Ciężkie doświadczenie jako lekcja posłuszeństwa

26 stycznia 2022

Autorstwa Li Yang, Chiny

Kiedy mój syn miał sześć lat, pewnego dnia odkryłam guzek za jego uchem. Po badaniu w szpitalu lekarz zdiagnozował nowotwór, a konkretnie nowotwór niszczący kości. Nie stanowił wtedy zagrożenia życia, niemniej nie istniało skuteczne leczenie, a przebieg choroby był bardzo bolesny, ponieważ przy każdym nawrocie, syn musiał przejść operację usuwania zaatakowanej kości. Inaczej choroba mogłaby zagrozić jego życiu. Słowa lekarza do głębi mną wstrząsnęły. Byłam zdruzgotana. W tamtym czasie byłam nowa w kościele i uznałam, że skoro wierzę w Boga, On będzie moją skałą. Starałam się nie tracić wiary. Wierzyłam, że dopóki ufam Bogu, mój syn na pewno wyzdrowieje. Operacja zakończyła się sukcesem i mój syn szybko wyzdrowiał. Już po trzech dniach biegał po całym szpitalu, a po tygodniu został wypisany do domu. Po tym wydarzeniu moja wiara się umocniła. Z radością przyjmowałam obowiązki w kościele i zawsze się z nich wywiązywałam. Moja rodzina mnie nie rozumiała i zawsze obgadywała mnie za moimi plecami, ale nie brałam tego do siebie. Czułam, że dopóki będę ciężko pracować i ponosić koszty na rzecz Boga, On mi pobłogosławi.

Pewnego dnia mój syn przyszedł do mnie, mówiąc, że boli go w boku. Widząc jego zbolałą minę, miałam złe przeczucie. Podniosłam jego koszulkę i w miejscu, które pokazał, zobaczyłam guz. Płakał z bólu przy najlżejszym dotknięciu i wiedziałam, że to nawrót jego choroby. Od razu zawiozłam go do szpitala. Badanie potwierdziło nawrót choroby. Przypomniało mi się, jak wyglądał po operacji, z rurkami wystającymi z jego ciała. Był słaby, a ja cierpiałam katusze. Nie chciałam nawet zastanawiać się, ile będzie musiał tym razem znieść. Kiedy myślałam, ile to dziecko będzie musiało wycierpieć, mój lęk nie dawał mi jeść ani spać. Z całego serca pragnęłam przejąć jego chorobę i cierpieć za niego. Nie mogłam też zrozumieć, dlaczego Bóg nie ochronił mojej rodziny, choć od samego początku tak ciężko dla niego pracowałam. Tego samego dnia odwiedziła mnie siostra z naszej wioski i dzięki niej zrozumiałam, że Bóg pozwolił, żeby mój syn zachorował. Musiałam się modlić i zaufać Bogu, trwać przy świadectwie, pokładając wiarę w Boga i nadal wypełniać swój obowiązek. Chodziłam na zgromadzenia i jeszcze bardziej rzuciłam się w wir obowiązków. W czasie zgromadzeń podzieliłam się z innymi moim doświadczeniem. Podziwiali moją wiarę. Słysząc ich pochwały, czułam, że trwam przy świadectwie Boga, a On na pewno pobłogosławi mojemu synowi.

Wtedy choroba mojego syna wróciła piąty raz, a lekarz powiedział, że nawroty są zbyt częste, prawie co pół roku, i że jeśli się to utrzyma, choroba zagrozi jego życiu. Zasugerował chemioterapię i radioterapię. Kiedy to usłyszałam, byłam w rozsypce. Tak cierpiałam, że próbowałam dyskutować z Bogiem: „Ciężko pracuję bez względu na wszystko. Pomimo sądów i ataków ze strony rodziny, nigdy nie wyrzekłam się Boga. Spełniam swoje obowiązki. Czemu Bóg nie chroni mojego syna?”. Miałam straszne pretensje. Chodziłam na zgromadzenia i spełniałam swoje obowiązki, ale w sercu oddalałam się od Boga. Często trzymałam w ręku książkę ze słowem Bożym, ale patrzyłam tylko przed siebie. Bardzo cierpiałam. Wyznałam Bogu: „Boże, przeżywam męczarnie. Wiem, że nie powinnam Cię winić za problemy zdrowotne syna, ale nie rozumiem Twojej woli ani jak mam przez to przebrnąć. Boże, proszę, spraw, bym zrozumiała Twoją wolę”. Po modlitwie przypomniałam sobie te słowa Boga: „Gdyby Bóg zniszczył Hioba po tym, jak Hiob niósł o Nim świadectwo, także i wtedy Bóg byłby sprawiedliwy”. Od razu potem znalazłam ten hymn: „Sprawiedliwość nie jest w żadnej mierze bezstronna czy racjonalna; nie polega na egalitarnym podejściu każdemu według zasług czy osiągnięć, nie jest toteż zapłataza wykonaną pracę czy też włożony wysiłek. Nie na tym polega sprawiedliwość. Gdyby Bóg zniszczył Hioba po tym, jak Hiob niósł o Nim świadectwo, także i wtedy Bóg byłby sprawiedliwy. Czemu nazywamy to sprawiedliwością? Jeśli coś jest zgodne z pojęciami ludzi, wówczas bardzo łatwojest im powiedzieć, że Bóg jest sprawiedliwy; gdy jednak nie dostrzegają owej zgodności z ich pojęciami – jeśli nie są w stanie tego zrozumieć – wówczas jest im niezwykle trudno powiedzieć, że Bóg jest sprawiedliwy Istotą Boga jest sprawiedliwość. Choć nie jest łatwo zrozumieć, co Bóg czyni, wszystko, co czyni, jest sprawiedliwe; tylko ludzie tego nie rozumieją. Kiedy Bóg oddał Piotra szatanowi, co odpowiedział Piotr? »Ludzkość nie jest w stanie pojąć, co czynisz, ale we wszystkim, co czynisz, zawiera się Twoja dobra wola; we wszystkim tym jest sprawiedliwość. Jakże mam nie wychwalać Twoich mądrych uczynków?«. Wszystko, co Bóg czyni, jest sprawiedliwe. Chociaż być może nie potrafisz tego pojąć, nie powinieneś wydawać arbitralnych osądów. Jeśli coś, co Bóg czyni, nie wydaje ci się rozsądne, lub jeśli masz jakiekolwiek pojęcia na ten temat, które każą ci mówić, że Bóg nie jest sprawiedliwy, to ty sam jesteś najbardziej nierozsądny. Widzisz, że Piotr nie mógł pojąć pewnych rzeczy, lecz był pewien, że jest w nich obecna Boża mądrość i dobra wola. Ludzie nie są w stanie pojąć wszystkiego; istnieje wiele rzeczy, których nie potrafią zrozumieć. Tak więc poznanie Bożego usposobienia naprawdę nie jest rzeczą łatwą” („Wszystko, co Bóg czyni, jest sprawiedliwe” w księdze „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Studiowałam te słowa w myślach, a na sercu zrobiło mi się lżej. Boża sprawiedliwość nie jest bezstronna i rozsądna ani egalitarna, jak sądziłam. Nie chodzi też o zapłatę za pracę czy nagrodę za wysiłek. Czyny Boga są niezbadane dla ludzi, ale bez względu na to, co On robi ani jak kogoś traktuje, zawsze jest sprawiedliwy. Wszystko to zawiera mądrość Bożą. Ponieważ Jego istota jest sprawiedliwa. Nie rozumiałam sprawiedliwego usposobienia Boga. Podążałam za pojęciem, że jeśli wierzę w Boga, On się mną zaopiekuje, jeśli ponoszę koszty na rzecz Boga, On mi pomoże i usunie przeszkody z mojej drogi. Sądziłam, że jeśli wierzę w Boga, całej mojej rodzina będzie pobłogosławione. Czyż nie próbowałam czegoś zykać od Boga?

Otworzyłam wtedy książkę słów Bożych i przeczytałam ten fragment: „Tym, do czego dążysz, jest osiągnięcie spokoju po uwierzeniu w Boga: żeby twoich dzieci nie nękały choroby, żeby twój mąż miał dobrą pracę, żeby twój syn znalazł sobie dobrą żonę, żeby twa córka znalazła porządnego męża, żeby twe woły i konie dobrze orały ziemię, żeby był rok dobrej pogody dla twoich plonów. Oto jest to, czego szukasz. Dążysz tylko do tego, by żyć wygodnie; by twojej rodzinie nie przytrafiały się żadne nieszczęśliwe wypadki, by omijały cię niepomyślne wiatry, by twej twarzy nie tknął piasek, by plonów twojej rodziny nie zalała powódź, aby nie dosięgło cię żadne nieszczęście, byś żył w objęciach Boga, byś wiódł życie w przytulnym gniazdku. Tchórz taki jak ty, który zawsze podążą za cielesnością: czy ty w ogóle masz serce? Czy masz ducha? Czyż nie jesteś zwierzęciem? Ja daję ci drogę prawdy, nie prosząc o nic w zamian, lecz ty nią nie podążasz. Czy jesteś jednym z tych, którzy wierzą w Boga? Ja obdarzam cię prawdziwym człowieczym życiem, lecz ty nie dążysz do jego osiągnięcia. Czyż nie jesteś taki sam jak świnia czy pies? Świnie nie dążą do osiągnięcia ludzkiego życia, nie dążą do tego, by zostać obmyte i nie rozumieją, czym jest życie. Każdego dnia, najadłszy się do syta, zapadają po prostu w sen. Ja zaś dałem ci drogę prawdy, lecz ty jej nie zyskałeś. Twoje ręce są puste. Czy masz zamiar tkwić nadal w takim życiu, życiu świni? Jakie znaczenie ma życie takich ludzi? Życie twoje jest godne pogardy i podłe, żyjesz pośród brudu oraz rozpusty i nie dążysz do żadnych celów. Czyż życie twoje nie jest najpodlejsze ze wszystkich? Czy masz czelność spoglądać na Boga? Jeśli nadal będziesz doświadczał życia w ten sposób, czyż nie będzie tak, że nie osiągniesz niczego?” („Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga ujawniły motywy i ekstrawaganckie nadzieje, które kierowały moją wiarą. Wszystkie pytania stawiane przez Boga obnażyły mnie. Teraz wiem, że celem mojej wiary było zdobycie błogosławieństw. Sądziłam, że jeśli w mojej wierze ponoszę koszty na rzecz Boga, On pobłogosławi mi spokojnym domem i zdrowym dzieckiem. Dlatego wypełniałam swoje obowiązki, bez względu na to, jak przyjaciele i rodzina mnie obrażali. Kiedy choroba mojego syna znowu powróciła, uznałam, że Bóg sprawdza, czy moja wiara jest prawdziwa. Sądziłam, że dopóki będę znosić cierpienie i trwać przy świadectwie Boga, On na pewno mi pobłogosławi, a mój syn wyzdrowieje. Więc kiedy ponownie zachorował i jego życie było zagrożone, moje nadzieje na błogosławieństwa i łaskę prysły. Zaczęłam narzekać i dyskutować z Bogiem i zarzucałam mu niesprawiedliwość. Straciłam nawet zapał do spełniania obowiązków. Sąd i objawienie w słowach Boga pokazały mi, że wkładałam tyle pracy, by otrzymać w zamian błogosławieństwo. Chciałam coś zyskać, oszukać Boga. Rzeczywistość mnie przekonała i dojrzałam, że Bóg jest święty i sprawiedliwy. Widzi nasze serca i myśli. Gdyby ten ciąg wydarzeń nie pokazał mi, że moja wiara jest zbrukana i że kierowałam się błędnymi motywami, wciąż dawałabym się zwodzić własnemu pozornie dobremu zachowaniu. Wciąż bym wierzyła, że jestem pobożna i trwam przy świadectwie Boga. Zrozumiałam, że nie znałam siebie.

Później przeczytałam te słowa Boga: „Stając w obliczu stanu człowieka i jego stosunku do Boga, Bóg dokonuje nowego dzieła, pozwalając człowiekowi posiadać zarówno wiedzę o Nim, jak i posłuszeństwo wobec Niego, oraz miłość i świadectwo. Tym samym człowiek musi doświadczyć na sobie tego, że Bóg go oczyszcza, rozprawia się z nim i przycina go, a także go sądzi, bez czego człowiek nigdy nie poznałby Boga, nigdy nie potrafiłby szczerze Go pokochać ani nieść o Nim świadectwa. Oczyszczenie człowieka przez Boga nie służy jedynie jednostronnemu efektowi, tylko efektowi o wielu aspektach. Tylko w ten sposób Bóg wykonuje dzieło oczyszczenia tych, którzy gotowi są szukać prawdy, by ich postanowienie i miłość zostały przez Boga udoskonalone. Dla tych, którzy są gotowi szukać prawdy i którzy pragną Boga, nic nie jest bardziej znaczące czy pomocne niż takie oczyszczenie. Człowiekowi nie jest łatwo poznać czy pojąć usposobienie Boga, bo przecież Bóg jest Bogiem. W końcu Bóg nie może mieć takiego usposobienia, jakie ma człowiek, i dlatego poznanie usposobienia Boga nie jest dla człowieka łatwe. Człowiek sam w sobie nie posiada prawdy i nie jest łatwo zrozumieć ją tym, których zepsuł szatan; człowiek jest pozbawiony prawdy i postanowienia, by wprowadzić ją w życie. Jeśli nie cierpi oraz nie jest oczyszczany i osądzany, jego postanowienie nigdy nie zostanie udoskonalone. Oczyszczenie jest dla wszystkich ludzi straszliwe i bardzo trudne do przyjęcia – a jednak to w trakcie oczyszczania Bóg odkrywa przed człowiekiem swoje sprawiedliwe usposobienie, ujawnia swoje wymagania wobec niego i zapewnia więcej oświecenia, rzeczywistego przycinania i rozprawiania się. Poprzez porównanie faktów z prawdą, daje On człowiekowi większą wiedzę o sobie samym i o prawdzie oraz lepsze zrozumienie woli Bożej, pozwalając tym samym człowiekowi kochać Boga miłością prawdziwszą i czystszą. Takie właśnie cele przyświecają Bogu przy oczyszczaniu człowieka” („Tylko doświadczając oczyszczenia, człowiek może posiąść prawdziwą miłość” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Ze słów Boga zrozumiałam, że Bóg nas testuje i oczyszcza, i stawia na naszej drodze trudności, żeby nas obnażyć i obmyć, byśmy dostrzegli nasze zepsucie przez szatana i zrozumieli nasze skażone usposobienie i przekłamania w naszej wierze. Wtedy możemy poświęcić się prawdzie, zostać obmyci i odmienieni, i osiągnąć prawdziwą wiarę w Boga i posłuszeństwo. A na koniec możemy zostać zbawieni przez Boga. Nawracająca choroba mojego syna ujawniła, że moją motywacją jest zdobycie błogosławieństw. Zrozumiałam, że chciałam robić wszystko, co możliwe, by zdobyć błogosławieństwa Boże. Wydawałam się entuzjastyczna i skupiona, ale kierowały mną podłe motywy. Kontrolowała mną trucizna szatana: „Każdy myśli tylko o sobie, a diabeł łapie ostatniego”. We wszystkim kierowałam się swoim interesem, a kiedy moje nadzieje prysły, opierałam się Bogu i próbowałam się z Nim rozliczać. Moje zachowanie było ohydne. Jestem taka samolubna i nikczemna! Czy to jest wiara w Boga? Tylko Mu się opierałam i próbowałam Go oszukać. Kiedy to zrozumiałam, skłoniłam się przed Bogiem w modlitwie: „Boże, przez wszystkie te lata oszukiwałam Cię i chciałam tylko zdobyć błogosławieństwa. Ciągle chciałam coś zyskać od Ciebie i brakowało mi szczerości. Byłam samolubna i nikczemna i brakowało mi człowieczeństwa! Chcę zaniechać moich motywów, oddać mego syna w Twe ręce i poddać się Twoim ustaleniom i planom. Na pewno nie będę narzekać!”. Po tej modlitwie poczułam wolność i spokój.

Nieco później, kiedy byłam poza miastem, mój mąż zadzwonił powiedzieć, że nasz syn ma przerzuty. Miał guzy na głowie, plecach i szyi. Nie było sposobu na opanowanie choroby. Kiedy to powiedział, przez długi czas brak mi było słów. Nie mogłam znieść myśli o stanie mojego syna i nie mogłam stawić czoła takiemu obrotowi spraw. Raz po raz modliłam się do Boga: „Boże, jestem teraz taka słaba. Proszę oświeć mnie i pomóż mi zrozumieć Twoją wolę”. Po modlitwie przeczytałam te słowa Boga: „Człowiekowi wydaje się, że Bóg często postępuje w sposób niepojęty czy nawet niewiarygodny. Gdy Bóg chce kogoś zaaranżować, ta aranżacja często jest niezgodna z pojęciami człowieka i dla niego niepojęta, ale to właśnie ten dysonans i zagadkowość stanowią Bożą próbę i test dla człowieka. Tymczasem Abraham był w stanie wykazać posłuszeństwo wobec Boga, co stanowiło najważniejszy warunek przy spełnianiu Bożych wymagań. (…) Choć w różnych kontekstach Bóg używa rożnych sposobów na testowanie każdego człowieka, w Abrahamie Bóg dostrzegł to, czego pragnął. Dostrzegł, że serce Abrahama jest szczere, że jego posłuszeństwo jest bezwarunkowe. Właśnie tej »bezwarunkowości« pragnął Bóg. Ludzie często mówią: »Poświęciłem już wiele, zrezygnowałem z wielu rzeczy – dlaczego Bóg nadal nie jest ze mnie zadowolony? Dlaczego Bóg ciągle poddaje mnie próbom? Dlaczego wciąż mnie testuje?«. Stanowi to o jednym: Bóg nie zobaczył twego serca i nie pozyskał go. Oznacza to, że nie dostrzegł w tobie tej samej szczerości, którą wykazał się Abraham, gdy uniósł sztylet, aby własnoręcznie zabić syna i ofiarować go Bogu. Nie dostrzegł bezwarunkowego posłuszeństwa i nie został przez ciebie pocieszony. Dlatego też naturalnym jest, że Bóg wciąż poddaje cię próbom” („Boże Dzieło, Boże Usposobienie i Sam Bóg II” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Długo rozważałam te słowa. Kiedy Abraham zaoferował jedynego syna Bogu, niczego nie żądał ani nie tłumaczył. Wiedział, że to dziecko zostało mu dane przez Boga i że należy je Mu oddać, kiedy Bóg tego zażądał. To takie sumienie i rozum powinna mieć każda stworzona istota. Choć bardzo cierpiał, potrafił poddać się woli Boga. Ostatecznie podniósł nóż, by zabić własnego syna, co dowodzi, że jego wiara i posłuszeństwo wobec Boga były szczere i wytrzymały prawdziwą próbę. Ale ze mną było inaczej. Oświadczyłam, że zaufam planom Boga i oddam mego syna w Jego ręce, ale w głębi serca trzymałam się swoich motywów. Szczególnie, gdy jego stan się pogorszył i nie było lekarstwa, gdy zrozumiałam, że mogę go stracić, okazało się, że stawiam warunki. Nie wymówiłam ich, ale w głębi serca pragnęłam, by Bóg go uzdrowił. Zrozumiałam, że byłam nierozsądna i nieposłuszna wobec Boga. Prawda jest taka, że mój syn nie należy do mnie. To Bóg tchnął w niego życie. Moje ciało było tylko naczyniem, przez które się urodził. Bóg już dawno przesądził i zaplanował jego całe życie. Bóg już ustalił, ile wycierpi oraz ile przeszkód stanie mu w życiu na drodze. Musiałam oddać się planom Boga. Wtedy pomodliłam się do Boga: „Boże, mój syn nie należy do mnie. Czy go zabierzesz, czy nie, wiem, że taka jest Twoja łaskawa wola. Z chęcią podporządkuję się i zostawię życie mojego syna w Twoich rękach. Nie będę narzekała, bez względu na to, co zrobisz”. Po modlitwie mój ból złagodniał. W mgnieniu oka minął miesiąc. Pewnego dnia po zgromadzeniu mój mąż zadzwonił do mnie i powiedział z radością, że wszystkie guzy naszego syna zniknęły. Potwierdził to skan tomograficzny w szpitalu. Kiedy to usłyszałam, byłam tak szczęśliwa, że zaczęłam płakać. W sercu wykrzykiwałam: „Bogu niech będą dzięki!”. To konkretne doświadczenie naprawdę pokazało mi wielką moc Boga i pozwoliło mi doświadczyć tych Jego słów: „Wszystkie bez wyjątku rzeczy, tak żywe, jak i martwe, będą przemieszczać się, zmieniać, odnawiać i znikać zgodnie z Bożym zamysłem. W ten właśnie sposób Bóg sprawuje kontrolę nad wszystkimi rzeczami” („Bóg jest źródłem ludzkiego życia” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Pokazało mi to wszechmoc i niezależność Boga, że może stworzyć coś z niczego i sprawić, by coś, co było, przestało istnieć. Wszystko jest planem Boga. Podziękowałam Bogu z głębi serca!

Rok później nagle dostałam wiadomość od męża, że choroba naszego syna wróciła i że jest w szpitalu na chemioterapii. Słowa te sprawiły mi pewien ból, ale pamiętałam moje poprzednie doświadczenie. Byłam skłonna podporządkować się zamiarom i planom Boga. Ku mojemu zaskoczeniu mój syn został wypisany dwa tygodnie później i do dziś jest zdrowy. Choć nie rozumiałam Boga i obwiniałam Go o chorobę syna, nie skupił się na mojej ignorancji, ale oświecił i poprowadził mnie swoimi słowami, tak abym zrozumiała wszechmoc i niezależność Boga i przestała wierzyć tylko w celu otrzymania błogosławieństw. To prawdziwa łaska Boga i Jego błogosławieństwo! Bogu Wszechmogącemu niech będą dzięki!

Koniec wszelkich rzeczy jest blisko. Czy chcecie wiedzieć, jak Pan wynagrodzi dobro i ukarze zło i ustali wynik człowieka, kiedy On powróci? Zapraszamy do kontaktu z nami, aby pomóc Ci znaleźć odpowiedź.

Powiązane treści

Szerzenie ewangelii przynosi owoce

Autorstwa Chuxin, Korea Południowa Jakiś czas temu poznałam online chrześcijankę z Filipin – Teresę. Po kilku rozmowach okazało się, że...

Zamieść odpowiedź

Połącz się z nami w Messengerze