29. Dzięki goryczy prześladowań nauczyłem się jasno rozróżniać miłość od nienawiści

Autorstwa Zhao Zhi, prowincja Hebei

Nazywam się Zhao Zhi i w tym roku kończę 52 lata. Od 14 lat jestem wyznawcą Boga Wszechmogącego. Przed zyskaniem wiary byłem biznesmenem. Często podejmowałem gości, wysyłałem ludziom prezenty i utrzymywałem liczne kontakty towarzyskie. Nagminnie odwiedzałem takie miejsca, jak bary karaoke i salony gier. Moja żona ciągle się ze mną o to kłóciła, aż w końcu zagroziła rozwodem i wyprowadzką. Tkwiłem wtedy po uszy w tym bagnie, nie mogąc się z niego wyrwać, i choć starałem się jak najlepiej dbać o rodzinę, nie udawało mi się to. Czułem się naprawdę nieszczęśliwy w życiu i byłem wyczerpany. W czerwcu 1999 roku spłynęła na nas zbawcza łaska Boga Wszechmogącego. Czytając słowa Boże i omawiając je we wspólnocie z braćmi i siostrami, moja żona zdała sobie sprawę, że zło świata i ludzkie zepsucie wynikają wyłącznie z tego, że szatan krzywdzi nas i bawi się nami. Wyraziła zrozumienie dla mojej sytuacji i otworzyła swoje serce w rozmowie ze mną. Dzięki przewodnictwu Bożych słów również dostrzegłem, że tarzam się w grzechu i że Bóg jest tym zniesmaczony i nienawidzi tego. Co więcej, zrozumiałem, że wcale nie zachowuję się jak człowiek. Miałem wyrzuty sumienia i poczucie winy, dlatego postanowiłem przed Bogiem, że stanę się nowym człowiekiem. Od tamtej pory razem z żoną każdego dnia modliliśmy się i czytaliśmy słowa Boga i często rozmawialiśmy z braćmi i siostrami ze wspólnoty. Konflikty między nami i cierpienie, które odczuwaliśmy wcześniej, niepostrzeżenie rozpłynęły się we mgle, a nasze życie wypełniło się spokojem i radością. Byłem głęboko świadomy, że Bóg Wszechmogący ocalił naszą rodzinę, gdy była na krawędzi upadku, i przyniósł nam zupełnie nowe życie. Oprócz tego, że odczuwałem ogromną wdzięczność, po cichu postanowiłem również ofiarować całego siebie, aby odpłacić za Bożą łaskę. Potem zacząłem angażować się w wykonywanie obowiązków i dzielenie się ewangelią, aby więcej ludzi mogło zyskać zbawienie, które Bóg przynosi nam w dniach ostatecznych. Jednak ateistyczny rząd Komunistycznej Partii Chin nie pozwala ludziom czcić Boga ani podążać właściwą ścieżką, a w szczególności zabrania głosić ewangelię i nieść świadectwo o Bogu. Ponieważ wierzyłem w Boga i szerzyłem ewangelię, zostałem aresztowany i padłem ofiarą prześladowań ze strony rządu KPCh.

Był wiosenny dzień w 2002 roku. Gdy wraz z jednym z braci głosiliśmy ewangelię w pewnej wiosce, jakiś nikczemnik zadenuncjował nas policji. Radiowóz przyjechał natychmiast i, nawet nie ustalając faktów, policjanci zakuli mnie, zaciągnęli do samochodu i zabrali z powrotem na posterunek. Gdy tylko weszliśmy do pokoju przesłuchań, zanim zdążyłem zareagować, funkcjonariusz rzucił się na mnie, złapał mnie za kołnierz i kilkakrotnie uderzył mnie mocno w twarz. Od razu zakręciło mi się w głowie i zobaczyłem gwiazdy, a nie mogąc utrzymać równowagi, przewróciłem się i uderzyłem głową w podłogę. Krwawiłem z ust i nosa, a moja twarz płonęła z bólu. Kiedy policjant to zobaczył, kopnął mnie okrutnie i wysyczał do mnie przez zaciśnięte zęby: „Nie udawaj mi tu, gnoju jeden. Wstawaj!”. Dwóch innych funkcjonariuszy podeszło, szarpnęli mnie za ramiona i rzucili na bok, a potem cała trójka zaczęła mnie bić i kopać. Całe ciało okropnie mnie bolało. Upadłem na podłogę i nie mogłem wstać. Wpatrywali się we mnie z mordem w oczach, jak tygrysy na swą ofiarę. Jeden z nich warknął na mnie: „Jak się nazywasz? Skąd jesteś? Dlaczego byłeś w domu tego mężczyzny? Jeśli nie będziesz gadać, to ci pokażę!”. Modliłem się w duchu do Boga, prosząc Go, aby chronił moje serce, abym mógł wyciszyć się przed Bogiem oraz aby dał mi wiarę i odwagę, by nie ulec ich groźbom. Widząc, że się nie odzywam, funkcjonariusz o wyglądzie okrutnika podniósł pałkę elektryczną i wymachiwał mi nią przed twarzą, celowo trzaskając prądem. Następnie wskazał na mnie i powiedział groźnie: „Będziesz gadać czy nie? Jeśli nie zaczniesz mówić, to porażę cię prądem na śmierć”. Przestraszyłem się i szybko pomodliłem się do Boga. „Boże! Wszystko jest w Twoich rękach, również ci okrutni policjanci. Bez względu na to, jak mnie traktują, odbywa się to za Twoją zgodą. Jestem gotów poddać się Twoim zarządzeniom i planowym działaniom. Tylko że moja postawa jest zbyt niedojrzała, czuję się słaby i boję się. Proszę, daj mi wiarę i siłę, chroń mnie, abym nie został judaszem. Nie pozwól, abym przestał nieść świadectwo przed szatanem”. Po modlitwie pojawił się w moich myślach fragment słowa Bożego: „Mamy w sobie życie zmartwychwstałego Chrystusa. Naprawdę brak nam wiary w obecność Boga, oby zechciał On wlać w nas prawdziwą wiarę. Zaiste, pełne słodyczy jest Boże słowo! Jego słowo jest potężnym lekarstwem! Zawstydź diabłów i szatana! Jeśli uchwycimy Boże słowo, zyskamy wsparcie, a Jego słowo niebawem ocali nasze serca! Rozprasza ono wszystkie rzeczy i zaprowadza wszędzie pokój. Wiara jest niczym most z belki; ci, którzy żałośnie czepiają się życia, będą mieć trudności z przejściem na drugą stronę, jednak ci, którzy gotowi są się poświęcić, mogą przejść po nim bez obaw. Jeśli człowiek jest onieśmielony i ma pełne lęku myśli, jest oszukiwany przez szatana. Szatan boi się, że przejdziemy przez most wiary, by wkroczyć do Boga” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „To prawda!” – pomyślałem. „Tak bardzo się boję, ponieważ uległem oszustwu szatana. Pomimo okrutnego wyglądu tych funkcjonariuszy wszystko jest w rękach Boga, a Bóg jest moim wsparciem. Muszę polegać na swojej wierze i na słowach Boga, aby pokonać szatana!”. Nie pisnąłem więc słowa, a kiedy policjant zobaczył, że milczę, podniósł pałkę i dźgnął nią w moją stronę. Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby, przygotowując się na ostry ból, ale ku mojemu zdziwieniu, chociaż pałka uderzała we mnie raz po raz, nic nie czułem. Funkcjonariusze nie mogli się temu nadziwić i mówili zdumieni: „Dlaczego ta pałka dzisiaj nie działa? Musi być zepsuta – sprawdź inną”. Potem wzięli inną pałkę, ale ta też nie działała. Nieustannie wołałem w swoim sercu: „Boże, dziękuję Ci! Usłyszałeś moją modlitwę i potajemnie mnie chronisz. Jesteś tak wspaniały i lojalny! Boże, bez względu na to, jakie okrutne tortury spotkają mnie w przyszłości, z całego serca pragnę Ci zaufać. Jestem zdeterminowany, aby wytrwać w moim świadectwie!”. Mimo że ich paralizator na mnie nie działał, wcale nie zamierzali rezygnować, więc zakuli mnie w kajdanki, zawlekli do radiowozu i zawieźli do dwupiętrowego budynku daleko od wioski.

Gdy weszliśmy do środka, jeden z funkcjonariuszy uśmiechnął się zimno i powiedział groźnie: „Widzisz, że nic tu nie ma i nikt nigdy nie znajdzie tego miejsca. Skoro się tu znalazłeś i dalej nie będziesz mówić, to będzie twój koniec. Pochowamy cię tu i nikt się nigdy nie dowie. Zastanów się nad tym – jeśli jesteś mądry, powiesz nam to, co chcemy wiedzieć”. Serce podskoczyło mi do gardła, gdy to usłyszałem. Naprawdę nie mogłem sobie wyobrazić, co mogą ze mną zrobić ci krwiożerczy funkcjonariusze „Policji Ludowej”, którzy zachowywali się jak bandyci z półświatka. Szybko zawołałem do Boga w swoim sercu, prosząc Go, aby dał mi siłę i determinację i pomógł mi znieść okrutne tortury, które mnie czekały. Widząc, że nadal nie chciałem powiedzieć ani słowa, dwóch oficerów brutalnie rzuciło się na mnie i zerwało ze mnie całe ubranie, a potem kazali mi stanąć z boku. Jeden z nich wskazał na mój nos i powiedział kpiąco: „Spójrz na to – naprawdę nie masz wstydu”. Inny zaczął przeszukiwać moje ubrania, wywracając je na lewą stronę jak wygłodniały pies szukający jedzenia. W końcu znalazł zaledwie 30 juanów, a potem obrócił głowę i wypluł słowa „Jesteś tylko cholernym biedakiem!”, wpychając sobie gotówkę do kieszeni. To sprawiło, że poczułem gniew i nienawiść. Myślałem: „W jaki sposób ta policja »służy ludowi«? To po prostu banda łotrów i bandytów, którzy tyranizują i wykorzystują zwykłych ludzi. Gdybym nie zobaczył tego dzisiaj na własne oczy, nie wiem, jak długo jeszcze dałbym się oszukiwać kłamstwom KPCh”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że za tym aresztowaniem stała dobra wola Boga; Bóg nie kazał mi cierpieć ze złej woli, lecz po to, abym mógł wyraźnie ujrzeć złe oblicze KPCh. Po około dziesięciu minutach pojawił się inny funkcjonariusz, który niósł dwa przewody elektryczne i uśmiechał się złośliwie. Wskazał na mnie groźnie i powiedział: „Boisz się? Dwa lata temu był tu inny przestępca, który też nie chciał mówić, ale nie mógł znieść rażenia prądem. W końcu wszystko wyśpiewał. Ty na pewno też nabierzesz ochoty do rozmowy!”. Widząc, że zamierzają mnie razić prądem, czułem zarówno nienawiść, jak i strach. Jeśli tego rodzaju tortury potrwają wystarczająco długo, z pewnością umrę. Szybko odmówiłem modlitwę do Boga: „Boże, ci nikczemni policjanci są tak okrutni – obawiam się, że nie będę w stanie tego przezwyciężyć. Proszę, chroń mnie i daj mi siłę, abym nie został judaszem i nie zdradził Cię z powodu słabości mego ciała”. Po tej modlitwie Bóg oświecił mnie i przyszedł mi do głowy ten kościelny hymn: „Moja głowa może pęknąć i może popłynąć krew, ale nie można stracić zapału ludu Bożego. Boże napomnienia spoczywają na sercu, postanawiam upokorzyć szatana. Ból i trudności są zesłane przez Boga, zniosę upokorzenie, aby być Mu wiernym. Nigdy więcej nie stanę się przyczyną łez lub strapienia Boga” („Pragnę ujrzeć dzień chwały Boga” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). „To prawda” – pomyślałem. „Ludzie królestwa muszą mieć uczciwość i hart ducha godne ludu królestwa – żądza życia i obawa przed śmiercią jest tchórzostwem. Szatan w swej głupocie myśli, że przez tortury może skłonić mnie do zdradzenia Boga i zniweczyć moją szansę na osiągnięcie zbawienia. Absolutnie nie mogę dopuścić do urzeczywistnienia tego planu i absolutnie nie mogę pozwolić, aby imię Boże zostało przeze mnie zhańbione”. Przemyślawszy to wszystko, poczułem w sobie przypływ siły i odnalazłem odwagę, by stawić czoła torturom.

Kiedy o tym wszystkim myślałem, dwóch policjantów podbiegło do mnie, przycisnęło mnie brzuchem do podłogi, a następnie przygnietli mnie krzesłem. Podeszli jeszcze dwaj funkcjonariusze, po jednym z każdej strony, i przydeptali mi dłonie butami. Miałem wrażenie, jakby moje ręce były przybite do podłogi – w ogóle nie mogłem się ruszyć. Jeden z policjantów wziął dwa przewody ze skrzynki elektrycznej i przypiął jeden do palca na mojej lewej ręki, drugi do prawej, a następnie włączył zasilanie. Fala prądu elektrycznego natychmiast przepłynęła przez każdy nerw w moim ciele; to było uczucie jednoczesnego odrętwienia i bólu, i nie mogłem powstrzymać skurczów całego ciała. Krzyczałem z bólu, więc zwyrodniali policjanci wepchnęli mi do ust piankowy pantofel. W ten sposób razili mnie raz za razem, powodując taki ból, że byłem całkowicie zlany potem i wkrótce ubranie miałem tak przemoczone, jakbym cały był zalany wodą. Włączając prąd, funkcjonariusz ciągle na mnie krzyczał: „Będziesz mówić czy nie? Jak nie zaczniesz gadać, zabiję cię! Tak kończą ci, którzy nie chcą gadać!”. Zacisnąłem mocno zęby i zmusiłem się do zniesienia bólu bez wydawania dźwięku. Kiedy to zobaczyli, zaczęli włączać prąd na dłużej. W końcu czułem, że nie mogę już tego znieść i chciałem po prostu umrzeć. Zebrałem resztki sił w moim ciele, żeby zepchnąć dwóch policjantów, którzy przygniatali mnie krzesłem, a następnie mocno uderzyłem głową w podłogę. Ale, co dziwne, ta twarda betonowa podłoga nagle stała się miękka jak gąbka i bez względu na to, jak mocno uderzałem w nią głową, nic się nie działo. Właśnie wtedy nagle zobaczyłem wyraźnie w myślach kilka wersetów słów Boga, które często omawialiśmy podczas spotkań w kościele: „Cierpienie niektórych ludzi osiąga punkt, w którym ich myśli obracają się ku śmierci. To nie jest prawdziwe umiłowanie Boga; tacy ludzie są tchórzami, nie mają wytrwałości, są słabi i bezsilni!” („Tylko doświadczając bolesnych prób, możesz poznać piękno Boga” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Mimo że twoje ciało cierpi, masz słowo Boga i Jego błogosławieństwo. Nie możesz umrzeć, choćbyś nawet chciał: Czy możesz zrezygnować z poznania Boga i uzyskania prawdy, jeśli umrzesz?” („Jedynie dążąc do prawdy, można uzyskać zmianę usposobienia” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowa Boga delikatnie przypomniały mi, że chciałem umrzeć, ponieważ nie mogłem znieść cierpienia, i że w ten sposób nie będę niósł świadectwa o Bogu, ale zawstydzę i zdradzę Boga. Świadczyłoby to o braku charakteru, byłoby tchórzliwe i wcale nie zawstydzałoby szatana. Boże oświecenie pozwoliło mi uświadomić sobie, że podłoga nagle stała się miękka, ponieważ Bóg po cichu powstrzymał mnie, chronił i nie pozwolił mi umrzeć w nadziei, że będę niósł świadectwo w tej strasznej sytuacji, w ten sposób zawstydzając szatana i przynosząc chwałę Bogu. Zrozumienie miłości i ochrony Boga było dla mnie ogromnie inspirujące i w myślach podjąłem decyzję: bez względu na to, jak ci okrutnicy będą mnie torturować, nie poddam się i nawet jeśli zostanie mi ostatni oddech, dobrze go spożytkuję, trwając przy świadectwie o Bogu, i absolutnie Go nie zawiodę. W całym moim ciele wezbrała siła – zacisnąłem zęby i przygotowałem się na jeszcze bardziej brutalne tortury prądem.

Widząc, że wciąż się nie poddaję, policjantom z wściekłości nabrzmiały żyły. Mieli nienawiść w oczach, zgrzytali zębami i zaciskali pięści, wyglądając, jakby chcieli mnie pożreć. Jeden z nich, czerwony z irytacji, podbiegł do mnie i, chwytając za włosy, gwałtownie szarpnął moją głowę, pochylił się nad moją twarzą i krzyknął na mnie z diabelskim wyrazem twarzy: „Ty gnoju, będziesz gadać czy nie? Jeśli tego nie zrobisz, obedrę cię ze skóry i zostawię żebyś zdychał. Tak się to kończy, jak nie chcesz gadać!”. Potem puścił moje włosy i gorączkowo krzyknął na innego funkcjonariusza: „Daj mu śmiertelną dawkę!”. Nie mogąc wytrzymać tego wyższego napięcia elektrycznego, zemdlałem. Oblali mnie zimną wodą, aby mnie ocucić, a następnie kontynuowali tortury. Po kilku kolejnych wstrząsach odczuwałem nieznośny ból w całym ciele. Naprawdę nie mogłem już tego znieść i czułem, że mogę umrzeć w każdej chwili. Gdy przechodziłem ten kryzys, Bóg pokierował moje myśli w stronę tego hymnu kościelnego: „Wobec przeciwności losu przewodnictwo Bożych słów wzmacnia moje serce. Nie mogę trzymać pługa, a patrzeć wstecz. Tak rzadko zdarza się, by móc zaakceptować szkolenie królestwa, a ja absolutnie nie mogę przegapić szansy, by być udoskonalonym. Gdybym zawiódł Boga, żałowałbym tego do końca życia. Jeśli odwrócę się od Boga, historia mnie potępi. (…) Moje serce ceni tylko prawdę i jest oddane Bogu; nigdy więcej się nie zbuntuję i nie zasmucę Boga. Jestem zdecydowany kochać Boga i pozostać Mu całkowicie oddanym, a nikt ani nic mnie nie powstrzyma. Dlatego złożę świadectwo, aby uwielbić Boga, bez względu na to, jak ciężkie są próby czy udręki. Będę wieść wypełnione sensem życie poprzez zdobywanie prawdy i Bożej doskonałości” („Zdeterminowany, by pozostać całkowicie oddanym Bogu” w książce „Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Pomyślałem także o tych słowach Boga: „Jeśli zostało ci choćby jedno tchnienie, Bóg nie pozwoli ci umrzeć” (Rozdział 6 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Kierując się słowami Boga, moje słabe serce ponownie się wzmocniło. Pomyślałem sobie: „Choć jesteście stadem dzikich demonów, możecie tylko torturować moje ciało i zgotować mi los gorszy niż śmierć, ale nigdy nie możecie zmienić mojego pragnienia pójścia za Bogiem. Im bardziej mnie dręczycie, tym wyraźniej widzę wasze złe twarze i tym bardziej jestem zdecydowany podążać za Bogiem. Nie wyobrażajcie sobie, że możecie mnie zmusić do wydania choć jednego brata lub siostry – nawet jeśli to oznacza, że ​​dzisiaj umrę, to tym razem zadowolę Boga!”. Gdy już zdecydowałem, że jestem gotowy poświęcić swoje życie, po raz kolejny stałem się świadkiem wszechmocy Boga, Jego miłosierdzia i troski o mnie. Razili mnie prądem jeszcze kilka razy, a kiedy zobaczyli, że mam naprawdę poważne skurcze całego ciała, nie odważyli się kontynuować, bojąc się odpowiedzialności za moją śmierć. Ale nadal się nie poddawali – ponownie podnieśli mnie z ziemi, silnie wykręcając ręce za plecami i mocno związując liną. Skrępowano mnie tak mocno, że bolały mnie nadgarstki i wkrótce moje ręce stały się zimne i spuchnięte; całkowicie zdrętwiały i straciłem w nich wszelkie czucie. Zdegenerowani policjanci chcieli mnie powiesić, żeby dalej mnie torturować, ale za każdym razem, gdy naciągali linę, rozluźniała się. Próbowali to zrobić wiele razy, ale za każdym razem kończyło się to niepowodzeniem. Zakłopotani mówili: „Co się dzisiaj dzieje? Lina nie chce się naciągnąć – to naprawdę dziwne! Może to znak, że powinniśmy mu odpuścić?”. Jeden z nich powiedział: „Dajcie spokój! Wystarczy na dzisiaj. Robi się późno”. Ten okrutny funkcjonariusz, który chciał mnie powiesić, nie miał innego wyjścia, jak się poddać, ale wskazał na mnie i powiedział groźnie: „Miałeś dzisiaj naprawdę szczęście, ale poczekaj, jutro zobaczysz, co mam dla ciebie w zanadrzu!”. Wiedziałem, że Bóg jeszcze raz mnie uchronił, i wciąż Mu dziękowałem w sercu. Właśnie wtedy przyszły mi do głowy te słowa od Boga: „Wszystko we wszechświecie jest w Moich rękach. Gdy przemówię, tak będzie. Gdy postanowię, tak będzie. Szatan jest pod Moimi stopami, w dole bez dna” (Rozdział 15 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). „Jestem twoim wsparciem, a twój duch musi być młodzieńczy! Szatan wierzga w śmiertelnych spazmach, lecz i tak nie ucieknie przed Mym sądem. Depczę szatana Mymi stopami, jak również wy go depczecie – to prawda!” (Rozdział 17 „Wypowiedzi Chrystusa na początku” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Tego dnia osobiście byłem świadkiem cudownej ochrony Boga względem mnie i osobiście doświadczyłem, że Bóg naprawdę jest wszechmogący i że panuje nad wszystkim, że absolutnie wszystko w niebie i na ziemi jest w Jego rękach i że wszystkie rzeczy, żywe czy nie, znajdują się pod wyłączną władzą Boga. Widziałem, że szczególnie ci niegodziwi policjanci byli podporządkowani Bożym planowym działaniom i chociaż na zewnątrz mogli wydawać się okrutni, bez Bożego pozwolenia nie byliby w stanie tknąć ani jednego włosa na mojej głowie. Jeśli tylko zachowam wiarę w Boga i jestem gotów porzucić moje życie, aby Go zadowolić, a także jestem gotów nieść o Nim świadectwo, te demony z pewnością zostaną zhańbione i pokonane. Było to ucieleśnienie wszechmocy Boga i Jego całkowitego triumfu!

Policjanci torturowali mnie w tym małym dwupiętrowym budynku non stop od drugiej do szóstej po południu, a potem zabrali mnie z powrotem na posterunek. Kiedy wróciliśmy, wsadzili mnie do żelaznej klatki i nie dawali mi nic do jedzenia ani picia. Zziębnięty, głodny i słaby fizycznie oparłem się o pręty klatki i przypomniałem sobie wszystko, co wydarzyło się tego dnia. W mojej głowie pojawiły się te słowa Boga: „Te diabły są gangiem wspólników![1] Zstępują pośród śmiertelnych, by dogadzać sobie w przyjemnościach i wzbudzać rozruchy. Wzbudzane przez nich niepokoje powodują zmienność w świecie i rodzą panikę w sercu człowieka, a tak zdeformowali człowieka, że przypomina zwierzęta nieznośnej brzydoty, nie posiadając już najmniejszego śladu oryginalnego świętego człowieka. Pragną nawet objąć władzę jak tyrani na ziemi. Utrudniają dzieło Boże, tak że ledwo może ono posuwać się naprzód i zamykają człowieka jakby za murami z miedzi i stali. Popełnili tyle grzechów i spowodowali tak wiele kłopotów – jak mogliby spodziewać się czegoś innego niż czekania na karcenie?” („Dzieło i wejście (7)” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Porównując słowa Boga z faktami, w końcu zobaczyłem wyraźnie, że policjanci, których kiedyś podziwiałem, byli w rzeczywistości niesamowicie bestialscy i okrutni. Wyglądają bardzo dostojnie, zawsze wygłaszają frazesy o obowiązku i uczciwości i udają życzliwość jako „słudzy ludu”, ale w rzeczywistości są stadem brutalnych i bezwzględnych bestii, demonów, które mogą zamordować człowieka bez mrugnięcia okiem. Co było złego w tym, że wierzę? Co w tym złego, że czczę Boga? Ci źli funkcjonariusze postrzegali mnie jako śmiertelnego wroga i traktowali mnie z tak nieludzką brutalnością, że niemal pozbawili mnie życia. Jak człowiek może być zdolny do czegoś takiego? Czy nie są to rzeczy, które mógłby zrobić tylko demon? Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że ci funkcjonariusze policji wyglądali na ludzi z zewnątrz, ale ich wewnętrzna istota była istotą demonów i złych duchów, które nienawidzą prawdy i nienawidzą Boga oraz które są Jego naturalnymi wrogami. Przybyli na świat właśnie jako żywe duchy, aby krzywdzić i pożerać ludzi. Byłem pełen nienawiści do nich, a jednocześnie miałem głębokie poczucie Bożej dobroci i piękna. Chociaż trafiłem do jaskini diabła, Bóg zawsze był ze mną i po cichu mnie chronił, zachęcając i pocieszając mnie swoimi słowami oraz dając mi wiarę i siłę, abym raz za razem mógł przetrwać tortury i wyniszczenie ze strony tych demonów. Nawet wtedy, gdy kilkukrotnie znalazłem się na skraju śmierci, Bóg chronił mnie swoją wielką mocą, ratując mnie przed śmiercią. Miłość Boga do mnie jest tak bardzo realna! Po cichu napomniałem się: bez względu na to, jak te demony będą mnie torturować w przyszłości, będę nieść świadectwo i zadowolę Boga. Oświecenie i przewodnictwo słów Boga pocieszyło moje serce, a mój ból fizyczny wyraźnie zelżał. W towarzystwie Bożej miłości przetrwałem tę długą noc.

Następnego dnia dwóch funkcjonariuszy stanęło przed klatką po zjedzeniu śniadania. Jeden z nich uśmiechnął się przebiegle i powiedział: „Jak się masz? Miałeś nocą trochę czasu, żeby wszystko przemyśleć? Więc będziesz mówić czy nie?”. Spojrzałem na niego, ale nie odpowiedziałem. Widząc to, natychmiast zmienił śpiewkę – włożył rękę do klatki, złapał mnie za włosy i szarpnięciem przyciągnął moją twarz do swojej. Potem przypalił mi nos papierosem i, patrząc na mnie z dziką miną, powiedział: „Mówię ci, wielu przestępców przychodzi tutaj i nawet najbardziej niechętni do rozmowy nie mogą ode mnie uciec. Nawet jeśli tu nie umrzesz, i tak cię obedrę ze skóry!”. Wkrótce przybyło dwóch innych funkcjonariuszy; otworzyli klatkę i wyciągnęli mnie. Do tego czasu moje nogi były jak z waty i nie byłem w stanie ustać. Upadłem na podłogę. Jeden z policjantów myślał, że udaję, więc podszedł i brutalnie kopnął mnie kilka razy, krzycząc: „Myślisz, że możesz udawać trupa?”. Dwaj inni podnieśli mnie i bili mnie pięściami w twarz i górną część ciała. Po dłuższej chwili takiego bicia zobaczyli, że moje ciało zwiotczało jak trup, z nosa i ust płynęła krew, a moja twarz była pobita na krwawą miazgę i nie reagowała. Jeden z nich powiedział: „Dajmy sobie spokój. Wygląda na to, że nie wytrzyma długo, a jeśli nam tu umrze, będziemy mieć kłopoty”. Dopiero wtedy powstrzymali swój gwałtowny atak na mnie i odrzucili mnie na bok. Słyszałem, jak cicho rozmawiają między sobą, a jeden z nich powiedział: „Od kiedy jestem w policji, nigdy nie widziałem, żeby ktoś był taki twardy. Przez cały czas nie pisnął ani słowa – to naprawdę coś!”. Czułem, że słyszę w ich słowach westchnienie szatana, który z rezygnacją zwiesza głowę, i widziałem, jak ucieka w panice w obliczu niepowodzenia. Widziałem też, jak Bóg uśmiecha się po zdobyciu chwały, i odczułem nieopisaną radość. W ciszy dziękowałem Bogu i nie mogłem powstrzymać się od śpiewania w głębi duszy hymnu kościelnego pod tytułem „Królestwo”: „Bóg jest moim wsparciem, po co się bać? Będę walczył z szatanem aż do końca. Bóg nas podnosi, więc zostawmy wszystko, walczmy, by nieść świadectwo o Chrystusie. Bóg z pewnością zrealizuje swoją wolę na ziemi. Oddaje Mu swoją miłość, lojalność i oddanie. Przywitam Jego powrót, gdy przyjdzie w chwale. Kiedy urzeczywistni się królestwo Chrystusa, ponownie Go spotkam, Wielu zwycięskich, dobrych żołnierzy zrodziło się w trudach. Zwyciężyliśmy wraz z Bogiem, a teraz jesteśmy Jego świadectwem. Wszystkie narody zmierzają na tę górę, krocząc w świetle Boga. Wypatruj dnia, w którym Bóg zyska chwałę, bo on szybko nadejdzie. Wielki przepych królestwa musi ukazać się na całym świecie” („Podążaj za Barankiem i śpiewaj nowe pieśni”). Im dłużej śpiewałem, tym bardziej wypełniała mnie energia. Czułem, że doświadczanie tego rodzaju ucisku i trudów za wiarę w Boga było dla mnie prawdziwym zaszczytem. Moja wiara rosła bardzo szybko i poprzysiągłem walczyć z szatanem do końca. W ten sposób przetrwałem kolejny dzień.

O dziewiątej rano trzeciego dnia przyszedł policjant. Gdy tylko wszedł, przedstawił mi się i powiedział, że jest dowódcą tego posterunku. Stał przede mną i z udawaną łagodnością powiedział: „Nacierpiałeś się. Przez ostatnie kilka dni byłem w powiecie na spotkaniach. Właśnie wróciłem i usłyszałem o tym, co się z tobą dzieje. Upomniałem ich bardzo surowo – jak mogą kogoś tak po prostu pobić bez uprzedniego rozpoznania sytuacji? Naprawdę posunęli się za daleko”. Siłą rzeczy w obliczu tej nieoczekiwanej „życzliwości” złego policjanta miałem mętlik w głowie, ale właśnie wtedy kilka Bożych słów o czymś mi przypomniało: „W każdym czasie Mój lud musi uważać na przebiegłe knowania szatana” (Rozdział 3 „Słów Bożych dla całego wszechświata” w księdze „Słowo ukazuje się w ciele”). Uświadomiłem sobie, że to jedna ze sztuczek szatana – kiedy widzi, że kij nie działa, próbuje marchewki, aby skłonić mnie do zdradzenia Boga i wydania kościoła. Moje serce rozjaśniło się i wiedziałem już, co mam robić. Pomyślałem: „Mądrość Boga jest realizowana na podstawie podstępów szatana. Więc bez względu na to, jak przebiegły jesteś, stary diable, mam słowa Boga, które mnie poprowadzą. Chyba śnisz, jeśli myślisz, że twoje sztuczki się powiodą!”. Bez względu na to, ile „miłych rzeczy” mówił, aby mnie skusić, nie zwracałem na niego uwagi. Widząc, że nic nie zdziała, w końcu nie miał wyboru i musiał wyjść. Potem weszli dwaj inni funkcjonariusze i krzyknęli na mnie z wściekłością: „Cholera, tylko poczekaj. Jeśli nie będziesz mówić, nigdy stąd nie wyjdziesz! Możemy cię skazać bez żadnych dowodów. Przekonasz się!”. Byłem bardzo spokojny w obliczu ich gróźb, myśląc sobie: „Wierzę, że wszystko jest w rękach Boga, również to, czy otrzymam wyrok, czy też nie. Te demony nie mają ostatniego słowa, należy ono do Boga. Bez względu na to, co się stanie, wierzę, że wszystko, co Bóg robi, ma sens, i jestem gotów być posłuszny do samego końca”.

Policja nie miała żadnych dowodów mogących być podstawą wyroku skazującego, ale i tak nie chcieli mnie wypuścić. Od kilku dni policjanci odmawiali mi jedzenia i wody. Tego wieczoru byłem tak głodny, że całkiem opadłem z sił i zastanawiałem się, czy jak tak dalej pójdzie, nie umrę z głodu. Właśnie wtedy pomyślałem: „Losy ludzi są w rękach Boga, więc jeśli Bóg nie chce, aby ktoś umarł, to nie umrze. Wszystko, co muszę zrobić, to podporządkować się Bożym ustaleniom i aranżacjom”. Niedługo potem policja przyprowadziła sześć osób, które zostały przyłapane na uprawianiu hazardu. Ludzie ci poprosili funkcjonariuszy, żeby kupili dla każdego funt pierogów, a tamci przywieźli około siedmiu funtów. W końcu zapłacili grzywnę i zostali szybko zwolnieni, ale tuż przed odejściem bez wiedzy policji oddali mi resztę pierogów. Po raz kolejny zobaczyłem, że wszyscy ludzie, wydarzenia i rzeczy podlegają planowym działaniom Boga. Moje oczy wypełniły się łzami i byłem poruszony w sposób nie do opisania. Czułem tylko, jak cudowny i wspaniały jest Bóg! Mimo że trafiłem do jaskini demonów, Bóg przez cały czas był przy mnie, troszczył się o mnie, i czuwał nade mną, działając jak moja wewnętrzna siła życiowa, wspierając mnie, bym raz za razem pokonywał pokusy szatana. Okazał również współczucie dla mojej słabości, pomagając mi przetrwać te trudności. Bóg jest tak praktyczny, a Jego miłość jest tak prawdziwa!

Przez sześć dni policja nie była w stanie znaleźć żadnych dowodów popełnienia przeze mnie przestępstwa, więc nałożono grzywnę w wysokości 200 juanów i wypuszczono mnie na wolność. Byłem głęboko świadomy, że Bóg panuje nad tym wszystkim i że na pewno wie, ile cierpienia powinienem znieść i ile dróg powinienem przejść – Bóg nie pozwoliłby mi cierpieć nawet jeden dzień, jeśli nie byłoby to konieczne. Wiedziałem, że policja nie chciała wypuścić mnie tego dnia: ich diabelska, złowroga natura na pewno nie pozwoliłaby mi tak łatwo odejść. Ale Bóg nie wyrażał już zgody na przetrzymywanie mnie, więc nie mieli w tej sprawie nic do powiedzenia. Pozwoliło mi to również zobaczyć, że szatan i jego demony pełnią służbę dla Boga, gdy On doskonali swój wybrany lud, i chociaż mogą się wydawać bardzo groźni, Bóg panuje nad wszystkim. O ile tylko naprawdę opieramy się na Bogu i poddajemy się Mu, o tyle będzie On nas chronił, abyśmy mogli pokonać wszystkie demoniczne siły, przetrwać niebezpieczeństwo i dotrzeć do miejsca schronienia.

Na posterunku policji torturowano mnie przez pełne sześć dni, a to niezwykłe doświadczenie pomogło mi naprawdę zobaczyć odrażające oblicze rządu KPCh oraz jego złą, reakcyjną naturę i istotę. Zobaczyłem, że jest to demon, który jest wrogiem Boga, i że tworzy go banda łotrów. Pozwoliło mi to również zrozumieć wszechmoc Boga, Jego zwierzchność, cudowność i mądrość, a także osobiście doświadczyć Bożej miłości i zbawienia; zrozumiałem, że Bóg jest wszechmogący, lojalny, wielki i piękny oraz że jest Tym, który jest wiecznie godny zaufania i czci ludzkości. Co więcej, zasługuje na ludzką miłość. Doświadczenie to stało się punktem zwrotnym w moim życiu wiary, ponieważ bez niego nigdy nie poczułbym prawdziwej nienawiści do szatana ani nie zyskałbym prawdziwego zrozumienia Boga. Moja wiara w Boga byłaby wtedy całkiem pusta i nie byłbym w stanie osiągnąć pełnego zbawienia. Dopiero przechodząc przez te brutalne prześladowania i ucisk ze strony KPCh, poznałem, czym są szatan i jego demony, czym jest piekło na ziemi i czym są mroczne siły zła. I tylko dzięki temu doświadczeniu mogłem dostrzec, jak wielką łaskę i współczucie Bóg mi okazał, skoro ja – urodzony w Chinach, kraju tak ciemnym, złym i brudnym – mogę wyrwać się ze szponów szatana, pójść ścieżką wiary i szukać światła w życiu! Byłem także świadkiem wszechmocy i zwierzchności Boga oraz doświadczyłem autorytetu i potęgi Jego słów. Jego słowa naprawdę mogą stać się życiem człowieka, mogą uratować ludzi przed wpływami szatana i pomóc im pokonać ograniczenia śmierci. Naprawdę doświadczyłem również, że tylko Bóg jest zdolny do prawdziwej miłości do ludzi i prawdziwego zbawienia ludzi, podczas gdy szatan i jego demony mogą tylko ludzi oszukiwać, krzywdzić i pożerać. Dziękuję Bogu za to, że wykorzystał ucisk KPCh, aby umożliwić mi rozróżnienie tego, co słuszne, od tego, co niesłuszne, aby wyraźnie widzieć dobro i zło Począwszy od dzisiaj pragnę zrozumieć i zdobyć więcej prawdy, aby osiągnąć prawdziwą wiedzę o Bogu, a także aktywnie głosić ewangelię Boga i nieść świadectwo o Jego imieniu, aby więcej ludzi mogło przyjść przed oblicze Boga i oddawać Mu cześć!

Przypis:

1. „Wspólnicy” są tego samego pokroju, co „banda opryszków”.

Wstecz: 28. Wejście do legowiska demonów pozwoliło mi głębiej doświadczyć Bożej miłości

Dalej: 30. Boża miłość jest ze mną, gdy doświadczam trudności

Skontaktuj się z nami w dowolnym czasie, jeśli w swojej wierze napotykasz na jakieś trudności czy wątpliwości.
Skontaktuj się z nami przez Messenger
Skontaktuj się z nami przez WhatsApp

Powiązane treści

32. Boża miłość nie zna granic

Autorstwa Zhou Qing, prowincja SzantungDoświadczyłam w tym życiu wszystkich możliwych nieszczęść. Mój mąż zmarł niedługo po naszym ślubie i...

Ustawienia

  • Tekst
  • Motywy

Jednolite kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

Spis treści

Szukaj

  • Wyszukaj w tym tekście
  • Wyszukaj w tej książce