Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczeń przed tronem sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

58. W uczciwości kryje się wielkie szczęście

Autorstwa Gan’ena, miasto Hefei, Prowincja Anhui

W swoim życiu w interakcjach społecznych zawsze kierowałem się zasadą: „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas”. Nie obdarzam nikogo zaufaniem tak po prostu. Zawsze czułem, że w sytuacji, w której nie znam prawdziwych intencji drugiej osoby, nie powinienem odkrywać przed nią kart zbyt wcześnie. Dlatego też wystarczy zachowywać się spokojnie – w ten sposób ochronisz samego siebie, a inni będą cię uważać za „dobrego człowieka”.

Kierowałem się tą maksymą w moim postępowaniu z innymi także po tym, jak zaakceptowałem dzieło Boże w dniach ostatecznych. Gdy zrozumiałem, że Bóg oczekuje niewinności, szczerości i uczciwości, uświadomiłem sobie, że ja wykazuję te cechy tylko w stosunku do drobnostek, które osobiście nie mają dla mnie znaczenia. Ze strachu, że moi bracia i siostry będą na mnie patrzeć z pogardą, prawie wcale nie ujawniałem tych aspektów mojego usposobienia, które według mnie świadczyły o prawdziwym zepsuciu. Gdy mój przywódca prosił mnie o zaprezentowanie efektów mojej pracy, byłem pełen obaw i podejrzeń, myśląc: „Dlaczego mój lider zawsze każe mi występować publicznie i przedstawiać szczegółowo moją sytuację przed wszystkimi braćmi i siostrami? Czy to nie oczywiste, że stracę twarz i będę stać zawstydzony na oczach wszystkich? Być może mój przywódca niespecjalnie mnie lubi, dlatego postanowił wybrać właśnie mnie”. Sprawiało mi to tym większy ból i było tym trudniejsze do zniesienia wtedy, kiedy inni bracia i siostry byli awansowani a ja pozostawałem nadal na tym samym stanowisku. Zakładałem, że nie dostaję awansu, bo nie warto mnie szkolić. Moje serce przepełniały obawy i niezrozumienie. Czułem, że nie ma przede mną przyszłości, że nie ma sensu iść dalej tą drogą. Ponieważ zawsze byłem ostrożny i podejrzliwy wobec innych, coraz mniej rozumiałem Boga i czułem się coraz słabiej z Nim związany. Mój stan coraz bardziej odbiegał od normalności; ostatecznie straciłem kontakt z dziełem Ducha Świętego i zapadłem w ciemność.

W czeluściach cierpienia, zagubiony i pozbawiony celu, natrafiłem na ten fragment słowa Bożego: „Jeśli jesteś bardzo zwodniczy, twoje serce będzie cechować powściągliwość, a myśli będą pełne podejrzeń dotyczących wszystkich spraw i wszystkich ludzi. Z tego powodu twoja wiara we Mnie opiera się na podejrzliwości. Ten sposób wiary jest tym, którego nigdy nie uznam. Nie mając prawdziwej wiary, będziesz jeszcze dalej od prawdziwej miłości. A jeśli jesteś w stanie wątpić w Boga i spekulować o Nim do woli, to bez wątpienia jesteś najbardziej podstępnym z ludzi” („Jak poznać Boga na ziemi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Gdy próbowałem przemyśleć słowa Boga, nagle naszła mnie refleksja na temat mojego postępowania w codziennym życiu. Na początek pomyślałem tak: „Czy nie żyłem z »a myśli będą pełne podejrzeń dotyczących wszystkich spraw i wszystkich ludzi«?” Czy w takim razie w oczach Boga nie byłem przypadkiem człowiekiem przebiegłym? I w tamtej chwili moje serce niczym sztylet przeszyły słowa: „człowiek przebiegły”, sprawiając mi nieznośny ból. Zawsze uważałem, że trzymając się maksymy: „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas”, będę uznawany za dobrego człowieka przez osoby równe mi statusem, kierowałem się tymi słowami zarówno postępując z ludźmi, jak i prowadząc biznes. Przez wszystkie te lata nigdy nie podejrzewałem, że żyjąc według tej maksymy stanę się „człowiekiem przebiegłym”. Trwanie tak długo przy słowach: „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas” oznaczało odejście od prawdy i życie w bezpośredniej sprzeczności ze słowem Bożym. Byłem zszokowany, że właściwie z dnia na dzień cała ta filozofia życiowa, której trzymałem się kurczowo, odkąd tylko pamiętam, została unicestwiona i zanegowana przez słowo Boże. Jednakże w obecnym stanie rzeczy musiałem zaakceptować fakty. Uspokoiłem się, przemyślałem sprawy i przewartościowałem tę maksymę, której się tak długo trzymałem. Z czasem dzięki oświeceniu, którego dostąpiłem z woli Boga, ostatecznie na nowo zrozumiałem i odkryłem sens tej maksymy. Na pierwszy rzut oka słowa: „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas” wydają się bardzo rozsądne i zgodne z powszechnie pojmowanym znaczeniem koncepcji dobra i zła. Początkowo wydaje się, że w tej idei nie ma nic złego, ponieważ głosi ona jedynie, że mamy się strzec innych a nie ich krzywdzić. Co więcej, żyjąc według tej maksymy unikamy wpadania w pułapki, a jednocześnie uczymy się, jak zostać dobrymi ludźmi. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej tym słowom, staje się jasne, że stanowią one wyjątkowo groźną metodę, za pomocą której Szatan usiłuje zepsuć rodzaj ludzki. Zdanie to w skryty sposób mówi nam, żebyśmy nie ufali nikomu, że każdy może nas skrzywdzić, i że nigdy nie należy w pełni angażować się w relacje z ludźmi. Takie podejście prowadzi do sytuacji, w której ja jestem czujny wobec ciebie, ty stajesz się podejrzliwy wobec mnie i ostatecznie żadne z nas tak naprawdę nie ufa drugiemu. To z kolei prowadzi nas na drogę pełną niezrozumienia, wrogości i intryg, sprawiając, że rodzaj ludzki staje się coraz bardziej zepsuty, zdradliwy, podstępny i zakłamany. Co gorsza, ta szatańska zasada powoduje, że stajemy się nieufni i podejrzliwi podczas naszych spotkań z kochającym i dobrym Bogiem. Zaczynamy myśleć, że Bóg także jest zdradliwy i podstępny, stosuje mnóstwo sztuczek i nie działa w naszym najlepszym interesie. W rezultacie niechętnie pokładamy w Nim wiarę i coraz mniej doceniamy Jego wielkie starania, bez względu na siłę Jego miłości do nas i troski wobec nas. Zamiast tego kwestionujemy wszystko, co Bóg robi, ponieważ mamy w sobie zdradzieckie serce, przepełnione niezrozumieniem, lękiem, nielojalnością i oporem wobec Niego. W taki sposób Szatan realizuje swój cel, którym jest doprowadzenie do zepsucia i zatrucia rodzaju ludzkiego, a także odwrócenie nas od Boga lub zdradzenie Go. Niestety zabrakło mi przenikliwości i nie umiałem przejrzeć złowieszczego spisku szatana. Jego złudne słowa uznawałem za trwałą filozofię życiową, którą trzeba szanować i której należy się trzymać, a w konsekwencji stawałem się coraz bardziej podstępny, wątpiący i czujny. Zamiast stać u boku Boga i podchodzić do rzeczy z pozytywnym nastawieniem w każdej sytuacji, ja zawsze uciekałem się do zdradzieckiego myślenia. Nie rozumiałem Boga i kwestionowałem Jego intencje. Wreszcie moje nierozumienie Boga stało się na tyle widoczne, że straciłem kontakt z dziełem Ducha Świętego i zapadłem w ciemność. „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas” – teraz już jest jasne, że te słowa to nic innego jak spisek uknuty przez szatana, mający na celu zepsucie i usidlenie ludzkości. Życie według tej tak zwanej maksymy sprawi tylko, że ludzie będą bardziej przebiegli i podstępni, że będą niesprawiedliwie wątpić w innych i strzec się przed sobą nawzajem, jednocześnie nie rozumiejąc Boga i odwracając się od Niego. Takie życie sprawi, że Bóg poczuje do nas odrazę, a my stracimy kontakt z dziełem Ducha Świętego i zapadniemy w ciemność. Na koniec ci, którzy będą trzymać się tej maksymy, staną się ofiarami własnego oszustwa, a ich świetlana przyszłość nigdy nie nadejdzie. W tym momencie ostatecznie zdałem sobie sprawę, że maksyma: „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas” nie jest słuszną filozofią życiową, lecz nikczemnym spiskiem szatana, mającym za zadanie oszukiwanie i nękanie ludzkości. Zdanie to było niczym śmiercionośny jad, zdolny doprowadzić ludzi do zepsucia i sprawić, że zatracą oni swoje człowieczeństwo i odwrócą się od Niego lub Go zdradzą. Życie według tej maksymy mogło doprowadzić wyłącznie do sprzeciwienia się Bogu i spowodowałoby, że zostanie się przez Niego znienawidzonym, odepchniętym i odrzuconym.

Później natrafiłem na ten fragment słowa Bożego: „Bóg jest kwintesencją wierności, stąd też Jego słowu zawsze można zaufać. Co więcej, Jego czyny są nieskalane i niepodważalne. To dlatego Bogu mili są ci, którzy są wobec Niego całkowicie uczciwi. Uczciwość oznacza oddać swoje serce Bogu; nigdy przed Nim w niczym nie udawać; mówić Mu o wszystkim; nigdy nie ukrywać prawdy; nigdy nie czynić tego, co oszukuje tych, co powyżej i zwodzi tych, co poniżej; a także nigdy nie robić tego, co jedynie przypochlebia cię Bogu. Podsumowując, być uczciwym oznacza powstrzymać się od nieczystości w waszych czynach i słowach, i nie mamić ani Boga, ani człowieka. (…) Jeśli masz wiele poufnych informacji, którymi niechętnie się dzielisz i jeśli nie jesteś skory do wyjawienia innym swoich tajemnic – inaczej mówiąc swoich kłopotów – aby szukać drogi ku światłu, powiadam, że jesteś tym, który nie dostąpi łatwo zbawienia i który niełatwo wyłoni się z ciemności. Jeśli poszukiwanie drogi prawdy sprawia ci radość, jesteś tym, który wiecznie pozostaje w świetle. Jeśli z chęcią służysz w domu Bożym, pracując mozolnie i sumiennie w ukryciu, zawsze dając i nigdy nie biorąc, wówczas powiadam, że jesteś lojalnym świętym, bo nie szukasz nagrody i jesteś po prostu uczciwym człowiekiem. Jeżeli jesteś gotowy na szczerość; jeśli jesteś gotowy poświęcić wszystko, co masz; jeśli jesteś zdolny do poświęcenia życia dla Boga i być świadkiem; jeśli jesteś uczciwy do tego stopnia, że wiesz jedynie, jak zadowolić Boga i nie bierzesz pod uwagę siebie ani nie czerpiesz korzyści dla siebie, powiadam ci, że tacy ludzie wzrastają w świetle i na zawsze zamieszkiwać będą królestwo” („Trzy przestrogi” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Na podstawie słowa Bożego uświadomiłem sobie, że Bóg kocha i błogosławi uczciwych. Tylko będąc uczciwym można żyć właściwie i zgodnie z zamysłem Boga. W ten sposób tylko uczciwi dostępują zaszczytu bycia zbawionym przez Boga. Zrozumiałem też, jak postępuje osoba uczciwa. Ludzie uczciwi mówią prosto, otwarcie i nie próbują nikogo zwodzić, ponieważ nazywają rzeczy po imieniu. Uczciwi nigdy nie oszukują innych, nie działają powierzchownie, a przede wszystkim nigdy nie oszukują i nie okłamują Boga. Serce uczciwego człowieka jest szczere, niezakłamane i niewypaczone. W swoich słowach i czynach uczciwy człowiek nie posiada ukrytych intencji ani motywów. Nie działa dla zysku ani w celu zaspokojenia potrzeb cielesnych, lecz dla samego życia w prawdzie. Serce uczciwego człowieka jest wspaniałomyślne, jego dusza jest czysta, a on sam chce poświęcić siebie i swoje życie Bogu. Uczciwi ludzie nie proszą o nic w zamian i pragną jedynie spełniać życzenia Boga. Tylko ci, którzy posiądą takie cechy charakteru, mogą być nazywani uczciwymi ludźmi, żyjącymi w światłości.

Kiedy już zrozumiałem zasady, którymi kieruje się osoba uczciwa, zacząłem próbować wcielać je w życie. W swoich relacjach z innymi ludźmi, świadomie próbowałem nie być podstępny, nie oceniać ich intencji i nie być nadmiernie ostrożny. Kiedy mi się udawało, czułem się lekki i wyzwolony. Życie w taki sposób wydawało się znacznie bardziej relaksujące. Gdy natomiast podczas wykonywania swoich obowiązków nie byłem do końca uczciwy, sam z siebie prosiłem swoją siostrę ze wspólnoty, aby przypominała mi, na czym polega moje nowe rozumienie samego siebie – a ona robiła podobnie. Podczas tego procesu nie tylko nie uprzedziliśmy się do siebie, ale wręcz zaczęliśmy bardziej harmonijnie współdziałać. Gdy cytowałem słowo Boże podczas ujawniania swego zepsucia na spotkaniach wspólnoty, moi bracia i siostry nie uważali mnie za kogoś gorszego, a raczej brali mnie za przykład zbawczej miłości Boga. Wypełniając swoje obowiązki pracowałem nie dla reputacji czy dla osiągnięcia statusu, lecz aby spełnić życzenia samego Boga. Wtedy czułem, jak Duch Święty wypełnia mnie i prowadzi, tak abym ujrzał sens Bożego dzieła podczas wykonywania tych obowiązków. W rezultacie stałem się bardzo efektywny w swojej pracy. Podczas modlitwy świadomie próbowałem podzielić się z Bogiem swoimi najskrytszymi myślami i mówić do Niego z głębi duszy. Odkryłem, że robiąc tak zbliżam się coraz bardziej do Boga i poczułem, jaki Bóg jest wspaniały. Oczywiście całe moje dawne niezrozumienie Boga powoli znikało. Zrozumiałem, jak bardzo bycie uczciwym pozwala doświadczyć życia w światłości i błogosławieństwa Bożego. Bycie osobą uczciwą naprawdę ma znaczenie i rzeczywiście jest wartościowe!

Widząc korzyści płynące z bycia osobą uczciwą jeszcze wyraźniej zobaczyłem, że szatańska zasada: „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas” deprawuje i nęka rodzaj ludzki. Trwając przy tej zasadzie człowiek będzie zawsze żyć w ciemności, zepsuciu i udręce. Tylko będąc osobą uczciwą możemy żyć w światłości, dostatku i chwale Boga. Przysięgam, że od dzisiaj zaczynam żyć na nowo i całkowicie porzucę szatańską zasadę wyrażoną w słowach: „Nie wolno krzywdzić innych, ale trzeba być czujnym, aby inni nie skrzywdzili nas”. Od teraz uczciwość stanie się standardem w moim życiu i będę dążyć do podobania się Bogu, okazując ją na co dzień.

Wstecz:Posmakowałem Bożego zbawienia

Dalej:Krótka przemowa o źródle ciemności i zła na świecie

Powiązane treści