Jak dążyć do prawdy (12) Część trzecia
II. Druga cecha: otępiałość
Kolejnym przejawem charakterystycznym dla ludzi, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, jest to, iż są oni wyjątkowo otępiali w obliczu rozmaitych ludzi, wydarzeń i spraw. Nie tylko postrzegają sprawy w sposób uparty i wypaczony, ale nie są w stanie dostrzec natury, istoty ani źródłowej przyczyny czegokolwiek, co ma miejsce, wpływu, jaki to może mieć, ani konsekwencji, do jakich może doprowadzić. Nie są w stanie tego dostrzec i są tego nieświadomi, nawet gdy niektórzy ludzie już coś powiedzieli bądź zrobili albo ujawnili określone znaki i symptomy – wygląda to tak, jakby byli głupi. Zanim coś w końcu zauważą, sprawa jest już zakończona i konsekwencje się urzeczywistniły. Nawet po wysłuchaniu tak wielu prawd nie wiedzą ani nie potrafią wyczuć, jacy ludzie ich otaczają, jaka jest ich istota ani do czego są zdolni. Niektórzy ludzie mówią coś, co w oczywisty sposób jest problematyczne, ale tamci nie potrafią tego wyczuć. Na przykład, gdy niektórzy ludzie się przechwalają, robią wokół siebie szum, popisują się i afiszują, jest to oczywisty przejaw aroganckiego usposobienia, ale ludzie, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, nie są w stanie dostrzec problemu. Zamiast tego wydaje im się, że tamci są zdolni, podziwiają ich i darzą uznaniem, a nawet chcą potem za takimi ludźmi podążać. To pokazuje, że są otępiali. Ewidentnie źli ludzie i złe uczynki, ewidentne przejawy skażonych skłonności, kierunek, w jakim sprawy ewidentnie zmierzają – ci ludzie niczego z tych rzeczy nie są w stanie dostrzec. Nie wiedzą, jaka jest istota sprawy ani źródłowa przyczyna problemu; w ogóle nie są w stanie tego wyczuć, nie są nawet tego świadomi. Oni są czymś, co często nazywamy truposzami, których nie ożywia duch. Tego rodzaju ludzie wypadają jeszcze gorzej, jeśli chodzi o sprawy związane z prawdozasadami. Mówisz im, według której zasady powinni praktykować, ale oni nie rozumieją; zapamiętują tylko reguły, których mają się trzymać. Nie są w stanie zrozumieć zasad, które omawiasz, jest to poza ich możliwościami. Wskazujesz określony stan, w jakim się znajdują i który jest przejawem ich zepsutego usposobienia, a oni myślą, że mówisz o kimś innym. Nawet jeśli na głos przyznają, że faktycznie mają takie zepsute usposobienie, nie rozpoznają tego, które ich słowa bądź które ich działania odpowiadają temu właśnie stanowi czy temu przejawowi. Nie rozumieją i nie wiedzą, o czym ty mówisz. Gdy podczas zgromadzeń omawiana jest prawda i pozostali przeszli już do kolejnego tematu, oni ciągle przekierowują rozmowę na temat wcześniejszy, który został już omówiony. Czy nie tak zachowuje się ktoś nierozgarnięty i otępiały? Kiedy inni coś mówią, oni za tym nie nadążają – nie dlatego, że ich myślenie działa na zwolnionych obrotach, tylko dlatego, że ich potencjał jest niewystarczający i nieadekwatny. Gdy niektórzy źli ludzie próbują ich oszukać, bawią się nimi lub ich dręczą, oni nie potrafią tego wyczuć, a zamiast tego traktują tych złych ludzi jak braci i siostry oraz nawiązują z nimi bliższą relację – dopiero gdy tamci ich skrzywdzą, uświadamiają sobie, że zostali nabici w butelkę. Myślą wtedy: „Jaki ja jestem głupi! Nie umiem się poznać na ludziach, nie wiem, jak się co do nich rozeznawać! Tym razem naprawdę dostałem nauczkę – od tej pory nie zaufam już nikomu, będę ufał tylko samemu sobie. To jest mądrość najwyższych lotów!”. Gdy już raz dali się oszukać, są przekonani, że zyskali wgląd, a nawet myślą, że są teraz mądrzejsi, popadając tym samym z jednej skrajności w drugą. Ludzie, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, są otępiali co do każdej sprawy. Na przykład, jeden taki człowiek odpowiedzialny był za hodowlę zwierząt i sadzonki. Któregoś dnia temperatura spadła, więc powiedziałem mu: „Dziś w nocy będzie minus pięć stopni. Czy nie należałoby odpowiednio zająć się zwierzętami i roślinami, którym taka temperatura może zaszkodzić?”. Gdy to usłyszał, odpowiedział: „Mam kurtkę z bawełnianą podszewką, a na noc nakrywam się kołdrą i kocem, więc nie będzie mi zimno”. Czy on zrozumiał, o co Mi chodziło? Sądząc po jego odpowiedzi, ewidentnie nie zrozumiał. Czyż nie jest to człowiek otępiały? (Tak). Gdybym powiedział: „Dziś w nocy będzie minus pięć stopni. Kwiaty pozostawione na zewnątrz zamarzną i zwiędną. Zwierzęta słabe i wrażliwe na chłód należy umieścić w oborze. Powinieneś zawiesić przy drzwiach dodatkową zasłonę i uszczelnić w oborze te miejsca, przez które chłód może przeniknąć do środka”. Usłyszawszy to, zastanowiłby się przez chwilę i pomyślał: „Aha, chodziło Ci o zwierzęta i rośliny. Czy zatem nie wystarczy wnieść kwiatów do środka? Jest tu tak dużo zwierząt, a Ty nie powiedziałeś, które są wrażliwe na chłód, a które nie, które należy umieścić w oborze, a które nie”. No cóż, faktycznie tego nie doprecyzowałem – ale czy ty nie możesz postąpić zgodnie z zasadami? Nie zdajesz sobie nawet sprawy, że kwiaty pozostawione zimą na zewnątrz zamarzną, i jeśli nie wydam ci stosownych poleceń, nawet palcem nie kiwniesz – jakiego rodzaju jest to problem? Czy ten człowiek nie jest otępiały? (Owszem, jest). To pokazuje, że jest otępiały. Na przykład, jest słoneczny dzień i ubrania suszą się na sznurkach na podwórku. Ktoś mówi: „Wygląda na to, że po południu może spaść deszcz. Czy wiszące na zewnątrz ubrania się zmoczą?” – te słowa niosą w sobie podpowiedź. Człowiek myślący w sposób normalny, jak człowiek, usłyszy to i pomyśli: „Muszę uważać – jeśli pojawią się chmury, szybko wniosę ubrania do środka”. Natomiast ci, których sposób myślenia odbiega od sposobu myślenia właściwego zwykłemu człowieczeństwu, w ogóle sobie tego nie uzmysłowią. Gdy mówisz, że zapowiada się deszczowe popołudnie, oni słysząc to myślą: „Po co o tym w ogóle gadać? Nie ma to ze mną nic wspólnego. Przecież będę w środku, więc nawet jeśli będzie padał deszcz, nie zmoknę. Zresztą, co ja mogę poradzić na deszcz? Nie ma po co mi o tym mówić!”. Oni po prostu nie zdają sobie sprawy, czemu ktoś im to mówi ani dlaczego ta sprawa jest poruszana. Jak zatem należy do nich mówić, żeby faktycznie zrozumieli, co się do nich mówi? Musisz ubrać to w takie słowa: „Po południu o takiej a takiej godzinie będzie padał deszcz. Gdy zobaczysz zbierające się chmury, wnieś ubrania do domu, zanim zacznie padać. Jeśli tego nie zrobisz, deszcz je zmoczy i trzeba będzie ponownie je uprać. Poza tym, zbierając ubrania, rozejrzyj się po podwórku. Być może są tam rzeczy, które nie powinny zmoknąć albo którym deszcz może zaszkodzić. Te rzeczy również wnieś do środka”. Musisz ich w taki sposób poinstruować. Jeśli tego nie zrobisz, nie będą wiedzieć, że w razie deszczu muszą wnieść do środka ubrania oraz rzeczy, których nie powinno się zostawiać na deszczu. Nie zrobią tego, jeśli ich nie poinstruujesz. Dlaczego? Bo są zbyt otępiali, nie myślą w sposób właściwy zwykłemu człowieczeństwu ani nie spełniają kryterium zwykłego człowieczeństwa. To znaczy, że ich inteligencja i potencjał nie osiągają standardu zwykłego człowieczeństwa. Tacy są właśnie ludzie, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami. Gdy mówię takiemu człowiekowi, żeby coś zrobił, to choć instruowałem go już wielokrotnie, a on już tę czynność wiele razy wykonywał, to i tak muszę powtórzyć instrukcje. Jeśli tego nie zrobię, to ten człowiek nie będzie wiedział, co trzeba zrobić, i nie będzie w stanie tego zrobić. Ilekroć zatem tacy ludzie mają jakieś zadanie do wykonania, musisz powiedzieć im bardzo dokładnie, co i jak trzeba zrobić, podając im instrukcje krok po kroku. Jeśli pominiesz choćby jeden krok, oni go nie wykonają i być może spartaczą nawet całe zadanie. A jeśli zwrócisz im uwagę na ich problemy, odpowiedzą ci stekiem wypaczonych argumentów i znów będą uparcie nierozsądni. Tak właśnie przejawia się otępiałość.
Ta cecha charakterystyczna ludzi, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami – ich otępiałość – jest bardzo oczywista. Na przykład dzięki omówieniom prawdy rozumieją oni pod kątem doktryny, jak rozeznać się w tym, czy jakiś przywódca kościoła wykonuje rzeczywistą pracę, czy spełnia standardy, czy może jest fałszywym przywódcą albo antychrystem. Jednak gdy mają się rozeznać co do kategorii, pod którą podpada ich przywódca, nie potrafią sobie z tym poradzić, nawet jeśli na własne oczy widzą przejawy, które ten przywódca uzewnętrznia. Jeśli ich zapytasz: „Czy wasz przywódca wykonuje rzeczywistą pracę?”, oni odpowiadają: „Codziennie widzę, jak uwija się przy zgromadzeniach i zajmuje się różnymi sprawami organizacyjnymi, przekazał książki braciom i siostrom i czuwał nad pracą ewangelizacyjną”. Następnie pytasz: „A jak dobrze wykonuje swoją pracę? Czy jest kimś, kto dąży do prawdy?”. Oni odpowiadają: „Porzucił swoją karierę i rodzinę. Nawet gdy przyszli w odwiedziny jego rodzice, był zbyt zajęty obowiązkami, żeby się z nimi zobaczyć. To musi być ktoś, kto dąży do prawdy, zgadza się?”. Patrzą oni jedynie na zewnętrzne przejawy; bez względu na to, ile zła ten przywódca popełnia potajemnie, oni, nawet gdy to dostrzegają, nie widzą w tym problemu, nie wiedzą, że jest to problem. Niezależnie od tego, ile tych rzeczy dzieje się na ich oczach, wydawać by się mogło, że oni niczego nie widzą, jak gdyby nie żyli pośród ludzi, ale w jakimś zupełnie innym świecie. Czy tacy ludzie nie są skrajnie otępiali? (Są). To właśnie jest otępiałość. Gdy napotykają człowieka, poprzez którego działają złe duchy, który stale zaprząta sobie głowę tym, co nadprzyrodzone, i wciąż mówi o rzeczach, które wyczuwa, powtarzając w kółko: „Usłyszałem głos, Bóg mnie oświecił, Bóg obdarzył mnie iluminacją, Bóg mnie prowadził, Bóg znów mi coś objawił”, to wtedy otępiali ludzie myślą: „Ten człowiek naprawdę miłuje Boga. Miał wiele objawień – czemu ja ich nie miałem?”. Po prostu nie zdają sobie sprawy, że to jest działanie złych duchów. Dopiero gdy któregoś dnia ten człowiek nagle oszaleje, zrobi wielką awanturę przy wszystkich, będzie tarzał się po ziemi i nago pobiegnie przez ulice, dotrze do nich w końcu, że to zły duch. W rzeczywistości zanim ten człowiek oszalał, widocznych było już wiele oznak i te przejawy wystarczyłyby, żeby scharakteryzować go jako kogoś, poprzez kogo działają złe duchy, i żeby już wtedy usunąć go z kościoła. Ci ludzie jednak są otępiali, nie potrafią dostrzec tych rzeczy i nie zdają sobie sprawy, do jakich konsekwencji może doprowadzić dalsza obecność takiego człowieka w kościele – czy nie jest prawdopodobne, że wyniknie z tego katastrofa? Niektóre złe duchy i złe demony posuwają się nawet do krzywdzenia ludzi, ale ci otępiali nie potrafią ich przejrzeć na wylot. Są wręcz przekonani, że takie osoby naprawdę miłują Boga i że przepełnia je zapał, często siedzą do późna, czytając słowa Boże i ucząc się hymnów, całymi dniami nie jedzą ani nie śpią, a i tak nie czują zmęczenia. Choć ewidentnie nie jest to normalne, oni twierdzą, że to z miłości do Boga. Czy nie są oni nazbyt otępiali? Po pierwsze, ludzie otępiali nie potrafią przejrzeć żadnej sprawy na wylot; widzą jedynie to, co powierzchowne, i nie są w stanie wniknąć w istotę spraw. Dlatego bardzo trudno jest im prawidłowo scharakteryzować jakieś sprawy czy problemy. Na dodatek otępiali ludzie nie myślą w sposób normalny ani nie umieją identyfikować rzeczy, więc są zupełnie nieświadomi wielu spraw, które dzieją się wokół nich. Tacy ludzie mogą mieszkać gdzieś przez kilka lat, a kiedy usłyszą pytanie: „Jaki tam jest klimat? Jak wyglądają pory roku? Czy dobrze się tam żyje?”, nie są w stanie odpowiedzieć. Mówią: „Jaki klimat? Nie wiem. W każdym razie kwiatki kwitną w kwietniu, liście robią się żółte i zaczynają opadać z drzew jakoś tak we wrześniu albo w październiku, a gdy nastaje zima, można spodziewać się śniegu”. Jeśli ktoś ich zapyta: „Jakie są tam lokalne obyczaje? Jak wygląda system społeczny? Czy istnieje tam dyskryminacja rasowa? Jak można opisać politykę rządu? Jak traktuje się tam ludzi przybyłych z innych miejsc?”, są zupełnie zbici z tropu, gapią się w osłupieniu i nie są w stanie słowa z siebie wydusić. Nawet gdy chodzi o sprawę najważniejszą – stosunek rządu do religii – oni nie potrafią nic powiedzieć i odpowiadają tylko: „Cóż, mieszkamy tam i rząd nigdy nie robi nam żadnych kłopotów”. Są jak drewniane manekiny, zupełnie niczego nieświadomi – to jest skrajna otępiałość. Są też ludzie, którzy mówią, iż są zbyt zajęci obowiązkami i nie mają czasu, żeby się nad takimi rzeczami zastanawiać – czy nie jest to tylko wymówka? (Owszem, jest). Ewidentnie jest to wymówka. Czy takie proste sprawy wymagają skupionej uwagi i prowadzenia jakiejś ewidencji? Nie wymagają. Jeśli myślisz w sposób właściwy zwykłemu człowieczeństwu, to po trzech latach pobytu w jakimś miejscu powinieneś zasadniczo znać lokalny klimat, miejscowe zwyczaje, nawyki życiowe, sytuację dotyczącą religii oraz politykę rządu i jego nastawienie do ludności napływowej. Nie musiałbyś w tym celu poszukiwać i gromadzić informacji czy jakoś szczególnie przyswajać sobie tej wiedzy – po prostu byś takie rzeczy wiedział. Każdy, kto myśli w sposób właściwy zwykłemu człowieczeństwu, siłą rzeczy pojmuje takie sprawy. Jeśli nie jesteś nawet w stanie pojąć spraw, które jasno postrzegają i pojmują normalni ludzie, o czym to świadczy? O tym, że nie ma w tobie myślenia i racjonalności, które właściwe są zwykłemu człowieczeństwu, i że nie spełniasz kryterium zwykłego człowieczeństwa. Fundamentalnym powodem, dla którego taki ktoś nie spełnia kryterium zwykłego człowieczeństwa, jest to, że w poprzednim wcieleniu był zwierzęciem, a nie człowiekiem. Czy to rozumiecie? (Tak). Jeśli cecha otępiałości jest u kogoś ewidentna, mówi to bardzo dużo o problemie.
Co zrozumieliście z naszego obecnego omówienia, jeśli chodzi o cechy charakterystyczne ludzi, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami? Czy zauważyliście ten fakt, że zarówno wypaczone pojmowanie, jak i otępiałość – te dwie cechy – są wyjątkowo oczywiste w przypadku tej kategorii ludzi? (Tak). Dlaczego u tych ludzi występują te dwa przejawy? Czego brakuje ich człowieczeństwu? (Normalnego myślenia). Do pewnego stopnia to się zgadza – nie posiadają oni ludzkiej inteligencji. Mogłoby się wydawać, że ci ludzie mają słaby potencjał – jak słaby? Są zarówno skłonni do wypaczeń, jak i otępiali; jeśli chodzi o problemy, które ludzie o zwykłym człowieczeństwie często napotykają, z którymi są w stanie samodzielnie się uporać i które potrafią rozwiązać, to tamci nie radzą sobie i nie umieją ich rozwiązać, wydają się bardzo dziecinni, niedorzeczni i niedojrzali. Co gorsze, niektórzy z nich nie są w stanie samodzielnie przetrwać – nie potrafią zarobić na życie i jeśli biorą się za jakąś pracę lub obejmują jakieś stanowisko, okazuje się, że są do niczego. Nieważne, dokąd pójdą, pracodawcy albo ich nie chcą zatrudnić, albo ich zwalniają. Co więcej, sprawa zasadnicza jest taka, że gdy stają przed rozmaitymi problemami w swoim własnym życiu, typowymi problemami, a nawet błahostkami, nie potrafią się z nimi uporać. Są w stanie spartaczyć nawet bardzo prostą sprawę; zawsze na oślep stosują się do reguł. Metody i podejścia, których używają w obliczu rozmaitych spraw, są wyjątkowo idiotyczne i toporne; nie mają do dyspozycji metod ani środków, jakich użyłby dorosły człowiek w ramach funkcjonowania w świecie. To dowodzi w sposób oczywisty, że nie posiadają oni ludzkiej inteligencji. Na przykład, jeden taki człowiek zapada na zdrowiu i stale czuje się fatalnie. Zaczyna szukać informacji i dowiaduje się, że to może być poważna choroba czy dolegliwość; jest przerażony i biegnie do szpitala na badanie. Lekarz mówi: „To bardzo poważna choroba. Ma skrajnie wysoki wskaźnik umieralności. Jeśli nie będzie leczona, nasili się i doprowadzi do śmierci. Jedynym wyjściem jest operacja. Jeśli pan się jej nie podda, zostały panu co najwyżej trzy miesiące życia”. Słysząc to, człowiek ten wpada w przerażenie i nie wie, co robić. Bez żadnych dodatkowych badań, które potwierdziłyby diagnozę, postanawia poddać się operacji zgodnie z tym, co powiedział lekarz. Przed operacją nie pyta o środki ostrożności, które należy zastosować, nie pyta, czy po operacji wystąpią jakieś długotrwałe następstwa – do głowy mu nie przychodzi, żeby zapytać o takie rzeczy, i zastraszony przez lekarza posłusznie kładzie się na stole operacyjnym. Po operacji odczuwa dyskomfort w różnych miejscach ciała, a przyjmowane leki nie pomagają. Później dowiaduje się od innych ludzi, że ta choroba wcale nie wymaga operacji, że to nie jest tak naprawdę poważna dolegliwość i że dzięki ćwiczeniom i ogólnodostępnym lekom można poprawić swój stan zdrowia i ta choroba nie będzie się nasilała ani rozwijała. Lekarze chcą zarobić, więc wzbudzają w pacjentach panikę i strach, a ten otępiały człowiek nie myśli samodzielnie i nie potrafi ocenić sytuacji; gdy słyszy słowa lekarza, pada na niego blady strach, i kiedy lekarz mówi mu, żeby poddał się operacji, robi to. Gdy coś takiego przytrafia się takim ludziom i jest obok nich ktoś, kto myśli samodzielnie i ma niezależny umysł oraz inteligencję, dzięki czemu pomaga im zweryfikować to czy tamto, będą w stanie uniknąć okrężnej drogi i trochę mniej się nacierpią. Jeśli jednak są pozostawieni samym sobie, zwłaszcza gdy chodzi o poważne sprawy, to zboczą z kursu, zostaną albo oszukani, albo skrzywdzeni; oni zawsze podejmują radykalne działania. Po prostu nie potrafią kompleksowo ocenić sytuacji na podstawie zasad lub powszechnych sposobów i metod działania w takiej czy innej sprawie, żeby następnie znaleźć najrozsądniejsze i najbardziej racjonalne podejście. Każdy może ich oszukać, bawić się nimi, przekabacić ich i zwieść. Niektórzy ludzie pytają: „Czy oni w ogóle mają jakieś własne myśli lub opinie?”. To nie jest tak, że oni nie mają własnych myśli lub opinii – gdy dopuszczają się występków i wypluwają z siebie niedorzeczne argumenty, to widać wtedy, że niewątpliwie mają swoje opinie. Bez względu na to, kto wypowiada słuszne stwierdzenia, oni nie słuchają. Nawet jeśli ktoś mówi coś słusznego, oni się opierają i kurczowo trzymają się swoich niedorzecznych, pokrętnych argumentów. Gdy jednak przychodzi moment, żeby posłużyć się normalnym rozumem i normalnym myśleniem po to, aby stawić czoła rozmaitym sprawom w codziennym życiu, właściwie do nich podejść i uporać się z nimi, oni nie wiedzą, jaką metodę czy procedurę wykorzystać, nie wiedzą, jak do tych spraw podejść, nie mają żadnych sposobów ani metod, a poza tym nie mają też własnych myśli ani opinii. Ostatecznie mogą jedynie być manipulowani przez innych ludzi – robią dokładnie to, co ci im każą. Brak inteligencji właściwej zwykłemu człowieczeństwu jest cechą charakterystyczną ludzi, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami. Dlaczego więc są oni w stanie trzymać się uparcie swoich niedorzecznych, pokrętnych argumentów, a nawet wypowiadać je na głos i szerzyć je wszem i wobec? To dowodzi, że jeśli chodzi o ich inteligencję, nie są w stanie rozróżnić, co jest prawdą, a co niedorzecznym rozumowaniem, co zgodne jest z normalną racjonalnością, a co nie – nie potrafią rozeznać się co do tych spraw; dlatego gdy dzielisz się rozumowaniem, które jest słuszne, oni nie potrafią na nie przystać ani go zrozumieć. Upierają się przy swoim wypaczonym, pokrętnym rozumowaniu i uważają je za słuszne. Bez względu na to, jakiej metody ktoś używa w rozmowie z nimi oraz jak dobry i pełen mądrości jest jego sposób mówienia, nie trafia to do tych, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami, i oni tego nie rozumieją – nie ma dla nich nadziei. To pokazuje, że nie posiadają oni inteligencji właściwej zwykłemu człowieczeństwu. Nawet gdy próbujesz przemówić im do rozumu w jakiejś najzwyklejszej sprawie dotyczącej codziennego życia, do nich to nie dociera – upierają się przy swoim pokrętnym rozumowaniu. Gdy ludzie to widzą, myślą sobie: „Czemu ten człowiek jest taki dziwny? Dlaczego jest głuchy na głos rozumu? On przypomina jednocześnie osobę chorą psychicznie i niepełnoletnią – czemu on stale mówi w tak dziecinny sposób?”. Ci ludzie nie są niepełnoletni, mają pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat i tak się zachowują, a gdy dochodzą do osiemdziesiątki, nic się nie zmienia. Przez całe życie widać u nich braki inteligencji; przez całe życie brakuje im normalnego ludzkiego myślenia, normalnej ludzkiej inteligencji. To jest cecha charakterystyczna ludzi, którzy w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami. Czy ta cecha jest oczywista? (Tak). Na przykład, powiedzmy, że jest sobie głupia kobieta o dość atrakcyjnym wyglądzie. Uwodzi ją jakiś obleśny szubrawiec i zaczynają mieszkać razem. Ten obleśny szubrawiec cały czas flirtuje z innymi kobietami, ale kiedy ona się o tym dowiaduje, nie złości się – dla niej to nie problem, dopóki on dobrze ją traktuje. Później obleśny szubrawiec zaczyna spotykać się z inną, a kiedy dowiaduje się o tym ta głupia kobieta, w ogóle się tym nie przejmuje i nie odchodzi od niego, jest mu bezgranicznie oddana. Mówi nawet: „Dopóki on mnie nie porzuca, u mnie wszystko gra”. Ktoś radzi jej: „On już upadł tak nisko – powinnaś go zostawić”. Ona odpowiada: „Nie, nie dam rady bez niego. On mnie kocha, a do tego mi się podoba!”. Taka osoba zasługuje na to, żeby być z tym obleśnym szubrawcem i cierpieć przez całe życie – ona po prostu nie ma rozeznania co do tego, kim jest dobry człowiek bądź kim jest przyzwoity człowiek. Wiąże się z obleśnym szubrawcem i jest wręcz przekonana, że on naprawdę ją kocha. Mówi jej czułe słówka, kupuje jej smaczne jedzenie, owija ją sobie wokół palca cukierkową gadką i w efekcie ona pada w jego ramiona. Bawi się nią, jakby była laleczką z plasteliny. Kiedy flirtuje z innymi za jej plecami, a ona się o tym dowiaduje, potrafi kilkoma słowami ją udobruchać; oszukuje ją, a ona nie umie przejrzeć jego gry. Na koniec obleśny szubrawiec przywłaszcza sobie cały jej majątek wraz z domem i rzuca ją. Ona przeklina go, mówiąc, że brak mu sumienia, ale nie dociera do niej, że została oszukana, bo po prostu nie zna się na ludziach. Czemu ten obleśny szubrawiec nie oszukał innych, a z nią mu się udało? Czy nie dlatego, że jest głupia? Naczelną cechą charakterystyczną tego rodzaju ludzi jest upór i niedorzeczność w ich pojmowaniu i traktowaniu wszystkiego dokoła oraz to, że nie posiadają oni inteligencji właściwej zwykłemu człowieczeństwu. Dlatego mówimy, że w poprzednim wcieleniu byli zwierzętami. Ponieważ są zwierzętami, nie posiadają ludzkiej inteligencji. Sam fakt, że jej nie posiadają, wystarczy, by dowieść, że ich istota nie jest tożsama z istotą ludzi. Dlatego nie radzą sobie z ludzkimi sprawami i nie potrafią rozwiązać problemów, które normalni ludzie powinni umieć rozwiązać. Nawet jeśli chodzi o ich podejście do codziennego życia – do posiłków, podstawowych potrzeb, relacji międzyludzkich i najbliższego otoczenia – są oni także bardzo otępiali. Co więcej, gdy napotykają jakieś sprawy, z którymi muszą się uporać, nie wykazują się inteligencją normalnych ludzi, nie mówiąc już o mądrości, rzecz jasna. Gdy stają przed takimi problemami, doświadczają ogromnych trudności, doprowadzają się do wyczerpania i są strasznie nieporadni. Mają tak dużo lat i tyle już przeżyli: jak to możliwe, że właśnie w taki sposób postępują w obliczu problemów? Czemu to, co mówią, brzmi tak odrażająco i niezręcznie? Czemu nie wyrażają się jak normalni ludzie? Sporo życia już za nimi i dużo doświadczyli przez ten czas, więc jak mogą zachowywać się w ten sposób, gdy chodzi o uporanie się z jakąś prostą sprawą? Nie znają oni nawet najbardziej podstawowych granic człowieczeństwa ani najbardziej fundamentalnych zasad, jakimi ludzie powinni się kierować.