Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczeń przed tronem sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

96. Smak miłości Boga pośród przeciwności losu

Autorstwa Chen Lu, Prowincja Zhejiang

Urodziłam się w latach osiemdziesiątych na wsi – moja rodzina od pokoleń zajmowała się rolnictwem. Rzuciłam się w wir nauki, żeby zdać egzaminy na studia i uciec od biedy i zacofania wiejskiego życia. W szkole średniej natrafiłam na książkę „Historia sztuki zachodniej” i dopiero gdy zobaczyłam tyle pięknych obrazów, takich jak „Stworzenie świata”, „Raj i grzech pierworodny” i „Ostatnia wieczerza”, uświadomiłam sobie, że we wszechświecie istnieje Bóg, który jest stwórcą wszystkich rzeczy. Moje serce mimowolnie wypełniło się czcią dla Boga. Po ukończeniu studiów łatwo znalazłam pracę, a później poznałam świetnego partnera. W końcu spełniłam nadzieje swoje i swoich przodków: uciekłam od życia w trudzie i znoju. Narodziny mojego dziecka w 2008 roku wniosły w moje życie wiele radości. Patrząc na wszystko, co osiągnęłam, sądziłam, że powinnam wieść szczęśliwe, wygodne życie. Jednak mimo że owo godne pozazdroszczenia, piękne życie przynosiło mi radość, ciągle miałam wrażenie, że głęboko w moim sercu jest pustka. Sprawiało to, że czułam się zdezorientowana i bezradna.

W listopadzie 2008 roku moja rodzina opowiedziała mi o ewangelii Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Dzięki słowom Boga w końcu zrozumiałam, że to On jest źródłem życia ludzkości i że Jego słowa są siłą napędową i filarem naszego życia. Jeśli zrezygnujemy ze strawy i z pożywienia, jakie Bóg stanowi dla naszego życia, nasze dusze będą puste i samotne, a ich potrzeb nigdy nie będą w stanie zaspokoić żadne przyjemności materialne. Tak jak powiedział Bóg Wszechmogący: „Ostatecznie człowiek jest tylko człowiekiem. Pozycja i życie Boga nie mogą być zastąpione przez człowieka. Ludzkość nie wymaga jedynie uczciwego społeczeństwa, w którym każdy jest syty, równy i wolny, lecz zbawienia i zaopatrzenia w życie przez Boga. Dopiero, gdy człowiek dostąpi Bożego zbawienia i zaopatrzenia w życie, wszystkie ludzkie potrzeby, pragnienie odkrywania i duchowa pustka mogą zostać przezwyciężone” („Bóg kieruje losem całej ludzkości” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Jego słowa obmyły moją duszę niczym wiosenny deszcz na pustyni i usunęły zamęt z mojego serca. Od tamtego czasu namiętnie czytałam słowa Boga, a w moim sercu pojawiło niedające się opisać uczucie spokoju, poczucie, że moja dusza w końcu wróciła do domu. Niebawem kościół zorganizował moje spotkanie z pewnymi braćmi i siostrami, a potem odwiedzali mnie już oni stale, niezależnie od pogody. Nie rozumiałam wówczas wielu rzeczy, a bracia i siostry zawsze cierpliwie mi wszystko wyjaśniali. W ich zachowaniu nie było ani krztyny irytacji czy próby ugłaskania mnie, dzięki czemu głęboko odczułam szczerość ich miłości. W miarę jak poznawałam prawdę, zaczęłam rozumieć pilne Boże pragnienie zbawienia ludzkości i dostrzegłam, że bracia i siostry bardzo gorliwie poświęcali się dla Boga i nauczali ewangelii Jego królestwa. Ja także chciałam uczestniczyć w wykonywaniu obowiązków, ale moje dziecko było malutkie, a ja nie miałam opiekunki, więc tylko modliłam się do Boga, aby pomógł mi znaleźć rozwiązanie. Później dowiedziałem się, że jedna z sióstr prowadzi przedszkole, więc wysłałam do niej moje dziecko. Bez wahania zgodziła się pomóc mi w opiece nad dzieckiem i nie chciała nawet przyjąć zapłaty ani zwrotu kosztu posiłków. Od tamtego czasu owa siostra nie tylko pomagała mi zajmować się dzieckiem w dzień, ale czasem również wieczorami. Jej postępowanie głęboko mnie wzruszyło i wiedziałam, że jego źródłem jest miłość Boga. Aby odpłacić Mu za Jego miłość, bez wahania przystąpiłam do grupy, która nauczała ewangelii. Nauczając ewangelii, raz za razem widziałam smutny stan osób, które nie zostały oświecone przez Bożą doskonałość. Słuchałam, jak skarżą się na gorzkie koleje życia, ale widziałam też, jak ich twarze rozpromieniały radość i szczęście, gdy uzyskiwali zbawienie Boga dni ostatecznych. Jeszcze bardziej podsyciło to mój ewangelizacyjny zapał i zdecydowałam, że będę niosła ewangelię Boga jak największej liczbie żyjących w ciemności, ale pragnących światła ludzi! Ale w tamtym czasie łapanki i prześladowania wierzących przez rząd KPCh przybrały na sile; wielu braci i wiele sióstr zostało aresztowanych i również mnie nie udało się uniknąć tego losu.

Był poranek 21 grudnia 2012 roku. Mieliśmy spotkanie, w którym uczestniczyło ponad tuzin braci i sióstr, gdy nagle usłyszeliśmy głośne walenie w drzwi i okrzyki: „Otwierać! Otwierać! Przeszukanie domu!” Kiedy siostra otwierała drzwi, sześciu czy siedmiu wyposażonych w pałki policjantów wdarło się do środka. Brutalnie nas odepchnęli i zaczęli przetrząsać szuflady i przeszukiwać wszystko. Młodsza siostra wystąpiła na przód i spytała: „Nie łamiemy prawa. Dlaczego przeszukujecie dom?” Policjanci odpowiedzieli jej z wściekłością: „Zachowuj się! Kazaliśmy ci stać, więc stój tam i nie ruszaj się. Miałaś siedzieć cicho, więc się zamknij!” Potem brutalnie pchnęli ją na podłogę i krzyknęli: „Spuścimy ci łomot, jeśli będziesz stawiać opór!” Złamał jej się paznokieć i z palca leciała krew. Widząc wściekłe twarze policjantów, poczułam nienawiść i strach, więc w duszy modliłam się do Boga, by dał mi siłę i pomógł trwać przy świadectwie. Po modlitwie moje serce znacznie się uspokoiło. Policja skonfiskowała wiele ewangelizacyjnych materiałów i zebranych słów Boga, a potem zaciągnęła nas do radiowozów.

Kiedy dojechaliśmy na komendę, skonfiskowali wszystko, co mieliśmy przy sobie i przesłuchali nas, wypytując o nasze nazwiska, adresy i o przywódców naszego kościoła. Bałam się, że dotrą do mojej rodziny, więc milczałam, podobnie jak jeszcze jedna z sióstr, w związku z czym policja uznała nas za prowodyrki i zamierzała przesłuchać nas oddzielnie. Bardzo się wtedy bałam – słyszałam, że policja szczególnie brutalnie obchodzi się z wierzącymi w Boga, a ja zostałam wytypowana do przesłuchania. Z pewnością wiązało się to z ponurymi konsekwencjami. Gdy znalazłam się w takim potwornym stanie i odczuwałam wielki strach, usłyszałam modlitwę siostry, która była tuż obok mnie: „jesteś naszą skałą i naszym schronieniem. Szatan jest niczym w porównaniu z Tobą, a ja pragnę żyć według Twych słów i trwać przy świadectwie, aby Cię zadowolić!” Gdy to usłyszałam, moje serce się rozjaśniło. Pomyślałam: To prawda – Bóg jest naszą skałą, szatan jest niczym w porównaniu z Nim, więc czego mam się bać? Dopóki polegam na Bogu i współpracuję z Nim, szatan może zostać pokonany! Nagle przestałam się bać, ale poczułam wstyd. Pomyślałam o tym, że w tej sytuacji moja siostra potrafiła żyć w oparciu o słowa Boga i nie stracić zaufania do Boga, a ja zachowałam się bojaźliwie i tchórzliwie. Byłam całkowicie pozbawiona zasad, jakie powinny charakteryzować kogoś, kto wierzy w Boga. Dzięki miłości Boga i poprzez modlitwę owej siostry, która zmotywowała mnie i mi pomogła, nie obawiałam się już despotycznej władzy policji. W duszy postanowiłam sobie: Teraz, gdy zostałam aresztowana, będę trwać przy świadectwie, aby zadowolić Boga. Przenigdy nie będę tchórzem, który przynosi zawód Bogu!

Około godziny dziesiątej dwóch policjantów założyło mi kajdanki i zabrało mnie do pomieszczenia, gdzie wyłącznie ja miałam być przesłuchana. Jeden z policjantów przesłuchiwał mnie w lokalnym dialekcie. W pewnej chwili go nie zrozumiałam i kiedy spytałam, co powiedział, nagle rozgniewali się. Jeden ze stojących obok policjantów wykrzyknął: „Nie szanujesz nas!” Mówiąc to, podbiegł do mnie i złapał mnie za włosy, szarpiąc za nie w jedną i drugą stronę. Gdy mną tak potrząsał, zrobiło mi się słabo. Policjant wyrwał mi trochę włosów i czułam się, jakby ktoś zrywał mi skórę z głowy. Zaraz potem inny policjant podbiegł do mnie i zaczął krzyczeć: „Chcesz, żebyśmy przestali się z tobą patyczkować? Mów! Kto kazał ci nauczać ewangelii?” Ogarnęła mnie złość i odpowiedziałam: „Nauczanie ewangelii jest moim obowiązkiem”. Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, pierwszy policjant znowu złapał mnie za włosy i uderzył w twarz, wrzeszcząc: „Już ja ci pokażę nauczanie! Już ja ci pokażę nauczanie!” Bił mnie w twarz, aż byłam cała zbolała, a moja twarz zrobiła się czerwona i zaczęła puchnąć. Kiedy się zmęczył biciem, dał mi spokój i wziął mój telefon oraz odtwarzacz MP4, które przy mnie znaleźli, po czym zaczął wypytywać mnie o informacje na temat kościoła. Próbując sobie z nimi poradzić, zdałam się na mądrość. Nagle jeden z policjantów zapytał: „Nie jesteś stąd. Za dobrze mówisz po mandaryńsku – na pewno nie jesteś pierwszą lepszą. Powiedz szczerze! Dlaczego tu przyjechałaś? W jaki sposób skontaktowałaś się z lokalnym kościołem? Gdzie mieszkasz?” Kiedy usłyszałam, że policjanci uważają mnie za kogoś ważnego i chcą zdobyć ode mnie informacje na temat kościoła, serce podeszło mi do gardła i zwróciłam się do Boga, aby dał mi pewność siebie i siłę. Dzięki modlitwie moje serce stopniowo się uspokoiło i odpowiedziałam: „O niczym nie wiem”. Kiedy to usłyszeli, jeden z nich ze wściekłością uderzył w stół i krzyknął: „Tylko poczekaj, zaraz zobaczymy, jak się będziesz czuła!” Potem wziął mój odtwarzacz MP4 i nacisnął „play”. Bardzo się bałam. Nie wiedziałam, do czego się posunie, więc wzniosłam okrzyk do Boga. Nie spodziewałam się tego, że z odtwarzacza usłyszę nagranie kazania: „Czy uważacie, że taka osoba może zostać zbawiona? Nie jest on oddany Chrystusowi, jego umysł nie jest jednym z Chrystusem. Kiedy napotyka przeciwności losu, odwraca się od Chrystusa i idzie w swoją stronę. Odwraca się plecami do Boga, a tym samym podąża za szatanem… W czasach rządów wielkiego, czerwonego smoka, kiedy doświadczacie dzieła Boga, jeśli jesteście w stanie stanąć po Jego stronie i odwrócić się plecami do wielkiego, czerwonego smoka, niezależnie od tego, jak was prześladuje, tropi i ciemięży, absolutnie jesteście w stanie być posłuszni Bogu i oddani Bogu aż do śmierci. Tylko taka osoba zasługuje na to, by nazywać ją zwycięzcą, kimś, kogo umysł jest jednym z Bogiem” („Dziesięć rzeczywistości słów Boga, w które należy wejść, aby zostać zbawionym i udoskonalonym” w książce „Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie IV”). Kiedy usłyszałam słowa „odwraca się”, poczułam ukłucie w sercu. Od razu pomyślałam o tym, że gdy działał Pan Jezus, wielu podążało za nim i cieszyło się Jego łaską, ale kiedy przybito Go do krzyża i rzymscy żołnierze dokonywali masowych aresztowań chrześcijan, wielu ludzi uciekło ze strachu. Sprawiło to Bogu wielki ból! Jaka jednak była różnica między mną a tamtymi niewdzięcznikami? Kiedy cieszyłam się łaską i błogosławieństwami Boga, pewnie za Nim podążałam, ale kiedy natrafiłam na przeciwności losu, które wymagały cierpienia i poniesienia kosztów, byłam bojaźliwa i przestraszona. Jak mogło to przynieść pociechę sercu Boga? Pomyślałam o tym, że aby zbawić nas, skażone ludzkie istoty, najwyższy Bóg stał się ciałem – w pokorze i w tajemnicy przychodząc do Chin, tego kraju rządzonego przez ateistów, znosząc pogoń i potępienie ze strony tych demonów oraz osobiście prowadząc nas na drogę poszukiwania prawdy. Rozumiejąc, że Bóg zrobił wszystko, aby nas zbawić, dlaczego ja, która cieszyłam się łaską jego zbawienia, nie mogłam zapłacić drobnej ceny, aby nieść o Nim świadectwo? Sumienie mnie gryzło i nienawidziłam tego, że jestem taka samolubna, taka bezwartościowa. Naprawdę mocno czułam, że Bóg jest pełen nadziei wobec mnie i troski o mnie. Czułam, że dobrze wie, iż moja postawa była niedojrzała i że drżałam ze strachu w obliczu despotyzmu szatana; pozwolił mi to usłyszeć za pomocą nagrania odtworzonego przez policjantów, abym zrozumiała Jego wolę, tak bym pośród przeciwności losu i prześladowania mogła trwać w świadectwie dla Niego i zadowolić Go. Przez chwilę byłam tak wzruszona Bożą miłością, że zalałam się łzami i w duszy powiedziałam do Boga: „Boże! Nie chcę być kimś, kto odwraca się od Ciebie i Cię rani; chcę trwać przy Tobie i w radościach, i w smutkach. Nieważne, jak bardzo szatan będzie mnie torturował, chcę trwać przy świadectwie i przynosić pociechę Twojemu sercu”.

Później usłyszałam trzaśnięcie, gdy policjant wyłączył nagranie. Potem podszedł do mnie i z nienawiścią powiedział: „Właśnie tak, ja jestem wielkim, czerwonym smokiem i dzisiaj to ja przybyłem, żeby cię torturować!” Potem kazali mi stanąć boso na ziemi, a moją prawą rękę przykuli do żelaznego pierścienia przymocowanego pośrodku betonowego bloku. Kazali mi się pochylić, ponieważ blok był bardzo mały. Nie pozwolili mi kucać, nie mogłam też podpierać nóg lewą ręką. Po pewnym czasie nie mogłam już ustać i chciałam przykucnąć, ale policjant krzyknął: „Żadnego kucania! Jeśli nie chcesz tak cierpieć, to szybko się do wszystkiego przyznaj!” Mogłam tylko zagryźć zęby i spróbować to wytrzymać. Nie wiem, ile czasu minęło. Moje stopy były zlodowaciałe, moje nogi obolałe i zdrętwiałe, i kiedy nie mogłam już dłużej stać, przykucnęłam. Policjant podniósł mnie, przyniósł kubeł z zimną wodą i wylał mi ją na kark. Było mi tak zimno, że zaczęłam się trząść. Później zdjęli mi kajdanki i pchnęli na drewniane krzesło, przykuli ręce do jego dwóch boków, otworzyli okno i włączyli klimatyzację. Nagle uderzył mnie powiew zimnego powietrza i cała trzęsłam się z zimna. W moim sercu mimowolnie pojawiła się słabość, ale pośród tego cierpienia nieustannie modliłam się, aby Bóg dał mi wolę i siłę, bym zniosła ból i przezwyciężyła słabość ciała. Właśnie wtedy usłyszałam we wnętrzu słowa Boga, które wskazały mi drogę: „Nawet kiedy twoje ciało zaznaje cierpień, nie słuchaj podszeptów szatana. (…) Wiara jest niczym most z belki; ci, którzy żałośnie czepiają się życia, będą mieć trudności z przejściem na drugą stronę, jednak ci, którzy gotowi są się poświęcić, mogą przejść po nim bez obaw” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Słowa Boga uświadomiły mi, że szatan chce torturować moje ciało, abym zdradziła Boga i że gdybym przejmowała się ciałem, to padłabym ofiarą jego podstępu. Powtarzałam w myśli te dwa zdania słów Boga, mówiąc sobie, że muszę mieć się na baczności wobec podstępów szatana i odrzucać jego idee. Później jeden z policjantów wziął kubeł lodowatej wody i wylał mi na głowę. Moje ubranie było całkiem przemoczone. Czułam się, jakbym była zanurzona w pudle z lodem. Widząc policjantów, tak nikczemnych, tak złych, byłam pełna oburzenia. Myślałam: „Ta banda demonów zrobi wszystko, żebym zdradziła Boga – absolutnie nie dopuszczę do tego, żeby ich knowania się powiodły!” Widząc, jak bardzo się trzęsę, jeden ze złych policjantów złapał mnie za włosy i pociągnął do góry, zmuszając, żebym popatrzyła na niebo za oknem, po czym powiedział kpiąco: „Zimno ci? No to niech twój Bóg cię uratuje!” Zobaczył, że nie reaguję, więc jeszcze raz wylał na mnie kubeł lodowatej wody, włączył klimatyzator na najzimniejszy nawiew i ustawił na wprost mnie. Raz za razem podmuch lodowatego powietrza razem z zimnym wiatrem zza okna przeszywał mnie do szpiku kości. Było mi tak zimno, że zwinęłam się w kłębek i czułam się, jakbym zamarzała. Całe moje ciało twardniało. Moja pewność siebie zaczęła stopniowo słabnąć i w mojej głowie mimowolnie pojawiały się szalone myśli: Dzisiaj jest tak zimno, a oni oblewają mnie lodowatą wodą i włączają klimatyzator. Czy chcą, żebym zamarzła żywcem? Jeśli tu umrę, to moi krewni nawet się o tym nie dowiedzą. Kiedy tak pogrążałam się ciemności i rozpaczy, nagle pomyślałam, jak Pan Jezus cierpiał na krzyżu, aby odkupić ludzkość. Potem pomyślałam o tych słowach Boga: „Miłość poddana oczyszczeniu jest silna, nie słaba. Bez względu na to, kiedy i jak Bóg podda cię próbom, zdołasz nie dbać o to, czy będziesz żyć, czy też umrzesz, będziesz umiał z radością wszystko odrzucić dla Boga i z zadowoleniem przetrwać dla Niego wszystko – tym samym twoja miłość będzie czysta, a wiara prawdziwa” („Tylko doświadczając oczyszczenia człowiek może naprawdę pokochać Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Te pochodzące od Boga słowa zelektryzowały mnie – tak! Bóg uwzniośla mnie poprzez to, że mogę dzisiaj nieść o Nim świadectwo – jakże mam przejmować się ciałem? Nawet jeśli miałabym stracić życie, byłam zdecydowana pozostać wierną Bogu. Nagle podniosłam się na duchu i byłam zainspirowana. W duszy modliłam się do Boga: „Boże! To ty dałeś mi oddech, wolałabym umrzeć niż trwać przy życiu jako ktoś, kto Cię zdradził!” Poczucie zimna powoli ustępowało, co pozwoliło mi naprawdę poczuć Bożą obecność i otuchę. Policja przesłuchiwała mnie dalej od południa do siódmej wieczorem. Kiedy zrozumieli, że nic ode mnie nie wyciągną, zamknęli mnie w pokoju przesłuchań, gdzie ciągle nawiewali zimne powietrze.

Po obiedzie policjanci zwiększyli intensywność przesłuchania. Zapamiętale mi grozili, mówiąc: „Mów! Kto jest przywódcą waszego kościoła? Jeśli nam nie powiesz, mamy inne sposoby, możemy zmusić cię do wypicia soku z najostrzejszych papryczek albo wody z mydłem, zmusimy cię, żebyś jadła odchody, rozbierzemy cię do naga, wrzucimy cię do piwnicy, żebyś zamarzła na śmierć! Jeśli nie będziesz mówić dzisiaj, jutro zaczniemy od nowa. Mamy czas”. Kiedy zły policjant to powiedział, naprawdę zrozumiałam, że to w ogóle nie są ludzie, tylko banda demonów w ludzkich ciałach. Im dłużej traktowali mnie w ten sposób, tym bardziej nienawidziłam ich w moim sercu i tym mocniej trwałam w postanowieniu, żeby nic im nie mówić. Kiedy zobaczyli, że się nie złamię, wzięli bawełnianą torbę, namoczyli ją w wodzie i założyli mi na głowę. Trzymali ją mocno, tak że nie mogłam się poruszyć, a potem zacisnęli ją. Nie mogłam się ruszać, bo moje ręce były przypięte kajdankami do krzesła. Po chwili niemal się dusiłam; czułam, jak całe moje ciało sztywnieje, ale to nie wystarczyło, a ich nienawiść wcale nie malała. Wzięli garnek zimnej wody i zaczęli wlewać mi wodę do nosa. Grozili mi, mówiąc, że jeśli nie zacznę mówić, to się uduszę. Torba nie przepuszczała powietrza, a do tego wlewali mi wodę do nosa. Nie mogłam oddychać i myślałam, że umieram. W duszy modliłam się do Boga: „Boże, Ty dałeś mi oddech życia i powinnam dzisiaj żyć dla Ciebie. Niech zła policja mnie torturuje, ja Cię nie zdradzę. Jeśli wymagasz ode mnie poświęcenia życia, jestem gotowa bez słowa skargi dostosować się do Twoich planów i ustaleń…” Kiedy zaczęłam tracić przytomność i przestawałam oddychać, nagle rozluźnili ucisk. W swoim sercu ciągle dziękowałam Bogu. Żywo doświadczyłam tego, że Bóg jest Panem wszystkiego, że zawsze czuwa nade mną i opiekuje się mną i chociaż wpadłam w ręce złej policji, Bóg pozwolił im tylko torturować moje ciało, ale nie pozwolił im zabrać mojego życia. Moja pewność siebie zaczęła wtedy rosnąć.

Następnego dnia, około południa, kilku policjantów wsadziło mnie i inną siostrę do radiowozu i zawiozło do izby zatrzymań. Jeden z policjantów, żeby mnie nastraszyć, powiedział: „Nie jesteś stąd. Zamkniemy cię na sześć miesięcy, a potem dostaniesz wyrok 3-5 lat, i tak nikt nie będzie wiedział”. „Wyrok?” Kiedy tylko usłyszałam, że zostanę skazana, mimowolnie ogarnęła mnie słabość. Zastanawiałam się, jak będę mogła wyjść z tego z twarzą, jeśli pójdę do więzienia i jak ludzie będą mnie postrzegać; z pewnością będą patrzeć na mnie z góry. Kiedy byłam zbolała i słaba, Bóg po raz kolejny okazał mi swoją łaskę. Trafiłam do celi, w której były same siostry wierzące w Boga Wszechmogącego. Mimo że tkwiły w legowisku demonów, nie okazywały najmniejszego lęku. Dodawały sobie otuchy i wspierały się nawzajem, a kiedy zobaczyły, że byłam zniechęcona i słaba, rozmawiały ze mną o swoich osobistych doświadczeniach i składały świadectwo, sprawiając, że znów ufałam Bogu. Aby dodać mi otuchy, zaśpiewały też hymn: „Bóg pokornie ciałem się stał, by zbawić ludzkość, wskazując każdy krok, chodząc wśród kościołów, głosząc prawdę, starannie pojąc człowieka, oczyszczając go i doskonaląc go. Bóg widział wiele wiosen, widział każde lato, jesień i zimę widział, przyjmując słodycz z goryczą. On poświęca wszystko, nigdy nie żałując niczego, On dał swoją miłość bezinteresownie. Poznałem smak goryczy prób i przeszedłem Boży sąd. Po goryczy jest słodycz, a me zepsucie oczyszczane jest. Ofiaruję swoje serce, ofiaruję swoje ciało, by spłacić Bożą miłość, by spłacić Bożą miłość. Najbliżsi odrzucili mnie, inni mnie zniesławili. Lecz ma miłość do Boga aż do końca nie zachwieje się. Całkowicie oddany, chcę podążać za wolą Boga. Znoszę prześladowania i udręki, doświadczając wzlotów, doświadczając upadków. Nie ma znaczenia, co znoszę w tym życiu, nie ma znaczenia, że me życie wypełnia gorycz. Muszę iść za Bogiem i świadczyć o Nim” („Spłacić Bożą miłość, być Jego świadkiem” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Myśląc o tej pieśni, poczułam siłę życia tych sióstr, co bardzo podniosło mnie na duchu. To prawda, że podążałyśmy za prawdziwym Bogiem i kroczyłyśmy słuszną ścieżką w kraju, którym rządziła ateistyczna partia uznająca Boga za wroga. Pisane nam było wiele trudności, ale wszystko to miało znaczenie i nawet pobyt w więzieniu był czymś zaszczytnym, ponieważ byłyśmy prześladowane za dążenie do prawdy i podążanie ścieżką Boga. Byłyśmy kimś zupełnie innym od ludzi świeckich, którzy trafiają do więzienia za popełnienie potwornych zbrodni. Potem pomyślałam o tylu pokoleniach świętych, którzy cierpieli prześladowania i poniżenie za to, że podążali prawdziwą drogą. Ale teraz, kiedy otaczało mnie tyle słów Boga, zrozumiałam prawdę, której całe pokolenia nie potrafiły zrozumieć, poznałam tajemnice, których całe pokolenia nie znały, dlaczego więc nie miałabym znieść odrobiny cierpienia, by nieść świadectwo o Bogu? Kiedy o tym pomyślałam, po raz kolejny otrząsnęłam się ze swojej słabości, w moim sercu pojawiły się pewność i siła i zdecydowałam, że będę polegać na Bogu i z wysoko podniesioną głową zniosę jutrzejsze tortury i próby wymuszenia zeznań.

Dziesięć dni później policja wysłała mnie samą do ośrodka internowania. Przekonałam się, że wszystkie więźniarki były tam za oszustwa, kradzieże i nielegalną działalność. Kiedy tylko weszłam, powiedziały mi: „Jak ktoś tu przychodzi, to na ogół nie wychodzi. Wszystkie czekamy na wyroki, niektóre z nas już wiele miesięcy”. Patrząc na nie byłam tak zdenerwowana, że bałam się, iż dostanę zawału serca. Bałam się, że będą mnie źle traktować, a potem pomyślałam, że skoro policja mnie z nimi zamknęła, to najprawdopodobniej będą mnie sądzić jak zwykłą przestępczynię. Wiedziałam, że niektórych braci i niektóre siostry skazywano nawet na osiem lat więzienia. Nie wiedziałam, jaki wyrok dostanę, a miałam tylko 29 lat! Przecież nie spędzę całej młodości zamknięta w tej ciemnej celi? Jak teraz będą wyglądały moje dni? W tamtej chwili wydawało się, że moje rodzinne miasto, moi rodzice, mój mąż i moje dziecko – wszystko nagle stało się tak dalekie ode mnie. Poczułam się, jakby ktoś wbijał mi w serce nóż i w moich oczach wezbrały łzy. Wiedziałam, że padłam ofiarą oszustwa szatana, więc gorączkowo wołałam do Boga, mając nadzieję, że pokaże mi, jak uwolnić się od tego cierpienia. W trakcie modlitwy dotarły do mnie jasne wskazówki: Kiedy stawiasz temu czoła, masz pozwolenie od Boga. Nie narzekaj, tak jak Hiob, kiedy poddany był próbie. Słowa Boga od razu przyniosły mi oświecenie: „Czy wolelibyście podporządkować się każdemu Mojemu planowi (czy to śmierci, czy zgubie), czy ucieklibyście w połowie drogi, aby uniknąć Mego karcenia?” („Co wiesz o wierze?” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Sąd i skarcenie słów Boga zawstydziły mnie. Zrozumiałam, że w ogóle nie byłam szczera wobec Boga, lecz tylko powiedziałam, że chcę dobrze nieść o Nim świadectwo. Kiedy jednak zawisła nade mną groźba uwięzienia, pragnęłam jedynie uciec. Nie posiadałam praktycznej umiejętności cierpienia za prawdę. Kiedy myślę o swoim aresztowaniu, to widzę, że Bóg był cały czas przy moim boku. Nie opuścił mnie ani na chwilę, bojąc się, że zabłądzę albo potknę się po drodze. Miłość Boga do mnie była całkowicie szczera i pełna. Ale byłam samolubna i interesowna i przez cały czas myślałam o korzyściach i stratach mojego ciała. Nie chciałam ponieść dla Boga żadnych kosztów – czy można powiedzieć, że miałam jakiekolwiek człowieczeństwo? Jakiekolwiek sumienie? Kiedy o tym pomyślałam, wezbrał we mnie żal i poczułam, że mam dług do spłacenia. W duszy modliłam się do Boga i okazywałam skruchę: Boże! Popełniłam błąd. Nie mogę już dłużej składać gołosłownych deklaracji i oszukiwać Cię. Pragnę urzeczywistniać prawdę, aby Cię zadowolić. Niezależnie od tego, jaki dostanę wyrok, z całą pewnością będę nieść o Tobie świadectwo – proszę Cię tylko, byś chronił moje serce. Właśnie wtedy podeszła do mnie więźniarka mająca tam największy posłuch i powiedziała: „Nie wiem, za co tu jesteś, ale mamy takie powiedzenie: »Przyznaj się, a stąd nie wyjdziesz; stawiaj opór, a będziesz mogła cieszyć się wolnością«. Jeśli nie chcesz mówić, to nie mów”. Podziękowałam Bogu za to, że zaaranżował tę nieprawdopodobną sytuację i za przekazaną mi przez tę więźniarkę mądrość, dzięki której wiedziałam, jak radzić sobie z kolejnymi przesłuchaniami. Poza tym okazało się, że inne osadzone nie tylko mi nie dokuczały, ale nawet się mną opiekowały, dając mi ubranie i dodatkowe jedzenie podczas posiłków oraz dzieląc się owocami i przekąskami, które sobie kupowały. Pomagały mi także w mojej codziennej pracy. Wiedziałam, że wszystko to zostało zaplanowane i zaaranżowane przez Boga; był to wyraz Bożego współczucia dla mojej niedojrzałej postawy. W obliczu Jego miłości i ochrony, postanowiłam: Niezależnie od tego, jaki dostanę wyrok, z całą pewnością będę nieść świadectwo o Bogu!

W ośrodku internowania policjanci przesłuchiwali mnie co kilka dni. Kiedy zdali sobie sprawę, że twardym postępowaniem nic ze mną nie wskórają, przestawili się na inną taktykę. Policjanci, którzy mnie przesłuchiwali, specjalnie zachowywali się w wyluzowany sposób, rozmawiali ze mną, dawali mi jedzenie i mówili, że pomogą mi znaleźć dobrą pracę. Wiedziałam, że był to podstęp szatana, więc podczas każdego przesłuchania po prostu modliłam się do Boga, prosząc Go, by mnie chronił i nie pozwolił, bym dała im się nabrać. Któregoś razu przesłuchujący mnie policjant w końcu wyjawił swoje złowrogie intencje: „Osobiście nic do ciebie nie mamy, chcemy tylko zniszczyć Kościół Boga Wszechmogącego. Mamy nadzieję, że do nas dołączysz”. Kiedy usłyszałam te niegodziwe słowa, poczułam wielki gniew. Pomyślałam: Bóg stworzył człowieka i po dziś dzień ciągle dba o nas i prowadzi nas. A teraz przyszedł, aby zbawić tych, których stworzył i pomóc nam uciec z otchłani cierpienia. Cóż w tym złego? Czemu budzi to taką nienawiść i złość tych diabłów? Jesteśmy stworzeniem Boga. Podążanie za Bogiem i oddawanie Mu czci jest słuszne i właściwe, dlaczego zatem szatan usiłuje nam przeszkodzić i zabrać naszą wolność podążania za Bogiem? Teraz próbują uczynić ze mnie marionetkę w swojej misji uderzenia w Boga. Rząd KPCh rzeczywiście jest bandą demonów, których celem jest przeciwstawienie się Bogu. Są to nikczemni reakcjoniści! Byłam pełna oburzenia i jeszcze bardziej nienawidziłam KPCh; chciałam tylko nieść świadectwo o Bogu i przynosić pociechę Jego sercu. Kiedy policjanci zobaczyli, że i tak nic im nie powiem, zaczęli używać metod psychologicznych. Poprzez China Mobile zidentyfikowali mojego męża i przyprowadzili go do mnie razem z moim dzieckiem. Mój mąż początkowo nie miał nic przeciwko mojej wierze w Boga, ale oszukany przez policję, powtarzał mi raz za razem: „Błagam cię, porzuć swoją wiarę. Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie, to pomyśl o naszym dziecku. Wiesz, jak wpłynie na nie to, że będzie miało matkę w więzieniu…” Wiedziałam, że mój mąż mówi to wszystko z ignorancji, więc przerwałam mu i powiedziałam: „Ciągle mnie nie rozumiesz? Byliśmy ze sobą tyle lat, czy kiedykolwiek widziałeś, żebym zrobiła coś niegodziwego? Jeśli czegoś nie rozumiesz, to po prostu siedź cicho”. Kiedy mój mąż zrozumiał, że nie zmieni mojego zdania, rzucił te okrutne słowa: „Jesteś uparta i nie chcesz słuchać – w takim razie się z tobą rozwiodę!” To słowo, „rozwód”, przeszyło moje serce. Sprawiło, że jeszcze bardziej znienawidziłam rząd KPCh. To jego kampania oszczerstw i sianie niezgody sprawiły, że mój mąż tak znienawidził dzieło Boga i wypowiedział tak nieczułe słowa. Rząd KPCh rzeczywiście jest winowajcą, który każe zwykłym ludziom obrażać Niebiosa! Jest także winnym osłabienia naszych uczuć jako męża i żony! Na tę myśl nie chciałam już nic powiedzieć mojemu mężowi. Powiedziałam tylko spokojnie: „Więc pośpiesz się i zabierz nasze dziecko z powrotem do domu”. Kiedy policjanci zrozumieli, że ich taktyka nie zadziałała, byli tak wściekli, że chodzili w tę i z powrotem przed swoim biurkiem i krzyczeli na mnie: „Tak się natrudziliśmy, a nie uzyskaliśmy od ciebie żadnej odpowiedzi! Jeśli dalej nie będziesz nic mówić, to uznamy cię za przywódczynię całego regionu, za więźnia politycznego! Jeśli nie zaczniesz mówić dzisiaj, nie dostaniesz kolejnej szansy!” Ale ile by nie wściekali się i nie wrzeszczeli, ja w duszy modliłam się do Boga, prosząc Go, by umocnił moją wiarę.

Podczas przesłuchań ciągle prowadził mnie hymn słów Boga: „W dziele dni ostatecznych wymaga się od nas wielkiej wiary i wielkiej miłości. Możemy się potknąć przez najmniejsze zaniedbanie, ponieważ ten etap pracy różni się od wszystkich poprzednich. Tym, co Bóg doskonali, jest wiara ludzkości – coś, czego nie można zobaczyć ani dotknąć. To, co Bóg robi, polega na obracaniu słów w wiarę, miłość i życie. Ludzie muszą osiągnąć punkt, w którym przeszli setki oczyszczeń i posiedli wiarę większą niż Hiob. Muszą znosić niewiarygodne cierpienia i wszelkiego rodzaju tortury, nie odszedłszy kiedykolwiek od Boga. Kiedy pozostają posłuszni aż do śmierci i żywią wielką wiarę w Boga, ten etap Bożego dzieła jest zakończony. Dzieło Boże nie jest tak proste, jak sobie wyobrażacie. Im mniej zgadza się ono z wyobrażeniami ludzi, tym głębsze jest jego znaczenie, a im bardziej jest zgodne z wyobrażeniami ludzi, tym mniej jest wartościowe i pozbawione rzeczywistego znaczenia. Starannie rozważcie te słowa – mówię o tym tylko tyle, a wy sami możecie przeanalizować resztę. Niczego nie będę wyjaśniał” („Bóg czyni wiarę doskonałą” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Wiara i siła, które czerpałam ze słów Boga, sprawiły, że podczas przesłuchań wydawałam się bardzo lojalna wobec kościoła. Ale kiedy wracałam do swojej celi, mimowolnie pojawiała się odrobina słabości i poczucia krzywdy. Wyglądało na to, że mój mąż rzeczywiście się ze mną rozwiedzie i nie będę już miała domu. Nie wiedziałam też, na ile lat więzienia zostanę skazana. Pośród tego bólu przyszły mi na myśl te słowa Boga: „Powinieneś również doświadczać nastrojów, które odczuwał wówczas Piotr: Przejął go smutek, nie prosił już o przyszłość ani o błogosławieństwo. Nie szukał zysku, szczęścia, sławy, czy fortuny na świecie, a jedynie starał się żyć w sposób najbardziej sensowny, który polegał na odwdzięczeniu się za Bożą miłość i poświęceniu Bogu tego, co uważał za najcenniejsze. To dawało mu zadowolenie w sercu” („Jak Piotr poznał Jezusa” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). To, co zrobił Piotr, głęboko mnie poruszyło i wzmocniło moją wolę rezygnacji ze wszystkiego, by zadowolić Boga. Była to prawda. Kiedy Piotr był najbardziej pogrążony w smutku, wciąż był w stanie go znieść i zadowolić Boga. Nie chodziło mu o własne plany na przyszłość czy przeznaczenie ani o własną korzyść, a kiedy ostatecznie przybito go do krzyża do góry nogami, niósł dobre i mocne świadectwo o Bogu. Ale ja miałam to szczęście, że podążałam za Bogiem wcielonym, cieszyłam się w moim życiu nieskończonymi darami Boga, jak również Jego łaską i błogosławieństwami, ale nigdy nie poniosłam prawdziwych kosztów dla Boga. A kiedy Bóg potrzebował, bym niosła o Nim świadectwo, nie mogłam zadowolić Go ten jeden raz? Czy gdybym straciła tę szansę, nie żałowałabym tego przez resztę życia? Kiedy o tym pomyślałam, podjęłam decyzję przed Bogiem: Boże, pragnę pójść za przykładem Piotra. Nieważne, co się ze mną stanie, nawet jeśli będę musiała się rozwieść albo zostanę skazana na więzienie, nie zdradzę Cię! Po modlitwie poczułam, jak wzbiera we mnie siła. Nie będę już zastanawiać się nad tym, czy zostanę skazana, czy nie, jak wysoki dostanę wyrok, ani czy będę mogła wrócić do domu do mojej rodziny. Będę myśleć tylko o tym, że kolejny dzień w tym legowisku demonów jest kolejnym dniem niesienia świadectwa o Bogu i nawet gdybym miała spędzić w więzieniu resztę życia, nie ugnę się przed szatanem. Kiedy rzeczywiście zrezygnowałam z siebie, naprawdę poczułam miłość i tkliwość Boga. Kilka dni później po południu strażniczka nagle powiedziała do mnie: „Zabieraj swoje rzeczy, możesz iść do domu”. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę! Przed uwolnieniem policja kazała mi podpisać dokument. Wyraźnie widziałam na nim te słowa: „Niewinna z braku dowodów, wypuścić”. Widząc to, byłam niezmiernie przejęta. Po raz kolejny zobaczyłam wszechmoc i wierność Boga oraz to, że „ci, którzy gotowi są się poświęcić, mogą przejść po nim bez obaw”. Szatan przegrał i to Bóg został ostatecznym zwycięzcą tej bitwy w duchowej wojnie!

Po 36 dniach aresztu i prześladowania z rąk policji KPCh dogłębnie zrozumiałam okrutną tyranię i reakcyjną istotę rządu tej partii. Od tamtego czasu zaczęłam go gruntownie nienawidzić. Wiem, że pośród tych przeciwności losu Bóg był zawsze ze mną, oświecając mnie, prowadząc mnie i na każdym kroku pozwalając mi pokonać okrucieństwo szatana i wyjść zwycięsko z jego prób. Dało mi to prawdziwe doświadczenie faktu, że słowa Boga są rzeczywiście życiem ludzkości i naszą siłą. Sprawiło też, że naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, iż Bóg jest naszym Panem i rządzi wszystkim i jakich podstępów szatan by nie stosował, Bóg zawsze go pokona. KPCh próbowała torturować moje ciało, by zmusić mnie do zdradzenia Boga, porzucenia Go, ale jej okrutne tortury nie tylko mnie nie złamały, ale wręcz wzmocniły moją determinację i pozwoliły mi pełniej dostrzec jej nikczemne oblicze oraz doświadczyć miłości i zbawienia Boga. Z głębi serca dziękuję Bogu za wszystko, co dla mnie zaaranżował, sprawiając, że mogłam zyskać największe bogactwo w życiu! Moje osobiste postanowienie jest następujące: nieważne, jakie spotkają mnie prześladowania czy przeciwności losu, pragnę pewnie podążać za Bogiem i tak jak wcześniej nauczać ewangelii, aby odpłacić za Jego wielką miłość!

Wstecz:Ślubowanie życia w pobożności

Dalej:Cierpienia i próby – błogosławieństwa uznania Bożego

Powiązane treści