Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczeń przed tronem sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

55. Doświadczajenie szczególnej miłości Boga

Autorstwa Jiayi, Prowincja Anhui

Moja natura jest arogancka; bez względu na to, co robię, zawsze udaje mi się poprzez zmyślność i oryginalność pokazać swą błyskotliwość, i dzięki temu, kiedy wykonuję dzieło kościoła, często naruszam zarządzenia dotyczące dzieła i robię rzeczy po swojemu. Zwłaszcza wybierając ludzi i posługując się nimi, nigdy nie poddawałam tego ostrożnej rozwadze wedle zasad prawdy i nie sondowałam uważnie, by zrozumieć wszystkie okoliczności dotyczące osoby, którą chciałam wybrać. Skutek tego był taki, że ostatecznie wybierałam ludzi zwodniczych i takich, którzy jedynie mówili o literze i doktrynie, aby przyjąć na siebie ważne obowiązki w kościele. Stało się to źródłem znacznej straty w dziele kościoła, jak i w życiu moich braci i sióstr. Tak więc zostałam odwołana ze służby.

Gdy dowiedziałam się, że mam zostać zastąpiona, byłam osłupiała. Jak coś takiego mogło przydarzyć się mnie? Po pewnym czasie kościół nie zlecał mi żadnych zadań. Pomyślałam wówczas: wygląda na to, że mój problem jest dość poważny. Jest prawdopodobne, że zostanę wydalona. Niektórzy ludzie byli wydalani już wcześniej, ponieważ zawsze wykonywali swoje obowiązki zdawkowo i oszukiwali Boga, wielce zaburzając i zakłócając dzieło kościoła. Jeszcze inni stali się antychrystami i zostali wydaleni, ponieważ często wywyższali samych siebie, dając świadectwo o sobie samych i konkurowali z Bogiem o jego lud wybrany. Czyż ja nie winnam być tym bardziej wydalona, skoro pracowałam zdawkowo i lekkomyślnie, wywyższałam siebie, dawałam świadectwo o samej sobie oraz wielce zaburzałam i zakłócałam dzieło kościoła? Widząc tę katastrofę, do której doprowadziłam, trzęsłam się ze strachu. Moje serce nieustannie mówiło: „Jestem skończona. Tym razem jestem całkowicie skończona. Opierałam się Bogu i obraziłam Boże usposobienie. Bóg z pewnością mnie nie zbawi. Choć nawet Bóg powiedział, że robi wszystko, co może, aby zbawić rodzaj ludzki, stosuje się to do tych, którzy są zepsuci tylko trochę, i do tych, którzy popełnili niewielkie wykroczenia. Osoba arogancka i pyszałkowata jak ja, ślepa na Boga, która popełniła wszelkiego rodzaju wykroczenia, z pewnością będzie cierpiała Bożą karę. Nawet gdybym pragnęła dążyć do prawdy i zaczęła od początku, Bóg mi nie wybaczy, ponieważ moje działania spowodowały, że Bóg stracił nadzieję we mnie pokładaną, i bardzo Go zasmuciły”. Bezwiednie pogrążyłam się w bólu i rozpaczy.

Pogrążona w swym skrajnym bólu, wiele myślałam. Ale tym bardziej pragnęłam, aby Bóg dał mi kolejną szansę, bym mogła wypełnić swój obowiązek. Ale za każdym razem, kiedy przychodziła mi do głowy ta myśl, słowa „ciężki grzech” negowały i dusiły wszelki promień nadziei w moim sercu. Ból i obwinianie się dręczyły mnie i spowodowały tak wiele bólu, że nie chciałam już żyć. Omal się nie załamałam. I właśnie w tym momencie przeczytałam słowo Boże, mówiące: „Bóg nie lubi tchórzy; lubi ludzi zdeterminowanych. Nawet jeśli ujawniasz wiele zepsucia, nawet jeśli wybierasz wiele krętych dróg, czy nawet jeśli popełniłeś po drodze wiele wykroczeń czy sprzeciwiałeś się Bogu – albo jeśli istnieją pewni ludzie, którzy w sercach bluźnią przeciw Bogu, obwiniają Go czy pozostają z Nim w konflikcie – Bóg na to nie baczy. Boga interesuje tylko to, czy osoba będzie kiedyś w stanie się zmienić. (…) Chodzi o to, że Boża wola zbawienia ludzkości jest szczera. Daje On ludziom szanse, by okazali skruchę i szanse, by się zmienili, a w trakcie tego procesu rozumie On ludzi i ma głęboką wiedzę o ich słabościach oraz zakresie ich zepsucia. Wie On, że będą się potykać. (…) Rozumie On trudności, słabości, jak również potrzeby każdej osoby. Co więcej, rozumie On, jakie trudności napotka każda osoba podczas procesu wkraczania w zmianę usposobienia i jakie rodzaje słabości i błędów się pojawią. Bóg rozumie to w stopniu najwyższym. Dlatego mówi się, że Bóg widzi głębię ludzkich serc. Nieważne, jak jesteś słaby, o ile nie wyrzekniesz się imienia Boga, o ile nie opuścisz Boga i nie zejdziesz z tej drogi, o tyle zawsze będziesz mieć szansę na osiągnięcie zmiany usposobienia. A jeśli mamy szansę na osiągnięcie zmiany usposobienia, to mamy nadzieję na przetrwanie. Jeśli mamy nadzieję na przetrwanie, to mamy nadzieję na to, że Bóg nas zbawi” („Na czym polega zmiana w usposobieniu i droga do zmiany usposobienia” w księdze „Zapisy przemówień Chrystusa”). Wysłuchałam również tych słów z kazania: „Bóg robi wszystko, co może, aby zbawić rodzaj ludzki. Zwłaszcza w przypadku osób popełniających wykroczenia, wydaje się im, że są poza zbawieniem, jednak Bóg nie zamierza zrezygnować z nich i nadal chce ich zbawić. Niektórzy ludzie popełnili poważne wykroczenia. Bóg rzekł do nich: »musicie tylko wrócić do poświęcenia, jakie mieliście wcześniej, i dążyć do prawdy. Nadal chcę was zbawić«. Niezależnie od tego, jakie wykroczenia popełniłeś, dopóki masz wolę, by nigdy nie opuścić Boga, i pragnienie poszukiwania zbawienia, Bóg nie zrezygnuje z ciebie” („Jak poznać, że Chrystus jest prawdą, drogą i życiem” w książce „Kazania i rozmowy na temat wejścia w życie II”). Te słowa poruszyły moje serce. Wybuchłam płaczem i zaszlochałam. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele razy „niemożliwe” nieoczekiwanie wychodziło na dobre. Bóg rzekł, że nadal chce mnie zbawić, jeśli nie zrezygnuję ze swego dążenia, będę poszukiwać żalu i nie opuszczę ani nie porzucę Go bez względu na moją sytuację. Nie mogłam powstrzymać się, by nie paść na twarz przed Bogiem: „O Boże! Wierzę w Ciebie i podążam za Tobą, a jednak buntuję się przeciw Tobie za każdym razem. Często kieruję się własnymi życzeniami, wykonując swoje obowiązki, i wtrącam się oraz zakłócam dzieło kościoła; A jednak byłeś cierpliwy i wybaczyłeś mi. Dałeś mi kolejną szansę, by wyznać żal i zyskać zbawienie. Och, Boże! Twoja miłość wyeliminowała moje nieporozumienia i podejrzenia względem Ciebie. Spowodowała, że moje umierające serce wydobrzało i wzniosło się ponad skrajny ból i rozpacz. Ponownie rozpaliła ona moje pragnienie do życia – do poszukiwania zbawienia. O Boże! Jesteś tak wspaniały i dobry! Twoja miłość do mnie jest tak głęboka, tak wielka! Brak mi słów w obliczu Twej miłości i ze wstydu niezdolna jestem do ukazania swego oblicza. Czuję głęboko, że byłabym zawstydzona życiem w Twojej obecności. W tym momencie mogę tylko złożyć Ci moje najgłębsze dzięki i oddać chwałę. Mogę tylko ofiarować Ci pieśń mego serca: »Twoja miłość sprawia, że nie potrafię wybrać nic innego, nie powinienem sprawiać, że znowu będziesz się o mnie martwił. Nieznośnie zdeprawowany, doświadczam Twojej miłości tak mocno i tak intensywnie. Jesteś w moim sercu tym Jedynym godnym miłości, tym Jedynym godnym żarliwości, godnym podziwu i zaufania. Gdybym stracił Twoją miłość, zostałby mi tylko ból i nie byłbym w stanie iść dalej. Ponieważ Cię znam, całe moje życie jest szczęśliwe i radosne. Nieważne, co się wydarzy, zawsze będę szedł Twoim śladem, zawsze będę przy Tobie obecny, służąc Ci pociechą. Nawet wśród wielkich cierpień będę Twoim świadkiem i źródłem Twego zadowolenia. Udręki i oczyszczenia zbliżą do Ciebie moje serce. Z Tobą w sercu jestem szczęśliwy na wieki«”.

W tym momencie zaczęłam się uspokajać i oceniać swoje zachowanie. Podczas gdy wykonywałam dzieło kościoła byłem zdominowana przez arogancką i pyszałkowatą naturę; zawsze myślałam o sobie lepiej niż o wszystkich pozostałych, uważałam, że nie ma w kościele pracy, której nie mogłabym wykonywać i której nie wykonywałabym dobrze. Tak więc, wykonując swoje obowiązki nigdy nie polegałam na Bogu ani nie spoglądałem ku Niemu. Nie szukałam woli Bożej i nie działałam wedle zarządzeń dzieła i zasad prawdy. Polegałam całkowicie na własnym umyśle, wewnętrznych cechach i doświadczeniu, aby robić rzeczy na swój sposób. Załatwiając sprawy, często robiłam rzeczy po swojemu i nigdy nie konsultowałam się z innymi. Nawet gdy konsultowałam się z innymi, robiłam to po to, aby wydać się bardziej pokorną. W rzeczywistości miałam już w głowie plan i z tego powodu rzadko uwzględniałam idee innych. Moje podejście do odgórnych zarządzeń dotyczących dzieła było takie, że wdrażałam wszystkie, które wydawały mi się słuszne i były przeze mnie akceptowane, a jeśli nie zgadzały się z moimi pojęciami, wstrzymywałam się z wykonywaniem ich i odwlekałam je, nie wykazując aktywności w ich wdrażaniu. Jeśli bracia i siostry próbowali rozprawić się ze mną i przyciąć mnie, byłam tym bardziej niechętna, aby to przyjąć. Polegałam na mojej szatańskiej naturze, wpadając w amok swej pracy na wiele lat. Właściwie wcale nie dążyłam do prawdy i nie przykładałam wagi do znajomości siebie. Na skutek tego zupełnie nie zrozumiałam usposobienia Boga ani Jego istoty. W najmniejszym stopniu nie wykazywałam poszanowania ani strachu przed Bogiem. Działałam lekkomyślnie przed Bogiem. Miałam czelność powiedzieć cokolwiek i zrobić cokolwiek. Wybierałam zwodniczych ludzi oraz takich, którzy nauczali litery i doktryny, aby wziąć na swe barki odpowiedzialność za dzieło kościoła, co szkodziło życiu braci i sióstr i zakłócało oraz zaburzało dzieło kościoła. Nie zdawałam sobie sprawy, że byłam fałszywym pasterzem; obierałam ścieżkę służby Bogu, jednocześnie opierając się Mu. Chociaż bracia i siostry pouczali mnie wiele razy, nie akceptowałam ich rad ze względu na moją arogancję i trwałam przy własnych sposobach. Ponieważ wielokrotnie opierałam się Bogu i działałam Mu na przekór, prowokując Jego gniew, zostałam odwołana ze służby, co skłoniło mnie do autorefleksji.

Poddając to ocenie, zaczęłam stopniowo budzić się z mojego otępienia. Przez cały ten czas Bóg z rozmysłem kierował wszystkim, co mi się przydarzyło, mając na celu zbawienie mnie. Nie mogłam nie paść ponownie na twarz przed Bogiem: „O Wszechmocny Boże, dziękuję Ci! Chociaż zastąpienie mnie było tym razem niczym próba śmierci, a mój ból był bez porównania z niczym, sprawiło to, że doświadczyłam Twej wspaniałej miłości i zbawienia dla mnie. Jeśli nie byłabym tym razem zastąpiona, nadal żyłabym wewnątrz własnych koncepcji i wyobrażeń, wciąż robiąc rzeczy w błędny sposób. Nadal wierzyłabym, że porzucenie mojej rodziny i pracy, by działać dla kościoła było wierną służbą Tobie. Nie zastanowiłabym się nad swym postępowaniem i nie uświadomiłabym sobie, że moja służba była opieraniem się Tobie i obrazą Twego usposobienia. Gdyby sprawy toczyły się nadal w ten sposób, stawałabym się tylko bardziej i bardziej arogancka i pyszna. Ostatecznie stawiłabym Ci opór jako antychryst i musiałabym ponieść Twą karę. O Boże, Twoja miłość do mnie jest tak wielka i tak prawdziwa! Dzisiejsze zastąpienie jest prawdziwie tym sposobem, w jaki mnie zbawiasz. Dziękuję Ci z całego serca za zbawienie mnie i ochronę. Dziękuję Ci jeszcze bardziej za spowodowanie, iż prawdziwie doświadczyłam za sprawą Twego objawienia, że Twoje sprawiedliwe usposobienie nie może tolerować obrazy; dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś mi dostrzec głęboką, ojcowską miłość, którą okazujesz w bezdusznej udręce i bolesnych próbach, jakim poddawany jest człowiek. W tym samym czasie pozwoliłeś mi również poznać moją własną, zepsutą istotę i zobaczyć, że zostałam zepsuta przez szatana bardzo głęboko. Usposobienie archanioła jest głęboko zakorzenione we mnie i wielce potrzebne mi Twe skarcenie, sąd, próby, oczyszczenie a nawet Twa kara i przekleństwo, które mnie oczyszczą i zbawią. Tylko poprzez to dzieło mogę odnaleźć w sobie cześć dla Tobie i być przez Ciebie chroniona i oczyszczona. O Boże, od dzisiaj jestem gotowa uważnie dążyć ku prawdzie i prawdziwie poddać się Twemu dziełu. Przyjmę Twój sąd i karcenie. Bez względu na to, jak będziesz mnie traktował, ja będę poddawać się Twym zarządzeniom i nie będę narzekać. Proszę tylko o to, by stać się autentyczną osobą i móc Ciebie zadowolić”.

Wstecz:Tajemnice ukryte w moim dążeniu

Dalej:Bądź najpierw surowy wobec siebie, aby móc dyscyplinować innych

Powiązane treści