Słowo Boże na każdy dzień | „Westchnienie Wszechmogącego” | Fragment 356

Słowo Boże na każdy dzień | „Westchnienie Wszechmogącego” | Fragment 356

98 |01 sierpnia 2020

Twoje serce skrywa ogromną tajemnicę. Nie wiesz, że ona tam jest, bo żyjesz w świecie, w którym nie ma światła. Twoje serce oraz twojego ducha zabrał zły. Twoje oczy ogarnęła ciemność; nie widzisz słońca na niebie ani migoczącej gwiazdy nocą. Twoje uszy zostały zatkane przez zwodnicze słowa i nie słyszysz grzmiącego głosu Jahwe ani szumu wód wychodzących z tronu. Straciłeś wszystko, co powinno było do ciebie należeć, oraz wszystko, czym obdarzył cię Wszechmogący. Wszedłeś do bezkresnego morza goryczy bez sił, by się uratować, i nadziei na przetrwanie. Jedyne, co ci pozostało, to walka i szamotanina… Od tamtej chwili jesteś skazany na nękania złego, na przebywanie z dala od błogosławieństw Wszechmogącego, poza zasięgiem Jego dobrodziejstw i wkraczasz na ścieżkę, z której nie ma odwrotu. Nawet milion nawoływań nie jest w stanie ocucić twojego serca i twojego ducha. Śpisz głębokim snem w rękach złego, który zwabił cię do bezkresnej krainy, w której nie ma kierunku ani drogowskazów. Stąd utraciłeś swoją pierwotną czystość, niewinność i zacząłeś stronić od opieki Wszechmogącego. Zły kieruje twoim sercem w każdej kwestii i staje się twoim życiem. Już się go nie boisz, nie unikasz go, nie poddajesz go w wątpliwość. W zamian za to, w swoim sercu traktujesz go jak Boga. Zaczynasz go wielbić, oddawać mu cześć, chodzić za nim jak cień, stajecie się sobie wzajemnie oddani w życiu i śmierci. Nie masz wcale pojęcia, skąd się wziąłeś, dlaczego istniejesz ani dlaczego umierasz. Postrzegasz Wszechmogącego jako kogoś obcego; nie znasz Jego początków, a tym bardziej nie masz pojęcia o wszystkim, co dla ciebie uczynił. Znienawidziłeś wszystko, co od Niego pochodzi. Nie doceniasz tych rzeczy ani nie znasz ich wartości. Kroczysz za złym od dnia, w którym zacząłeś otrzymywać dobrodziejstwa Wszechmogącego. Ty i zły przemierzacie tysiące lat burz i nawałnic. Razem z nim sprzeciwiasz się Bogu, który jest źródłem twojego życia. Nie żałujesz, a tym bardziej nie zdajesz sobie sprawy, że dotarłeś do punktu zagłady. Zapominasz, że zły zwiódł cię na pokuszenie, nęka cię; zapominasz o swoich korzeniach. Ot tak, zły powoli cię niszczy, nawet teraz. Twoje serce i twój duch są niewrażliwe i znajdują się w stanie rozkładu. Nie skarżysz się już na udręki świata, nie uważasz już, że świat jest niesprawiedliwy. Nie baczysz już nawet na istnienie Wszechmogącego. To dlatego, że uznałeś złego za swego prawdziwego ojca i nie jesteś już w stanie się od niego oddalić. Oto sekret, który skrywa twoje serce.

Gdy nastaje świt, na wschodzie pojawia się gwiazda poranna. To gwiazda, której nigdy wcześniej nie widziano. Rozświetla ona ciche, rozgwieżdżone niebo i zapala w ludzkich sercach światło, które uprzednio zgasło. Dzięki temu światłu – światłu, które świeci tobie i innym – ludzie nie są już samotni. Ty jednak jako jedyny twardo śpisz w ciemnej nocy. Nie jesteś w stanie usłyszeć dźwięku ani zobaczyć światła, nie jesteś w stanie dostrzec nadejścia nowego nieba i nowej ziemi, nowego wieku. Bo twój ojciec mówi ci: „Dziecko moje, nie wstawaj, jest jeszcze wcześnie. Na dworze jest zimno, zostań w domu, aby miecz i włócznia nie przebiły twoich oczu”. Wierzysz tylko wezwaniu swojego ojca, bo wierzysz, że ojciec ma rację, jako że jest od ciebie starszy, i wierzysz że prawdziwie cię kocha. Z uwagi na owo wezwanie oraz tę miłość nie wierzysz już więcej w to, że na świecie jest światło i nie baczysz dłużej na to, czy świat posiadł prawdę. Nie ośmielasz się już mieć nadziei na to, że Wszechmogący cię ocali. Zadowala cię stan obecny, nie liczysz już na nadejście światła, nie wypatrujesz dłużej przyjścia legendarnego Wszechmogącego. W twoich oczach nic, co piękne, nie może już zostać przywrócone życiu ani dalej istnieć. W twoich oczach dzień jutrzejszy oraz przyszłość ludzkości znika i ulega zagładzie. Kurczowo trzymasz się ubrań ojca, chcąc cierpieć razem z nim, bojąc się, że stracisz swojego towarzysza podróży i cel tej dalekiej wyprawy. Ten wielki i pokrętny świat ukształtował wielu z was jako niezłomnych oraz nieustraszonych w wypełnianiu przeróżnych ról tego świata. Wykreował wielu „wojowników”, którzy ani trochę nie boją się śmierci. Co więcej, wytworzył rzesze ludzi niewrażliwych i sparaliżowanych, którzy nie rozumieją, w jakim celu zostali stworzeni. Wszechmogący patrzy na ciężko doświadczoną ludzkość, słyszy szlochy cierpiących, widzi bezwstydność tych, którzy zostali zgnębieni, a także czuje niemoc i przerażenie ludzkości, która utraciła zbawienie. Ludzie odrzucają Jego opiekę, podążają swoją własną ścieżką i unikają Jego poszukującego wzroku. Wolą razem z wrogiem zakosztować całej goryczy morskich głębin. Westchnienie Wszechmogącego nie może już zostać usłyszane. Wszechmogący nie chce już więcej, by Jego ręce dotykały tragicznej ludzkości. Nieustannie powtarza On swoje dzieło, raz odzyskując, raz gubiąc. W tym momencie jest strudzony i czuje zmęczenie, zaprzestaje więc pracy swoich rąk i przestaje kroczyć wśród ludzi… Ludzie nie są ani trochę świadomi tych zmian, tego, że Wszechmogący przychodzi i odchodzi, Jego smutku i rozczarowania.

fragment księgi „Słowo ukazuje się w ciele”

Pokaż więcej
Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Zamieść odpowiedź

Udostępnij

Anuluj