Co się kryje za lękiem przed przyznaniem się

07 czerwca 2022

Autorstwa Ye Xincao, Mjanma

W marcu 2020 roku przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego dni ostatecznych i zaczęłam wypełniać obowiązki. Wkrótce zostałam diakonką ewangelizacji. Byłam bardzo przejęta i myślałam, „Wybrano mnie spośród braci i sióstr, którzy dłużej wypełniają obowiązki niż ja. To oznacza, że dla braci i sióstr jestem kimś, kto ma dobry charakter i dąży do prawdy. Muszę dobrze wypełniać obowiązki, żeby zobaczyli, że wybrali właściwą osobę”. Potem zaczęłam aktywnie nadzorować pracę. Kiedy byli w złym stanie, szybko znajdowałam słowa Boże, by je z nimi omówić, a gdy zdobyłam ciekawe doświadczenie ewangelizacyjne, szybko się nim dzieliłam. Po jakimś czasie bracia i siostry, pasywnie podchodzący do obowiązków, stali się bardziej aktywni, więc pomyślałam, „Chyba naprawdę mam zdolności do tej pracy. Kiedy przywódcy się dowiedzą, uznają, że jestem w tym dobra i będą mnie kultywować”. Z tą myślą miałam jeszcze większy zapał i motywację. Kiedy praca ewangelizacyjna okazała się efektywna, wysłałam grupie dobre wieści z nadzieją, że wszyscy zobaczą dobre wyniki mojej pracy. Czasami popisywałam się przed braćmi i siostrami. Kiedy sprawdzałam ich pracę, najpierw pytałam, czy mają jakieś problemy albo trudności, a potem z rozmysłem mówiłam, „Oprócz rozwiązywania waszych problemów nadzoruję także wiele innych zadań. Co dzień mam dużo pracy i późno chodzę spać”. Słysząc to, niektórzy mówili, „Ostatnio nie mieliśmy problemów. Ciężko pracujesz, siostro”. Cieszyły mnie te słowa. Myśleli, że dźwigam brzemię obowiązków, pragnę ponosić koszty i jestem odpowiedzialna.

Któregoś dnia pewien brat przyszedł do mnie, by omówić swój stan. Powiedział, „Zawsze staram się, by ludzie podziwiali mnie w pracy. Kiedy nadzoruję pracę, zawsze mówię z pozycji przywódcy grupy i zawsze się popisuję, kiedy mówię…” Gdy to usłyszałam, serce zabiło mi mocniej. Czy ja nie jestem taka sama? Kiedy nadzorowałam pracę, chciałam, by wszyscy wiedzieli, że już nie jestem zwykłą wierzącą tylko diakonką. Czasem celowo mówiłam, że odpowiadam za bardzo wiele zadań i jestem tak zajęta, że późno chodzę spać. Chciałam, by widzieli, że dźwigam brzemię i jestem odpowiedzialna za swoje obowiązki. W ten sposób popisywałam się, aby inni mnie podziwiali. Chciałam otworzyć się i omówić to z tym bratem, byśmy razem poszukali rozwiązania tego stanu, ale potem pomyślałam, „Jestem diakonką ewangelizacji. Jeśli zwierzę się ze swojego zepsucia, czy brat pomyśli, że jestem bardzo zepsuta i przykładam wielką wagę do statusu? Czy będzie miał o mnie złe zdanie? Wtedy stracę dobry wizerunek, który zbudowałam”. Postanowiłam się nie przyznawać, więc tylko pocieszyłam go, mówiąc, „W porządku, ja też jestem zepsuta”. Potem omówiłam to z nim w kilku słowach i tyle.

Kiedy indziej podległa mi grupa wybrała swojego przywódcę grupy, więc pomyślałam, „Skoro jest przywódca odpowiedzialny za pracę grupy, więc już nie muszę jej nadzorować”. Później, kiedy grupa omawiała wyniki pracy, nie słuchałam uważnie. Nawet na spotkaniach stwarzałam pozory. Tak minął miesiąc, a efektywność pracy tej grupy znacząco spadła. Raz na spotkaniu bracia i siostry zastanawiali się nad swoim stosunkiem do obowiązków na podstawie słów Bożych i ujawnili swoje zepsucie. Wiedziałam, że jestem nieodpowiedzialna, bo tylko stwarzałam pozory zaangażowania, kiedy nadzorowałam ich pracę, przez co była mniej wydajna, ale nie miałam odwagi tego powiedzieć, bo mój wizerunek w ich sercach przedstawiał osobę pracowitą i odpowiedzialną, i wszyscy mieli o mnie dobre zdanie. Bałam się, że jeśli się przyznam, bracia i siostry zmienią opinię o mnie. Pomyślą, że odwalam robotę byle jak i jestem nieodpowiedzialna. Gdyby moi przywódcy się dowiedzieli, źle by mnie ocenili i mogliby mnie zwolnić. To byłoby bardzo krępujące. Raz przywódczyni spytała, czy chcę to omówić, a ja przeżywałam wewnętrzny konflikt. Chciałam to omówić, ale bałam się, że jeśli powiem, ucierpią na tym mój wizerunek i status, a jeśli nie powiem, to będę dalej się maskować i oszukiwać. Co powinnam zrobić? Byłam bardzo niespokojna. W końcu pomyślałam, „Tym razem tego nie omówię. Jakoś przez to przebrnę”. Po spotkaniu było mi smutno i czułam się winna, jakby przygniatał mnie wielki ciężar. Więc pomodliłam się do Boga. Czemu boję się przyznać do swojego zepsucia? Czemu zawsze się oszukuję i na pierwszym miejscu stawiam status i wizerunek?

Później przeczytałam dwa fragmenty słów Bożych i trochę zrozumiałam siebie. Słowa Boga mówią: „Cóż to jest za usposobienie, gdy ludzie wiecznie stwarzają pozory, wciąż się wybielają, zawsze coś udają, by inni mieli o nich dobre zdanie i nie dostrzegali ich wad oraz niedociągnięć, i gdy zawsze starają się pokazać innym ze swojej najlepszej strony? Jest to arogancja, fałsz, hipokryzja, jest to usposobienie szatana, jest to coś złego. Weźmy członków szatańskiego reżimu: bez względu na to, jak bardzo się kłócą, walczą czy zabijają za kulisami, nikomu nie wolno tego ujawniać ani o tym informować. Boją się, że ludzie dostrzegą ich demoniczne oblicze, i robią wszystko, co możliwe, aby to zatuszować. Publicznie ze wszystkich sił starają się wybielić, opowiadają, jak bardzo kochają ludzi, jacy są wspaniali, wybitni i porządni. Taka jest natura szatana. Najistotniejsza cecha natury szatana to podstępy i oszustwa. A jaki jest cel tych podstępów i oszustw? Zwodzenie ludzi, by nie mogli dostrzec jego istoty i prawdziwego oblicza, a tym samym osiągnięcie celu, jakim jest przedłużenie jego rządów. Zwykli ludzie mogą nie posiadać takiej władzy i statusu, ale oni również chcą, aby inni mieli o nich dobre zdanie, aby wysoko ich cenili i przydawali im wysoki status w swoich sercach. Oto, czym jest skażone usposobienie” („Zasady, jakimi należy się kierować w zachowaniu” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). „Aby stać się uczciwą osobą, musisz najpierw obnażyć swoje serce, aby wszyscy mogli w nie wejrzeć, zobaczyć twoje wszystkie myśli i ujrzeć twoją prawdziwą twarz; nie wolno ci się ukrywać ani przedstawiać się w atrakcyjnej formie. Tylko wtedy ludzie zaufają ci i będą cię uważać za uczciwego. Jest to najbardziej fundamentalna praktyka i warunek wstępny bycia uczciwą osobą. Ciągle udajesz, ciągle stwarzasz pozory świętości, cnotliwości, wielkości i wysokich standardów moralnych. Nie pozwalasz ludziom dostrzec swojego zepsucia i swoich braków. Przedstawiasz ludziom fałszywy wizerunek, aby myśleli, że jesteś uczciwy, wspaniały, gotowy do poświęceń, bezstronny i bezinteresowny. Czy nie jest to oszustwo i fałsz? Nie ukrywaj się pod przebraniem i nie przedstawiaj się w atrakcyjnej formie; zamiast tego obnaż siebie i swoje serce, aby inni mogli je zobaczyć. Jeśli potrafisz obnażyć swoje serce przed innymi i jeśli potrafisz obnażyć swoje myśli i plany – zarówno te pozytywne, jak i negatywne – to czyż nie jesteś uczciwy? Jeśli potrafisz obnażyć się tak, by inni zobaczyli cię takiego, jakim jesteś, Bóg także cię zobaczy i powie: »Obnażyłeś się przed innymi tak, aby mogli zobaczyć cię takiego, jakim jesteś, a zatem z pewnością jesteś też uczciwy wobec Mnie«. Jeśli obnażasz się jedynie przed Bogiem kiedy jesteś z dala od innych ludzi, i zawsze udajesz w ich towarzystwie, że jesteś wspaniały i cnotliwy lub sprawiedliwy i bezinteresowny, to co pomyśli i co powie Bóg? Bóg powie: »Jesteś naprawdę nieuczciwy, jesteś pełen hipokryzji i małostkowości oraz nie jesteś uczciwą osobą«. W ten właśnie sposób Bóg cię potępi” („Najbardziej fundamentalna praktyka bycia uczciwą osobą” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Po przeczytaniu słów Bożych byłam przygnębiona. Dokładnie opisywały mój stan. Odkąd zostałam diakonką ewangelizacji uważałam, że mam lepszy charakter i postawę niż zwykli bracia i siostry, więc chciałam, by wszyscy widzieli moje dobre strony. Ukrywałam swoje zepsucie i popełnione błędy, żeby inni ich nie odkryli. Kiedy efektywnie wypełniałam obowiązki, chciałam się tym chwalić. Chciałam jak najszybciej przekazać dobre wieści grupie, żeby bracia i siostry, przywódcy i inni współpracownicy się dowiedzieli. Celowo mówiłam innym, że nadzoruję wiele obowiązków i jestem bardzo zajęta, żeby myśleli, że jestem odpowiedzialna w pracy. Maskowałam się i oszukiwałam, by zbudować swój wizerunek jako osoby pozytywnej, odpowiedzialnej i poszukującej prawdy. Chciałam, by bracia i siostry mnie podziwiali. Ale w rzeczywistości wcale taka nie byłam. Też byłam zepsuta, tak, jak kiedy popisywałam się podczas pracy, odwalałam robotę i nie wykonywałam praktycznej pracy. Jednak nigdy nie przyznałam się ani nie omówiłam swojego zepsucia i wad, bo bałam się, że bracia i siostry odkryją, że pragnę statusu i jestem nieodpowiedzialna, a wtedy stracę dobry wizerunek w ich sercach. Gdy to do mnie dotarło, poczułam odrazę. W relacjach z innymi stwarzałam pozory i oszukiwałam, żeby mnie podziwiali. To było aroganckie, podłe i szatańskie usposobienie, którego Bóg nienawidzi. Zanim podjęłam służbę diakonki ewangelizacyjnej, na spotkaniach, bracia i siostry mówili, „Każdy ma zepsute, szatańskie usposobienie i każdy pragnie statusu. Wszyscy możemy dążyć do osiągnięcia go i utrzymania”. Wtedy pomyślałam, „Jeśli zdobędę status, nie będę za wszelką cenę próbować go utrzymać”. Ale fakty i słowa Boże mnie zdemaskowały. Pojęłam, że chcąc zachować swój wizerunek i status, oszukiwałam i maskowałam się, byłam niezwykle arogancka i podła. Dopiero wtedy pojęłam, że moje przekonanie, iż nie będę podążać za statusem, istniało tylko dlatego, że nie zostałam zdemaskowana. Byłam osobą zepsutą przez szatana i miałam szatańskie usposobienie. Potem przypomniałam sobie, że Bóg lubi ludzi uczciwych, którzy praktykują prawdę i odkrywają się. Gdy pojęłam, że ja się maskowałam i nie praktykowałam prawdy, poczułam niepokój. Pomyślałam, „Muszę być uczciwą osobą i ujawnić swoje zepsucie”.

Kilka dni później, na spotkaniu współpracowników, chciałam je ujawnić i omówić z innymi, jak się maskowałam, oszukiwałam i nie wykonywałam praktycznej pracy. Chciałam być uczciwą osobą o otwartym umyśle. Ale gdy już miałam zacząć omówienie, zawahałam się. „Jeśli przeanalizuję to i się przyznam, to co bracia i siostry o mnie pomyślą? Czy dobry wizerunek, który z takim trudem budowałam, nie zniknie? Jeśli przez to bracia i siostry mną pogardzą, to będzie strasznie krępujące. Lepiej trochę poczekam i pozwolę, by bracia i siostry omówili pierwsi”. Lecz kiedy tak myślałam, nie czułam odprężenia. Nie chciałam przyznać się do zepsucia, więc czy to nie jest maskowanie się i chęć zachowania statusu? W moim sercu rozgorzała walka. Jeśli powiem, inni mogą mną pogardzić. Jeśli nie powiem, będę czuła się winna. Prosiłam Boga, by mnie poprowadził ku praktykowaniu prawdy. Wtedy znalazłam fragment słów Bożych. „Czy wiecie, kim naprawdę są faryzeusze? Czy są jacyś faryzeusze wokół was? Dlaczego tych ludzi nazywa się »faryzeuszami«? Jacy są faryzeusze? Są to ludzie obłudni, absolutnie fałszywi i we wszystkim, co robią, udają. A co udają? Udają, że są dobrzy, życzliwi i pozytywni. Czy rzeczywiście tacy właśnie są? Absolutnie nie. Biorąc pod uwagę, że są obłudnikami, wszystko, co się w nich ukazuje i ujawnia, jest fałszywe; to wszystko pozory – to nie jest ich prawdziwa twarz. Gdzie jest ukryta ich prawdziwa twarz? Jest ukryta głęboko w ich sercach, gdzie nikt jej nigdy nie ujrzy. Wszystko na zewnątrz to tylko gra, to tylko udawanie, ale oszukać można tylko ludzi, nie można oszukać Boga. Jeśli ludzie nie dążą do prawdy, jeśli nie praktykują i nie doświadczają słów Bożych, wówczas nie mogą prawdziwie zrozumieć prawdy, a więc bez względu na to, jak ładnie brzmią ich słowa, nie są one rzeczywistością prawdy, ale słowami doktryny. Niektórzy ludzie skupiają się jedynie na papugowaniu słów doktryny, naśladują tego, kto wygłasza najlepsze kazania, w wyniku czego po zaledwie kilku latach recytują doktryny w coraz wznioślejszy sposób, są podziwiani i czczeni przez wielu ludzi, po czym zaczynają się kamuflować i zwracają wielką uwagę na to, co mówią i robią, pokazując się jako szczególnie pobożni i uduchowieni. Do kamuflażu używają tak zwanych teorii duchowych. To wszystko, o czym mówią, gdziekolwiek się udadzą, to są rzeczy pokrętne, które pasują do ludzkich pojęć religijnych, ale które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością prawdy. A głosząc takie rzeczy – zgodne z ludzkimi wyobrażeniami i upodobaniami – zwodzą wielu ludzi. Innym tacy ludzie wydają się bardzo pobożni i pokorni, ale w rzeczywistości jest to udawane; wydają się tolerancyjni, wyrozumiali i życzliwi, ale w rzeczywistości to pozory; mówią, że kochają Boga, ale tak naprawdę to udają. Inni uważają takich ludzi za świętych, ale w rzeczywistości jest to fałsz. Gdzie można znaleźć osobę, która jest naprawdę święta? Świętość ludzka jest w całości fałszywa. To wszystko jest pozorne, udawane. Na pierwszy rzut oka zdają się być lojalni wobec Boga, ale w rzeczywistości tylko grają, starając się zwrócić uwagę innych. Gdy nikt nie patrzy, w ogóle nie są lojalni, a wszystko, co robią, robią od niechcenia. Pozornie poświęcają się dla Boga, rezygnują z rodziny i kariery. Ale co robią w ukryciu? Prowadzą własne przedsiębiorstwo i działają w kościele, czerpiąc z niego zyski i potajemnie kradną ofiary pod pozorem pracy dla Boga… Ci ludzie to współcześni obłudni faryzeusze. Skąd się biorą faryzeusze – tacy ludzie? Czy pojawiają się wśród niewierzących? Nie, wszyscy oni wywodzą się z wierzących. Dlaczego ci ludzie stają się faryzeuszami? Czy ktoś ich takimi uczynił? To oczywiste, że tak nie jest. Jaka jest tego przyczyna? To dlatego, że taka jest ich istota i natura, a wynika to z drogi, jaką obrali. Używają słów Bożych jedynie jako narzędzia do głoszenia kazań i czerpania zysków z kościoła. Uzbrajają swoje umysły i usta w Boże słowa, głoszą fałszywe teorie duchowe i przedstawiają się jako święci, a następnie używają tego jako kapitału, aby osiągnąć cel, jakim jest czerpanie zysków z kościoła. Głoszą tylko doktryny religijne, ale nigdy nie wprowadzali prawdy w życie. Jakimiż ludźmi są ci, którzy ciągle nauczają o słowach i doktrynach, ale nigdy nie podążali Bożą drogą? Są obłudnymi faryzeuszami. Rzekome dobre zachowanie i właściwe postępowanie, i te nieliczne rzeczy, z których zrezygnowali i które poświęcili – wszystko to jest całkowicie wymuszone; to wszystko jest udawane. Są całkowicie fałszywi, a wszystkie ich działania są pozorowane. W sercach takich ludzi nie ma ani krzty czci Boga, a oni sami nie mają żadnej autentycznej wiary w Boga. Co więcej, to są niewierzący. Jeśli ludzie nie będą dążyć do prawdy, będą kroczyć właśnie taką ścieżką i staną się faryzeuszami. Czyż nie jest to przerażające? Duchowe miejsce, w którym gromadzą się faryzeusze, to rynek. W oczach Boga to jest religia; nie jest to kościół Boży ani miejsce, w którym okazuje Mu się cześć. Jeśli więc ludzie nie dążą do prawdy, to bez względu na to, w ile wyposażą się dosłownych słów i powierzchownych doktryn o Bożych wypowiedziach przyjmą, nie będzie z tego żadnego pożytku” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Po przeczytaniu słów Boga byłam przerażona i w środku drżałam. Chcąc, by inni mnie podziwiali, we wszystkim się maskowałam tak, by wszyscy widzieli tylko moją dobrą stronę. Nigdy nie wspomniałam o swoich niedociągnięciach. Zawsze dawałam ludziom fałszywe wyobrażenie o sobie, co zmylało braci i siostry. Czy nie byłam taka, jak faryzeusze? Faryzeusze co dzień interpretowali Pismo Święte ludziom w synagodze i stali na rozdrożach, modląc się. Wszyscy myśleli, że kochają Boga i są pobożni, więc ich szanowali i czcili. Ale oni wcale nie bali się Boga, nie stawiali Go ponad wszystko ani nie przestrzegali Bożych przykazań. Zwłaszcza kiedy Pan Jezus pojawił się i czynił dzieło, wiedzieli, że słowa Pana Jezusa mają autorytet i władzę, ale chcąc zachować status i dochody, szaleńczo bluźnili Bogu, opierali się Mu i potępiali Jego dzieło. Ich dobre uczynki były na pokaz, żeby oszukiwać i zwodzić, i choć wyglądali na pobożnych, wewnątrz byli podstępni i nienawidzili prawdy. Przypomniałam sobie, jak Pan Jezus przeklął faryzeuszy, „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo jesteście podobni do grobów pobielanych, które z zewnątrz wydają się piękne, ale wewnątrz pełne są kości umarłych i wszelkiej nieczystości. Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, ale wewnątrz jesteście pełni obłudy i nieprawości” (Mt 23:27-28). Pomyślałam o sobie. Czy nie byłam taka sama? Odkąd zostałam diakonką ewangelizacji, na pozór wstawałam rano, pracowałam do późna i aktywnie wykonywałam swoją pracę, ale to były iluzje, przedstawienie dla innych. Aktywnie wypełniałam obowiązki, żeby inni byli pewni, że wybrali właściwą osobę. Kiedy byłam efektywna i rozwiązałam problem braci i sióstr, natychmiast wysyłałam grupie wiadomość lub mówiłam o tym braciom i siostrom, bo chciałam, żeby przywódcy i inni wiedzieli, że jestem kompetentna i odpowiedzialna w pracy. Widziałam, że wypełniałam obowiązki kierowana własnymi motywami i celami. Chciałam tylko, by inni dobrze o mnie myśleli. Dobrze wiedziałam, że nie wykonuję żadnej praktycznej pracy, często się popisuję i dążę do osiągnięcia statusu, ale nigdy nie wspomniałam o swoim zepsuciu. Bóg dał mi wiele okazji do przyznania się, ale ja nie praktykowałam prawdy i wolałam być nieuczciwa, maskować się, oszukiwać i kryć, aby moi bracia i siostry, nie znając prawdy, podziwiali mnie jak osobę, która dąży do prawdy i odpowiedzialnie wypełnia swoje obowiązki. Pojęłam, że tak, jak faryzeusze hipokryci, sprowadzam ludzi przed siebie. Tak oszukiwałam ich i pozyskiwałam, podążając ścieżką oporu wobec Boga. Bóg przeklął faryzeuszy. Gdybym nie okazała skruchy, Bóg mnie też by znienawidził i wyeliminował.

Później przeczytałam inny fragment słów Bożych, „Należy szukać prawdy, aby rozwiązać każdy pojawiający się problem, bez względu na to, jaki on jest, i w żadnym wypadku nie należy się ukrywać ani zakładać fałszywej maski wobec innych. Twoje wady, twoje braki, twoje przewiny, twoje zepsute usposobienie – ujawniaj je wszystkie zupełnie otwarcie i rozmawiaj o nich we wspólnocie. Nie trzymaj ich w sobie. Nauka otwierania się jest pierwszym krokiem do wkroczenia w życie, a także pierwszą przeszkodą, najtrudniejszą do pokonania. Gdy już ją przezwyciężysz, wkroczenie w prawdę będzie łatwe. Co oznacza poczynienie tego kroku? Oznacza, że otwierasz swoje serce i pokazujesz wszystko, co masz, dobre i złe, pozytywne i negatywne; obnażasz się przed innymi i przed Bogiem; niczego nie ukrywasz przed Bogiem, niczego nie chowasz, niczego nie maskujesz, jesteś wolny od sztuczek i zwodzenia, i tak samo jesteś uczciwy i otwarty wobec innych ludzi. Tym sposobem żyjesz w świetle i nie tylko Bóg będzie mógł cię zlustrować, ale również inni ludzie będą mogli zobaczyć, że twoje postępowanie jest zgodne z zasadami i w znacznym stopniu przejrzyste. Nie musisz używać żadnych metod, aby chronić swoją reputację, wizerunek i status, nie potrzebujesz też ukrywać ani maskować swoich błędów. Nie musisz się angażować w te bezsensowne wysiłki. Jeśli potrafisz to wszystko odpuścić, staniesz się bardzo zrelaksowany, będziesz żył bez kajdan i cierpienia, całkowicie w świetle. Nauczenie się, jak być otwartym podczas omawiania, to pierwszy krok do wkroczenia w życie. Dalej musisz się nauczyć analizować swoje myśli i działania, aby zobaczyć, które są złe i które nie podobają się Bogu, oraz musisz je od razu zmienić i skorygować. Jaki jest cel ich korygowania? Chodzi o to, by zaakceptować i przyjąć prawdę, a jednocześnie odrzucić w sobie to, co należy do szatana, i zastąpić to prawdą. Wcześniej robiłeś wszystko zgodnie ze swoim przebiegłym usposobieniem, które jest zakłamane i zwodnicze; wydawało ci się, że niczego nie osiągniesz bez kłamstw. Teraz, gdy rozumiesz prawdę i pogardzasz szatańskimi sposobami działania, już tak nie postępujesz, lecz działasz w duchu uczciwości, czystości i posłuszeństwa. Jeśli niczego nie ukrywasz ani nie udajesz, nie kryjesz się za maską czy fasadą, jeśli obnażasz swoje wnętrze przed braćmi i siostrami, nie skrywasz swych najgłębszych idei i myśli, lecz pozwalasz, by inni dostrzegli twoją szczerą postawę, wówczas prawda stopniowo się w tobie zakorzeni, rozkwitnie i wyda owoce, krok po kroku będzie przynosić efekty. Jeżeli twoje serce staje się coraz uczciwsze i coraz bardziej nakierowane na Boga, i jeśli przy wykonywaniu obowiązku dbasz o interesy domu Bożego, a gdy je zaniedbasz, dręczy cię sumienie, to dowodzi to, że prawda na ciebie wpłynęła i stała się twoim życiem” („Tylko ci, którzy praktykują prawdę, są bogobojni” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Ze słów Bożych zrozumiałam, że gdybym się nie maskowała, nie stwarzała fałszywego wizerunku, potrafiła ujawnić swoje zepsucie i wady, pokazała prawdziwą siebie i pozwoliła braciom i siostrom ujrzeć wnętrze mojego serca, byłabym uczciwą osobą. Pomyślałam o tym, jak zawsze oszukiwałam i się maskowałam, żeby inni dobrze o mnie myśleli, i jak na spotkaniach nie śmiałam opowiedzieć o swoim zepsuciu. Byłam kłamliwą osobą, kimś, kogo Bóg nienawidził i kim się brzydził. Takie życie było męczące i bolesne. Gdy to zrozumiałam, pomodliłam się do Boga, „Boże! Maskuję się we wszystkim, żeby ludzie mnie szanowali i podziwiali. Wiem, że to Cię brzydzi. Teraz sama brzydzę się sobą. Boże, chcę praktykować prawdę i być uczciwą osobą. Poprowadź mnie!”. Po modlitwie omówiłam to, jak nie wykonywałam praktycznej pracy i wyjawiłam, że maskowałam się i oszukiwałam. Po omówieniu zelżał ciężar w moim sercu i poczułam wielką ulgę. Bracia i siostry nie pogardzili mną, a przywódcy nie zganili mnie ani nie rozprawili się ze mną; przeciwnie, cierpliwie to omówili i pokazali mi, jak wykonywać praktyczną pracę. Zrozumiałam, że praktykując prawdę i będąc uczciwą, będę czuła się spokojna i bezpieczna. Choć moje problemy i wady zostały ujawnione, poprzez omówienie i pomoc braci i sióstr mogłam z czasem się zmienić i lepiej wypełniać obowiązki. To było dla mnie korzystne.

Potem świadomie otwierałam się i omawiałam to z braćmi i siostrami, ujawniałam swoje zepsute usposobienie i przestałam się maskować. Raz jeden brat przysłał mi wiadomość, „Jesteś diakonką ewangelizacji. Mogłabyś przyjechać i omówić to z ludźmi, kiedy będziemy głosić ewangelię? Uważam, że powinnaś”. Kiedy zobaczyłam wiadomość, byłam zła. Pomyślałam, „Jesteś przywódcą grupy. Jakim prawem wydajesz mi rozkazy? Jakbyś mnie przesłuchiwał. Nawet nie spytałeś, czy nie jestem zajęta, czy mam czas”. Odpowiedziałam, „Ewangelizacja nie zależy tylko ode mnie. Wszyscy muszą współpracować”. Potem poczułam się trochę winna, bo zrozumiałam, że ujawniam zepsute usposobienie. Brat brał pod uwagę naszą pracę i przedstawił fakty. Powinnam była je zaakceptować. A ja, nie dość, że ich nie przyjęłam, to jeszcze odpowiedziałam ze złością. Czy to nie było nierozsądne? Przez to, co zrobiłam, mógł poczuć się dotknięty. Chciałam mu się przyznać do swoich problemów, ale nie mogłam zrezygnować z wizerunku. Ten brat wcześniej zrobił na mnie dobre wrażenie. Jeśli się przed nim otworzę, to czy mną nie pogardzi? Myśląc o tym zrozumiałam, że znów chciałam się maskować, by zachować status i wizerunek. Poprosiłam Boga, by poprowadził mnie w praktykowaniu prawdy i poświęcaniu się. Później opowiedziałam bratu o swoim zepsuciu. Powiedział, że ma aroganckie usposobienie i nie wziął pod uwagę moich uczuć, ale chce się zmienić. Z przewodnictwem Bożych słów zastanowiliśmy się nad sobą. Bycie uczciwą osobą dało mi poczucie odprężenia.

Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam, że słowa wyrażone przez Boga w dniach ostatecznych mogą naprawdę oczyścić i zbawić ludzi. Bez osądzenia poprzez słowa Boże zawsze bym się maskowała i ukrywała. Nie mogłabym prawdziwie zrozumieć własnego zepsucia i wad i nie byłabym w stanie się zmienić. Jestem wdzięczna Bogu za Jego przewodnictwo i zbawienie, za to, że zrozumiałam, jaką ulgę daje praktykowanie prawdy i bycie uczciwą osobą.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Czym zaowocował szczery donos

Autorstwa Zhao Ming, Chiny W kwietniu 2011 roku musiałam zająć miejsce przywódczyni Yao Lan w kościele w innej części kraju. W czasie...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze