Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Jaki jest sens życia? Znajdź odpowiedź dzięki doświadczeniom autora komiksów

97

Autorstwa Shen’ai, Taiwan

Pewnego dnia dowiedziałem się z telewizyjnych wiadomości, że słynny tajwański rysownik komiksów zmarł nagle w wieku zaledwie pięćdziesięciu jeden lat. Słysząc to, miałem mieszane uczucia. Był naprawdę wybitną osobą w świecie komiksów i stworzył wiele doskonałych prac; wielu ludzi mu zazdrościło i podziwiało go. Miał zarówno powodzenie, jak i sławę – nie spodziewałem się, że może tak po prostu umrzeć! Mimowolnie westchnąłem: kiedy ktoś umiera, cóż mu po sławie i statusie, jakkolwiek byłyby wielkie? Potem przyszły mi na myśl moje trzydzieści lat drogi tworzenia komiksów…

Młodzieńcze marzenia

Lubiłem rysować komiksy, odkąd byłem małym chłopcem – to było coś, w co naprawdę się wgłębiłem i w co włożyłem wiele wysiłku. Kiedy miałem dwadzieścia pięć lat, miałem szczęście ujrzeć na własne oczy rysownika komiksów i zobaczyłem wokół niego wielu jego fanów, którzy go adorowali. Zazdrościłem mu i wyczekiwałem dnia, w którym mógłbym być taki jak on, być gwiazdą przedstawienia. Wiedziałem, że muszę ciężko pracować, aby zdobyć umiejętności na poziomie profesjonalisty, ale sądziłem, że jeśli będę gotów zapłacić cenę, mój dzień z pewnością nadejdzie. Kierując się tą myślą, pogrążyłem się w tym na ponad dziesięć lat. By poprawić swoje umiejętności, nie wahałem się wydać kilkumiesięcznych zarobków, dziesiątki tysięcy juanów, na zestaw wysokiej jakości materiałów związanych z powieścią graficzną. Nie przelewało mi się, ale mało mnie to obchodziło. Często rysowałem do drugiej lub trzeciej nad ranem, doskonaląc swoje umiejętności. Kiedy naprawdę nie mogłem już wytrzymać z niewyspania, po prostu ucinałem sobie krótką drzemkę, a pierwszą rzeczą, o której myślałem po otwarciu oczu, było to, jak skończyć to, nad czym aktualnie pracowałem. Rysowałem przez dziesięć lub więcej godzin każdego dnia, zawsze w tej samej pozycji, więc często bolały mnie szyja, ramiona, plecy i prawa ręka. Nawet moje palce zmieniły kształt i mój wzrok zaczął się pogarszać. Ale by osiągnąć sukces, po prostu zacisnąłem zęby i znosiłem to. Byłem zachwycony, gdy mój komiks zdobywał pochwały innych, a nawet oddawałem się marzeniom, że jestem już odnoszącym sukcesy artystą komiksowym z ładnym samochodem i dużym domem. Ale w prawdziwym życiu byłem zwykłym pracownikiem w firmie i nie miałem szans na sławę. Bez względu na to, jak dobrze potrafiłem rysować, nigdy nie byłbym w stanie zarobić dużo. Byłem naprawdę smutny i przygnębiony.

Walka o marzenia, pokonywanie trudności na każdym kroku

Starając się iść naprzód, rzuciłem pracę i zatrudniłem się w największym wydawnictwie w Azji, ponieważ wielu znanych artystów komiksowych wyrobiło tam sobie nazwiska. Sądziłem, że jeśli będę miał okazję pracować właśnie tam, może uda się i mnie wyrobić sobie nazwisko. Kiedyś szef wydawnictwa wydającego komiksy postanowił opublikować magazyn komiksów stworzonych przez lokalnych artystów i miał zamiar przyjść do naszej firmy, aby szukać utalentowanych ludzi. Kiedy to usłyszałem, byłem tak podekscytowany, że nie mogłem spać przez wiele dni – pomyślałem, że ta okazja jest darem niebios i że w końcu mam okazję pokazać mój talent, znaleźć się w centrum uwagi. Byłem mocno przejęty. Zastanawiałem się i ponownie rozważałem wszystko, od koncepcji komiksu, materiału źródłowego i fabuły aż po jego kolorystykę. Sprawdziłem też całkiem sporo innych komiksów. W ciągu dnia musiałem chodzić do pracy, więc zarywałem noce, aż kilka dni później miałem już gotową pracę. Pełen nadziei poszedłem do mojego szefa, ale ku mojemu zdziwieniu mieliśmy sprzeczne wizje; wdaliśmy się nawet w kłótnię i obraziłem go. Skończyło się na tym, że wybrał pracę kolegi, a moje nadzieje na wyrobienie sobie nazwiska zostały zniweczone.

Po tym wszystkim byłem pełen niechęci i żałowałem swojej nierozważności. Jednak nie straciłem serca. Wróciłem do wydawnictwa, aby przesłać komiks; redaktorowi powieści graficznych naprawdę spodobała się moja praca i zostałem jednym z etatowych rysowników komiksów. Niedługo potem zostałem przydzielony do pracy ze scenarzystą w celu stworzenia powieści graficznej i już szykowałem się, aby dać z siebie wszystko, kiedy później dowiedziałem się, że sukces naszego dzieła będzie zależał od szefa, którego obraziłem. Targało mną mnóstwo emocji. Żałowałem moich dotychczasowych działań i wiedziałem, że bez względu na to, jak dobra byłaby moja praca, nigdy nie wyjdzie poza biurko szefa. Musiałem odpuścić. Byłem bardzo przygnębiony, że straciłem kolejną szansę zostania rysownikiem komiksów i nienawidziłem się za to, że byłem tak wybuchowy. Gdyby nie to, może ta okazja mogłaby być krokiem do sukcesu. Myśląc o porażkach, których doświadczyłem po tych wszystkich latach zmagań i ciężkiej pracy, by zrealizować swoje marzenie, byłem zrozpaczony. Żadne słowa nie mogą opisać mojego cierpienia. Po prostu poczułem, że droga przede mną stała się niesamowicie mroczna.

Jako że byłem zgorzkniały na skutek moich zawiedzionych nadziei, rysowanie na dość długi czas stało się dla mnie bardzo bolesne i nie chciałem nawet patrzeć na pióro i papier. Ale wciąż nie chciałem wyłącznie z tego powodu zrezygnować z marzeń o zostaniu autorem komiksów, więc rysowałem dalej. Minęło wiele lat, a ja składałem swoje prace w wielu różnych wydawnictwach, ale równie dobrze mógł to być kamyk rzucony do oceanu. Każda porażka była dla mnie bardzo bolesna, a ja stawałem się coraz bardziej przygnębiony. Często po prostu siedziałam sam nad rzeką, obserwując przejeżdżające samochody i przechodzących ludzi – byłem zagubiony i nie wiedziałem, co robić. Nie mogłem tego zrozumieć: dlaczego choć tak ciężko pracowałem, dając z siebie wszystko, po prostu nie było mi dane tego osiągnąć? Czy to naprawdę nie było mi pisane? Czy było przesądzone, że nie wyrobię sobie nazwiska? Dlaczego życie jest takie trudne?

Widząc, że ciągle jestem nieswój, rodzina w kółko powtarzała mi, żebym zrezygnował ze swojego marzenia. Jak jednak mogłem tak łatwo zrezygnować po tym, jak zainwestowałem tak wiele czasu i pieniędzy, a nawet przez te wszystkie lata poświęcałem swoje zdrowie? Nie chciałem tego robić, więc rysowałem dalej, ale nie wyrobiłem sobie nazwiska nawet po sześćdziesiątce – byłem przytłoczony i rozczarowany. Za każdym razem, gdy widziałem pracę jednego z moich byłych kolegów na wystawie w sklepie, byłem pełen zazdrości i bólu. Uważałem, że moje rysunki nie ustępują ich pracom, ale spędziwszy ponad trzydzieści lat na komiksach, niczego się nie dorobiłem! Późno w nocy, kiedy wszędzie było cicho, przeglądałem w domu moje rysunki i czułem jeszcze większą rozpacz i wypełniało mnie cierpienie. Często nasuwało mi się pytanie: „Dlaczego mam ten talent, skoro został tak zmarnowany i nie miałem okazji, aby dobrze go wykorzystać?”. Mimo to moje pragnienie, by stać się znanym, było nadal jak dzikie zwierzę w klatce, i jeśli istniał choćby cień nadziei, byłem gotów ciężko pracować i próbować.

Dotarcie do końca wyboistej drogi i przyjście przed oblicze Boga

W 2017 roku rozpytawszy się, dowiedziałem się, że istnieje naprawdę duży rynek powieści graficznych w Stanach Zjednoczonych i Europie, więc wpadłem na pomysł, że może gdybym pojechał do zachodniego kraju, zdobyłbym tam sławę i zarobił dużo pieniędzy. Poczułem nową energię i zacząłem uczyć się stylów komiksowych popularnych na Zachodzie. Po pewnym czasie w końcu przygotowałem trochę prac i uszczęśliwiony planowałem wysłać je do zagranicznego wydawcy. Właśnie wtedy przyszło do mnie zbawienie Boga dni ostatecznych i chociaż je przyjąłem, ciągle byłem zajęty tworzeniem mojego komiksu. Nie byłem w stanie zachować spokoju w sercu i nie czytałem Bożych słów z żarliwością. Dopiero gdy kolejny raz natknąłem się na ścianę, wróciłem przed oblicze Boga.

Pewnego dnia przeczytałem te słowa Boże: „Los człowieka jest w rękach Boga. Nie jesteś w stanie pokierować sobą: mimo wszelkich swych usilnych starań, człowiek nie może sobą kierować. Gdybyś mógł poznać własne perspektywy, kontrolować swój los, czy nadal byłbyś stworzeniem?” („Przywrócenie normalnego życia człowieka i doprowadzenie go do cudownego celu”). Myśląc o Bożych słowach doznałem wielkiego przebudzenia. Zrozumiałem, że nasze przeznaczenie podlega zrządzeniom Boga i jest w Jego rękach. My sami nie możemy go zmienić, ponieważ jesteśmy po prostu stworzonymi istotami; nie wiemy nawet, co wydarzy się jutro, więc jak możemy być panami własnego losu? Wróciłem myślami o trzy dekady wstecz. Walczyłem i niestrudzenie pracowałem, by zostać znanym artystą komiksowym, ale spotykałem się z kolejnymi niepowodzeniami. Sukces zawsze był poza zasięgiem. Czy to nie znaczy, że nie mam kontroli nad własnym losem? Prawda jest taka, że Bóg już dawno określił, jaką pracę i sukces będziemy mieli w życiu i jaka kariera nas czeka. Ale nie rozumiałem Bożych zrządzeń – polegałem na własnych umiejętnościach i ciężkiej pracy, próbując się wyróżnić z tłumu, arogancko myśląc, że mogę uwolnić się od Jego rządów. W rezultacie całkowicie wyczerpałem swoje ciało i umysł i pokiereszowany w walce żyłem w ciągłym bólu.

Powiązane treści