dobrą opinię, o korzystny werdykt, o miejsce w ludzkich sercach, tak aby inni ich czcili, wysoko oceniali i by znaleźli się na ich orbicie. To jest ścieżka, którą kroczą antychryści, i to są rzeczy, o jakie antychryści rywalizują(„Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część trzecia)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). „Jeśli status i prestiż są dla ciebie niezwykle cenne, jeżeli jesteś do nich głęboko przywiązany, nie możesz z nich zrezygnować, jeśli wciąż czujesz, że bez statusu i prestiżu nie ma radości ani nadziei w życiu, że musisz przeżyć całe swoje życie dla statusu i prestiżu, że musisz być kierowany przez te dwie rzeczy, że nawet jeśli ostatecznie nie osiągniesz swoich celów, nie możesz się całkowicie poddać i musisz wytrwać do samego końca, tak długo jak istnieje chociaż cień nadziei – jeśli masz takie myśli, to najprawdopodobniej nie jesteś bardzo wymagający w stosunku do siebie w kwestii tego, co praktykujesz, i jesteś podatny na to, by przymknąć oko na swoją praktykę. (…) przez takie dążenie do statusu nie umiesz być przyzwoitym stworzeniem Bożym, jak też nie umiesz spełniać obowiązków na porządnym poziomie. Dlaczego to mówię? Nic nie napełnia Boga większą odrazą niż ludzie zabiegający o status, ponieważ dążenie to jest zepsutą skłonnością; jest zrodzone ze skażenia przez szatana i w oczach Boga nie powinno istnieć. Bóg nie zarządził, że człowiek powinien otrzymać status. Jeśli zawsze rywalizujesz i walczysz o status, jeśli stale go kultywujesz, zawsze chcesz go zagarnąć dla siebie, czyż nie nosi to w sobie odrobiny antypatii do Boga? Bóg nie daje ludziom statusu; daje im prawdę, drogę i życie, i ostatecznie sprawia, że stają się oni dobrym stworzeniem Boga, małym i nieznaczącym stworzeniem Boga – nie zaś kimś, kto ma status i prestiż i jest czczony przez tysiące ludzi. Dlatego też z jakiejkolwiek perspektywy się na to spojrzy, pogoń za statusem jest ślepym zaułkiem. Bez względu na to, jak rozsądne jest twoje usprawiedliwienie dla dążenia do statusu, ta ścieżka wciąż jest zła i Bóg jej nie pochwala. Bez względu na to, jak bardzo się starasz i jak wielką cenę płacisz, jeśli pragniesz statusu, Bóg ci go nie da; jeśli Bóg go nie da, poniesiesz porażkę w walce o niego, a jeśli będziesz walczył dalej, wynik będzie tylko jeden: śmierć! To ślepy zaułek, rozumiesz, tak?(„Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część trzecia)” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Byłam przerażona, kiedy to przeczytałam. W swoich obowiązkach nie dążyłam do prawdy, goniłam za imieniem i statusem, żeby zaspokoić własne pragnienia. Szłam ścieżką antychrysta. Dlaczego tak skupiałam się na dążeniu do tych rzeczy? To z powodu zepsucia przez szatana. Od dziecka słyszałam, że „Człowiek zawsze dąży ku górze, woda płynie w dół,” albo „Każdy dobry żołnierz marzy, by zostać generałem”. Przesiąknięta truciznami szatana czułam, że będę nic niewarta, jeśli zadowoli mnie bycie przeciętną. Chciałam być na szczycie, w przeciwnym razie nie miałabym żadnej wartości. To stało się moim priorytetem. Żyłam zgodnie z szatańską filozofią nawet kiedy zaczęłam wierzyć. Widząc, że ktoś mógłby być lepszy ode mnie, musiałam się zwrócić przeciw niemu i za wszelką cenę się wykazać. Chciałam zdobyć miejsce w ludzkich sercach, żeby wszyscy mnie otaczali i podziwiali. Myślałam, że dzięki temu coś znaczę. Z takim podejściem i dążeniami nie byłam w stanie wypełniać swoich obowiązków jako istota stworzona. Udawałam, że wypełniam obowiązki, a rywalizowałam z Bogiem o status. Obrażałam Boskie usposobienie i opierałam się Bogu! Wiedziałam, że jeśli nie wyrażę skruchy, Bóg w końcu mnie wyeliminuje. Ta myśl mnie przerażała. Zrozumiałam, że ścieżka, którą kroczę, jest niebezpieczna. Natychmiast zwróciłam się do Boga z modlitwą i skruchą. Czy dalej będę przywódczynią, czy siostra Fang mnie zastąpi – byłam gotowa się poddać. Zawsze myślałam, że to tylko odrobina zepsucia, i nie traktowałam tego poważnie. Ale dzięki osądzeniu i słowom Bożym zdałam sobie sprawę, że to poważna sprawa i zapragnęłam pozbyć się tego zepsucia. Potem zaczęłam czytać słowa Boże, obnażające ludzi, którzy dążą do tych celów. Jeden fragment zrobił na mnie szczególne wrażenie i pomógł mi odnaleźć drogę. „Jako jedno ze stworzeń, człowiek musi trzymać się swojego miejsca zachować i postępować sumiennie. Posłusznie strzeż tego, co zostało ci powierzone przez Stwórcę. Nie przekraczaj wyznaczonych granic i nie łam reguł ani nie rób niczego, co wykracza poza zakres twych umiejętności lub jest wstrętne Bogu. Nie staraj się być wielkim i wyjątkowym, nie wynoś się ponad innych ani nie próbuj zostać Bogiem. Ludzie nie powinni bowiem tego pragnąć. Dążenie do wielkości lub wyjątkowości jest absurdem. Dążenie do stania się Bogiem jest jeszcze bardziej haniebne; jest to obrzydliwe i podłe. Tym, co jest godne pochwały, oraz tym, czego stworzenia powinny się trzymać bardziej niż czegokolwiek innego, jest stanie się prawdziwą istotą stworzoną; jest to jedyny cel, do którego powinni dążyć wszyscy ludzie(Sam Bóg, Jedyny I, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Słowa Boga rozjaśniły moje serce i pomogły zrozumieć Jego wolę. Superman, choć wspaniały, nie jest tym, do czego powinna dążyć istota stworzona. Powinniśmy zająć miejsce stworzenia Bożego i nieustannie wypełniać to, co powierzył nam Bóg. To właściwe dążenie i jedyne, jakie Bóg pochwala.

Kiedy zdałam sobie sprawę, że znów walczę o imię i zysk, pomodliłam się do Boga, odpuściłam własne ambicje i poszłam do siostry Fang, by porozmawiać z nią o naszej pracy. Kiedy otworzyłam się na nią odkryłam, że ma świetne pomysły na niektóre sprawy i wkrótce razem stworzyłyśmy plan działania. Siostra Fang podzieliła się ze mną swoimi doświadczeniami, bym poprawiła swoją efektywność. Byłam zawstydzona i poruszona zarazem. Taka partnerka u boku była dla mnie wielką pomocą i byłam zła na siebie, że tego nie widziałam, walcząc o imię i zysk i tracąc tyle okazji do zdobycia prawdy. Przestałam się martwić, że siostra Fang zastąpi mnie na stanowisku przywódczyni. Byłam bardziej rozluźniona i wydajna w pracy. Pracując w zespole, nawet nie wiem kiedy zakończyłyśmy projekt. Po tych przejściach czułam, że Bóg jest przy mnie i to On zaaranżował te sytuacje, by obmyć i zmienić moje skażone usposobienie. On też osądził, obnażył, oświecił i poprowadził mnie swoimi słowami, bym zdobyła wiedzę o sobie. Przepełniała mnie wdzięczność dla Boga i chciałam Go zadowolić, jak najlepiej wykonując obowiązki.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Na rozdrożach

Autorstwa Wang Xin, Korea Południowa Kiedyś miałam szczęśliwą rodzinę, a mąż był dla mnie bardzo dobry. Otworzyliśmy nieźle prosperującą,...

Jaka jest natura Bożej miłości?

Autorstwa Siqiu, miasto Suihua, prowincja Heilongjiang Ilekroć widzę następujący fragment Bożego słowa: „Jeśli zawsze byłeś wobec Mnie...

Wytrwałość w obowiązkach

Autorstwa Yangmu, Korea Południowa Kiedyś czułam wielką zazdrość, widząc, jak bracia i siostry występują, śpiewają i tańczą, chwaląc Boga....

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze