Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczeń przed tronem sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

98. Ucisk zainspirował moją miłość do Boga

Autorstwa Meng Yong, Prowincja Shanxi

Jestem z natury miłą osobą. W tym ciemnym i złym społeczeństwie, zawsze byłem zastraszany przez innych ludzi, więc zakosztowałem chłodu ludzkiego świata i czułem, że moje życie jest puste i bez sensu. Kiedy zacząłem wierzyć w Boga Wszechmogącego, czytając słowa Boże i uczestnicząc w życiu kościoła, doświadczyłem gorliwości i radości w sercu, której nigdy wcześniej nie czułem. Widząc, że bracia i siostry z Kościoła Boga Wszechmogącego kochają się nawzajem jak rodzina, uświadomiłem sobie, że tylko Bóg jest sprawiedliwy i że tylko w Kościele Boga Wszechmogącego jest światło. W ciągu kilku lat osobistego doświadczania dzieła Boga Wszechmogącego doszedłem do prawdziwego uznania, że słowa Boga Wszechmogącego mogą rzeczywiście zmienić ludzi i zbawić ich. Wszechmogący Bóg jest miłością i zbawieniem. Aby więcej ludzi mogło cieszyć się Bożą miłością i otrzymać zbawienie, razem z moimi braćmi i siostrami staramy się robić wszystko, co w naszej mocy, aby szerzyć ewangelię, ale nigdy byśmy nie przypuszczali, że zostaniemy pojmani i będziemy prześladowani przez rząd Komunistycznej Partii Chin.

12 stycznia 2011 roku wraz z kilkoma braćmi i siostrami pojechaliśmy do miejsca, w którym szerzyliśmy ewangelię, aż w końcu niegodziwi ludzie na nas donieśli. Niedługo po tym władze powiatu wysłały funkcjonariuszy z brygady policji kryminalnej, krajowych sił bezpieczeństwa, oddziału antynarkotykowego, uzbrojone siły policyjne i funkcjonariuszy z lokalnego posterunku policji, aby przybyli w ponad 10 pojazdach policyjnych i nas aresztowali. Brat i ja mieliśmy właśnie odjechać, gdy czterech policjantów szybko podbiegło i odcięło nam drogę. Jeden z nich wyciągnął kluczyk, nie pozwalając nam powiedzieć ani słowa, kazał nam pozostać w samochodzie i nie ruszać się. Widziałem wtedy, że tych siedmiu czy ośmiu policjantów z pałkami wściekle bije innego brata i że brat ten został już pobity do tego stopnia, że nie mógł się poruszać. Nie mogłem się powstrzymać przed słusznym oburzeniem i wyskoczyłem z samochodu, starając się powstrzymać ich przemoc, ale policjanci wykręcili mi rękę i odepchnęli mnie na bok. Próbowałem ich przekonywać: „O cokolwiek chodzi, możemy o tym porozmawiać. Jak można tak po prostu zacząć kogoś bić?” Odkrzyknęli ze złością: „Natychmiast wróć do samochodu albo sam zaraz oberwiesz!” Później zabrali nas na posterunek policji, a nasz samochód został skonfiskowany.

Po godzinie dziewiątej tej nocy przyszli do mnie dwaj policjanci kryminalni, aby mnie przesłuchać. Kiedy zobaczyli, że nie mogą uzyskać ode mnie żadnych użytecznych informacji, zaczęli się irytować i niecierpliwić, zgrzytając zębami w gniewie, aż zaklęli: „Cholera, zajmiemy się tobą później!” Następnie zamknięto mnie w pomieszczeniu, gdzie oczekiwało się na przesłuchanie. O 23:30 zabrali mnie do pokoju bez kamer monitorujących. Przeczuwałem, że chcą użyć wobec mnie przemocy, więc zacząłem raz za razem modlić się w sercu do Boga, błagając Go, aby mnie chronił. W tym czasie przyszedł do mnie policjant o nazwisku Jia, aby mnie przesłuchać: „Czy byłeś w Volkswagenie Jetta w ciągu ostatnich kilku dni?” Odpowiedziałem „nie”, a on wściekle krzyknął: „Inni już cię widzieli, a jednak nadal zaprzeczasz?” Po tym, jak to powiedział, uderzył mnie brutalnie w twarz. Czułem tylko palący ból na policzku. Potem ryknął głośno: „Zobaczmy, jak bardzo jesteś twardy!” Mówiąc to, wziął szeroki pas i okładał nim moją twarz, nie wiem, ile razy zostałem uderzony, ale nie mogłem powstrzymać się przed krzyczeniem z bólu raz po raz. Widząc to, zakneblowali mi usta. Kilku policjantów zarzuciło na mnie kołdrę, po czym wściekle mnie pobili pałkami, zatrzymując się dopiero wtedy, gdy zbyt się zmęczyli, by złapać oddech. Zostałem pobity tak dotkliwie, że kręciło mi się w głowie, a moje ciało bolało tak, jakby wyrwano z niego każdą kość. Nie wiedziałem wówczas, dlaczego biją mnie w ten sposób, ale później dowiedziałem się, że zarzucili na mnie kołdrę, aby zapobiec pozostawianiu śladów na moim ciele. Umieszczenie mnie w pokoju bez nadzoru kamer, kneblowanie ust, nakrycie kołdrą – to wszystko dlatego, że obawiali się, że ich niegodziwe uczynki zostaną ujawnione. Policja KPCh jest tak zdradziecka i okrutna! Kiedy czterech z nich zmęczyło się biciem mnie, zmienili metodę tortur na inną: Dwaj policjanci przekręcili mi jedną rękę do góry, a dwóch innych podniosło moją drugą rękę za bark, kierując ją do tyłu i mocno pociągnęło ją w dół. (Nazywali tę metodę tortur „noszeniem miecza na plecach”, czego przeciętny człowiek w ogóle nie byłby w stanie znieść.) Ale ile by nie próbowali, nie mogli pociągnąć mi dwóch rąk na raz, więc zostałem okrutnie kopnięty kolanem w ramię. Usłyszałem tylko „trzask” i poczułem, jakby oderwano mi obie ręce. To tak bardzo bolało, że prawie zemdlałem. Nie minęło wiele czasu, zanim straciłem czucie w obu rękach. To jeszcze nie wystarczyło, żeby się poddać, więc kazali mi uklęknąć, żeby spotęgować moje cierpienie. Byłem w tak wielkim bólu, że całe moje ciało oblał zimny pot, w głowie mi dudniło, a moja świadomość zaczęła się nieco rozmywać. Pomyślałem: „Przez te wszystkie lata życia, mimo że ciągle cierpiałem na przewlekłe choroby, nigdy nie miałem poczucia, że nie potrafię kontrolować własnej świadomości. Czy zaraz umrę?” Później naprawdę nie potrafiłem już tego znieść, więc myślałem o szukaniu ulgi przez śmierć. W tym momencie słowa Boga oświeciły mnie od wewnątrz: „Dziś większość ludzi nie ma takiej wiedzy. Wierzą, że cierpienie jest bezwartościowe (…) Cierpienie niektórych ludzi osiąga punkt, w którym ich myśli obracają się ku śmierci. To nie jest prawdziwe umiłowanie Boga; tacy ludzie są tchórzami, nie mają wytrwałości, są słabi i bezsilni!” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże sprawiły, że nagle się obudziłem i uświadomiłem sobie, że mój sposób myślenia nie jest zgodny z wolą Boga i sprawiłby tylko, że Bóg byłby smutny i rozczarowany. Pośród tego bólu i ucisku Bóg nie chce zobaczyć mnie dążącego do śmierci, lecz to, że jestem zdolny do przełknięcia upokorzenia i poniesienia wielkiego ciężaru, oraz do tego, by polegać na przewodnictwie Boga, aby walczyć z szatanem, aby dawać świadectwo o Bogu, zawstydzając i pokonując szatana. Dążenie do śmierci byłoby wpadnięciem wprost w intrygę szatana, i nie może być uważane za danie świadectwa o Bogu, ale zamiast tego byłoby znakiem wstydu. Po zrozumieniu intencji Boga modliłem się do Boga w milczeniu: „O Boże! Rzeczywistość pokazała, że moja natura jest zbyt słaba. Nie mam woli i odwagi cierpieć dla Ciebie i chciałem umrzeć tylko z powodu odrobiny fizycznego bólu. Teraz wiem, że nie mogę zrobić niczego, co okryje wstydem Twoje imię i muszę trwać przy świadectwie i zadowalać Cię niezależnie od tego, jak wiele cierpienia muszę znieść. Ale teraz moje ciało jest w skrajnym bólu, jest też słabe, i wiem, że bardzo trudno jest pokonać pobicie przez te demony na własną rękę. Proszę, daj mi więcej pewności siebie i siły, abym mógł polegać na Tobie, aby pokonać szatana. Przysięgam na moje życie, że nie zdradzę Cię ani nie wydam moich braci i sióstr”. Kiedy wielokrotnie modliłem się do Boga, moje serce powoli stawało się spokojne. Niegodziwi policjanci widzieli, że ledwo oddycham i obawiali się, że jeśli umrę, będą musieli ponieść odpowiedzialność, więc postanowili rozpiąć mi kajdanki. Ale moje ręce były już sztywne, a kajdanki tak ciasne, że bardzo trudno je było rozpiąć. Czterem niegodziwym policjantom zajęło kilka minut, aby rozpiąć kajdanki, zanim wciągnęli mnie z powrotem do pomieszczenia, w którym oczekuje się na przesłuchanie.

Następnego popołudnia policja samowolnie przypisała mi „przestępstwo kryminalne” i zabrała mnie z powrotem do mojego domu, aby go przeszukać, a następnie wysłała do aresztu śledczego. Gdy tylko trafiłem do aresztu śledczego, czterech funkcjonariuszy więziennych skonfiskowało mi bawełnianą watowaną kurtkę, spodnie, buty i zegarek, a także 1300 juanów w gotówce, które miałem przy sobie. Zmuszono mnie do przebrania się w standardowy mundur więzienny i do wydania 200 juanów na kupienie od nich kołdry. Potem funkcjonariusze więzienni zamknęli mnie razem ze złodziejami, mordercami, gwałcicielami i przemytnikami narkotyków. Kiedy wszedłem do celi, zobaczyłem dwunastu łysych więźniów, którzy patrzyli na mnie z wrogością. Atmosfera była ponura i przerażająca, a ja czułem, jak serce nagle podchodzi mi do gardła. Dwóch najwyższych rangą w celi podeszło do mnie i zapytało: „Za co tu jesteś?” Odpowiedziałem: „Szerzenie dobrej nowiny”. Bez jednego słowa jeden z nich dwukrotnie uderzył mnie w twarz i powiedział: „Ty jesteś pobożny, nieprawdaż?” Pozostali więźniowie zaczęli się dziko śmiać i wyśmiewali mnie, pytając: „Dlaczego nie pozwolisz, aby twój Bóg cię stąd uratował?” Wśród szyderstw i wyśmiewania, szef celi uderzył mnie jeszcze kilka razy w twarz. Od tej pory nazywali mnie „pobożnym” i często mnie upokarzali i szydzili ze mnie. Drugi najwyższy rangą w celi zobaczył pantofle, które miałem na nogach i arogancko krzyknął: „W ogóle nie znasz swojego miejsca. Czy jesteś godzien nosić te buty? Zdejmij je!” Mówiąc to, zmusił mnie do zdjęcia ich i zamiany na parę zużytych pantofli. Oni też oddali moją kołdrę innym więźniom. Ci więźniowie spierali się o moją kołdrę, a w końcu zostawili mnie ze starą kołdrą, która była cienka, rozdarta, brudna i śmierdząca. Podżegani przez funkcjonariuszy więziennych, więźniowie ci poddawali mnie wszelkiego rodzaju trudom i udrękom. W nocy w celi zawsze paliło się światło, ale szef celi powiedział do mnie ze złośliwym uśmiechem: „Wyłącz dla mnie to światło”. Ponieważ nie mogłem tego zrobić (nie było nawet przełącznika), zaczęli się ze mnie śmiać i ponownie mnie wyśmiewać. Następnego dnia kilku nieletnich więźniów zmusiło mnie do stanięcia w kącie i uczenia się na pamięć regulaminu więzienia, grożąc: „Oberwie ci się, jeśli nie zapamiętasz go w ciągu dwóch dni!” Byłem po prostu przerażony, a im więcej myślałem o tym, czego doświadczyłem w ciągu ostatnich kilku dni, tym bardziej byłem przerażony. Jedyne, co mogłem zrobić, to ciągłe wołanie do Boga i błaganie Go, aby mnie chronił, abym mógł to przezwyciężyć. W tym momencie pomyślałem o hymnie ze słów Bożych: „(…) czy będzie ci grozić więzienie, choroba, ośmieszenie, kalumnie ze strony innych, czy też znajdziesz się w sytuacji, z której nie będziesz widział wyjścia – nadal będziesz w stanie kochać Boga. To oznacza, że twoje serce zwróciło się ku Bogu” („Czy twoje serce zwróciło się ku Bogu?” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Słowo Boże dało mi moc i wskazało mi drogę do praktykowania – poszukiwania miłości Boga i zwrócenia do Niego serca! W tym momencie nagle w moim sercu jedno stało się krystalicznie jasne: Bóg dopuścił do tego cierpienia nie po to, aby mnie dręczyć, lub celowo sprawić, żebym cierpiał, ale aby mnie szkolić, abym w tych okolicznościach zwrócił moje serce do Boga, abym mógł oprzeć się kontroli przez ciemny wpływ szatana i abym mógł nadal być blisko Boga i kochać Boga, nigdy nie narzekając, zawsze akceptując Boże planowe działania i ustalenia, okazując im posłuszeństwo. Mając to na uwadze, nie bałem się już dłużej. Bez względu na to, jak szatan mnie traktuje, wszystko, czego chcę, to oddać się Bogu i czynić co w mojej mocy, by dążyć do kochającego Boga i usatysfakcjonować Boga, nigdy nie ulegając szatanowi.

Życie w więzieniu jest praktycznie piekłem na ziemi. Strażnicy więzienni wymyślali sposoby torturowania mnie: Kiedy spałem w nocy, inni więźniowie tłoczyli się przy mnie, więc z trudem mogłem się odwrócić, a oni kazali mi spać tuż przy toalecie. Po aresztowaniu nie spałem przez kilka dni i stałem się tak senny, że nie mogłem już wytrzymać i drzemałem. Dyżurni więźniowie, którzy stali na straży, przychodzili mnie nękać, celowo dając mi prztyczka w głowę, aż się obudziłem, a potem wychodzili. Pewnego razu, około trzeciej nad ranem, więzień celowo mnie obudził i siłą ukradł mi podkoszulek z długimi rękawami, który miałem na sobie, a następnie dał mi brudny, poszarpany i cienki podkoszulek. Były to najzimniejsze dni w roku, ale ten więzień mimo to zabrał mi jedyny ciepły podkoszulek, jaki miałem na sobie. Ludzie w więzieniu byli naprawdę zezwierzęceni. Byli złośliwi i groźni, bez odrobiny człowieczeństwa, jak demony, które torturują ludzi w piekle dla zabawy. Co więcej, jedzenie tam było jeszcze gorsze niż to, co się daje psom i świniom. Za pierwszym razem dostałem pół miski kleiku ryżowego i zobaczyłem, że jest w nim wiele czarnych plam. Nie wiedziałem, czym one są, a kolor samego kleiku również był czarniawy. Bardzo trudno było to przełknąć. Naprawdę chciałem pościć w tym czasie, ale słowa Boże oświeciły mnie: „W dniach ostatecznych musicie dawać świadectwo o Bogu. Bez względu na to, jak wielkie jest wasze cierpienie, powinniście iść do samego końca i nawet przy ostatnim tchnieniu nadal musicie być wierni Bogu i pozostawać na łasce Boga; tylko to jest naprawdę umiłowaniem Boga i tylko to jest mocnym i donośnym świadectwem” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże były pełne miłości i uczuć, jak pocieszenie matki, budząc moją odwagę, by stawić czoła cierpieniu. Bóg chce, abym nadal żył, ale byłem zbyt słaby, nieustannie pragnąc ulgi przez śmierć. Nawet ja sam nie cenię siebie; to Bóg wciąż kocha mnie najbardziej! Nagle zrobiło mi się ciepło na sercu, a łzy popłynęły mi z oczu z powodu wezbranych emocji. Poruszenie przez Bożą miłość raz jeszcze dało mi energię i musiałem zjeść ten posiłek niezależnie od tego, jak smakował. Więc kleik zniknął w oka mgnieniu. Po śniadaniu szef celi zmusił mnie do szorowania podłóg. Były to najzimniejsze dni w roku i nie było gorącej wody, więc do ścierki mogłem używać tylko zimnej wody. Szef celi kazał mi również szorować w ten sposób codziennie. Potem kilku skazanych złodziei zmusiło mnie do zapamiętania regulaminu więzienia. Jeśli nie potrafiłem ich zapamiętać, bili mnie i kopali; a jeszcze częściej policzkowali mnie. W takich warunkach często zastanawiałem się, co powinienem zrobić, aby móc wypełniać wolę Bożą. W nocy naciągnąłem kołdrę na głowę i modliłem się cicho: „Boże, pozwoliłeś, abym znalazł się w tych warunkach, więc muszą w tym być Twoje dobre intencje. Proszę objaw mi Twoje intencje”. W tym momencie oświeciły mnie słowa Boże: „Podziwiam przebiśniegi, kwitnące na wzgórzach. Kwiaty i trawa rozrastają się na zboczach, lecz przebiśniegi przed nadejściem wiosny dodają blasku Mojej chwale na ziemi – czy człowiek może tyle osiągnąć? Czy mógłby świadczyć o Mnie na ziemi przed Moim powrotem? Czy mógłby poświęcić się dla Mojego imienia w kraju wielkiego czerwonego smoka?” (Rozdział 34 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Tak, kwiaty trawa i ja, wszyscy jesteśmy stworzeniami Boga. Bóg stworzył nas, abyśmy Go przejawiali, abyśmy Go wychwalali. Lilie są w stanie dodać blasku chwale Bożej na ziemi przed nadejściem wiosny, co oznacza, że wypełniły swoje zadanie jako stworzenie Boga. Moim dzisiejszym obowiązkiem jest posłuszeństwo Bożym planowym działaniom i danie świadectwa o Bogu przed szatanem, aby każdy mógł zobaczyć, że szatan krzywdzi i pochłania człowieka, podczas gdy Bóg jest jedynym prawdziwym Bogiem, który kocha i zbawia człowieka. Teraz znoszę te wszystkie cierpienia i upokorzenia nie dlatego, że popełniłem przestępstwo, ale ze względu na imię Boże. Znoszenie tego cierpienia jest chwalebne. Im bardziej szatan mnie upokarza, tym bardziej muszę stać po stronie Boga i kochać Boga. W ten sposób Bóg może zyskać chwałę, a ja spełniam obowiązek, który powinienem wypełniać. Dopóki Bóg jest szczęśliwy i zadowolony, moje serce również otrzyma pociechę. Jestem gotów znieść ostateczne cierpienie, aby zadowolić Boga i poddawać się Jego planowym działaniom we wszystkim. Kiedy zacząłem tak myśleć, byłem szczególnie poruszony w sercu i po raz kolejny nie mogłem powstrzymać łez. Modliłem się do Boga w milczeniu: „O Boże, jesteś naprawdę godzien miłości! Podążałem za Tobą od tak wielu lat, ale nigdy nie czułem Twojej czułej miłości jak dziś, ani nie czułem się tak blisko Ciebie, jak dziś”. Całkowicie zapomniałem o swoim cierpieniu i zanurzyłem się na długi, długi czas w tym poruszającym uczuciu…

Trzeciego dnia w zakładzie karnym strażnik więzienny zabrał mnie do biura. Widziałem kilkanaście osób wpatrujących się we mnie osobliwie. Jeden z nich trzymał przed sobą kamerę wideo po lewej stronie, a drugi podszedł do mnie z mikrofonem, pytając: „Dlaczego wierzysz w Boga Wszechmogącego?” Wtedy zdałem sobie sprawę, że to był wywiad medialny, więc z dumą, a zarazem z pokorą odpowiedziałem: „Od kiedy byłem mały, często padałem ofiarą zastraszania i pogardy ludzi, i widziałem, jak ludzie wzajemnie się oszukują i wykorzystują się nawzajem. Czułem, że to społeczeństwo jest zbyt ciemne, zbyt niebezpieczne; ludzie wiodą puste i bezradne życie, że nie mają niczego, na co mogliby wyczekiwać, że nie mają celów życiowych. Później, gdy ktoś głosił mi ewangelię Boga Wszechmogącego, zacząłem w nią wierzyć. Po uwierzeniu w Boga Wszechmogącego czułem, że inni wierzący traktują mnie jak rodzinę. Nikt w Kościele Boga Wszechmogącego nie spiskuje przeciwko mnie. Każdy okazuje pozostałym zrozumienie i troskę. Dbają o siebie nawzajem i nie boją się mówić tego, co im leży na sercu. W słowie Bożym Boga Wszechmogącego znalazłem cel i wartość życia. Myślę, że wiara w Boga jest całkiem dobra”. Następnie reporter zapytał: „Czy wiesz dlaczego tu jesteś?” Odpowiedziałem: „Od czasu, gdy uwierzyłem w Boga Wszechmogącego, zacząłem mniej dbać o światowe imię i korzyści, i czuję, że te rzeczy są puste i pozbawione znaczenia. Tylko wtedy, gdy mogę być dobrym człowiekiem i podążać właściwą drogą, mogę żyć w sprawiedliwy sposób. Moje serce coraz bardziej zwraca się ku dobroci, a ja coraz bardziej chcę być dobrym człowiekiem. Widząc, jak słowo Boga Wszechmogącego może naprawdę zmieniać ludzi i poprowadzić ich na właściwą drogę, pomyślałem, że jeśli cała ludzkość mogłaby uwierzyć w Boga, to nasz kraj byłby znacznie bardziej uporządkowany i spadłby wskaźnik przestępczości. Dlatego postanowiłem przekazać tę dobrą nowinę innym ludziom, ale nie wiedziałem, że taki dobry uczynek zostanie zakazany w Chinach. Dlatego zostałem aresztowany i przywieziony tutaj”. Reporter zorientował się, że moje odpowiedzi nie są dla nich korzystne, więc natychmiast przerwał wywiad i wyszedł. W tym momencie zastępca szefa Brygady Bezpieczeństwa Narodowego był tak wściekły, że wciąż tupał nogami. Patrzył na mnie zjadliwie, zgrzytając zębami i szepcząc: „Czekaj no ty!” Ale w ogóle nie bałem się jego gróźb czy zastraszania. Przeciwnie, czułem się głęboko zaszczycony, że mogłem przy takiej okazji dać świadectwo o Bogu. Oddałem chwałę Bogu za wywyższenie imienia Bożego i klęskę szatana.

17 stycznia było bardzo zimno. Ponieważ nikczemna policja skonfiskowała mi watowaną kurtkę, miałem na sobie tylko koszulę i spodnie i przeziębiłem się. Dostałem wysokiej gorączki i nie mogłem przestać kaszleć. W nocy owinąłem się w zużytą kołdrę, znosząc mękę choroby, myśląc jednocześnie o niekończącym się maltretowaniu i wykorzystywaniu przez więźniów. Czułem się bardzo opuszczony i bezradny. Właśnie wtedy, gdy moje nieszczęście osiągnęło pewien stopień, pomyślałem o prawdziwej i szczerej modlitwie Piotra przed Bogiem: „Jeśli zsyłasz mi chorobę i odbierasz mi wolność, mogę dalej żyć; jeśli jednak opuściłoby mnie Twoje karcenie i sąd, nie miałbym jak dalej żyć. Gdybym pozostał bez Twojego karcenia i sądu, utraciłbym Twoją miłość – miłość, która jest zbyt głęboka, bym mógł opisać ją słowami. Bez Twojej miłości żyłbym pod panowaniem szatana (…)” („Doświadczenia Piotra: jego znajomość karcenia i sądu” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Te słowa zainspirowały mnie, dając mi wiarę i siłę. Piotr nigdy nie kierował się ciałem. Umiłował i cenił Boże karcenie i sąd. Tak długo, jak Boże karcenie i sąd go nie opuszczały, jego serce otrzymywało największe pocieszenie. Powinienem teraz pójść za przykładem dążenia i zrozumienia Piotra. Ciało jest skażone i nieuchronnie się rozpadnie. Nawet jeśli napotykam chorobę i tracę wolność, to jest to cierpienie, które powinienem znosić. Ale jeśli stracę Boże karcenie i sąd, jest to równoznaczne z utratą Bożej obecności i miłości, a także oznacza utratę szansy na to, by zostać obmytym. Właśnie to jest najbardziej bolesne. W oświeceniu Bożym, po raz kolejny doświadczyłem Bożej miłości. Nienawidziłem też własnej słabości oraz bezwartościowości i widziałem, że moja natura jest zbyt egoistyczna, nigdy nie zważając na Boże zasmucenie. W tym momencie byłem pełen wdzięczności wobec Boga, więc w milczeniu powziąłem postanowienie: Bez względu na to, jak wielkie jest moje cierpienie, będę trwał przy świadectwie o Bogu i Go zadowalał. Następnego dnia kilku innych więźniów w tej samej celi zachorowało, ale moja wysoka gorączka cudem ustąpiła. Czułem Bożą troskę i opiekę nade mną i widziałem Jego cudowne uczynki. Mogłem tylko w milczeniu chwalić Boga i dziękować Mu.

Pewnej nocy do okna celi podszedł sprzedawca, a szef celi kupił dużo szynki, psiego mięsa, udek kurczaka i tak dalej. W końcu nakazał mi zapłacić. Powiedziałem, że nie mam pieniędzy, więc powiedział złośliwie: „Jeśli nie masz pieniędzy, będę cię powoli dręczyć!” Następnego dnia kazał mi wyprać pościel, ubrania i skarpetki. Strażnicy więzienni również kazali mi wyprać ich skarpetki. W areszcie śledczym musiałem znosić ich bicie niemal codziennie. Ilekroć nie mogłem dłużej tego znieść, w moim wnętrzu zawsze prowadziły mnie słowa Boże: „Musisz wykonać swój ostateczny obowiązek dla Boga w czasie pobytu na ziemi. W przeszłości Piotr był ukrzyżowany głową w dół dla Boga; jednakże to ty koniec końców powinieneś zadowolić Boga i wyczerpać całą swą energię dla Niego. Co stworzenie może zrobić dla Boga? Powinieneś więc raczej wcześniej niż później zdać się na łaskę Boga. Dopóki Bóg jest szczęśliwy i zadowolony, pozwól Mu czynić cokolwiek zechce. Jakie ludzie mają prawo do narzekania?” (Rozdział 41 „Interpretacji tajemnic Słowa Bożego dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boże dały mi nieskończoną moc. Mimo że od czasu do czasu byłem nadal przedmiotem ataków, złego traktowania, krytyki i bicia przez więźniów, moje serce było w stanie osiągnąć pociechę i radość. Niczym potężny strumień ciepła, miłość Boża zachęcała mnie, abym wytrwał, pozwalając mi naprawdę czuć, że miłość Boża jest bardzo wielka.

Pewnego ranka strażnik więzienny przyniósł gazetę. Więźniowie uśmiechali się pogardliwie i używając szyderczego tonu, odczytywali z gazety słowa zniesławiające Boga Wszechmogącego i bluźniące przeciw Niemu. Byłem tak wściekły, że zacząłem zgrzytać zębami. Więźniowie przyszli, żeby mnie zapytać, o co w tym wszystkim chodzi, a ja powiedziałem głośno: „To jest oszczerstwo Partii Komunistycznej!” Słuchając tych wszystkich więźniów, którzy po prostu powtarzali to, co powiedziała gazeta, mówili nieprawdziwe rzeczy i bluźnili Bogu, mówiąc tym samym językiem, co diabeł, widziałem, jak nadchodzi ich koniec. Ponieważ grzech bluźnierstwa przeciw Bogu nigdy nie zostanie przebaczony, każdy, kto obraża usposobienie Boże, otrzyma karę i odpłatę od Boga! Czyniąc to, Partia Komunistyczna prowadzi wszystkich Chińczyków do ostatecznej zguby, obnażając całkowicie swe prawdziwe oblicze jako demona żerującego na duszach! Później funkcjonariusz odpowiedzialny za moją sprawę ponownie mnie przesłuchał. Tym razem nie stosował tortur, aby zmusić mnie do zeznania, a zamiast tego przybrał „życzliwą” twarz, aby mnie zapytać: „Kto jest Twoim przywódcą? Dam ci kolejną szansę. Jeśli nam powiesz, wszystko będzie dobrze. Okażę ci wielką pobłażliwość. Właściwie byłeś niewinny, ale inni ludzie cię wydali. Więc po co ich chronić? Wyglądasz na miłą osobę. Dlaczego chcesz oddawać za nich swoje życie? Jeśli złożysz zeznanie, możesz iść do domu. Po co miałbyś tu zostać i cierpieć?” Ci dwulicowi obłudnicy zobaczyli, że twarde podejście nie działa, więc zdecydowali się spróbować łagodnego podejścia. Znają oni naprawdę mnóstwo sprytnych sztuczek i są wytrawnymi mistrzami machinacji i manewrów! Jego obłudna twarz napełniła moje serce nienawiścią do tej bandy demonów. Odpowiedziałem mu: „Powiedziałem ci wszystko, co wiem. Nie wiem nic więcej”. Widział moją zdecydowaną postawę i to, że nie może nic ode mnie wydobyć; odszedł przygnębiony.

Po dwóch tygodniach pobytu w areszcie zostałem zwolniony dopiero po tym, jak policja zażądała od mojej rodziny zapłaty 8 000 juanów w gotówce jako kaucji. Ostrzegli mnie jednak, abym nigdzie nie wyjeżdżał i zapowiedzieli, że muszę zostać w domu i zaręczyć, że będę dostępny na wezwanie. W dniu, w którym zostałem zwolniony, więźniowie powiedzieli: „Twój Bóg jest niesamowity. Nie byliśmy chorymi ludźmi, ale wszyscy tu zachorowaliśmy. Przyszedłeś tu schorowany, ale teraz wychodzisz bez żadnych chorób. Takiemu to dobrze!” W tym momencie moje serce stało się jeszcze bardziej wdzięczne i pełne chwały dla Boga! Mój wujek jest strażnikiem więziennym. Wciąż podejrzewał, że zostałem zwolniony, ponieważ mój ojciec ma szczególne koneksje z kimś wpływowym. W przeciwnym razie nie byłoby możliwe, że zostałem zwolniony z więzienia zaostrzonym rygorze w ciągu pół miesiąca – powinienem siedzieć co najmniej trzy miesiące. Cała moja rodzina bardzo dobrze wiedziała, że stało się tak dzięki wszechmocy Boga i że to Bóg objawił mi swoje wspaniałe dzieło. Widziałem wyraźnie, że była to walka między Bogiem i szatanem. Bez względu na to, jak brutalny i złośliwy jest szatan, zawsze zostanie pokonany przez Boga. Od tego czasu zyskałem przekonanie, że wszystko, co mnie spotyka, jest częścią Bożego zarządzania. Pod koniec maja 2011 roku, na podstawie bezpodstawnego oskarżenia o „zakłócania porządku społecznego”, KPCh skazało mnie na rok reedukacji przez pracę. Miałem odbyć służbę poza więzieniem pod nadzorem, a wyrok zawieszono na dwa lata.

Po doświadczeniu tych prześladowań i udręk, miałem zrozumienie i mogłem rozpoznać diabelską twarz i niegodziwą istotę ateistycznej komunistycznej Partii Chin, i rozwinąłem głęboko zakorzenioną nienawiść do niej. Używa przemocy i kłamstw w celu ochrony własnej dominującej pozycji; opętańczo tłumi i prześladuje ludzi, którzy wierzą w Boga. Używa wszelkich możliwych sposobów, aby utrudniać i zakłócać dzieło Boga na ziemi, i zionie skrajną nienawiścią do prawdy. Jest największym wrogiem Boga, a także wrogiem tych z nas, którzy są wierzącymi. Po przejściu tych udręk widzę, że tylko słowo Boże może przynieść ludziom życie. Kiedy byłem w głębokiej rozpaczy, czy na skraju śmierci, to właśnie słowo Boże dało mi wiarę i odwagę i pozwoliło mi wytrwale trzymać się życia. Przez te pół miesiąca więziennego życia, gdyby Bóg nie był ze mną, używając swych słów, aby mi je przypominać, oświecać mnie i zachęcać, nie było możliwości, żebym ja, mając słabą naturę, mógł wytrwać w takim ucisku. Gdyby nie to, że Bóg opiekuje się mną i mnie chroni, to w żaden sposób moje słabe i kruche ciało nie wytrzymałoby tortur i złego traktowania przez KPCh, która nawet gdyby nie zadręczyła mnie na śmierć, sprawiłaby, że moje ciało byłoby chore i poranione. Ale Bóg cudownie ochronił mnie w czasie tych najciemniejszych, najtrudniejszych dni, a nawet wyleczył moją pierwotną chorobę. Bóg naprawdę jest bardzo wszechmogący! Jego miłość do mnie jest naprawdę bardzo głęboka, bardzo wielka! Naprawdę nie wiem, jak wyrazić moją wdzięczność wobec Boga i mogę powiedzieć tylko z głębi serca: „Boże, mam nadzieję, że będę Cię kochał coraz bardziej! Bez względu na to, jak trudna i wyboista droga przede mną i jak wiele cierpienia muszę znosić, będę posłuszny Twoim planowym działaniom i będę zdecydowany podążać za Tobą do końca!”

To doświadczenie jest nie tylko skarbem, ale także nowym punktem wyjścia dla mojej drogi wiary. Jestem głęboko przekonany, że w ciągu dziesięciu lat mojej wiary w Boga nigdy nie doceniałem miłości Boga tak bardzo, jak dziś, ani też nigdy nie czułem, że wartość i sens wiary w Boga, naśladowania Boga i oddawania Mu czci są tak wielkie, a ponadto nigdy nie byłem tak chętny do trwania w miłości do Boga i ofiarowania reszty mojego życia, aby odwdzięczyć się Bogu za jego miłość w takim samym stopniu, w jakim to czuję dzisiaj. Chciałbym skorzystać z tej okazji, aby wyrazić moją szczere uznanie i pochwałę. Cała chwała i cześć należy się Bogu Wszechmogącemu!

Wstecz:Cierpienia i próby – błogosławieństwa uznania Bożego

Dalej:Młodość bez żalu

Powiązane treści