Niełatwo jest wyzbyć się próżności

23 października 2022

Autorstwa Huan'ai, Japonia

W lipcu 2020 roku przełożona poleciła mi zająć się produkcją filmów, bo było zapotrzebowanie. Bardzo się ucieszyłam, ale wiedziałam, że napotkam problemy i trudności w nowych obowiązkach, więc muszę się uczyć i pytać, gdy czegoś nie rozumiem. Gdy siostra Liu, która produkowała filmy, przekazała mi swoje zadania, powiedziała, że jej nowe obowiązki są wymagające i chce mnie szybko wdrożyć. Wiedziałam, że nie poczeka, aż opanuję nową pracę. Zamartwiałam się. „Ta praca jest trudna. Czy mogę tak wszystko od razu przejąć?”. W końcu siostra Liu zapytała, czy mam jakieś trudności. Chciałam podzielić się obawami, ale pomyślałam: „Dopiero ją poznałam, a pierwsze wrażenie jest ważne. Ona się spieszy do nowych obowiązków, nie mogę jej zatrzymywać. Jeśli spytam o trudności i będę stawiać żądania już na początku, co ona sobie o mnie pomyśli? Czy nie pomyśli, że zastępuje ją ignorantka i że nie nadaję się do tej pracy?”. Wbrew sobie powiedziałam: „Nie mam pytań”. By dowieść swego charakteru i zdolności, poczyniłam kilka sugestii co do procesów, które mi przedstawiła. Wiedziałam wtedy, że swymi zaletami tuszuję swoje braki. Gdyby błędnie uznała, że mam charakter i nie trzeba mnie długo przyuczać, czy nie spowodowałabym opóźnień w pracy? Ale pomyślałam, że nie cofnę już przecież słów, które powiedziałam. Mogę ją zawsze poprosić o pomoc w przyszłości.

Nazajutrz siostra Liu powiedziała, że będę współpracować z siostrą Wang. Siostra Wang zaczęła pracować przy filmach miesiąc wcześniej i szybko się uczyła, a teraz wypełniała obowiązki samodzielnie. Gdy później omawiałam pracę z siostrą Wang, umiejętnie wyjaśniła mi przepływ zadań, przedyskutowała podział pracy, kooperację i tak dalej. Wyglądało, że ona dobrze wie, co robi. Nie byłam tak kompetentna jak ona, ale by siostra Liu nie dostrzegła przepaści między mną a siostrą Wang, zrobiłam się ostrożna w jej obecności, bałam się, że ujawnię swoje braki. Gdy nie umiałam rozwiązać problemów, szukałam jak największej liczby informacji i próbowałam sama się z tym uporać zamiast jej zapytać. Choć ciężko pracowałam, robiłam nikłe postępy. Gdy przywódca sprawdzał naszą pracę, wielu szczegółów nie pojmowałam. Siostra Wang odpowiadała na jego pytania. To mnie przygnębiało, czułam się bezużyteczna. Minął może jakiś tydzień, a ponieważ nie umiałam pracować samodzielnie, siostra Liu nie mogła zacząć nowych obowiazków. To mnie jeszcze bardziej upokorzyło. Ale z drugiej strony, gdyby się dowiedziała, że łatwo się smucę tym, że wolno się uczę, pomyślałaby, że mam słabą postawę, kiepski charakter i braki w kompetencjach. Czułam się tak, nie chciałam, by ktoś dostrzegł mój okropny stan. Chciałam się wdrożyć i zacząć pracować w grupie jak najszybciej, by siostra Liu mogła odejść, bym nie musiała się przed nią upokarzać. Ale mój rozwój był powolny, nie czułam przewodnictwa Bożego. Cierpiąc, modliłam się i szukałam u Boga, prosiłam, by pomógł mi poznać samą siebie. Raz przeczytałam słowa Boga: „Cóż to jest za usposobienie, gdy ludzie wiecznie stwarzają pozory, wciąż się wybielają, zawsze coś udają, by inni mieli o nich dobre zdanie i nie dostrzegali ich wad oraz niedociągnięć, i gdy zawsze starają się pokazać innym ze swojej najlepszej strony? Jest to arogancja, fałsz, hipokryzja, jest to usposobienie szatana, jest to coś złego” (Zasady, jakimi należy się kierować w zachowaniu, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). „Sami ludzie są dziełami stworzenia. Czy dzieła stworzenia mogą osiągnąć wszechmoc? Czy mogą zdobyć się na doskonałość i nieskazitelność? Czy mogą osiągnąć biegłość we wszystkim, wszystko pojąć, wszystko przejrzeć i do wszystkiego być zdolnym? Nie mogą. Jednakże w ludziach tkwi zepsute usposobienie i śmiertelna słabość. Kiedy tylko zdobędą jakąś umiejętność lub wyuczą się jakiejś profesji, zaczynają czuć, że są niezwykle zdolni, że osiągnęli pozycję i wartość oraz że są profesjonalistami. Bez względu na to, jak są przeciętni, pragną zaprezentować się innym jako sławne lub wzniosłe figury, zrobić z siebie lokalnych celebrytów i wywierać na ludziach wrażenie doskonałych i nieskazitelnych, pozbawionych choćby jednej wady; w oczach innych ludzi pragną stać się sławni, potężni, jak wielkie figury, i pragną stać się mocarni, zdolni do wszystkiego, jakby nie było dla nich nic niemożliwego. Sądzą, że jeśli poproszą innych o pomoc, będą się wydawać niekompetentni, słabi i nie w pełni wartościowi, i że ludzie będą patrzeć na nich z góry. Z tego powodu zawsze starają się zachowywać pozory. Niektórzy ludzie, poproszeni o zrobienie czegoś, mówią, że umieją to zrobić, podczas gdy w rzeczywistości nie wiedzą jak. Potem w sekrecie sprawdzają to, próbując się nauczyć, ale po kilku dniach nauki nadal tego nie rozumieją, jak to zrobić. Zapytani, jak im idzie, odpowiadają: »Niedługo skończę!«. W sercach jednak myślą: »Do niczego jeszcze nie doszedłem, nie mam zielonego pojęcia, nie wiem, jak to zrobić. Nie mogę się zdradzić, muszę zachowywać pozory, nie mogę dopuścić do tego, by inni dostrzegli moje braki i moją ignorancję, nie mogę pozwolić, by patrzyli na mnie z góry!«. Co to jest za problem? To istne piekło, które wynika z próby zachowania twarzy za wszelką cenę. Cóż to jest za usposobienie? Arogancja takich ludzi nie zna granic, a oni sami zupełnie stracili rozsądek! Nie chcą być tacy sami jak wszyscy inni, nie chcą być zwykłymi, normalnymi ludźmi, tylko nadludźmi, wzniosłymi osobistościami, szychami. To jest tak wielki problem! Jeśli zaś chodzi o słabości, niedociągnięcia, ignorancję, głupotę i brak zrozumienia w obrębie zwykłego człowieczeństwa, wszystko to skrzętnie osłaniają, nie pozwalając, by inni ludzie to zobaczyli, a potem dalej się maskują” (Pięć warunków, które należy spełnić, by wejść na właściwą ścieżkę wiary w Boga, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże ujawniły mój stan co do joty. Gdy przejęłam pracę, myślałam tylko o tym, jak szybko ją opanować, by wszyscy widzieli, że mam dobry charakter i potrafię pracować. Wiedziałam, że siostra Liu spieszy się do nowych obowiązków. Nie mogłam tylu umiejętności przyswoić w tak krótkim czasie, ale słowa takie jak „nie zapamiętam tyle na raz, przyucz mnie jeszcze przez kilka dni” ugrzęzły mi w gardle. Zgrywałam się i czyniłam jakieś sugestie, by dowieść siostrze, że się znam na rzeczy. Nie chciałam, by siostr Liu widziała, że jestem gorsza od siostry Wang, więc maskowałam się jeszcze bardziej. Byłam ostrożna w obecności siostry Liu, bo bałam się mimowolnie ujawnić swoje braki. Czułam, że to jest moment, by przejąć pracę, więc przywódca oraz bracia i siostry przyglądają się, jak sobie radzę, a gdyby mój charakter i prawdziwa postawa ujawniły się, pogardziliby mną. Gdyby przywódca dostrzegł, że się nie nadaję, mnie zwolnił, to byłoby bardzo upokarzające. Dlatego nie zadawałam pytań, gdy miałam trudności, zawsze się maskowałam i stwarzałam pozory, więc jak mogłam czynić postępy? Gdy ktoś wdraża się w nowe obowiązki, to normalne, że wielu rzeczy nie zna i nie rozumie. Poza tym brak mi było umiejętności, więc musiałam zadawać pytania, ale byłam zbyt arogancka. Chciałam dowieść, że sama sobie poradzę z pracą, więc udawałam, że wszystko rozumiem, i maskowałam się, a to utrudniało mi nauczenie się tego, co powinnam wiedzieć, opóźniło przekazanie obowiązków i wstrzymywało siostrę Liu. Postępowałam w sposób szkodliwy. Opóźniałam naszą pracę i nie czułam się winna, martwiłam się tylko, że inni dostrzegą moje faktyczne braki, że będą na mnie patrzeć z góry. Byłam bezrozumna.

Znalazłam ścieżkę praktykowania w słowach Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Należy szukać prawdy, aby rozwiązać każdy pojawiający się problem, bez względu na to, jaki on jest, i w żadnym wypadku nie należy się ukrywać ani zakładać fałszywej maski wobec innych. Twoje wady, twoje braki, twoje przewiny, twoje zepsute usposobienie – ujawniaj je wszystkie zupełnie otwarcie i rozmawiaj o nich we wspólnocie. Nie trzymaj ich w sobie. Nauka otwierania się jest pierwszym krokiem do wkroczenia w życie, a także pierwszą przeszkodą, najtrudniejszą do pokonania. Gdy już ją przezwyciężysz, wkroczenie w prawdę będzie łatwe. Co oznacza poczynienie tego kroku? Oznacza, że otwierasz swoje serce i pokazujesz wszystko, co masz, dobre i złe, pozytywne i negatywne; obnażasz się przed innymi i przed Bogiem; niczego nie ukrywasz przed Bogiem, niczego nie chowasz, niczego nie maskujesz, jesteś wolny od sztuczek i zwodzenia, i tak samo jesteś uczciwy i otwarty wobec innych ludzi. Tym sposobem żyjesz w świetle i nie tylko Bóg będzie mógł cię zlustrować, ale również inni ludzie będą mogli zobaczyć, że twoje postępowanie jest zgodne z zasadami i w znacznym stopniu przejrzyste. Nie musisz używać żadnych metod, aby chronić swoją reputację, wizerunek i status, nie potrzebujesz też ukrywać ani maskować swoich błędów. Nie musisz się angażować w te bezsensowne wysiłki. Jeśli potrafisz to wszystko odpuścić, staniesz się bardzo zrelaksowany, będziesz żył bez kajdan i cierpienia, całkowicie w świetle. Nauczenie się, jak być otwartym podczas omawiania, to pierwszy krok do wkroczenia w życie. Dalej musisz się nauczyć analizować swoje myśli i działania, aby zobaczyć, które są złe i które nie podobają się Bogu, oraz musisz je od razu zmienić i skorygować. Jaki jest cel ich korygowania? Chodzi o to, by zaakceptować i przyjąć prawdę, a jednocześnie odrzucić w sobie to, co należy do szatana, i zastąpić to prawdą. Wcześniej robiłeś wszystko zgodnie ze swoim przebiegłym usposobieniem, które jest zakłamane i zwodnicze; wydawało ci się, że niczego nie osiągniesz bez kłamstw. Teraz, gdy rozumiesz prawdę i pogardzasz szatańskimi sposobami działania, już tak nie postępujesz, lecz działasz w duchu uczciwości, czystości i posłuszeństwa. Jeśli niczego nie ukrywasz ani nie udajesz, nie kryjesz się za maską czy fasadą, jeśli obnażasz swoje wnętrze przed braćmi i siostrami, nie skrywasz swych najgłębszych idei i myśli, lecz pozwalasz, by inni dostrzegli twoją szczerą postawę, wówczas prawda stopniowo się w tobie zakorzeni, rozkwitnie i wyda owoce, krok po kroku będzie przynosić efekty. Jeżeli twoje serce staje się coraz uczciwsze i coraz bardziej nakierowane na Boga, i jeśli przy wykonywaniu obowiązku dbasz o interesy domu Bożego, a gdy je zaniedbasz, dręczy cię sumienie, to dowodzi to, że prawda na ciebie wpłynęła i stała się twoim życiem” (Tylko ci, którzy prawdziwie podporządkowują się Bogu, mają bogobojne serca, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Gdy przeczytałam słowa Boga, dotarło do mnie, że jeśli ktoś ma braki lub zepsute usposobienie, a przy tym maskuje się, by stwarzać pozory, jest to podstępne i oszukańcze, wypływa to z szatańskiej natury. Tak postępując, człowiek nigdy nie wejdzie w prawdę. Powinnam otwarcie mówić o swych zaletach i słabościach, powinnam być szczera wobec innych i wobec Boga. W ten sposób moje serce stałoby się bardziej szczere, mogłabym żyć w obecności Boga. Moje problemy z czasem by się rozwiązały, nie zbłądziłabym na manowce pogoni za sławą i statusem. Gdy znalazłam ścieżkę praktykowania, otworzyłam się przed siostrą Liu. Zdziwiło mnie, gdy ona powiedziałam, że też zdaje sobie sprawę, że nie wypełniła swoich obowiązków. Myślała tylko o objęciu nowych zadań, więc nie przekazała mi pracy, jak należy. Powiedziała, że odejdzie, gdy już się wdrożę. Bardzo mnie to poruszyło. Doświadczyłam tego, że mówiąc otwarcie o swoich brakach i słabościach, można uzyskać pomoc i wsparcie od braci i sióstr, można współpracować z braćmi i siostrami, pełniąc obowiązki, a przede wszystkim można przyjąć szczerą i posłuszną postawę. To jest życie w Bożej obecności i odpowiedzialność za Boże zadania, to Bóg pochwali. Później szczerze mówiłam siostrze o tym, jak sobie radzę z pracą, a ona mi pomagała, dzięki czemu dużo się nauczyłam. Zrozumiałam też, czemu tak trudno mi wypełniać obowiązki. Chciałam od raz zapoznać się z całą pracą i ją opanować, by dowieść, że potrafię ją wykonywać, przez co nie umiałam stopniować ważności zadań i opóźniałam się. Później nadawałam zadaniom priorytety, więc moja praca była lepiej zorganizowana, szybko zapoznałam się z jej tajnikami. To doświadczenie pozwoliło mi poznać słodycz praktykowania prawdy i posłuszeństwa słowom Boga. Dostrzegłam, jak ważne są właściwe intencje i szczera postawa. Tylko tak mogę zyskać przewodnictwo Boże. Gdy później napotykałam nowe problemy, razem z braćmi i siostrami poszukiwaliśmy rozwiązań. Gdy tak praktykowałam, myślałam, że moja żądza reputacji i statusu osłabła, że otwierając się szczerze przed innymi, osiągnęłam pewne wkroczenie. Ale wkrótce musiałam odrzucić ten obraz siebie.

Miesiąc później wciąż sobie nie radziłam, a pracy przy produkcji filmów było mniej, więc przywódca polecił mi podlewać nowych członków. Czułam się upokorzona, nie chciałam spotkać się z braćmi i siostrami, z którymi kiedyś już podlewałam. Chciałam uciec i głosić ewangelię, ale nie było rady, musiałam wrócić do pracy podlewania. Czułam, jakby uszło ze mnie powietrze, nie byłam w stanie się ruszyć. Jedna z sióstr dostrzegła, w jakim jestem stanie, przesłała mi fragment słów Bożych o posłuszeństwie i chciała porozmawiać. Obudziło to moją czujność. „Czy ona dostrzegła mój zły stan? Czy będzie patrzyć na mnie z góry, gdy dowie się, że już nie pracuję przy filmach? Gdyby wiedziała, że tak reaguję, bo zależy mi na wizerunku, czy pomyślałaby, że wierzę w Boga od lat, a nie zyskuję rzeczywistości prawdy? Że jestem kimś, kto nie dąży do prawdy?”. Usprawiedliwiałam się: „Jest teraz mniej pracy przy filmach, więc wkrótce mnie pewnie przeniosą. Siostrę Zhou też przeniesiono z powrotem”. Wspomniałam o siostrze Zhou, bo ona kierowała kiedyś podlewaniem, więc jeśli wróciła, to normalne, że ja też wracam. Gdy ta siostra to usłyszała, o nic już nie pytała. Powiedziałam sobie, że w tym momencie nie mogę okazać słabości. Musiałam być silna i wypełniać obowiązki, tak by wszyscy widzieli, że godzę się z przeniesieniem, że się podporządkowuję. Próbowałam się maskować, udawać silną, ale czułam się nieszczęśliwa i przygnębiona. Myślałam o tym, jak odrzuciłam pomoc siostry, i żałowałam tego. „Chciała mi pomóc, a ja odmówiłam, by chronić swój wizerunek? Czemu? Czemu się przed nią nie otworzyłam?”.

Później przysłany przez siostrę fragment słów Boga dał mi wgląd w mój stan. Bóg Wszechmogący mówi: „Zepsute istoty ludzkie potrafią się dobrze maskować. Niezależnie od tego, co robią albo jakie zepsucie przejawiają, zawsze muszą się maskować. Jeśli coś idzie nie tak lub jeśli robią coś złego, chcą zrzucić winę na innych. Chcą zbierać pochwały za dobre rzeczy, a winą za złe rzeczy obarczać innych. Czy nie często spotykamy się z takim maskowaniem w prawdziwym życiu? Zbyt często. Popełnianie błędów lub maskowanie: która z tych rzeczy ma związek z usposobieniem? Maskowanie to kwestia usposobienia; wiąże się z aroganckim usposobieniem, złem i zdradą; jest to coś, czym szczególnie pogardza Bóg. Tak naprawdę, gdy się maskujesz, wszyscy dobrze rozumieją, co się dzieje, ale ty myślisz, że inni tego nie widzą, i robisz, co tylko możesz, żeby się wykłócać i usprawiedliwiać, próbując zachować twarz i przekonać wszystkich, że nie zrobiłeś nic złego. Czy to nie głupota? Co inni o czymś takim myślą? Jak się czują? Budzi w nich to niesmak i obrzydzenie. Jeśli popełniwszy błąd jesteś w stanie prawidłowo to potraktować, potrafisz wszystkim wokół pozwolić, by o tym mówili, by tę sytuację komentowali i zyskiwali rozeznanie, jeśli jesteś w stanie się otworzyć i dokonać analizy błędu, jaką opinię inni sobie wyrobią? Powiedzą, że jesteś szczerą osobą, bo masz serce otwarte dla Boga. W twoich działaniach i twoim postępowaniu będą w stanie dostrzec twoje serce. Jeśli jednak będziesz próbował się maskować i oszukać wszystkich wokół, ludzie będą mieć cię za nic, powiedzą, żeś jest głupiec i ktoś nieroztropny. Jeśli nie próbujesz stwarzać pozorów ani szukać wymówek, jeśli potrafisz przyznać się do błędów, wszyscy powiedzą, że jesteś uczciwy i mądry. A co czyni cię mądrym? Każdy człowiek popełnia błędy, każdy ma jakieś wady i braki i w gruncie rzeczy wszyscy mają takie samo zepsute usposobienie. Nie myśl, że jesteś szlachetniejszy, doskonalszy i lepszy niż inni; to zupełnie niedorzeczne. Kiedy skażone usposobienie ludzi oraz istota i prawdziwe oblicze ludzkiego zepsucia staną się dla ciebie jasne, nie będziesz starał się tuszować swoich błędów ani nie będziesz stawiał pod ścianą innych, gdy popełnią błąd, lecz zmierzysz się z jednym i drugim na właściwy sposób. Tylko wtedy okażesz wnikliwość i nie będziesz robił głupstw, a tym samym okażesz się człowiekiem mądrym. Ci, którzy nie są mądrzy, są głupimi ludźmi i wiecznie rozpamiętują swoje drobne potknięcia, podstępnie działając za kulisami. To obrzydliwe. W gruncie rzeczy to, co robisz, jest od razu oczywiste dla innych ludzi, ty jednak wciąż bezczelnie udajesz. W oczach innych wygląda to jak występ klauna. Czy to nie jest głupie? To bardzo głupie. Głupi ludzie nie mają żadnej mądrości. Bez względu na to, ile kazań usłyszą, i tak nie rozumieją prawdy ani nie widzą niczego takim, jakie jest naprawdę. Wiecznie patrzą na innych z góry, myślą, że różnią się od wszystkich ludzi, że są bardziej szanowani; to arogancja i zarozumialstwo, to głupota” (Zasady, jakimi należy się kierować w zachowaniu, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Byłam głupcem, o którym mówią słowa Boga, odgrywałam przedstawienie, jak klaun. W tych dniach z powodu przeniesienia myślałam, że straciłam sławę i status, błędnie to rozumiałam, byłam negatywnie nastawiona. Siostra chciała mi pomóc, ale nie otworzyłam się, by szukać prawdy i rozwiązać swoje problemy. Zamiast tego miałam się na baczności. Podejrzewałam, że ona widzi moje nieposłuszeństwo, więc głowiłam się nad tym, jak ukryć swoją słabość i ułatwić sobie życie. Byłam oszustką! Choć oszukałam moją siostrę i ochroniłam swój wizerunek, nie uzyskałam od niej wsparcia. Nie mogłam się na czas wyzbyć negatywnego stanu, żyłam w mroku. Czy to nie głupie? Sama sobie byłam winna, zasługiwałam, by cierpieć! Przez wszystkie lata mojej wiary w Boga nie zmieniło się moje zepsute usposobienie, a gdy tylko chodziło o mój wizerunke lub status, mimowolnie się maskowałam i udawałam przed innymi. Nigdy nie zwierzałam się braciom i siostrom. Każdego dnia żyłam w mroku, jak więzień szatana. Byłam nieszcześliwa i słaba, nie potrafiłam uciec. Byłam w żałosnym stanie. Wciąż modliłam się do Boga: „Boże, zawsze się maksuję, bo chcę być podziwiana, moje życie jest cierpieniem. Pomóż mi i mnie prowadź, bym siebie zrozumiała i znienawidziła, bym okazała skruchę i się zmieniła”.

Pewnego dnia przeczytałam słowa Boże ujawniające antychrystów. Bóg Wszechmogący mówi: „Bez względu na kontekst i na to, jaki pełnią obowiązek, antychryści będą się starać sprawiać wrażenie, że nie są słabi, że zawsze są silni, pewni siebie i nigdy nie popadają w przygnębienie. Antychryści nigdy nie ujawniają swojej prawdziwej postawy ani rzeczywistego stosunku wobec Boga. Czy tak naprawdę w głębi serca naprawdę wierzą, że nie ma nic, czego nie byliby w stanie zrobić? Czy szczerze wierzą, że nie ma w nich żadnej słabości, negatywizmu ani przejawów skażenia? W żadnym razie. Potrafią dobrze udawać, są wprawni w ukrywaniu różnych rzeczy. Lubią pokazywać ludziom swoją silną i honorową stronę; nie chcą, by inni zobaczyli tę, która jest słaba i prawdziwa. Mają w tym oczywisty cel: po prostu chcą zachować twarz i bronić miejsca zajmowanego w sercach ludzi. Sądzą, że gdyby otwarcie pokazali innym swoją negatywną i słabą stronę, gdyby ujawnili swoją buntowniczość i zepsucie, stanowiłoby to poważny uszczerbek dla ich statusu i reputacji – że nie byłoby to warte zachodu. Dlatego wolą zachowywać swoje słabości, buntowniczość i negatywność wyłącznie dla siebie. A gdy nadchodzi dzień, kiedy wszyscy widzą ich słabą i buntowniczą stronę, gdy widzą, że są oni zepsuci i wcale się nie zmienili, antychryści mimo to nadal będą udawać. Sądzą, że gdyby się przyznali do swojego skażonego usposobienia, do tego, że są zwykłą osobą, kimś małym i nieistotnym, to straciliby miejsce w ludzkich sercach, utraciliby część i uwielbienie, jakimi wszyscy ich darzą, i w ten sposób ponieśliby zupełną porażkę. Toteż, cokolwiek się dzieje, oni się nie otworzą po prostu przed ludźmi; cokolwiek się dzieje, nie przekażą nikomu innemu swojej władzy i statusu; zamiast tego ze wszystkich sił starają się rywalizować i nigdy się nie poddadzą. (…) Nigdy nie ujawniają swoich słabości braciom i siostrom, nigdy nie przyznają się do własnych braków i wad; zamiast tego robią, co w ich mocy, aby je ukryć. Ludzie pytają ich: »Wierzysz w Boga od tylu lat; czy kiedykolwiek miałeś jakieś wątpliwości co do Niego?«. Odpowiadają: »Nie«. Słyszą pytanie: »Czy kiedykolwiek żałowałeś, że wszystko poświęciłeś dla Boga?«. Odpowiadają: »Nie«. »Czy chorowałeś albo byłeś nieszczęśliwy, czy tęskniłeś za domem?«. Odpowiadają: »Nigdy«. Jak widać, antychryści pozują na zagorzałych i zdeterminowanych, zdolnych do wyrzeczeń i poświęceń, na ludzi, którzy są nieskazitelni i nie mają żadnych wad ani problemów. Jeśli ktoś zwróci im uwagę na ich zepsucie lub braki, traktuje ich na równi, jak normalnych braci i siostry, otwiera się i rozmawia z nimi, to jak oni wtedy reagują? Robią wszystko co w ich mocy, żeby się zrehabilitować i usprawiedliwić, by dowieść, że mają rację, i żeby ostatecznie przekonać ludzi, że nie mają żadnych problemów, że są doskonałymi, uduchowionymi osobami. Czy to nie tylko fałszywe pozory? Każdy, kto siebie uważa za nieskazitelnego i świętego, jest szalbierzem. Dlaczego powiadam, że wszyscy tacy ludzie są szalbierzami? Powiedzcie Mi, czy jest choćby jedna nieskazitelna osoba pośród całej zepsutej ludzkości? Czy jest ktoś zaiste święty? (Nie). Oczywiście, że nie. Jak ktokolwiek miałby osiągnąć nieskazitelność, skoro ludzie są tak głęboko skażeni przez szatana, a poza tym nie posiadają prawdy z natury, w sposób wrodzony? Jedynie Bóg jest święty; cała zepsuta ludzkość jest zbezczeszczona. Jeśli ktoś podawałby się za świętego, mówiąc, że jest nieskazitelny, kim byłby? Byłby diabłem, szatanem, archaniołem – byłby prawdziwym antychrystem. Tylko antychryst może utrzymywać, że jest nieskazitelną, świętą osobą” (Punkt dziewiąty: Wypełniają obowiązki tylko po to, by się wyróżnić, zaspokoić swoje interesy i ambicje; nigdy nie zważają na interesy domu Bożego, a nawet poświęcają je dla osobistej chwały (Część dziesiąta), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Gdy to przeczytałam, zaniepokoiłam się. By zachować swoją pozycję i swój wizerunek, antychryści używają masek i fałszu. Zwodzą i oszukują ludzi, stwarzają pozory doskonałych i uduchowionych osób, które nigdy nie czują słabości, nie ujawniają zepsucia. Robią to, by mieć pozycję pośród innych, by ludzie ich podziwiali. W swoim postępowaniu dostrzegłam lustrzane odbicie antychrysta. Zawsze się maskowałam, gdy coś mówiłam lub robiłam. Gdy zajmowałam się filmami, nie zwierzałam się z problemów, wolałam opóźnić pracę, byle tylko ochronić wizerunek. Bałam się, żeby siostra nie odkryła, że mnie przeniesiono przez słabe umiejętności, więc wymówkami ukryłam swój negatywny stan, sugerując, że mnie przeniesiono, bo potrzebna byłam w pracy podlewania. Postępowałam podle i źle. Myślałam o tym, jak wiele razy, gdy miałam trudności i wpadałam w przygnębienie, rzadko się otwierałam, bojąc się pogardy ze strony innych, a nawet jeśli się otwierałam, to powierzchownie. Najczęściej mówiłam o swej pozytywnej praktyce, by ludzie myśleli, że mam postawę i umiem praktykować prawdę, gdy ją pojmuję. Bardzo się starałam, dbając o swój wizerunek, udawałam przez cały czas, słowem i uczynkiem. Gdy coś mi się nie udawało, musiałam wykazać się lepszą postawą od innych, by ludzie mnie podziwiali. Myślałam o antychrystach, którzy zostali wydaleni. Wielu z nich mówiło często o doktrynie, wykrzykiwało slogany, Udawali pobożnych ludzi dążących do prawdy, jak gdyby nigdy nie skaził ich szatan. Choć przez jakiś czas ludzie ich czcili i podziwiali, w końcu ich natura gardząca prawdą i ich złe uczynki sprawiły, że zostali ujawnieni i wyrzuceni przez Boga. Bóg nie toleruje obrazy swego usposobienia. Bóg potępia takich obłudników, nie zbawia tego rodzaju ludzi. Gdybym odrzuciła prawdę, ale się maskowała, kierowana szatańskim usposobieniem, nie tylko zaszkodziłabym swojemu życiu, ale zostałabym potępiona i wyrzucona przez Boga! Pojęłam wtedy, że jestem w niebezpiecznym stanie. Nie chciałam już być obłudna. Chciałam okazać skruchę i się zmienić.

W kolejnych dniach w skupieniu szukałam fragmentów słowa Bożego o pogoni za reputacją i statusem, o byciu szczerą osobą. Jeden fragment mówił: „Jeśli masz nie kłamać i jeśli masz być kimś uczciwym, to musisz odłożyć na bok własną dumę i próżność, cokolwiek by się nie działo. Jeśli czegoś nie rozumiesz, powiedz to; jeśli coś nie jest dla ciebie jasne, powiedz to. Nie bój się, że ludzie będą cię nisko cenić lub patrzeć na ciebie z góry. Jeśli zawsze będziesz mówić prosto z serca i będziesz szczery, w twoim sercu zapanuje radość i pokój, wolność i swoboda, nie będziesz już kontrolowany przez własną próżność i dumę. Szczera postawa oznacza, że niezależnie od tego, z kim wchodzisz w interakcje, jesteś w stanie wyrazić to, co masz w sercu, jesteś w stanie obnażyć swoje serce i nigdy nie udawać, gdy czegoś nie rozumiesz. A co powinieneś zrobić, jeśli zdarzają się sytuacje, gdy ludzie patrzą na ciebie z góry i mówią, że jesteś głupi, bo wszystko, co mówisz, jest szczere? Powiedz: »Choćbyście wszyscy mówili, że jestem głupi, ja będę szczery, a nie przebiegły, będę mówił prawdę. I chociaż jestem plugawy i zepsuty, chociaż jestem niczym przed Bogiem, i tak nie będę kłamał, nie będę udawał, ani nie będę fałszywy«. Gdy będziesz tak mówił, w twoim sercu zapanuje pokój i niezłomność. Aby być szczerym, trzeba odłożyć na bok swoją próżność i dumę, nie bać się, że inni będą się z ciebie wyśmiewać lub patrzeć na ciebie z góry, ponieważ twoje słowa są szczere i płyną z serca; oznacza to, że nie będziesz się kłócił lub próbował usprawiedliwiać, gdy ludzie potraktują cię jak idiotę. Jeśli potrafisz w ten sposób praktykować prawdę, będziesz mógł stać się szczerą osobą” (Jedynie będąc uczciwym można żyć jak prawdziwa istota ludzka, w: Słowo, t. 3, Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych). Słowo Boże wskazało mi ścieżkę praktykowania. Nieważne, jakie okazujemy słabości czy zepsucie, nieważne, czy są rzeczy, których nie rozumiemy, nieważne, co myślą inni, tylko otwierając się, szukając prawdy i dążąc do bycia szczerymi, możemy stopniowo wyzwalać się z uwięzi naszego zepsutego usposobienia, żyć w wolności, z poczuciem ulgi. Poprzysięgłam sobie, że gotowa jestem praktykować zgodnie ze słowem Bożym, starać się być kimś, kto potrafi się otworzyć. Gdy wróciłam do pracy podlewania, nie chciałam się już więcej maskować. Na zgromadzeniach otwierałam się przed braćmi i siostrami, mówiąc o swoim stanie. Choć obnażyłam szpetny fakt, że dbałam o swój wizerunek is status, to przynajmniej inni znali prawdę o mnie. Poczułam, jak spada mi ogromnie ciężki kamień z serca, w końcu mi ulżyło i byłam spokojna. Bracia i siostry wcale nie patrzyli na mnie z góry, z mojego doświadczenia potrafi wynieść naukę. Przywódca pomagał mi i wspierał mnie dobrym słowem, gdy poznał mój stan, a to uświadomiło mi, ja niebezpieczne są skutki pogoni za sławą i statusem.

Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam, co to znaczy otworzyć się, że to nie pozory, ale szczere praktykowanie prawdy, że to postawa szczerej skruchy przed Bogiem. To praktyczna ścieżka poszukiwania światła. Tylko dla szczerej osoby praktykującej prawdę droga może stać się szersza i jaśniejsza.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze