Wejście do legowiska demonów pozwoliło mi głębiej doświadczyć Bożej miłości

08 listopada 2019

Autorstwa Fenyong, prowincja Shanxi

Mimo tego że dorastałam pod troskliwą opieką kochających rodziców, w głębi serca już od dziecka często czułam się samotna i wydawało mi się, że nie mam na kim polegać. Zdawało się, że stale znajduję się w uścisku jakiejś niewytłumaczalnej boleści, której nie potrafiłam przezwyciężyć. Często zadawałam sobie pytania w rodzaju „Po co żyją ludzie?” i „Jak powinniśmy żyć?”, nigdy jednak nie zdołałam znaleźć na nie odpowiedzi. W 1999 roku miałam w końcu szczęście przyjąć dzieło Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Pokarm i zaopatrzenie Bożego słowa pocieszyły moje samotne serce i poczułam, że w końcu znalazłam się w domu. Czułam się wyjątkowo pewnie i bezpiecznie. Dopiero wtedy poznałam, co to znaczy być szczęśliwym. Później przeczytałam w Bożym słowie, że: „Świat w sercu człowieka, w którym nie ma miejsca dla Boga jest mroczny, pusty. (…) Pozycja i życie Boga nie mogą być zastąpione przez człowieka. Ludzkość nie wymaga jedynie uczciwego społeczeństwa, w którym każdy jest syty, równy i wolny, lecz zbawienia i zaopatrzenia w życie przez Boga” („Bóg kieruje losem całej ludzkości” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Tutaj odkryłam w końcu, że wykwintne jedzenie, noszenie modnych ubrań i dobra zabawa nie są rzeczami, których człowiek potrzebuje do życia. Tym, czego ludzie potrzebują, jest Boże zbawienie i Boże zaopatrzenie w życie. Tylko tak da się rozwiązać problem pustki ludzkiego ducha. W końcu otrzymałam odpowiedzi na pytania, które od tak dawna mnie dręczyły: Bóg troszczy się o każde żywe stworzenie — ludzie powinni żyć, polegając na Bogu i powinni żyć dla Niego, ponieważ tylko wtedy, gdy żyjemy w ten sposób, ludzkie życie ma sens. Czytając więcej Bożego słowa, stopniowo zrozumiałam część prawdy, a następnie zaczęłam pełnić obowiązki w kościele. Często chodziłam na spotkania i rozmawiałam z braćmi i siostrami. Spędzałam dni tak, jakbym żyła pełnym, satysfakcjonującym życiem, lecz nagłe aresztowanie zburzyło moje spokojne życie i wrzuciło mnie wprost do legowiska demonów…

Pewnego deszczowego, letniego dnia, 17 lipca 2009 roku, uporczywe szczekanie psa na dziedzińcu wyrwało mnie i moje trzy siostry z popołudniowej drzemki. Wyjrzałam sprawdzić, co się dzieje i zobaczyłam, jak ponad dwudziestu policjantów w cywilu przechodzi przez mur na nasze podwórko. Zanim zdążyłam zareagować, wpadli do domu i wywlekli nas na środek salonu. Ta nagła zmiana okoliczności sprawiła, że spanikowałam, zastanawiając się, co powiem podczas policyjnego przesłuchania. Nagle jednak przyszło mi do głowy, że skoro Bóg zezwolił na te okoliczności, to muszę się im podporządkować. Następnie policjanci kazali nam ukucnąć, dwóch z nich wykręciło mi ręce na plecach, do szyi przyłożyli mi paralizator i zarzucili mi na głowę płaszcz. Cały czas przyciskali mnie do ziemi, tak że zdrętwiały mi nogi. Najmniejszy mój ruch wywoływał falę wulgaryzmów i wyzwisk. Policjanci zachowywali się jak bandyci i zaczęli w szale wywracać cały dom do góry nogami, a ja nieprzerwanie modliłam się w sercu do Boga, mówiąc: „Boże! Wiem, że wszystko jest w Twoich rękach i że znalazłam się w tej sytuacji w wyniku Twoich dobrych intencji. Mimo że teraz tego nie rozumiem, jestem gotowa się podporządkować. Boże! Jestem przerażona, bardzo się boję i nie wiem, jakim okolicznościom będę musiała jeszcze stawić czoła. Wiem, że moja postawa jest zbyt słaba i jeszcze zbyt mało rozumiem z prawdy, więc błagam Cię o przewodnictwo i ochronę. Daj mi wiarę i siłę, bym zdołała wytrwać, nie stać się judaszem i Cię nie zdradzić”. Modliłam się cały czas, nie śmiąc ani na chwilę porzucić Boga. Podczas przeszukania policja znalazła cztery laptopy, kilka telefonów, pendrive’ów, odtwarzaczy MP3 oraz ponad 1000 juanów w gotówce. Po skończonym przeszukaniu, zabrali wszystko, co znaleźli, zrobili nam zdjęcia i kazali wsiąść do radiowozu. Wyjeżdżając z podwórka, widziałam więcej wozów policyjnych i policjantów niż mogłam zliczyć.

Policja zabrała nas do jakiegoś budynku na terenie wojskowym, gdzie nas rozdzielono, by móc nas osobno przesłuchiwać. Drzwi pilnowało dwóch policjantów. Gdy tylko wepchnęli mnie do sali, trzech policjantów i jedna policjantka zaczęli przesłuchanie. Jeden z policjantów zapytał najpierw: „Skąd jesteś? Jak się nazywasz? Co robisz na tym terenie? Gdzie są pieniądze kościoła?” Ja ciągle w sercu modliłam się do Boga i bez względu na to, o co pytali, nie wydawałam z siebie żadnego dźwięku. Widząc to, wszyscy funkcjonariusze stracili nad sobą panowanie. Kazali mi stać prosto i nie pozwalali opierać się o ścianę. W takiej pozycji przesłuchiwali mnie na zmianę przez trzy dni i trzy noce, nie pozwalając w tym czasie na sen ani jedzenie. Moje już i tak chude i słabe ciało nie mogło wytrzymać tej udręki. Miałam wrażenie, że głowa zaraz mi eksploduje, że moje serce zostało wydrążone. B byłam tak zmęczona i głodna, że nie mogłam utrzymać równowagi. Ale za każdym razem, gdy zamykałam oczy, dźgali mnie, mówiąc: „Nie zaśniesz, dopóki nie odpowiesz na nasze pytania! Nie ma mowy! Mamy mnóstwo czasu. Zobaczymy, ile wytrzymasz!” Dużo pytali o kościół. Przez cały ten czas bardzo się denerwowałam, że coś może mi się wymsknąć w chwili nieuwagi. Czułam się fizycznie i duchowo udręczona, ale w chwili, gdy pomyślałam, że zniosłam już tyle, ile mogłam, i więcej już nie wytrzymam, Bóg oświecił mnie, sprawiając, że przypomniałam sobie ten fragment z Jego słowa: „Kiedy stajesz w obliczu cierpienia, musisz umieć ignorować potrzeby ciała i nie skarżyć się na Boga. Kiedy Bóg się przed tobą ukrywa, musisz być w stanie mieć wiarę, aby podążać za Nim, by utrzymać swoją dotychczasową miłość, nie pozwalając jej osłabnąć ani zaniknąć. Bez względu na to, co robi Bóg, musisz poddać się Jego planom i chętniej przeklinać własne ciało niż skarżyć się na Niego. Kiedy stajesz w obliczu prób, musisz zaspokoić Boga, pomimo niechęci do rozstania się z czymś, co kochasz, oraz pomimo gorzkiego płaczu. Tylko to można nazwać prawdziwą miłością i wiarą. Bez względu na to, jaka jest twoja rzeczywista postawa, musisz najpierw posiadać wolę znoszenia trudów oraz prawdziwą wiarę, a także wykazywać wolę porzucenia ciała” („Ci, którzy mają być udoskonaleni, muszą przejść oczyszczenie” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Każdy wers Bożych słów dodawał mi otuchy. Zgadza się. Szatan wykorzystywał moją fizyczną słabość, by mnie zaatakować. Miał nadzieję wykorzystać moje pragnienie ochrony własnego ciała oraz chęć spokojnego i wygodnego życia, by sprawić, że się mu podporządkuję. Nie mogłam pozwolić, by mnie zwiódł i sprawił, że zacznę żyć jak tchórzliwy, poniżony Judasz. Byłam gotowa żyć według Bożego słowa, odrzucić cielesność i praktykować miłość do Boga. Wolałabym przekląć moje własne ciało niż narzekać na Boga lub Go zdradzić. Boże słowa były źródłem bezgranicznej siły i dały mi determinację do zniesienia tych cierpień. Trzeciego dnia o północy, przyszedł do mnie mężczyzna w średnim wieku, najwyraźniej ich przełożony, a widząc, że nie potrafią wydusić ze mnie ani słowa, stanął na wprost mnie i powiedział: „Jesteś młodą kobietą, nieźle wyglądasz. Mogłabyś robić, co tylko zechcesz. Dlaczego upierasz się, by wierzyć w Boga? Czemu po prostu nie powiesz nam tego, co wiesz. Opóźnianie wszystkiego na nic dobrego się nie zda. Im dłużej będziesz zwlekać, tym więcej będziesz musiała wycierpieć”. Moje ciało było wtedy bardzo słabe i zaczyna mi brakować determinacji. Przeszło mi przez myśl: „Może powinnam powiedzieć im coś mało istotnego. Jeśli będę nadal ich tak zwodzić, kto wie, do jakich środków tortur się jeszcze uciekną?” Natychmiast pomyślałam jednak: „Nie! Nie mogę nic powiedzieć. Jeśli cokolwiek mi się wymsknie, będą pytać coraz więcej. Jeśli zacznę mówić, wówczas nie będzie odwrotu i naprawdę stanę się judaszem”. Kiedy sobie to uświadomiłam, zrozumiałam, że prawie dałam się nabrać na sztuczkę szatana. Było to bardzo niebezpieczne! Cóż za potworne, nikczemne diabły! Żerowali na mojej słabości, używając zarówno twardych, jak i miękkich technik, by sprawić, że zdradzę kościół. Nie mogłam sobie pozwolić na to, by szatan mnie przechytrzył. Prędzej umrę, niż zrobię coś, czym zdradzę Boga.

Czwartego dnia, gdy ci podli policjanci zobaczyli, że wciąż nadal nic im jeszcze nie powiedziałam, spróbowali innej taktyki. Zaprowadzili mnie do innego pokoju i zamknęli drzwi. Przypomniałam sobie wtedy, że kiedyś słyszałam, jak ktoś opowiadał, iż policja zamknęła pewną siostrę w celi pełnej mężczyzn i pozwoliła tym więźniom ją upokarzać. Bardzo się wystraszyłam, czułam się jak owca w paszczy tygrysa, bez żadnej nadziei na ucieczkę, i zastanawiałam się: „Jak będą mnie teraz torturować? Czy umrę w tym pokoju? … Boże, proszę, chroń mnie i daj mi siłę!” Modliłam się wiele razy i wołałam do Boga, ani na chwilę nie ważąc się Go porzucić. Policjanci usiedli na łóżku. Kazali mi stanąć przed nimi i zadawali te same pytania. Gdy zobaczyli, że nadal nie odpowiadam, jeden z nich wpadł w furię. Chwycił mnie za ręce, wykręcił mi je za plecami, skuł mnie i kazał mi stanąć w pozycji jeźdźca. Moje nogi były już wtedy zwiotczałe, zbyt słabe, bym w ogóle mogła stać, a co dopiero w takiej pozycji. Nie potrafiłam utrzymać jej nawet przez minutę. Kiedy nie spełniłam ich wymagań, jeden z policjantów mocno kopnął mnie w piszczel, przewracając mnie na ziemię. Inny postawny funkcjonariusz podszedł do mnie, uniósł mnie w górę za kajdanki i trzymał moje ręce wysoko w górze, krzycząc przy tym: „Zaczniesz teraz mówić? Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę!” Im wyżej mnie podnosił, tym mocniej zaciskały się kajdanki i krzyczałam z bólu. Im głośniej krzyczałam, tym wyżej mnie podnosił i tym wścieklej rugał, lecz ja nie czułam nic, oprócz tego, że ramiona i nadgarstki zaraz mi pękną. W chwili tej niedoli przyszedł mi na myśl fragment z Bożego słowa: „W dniach ostatecznych musicie dawać świadectwo o Bogu. Bez względu na to, jak wielkie jest wasze cierpienie, powinniście iść do samego końca i nawet przy ostatnim tchnieniu nadal musicie być wierni Bogu i pozostawać na łasce Boga; tylko to jest naprawdę umiłowaniem Boga i tylko to jest mocnym i donośnym świadectwem” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). W tamtej chwili naprawdę odczułam, że Bóg mnie pocieszył i dodał mi otuchy. Czułam, że jest u mego boku, że jest ze mną, zachęcając mnie, bym wytrzymała bez względu na to, jak bardzo cierpię. i bym była wobec Boga lojalna aż do końca, ponieważ właśnie na tym polega silne, donośne świadectwo. W milczeniu modliłam się do Boga: „Boże, wymagasz teraz ode mnie, bym wytrwała i świadczyła o Tobie. Bez względu na to, ile będę musiała wycierpieć, będę świadczyć o Tobie w obliczu szatana i nie zdradzę Cię, nawet jeśli przyjdzie mi umrzeć! Nie ulegnę szatanowi!” Po kolejnej rundzie tortur policjant zobaczył, że nadal nic nie mówię, więc rzucił mną gwałtownie o podłogę. Później zauważyłam, że kajdanki wbiły mi się w nadgarstki, tworząc dwie głębokie rany, a ból zdawał się przeszywać mnie na wylot. Nawet dzisiaj nie mogę podnosić żadnych ciężkich rzeczy prawą ręką.

Policja torturowała mnie przez dziesięć dni w nieregularnych odstępach czasu, by zdobyć jakieś informacje o kościele. Kiedy funkcjonariusze zobaczyli, że agresywne podejście nie działa, spróbowali innej strategii. Pewnego dnia, wysłali policjantkę, która miała się do mnie zbliżyć. Przyniosła mi kilka produktów codziennego użytku, a następnie próbowała mi się przypochlebić, mówiąc: „Spójrz na siebie — jesteś młodą, atrakcyjną kobietą, pewnie skończyłaś dobre studia. Gdybyś nie wierzyła w Boga, mogłybyśmy się zaprzyjaźnić. Jeśli nie masz dokąd pójść, możesz zatrzymać się u mnie. Mogę pomóc ci zdobyć tu dobrą pracę i poznać fajnego chłopaka. Mogłabyś mieć swój własny dom, męża, dziecko i cieszyć się życiem rodzinnym. Nie byłoby fajnie? Teraz nie możesz nawet jechać do domu. Nie tęsknisz za nim? Za rodzicami?” Następnie przyłączył się do nas policjant: „No właśnie. Po co spędzasz dni w ukryciu, przenosząc się z miejsca na miejsce? Po co masz przez to przechodzić? Jeśli będziesz z nami współpracować, obiecuję ci, że jest sposób, byś mogła z tego wszystkiego wyjść”. Słyszałam, jak mnie kuszą, a moje serce mimowolnie osłabło. „Mają rację. Ostatnie dwa lata spędziłam w ukryciu, bojąc się aresztowania. Nie mam stałego adresu i ciągle się boję. Kiedyż te dni prześladowań dobiegną końca? Takie życie naprawdę jest nędzne!” Myśl ta spowodowała jednak, że w moim sercu od razu pojawił się mrok, więc zawołałam do Boga: „Boże! Wiem, że moja postawa jest niewłaściwa. Stawiam żądania i narzekam na Ciebie. W ten sposób uwidacznia się mój bunt i opór. Boże! Błagam Cię, byś mnie oświecił, abym mogła zmienić tę niewłaściwą postawę, powstrzymać knowania szatana i uchronić się od wpadnięcia w jego sidła”. Po tej modlitwie przypomniałam sobie fragment z Bożego słowa: „Być może wszyscy pamiętacie te słowa: »Ten bowiem nasz chwilowy i lekki ucisk przynosi nam przeogromną i wieczną wagę chwały«. W przeszłości wszyscy słyszeliście tę sentencję, lecz nikt nie pojął prawdziwego znaczenia tych słów. Dziś wiecie już, co się za nimi naprawdę kryje. Te słowa mówią o tym, co osiągnie Bóg w dni ostateczne. A osiągnie to tymi okrutnie doświadczonymi przez wielkiego rudego smoka w krainie, w której ma legowisko. Wielki rudy smok prześladuje Boga i jest Jego wrogiem, dlatego w krainie tej ci, którzy wierzą w Boga, są poniżani i prześladowani. Dlatego też słowa te staną się rzeczywistością w waszej grupie ludzi” („Czy dzieło Boga jest tak proste, jak to wydaje się człowiekowi?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Oświecenie znalezione w Bożych słowach rozjaśniło moje serce. Zrozumiałam znaczenie doświadczania prześladowań i ucisku. Bóg używa prześladowania przez te demony, by dać nam determinację do znoszenia cierpienia i udoskonalić naszą szczerość oraz wiarę w podążaniu za Nim. W ten sposób nasze doświadczenie i świadectwo mogą stać się mocnym dowodem Bożego zwycięstwa nad szatanem, a wszyscy ludzie mogą zobaczyć takie świadectwo, że dzieło Boga Wszechmogącego dni ostatecznych nie jest dziełem człowieka, lecz samego Boga. Bez Bożego dzieła oraz bez przewodnictwa i zaopatrzenia Bożych słów żaden człowiek nie mógłby znieść długotrwałego, niszczącego człowieczeństwo okrucieństwa i udręki z rąk tych demonów. Umiejętność zachowania wiary w Boga i podążania za Nim nawet za cenę życia to efekt osiągnięty przez dzieło Boga Wszechmogącego w człowieku. Jest to świadectwo chwały zyskanej przez Boga i Bożej wszechmocnej siły. Na tym ostatnim etapie Jego dzieła, Bóg pragnie pozyskać grupę zwycięzców, którzy wytrzymają prześladowania i okrutne krzywdy wyrządzane im przez szatana oraz odważnie zwrócą się ku sprawiedliwości. Oto zwycięzcy, których Bóg chce ostatecznie pozyskać! Boże słowo mówi: „Obdarzyłem was całą Moją chwałą i obdarzyłem was życiem, którego naród wybrany, Izraelici, nigdy nie otrzymał. Zgodnie z prawem, powinniście dawać świadectwo o Mnie i oddać Mi swoją młodość oraz złożyć dla Mnie swoje życie. Kogokolwiek obdarzę Moją chwałą, będzie o Mnie świadczył i odda życie za Mnie. To dawno zostało predestynowane. To jest wasze szczęście, że obdarzam was Moją chwałą, a waszym obowiązkiem jest świadczyć o Mojej chwale” („Co wiesz o wierze?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Realizując trwający sześć tysięcy lat planu zarządzania, Bóg przeprowadził trzy etapy dzieła i dwa razy stał się ciałem. W swoim ostatnim wcieleniu przyszedł, by działać w Chinach, ateistycznym kraju, który najciężej prześladuje Boga. Bóg osiąga tu część chwały, którą zyskuje w dniach ostatecznych w tych z nas, którzy zostali głęboko i brutalnie skrzywdzeni przez szatana, tym samym pokonując szatana, a jednocześnie dokonując w nas dzieła prawdy i życia. Naprawdę wiele zyskujemy od Boga, więc powinniśmy składać o Nim świadectwo. Takie jest Jego posłannictwo, jak również Jego łaska i wywyższenie, które są dla nas zaszczytem. Tak, więc cierpienie, które dziś znosimy, ma sens, jest wartościowe i reprezentuje Bożą przychylność wobec nas. Poprzez oświecenie i przewodnictwo Bożych słów zrozumiałam Bożą wolę, przejrzałam sztuczki szatana i znalazłam determinację, by znosić wszelkie cierpienie, by się wytrwać i świadczyć o Bogu. Policja przesłuchiwała mnie przez kolejne dwa tygodnie, lecz nigdy nie przekazałam im żadnych informacji o kościele.

Następnie zostałam przeniesiona do miejscowego aresztu. Gdy tylko tam dotarłam, funkcjonariuszka policji kazała mi rozebrać się do naga na przeszukanie i zabrała wszystkie pieniądze, które miałam przy sobie. Gdy weszłam do celi, uderzył mnie okropny odór. Ponad dwadzieścia osób leżało ściśniętych na jednej platformie do spania. Wszyscy jedliśmy, piliśmy, oddawaliśmy mocz i opróżnialiśmy się w tym samym pomieszczeniu. Przez kolejny miesiąc ci źli policjanci codziennie zmuszali mnie do pracy ponad miarę i wykonywania dodatkowych obowiązków. Zabrali mi okulary, więc miałam rozmazany obraz, a w czasie pracy musiałam przybliżać przedmioty do oczu, żeby wyraźnie zobaczyć. Na dodatek, oświetlenie w areszcie było kiepskie i przyćmione. Gdy inni już spali, ja jeszcze długo w nocy pracowałam, ponieważ tak dużo czasu potrzebowałam na wykonanie swoich zadań. Miałam strasznie zmęczone oczy i obawiałam się, że przez tę pracę stracę wzrok. W nocy nie spałam dobrze, a każdej nocy miałam dodatkowo godzinny dyżur w celi. Oprócz codziennej ciężkiej pracy, dwa razy w tygodniu byłam też przesłuchiwana i za każdym razem ci podli policjanci skuwali mi ręce i nogi kajdankami oraz kazali zakładać więzienny uniform w kolorze „cesarskiej żółci”. Pamiętam jeden taki deszczowy dzień. Szłam obok policjanta, który niósł nad sobą parasol. Poruszałam się z wielkim trudem, skuta i związana, w swoim cienkim, więziennym odzieniu, trzęsąc się cała od zimnego deszczu. Kajdany były bardzo ciężkie, raniły mi kostki i przy każdym kroku głośno dźwięczały. W przeszłości widziałam takie rzeczy tylko w telewizji, lecz teraz doświadczałam tego wszystkiego osobiście. Nienawidziłam swojej sytuacji i w głębi serca krzyczałam: „Tak przesłuchuje się morderców i gwałcicieli! Cóż takiego zrobiłam, by sobie na to zasłużyć?”. Wtedy Bóg mnie oświecił i przypomniałam sobie Jego słowa: „Dawni przodkowie? Umiłowani przywódcy? Sprzeciwiają się Bogu! Ich ingerencje pozostawiły wszystko pod niebem w stanie ciemności i chaosu! Wolność religijna? Uzasadnione prawa i interesy obywateli? Wszystko to sztuczki, by ukryć grzech! (…) Nadszedł czas: człowiek już dawno temu zebrał całą swą siłę, poświęcił wszystkie wysiłki, zapłacił każdą cenę, by zerwać odrażającą twarz tego demona i pozwolić ludziom, którzy byli zaślepieni, a znieśli wszelkie cierpienia i trudności, powstać z ich bólu oraz odwrócić się od tego nikczemnego, starego diabła” („Dzieło i wejście (8)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Kiedy porównałam Boże słowa z rzeczywistością, z którą przyszło mi się zmierzyć, zobaczyłam w końcu, że choć KPCh na wszelkie sposoby deklaruje światu zewnętrznemu, że wszyscy ludzie zasługują na wolność religijną, to w chwili, gdy ktoś naprawdę zaczyna wierzyć w Boga, odpowiada na to różnorodnymi prześladowaniami, aresztem, przemocą, zniewagą, potępieniem i więzieniem. Partia nie traktuje ludzi w sposób humanitarny. Wartości takie jak „wolność przekonań religijnych” oraz „demokracja i prawa człowieka” to sztuczki wykorzystywane, by zwodzić innych, zaślepiać ich i igrać z nimi! Ta nikczemna partia upiększa się różnego rodzaju elokwentnymi hasłami, lecz w rzeczywistości jest okrutna i brutalna jak diabelska bestia, naprawdę tak podła i zła, jak tylko można sobie wyobrazić! KPCh świadomie ignoruje i przymyka oko na działania niegodziwców i złoczyńców, którzy oszukują, defraudują, mordują i kradną, a czasami nawet ich chroni, a jednocześnie bezwzględnie prześladuje i zabija ludzi, którzy wierzą w Boga i podążają właściwą ścieżką. KPCh naprawdę jest demonem, który czyni z siebie wroga Boga! Myśląc o tych rzeczach, nie mogłam powstrzymać wzgardy wobec tego nikczemnego demona. Przysięgłam, że będę się przeciwko niemu buntować, nawet jeśli przypłacę to życiem, i powierzyłam się Bogu! Po miesiącu, pomimo braku jakichkolwiek dowodów, policja skazała mnie na rok reedukacji poprzez pracę pod zarzutem „zakłócania porządku publicznego”

Gdy dotarłam do obozu pracy, przekonałam się, że jest to jeszcze mroczniejsze miejsce. Nie było tam żadnej wolności. Skazane mogły jeść, pić i korzystać z toalety tylko na rozkaz strażniczek oddziału. Musiałyśmy słuchać ich we wszystkim albo czekała nas kara. Wchodząc i wychodząc z sali musiałyśmy podać swój numer więzienny, a jeśli któraś z nas się pomyliła, cały oddział otrzymywał karę w postaci dwóch godzin w palącym słońcu lub na deszczu. Kiedy szłyśmy do kantyny na posiłek, a ktoś podał zły numer, cały oddział był karany w ten sposób, że musiałyśmy czekać na zewnątrz i nikt nie mógł nic zjeść. Mogłyśmy tylko bezradnie przyglądać się, jak inne skazane jedzą swój posiłek. Przed każdym posiłkiem musiałyśmy też z całej siły śpiewać wojskowe pieśni. Jeśli któraś więźniarka zafałszowała lub nie śpiewała dość głośno, musiałyśmy zaczynać od nowa, jeden raz, drugi… Pozwalano nam jeść dopiero wtedy, gdy strażniczki oddziału były zadowolone. Ten tak zwany „system zarządzania” istnieje wyłącznie po to, żeby zaspokajać pragnienia tych podłych strażniczek, by panować nad innymi, rozkazywać im i cieszyć się swoim statusem. Codziennie doprowadzają ludzi do krawędzi. Poza sprzątaniem po strażniczkach, więźniarki musiały też ścielić za nie łóżka, przynosić im wodę na kąpiele stóp i masować plecy. Strażniczki zachowywały się jak cesarzowe, jak królowe, uśmiechając się do ciebie, gdy dobrze im służyłaś, lecz wściekle łajając lub bijąc cię, gdy służyłaś im źle. Bez względu na to, co właśnie robiłyśmy, nawet jeśli w danej chwili byłyśmy w łazience, gdy tylko usłyszałyśmy wołanie strażniczki, musiałyśmy natychmiast głośno odpowiedzieć: „obecna” i biec po rozkazy. Tak działają obozy pracy w reżimie KPCh. Są pełne mroku, ucisku, okrucieństwa i upokorzeń. W obliczu tego wszystkiego nie czułam nic prócz gniewu i bezradności. Ponadto policjanci traktowali więźniów obozów pracy jak zwierzęta pociągowe i niewolników, jak zwykłe narzędzia do zarabiania pieniędzy. Codziennie zawalali nas pracą do tego stopnia, że oprócz jedzenia i snu resztę czasu spędzałyśmy na pracy, by mogli się na tym dorobić. Codziennie, oprócz obowiązku przestrzegania różnych reguł, musiałyśmy również radzić sobie z nawałem pracy i nigdy nie było wiadomo, kiedy zostaniemy ukarane lub zrugane. Naprawdę nie mogłam już znieść takiego życia i nie wiem, ile razy myślałam sobie: „Czy przyjdzie mi umrzeć w tym obozie pracy? Codziennie doprowadzają nas na skraj wyczerpania. Jak mam przetrwać ten potworny rok? Kiedy to się skończy? Nie wytrzymam już ani minuty, ani sekundy dłużej w tym piekielnym miejscu…” Na dodatek nie było tam nikogo, z kim mogłabym otwarcie podzielić się swoimi uczuciami. Musiałam codziennie znosić wszystko w milczeniu i cały czas pracować. Czułam się strasznie. Nocą, gdy wszyscy już spali, patrzyłam przez okratowane okna na gwiazdy i ogarniał mnie smutek. Czułam się opuszczona i samotna. Szlochałam w poduszkę. Jednak w momencie, gdy czułam się najsłabiej, nagle przypomniałam sobie Boże słowo: „Bóg zniósł wiele bezsennych nocy ze względu na dzieło ludzkości. Z najwyższego szczytu aż do najniższych głębin Bóg zstąpił do żywego piekła, w którym żyje człowiek, by spędzić swe dni z człowiekiem. Bóg nigdy nie skarżył się na nędzę pośród ludzi, nigdy nie robił wyrzutów człowiekowi za jego nieposłuszeństwo, ale znosi największe upokorzenie, gdy osobiście realizuje swe dzieło. Jak Bóg mógłby należeć do piekła? Jak mógłby spędzić swe życie w piekle? Lecz ze względu na całą ludzkość, aby cała ludzkość mogła wcześniej odnaleźć odpoczynek, zniósł upokorzenie i cierpiał niesprawiedliwość, by przyjść na ziemię oraz osobiście wszedł do »piekła« i »Hadesu«, do legowiska tygrysa, żeby zbawić człowieka” („Dzieło i wejście (9)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Każdy wers Bożego słowa przynosił pociechę mojemu udręczonemu sercu. Tak! Czułam się w tym demonicznym więzieniu tak samotna i opuszczona, ponieważ nie miałam się komu zwierzyć, lecz Bóg zszedł z nieba na ziemię i znosił okrutne męki i zniewagi, by zbawić nas, ludzkość, która buntowała się przeciwko Niemu i opierała się Mu, i zupełnie nikt nie mógł Go zrozumieć i nie liczył się z Jego wolą. Zamiast tego napotykał ludzkie niezrozumienie, narzekania, zaniedbania, ataki, oszustwa i zdrady. Czyż Bóg nie odczuwał takiego samego osamotnienia i porzucenia? Czyż Bóg również nie był gnębiony i krzywdzony? A mimo to, ja w ogóle nie liczyłam się z Jego wolą i już po krótkim czasie cierpienia stałam się negatywna i słaba. Chciałam tylko wycofać się i uciec. Byłam naprawdę zbuntowana! Bóg zezwolił, by spadły na mnie prześladowania tych diabłów nie dlatego, że chciał, bym cierpiała, lecz bym wyraźnie ujrzała nikczemne oblicze KPCh poprzez doświadczenie jej okrutnych prześladowań. Bym mogła zupełnie porzucić partię i ostatecznie całkowicie zwrócić się ku Bogu. Wszystko to wynikało z Bożych dobrych intencji i z Jego zbawienia. W każdym razie, Chrystus cierpiał teraz wraz ze mną, więc nie byłam już sama. Dopiero wtedy poczułam, że we wszystkim, co Bóg czyni człowiekowi, jest tylko zbawienie i miłość. Choć moje ciało cierpiało udręki, było to niezwykle korzystne dla mojego wejścia w życie! Gdy już to zrozumiałam, zaczęłam powoli wydobywać się z tego stanu negatywizmu i słabości i odnalazłam determinację, by być zadowoloną z cierpienia, aby nieść świadectwo o Bogu.

Pod koniec czerwca 2010 roku, miesiąc przed terminem, zostałam zwolniona. Doświadczywszy tych trudności i prześladowań, naprawdę odczułam, że Boże zbawienie dla ludzi jest prawdziwe i praktyczne oraz że Jego miłość do ludzi jest głęboka i szczera! Gdybym nie doświadczyła prześladowań i aresztowania ze strony tych diabłów, moja wiara, odwaga i determinacja do znoszenia cierpienia nie mogłyby zostać udoskonalone i nigdy nie byłabym w stanie wyraźnie zobaczyć prawdziwej, ohydnej twarzy tego demona. Nigdy bym nim szczerze nie wzgardziła, nie zwróciłabym swojego serca ku Bogu i całkowicie bym się Mu nie oddała. Bez prawdziwego doświadczenia goryczy prześladowań i trudności nigdy nie potrafiłabym zrozumieć i docenić nieszczęścia, które czuje Bóg, oraz ceny, jaką płaci, przychodząc w ciele do tego obrzydliwego miejsca, by nas zbawić. Pozwoliło mi to głębiej odczuć Bożą miłość i zbliżyło do Niego moje serce. Jestem wdzięczna Bożym słowom za przewodnictwo, które mi cały czas zapewniają, i za to, że towarzyszyły mi przez ten rok życia w więziennych ciemnościach. Dzisiaj wróciłam do kościoła. Czytam Boże słowo i rozmawiam o prawdzie z moimi braćmi i siostrami, znów podjęłam swoje obowiązki, a moje serce wypełniają nieskończona radość i szczęście. Jestem z głębi serca wdzięczna Bogu i złożyłam sobie taką przysięgę: bez względu na to, w jakich znajdę się w przyszłości okolicznościach, czy jakim próbom będę poddana, pragnę jedynie z całych sił dążyć do prawdy i podążać za Bogiem aż do końca.

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

Powstanie z ciemnej opresji

Autorstwa Mo Zhijian, Prowincja Guangdong Urodziłem się w biednych, odległych, górskich stronach, gdzie od wielu pokoleń paliliśmy kadzidło...

Bóg jest moją siłą w życiu

Autorstwa Xiaohe, prowincja Henan Czternaście lat podążania za Bogiem Wszechmogącym minęło niczym mrugnięcie oka. Przez te wszystkie lata...

Zamieść odpowiedź