Protekcjonalne łajanie innych obnażyło moją szpetotę

29 stycznia 2023

Autorstwa Ai Meng, Mjanma

W październiku zeszłego roku kierowałem ewangelizacją w kościele. Kilkoro członków dopiero rozpoczynało pełnienie obowiązku, więc często omawiałem z nimi zasady szerzenia ewangelii i wspólnie z nimi prowadziłem ewangelizację. Byłem zadowolony, widząc z czasem ich postępy. Chciałem, aby szybko się uniezależnili, więc często polecałem, by sami szerzyli ewangelię. Początkowo, z miłością pomagałem im w ich problemach, ale po pewnym czasie miałem dość. Czułem do nich pogardę: „Kiedy mnie uczono, od razu wszystko przyswajałem. Tyle czasu was uczę, dlaczego ciągle macie tyle pytań? Nie słuchaliście, kiedy tłumaczyłem? Jeśli po takim czasie nadal nie potraficie pracować samodzielnie, wyżsi przywódcy uznają, że nie nadaję się do szkolenia ludzi. Tak nie może być. Muszę wam powiedzieć do słuchu”. Uświadomiwszy to sobie, zbeształem ich. Pewnego razu zadzwoniła do mnie siostra Ai i powiedziała: „Bracie, chcę o coś zapytać, jaki aspekt Bożych słów będziemy omawiać dziś na zgromadzeniu?”. Pomyślałem: „Przecież już ci mówiłem, jak możesz nie wiedzieć? Nie słuchałaś?”. Odpowiedziałem głośno i napastliwym tonem: „Czytałaś plik, który przysłałem ostatnio, czy nie? Dlaczego za każdym razem pytasz?”. Siostra nie odpowiedziała, a ja ze złością odłożyłem słuchawkę. Potem zrozumiałem, co zrobiłem, i czułem się trochę winny. Pomyślałem jednak: „To dla jej dobra. Jak ma zrobić postępy, jeśli ciągle polega na mnie? Może to jej pomoże”. Kiedy to pomyślałem, już się nie martwiłem.

Następnego dnia brat, który mi partnerował, powiedział mi: „Siostra Ai mówiła, że zezłościłeś się, kiedy zadała ci wczoraj pytanie. Czuje się ograniczona i boi się ciebie”. Nie potrafiłem tego przyjąć i usprawiedliwiałem się w myśli: „Może zabrzmiałem szorstko, ale to po to, żeby nakłonić ją do samodzielnej pracy. Inaczej ciągle przychodziłaby do mnie z każdym pytaniem. Jak miałaby zyskać samodzielność?”. Potem jednak pomyślałem: „Może wyraziłem się nieodpowiednio. W końcu siostra Ai dopiero zaczęła szkolenie. Powinienem pomóc jej z miłością, a nie złościć się i ją besztać”. Więc wysłałem jej wiadomość z przeprosinami: „Przepraszam, że tak na ciebie wczoraj naskoczyłem. Mam nadzieję, że rozumiesz i się nie obrazisz. Poniosło mnie i zrobiłem ci przykrość”. Siostra Ai odpisała, że nic się nie stało. Potem nie zastanawiałem się nad sobą i nie starałem się dalej siebie poznać.

Jakiś czas później wybrano mnie na kaznodzieję i przyjąłem więcej obowiązków. Część liderów i pracowników dopiero rozpoczęło szkolenie i nie byli zaznajomieni z pracą kościoła, więc często omawiałem z nimi zasady pracy. Sprawdzałem też ich pracę, oferowałem pomoc i szczegółowe wskazówki. Początkowo cierpliwie odpowiadałem na ich pytania. Ale jeśli pytali zbyt często, traciłem cierpliwość. Beształem ich, mówiąc: „Wbijecie to sobie wreszcie do głowy? Kiedy zaczynałem pracę w kościele, od razu pamiętałem zadania, jakie dawał mi lider, i wykonywałem je szybko i kompetentnie. Wszystko wam powiedziałem, dostaliście szczegółowe instrukcje, dlaczego nie możecie zrobić tego jak trzeba?”. Nie odpowiedzieli ani słowem.

Następnego dnia liderka wysłała mi wiadomość: „Jestem zbyt głupia do tej pracy. Proszę, znajdź kogoś na moje miejsce”. Byłem zszokowany: Była jedną z najlepszych osób, które się szkoliły. Dlaczego tak pomyślała? Potem inny lider napisał mi: „Niektórzy mówią, że czują się przez ciebie bardzo ograniczani”. Dopiero wtedy zacząłem się nad sobą zastanawiać. Zdałem sobie sprawę, że nie podchodzę odpowiednio do niedociągnięć innych. Wybucham i besztam ich zamiast cierpliwie ich pokierować i im pomóc. W rezultacie czują się ograniczani. Później dowiedziałem się, że jedna siostra tak się zniechęciła, że nie wykonywała obowiązku przez ponad dziesięć dni. Słysząc to, czułem się okropnie. Nie mogłem uwierzyć, że tak głęboko ich zraniłem. Byłem zasmucony, zastanawiałem się, dlaczego tak się złoszczę i mam na wszystkich zły wpływ. Przyszedłem więc przed oblicze Boga w modlitwie: „O Boże, nie chcę się złościć na braci i siostry, ale gdy coś się wydarza, nie umiem kontrolować emocji. Jak powinienem rozwiązać ten problem? Proszę, poprowadź mnie”.

Potem znalazłem fragment Bożych słów. Bóg mówi: „Kiedy człowiek uzyska pewien status, zwykle trudno mu jest kontrolować własny nastrój, będzie więc chętnie poszukiwał okazji, aby wyrazić brak zadowolenia i rozładować emocje. Będzie wpadał w złość bez widocznego powodu, aby zademonstrować swoje możliwości i dać innym do zrozumienia, że jego status i tożsamość są inne niż w przypadku zwyczajnych ludzi. Oczywiście ludzie zepsuci, którzy nie posiadają żadnej pozycji, również często tracą nad sobą kontrolę. Ich złość zwykle spowodowana jest szkodą, której doznały ich prywatne interesy. By chronić swoją pozycję i godność, często dają wyraz emocjom, ujawniając swoją arogancką naturę. Człowiek wybuchnie gniewem i da upust emocjom, aby bronić i podtrzymywać istnienie grzechu. Takie działania są sposobami wyrażania ludzkiego niezadowolenia; przepełnione są nieczystością, spiskami i intrygami, ludzkim zepsuciem i złem, a nade wszystko przepełnione są rozszalałymi ambicjami i pożądaniami(Sam Bóg, Jedyny II, w: Słowo, t. 2, O poznaniu Boga). Słowa Boże obnażyły mój obecny stan. Zastanawiałem się, dlaczego gniewem próbuję utrzymać swoją pozycję. Na ogół miałem w pracy wyniki i ludzie sądzili, że jestem zdolnym liderem. Jednak kiedy dostałem zadanie szkolenia braci i sióstr, jeśli po dłuższym czasie nie będą umieli pracować samodzielnie, wyższy przywódca na pewno uzna, że jestem niekompetentny. Więc kiedy nadal nie rozumieli po wielokrotnych wyjaśnieniach, zrobiłem się oporny i niecierpliwy. Kiedy przychodzili do mnie z pytaniami, to ja przy okazji beształem ich, krytykowałem i wyżywałem się. Porównywałem ich do siebie, robiłem wyrzuty i byłem pełen pogardy dla nich. W rezultacie czuli się ograniczani i tak zniechęceni, że nie chcieli wykonywać obowiązku. Gdy inni wskazywali mi mój problem, nie poszukiwałem prawdy, by go rozwiązać. Choć przeprosiłem siostrę Ai, moim celem niezaprzeczalnie było zachować status i wizerunek, pokazać siostrze Ai, że to tylko wypadek przy pracy i nieszczerymi przeprosinami przekonać ją, że jestem całkiem rozsądny. Pomyślałem o Bożych słowach, które głoszą: „Niektórzy ludzie ewidentnie mają złe usposobienie i zawsze mówią o sobie, że mają wybuchowy charakter. Czy nie jest to tylko swego rodzaju usprawiedliwienie? Złe usposobienie to po prostu złe usposobienie. Kiedy ktoś zrobił coś nierozsądnego lub coś, co wyrządziło wszystkim krzywdę, problem tkwi w jego usposobieniu i człowieczeństwie, ale on zawsze mówi, że chwilowo stracił nad sobą panowanie lub trochę się zdenerwował; ktoś taki nigdy nie rozumie istoty problemu. Czy to naprawdę analizowanie siebie i obnażanie się przed innymi?(O harmonijnej współpracy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Właśnie taki byłem. Przypomniałem sobie swoje przeprosiny, brzmiały tak dostojnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem istoty problemu, a nawet próbowałem się bronić. Byłem takim hipokrytą! Zdając sobie z tego sprawę, czułem się naprawdę winny. Często rozmawiałem z braćmi i siostrami o traktowaniu ludzi z miłością i cierpliwością, ale to były tylko slogany, które nijak się miały do mojego zachowania.

Potem uspokoiłem myśli i zastanowiłem się nad sobą: „Dlaczego kiedy coś idzie nie po mojej myśli, złoszczę się i zdradzam zepsute usposobienie? Dlaczego nie potrafię dobrze współpracować z braćmi i siostrami?”. Potem znalazłem fragment Bożych słów. Bóg Wszechmogący mówi: „Arogancja leży u korzeni zepsutego ludzkiego usposobienia. Im bardziej aroganccy są ludzie, tym bardziej są nieracjonalni i tym bardziej skłonni sprzeciwiać się Bogu. Jak poważny jest to problem? Ludzie o aroganckim usposobieniu nie tylko uważają wszystkich wokół za gorszych od siebie, lecz także – co w tym najgorsze – traktują z góry nawet samego Boga i nie mają w sercach Bożej bojaźni. Choć może się wydawać, że niektórzy ludzie wierzą w Boga i za Nim podążają, to wcale nie traktują Go oni jak Boga. Przez cały czas są przekonani, że posiedli prawdę, i mają o sobie bardzo wysokie mniemanie. W tym właśnie tkwi istota i źródło aroganckiego usposobienia, a pochodzi ono od szatana. Dlatego też problem arogancji musi zostać rozwiązany. To, że ktoś czuje się lepszy od innych, jest jeszcze sprawą trywialną. Kluczową kwestią jest to, że aroganckie usposobienie człowieka nie pozwala mu podporządkować się Bogu, Jego panowaniu i zarządzeniom. Osoba taka ciągle ma ochotę rywalizować z Bogiem o władzę nad innymi. Tego rodzaju osoba ani odrobinę nie czci Boga, nie mówiąc już o tym, by miała Go kochać lub podporządkować się Mu. Ludzie, którzy są aroganccy i zarozumiali, a zwłaszcza ci, którzy są tak wyniośli i butni, że zupełnie postradali rozum, nie są w stanie podporządkować się Bogu w swej wierze w Niego, a nawet wywyższają się i niosą świadectwo o sobie samych. Tacy ludzie najbardziej sprzeciwiają się Bogu i zupełnie nie mają bojaźni Bożej. Jeśli ludzie pragną osiągnąć stan, w którym prawdziwie czcić będą Boga, muszą najpierw rozwiązać problem swego aroganckiego usposobienia. Im bardziej gruntownie go rozwiążesz, tym większą cześć mieć będziesz dla Boga, i dopiero wtedy będziesz potrafił Mu się podporządkować, zyskać prawdę i poznać Boga. Tylko ci, którzy pozyskują prawdę, mają prawdziwe człowieczeństwo(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Bóg objawił, że źródłem zepsutego usposobienia jest arogancja. Im bardziej ktoś jest arogancki, tym bardziej prawdopodobne, że stawi opór Bogu. Zdałem sobie sprawę, że właśnie taki jestem. Nie traktowałem innych poważnie, miałem ich za gorszych od siebie. Zawsze sądziłem, że mam dobry charakter, talent do pracy i że jestem lepszy od innych. Niedociągnięcia innych zestawiałem też z własnymi mocnymi stronami. Kiedy ktoś mnie uczył, wykonywałem zadanie dobrze od razu, a oni po długim czasie nadal nie umieli. Wybuchałem, krytykowałem ich i beształem, nie okazując im ani trochę szacunku. Nie uznawałem ich zasług ani zalet, a tym bardziej nie dawałem życzliwego wsparcia. Kiedy bracia i siostry napotykali problemy, nie zastanawiałem się, czy omówiłem z nimi słowo Boże, aby je rozwiązać, albo czy sam w jakiś sposób nie zawiodłem. Po prostu uznawałem, że nie słuchali uważnie, naskakiwałem na nich i rozprawiałem z nimi. Byłem tak nierozumny i arogancki! Nasz kościół szerzył ewangelię Boga, a ja beształem, ograniczałem ludzi i wyżywałem się na nich, przez co bali się mnie, określali się, a nawet tak się zniechęcali, że nie chcieli już wykonywać obowiązków. Czy nie szkodziłem i nie zakłócałem ewangelizacji? Zawstydziłem się, myśląc o tym. Nie przysparzałem korzyści wejściu w życie innych. Zamiast tego krzywdziłem ich i zakłócałem pracę kościoła. Żyłem według swojego aroganckiego usposobienia, mogłem w każdej chwili czynić zło i stawić opór Bogu. Myśląc o tym, co zrobiłem, szczerze się nienawidziłem. Miałem ochotę dać sobie parę razy w twarz. W sercu cicho modliłem się do Boga: „O Boże, ślepo rozprawiałem się z ludźmi przez moje aroganckie usposobienie, krzywdząc ich i zakłócając dzieło kościoła. Dobry Boże, jestem gotowy pokutować i się zmienić. Proszę, prowadź mnie i pomóż mi zaradzić mojemu zepsutemu usposobieniu”.

Potem, któregoś dnia usłyszałem hymn Bożych słów: „Żyj według Bożych słów, aby zmienić swoje usposobienie”. „Musisz najpierw rozwiązać wszystkie problemy w sobie, polegając na Bogu. Porzuć swoje zdegenerowane usposobienie, zyskaj zdolność prawdziwego zrozumienia swojego stanu oraz świadomość, jak należy postępować. Nie ustawaj w omawianiu wszystkiego, czego nie rozumiesz. Niedopuszczalne jest, by człowiek nie znał siebie. Najpierw ulecz swoją chorobę, a dzięki częstszemu jedzeniu i piciu Bożych słów i ich kontemplowaniu żyj i postępuj zgodnie z nimi. Czy jesteś w domu, czy gdziekolwiek indziej, powinieneś pozwolić Bogu, by miał nad tobą władzę. Porzuć ciało i naturalność. Niech słowa Boże zawsze nad tobą panują. Nie musisz się martwić, że twoje życie się nie zmienia. Z czasem poczujesz, że twoje usposobienie wyraźnie uległo zmianie(Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni). Ten hymn Bożych słów był dla mnie prawdziwą inspiracją. Przez słowa Boga znalazłem ścieżkę praktyki. Bez względu na jaką natrafiłem sytuację, powinienem najpierw szukać Bożej intencji i prawdy, rozwiązać własne problemy, zrozumieć moje aroganckie usposobienie przez Boże słowa, starać się porzucić siebie w codziennym życiu i praktykować prawdę. Wtedy moje aroganckie usposobienie stopniowo by się przemieniło. Fakt, że przez arogancję beształem ludzi, ograniczałem ich i miałem się za kogoś lepszego pokazywał, że naprawdę nie rozumiałem siebie. Tak naprawdę nie miałem nic, czym warto się popisać. Dość szybko się uczyłem obowiązku i miałem pewne talenty, ale to Bóg dał mi talenty i charakter, a we mnie osobiście nie było nic wyjątkowego. To Bogu powinienem dziękować. Każdy ma inny charakter i inne umiejętności. Wszyscy bracia i siostry mają swoje mocne strony. Siostra Ai miała podejście do ludzi, była życzliwa i cierpliwa. Ja nie miałem żadnej z tych zalet. Czułem wstyd, kiedy zdałem sobie z tego sprawę. Byłem gotowy, żeby praktykować słowa Boże. Kiedy napotykałem problemy, świadomie rezygnowałem z siebie i praktykowałem prawdę.

Pamiętam, że pewnego razu zapytałem siostrę, która mi partnerowała, o postępy projektu i odpowiedziała: „Jeszcze nie zaczęłam. Kiedy dyskutowaliśmy o pomysłach, wszystko było jasne, ale kiedy zaczęłam pracować, nie wiedziałam, co robić”. Kiedy to usłyszałem, poczułem, że znów wzbiera we mnie gniew. Pomyślałem sobie: „Dlaczego to jest dla ciebie takie trudne? Kiedy omawialiśmy ten projekt, wszystko jasno opisałem. Już zapomniałaś? Nie skupiasz się na pracy? Chyba muszę z tobą poważnie porozmawiać”. Kiedy już miałem wybuchnąć, przypomniałem sobie słowa Boga: „Jeśli ludzie będą potrafili świadomie zadowalać Boga, wcielać prawdę w życie, zaprzeć się samych siebie, porzucić swoje wyobrażenia oraz być posłuszni i mieć wzgląd na wolę Bożą – jeśli będą umieli to wszystko robić świadomie – będzie to właśnie dokładne wprowadzanie prawdy w życie(Jedynie dążąc do prawdy, można uzyskać zmianę usposobienia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boga przypomniały mi w porę: muszę zrezygnować z siebie i praktykować według Jego słów. Nie mogę kierować się aroganckim usposobieniem. Pewnie nie zaczęła, bo nie ma jasności pewnych kwestii i nie wie, jak postąpić. Muszę zrozumieć jej sytuację i odpowiednio potraktować jej niedociągnięcia. Spokojnie omówiłem więc, co konkretnie powinna zrobić w świetle obecnej sytuacji. Kiedy skończyłem, odparła radośnie: „A więc tak mam to zrobić! Nareszcie wiem, jaką ścieżką iść”. Kiedy siostra to powiedziała, zrobiło mi się wstyd. W pracy zawsze wykrzykiwałem slogany, ale nie starałem się zrozumieć problemów innych, a tym bardziej nie uczyłem ich indywidualnie. Gdybym był bardziej cierpliwy i dokładny w mojej pracy, bracia i siostry już dawno pracowaliby samodzielnie.

Potem znalazłem jeszcze jeden fragment Bożych słów. Bóg Wszechmogący mówi: „Czy potrafisz sprawić, by ludzie zrozumieli prawdę i wkroczyli w jej rzeczywistość, jeśli tylko powtarzasz słowa doktryny, głosisz im kazania i rozprawiasz się z nimi? Jeżeli prawda, o której im mówisz, nie jest realna, jeśli są to tylko słowa doktryny, to choćbyś nie wiadomo jak długo się z nimi rozprawiał i prawił im kazania, nic nie osiągniesz. Czy myślisz, że jeśli ludzie się ciebie boją, robią to, co im każesz, i nie ważą się sprzeciwić, to tym samym rozumieją prawdę i okazują posłuszeństwo? To poważny błąd; wkroczenie w życie nie jest tak proste. Niektórzy przywódcy zachowują się jak nowy menedżer, który próbuje wywrzeć wielkie wrażenie: usiłują narzucać swą nowo uzyskaną władzę wybrańcom Bożym i nakłonić wszystkich do podporządkowania, bo wydaje im się, że przez to ich praca stanie się łatwiejsza. Jeśli brakuje ci rzeczywistości prawdy, to nie minie wiele czasu, nim twoja rzeczywista postawa zostanie obnażona, twoja prawdziwa twarz ujawniona, i możesz zostać odrzucony. Przy niektórych zadaniach administracyjnych można zaakceptować nieco przycinania, rozprawiania się i dyscypliny. Ale jeśli nie jesteś w stanie omawiać prawdy, to na koniec wciąż nie będziesz potrafił rozwiązać problemu i wpłynie to na efekty pracy. Jeżeli, bez względu na to, jakie problemy pojawiają się w kościele, ty tylko prawisz innym kazania i obwiniasz ich – jeśli potrafisz tylko wpadać w złość – to objawia się twoje skażone usposobienie: pokazałeś paskudną twarz swojego zepsucia. Jeżeli zawsze ustawiasz się na piedestale i w taki sposób pouczasz innych, to w miarę upływu czasu ludzie nie będą w stanie uzyskać od ciebie zaopatrzenia w życie, nie będą zyskiwać niczego prawdziwego, lecz zaczną czuć do ciebie odrazę i niechęć(Część trzecia, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Dzięki Bożym słowom zrozumiałem, że kluczem do współpracy z braćmi i siostrami w kościele jest omawianie prawdy w sposób jasny, aby wszyscy pojęli zasady. Dopiero wtedy możemy dobrze wykonywać obowiązki. Jeśli zawsze będę naskakiwał na ludzi i beształ ich, nie tylko nie rozwiążę problemów, ale zniechęcę ich i odepchnę. Potem, kiedy pracując z innymi, sprawdzałem ich postępy, najpierw staram się zrozumieć ich problemy. Jeśli czegoś nie rozumieją albo nie wiedzą, najpierw cierpliwie omawiam zasady i prawdę, i pomagam im rozwiązać problemy. W ten sposób po pewnym czasie bracia i siostry mogą pewne rzeczy robić samodzielnie i możemy harmonijnie współpracować. Przez czytanie Bożych słów zyskałem nieco zrozumienia swojego aroganckiego usposobienia, nauczyłem się właściwie traktować niedociągnięcia innych i harmonijnie współpracować. Dzięki Bogu Wszechmogącemu!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze