Zmagania o szczerą mowę

02 lutego 2022

Autorstwa Weniela, Filipiny

W 2017 roku przyjęłam dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych. Zwykle radośnie spędzałam czas na omówieniach z braćmi i siostrami, bo poznawałam więcej prawd i coś na tym zyskiwałam. Na początku to był czat tekstowy, czyli wszystko odbywało się pisemnie. Nie powstrzymywałam się więc i bardzo chętnie mówiłam o tym, jak rozumiem słowa Boga. Przywódcy mówili, że dobrze je rozumiem, a bracia i siostry mnie podziwiali. Lubili słuchać moich omówień i chwalili mój angielski. Byłam zachwycona ich pochwałami i czułam, że dobrze mi idzie. Później jedna z sióstr zasugerowała, byśmy przeszli na rozmowy głosowe i zaczęły się problemy.

Na spotkaniu, po przeczytaniu słów Boga, kilka sióstr mówiło o tym, jak rozumieją ten fragment. Ja byłam zdenerwowana i nie słyszałam, co mówią. Dotąd to były wiadomości, więc nie nawykłam do omówień głosowych. Nie radziłam sobie z nimi. Gdy tylko pisaliśmy, dobierałam i wygładzałam słowa. Do rozmowy głosowej nie miałam czasu się przygotować. Choć nieco rozumiałam słowa Boga, moje omówienia były chaotyczne i bezładne, więc bałam się, że rozczarowuję braci i siostry. Absorbowało mnie to cały czas. Wahałam się przy każdej wypowiedzi. Gdybym nic nie mówiła, inni myśleliby, że się nie angażuję, a przywódca byłby zawiedziony. Odzywając się, byłabym w kropce, a gdyby poszło mi źle, inni by mną wzgardzili. Zmieniliby zdanie na mój temat. Stresowałam się tak, że nie umiałam się odezwać. Wstydziłam się zwłaszcza dlatego, że na spotkaniu były siostry, które mnie nawróciły. Sądziłam, że są zawiedzione, bo w wymianie wiadomości okazywałam dobre rozumienie i się angażowałam, lecz wtedy nic nie powiedziałam. Flora Shi, liderka, powiedziała do mnie: „Siostro Wenielo, chcesz się czymś podzielić? Wszyscy już coś mówili. Czy ty zapomniałaś się czymś podzielić?”. W jej głosie wyczułam rozczarowanie. Poczułam skrępowanie i wstyd. By ukryć tę swoją wadę i nie stracić w ich oczach, postanowiłam, że od tej pory będę spisywać omówienia przed spotkaniem i je odczytywać, gdy nadejdzie moja kolej. Dzięki temu ograniczę stres. Pomyślą, że dobrze mówię, mam trafne i pomocne omówienia. Sądziłam, że to dobry pomysł.

Któregoś dnia siostry z Chin zorganizowały spotkanie. Dla wygody mówiliśmy po angielsku. Bracia i siostry z Chin mówili nieśmiało, bo ich angielski kulał, lecz mimo to dzielili się swoim rozumieniem słów Boga. Gdy przyszła moja kolej, mówiłam z pasją i brzmiałam bardzo pewnie, bo wszystko sobie wcześniej przygotowałam. Mówiłam ostatnia. Miałam dużo czasu na przygotowanie i starałam się mówić całkowicie naturalnie, by nie zauważyli, że czytam. Potem wszyscy chwalili moje pomocne omówienie oraz świetny poziom mojego angielskiego. W duchu cieszyłam się z ich pochwał i czułam, że mnie szanują. A ilekroć bracia i siostry mówili, że podoba się im moje omówienie i że mam talent, czułam niepohamowaną radość. Później zostałam liderem grupy. Skupiałam się jeszcze bardziej na tym, co myślą o mnie inni. Jednak po jakimś czasie miałam poczucie winy, ilekroć inni mnie chwalili. Wiedziałam, że postępuję źle, bo nie pokazuję im prawdziwego ja. Nie czułam się z tym dobrze, lecz brnęłam w to dalej. Na spotkaniach nie słuchałam omówień innych. Nie angażowałam serca w słuchanie, bo pochłaniało mnie spisywanie własnego rozumienia, a w efekcie nie byłam w stanie dowiedzieć się czegoś z ich omówień. Spotkania straciły dla mnie sens. Skupiałam się na napisaniu czegoś, co brzmi dobrze, by zaspokoić swoją próżność i chronić reputację. Uniemożliwiało mi to zyskanie czegoś ze spotkań. Chciałam się zmienić, omawiać swobodniej, lecz bałam się zrobić ten krok. Gdyby inni się dowiedzieli, że wszystko przygotowuję z wyprzedzeniem, wzgardziliby mną i uznaliby mnie za kompletnie nieszczerą, za kłamcę i oszusta. Wiele razy chciałam przestać tak postępować, bo nic mi to nie dawało i sprawiało, że czułam się nieswojo, lecz ten niepokój nie miał znaczenia wobec mojego wizerunku i podziwu innych. Bardziej dbałam o respekt i reputację. Lecz ilekroć tak postępowałam, miałam poczucie winy. Chciałam nawet przekonać siebie, że robię to, by jaśniej i dokładniej dzielić się moim rozumieniem, by inni mogli lepiej zrozumieć, co chcę powiedzieć. Wmawiałam sobie, że wszystko jest ok, lecz wciąż dręczyło mnie poczucie winy. Sądziłam, że jeśli zapomnę o dumie i powiem wszystkim prawdę, to się od niego uwolnię. Myślałam jednak, że jak usłyszą mój angielski, będą się ze mnie śmiać. Jak spojrzę im w twarz? Długo się z tym zmagałam, lecz w efekcie nie udało mi się otworzyć serca. Nie wiedząc, co robić, pracowałam nad samym językiem. Ćwiczyłam swoje omówienia w domu, nagrywałam je i odsłuchiwałam, by sprawdzić, jak brzmią. Sądziłam, że stopniowo poprawię swoje wypowiedzi, więc nie będę już spisywać omówień, tylko dzielić się nimi na bieżąco, dzięki temu nie będę musiała wyznać prawdy. Jeśli tylko moje omówienia będą dobre, a mój angielski będzie płynny, nadal będą mnie szanować. Lecz bez względu na moje wysiłki, stresowałam się zawsze podczas wspólnych spotkań, więc tylko czytałam swoje omówienia jak zwykle. Byłam sobą rozczarowana, pogrążona w negatywnym stanie. Ucierpiał też mój obowiązek. W efekcie zwolniono mnie z funkcji lidera grupy.

Na jednym ze spotkań pewna siostra wspomniała ten fragment słów Boga: „Jeśli chcesz, by inni ci ufali, to najpierw musisz być uczciwy. Jako uczciwa istota musisz najpierw obnażyć swoje serce, aby wszyscy mogli w nie wejrzeć, zobaczyć twoje wszystkie myśli i ujrzeć twoją prawdziwą twarz; nie wolno ci się ukrywać ani przedstawiać się w atrakcyjnej formie. Tylko wtedy ludzie zaufają ci i będą cię uważać za uczciwego. Jest to najbardziej fundamentalna praktyka i warunek wstępny bycia uczciwą osobą. Ciągle udajesz, ciągle stwarzasz pozory świętości, cnotliwości, wielkości i wysokich standardów moralnych. Nie pozwalasz ludziom dostrzec swojego zepsucia i swoich braków. Przedstawiasz ludziom fałszywy wizerunek, aby myśleli, że jesteś uczciwy, wspaniały, gotowy do poświęceń, bezstronny i bezinteresowny. Jest to oszustwo. Nie ukrywaj się pod przebraniem i nie przedstawiaj się w atrakcyjnej formie; zamiast tego obnaż siebie i swoje serce, aby inni mogli je zobaczyć. Jeśli potrafisz obnażyć swoje serce przed innymi i jeśli potrafisz obnażyć swoje myśli i plany – zarówno te pozytywne, jak i negatywne – to czyż nie jesteś uczciwy? Jeśli potrafisz obnażyć się tak, by inni zobaczyli cię takiego, jakim jesteś, Bóg także cię zobaczy i powie: »Obnażyłeś się przed innymi tak, aby mogli zobaczyć cię takiego, jakim jesteś, a zatem z pewnością jesteś też uczciwy wobec Mnie«. Jeśli obnażasz się jedynie przed Bogiem kiedy jesteś z dala od innych ludzi, i zawsze udajesz w ich towarzystwie, że jesteś wspaniały i cnotliwy lub sprawiedliwy i bezinteresowny, to co pomyśli i co powie Bóg? Bóg powie: »Jesteś naprawdę nieuczciwy, jesteś pełen hipokryzji i małostkowości oraz nie jesteś uczciwą osobą«. W ten właśnie sposób Bóg cię potępi. Jeśli pragniesz być uczciwą osobą, to niezależnie od tego, czy stoisz przed Bogiem, czy przed innymi ludźmi, powinieneś być w stanie jasno i otwarcie przedstawić to, co się w tobie przejawia i jakie słowa rodzą się w twoim sercu. Czy łatwo to osiągnąć? Wymaga to czasu; wewnętrznej bitwy i ciągłej praktyki. Krok po kroku, nasze serca się otworzą i będziemy w stanie się obnażyć” („Najbardziej fundamentalna praktyka bycia uczciwą osobą” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Bóg lubi ludzi szczerych, a nie znosi przebiegłych czy nieszczerych. Nawet jeśli to coś okropnego, podczas omawiania musimy się otworzyć, a nie udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Na tym polega szczerość. Gdy to przeczytałam, czułam się winna, bo wiedziałam, że nie jestem szczera. Bardzo chciałam się otworzyć przed wszystkimi, porzucić próżność i pragnienie prestiżu, lecz choć kilkukrotnie próbowałam, nigdy nie byłam w stanie. Zbyt dbałam o prestiż. Uwięziła mnie własna próżność. Dostrzegłam, że jestem bardzo skażona. Czułam się jednocześnie winna i zirytowana. Czemu zawsze udawałam, stwarzając fałszywie pozytywne wrażenie o sobie? Czemu nie praktykowałam prawdy? Czemu marnowałam swoją wiarę w Boga? Czy te spotkania i obowiązki były na próżno? Sądziłam, że się nigdy nie wyrwę z więzów próżności. Chciałam opuścić grupę i doprowadzić się do właściwego stanu, a później wrócić do spotkań i przestać tak postępować. Opuściłam więc grupę i przestałam używać swojego konta, chcąc samotnie zastanowić się nad sobą. Przez jakiś czas czułam się zła, sfrustrowana i samotna. Byłam sobą rozczarowana. Zaczęłam wierzyć dwa lata wcześniej, a wciąż nie umiałam być szczera ani porzucić próżności. Zbytnio przejmowałam się tym, co inni o mnie sądzą. Na samą myśl o reakcji innych po poznaniu prawdy czułam ogromny wstyd.

W tym okresie czytałam tylko słowa Boga. Kiedyś znalazłam te: „Dążenie do prawdy jest tym, co najważniejsze, a jej praktykowanie w rzeczywistości jest bardzo proste. Na początek powinieneś stać się osobą uczciwą, prawdomówną i otworzyć swoje serce. Jeśli jest jakiś temat, którego omówienie z braćmi i siostrami jest dla ciebie zbyt krępujące, to powinieneś uklęknąć i przedstawić go Bogu za pośrednictwem modlitwy. Co powinieneś powiedzieć Bogu? Powiedz Bogu o tym, co masz w sercu, nie poprzestawaj na pustych uprzejmościach i nie próbuj Go zwieść. Zacznij od bycia uczciwym. Jeśli byłeś słaby, wówczas powiedz, że byłeś słaby; jeśli popełniłeś zło, powiedz, że popełniłeś zło; jeśli popełniłeś oszustwo, powiedz, że popełniłeś oszustwo; jeśli miałeś nikczemne i podstępne myśli, powiedz o nich Bogu. Jeśli zawsze rywalizujesz o stanowisko, również i to Mu powiedz. Niech Bóg cię zdyscyplinuje; pozwól, by zaaranżował dla ciebie środowisko. Pozwól, by Bóg pomógł ci pokonać wszystkie trudności i rozwiązać wszystkie problemy. Powinieneś otworzyć swe serce, nie zamykaj go. Nawet jeśli zostawisz Go na zewnątrz, wciąż może On w ciebie wejrzeć Jeśli się jednak na Niego otworzysz, możesz osiągnąć prawdę. Którą zatem drogę powinieneś wybrać? Zacznij od bycia uczciwym i pod żadnym pozorem niczego nie udawaj. Od lat omawiamy prawdy dotyczące tego, jak być uczciwym, a jednak dziś wciąż jest wielu ludzi, którzy pozostają obojętni, którzy w mowie i działaniu kierują się tylko własnymi intencjami, pragnieniami oraz celami, i którym nigdy nie przyszło do głowy tego żałować. Czy to jest postawa ludzi uczciwych? (Nie). Dlaczego Bóg prosi ludzi, by byli uczciwi? Czy po to, by łatwiej było ich kontrolować? (Nie). Bycie uczciwym to początek normalności, bycia kochanym przez Boga i zyskania prawdy; to także najbardziej podstawowy wskaźnik posiadania człowieczeństwa i podobieństwa do prawdziwej osoby. Toteż każdy, kto nigdy nie był uczciwy ani komu nie przyszło do głowy, by się takim stać, jest człowiekiem, który nie może zrozumieć prawdy ani pozyskać prawdy. Jeśli Mi nie wierzysz, to idź i sam się przekonaj albo sam tego doświadcz. Twoje serce może się otworzyć jedynie wtedy, kiedy praktykujesz uczciwość – i tylko wówczas, gdy twoje serce już się otworzyło, może wejść w ciebie prawda, ty zaś z kolei możesz ją wtedy zrozumieć i osiągnąć. Jeśli twoje serce zawsze jest zamknięte i jeśli nigdy nikomu nie mówisz prawdy i zawsze kryjesz się i robisz uniki, cóż z nich ci przyjdzie? W końcu sam siebie zrujnujesz i nie będziesz w stanie zrozumieć ani osiągnąć żadnych prawd” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Pojęłam, że rozumienie prawdy jest ważniejsze od wszystkiego, od wizerunku czy próżności. By poznać prawdę, muszę zacząć od szczerości. Jak dwa plus dwa to cztery – bez udawania i oszustw. Przez dłuższy czas udawałam i oszukiwałam innych. Spisywałam to, co chciałam powiedzieć, by myśleli, że mam wiedzę i dobrze mówię po angielsku, i by mnie chwalili. Przepełniał mnie niepokój i poczucie winy, lecz nie odważyłam się otworzyć przed braćmi i siostrami. Nie chciałam, by ujrzeli moje słabości, wzgardzili mną i nazwali mnie kłamcą. Wolałam nawet opuścić grupę niż wyznać prawdę. Byłam przebiegła. Pojęłam, że to szatan krzywdził mnie poprzez przygnębienie, co powstrzymywało mnie przed wejściem w życie. Mogłam się stoczyć na dno. Powinnam odważnie powiedzieć innym, co miałam w sercu, by faktycznie wcielić szczerość w życie. Choćby powiedzenie prawdy było niezręczne, wiedziałam, że muszę skończyć z tym złym postępowaniem. Bóg lubi ludzi szczerych, a brzydzi się podstępnymi. Postępując tak dalej, tworząc fałszywy obraz siebie i nie będąc szczerą, wciąż tkwiłabym w mroku i nigdy nie zyskałabym dzieła Ducha Świętego. Nie poznałabym prawdy. Musiałam otworzyć się na Boga, by pomógł mi wyzbyć się tej złej cechy. W modlitwie prosiłam Boga, by dał mi praktykować prawdę i być szczerą.

W końcu otworzyłam się przed naszą przywódczynią, siostrą Connie. Powiedziałam jej, czemu opuściłam grupę i wyłączyłam konto. Gdy mnie wysłuchała, siostra Connie powiedziała: „Nigdy nie wzgardziłabym tobą za to – naprawdę doceniam twoją szczerość”. Poczułam ogromną ulgę, gdy to usłyszałam. Doświadczyłam jak cudownie jest być szczerą. Szczerość uwolniła mnie od niepokoju i pozwoliła mi skorygować błędne poglądy. Udzieliła mi też radę, że gdy dzielę się rozumieniem słów Boga, nie muszę brzmieć bardzo elokwentnie ani dzielić się wysublimowanymi teoriami. Wystarczy, że to coś płynie z serca, jest szczerze, a daje Bogu radość. Przyjęłam jej sugestię i byłam gotowa wcielić ją w życie.

Później inna siostra przysłała mi fragment słów Boga. „Zamiast poszukiwać prawdy, większość ludzi dąży do swoich błahych celów. Ich własne interesy, wizerunek, miejsce czy pozycja w oczach innych są dla nich niezmiernie ważne. To jedyne rzeczy drogie ich sercom. Trzymają się ich jak koła ratunkowego. To, jak ich postrzega czy traktuje Bóg, ma dla nich drugorzędne znaczenie; na razie nie zwracają na to uwagi; na razie zważają tylko na to, czy są przywódcami grupy, czy inni ludzie patrzą na nich z podziwem i czy ich słuchają. To są dla nich sprawy najistotniejsze. Gdy znajdą się w grupie, niemal wszyscy ludzie szukają takiej pozycji, tego rodzaju możliwości. Jeśli są bardzo utalentowani, naturalnie chcą zająć miejsce na szczycie; jeżeli posiadają umiarkowane zdolności, i tak pragną wyższej pozycji niż inne umiarkowanie utalentowane osoby w grupie; a jeśli zajmują niską pozycję w grupie, mają przeciętny charakter i zdolności, nadal będą chcieli, żeby inni patrzyli na nich z podziwem, a nie z góry. Wizerunek i godność osobista stanowią dla nich nieprzekraczalną granicę: muszą się trzymać tych rzeczy. Nawet jeśli nie ma w nich prawości i nie cieszą się Bożą aprobatą i akceptacją, w grupie nie przepuszczą żadnej okazji, by za wszelką cenę podnieść swój wizerunek, status i zdobyć podziw innych – co jest szatańskim usposobieniem. Większość ludzi nie jest tego świadoma. Wierzą, że muszą do samego końca walczyć o zachowanie twarzy. Nie zdają sobie sprawy, że dopiero gdy zupełnie porzucą i odsuną na bok te próżne dążenia, staną się kimś obdarzonym zdecydowaniem. Ludzie, którzy czynią status treścią swego życia, tracą to życie. Nie wiedzą, jaka jest stawka, toteż w swoich działaniach zawsze coś zatajają, ciągle starają się chronić swój wizerunek i status, stawiają je na pierwszym planie, wypowiadają się wyłącznie dla własnych celów, by fałszywie się bronić. Cokolwiek robią, robią to dla siebie. Gonią za wszystkim, co błyszczy, i dają każdemu do zrozumienia, że oni sami byli tego częścią. W gruncie rzeczy nie miało to z nimi nic wspólnego, oni jednak nie chcą być pominięci i stanowić tła, wciąż się obawiają, że inni będą na nich patrzeć z góry, wiecznie się boją, że inni uznają, iż są niczym, nic nie potrafią i nie mają żadnych umiejętności. Czyż wszystkim tym nie kierują ich szatańskie skłonności? Kiedy uda ci się to wszystko porzucić, poczujesz we wnętrzu większą swobodę i wolność; postawisz stopę na ścieżce wiodącej do bycia uczciwym. Ale wielu ludziom nie jest łatwo to osiągnąć. Na widok kamery rzucają się do pierwszego rzędu; lubią być fotografowani, im większy rozgłos, tym lepiej; obawiają się, że nie będzie o nich wystarczająco głośno, i gotowi są zapłacić każdą cenę za możliwość zdobycia rozgłosu. Czyż tym wszystkim nie kierują ich szatańskie skłonności? (Tak). To są ich szatańskie skłonności. A zatem zdobywasz rozgłos – i co z tego? Ludzie wysoko cię cenią – i co z tego? Uwielbiają cię – i co z tego? Czy którakolwiek z tych rzeczy dowodzi, że posiadłeś prawdę? Żadna z nich nie ma jakiejkolwiek wartości. Kiedy je przezwyciężysz – kiedy staniesz się wobec nich obojętny i nie będziesz ich już uważał za ważne, kiedy rzeczy takie jak wizerunek, próżność, status czy to, co inni o tobie myślą, nie będą już kierowały twoimi myślami i zachowaniem, a tym bardziej wypełnianiem przez ciebie obowiązku – wówczas będziesz go wykonywał coraz bardziej efektywnie i w coraz czystszy sposób” („Tylko przez praktykowanie prawdy można posiąść zwykłe człowieczeństwo” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). W tym fragmencie Bóg demaskuje ludzi, którzy cenią prestiż bardziej niż swoje życie, w różnych sytuacjach myślą przede wszystkim o swojej reputacji, próżności i pozycji, a nie o woli Bożej. Bóg nie chce, byśmy udawali, stawiali swoją reputację na pierwszym miejscu, ani dążyli do statusu wśród ludzi. Nie to zyska nam aprobatę Boga, nie zmienimy swoich skłonności i nie zyskamy zbawienia. Prestiż i status to więzy, którymi szatan nas krępuje, a dążąc do nich stajemy się bardziej próżni i przebiegli. Tracimy wsparcie Boga, a w efekcie Jego zbawienie. Bóg nie lubi ludzi podstępnych i nie chce, byśmy dzięki sprytowi zyskiwali Jego aprobatę czy podziw innych. Chce, byśmy wyzbyli się pragnienia prestiżu, dążyli do prawdy i byli uczciwi. Wobec Boga czy innych ludzi nie możemy być podstępni ani nieszczerzy. Raz po raz nie umiałam się otworzyć i opowiedzieć innym o problemach, bo zbytnio zajmowały mnie wizerunek i prestiż. Będąc w szponach szatańskiego usposobienia, nie byłam w stanie praktykować prawdy. Miałam zbyt silne pragnienie prestiżu.

Później ta siostra przesłała mi więcej słów Boga, w których znalazłam szczególnie przydatny fragment. „Patrząc na to teraz, czy powiedzielibyście, że wykorzystywanie drobnych przysług albo popisywanie się, by zwieść ludzi iluzjami, to dobra droga, bez względu na to, ile korzyści i jak wiele satysfakcji na pozór zdaje się otrzymywać osoba stosująca takie środki? Czy jest to droga dążenia do prawdy? Czy jest to ścieżka, która może doprowadzić człowieka do zbawienia? Jest zupełnie jasne, że nie. Takie metody i sztuczki, choć mogą się wydawać przejawem błyskotliwości, nie są w stanie omamić Boga; Bóg ostatecznie potępi je wszystkie i wzgardzi nimi, ponieważ za takimi zachowaniami kryją się osobiste ambicje oraz swoista postawa i istota, które polegają na chęci przeciwstawienia się Bogu. W głębi serca Bóg w żadnym razie nie uznałby takiego człowieka za kogoś, kto wypełnia swój obowiązek, lecz nazwałby go czyniącym zło. Jaki jest Boży wyrok, gdy rozprawia się z czyniącymi zło? »Odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość«. Kiedy Bóg powiedział: »odstąpcie ode mnie«, odesłał ludzi do szatana, w miejsca rojące się od szatanów, i już ich nie chciał. To, że ich nie chciał, oznacza, że nie był skłonny ich zbawić. Jeśli nie należysz do Bożego stada, a tym bardziej do wyznawców Boga, to nie znajdziesz się pośród tych, których On zbawi. Tak określa się tego rodzaju osobę” („Usiłują pozyskać sobie ludzi” w księdze „Demaskowanie antychrystów”). Słowa Boga uświadomiły mi, że niektórzy są obłudni i fałszywi, by pozyskać sobie ludzi. Z pozoru zyskują szacunek innych i zaspokajają swoje ambicje i pragnienia. Lecz co zyskują w efekcie? Może na moment oszukają ludzi, lecz nie Boga. Bóg ma wgląd w ich serca i umysły, więc w efekcie tracą szansę na Jego zbawienie, nigdy nie zyskają prawdy ani Jego aprobaty. On mówi jasno. Bóg nie znosi tych, którzy nie dążą do prawdy, a mają własne plany i chcą pozyskać serca innych. Postrzega ich jako złoczyńców i nie uznaje tego, co robią. Zamarłam. Bałam się, że Bóg mnie opuści, odda szatanowi i stracę Jego zbawienie. Pojęłam, że kroczyłam niewłaściwą ścieżką. Myśli i działania skupiałam wyłącznie na dążeniu do pochwał i podziwu ze strony innych, a nie brałam pod uwagę woli Boga, ani tego, co mnie spotka przez takie postępowanie. Pozyskując serca ludzi, nigdy nie zyskałabym prawdy, bo żyłam w sprzeciwie wobec Boga. Krocząc dalej tą ścieżką, stoczyłabym się na dno. W tym momencie wiedziałam już, że Bóg nie znosi tego, co robiłam, i nie tego oczekuje. Nie umiałam się uspokoić. Naprawdę chciałam zmienić siebie i swój stan, okazać prawdziwe ja i przestać oszukiwać.

Później siostra Connie zachęciła mnie do otwarcia się przed innymi podczas omówienia i do szczerości, bym poczuła spokój i radość. Lecz na myśl o omówieniu z braćmi i siostrami moich błędów i zepsucia długo się wahałam. Wtedy znalazłam inny fragment słów Boga: „Należy szukać prawdy, aby rozwiązać każdy pojawiający się problem, bez względu na to, jaki on jest, i w żadnym wypadku nie należy się ukrywać ani zakładać fałszywej maski wobec innych. Twoje wady, twoje braki, twoje przewiny, twoje zepsute usposobienie – ujawniaj je wszystkie zupełnie otwarcie i rozmawiaj o nich we wspólnocie. Nie trzymaj ich w sobie. Nauka otwierania się jest pierwszym krokiem do wkroczenia w prawdę, a także pierwszą przeszkodą, najtrudniejszą do pokonania. Gdy już ją przezwyciężysz, wkroczenie w prawdę będzie łatwe. Poczynienie tego kroku oznacza, że otwierasz swoje serce i pokazujesz wszystko, co masz, dobre i złe, pozytywne i negatywne; obnażasz się przed innymi i przed Bogiem; niczego nie ukrywasz przed Bogiem, niczego nie chowasz, niczego nie maskujesz, jesteś wolny od sztuczek i zwodzenia, i tak samo jesteś uczciwy i otwarty wobec innych ludzi. Tym sposobem żyjesz w świetle i nie tylko Bóg będzie mógł cię zlustrować, ale również inni ludzie będą mogli zobaczyć, że twoje postępowanie jest zgodne z zasadami i w znacznym stopniu przejrzyste. Nie musisz niczego ukrywać, wprowadzać żadnych modyfikacji ani stosować żadnych sztuczek przez wzgląd na własną reputację, ambicję oraz status. Odnosi się to również do wszelkich błędów, jakie popełniłeś. Tego rodzaju daremna praca naprawdę nie jest konieczna. Jeśli nie będziesz tak postępował, będziesz żył swobodnie i bez wysiłku, w pełni pozostając w świetle. Tylko tacy ludzie mogą zyskać pochwałę Boga. Dalej, musisz się nauczyć analizować swoje myśli i pomysły. Jeśli robisz cokolwiek złego i jeśli którekolwiek twoje zachowanie nie spodobałoby się Bogu, powinieneś wiedzieć, jak od razu je zmienić i skorygować. Jaki jest cel ich korygowania? Chodzi o to, by zaakceptować i przyjąć prawdę, a jednocześnie odrzucić w sobie to, co należy do szatana i zastąpić to prawdą. Wcześniej polegałeś na swoich szatańskich cechach, takich jak przebiegłość i podstępność, ale kiedy coś robisz teraz, działasz w duchu uczciwości, czystości i posłuszeństwa. Jeśli niczego nie ukrywasz ani nie udajesz, nie kryjesz się za maską czy fasadą, jeśli obnażasz swoje wnętrze przed braćmi i siostrami, nie skrywasz swych najgłębszych myśli ani trosk, lecz pozwalasz, by inni dostrzegli twoją szczerą postawę, wówczas prawda stopniowo się w tobie zakorzeni, rozkwitnie i wyda owoce, krok po kroku będzie przynosić efekty. Jeżeli twoje serce staje się coraz uczciwsze i coraz bardziej nakierowane na Boga, i jeśli przy wykonywaniu obowiązku dbasz o interesy domu Bożego, a gdy je zaniedbasz, dręczy cię sumienie, to dowodzi to, że prawda na ciebie wpłynęła i stała się twoim życiem” („Tylko ci, którzy praktykują prawdę, są bogobojni” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Dostrzegłam, że słowa Boga są w stanie zmienić ludzi. Gdy umiemy mówić szczerze o swoim zepsuciu i szukać prawdy, nasze błędne poglądy i skażone skłonności stopniowo się odmieniają. Bóg obnażył moje błędy i niesłuszne dążenie do prestiżu, a potem przez swoje słowa pozwolił mi znaleźć właściwą ścieżkę praktyki. Miałam zrobić pierwszy krok, otworzyć się przed innymi, przestać myśleć o zachowaniu twarzy, skończyć z przebiegłością, fałszem i nieszczerością. Musiałam praktykować słowa Boga i pozwolić im się prowadzić.

W niedzielę dołączyłam do spotkania jak zwykle, mówiąc sobie, że mam być szczera i otwarcie mówić, jak rozumiem słowa Boga. Modliłam się: „Dobry Boże, chcę praktykować prawdę, wyrwać się z więzów szatana i ujawnić swoją hipokryzję. Nie przejmę się, jeśli mną wzgardzą. Chcę być szczerą osobą, by Cię zadowolić. Proszę, pomóż, bym była otwarta i szczera”. Po modlitwie nieco się uspokoiłam. Podczas spotkania zastanawiałam się nad słowami Boga i uważnie słuchałam, jak inni dzielą się swoim rozumieniem i doświadczeniami. Nie próbowałam spisać tego, co chcę powiedzieć, i nie myślałam o tym, co pozostali chcieliby usłyszeć. Gdy to zrobiłam, słowa innych dały mi nowe oświecenie. Gdy zaczęłam mówić, nie myślałam o tym, czy mówię poprawnie czy elokwentnie, a choć się denerwowałam, kontynuowałam swoje omówienie. Potem mówiłam o fragmencie słów Boga, który mnie poruszył. „Być uczciwym zaś oznacza oddać swoje serce Bogu, być wobec Niego szczerym i otwartym we wszystkich sprawach, nigdy nie ukrywać prawdy, nie próbować zwieść tych, którzy są pod tobą i ponad tobą; a także nie robić niczego tylko po to, aby przypochlebić się Bogu. Podsumowując, być uczciwym znaczy być szczerym w swych słowach i czynach i nie mamić ani Boga, ani człowieka. (…) Jeśli masz wiele tajemnic, którymi nie chcesz się podzielić, i jeśli nie jesteś skory do wyjawienia innym swoich sekretów – inaczej mówiąc, swych problemów – aby szukać drogi ku światłu, to powiadam ci, że jesteś kimś, komu nie będzie łatwo zyskać zbawienia i wyłonić się z ciemności” („Trzy przestrogi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Odniosłam te słowa do własnego doświadczenia, obnażyłam swoją duszę i pokazałam im swoje najprawdziwsze ja. Wcale nie martwiłam się tym, co o mnie powiedzą. Powiedziałam: „Do tej pory świetnie udawałam, że mówię płynnie po angielsku. Prawda jest taka, że spisywałam wcześniej, co chcę powiedzieć, a nawet ćwiczyłam i nagrywałam, by brzmiało naturalnie, żeby wszyscy mnie doceniali. Wszystko po to, byście mnie chwalili i podziwiali. Oszukiwałam was…”. Sądziłam, że mną wzgardzą, gdy się przed nimi obnażę, lecz oni mówili, że nie muszę się martwić wygładzaniem omówień, bo prawie się nie różnimy. Bóg chce, byśmy mówili szczerze, a nie kwieciście i niepraktycznie. Gdy się nie mówi z serca, lecz przekazuje dosłowne doktryny, jaki z tego pożytek? Poczułam wzruszenie. Wcale mną nie wzgardzili, a niektórzy nawet mówili, że mnie dobrze rozumieją i moje słowa im pomogły. Mile mnie to zaskoczyło. Gdy wyznałam wszystkim swoje skażenie, poczułam się, jakby kamień spadł mi z serca. Wreszcie byłam wolna i mogłam się wyrwać z więzów swojego szatańskiego usposobienia. Dzięki próżności i reputacji szatan odciąga mnie od praktykowania prawdy, lecz gdy poznałam siebie lepiej dzięki słowom Boga, zaczęłam być szczera i się otworzyłam, to poczułam, że jestem bliżej Boga i usunęłam wątpliwości i bariery między mną a innymi. Od tak dawna nie umiałam wyzbyć się próżności ani powiedzieć prawdy, bo dbałam o swój prestiż, a nie o wolę Boga. Tak długo się maskowałam, by karmić swoją próżność i rozkoszować się pochwałami innych ludzi, lecz nie tego chciał Bóg. W zasadzie tak długo Go krzywdziłam. Jednak On zawsze wybaczał i cierpliwie czekał, aż się zmienię. Jestem Mu niezmiernie wdzięczna za Jego miłość.

To doświadczenie nauczyło mnie, że trzeba dążyć do prawdy. Jedynie będąc szczerą osobą i praktykując prawdę, można się wyrwać się z kajdan szatańskiego usposobienia. Tylko przez wybranie prawdy można osiągnąć prawdziwe szczęście i pokój. Byłam bardzo przebiegła i obłudna, lecz teraz chcę praktykować prawdę i być szczera. To jest dla mnie najważniejsze. Chcę jedynie, by Bóg mnie nadal prowadził, abym mogła wcielić w życie więcej prawdy.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Refleksje w czasie choroby

Autorstwa Shiji, Stany Zjednoczone Byłam słaba i chorowita już od dziecka. Mama mówiła, że urodziłam się za wcześnie i chorowałam już w...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze