Aplikacja Kościoła Boga Wszechmogącego

Słuchaj głosu Boga i powitaj powrót Pana Jezusa!

Wszystkich szukających prawdy prosimy o kontakt.

Świadectwa doświadczenia Sądu Chrystusa

Pełne kolory

Motywy

Czcionka

Rozmiar czcionki

Odstęp pomiędzy wierszami

Szerokość strony

0 wyników wyszukiwania

Nie znaleziono wyników

41. Nauczyłam się współpracować z innymi

Autorstwa Liu Heng, Prowincja Jiangxi

W niedawnym głosowaniu zostałam wybrana przywódczynią kościoła. Aby odpłacić za miłość otrzymaną od Boga, podjęłam przed Nim postanowienie: niezależnie od tego, co mnie spotka, nie porzucę swoich obowiązków i nie zdradzę Boga. Będę współpracować z moimi braćmi i siostrami, starannie wypełniać swoje obowiązki i dążyć do prawdy.

Za pracę w kościele odpowiedzialne byłyśmy wspólnie z siostrą Wang i kiedy po raz pierwszy pojawiły się między nami rozbieżności co do tego, jak zorganizować pewne sprawy kościoła, świadomie modliłam się do Boga, by chronił moje serce i sprawił, żebym potrafiła wyrzec się siebie i nie kłócić się z moją siostrą. Często musiałam też sobie powtarzać, że muszę harmonijnie z nią współpracować. Jednak ponieważ kontrolowałam się tylko dlatego, żeby nie wchodzić z nią w konflikty i ponieważ nie weszłam w prawdę, im więcej czasu mijało, tym częściej dochodziło między nami do sprzeczek. Pewnego razu chciałam przydzielić pewnej siostrze obowiązek podlewania nowych wiernych, ale siostra Wang powiedziała, że wybrana przeze mnie osoba się do tego nie nadaje. Wybrałam więc kogoś innego, ale ona znowu uznała tę osobę za nieodpowiednią. Natychmiast się zdenerwowałam, a potem w ogóle nie podnosiłam już tej kwestii. Kiedy mnie o to spytała, wykrzyknęłam: „Wybierz sobie, kogo chcesz!” Później, aby uniknąć konfliktu, milczałam, jeśli mówiła cokolwiek, z czym się nie zgadzałam. Duszenie tego w sobie czasem było nie do zniesienia, więc chowałam się gdzieś i płakałam. Dlatego zawsze miałam poczucie krzywdy. Innym razem wyższa rangą przywódczyni kościoła zleciła mi zadanie i gdy je wykonałam, byłam całkiem zadowolona. Myślałam, że siostra Wang mnie pochwali, a tymczasem wszystko mi popsuła, mówiąc „Powinno się to zrobić inaczej”. Naprawdę mnie to zirytowało. Pomyślałam: „Nawet nie spojrzałaś, a z gruntu wszystko odrzucasz. Rzeczywiście jesteś przemądrzała!” Obie trzymałyśmy się swoich własnych opinii i żadna z nas nie chciała ustąpić drugiej. W końcu przestałam nawet słuchać przekazów słowa Boga. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej wydawało mi się, że siostra specjalnie mi wszystko utrudnia. Znosiłam to raz za razem, a ona ciągle traktowała mnie w ten sposób. Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej czułam się skrzywdzona. W rezultacie znalazłam się w całkowitej ciemności i utraciłam dzieło Ducha Świętego. Od tamtego czasu nie chciałam z nią pracować. Myślałam: „Nie ośmielę się jej przeciwstawić, ale zawsze mogę jej unikać”. Ponieważ nie chciałam, byśmy razem wykonywały obowiązki, złożyłam pisemną rezygnację, wykorzystując jako pretekst swoją niewysoką pozycję i niekompetencję. Niedługo potem spotkałam się z wyższą rangą przywódczynią i powiedziałam jej o mojej rezygnacji. Przypomniała mi o zasadach związanych z braniem na siebie odpowiedzialności i rezygnacją, jak również o wielkiej trosce i o wysiłku, jakie Bóg wkłada w zbawienie ludzi. Uparcie jednak trwałam przy swoim i byłam zdecydowana ustąpić ze stanowiska.

Kiedy obudziłam się następnego dnia, w głowie miałam kompletną pustkę. Nawet gdy się modliłam, nie czułam obecności Boga i czułam się senna, czytając Jego słowa. Byłam przerażona i pomyślałam, że to na pewno moje postępowanie sprawiło, iż Bóg mnie nienawidzi, więc zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Przemyślałam wszystko, co się wydarzyło, gdy współpracowałam z tamtą siostrą i wspólnie wykonywałam z nią obowiązki i zdałam sobie sprawę, że Bóg znienawidził mnie przez moje usposobienie. Słowo Boga nie było obecne w moim postępowaniu i nie żywiłam wobec Niego szacunku. Po prostu nie byłam osobą, która przyjęła prawdę. W rezultacie zostałam oszukana przez szatana, zrezygnowałam ze swoich obowiązków i mimowolnie zdradziłam Boga. Kiedy to sobie uświadomiłam, natychmiast padłam przed Bogiem na twarz i wyznałam swój żal: „Boże Wszechmogący, uczyniłam źle. Uwierzyłam w Ciebie, ale nie chciałam doświadczyć Twojego dzieła. Zaaranżowałeś moją sytuację, a ja nie chciałam tego zaakceptować; pragnęłam uniknąć Twojego skarcenia i sądu. Moje postępowanie naprawdę sprawiło Ci ból. Boże, dziękuję, że Twoje dzieło obnażyło mnie i pozwoliło mi lepiej zrozumieć moje szatańskie usposobienie. Teraz widzę, że rzeczywiście niewiele znaczę. Nie potrafię poradzić sobie nawet z drobnymi przeciwnościami. Kiedy zdarza się jakaś drobna rzecz, której nie lubię, chcę Cię zdradzić. Złamałam przysięgi, które przed Tobą złożyłam. Boże, jestem gotowa okazać skruchę, nie myśleć tyle o sobie i rzetelnie współpracować z moją siostrą. Boże, nie chcę dłużej żyć pod kontrolą i wpływem szatana ani być ograniczana przez swoje skażone usposobienie. Zdecydowałam się wycofać swoją pisemną rezygnację. Nie chcę już żyć tylko dla siebie, od teraz pragnę Cię zadowolić!” Po modlitwie zachciało mi się płakać. Niedługo potem wycofałam swoją pisemną rezygnację i od razu podarłam ją na strzępy. Kiedy zebraliśmy się tego dnia, kilkoro z nas razem czytało słowo Boga, które mówi: „Wasza reputacja została zniszczona; wasza postawa jest poniżająca; wasz sposób wysławiania jest pośledni, wasze życie podłe, a nawet całe wasze człowieczeństwo jest poślednie. Macie ciasny umysł wobec ludzi i targujecie się o każdą drobnostkę. Spieracie się o własną reputację i status, nawet do tego stopnia, że jesteście gotowi zejść do piekła, do jeziora ognistego”. („Wasz charakter jest tak pośledni!” w książce „Słowo ukazuje się w ciele”). „Ludzie nie wymagają dużo od siebie, ale wymagają dużo od Boga. Proszą Boga o szczególne łaski dla siebie, o to, by był dla nich cierpliwy i wyrozumiały, troszczył się i dbał o nich, uśmiechał się do nich i opiekował się nimi na wiele sposobów, i żeby w ogóle nie był dla nich surowy ani nie robił niczego, co choćby trochę ich zdenerwuje – ma tylko każdego dnia przymilać się do nich. Rozum człowieka pozostawia wiele do życzenia!” („Najmniej rozsądni są ludzie, którzy zawsze mają jakieś wymagania wobec Boga” w książce „Zapisy przemówień Chrystusa”). Słowo Boga całkowicie obnażyło moją wewnętrzną brzydotę. Dopiero wtedy dostrzegłam, jak skażone było moje szatańskie usposobienie. Moja natura była tak arogancka i nieuczciwa, że zawsze czułam się lepsza od innych ludzi. Nie miałam żadnej samowiedzy; nie znałam ani swojego wnętrza, ani zewnętrza. Dlatego gdy współpracowałam z siostrą Wang, zawsze chciałam rządzić, być przywódczynią. Zależało mi, by mnie słuchała i wykonywała wszystkie moje polecenia. Zawsze chciałam przewodzić. Kiedy siostra nie zgadzała się ze mną, nie szukałam prawdy, by rozwiązać konflikt i dojść z nią do porozumienia. Raczej traciłam panowanie nad sobą i przyjmowałam negatywne nastawienie, ponieważ straciłam twarz. W konsekwencji uprzedzałam się do siostry aż do tego stopnia, że złość przeszkadzała mi w pracy. Co więcej, nigdy nie pomyślałam o tym, by przejąć inicjatywę w celu poprawienia naszej relacji, ani o tym, by zmienić moje podejście do wykonywania swoich obowiązków. Kiedy pracowałyśmy razem, zawsze przybierałam pozę. W ogóle nie chciałam się zmienić i z pogardą myślałam o szczerej rozmowie z siostrą. Koncentrowałam się na jej wadach i oczekiwałam, że to ona się zmieni. Uważałam się za mistrzynię prawdy, a innych ludzi postrzegałam jako zepsutych. Przez cały ten czas naszej wspólnej pracy w ogóle nie znałam siebie. Kiedy siostra była źle usposobiona albo gdy dochodziło między nami do różnicy zdań, nie zastanawiałam się nad sobą ani nie usiłowałam poznać samej siebie, tylko zrzucałam całą winę na nią. Uważałam, że się myli, więc pomniejszałam ją w swoim sercu i poniżałam ją do tego stopnia, że traktowałam ją jak wroga. Widziałam swoje zepsute szatańskie usposobienia – wyniosłość i nieuczciwość, arogancję i okrucieństwo – i rozumiałam, że postępuję niezwykle małostkowo. Widziałam swoje kołtuńskie zachowanie i zdawałam sobie sprawę, że nie ma we mnie nawet odrobiny człowieczeństwa i rozsądku, które zwykła osoba powinna posiadać. Naprawdę byłam nierozsądna! Bóg wyniósł mnie i dał mi szansę wykonywania obowiązków, ale ja nie myślałam o harmonijnej współpracy ze swoją siostrą i o wykonywaniu swoich obowiązków tak rzetelnie, by zadowolić Boga. Całymi dniami zamiast uczciwie pracować, knułam przeciwko niej i odbywałam z nią rozmowy pełne zazdrości. Interesowały mnie jedynie sprzeczki kręcące się wokół moich własnych pretensji i kłótnie o zachowanie twarzy, powodowane moją próżnością. Czy miałam jakiekolwiek sumienie, jakikolwiek rozum? Czy poszukiwałam prawdy? Bóg wymaga od nas, byśmy wprowadzali w życie Jego słowo, ale ja nie uwzględniałam tego wykonując swoje obowiązki; w ogóle nie poszukiwałam prawdy i podczas naszego wspólnego wykonywania obowiązków nigdy nie przyjmowałam i nie słuchałam sugestii mojej siostry, które były w zgodzie z prawdą. Kiedy coś się działo, obejmowałam przywództwo i wymagałam od niej posłuszeństwa i posłuchu. Czyż nie byłam na ścieżce antychrysta? Czyż postępując w ten sposób nie znajdowałam się na drodze do samounicestwienia? Dopiero wtedy dostrzegłam, że moje postępowanie opierało się na ciele i egoistycznych pragnieniach oraz że moja natura była zbyt samolubna i godna ubolewania. Wiele lat wiary w Boga nie przyniosło mi nic rzeczywistego i nie doszło we mnie do choćby najmniejszej zmiany usposobienia. Nie mogłam tak dalej żyć i postanowiłam poszukać prawdy i dokonać przemiany siebie.

Później przeczytałam słowo Boga: „Jeśli wy, ludzie, którzy macie koordynować pracę w kościołach, nie uczycie się jeden od drugiego i nie porozumiewacie się, wskazując jeden drugiemu na niedociągnięcia, to skąd macie czerpać naukę? Gdy na coś natraficie, powinniście podzielić się tym, a zyska na tym wasze życie. […] Musicie osiągnąć stopień harmonijnej współpracy w celu pracy dla Boga, dla korzyści kościoła, i motywować braci i siostry. Musisz współgrać z nimi, a oni muszą współgrać z tobą; każdy musi poprawiać drugiego, dochodząc do lepszych wyników pracy, a tym samym podporządkowywać się woli Boga. Tylko to jest prawdziwą współpracą i tylko tacy ludzie prawdziwie osiągając prawdziwe wejście. […] Każdy z was, ludzi, którzy służą, musi umieć bronić interesów kościoła we wszystkich aspektach, którymi się zajmujecie, zamiast szukania wyłącznie własnych korzyści. Nieakceptowalne jest pozostawienie bez rozwiązania sytuacji, gdy nawzajem kopiecie pod sobą dołki. Ludzie zachowujący się w taki sposób nie są godni, aby służyć Bogu!” („Służcie jak Izraelici” w książce „Słowo ukazuje się w ciele”).

Z kolei w kazaniu zostało powiedziane: “W służbie opartej na współpracy nikt nie odgrywa głównej roli i nikt nie jest zastępcą. Każdy ma taką samą pozycję, a zasadą jest to, aby poprzez rozmowy o prawdzie osiągnąć konsensus. Wymaga to, by ludzie słuchali siebie nawzajem. To znaczy, że należy słuchać każdego, kto mówi poprawnie i mówi zgodnie z prawdą. Zasadą jest posłuszeństwo wobec prawdy. Prawda jest autorytetem i należy słuchać każdego, kto może mówić o czymś zgodnie z prawdą i trafnie rozumie rzeczy. Nieważne, co ludzie robią, i jakie obowiązki wypełniają, zasadą zawsze jest posłuszeństwo wobec prawdy”. („Znaczenie i wyjaśnienie dziesięciu zasad życia Kościoła ustanowionych przez rodzinę Boga” w książce „Wybrane roczniki organizacji dzieła Kościoła Boga Wszechmogącego”). Na podstawie kazania i słowa Boga zrozumiałam, w jaki sposób praktykować i wkroczyć w pełnienie służby we współpracy z innymi. Współpracując i wspólnie wykonując obowiązki, należy uwzględniać wolę Boga i chronić interesy Bożej rodziny. Niezależnie od tego, co ludzie robią i jaką pracę wykonują, zasady są takie, że we wszystkim powinni być posłuszni prawdzie i przekazywać prawdę. Nie można być tak aroganckim i nieuczciwym, by trzymać się własnych opinii i wymóc na innych posłuszeństwo; nie można też porzucić zasad prawdy, by chronić swoje relacje z innymi ludźmi. Co więcej, nie można po prostu iść za swoimi preferencjami i osiągnąć niezależność – aby osiągnąć harmonijne współdziałanie, należy zrezygnować z siebie i czynnie wyprzeć się siebie oraz uczyć się od innych i naprawiać swoje własne błędy. Dopiero wtedy można osiągnąć Boże błogosławieństwo i przewodnictwo w wypełnianiu obowiązków, lepsze rezultaty w pracy dla kościoła i większą korzyść we własnym życiu. Jeśli przeciwnie, współpracując z kimś, jest się aroganckim i nie dąży się do zasad prawdy, lecz tworzy dyktaturę, by kontrolować innych, lub gdy działa się w pojedynkę i robi rzeczy po swojemu, to wzbudzi się nienawiść Boga i przyniesie straty pracy kościoła. Ja jednak byłam arogancka i zawsze chciałam mieć ostatnie słowo. Jak mogłam nie wiedzieć, że dzieło w Bożej rodzinie nie jest czymś, czemu podołać może jedna osoba? Ludzie nie posiadają prawdy i mają zbyt wiele wad. Działanie w pojedynkę bardzo sprzyja popełnianiu pomyłek. Jedynie poprzez współpracę można w większym stopniu uobecnić dzieło Ducha Świętego, które niweluje nasze braki i zapobiega pomyłkom. Odczuwałam wtedy żal i winę za swoje szatańskie usposobienie, które przejawiało się w mojej arogancji, w moim samolubstwie oraz w tym, że w ogóle nie brałam pod uwagę woli Boga, koncentrowałam się wyłącznie na sobie oraz działałam impulsywnie do tego stopnia, że moje zachowanie było szokujące i niegrzeczne. Wierzę, że byłam zbyt ślepa i głupia i nie rozumiałam, że Bóg zaaranżował tę sytuację po to, abym praktykowała służenie Mu poprzez współpracę z innymi – nie rozumiałam do tego stopnia, że gdy wykonywałam swoje obowiązki, nie usiłowałam korzystać z mocnych stron mojej partnerki, by zrekompensować moje braki ani też nie nauczyłam się tego, czego potrzebowałam, poprzez naszą wspólną pracę. W rezultacie zaszkodziło to pracom kościoła i opóźniło mój życiowy rozwój. Gdyby nie Boża litość i oświecenie Bożych słów, do dzisiaj nie byłabym w stanie zrezygnować z siebie i wciąż chciałabym, by inni mnie słuchali. Kto wie, do jakiej katastrofy w końcu bym doprowadziła? Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, podjęłam postanowienie: chcę działać zgodnie ze słowem Boga, chcę harmonijnie współpracować z moją siostrą na rzecz dzieła kościoła i mojego rozwoju życiowego i nie będę już kierować się dobrem osobistym.

Później otworzyłam się przed moją siostrą i opowiedziałam jej o tym, jak zdobyłam wiedzę o sobie, a ona otworzyła się przede mną i opowiedziała mi, jak ona zdobyła wiedzę o sobie. Dzięki szczerej rozmowie zniknęły moje uprzedzenia wobec niej i dystans między nami. U nas obu pojawiła się wola wspólnego wejścia w zasady służby opartej na współpracy. Nasza współpraca była od tamtej chwili o wiele bardziej harmonijna. Kiedy pojawiała się między nami różnica zdań, poszukiwałyśmy prawdy i pojmowałyśmy wolę Boga modląc się do Niego. Kiedy widziałyśmy braki u siebie nawzajem, byłyśmy pełne zrozumienia i wybaczenia; traktowałyśmy się z miłością. Bezwiednie spłynęło na nas Boże błogosławieństwo i nasze dzieło ewangelii przynosiło dużo lepsze skutki niż wcześniej. Odczuwałam wtedy nienawiść wobec tego, że wcześniej żyłam w kleszczach mojego skażonego usposobienia i że nie wyciągnęłam praktycznych wniosków z sytuacji, które Bóg dla mnie zaaranżował; jeszcze bardziej nienawidziłam tego, że nie dążyłam do prawdy i że mój dług wobec Boga był zbyt wielki. W końcu poznałam słodki smak towarzyszący wprowadzaniu w życie prawdy, miałam więcej wiary, by wypełniać swoje obowiązki i zadowolić Boga, a moje serce wypełniło się wdzięcznością wobec Niego. Od teraz chcę podjąć wysiłki także w innych aspektach prawdy, dążyć do wejścia w rzeczywistość słowa Boga, działać według zasad i należycie wykonywać swoje obowiązki, odpłacając Bogu za Jego miłość.

Wstecz:Najwspanialszy dar, jaki dał mi Bóg

Dalej:Rzeczywiste znaczenie buntu przeciw Bogu