Jak przestałam kłamać

02 lutego 2022

Autorstwa Marinette, Francja

Zanim przyjęłam Boże dzieło dni ostatecznych kłamałam i przypochlebiałam się ludziom, bo obawiałam się, że mówiąc im prawdę, rozczaruje ich albo obrażę. Zaczęłam wierzyć w Boga Wszechmogącego w listopadzie dwa tysiące osiemnastego roku i z Jego słów dowiedziałam się, że nienawidzi On pochlebców i cwaniaków. Postanowiłam wprowadzić słowa Boże w czyn i być uczciwa. Po krótkim wysiłku mogłam już mówić prawdę przez większość czasu. Na przykład kiedy miałam zapłacić ponad 50 Euro za leki, a farmaceuta pomylił się na swoją niekorzyść, bez zastanowienia powiedziałam mu o pomyłce. Ciężej mi było być szczerą, kiedy coś miało wpływ na moją reputację czy interesy.

W marcu tego roku pracowałam jako przywódczyni kościoła. Byłam ciągle zajęta. Czasem czułam się wykończona z powodu niewyspania. Pewnego popołudnia, kiedy miałam się przespać, moja partnerka, siostra Li, chciała porozmawiać o naszej pracy. Przeczytawszy jej wiadomość byłam rozzłościłam się, bo byłam zmęczona i nie chciałam rozmawiać o pracy. O niczym innym nie myślałam, tylko o odpoczynku, ale nie chciałam powiedzieć tego siostrze Li. Bałam się, czy nie uzna, że jestem leniwa, skupiona na wygodach cielesnych i źle o mnie pomyśli. Więc, dla ratowania własnego wizerunku, odpowiedziałam jej: „Wybacz, mam ważną wizytę. Muszę iść do lekarza.” Kłamstwo wyszło mi z ust bez zastanowienia. Potem czułam się winna, więc wcale nie mogłam zasnąć, przez co czułam się okropnie. Bóg lubi ludzi uczciwych. Dlaczego tak skłamałam? Jak można będzie mi ufać? Wiedziałam, że kłamstwo dla cielesnej wygody jest złe i Bóg tego nie lubi. Praca dla kościoła powinna stać na pierwszym miejscu. Natychmiast zadzwoniłam do siostry Li. Spytała, czy już wróciłam z wizyty u lekarza. Nie powiedziałam jej prawdy i dalej kłamałam. Nie chciałam źle wypaść i żeby pomyślała, że jestem przebiegła. Powiedziałam więc, że nie byłam u lekarki, bo odwołała wizytę, gdyż musiała jechać do punktu szczepień. Potem rozmowa przeszła na sprawy pracy, ale czułam się bardzo niezręcznie. Raz ją okłamałam, nie przyznałam się i kłamałam dalej. Ujrzałam, jak bardzo skażone jest moje szatańskie usposobienie i było mi wstyd. Nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Oszukałam ją, co znaczyło, że jestem nieuczciwą osobą. Czułam się rozdarta. Jeśli się przyznam, zniszczę swój dobry wizerunek w jej oczach i uzna mnie za nieuczciwą. Jeśli zaś dalej będę kłamać, wzbudzę w Bogu odrazę. Więc zwróciłam się do Boga, by zastanowić się nad sobą i zdałam sobie sprawę, że często w życiu bywam przebiegła i chytra. Raz przywódczyni spytała mnie, czy powiadomiłam siostrę Zhou o wieczornym spotkaniu. Uświadomiłam sobie, że nie, ale nie powiedziałam przywódczyni prawdy, chcąc chronić dobrą opinię o sobie. Skłamałam mówiąc, że właśnie jej powiedziałam. Potem szybko wysłałam siostrze Zhou wiadomość o spotkaniu. Poza tym w piątki rano zwykle chodziłam do sklepu spożywczego, więc nie mogłam uczestniczyć w spotkaniach zwołanych w ostatniej chwili. Ale nie mówiłam prawdy przywódczyni, że muszę kupić zapas jedzenia na kilka dni, i że to jedyny czas, kiedy mogę iść do sklepu. Mówiłam jej, że mam inne spotkanie albo zobowiązanie, i dlatego nie przyjdę. Kręciłam i kłamałam, byłam podstępna, byle tylko chronić swój wizerunek i żeby przywódczyni myślała, że wciąż wypełniam obowiązki. Zobaczyłam, że nie spełniam wymogów Boga w kwestii uczciwości. Pomodliłam się, „Boże Wszechmogący, żałuję, że kłamię i oszukuję. Ale nie mogę przestać kłamać dla swojej fizycznej wygody. Nie jestem uczciwą osobą. Boże, poprowadź mnie i pomóż zrozumieć prawdę i uwolnić się od tego zepsucia.”

Później przeczytałam fragment słów Bożych: „W codziennym życiu ludzie mówią wiele rzeczy, które są bezsensowne, nieprawdziwe, ignoranckie, głupie i mają na celu usprawiedliwianie się. W gruncie rzeczy mówią to wszystko powodowani własną pychą, po to, by zaspokoić własną próżność; pod postacią tych kłamliwych wypowiedzi wylewa się z nich zepsute usposobienie. Skorygowanie tego zepsucia obmyje twoje serce; będziesz coraz czystszy i coraz bardziej uczciwy. W istocie wszyscy ludzie wiedzą, dlaczego kłamią: aby zachować twarz. Porównując się z innymi, mierzą zbyt wysoko, po to, by zachować własną godność i integralność, ale skutek jest odwrotny – tracą twarz, tracą integralność, tracą godność. To dlatego, że wypowiadasz tak wiele kłamstw, dlatego że wszystko, co mówisz, jest kłamstwem. Nic z tego nie jest prawdą. Kiedy kłamiesz, nie tracisz twarzy tu i teraz, jednak w swoim sercu czujesz, że zostałeś całkowicie skompromitowany, a twoje sumienie nie pozwoli ci zapomnieć, że jesteś nieuczciwy. W głębi ducha będziesz sobą gardził i myślał: »Jak to się stało, że wiodę tak nędzny żywot? Czy rzeczywiście tak trudno jest mówić prawdę? Czy muszę uciekać się do wszystkich tych kłamstw tylko ze względu na własną reputację? Dlaczego życie jest dla mnie takie nużące?«. Wcale nie musisz wieść nużącego życia. Nie wybrałeś jednak ścieżki spokoju i wolności, wybrałeś natomiast drogę dbania o własną reputację i zaspokajania własnej próżności, więc dla ciebie życie jest bardzo męczące. Jaką reputację zyskujesz, opowiadając kłamstwa? Reputacja jest czymś zupełnie pustym, po prostu nie jest warta ani grosza. Kłamiąc, wyzbywasz się własnej uczciwości i godności. Przez te kłamstwa tracisz godność i w oczach Boga nie jesteś uczciwym człowiekiem. Bogu się to nie podoba i czuje On do tego wstręt. Więc czy warto to robić? Czy jest to właściwa ścieżka? Nie, nie jest właściwa, a idąc nią, nie żyjesz w świetle. Kiedy nie żyjesz w świetle, czujesz się wyczerpany. Przez cały czas kłamiesz i starasz się, żeby twoje kłamstwa brzmiały wiarygodnie, wytężasz umysł w poszukiwaniu bzdur, które mógłbyś powiedzieć, zadajesz sobie wiele cierpienia, aż w końcu myślisz: »Muszę skończyć z tymi kłamstwami. Będę siedział cicho i odzywał się jak najmniej«. A jednak nie potrafisz się powstrzymać. Dlaczego? Nie potrafisz zrezygnować z takich rzeczy, jak twoja reputacja i prestiż, więc możesz jedynie podtrzymywać je za pomocą kłamstw. Masz wrażenie, że możesz posługiwać się kłamstwami, aby zachować prestiż i reputację, ale tak naprawdę nie jesteś w stanie tego osiągnąć. Głoszone przez ciebie nieprawdy nie tylko bowiem zdusiły w tobie prawość i godność, lecz także, co ważniejsze, straciłeś okazję do praktykowania prawdy. Nawet jeśli udało ci się podtrzymać swoją reputację i prestiż, utraciłeś prawdę; straciłeś sposobność, by wcielić ją w życie, jak również szansę, aby być osobą uczciwą. To zaś jest najdotkliwsza z możliwych strat” („Jedynie będąc uczciwym można urzeczywistnić prawdziwe podobieństwo do człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Te słowa opisują mnie idealnie. Zrozumiałam, że jestem chytra i przebiegła. Kiedy chciałam odpocząć, nie umiałam powiedzieć prawdy o tak prostej rzeczy. Nie powiedziałam partnerce, że chcę się zdrzemnąć i spotkam się z nią później, tylko skłamałam. Chciałam chronić twarz i status, uratować dobrą opinię o sobie. Ale Bóg nie znosi takiego zachowania i czułam się winna. Jak mówią słowa Boże, „Kiedy kłamiesz, nie tracisz twarzy tu i teraz, jednak w swoim sercu czujesz, że zostałeś całkowicie skompromitowany, a twoje sumienie nie pozwoli ci zapomnieć, że jesteś nieuczciwy. W głębi ducha będziesz sobą gardził i myślał: »Jak to się stało, że wiodę tak nędzny żywot? Czy rzeczywiście tak trudno jest mówić prawdę? Czy muszę uciekać się do wszystkich tych kłamstw tylko ze względu na własną reputację? Dlaczego życie jest dla mnie takie nużące?«” („Jedynie będąc uczciwym można urzeczywistnić prawdziwe podobieństwo do człowieka” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Utożsamiałam się z tymi słowami Boga. Zrozumiałam, że kłamanie dla ochrony reputacji jest uciążliwe, że chcąc ukryć wcześniejsze kłamstwa muszę kłamać dalej i tak będę coraz bardziej fałszywa i nieszczera. Wiedziałam, że Bóg tego nie znosi, bo jest święty i sprawiedliwy. Myśląc o swojej nieuczciwości ruszyło mnie sumienie, żałowałam i płakałam przed Bogiem, wstydząc się swoich kłamstw. Ale po fakcie nie mogłam nic zrobić, tylko musiałam kłamać dalej. Byłam zepsuta i było mi wstyd. Kłamanie stało się moją naturą. Pan Jezus powiedział: „Ale wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie – nie. A co jest ponadto, pochodzi od złego” (Mt 5:37). „Wy jesteście z waszego ojca – diabła i chcecie spełniać pożądliwości waszego ojca. On był mordercą od początku i nie został w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8:44). To była prawda. Moje ciągłe kłamstwa dowodziły, że należę do diabła i że robię to, by chronić swój wizerunek i reputację. To odbierało mi charakter i godność. Jaka byłam głupia. Bóg dawał mi szanse, bym praktykowała prawdę i była uczciwa, niosła świadectwo i upokorzyła szatana, a ja nabierałam się sztuczki szatana, będąc jego pośmiewiskiem. Robiłam to dla reputacji i aby ukryć swoje zepsucie. Nie byłam uczciwa tylko z natury kłamliwa.

Przeczytałam takie słowa Boga: „Musicie wiedzieć, iż Bogu podobają się ci, którzy są uczciwi. Bóg w swej istocie jest kwintesencją wierności, stąd też Jego słowom zawsze można zaufać. Co więcej, Jego czyny są nieskalane i niepodważalne. To dlatego Bogu mili są ci, którzy są wobec Niego całkowicie uczciwi. Być uczciwym zaś oznacza oddać swoje serce Bogu, być wobec Niego szczerym i otwartym we wszystkich sprawach, nigdy nie ukrywać prawdy, nie próbować zwieść tych, którzy są pod tobą i ponad tobą; a także nie robić niczego tylko po to, aby przypochlebić się Bogu. Podsumowując, być uczciwym znaczy być szczerym w swych słowach i czynach i nie mamić ani Boga, ani człowieka” („Trzy przestrogi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Zrozumiałam, że uczciwość to brak fałszu w sercu, brak kłamstwa w ustach i nieoszukiwanie ani Boga ani ludzi. Zdałam sobie sprawę, że byłam wobec siostry Li bardzo przebiegła. Kłamałam, by chronić swój wizerunek i własne interesy. Byłam zmęczona i chciałam się zdrzemnąć. Nie miałam ochoty rozmawiać wtedy o sprawach kościoła, ale nie powiedziałam, o co chodzi, tylko skłamałam o wizycie u lekarza, bo nie chciałam, żeby źle o mnie pomyślała. Chcąc wyłgać się z tej rozmowy wolałam skłamać niż powiedzieć, że jestem zbyt zmęczona i muszę odpocząć. A kiedy już się spotkałyśmy, nie przyznałam się do kłamstwa, lecz kłamałam dalej, używając kolejnego kłamstwa, żeby przykryć poprzednie. Kiedy przywódczyni spytała o spotkanie, skłamałam, że zrobiłam coś, czego wcale nie zrobiłam. A kiedy zakupy spożywcze kolidowały ze spotkaniem, skłamałam, że mam zobowiązanie. Chciałam wyłącznie chronić swój wizerunek. Miałam bardzo podstępną, kłamliwą naturę. Nie umiałam powiedzieć prawdy nawet w najbłahszych sprawach. Byłam tak głęboko zepsuta przez szatana, że nie byłam ani trochę szczera.

Przeczytałam kolejny fragment słów Boga. „Tylko jeśli ludzie starają się być uczciwi, mogą się dowiedzieć, jak głęboko sięga ich zepsucie i czy są w jakimkolwiek stopniu podobni do człowieka; tylko jeśli praktykują uczciwość, mogą sobie zdać sprawę, ile kłamstw wypowiadają i jak głęboko ukryte są ich oszustwa i fałsz. Tylko doświadczając praktykowania bycia uczciwym ludzie mogą stopniowo poznawać prawdę o własnym zepsuciu i uświadamiać sobie własną naturę oraz istotę, i tylko wtedy ich zepsute usposobienie może być nieustannie oczyszczane. Tylko przez ciągłe oczyszczanie zepsutego usposobienia ludzie będą mogli zdobyć prawdę. Nie spiesz się, doświadczając tych słów. Bóg nie doskonali tych, którzy są podstępni. Jeśli twoje serce nie jest uczciwe – jeśli nie jesteś uczciwą osobą – to nigdy nie zostaniesz pozyskany przez Boga. Analogicznie, nigdy nie pozyskasz prawdy, a także nie będziesz w stanie zyskać Boga. Jeśli zaś nie możesz zyskać Boga i nie rozumiesz prawdy, co to oznacza? Oznacza to, że jesteś wrogi Bogu, jesteś z Nim niezgodny, a On nie jest twoim Bogiem. A jeśli Bóg nie jest twoim Bogiem, to nie możesz dostąpić zbawienia. Jeśli nie możesz dostąpić zbawienia, to na zawsze pozostaniesz zaciekłym wrogiem Boga i twój wynik będzie przesądzony. Tak więc, jeśli ludzie chcą być zbawieni, muszą zacząć od uczciwości. Istnieje znak wyróżniający tych, którzy ostatecznie zostaną pozyskani przez Boga. Czy wiesz, co to za znak? Jest napisane w Biblii, w Księdze Objawienia: »A w ich ustach nie znaleziono podstępu. Są bowiem bez skazy« (Obj 14:5). Kim są »oni«? Są to ci, którzy zostali udoskonaleni i pozyskani przez Boga, i ci są zbawieni. Jak Bóg opisuje tych ludzi? Jakie są cechy i przejawy ich działań? (Są bez skazy. Nie mówią kłamstw). Wszyscy powinniście zrozumieć i pojąć, co to znaczy nie mówić kłamstw: oznacza to być uczciwym. Co to znaczy być bez skazy? Jak Bóg definiuje kogoś, kto jest bez skazy? Kto jest doskonały w oczach Boga? (Ten, kto boi się Boga i unika zła). Zgadza się. W oczach Boga jest to po prostu ktoś, kto boi się Boga i unika zła. A zatem czy bycie doskonałym jest tym samym co bycie bez skazy, czy jedno wiąże się z drugim? (Tak). Jak najbardziej. Co zatem oznacza »bez skazy«? (Bez skazy są ludzie, którzy są doskonali, którzy boją się Boga i unikają zła). Zgadza się. To są ludzie, którzy boją się Boga i unikają zła, którzy potrafią podążać drogą Boga. Tylko tacy ludzie są bez skazy” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Gdy to sobie przemyślałam, przeraziłam się. Bóg mówi: „Jeśli nie jesteś uczciwą osobą – to nigdy nie zostaniesz pozyskany przez Boga. Analogicznie, nigdy nie pozyskasz prawdy, a także nie będziesz w stanie zyskać Boga”. „Jeśli nie możesz dostąpić zbawienia, to na zawsze pozostaniesz zaciekłym wrogiem Boga i twój wynik będzie przesądzony”. To prawda, że Bóg nie zbawi kłamców. Wiedziałam, że jeśli nie okażę skruchy, Bóg mnie wyeliminuje. Dzięki słowom Boga wreszcie naprawdę poznałam siebie i pojęłam, że kłamstwa pochodzą od diabła, a ja kłamałam, bo tak zostałam wychowana i taki wpływ miało na mnie społeczeństwo. Mama zawsze mówiła, że choćby nie wiem jak brzydkie ktoś miał włosy czy ubranie, mam mówić mu miłe rzeczy, żeby nie było mu przykro. Inaczej nikt mi nie pomoże, jeśli będę czegoś potrzebowała. Będąc tak wychowana, nie miałam odwagi być uczciwa. Starałam się zachować dobry wizerunek, by ludzie mnie lubili i myśleli, że jestem życzliwa. A naprawdę byłam fałszywą i kłamliwą osobą. Tak jest w Księdze Hioba, rozdział pierwszy, werset siódmy: „I Jahwe rzekł do szatana: Skąd przybywasz? Wtedy szatan odpowiedział Jahwe i rzekł: z krążenia po ziemi i z przechadzania się po niej”. Słowa szatana są mętne i niejasne, i nie wiadomo, co on właściwie mówi. Czy kłamiąc, nie byłam tak obłudna jak szatan? Było mi wstyd, gdy zobaczyłam, że mam taką samą naturę jak on. Żyłam we władzy szatana i nie byłam wolna od szatańskiego usposobienia. Jak miałam być w zgodzie z Chrystusem i zyskać Bożą aprobatę? Pokajałam się więc przed Bogiem prosząc, by mi wybaczył. Nienawidziłam siebie i szatana. Czułam się taka winna. Bóg ma sprawiedliwe usposobienie i wiedziałam, że nie mogę kłamać i Go obrażać. Oto kolejny fragment słów Boga: „Istnieje znak wyróżniający tych, którzy ostatecznie zostaną pozyskani przez Boga. Czy wiesz, co to za znak? Jest napisane w Biblii, w Księdze Objawienia: »A w ich ustach nie znaleziono podstępu. Są bowiem bez skazy« (Obj 14:5). Kim są »oni«? Są to ci, którzy zostali udoskonaleni i pozyskani przez Boga, i ci są zbawieni” („Sześć wskaźników rozwoju życiowego” w księdze „Wypowiedzi Chrystusa dni ostatecznych”). Bóg ceni uczciwych, a nieuczciwi nie wejdą do Jego królestwa. Naprawdę chciałam przestać kłamać i być nieskazitelna, ale sama nie umiałam tego zrobić. Potrzebowałam pomocy Boga, by uchronił mnie przed pułapką szatana. Czasem powiedzenie prawdy jest kłopotliwe, ale chciałam przestać kłamać. Wtedy znów przeczytałam „Zasady bycia osobą uczciwą”. „(1) Ucząc się bycia osobą uczciwą, należy koniecznie polegać na Bogu. Ofiarujcie Mu swoje serca i poddajcie się Jego badaniu. Tylko w ten sposób można z biegiem czasu odrzucić kłamstwa I fałsz; (2) Należy koniecznie przyjmować prawdę i zastanawiać się nad każdym swym słowem i czynem. Analizujcie drobiazgowo źródło i istotę skażenia, jakie się w was objawia, i rzeczywiście poznawajcie samych siebie; (3) Należy koniecznie dociec, w jakich sprawach jesteście skłonni do kłamstwa i skrywacie w sobie fałsz. Miejcie odwagę analizować samych siebie i się odsłaniać, przepraszać innych i naprawiać krzywdy. (…)” („170 Zasady praktykowania prawdy”). Wiedziałam, że muszę przeprosić siostrę Li. Byłam obłudna, dwukrotnie ją okłamałam. Postanowiłam, że opowiem jej o swoim zepsuciu i o motywach. Nie mogłam tego ukrywać. Choćby mnie wiem co, muszę wyznać prawdę i być szczera. Pomodliłam się kilka razy i zebrałam się na odwagę, by otworzyć się przed siostrą Li. Opowiedziałam jej szczegółowo, jak ją oszukałam i że pokajałam się przed Bogiem. Przestałam ukrywać swoje kłamstwa, bo wiedziałam, że Bóg patrzy i że muszę wszystko dokładnie opowiedzieć. Kiedy skończyłam, poczułam, jakby zdjęto ze mnie wielki ciężar, rozluźniam się.

Potem zaczęłam zwracać się do Boga w modlitwie, by przyglądał się mojemu sercu. Jeśli pojawią się w nim nieszczere intencje, lub gdy będę chciała skłamać, niech Bóg mnie zdyscyplinuje i powstrzyma. Wiedziałam, że problemu z kłamstwem nie rozwiążę od razu i że nigdy nie byłam tak całkowicie uczciwa. Chciałam stopniowo dążyć do tej uczciwości. Bóg błogosławi uczciwych, i tylko uczciwi będą zbawieni. Od tamtej pory, gdy tylko przyszła mi do głowy pokrętna myśl, modliłam się do Boga. „Boże, mam problem i czuję, że nie poradzę sobie bez kłamstwa. Proszę, oświeć mnie, bym zrozumiała prawdę, i daj mi siłę, bym poświęciła cielesność. O Boże, chcę praktykować prawdę i być uczciwa. Proszę, pomóż mi. Jestem Ci wdzięczna!”.

Kiedyś, po spotkaniu, przywódca spytał, co o myślę o jego wystąpieniu. Widziałam, że na spotkaniu zachowywał się bardzo władczo i były jeszcze inne problemy z jego omówieniem. Jednak bałam się, że mówiąc prawdę, zranię jego dumę i przestanie mnie lubić. Nie chciałam, żeby przez moją uczciwość zmienił zdanie o mnie. Więc powiedziałam, „Było super.” Jak tylko to powiedziałam, poczułam się okropnie. Uświadomiłam sobie, że skłamałam, więc poprosiłam Boga, by mnie poprowadził i żebym była szczera i prawdomówna. Potem poszłam do przywódcy i powiedziałam mu o problemach z jego omówieniem. Poczułam wielki spokój. Na kolejnym spotkaniu zachowywał się znacznie lepiej. Zrozumiałam, że Bóg słucha, kiedy modlimy się tak od serca. Zauważyłam, że po pewnym czasie po trochu się zmieniam. Wcześniej kłamałam, by chronić twarz i status, lecz gdy oddałam serce Bogu, prosząc Go, aby mnie pilnował, wyraźniej zobaczyłam swój stan. Modliłam się do Boga i praktykowałam szczerość. Może czasem kogoś obraziłam, ale dla mnie najważniejsze jest być uczciwą wobec Boga.

Wcześniej miałam zwyczaj kłamać, by sprawić ludziom przyjemność i chronić twarz i status, w każdych okolicznościach, w jakich Bóg mnie postawił. Jestem wdzięczna Bogu za te doświadczenia i za zrozumienie. Sąd Jego słowami pomógł mi ujrzeć własne zepsucie i brzydotę, i poczynić zmiany. Wiem, że zmiana przyzwyczajeń to proces, i że Bóg aranżuje dla mnie różne sytuacje. Muszę być czujna, by nie skłamać, bo to brzydzi Boga. Najważniejsze to przyjąć osądzanie słowami Boga, modlić się do Niego i zaufać Mu, by uwolnić się od skłonności do kłamstwa. Chwała Bogu Wszechmogącemu.

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Walka duchowa

Autorstwa Yang Zhi, Stany Zjednoczone Bóg Wszechmogący mówi: „Od momentu, gdy ludzie zaczęli wierzyć w Boga, wielokrotnie kierowali się...

Wieczna agonia

Bóg Wszechmogący mówi: „Wszystkie dusze zepsute przez szatana pozostają niewolnikami w jego domenie. Tylko wierzący w Chrystusa zostali...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze